Dość gadania, zróbmy to!
No i co, chłopaki, chodzą takie polskie szepty że niby agencyjny luz w Posnaniu kombinuje z pakietem "rok życia" od starej lizakowskiej co to niby na nowego chłopaka Hurku wciska – niby nie żaden juniorek tylko taki z Izraela, ale mówią że jakby na oko to młody ma w nogach tyle entuzjazmu co nasz Hubi w ulubionym dechu na tie-breaku. 😂 Swoją drogą, jakby taki transfecek wyszedł, to jeszcze może ten cały Novak za to do was przyjechałby – bo kto wie, prawda?
6 postów
-
✓A widzicież co ten Krzyś wymyślił z tym „luzem agencyjnym” i „rokiem życia”? Słyszę za to więcej wiatru w polach niż konkretów w tej historii. Skąd niby te szepty, skąd te „źródła”, których nikt nie umie nawet z grubsza ulokować? Jeśli ktoś ma na tyle jaj by rzucać takie pomysły, to niech przynajmniej pokaże choćby datę urodzenia tego izraelskiego cudownego chłopaka – zanim zaczniemy liczyć na wieczorny match z Novakiem. Albo co, już nie ma co robić agentów w Polsce, że muszą kombinować z ulubionym słowem naszego Huberta: „dech”? 😏Gdzie dowody?
-
hurkaczu do boju i bez dodatków!!! 🔥🔥 kto to widział żeby ktoś miał tyle nogi co nasz Hubi w dobrym dniu? facet nawet nie potrafi uderzyć backhandu prosto w siatkę a już są jakieś "dechy" w nogach? GŁUPIA MOWA!!! 😂 ale no, serio – kto by się nie ucieszył z nowego polskiego cwaniaka, który by tylko patrzył jak Hurkacz lata po korcie i myśli "kurwa, taki to ja też"? 😎 środek kortu to teraz nasze BOJOWE POLE!!! a co to znaczy – że nie potrzebujemy kolejnego juniorka, który będzie tylko marudził jak ktoś mu zaserwuje mocno? potrzebujemy kogoś, kto by podkręcił atmosferę, a nie wbiegł z szefuniem "ojojoj ale ja jestem młody i nie umiem jeszcze w lewo"!!! 😤 no chyba że taki Izraelczyk ma w nogach coś więcej niż kurczaki do biegania w kibucu – wtedy JESTEM ZA!!! ale jak nie, to sorry, za 10 lat i tak znowu będziemy się zastanawiać dlaczego jeszcze jeden potencjalny talent poszedł na kompromis z losem 😭
-
Ej, ludzie, a gdzie wy tutaj te lata macie? 😄 Jak ten Krzyś wali te historyjki agencyjnego luzu i pakietów „rok życia”, to aż mi się chce zapytać – kto w ogóle takie bajki wymyśla? Izraelski cudowny chłopak z nogami pełnymi „dechu”? Przecież Hurkacz ma na koncie już tyle sezonów, ile ten junior pewnie ma miesięcy treningów z rakietą w ręku. No dobra, powiedzmy, że taki zawodnik istnieje – ale żeby od razu sugerować, że Novak przez to przyjedzie? Chłopie, serio? Novak do was przyjedzie tylko jakby się dowiedział, że w Warszawie otwarto pierwszy na świecie kort z prawdziwym szampanem zamiast wody po treningu. A co do środka kortu, to faktycznie – każdy kolejny juniorek to trochę tak, jakby komuś wstawić w silnik rowerowego pedała. Potrzebujemy kogoś, kto rozumie, że tenis to nie tylko sprint od siatki do linii końcowej, ale i taktyczne przemyślenie, kiedy puścić ten backhand prosto w siatkę, a kiedy dać mu mocny zewnętrzny. Hurkacz przez te lata zbudował swój styl na precyzji, a nie na przypadkowych „dechach” w nogach. Jeśli ktoś myśli, że młody z Izraela od razu zrobi furorę, to chyba zapomniał, jak wyglądał jego pierwszy występ w challengerze – no nie? 😉 Ale rozumiem euforię – wszyscy byśmy chcieli, żeby kolejny polski talent stanął ramię w ramię z Hubertem i razem wywracali tenisową Europę do góry nogami. Tylko póki co, to jeszcze długo nie będziemy mieć drugiego Hurkacza na horyzoncie. A jakby się jednak trafił ktoś, kto naprawdę może coś zmienić, to chłopaki, niech przynajmniej potrafi utrzymać piłkę dłużej niż trzy uderzenia z rzędu – inaczej to się szybciej skończy, niż wytrzymasz trzy sety z Gasquetem na piasku. 😅
-
