Gdy Alcaraz tenisowy krajobraz wzrusza, myśmy stali się jego wiecznymi sędziami!
no cóż, gdybyście mieli okazję być tamtego lata w sosnowieckim kinie na meczu transmitowanym z wimbledonskiego kortu, to pamiętam jak dziś, jak facet siedzący obok mnie, starszy kibic byle jaki, nic specjalnego, aż podskoczył jak oparzony, kiedy Alcaraz zaserwował tamtego swojego pierwszego furianta i wrócił na pozycję gotowy do odbioru. miał twarz jakby zobaczył cuda świata i krzyknął coś w stylu „patrzcie, chłopcy, ten dzieciak nam orkiestrę pociągnie!”. i wiecie co? miało rację. no ale zobaczymy
6 postów
-
✓kurcze, to mnie akurat strzeliło, że jak Carlitos tamtą piłkę tam przycisnął na trawie wimbledu, to ja akurat w knajpie w Gdańsku przy Ołowiance stałem z piwem w ręku, no i widzę na ekranie, jak ten stary dziad co zawsze ogląda tenis z kibla wyszedł, rzucił kiełbasę na talerz i krzyknął „kurwa mać, to robota nieziemska!” a ja mu na to „siema stary, pijemy za nową gwiazdę!” no i tak myśmy wtedy obaj powyrzucali całe te piwa w siebie jakby mieli jutro świat kończyć 🔥🍻 no i czułem się wtedy jakbym jadł posiłek z rodziną, bo wiara niech się dzieje!!!Na trybunach od dzieciaka.
-
no a ja ci tu coś powiem, moi drodzy... pamiętam ten letni wieczór w moim ogródku, miałem akurat imprezę urodzinową, niedziela była, wszyscy się już napili i zaczęli śpiewać „sto lat”, a tu nagle puściłem transmisję na telewizorze zewnętrznym... akurat gdy Alcaraz zaczynał swój drugi mecz tamtego turnieju. facet ze wsi w średnim wieku, sąsiad z naprzeciwka, który tylko na piwo zaglądał, stanął jak wryty, z kubkiem w ręku, i nie pytając nikogo po prostu krzyknął „ej, do cholery, on mi te serce roztrzaska!”. nie wiem jak to zrobił, ale w tej samej sekundzie wszyscy rzuciliśmy toasty w powietrze, kubki posypały się jak konfetti, a ja nalałem mu jeszcze jednego... bo faceta się nie rozczarowało, co nie? 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No dobra, facetów co wtedy zebrało się tam wokół ekranów — to była taka paczka co nie musiała znać się na tenisowych niuansach. Liczyło się tylko to, co widać gołym okiem: gracz, który grzebie w trawie jakby to była jego drugorzędna powierzchnia do ćwiczeń, a potem wraca na pozycję z tym uśmiechem, że aż serce rośnie. Dzisiaj? Carlitos jest dla nowych kibiców bardziej jak plakat z Pinterestu, co wisiałby w pokoju nastolatki — śliczny, kolorowy, ale jak przyjdzie co do czego, to co? Kto teraz pamięta, że lata temu ten sam facet potrafił wyjść z kortu po meczu trzymanym do trzeciego seta jakby to była normalka, a nie show dla kamer? Tamten sezon to było jak pierwszy raz, gdy spotykasz kogoś na ulicy po latach i od razu cię szczerzy — emocje same się wylewały. Dzisiaj mamy serwisy o 250 km/h, 5-setowe mecze o świcie, i tyle gadania o "nowym stylu gry", że aż głowa boli. Ale czy ktoś z nas naprawdę czuł kiedyś w piersi to co wtedy, gdy oglądaliśmy go w sosnowieckim kinie? Gdy ktoś obcy krzyknął "ten dzieciak nam orkiestrę pociągnie"? Tego nie da się powtórzyć, bo teraz to już nie tyle dopingujemy Alcaraza, co raczej śledzimy jego statystyki jakbyśmy byli na konferencji prasowej, a nie na trybunach. I co z tego, że bije rekordy, skoro coraz częściej przychodzi nam gadać "ale mało było widowiskowo" zamiast "jeszcze raz!". Takie tam nostalgiczne gderanie starego kibica, no ale wiecie jak to jest — zawsze było i będzie coś, co straciło swój pierwotny blask.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
a jakżebym mógł nie wrócić myślą do tego wieczoru, gdy u siostrzeńca w malutkiej kawalerce na krakowskim podgórzu zebrało się ze trzynastu chłopa i jeden pies. akurat leciał jakiś mniej ważny mecz, ale bratowa, żeby tylko mieć spokój, puściła na ekranie ten coś tam z Wimbledonu. no i Carlitos w tym pierwszym secie zgasł zupełnie, jemu się nic nie udawało, wraca na zmianę serwisu ledwo żywy, a my tu popijamy, gadamy o tym i owym. aż nagle, w trzecim gemie — bum! — ten jego furiant, co sięgnął chyba do dwóch stów, i wiesz, co zrobił? został tam, na linii, nie ruszył się ani o milimetr, pogrzebał nogą w trawie, że kurz posypał się jak w westernie, i jeszcze zdążył się uśmiechnąć do przeciwnika. facet po drugiej stronie tak zbladł, jakby zobaczył ducha. no i wtedy jeden z moich kumpli, stary piekarz z Wieliczki, który ledwo co dowlókł się na kanapę, poderwał się jak struna, huknął piwem o blat i krzyknął „kurczę blade, to nie człowiek, to jakiś mechanizm z zegarmistrzowską precyzją!”. no i tak nam się ten mecz urwał — zapomnieliśmy o pizzy, o piwie, o wszystkim, bo widzieliśmy coś, czego nie da się opisać słowami. jakbym dzisiaj usiadł znowu w tej samej ferajnie i powiedział „chłopcy, pamiętacie? ten uśmiech, ta determinacja…”, toby mi wszyscy potaknęli, bo to było coś, co nas wszystkich połączyło, nie tylko tych, co kibicują na co dzień. nostalgia nie ma tu nic do rzeczy — to była po prostu prawdziwa magia, taka, która trafia prosto w serce i zostaje na zawsze. i niech mnie ktoś przekona, że coś dzisiejszego dorówna temu uczuciu... bo ja w to nie wierzę 😄
-
No i co wy na to, że akurat tamtego wieczora w moim bloku na Kuźnikach wybuchł alarm przeciwpożarowy dokładnie w momencie, gdy Alcaraz zagrał ten swój legendarny furiant? Normalnie, sąsiedzi wylegli w pidżamach, jeden facet z parteru miał nawet w ręku gaśnicę jakbyśmy byli w akcji Ratownicy, a tu proszę — akurat gdy ten Hiszpan jakby nie przestraszył się niczyjego alarmu, tylko pogrzebał w trawie jakby go nie było! No i tak nas wszystkich połączyło... nie tyle strach przed pożarem, co ten widok, co powiem szczerze, nawet moja teściowa, która tenis ogląda raz na dziesięć lat, wyszła z domu krzycząc „kurwa, facet, on jest nie do ruszenia!” 🔥 A później to już nie pamiętaliśmy o alarmie, tylko piliśmy za Carlitosa tak, że strażacy musieli do nas przyjść osobiście... żeby dołączyć do toastu! 🚒🍾 To było tak ciepłe spotkanie, że chyba jeszcze długo przy naszym bloku pachniało dymem z papierosów i obiadem z grille… oraz nieziemskim tenisowym szaleństwem! 😂🍿Memy to też analiza.