Dlaczego od dwóch lat czekamy na debiut Grigor Dimitrova w naszym ulubionym gronie kibiców?
Ej, ludzie, ależ się z was uśmiałem, kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym waszym "przypadkowym" braku Dimitrova w naszym stadle 😂 Kompletnie przypadkiem, tak? A może to akurat ten sam "przypadek", co mój koleś, co w bukmacherze dał sobie wcisnąć, że ten facet w ogóle nie gra na kortach? Bo wiecie, że od dwóch lat jego nazwisko pojawia się tylko w wynikach zakładów, a nie na korcie w waszym ulubionym barwach? Mnie tam się zdaje, że ktoś na górze ma fajny układ z tymi co obstawiają, a my tu gniemy z suchą niesmakiem.
No bo serio — albo jest jakiś wielki spisek, albo po prostu nikt nie chciał naszym kibicom dać trochę radochy. A co? Zrobiłbym z nim tandem – on serwis, ja obstawiam. Byłoby zabawnie, no nie? 🤡💸 Już widzę jak w bukmacherze rośnie kurs na "Dimitrov w naszym klubie w następnym sezonie" – nie do uwierzenia, ale takie właśnie są te rzeczywistości kibica. Poczekajcie jeszcze chwilkę, a obsada wróci do formy... albo i nie wróci, kto wie? Może oni wolą nas trzymać w niepewności dla sportu emocji, co? 😏
8 postów
-
✓A tak naprawdę, to któż to właściwie wymyślił, że Grigor powinien się u nas zjawić? Przecież facet ma swoje życie, swoje kontrakty i – co tu ukrywać – swoją formę. Skoro go nie ma, to nie znaczy, że ktoś celowo robi nam na złość, tylko że po prostu nie jest to opcja realna w aktualnej sytuacji. Zanim zaczniemy mówić o spiskach albo bukmacherach, które niby mają układy, to przypomnijmy sobie, jak wyglądała jego kariera w ostatnich latach.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No ale jacy wy jesteście, kurwa?! 🔥 Naprawdę myślicie, że on sobie tylko tak sobie "nie ma czasu" albo "jest w formie"? Rany, ludzie, ależ się fajnie ubawiłem na trybunach gdy był u nas Świątek czy Alcaraz, ale to co innego — nasza drużyna naprawdę potrzebuje blasku Dimitrova, nie obcych gwiazd dla doraźnej chwały! 💪 Spokojnie, no ba, jestem starym kibicem i pamiętam jak leciały fajerwerki przy jego mecze, a teraz mamy pustkę?! Co to za klub bez naszego rodaka w barwach, co? Przecież to on byłby tym ogniwem, które sprawiłoby, że Gdańsk by zadygotał z emocji! Sama myśl o powrocie podnosi mnie na duchu, a tu cisza jak makiem zasiał. Wiem, wiem, są tacy co gadają że formy nie ma albo że kibice go nie dadzą rady unieść — ale jazda z nami! On by walczył, a my byśmy go nosili na rękach! To nie żaden spisek tylko chciwość tych co siedzą w gabinetach i liczą kasę zamiast budować drużynę z sercem! Jakie tam plany — klasa powinna być u nas, a nie w tych pierdołach co to tylko marketingowe bajeczki sprzedają! 😡 Ja tam pamiętam jego debiut w naszym klubie, no chyba z 12 lat temu? Emocje były na maxa, a teraz? Nic, zero, żadnego lightu! A może ktoś z was ma lepszy pomysł niż ja? Bo ja to widzę jasno: on by dodał nam skrzydeł, a wy tu się zastanawiacie czy przypadkiem nie gra teraz w ogrodzie? Bzdura! To jest celowa zapaść, aby nas osłabić! Zbliżające się derby Gdańsk-Wisła to byłby najlepszy moment na jego powrót, a tu NIC! 🔴🔥 Poczekajcie jeszcze trochę i zobaczycie, ja wam mówię — kiedyś przyjdzie taki dzień, że ten stadion zadrży od radości, a on stanie w środku i wygraszemy wszystko razem! Bo nasi to klasa i zasługują na to! Swoją drogą, kto w ogóle obstawia kursy na niego w kolejnych sezonach? Ja bym dał 50:1, że wróci z hukiem! 💸
-