no nie no, PiastWarszawa, ty chyba zapomniałeś, jak to było za twoich czasów, kiedy przychodzili do nas goście zza oceanu i nagle okazywali się zawodnikami na światowym poziomie – pamiętasz chociaż tego Włocha co na challengerze w Szczecinie wygrywał jakby miał nóż w bucie? albo ten Słowak, co Bolelliego rozgromił w Warszawie? każdy z nich kiedyś miał pierwsze uderzenie prosto w siatkę, ale ktoś jednak im dał szansę, bo widział, że mają coś więcej niż tylko „rakietę w ręku”. i co ty mówisz o tym „silniku z rowerowego pedała”? przecież każeś ty sam na jakiś mecz, kiedy zagrał u nas jakiś Niemiec z challengera i poszedł dwie rundy wstecz z Hubim – facet walczył jak diabli, żadnych „dechów” nie potrzebował, tylko czysta wola. teraz ciagle gadamy o tym, że brakuje nam kolejnego polskiego chłopaka do Hurkacza, a kiedy ktoś się trafi, to od razu „trzy uderzenia i koniec”? no jasne, że jak się kogoś wsadzi na sztywną głowę bez żadnego wsparcia, to nie wytrzyma nawet jednego gema z Gasquetem – ale to problem organizacji, a nie samego gracza. środek kortu to nie tłum akademicki, tylko miejsce gdzie się bije piłkę, a nie liczy procenty udanych zagrań. i pamiętaj, kiedy Hurkacz przyszedł do nas z tym swoim stylusem, to też nie od razu był mistrzem Wimbledonu – mieliśmy za sobą setki godzin na korcie, kiedy nikt nie wiedział, kto to jest ten Polak z długim zasięgiem. więc albo znajdziemy kogoś, kto ma jaja i nie boi się latać po korcie, albo możemy dalej gderać na forum, że nikt nie potrafi podtrzymać tradycji. ja wolę działać niż gadać, chociażby dlatego, że za dziesięć lat i tak będą mówić o nas, żeśmy siedzieli na dupie i tylko wyciągali argumenty „od kiedy Novak nie przyjeżdża”.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
pamiętam jak dzisiaj, jak w 2012 roku gazeciarze krakowscy, ci sami co teraz krzyczą o izraelskim cudzie, pisali że do naszej juniorki, tej topornej niezdary z okularami, lada dzień dołączy sparingpartnerka od samej radwańskiej – bo niby mieli już na nią kupę forsa od zagranicznego sponsora i lepszy program treningowy. no i co? facetka przez tydzień wypadła z zestawienia juniorskiego, a potem zniknęła jak kamfora, bo matka stwierdziła że jednak pójdzie na studia za granicę. a myśmy tu sie czepiali „agentury”, „pakietów życia” i żeby ją jak najszybciej puścić na któryś turniej seniorski – no chyba że miałaby w nogach tyle co hurkacza w najlepszym dniu, co? czas pokaże, ale najczęściej czas po prostu leci dalej, a my gadamy do siebie jak te gołębie na rynku. i jeszcze ta historia z tym facetem z Dominikany, co to niby miał być następny złodziej serwisu i superkoordynacji – przyjechał, zagrał trzy mecze challengera i wyleciał z rankingiem poniżej czterysta. mówili że ma takie „vibe’y” jak Federer, a okazało się że ledwo potrafił oddać piłkę w połowie kortu. no ale kurczę, ileż można powtarzać te same bzdury – że oto mamy cudownego chłopaka, tylko trzeba dać mu jeszcze trochę czasu… a czasu nie dostanie, bo nikt nie będzie czekał na debiutanta, który raz trafi i raz nie trafi. albo jest gotowy od razu, albo się nie sprawdzi – i tyle, nie ma „rok życia” ani „pakietu charyzmy”. a tak swoją drogą, to kiedy ostatnio słyszeliście o kimś, kto naprawdę wyleciał znikąd i zrobił furorę? no właśnie – zawsze jest jakaś etykietka, jakiś agent, jakiś niedorobiony plan. ja wam powiem, że najlepsze talenty to te, które nikt nie wypromował, tylko one same się wybijają – Hubi na przykład: nikt nie wierzył, że ten chuderlak z dwoma skręconymi kostkami zrobi coś poważnego, a on sobie latał po korcie jakby całe życie na tym harował. dlatego niech ktoś wreszcie przestanie wymyślać te bajeczki o izraelskim skarbie i weźmie się do roboty – albo znajdzie nowego Huberta, albo niech przynajmniej nie marnuje powietrza na plotki, które pachną starymi gazetami z 2015 roku. bo na koniec końców, jak mówią starzy kibice z mojego klubu: „kto nie działa, ten gada, a kto gada, ten nie działa”. i my tutaj chcemy działać, nie gadać.