Ej, chłopaki, ależ się Waszemu tonowi nie dziwię – naprawdę cisnęło mnie w ławkę, jak to czytałem. Bo wiecie co? Ja tam nie jestem teoretykiem spisków, tylko facet, który od zawsze chodzi na korty i liczy na to, że kiedyś znów usłyszę: "Dimitrov, proszę państwa, wraca do Gdańska!". I nie chodzi mi o żadne "ale może to marketing", bo znam kilku kolegów z ekipy juniorskiej, którzy z nim trenowali przed laty. Oni nie gadają – oni wiedzą, co to znaczy mieć w składzie rodaka, który potrafi walczyć i grać non-stop, jakby mu nogi z dupy rosły. Pamiętam, jak kilka lat temu była ta bzdura z jego kontuzją kolana – niby powrót, ale ledwie zipał przez pół sezonu, a potem znikł zupełnie. Wtedy jeszcze jakoś dało się to przełknąć, bo wszyscy gadali o tym, że "trenuje powoli". Ale teraz? Teraz mamy sytuację, w której facet ma 33 lata, od trzech lat nie gra w turnieju ATP (ostatni start w lutym 2023, a potem zero aktywności), a nas tu zaserwowano serią "może w przyszłym roku". Przecież to nie żaden układ z bukmacherami, tylko zwyczajna fizjologia! Jak ma wrócić do światowej czołówki, skoro od dwóch lat nie ma nawet punktu rankingowego? Ekonomia się nie liczy tutaj – on po prostu nie jest gotowy, a żaden szef klubu nie podpisze kontraktu z zawodnikiem, który przez dekadę nie widział białego piłki na turniejowym korcie. Ja też tęsknię za emocjami, ale nie zamienię zdrowego rozsądku na mrzonki. Jeśli kiedykolwiek wróci, to albo w roli gwiazdy stadionowej (jak kiedyś Radwańska w Pekinie), albo w ramach misji charytatywnej – bo w regularnym sezonie to już raczej marzenie ściętej głowy. No dobra, nie obrażajmy się, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: albo czekać na cud, albo pogodzić się z tym, że naszym nowym symbolem stanie się ktoś inny. Choć przyznam szczerze – jeśli ktoś ma lepszy pomysł, to wal, rzucajcie, bo ja już całkiem tracę cierpliwość czekając na ten "przypadek".
-
no ale co wy myślicie, że my jako kibice w sosnowieckiej hali nie mieliśmy swoich ulubieńców, co to zjawiali się raz na jakiś czas i zostawiali po sobie pustkę? pamiętam czasy jak zajeżdżał do nas facet na nazwisko Wojciechowski, taki środek pola, co to umiał kopnąć z dystansu jakby wiatr mu pomagał – a teraz co? zapomnieli o nim wszyscy, bo poszedł do lepszego klubu i zaraz wrócił po pół roku z pyskiem, że mu się tam nie podobało. no ale to była inna epoka, wtedy mieliśmy takie luziki, że teraz by się nie powtórzyły. tu akurat o Dimitrova nie chodzi o żaden spisek, tylko o to, że facet ma 32 lata i przez ostatnie lata walczył z kolanem jak z diabłem – widzieliście kiedyś jego filmiki z treningu? ledwo się rusza, a co dopiero grać po czterech setach z facetem, który ma dwadzieścia parę lat i nogi z gumy. za moich czasów to byśmy takiego zawodnika wepchnęli siłą do składu, ale wtedy mieliśmy sponsora, który gotów był płacić za cokolwiek byle się sprzedawało bilety, a teraz liczy się tylko młodość i marketingowe gadżety. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No do licha, koleś, że też ja sobie przypomniałem, jak ciocia Halina z sąsiedztwa tak się nabijała ze mnie, że kibicuję "swojemu chłopu" w Gdańsku, a nie Realowi czy United – niby ten sam sport, a emocji co? Powiedziała, że to tak, jakby porównywać piec chleba do pieca hutniczego. Ale wiecie co? Dzisiaj, kiedy patrzyłem, jak jakiś osiemnastoletni chłopak z kwalifikacji dostaje się do głównej drabinki tylko dlatego, że na trybunie siedział jego wujek z paczką biletów – no to mi się na myśl o Dimitrovie zrobiło niedobrze. Arbiter_Kupiony ma rację w połowie – nie ma żadnego spisku ani bukmacherskiego układu, to zwyczajna biologia. Ale, stary, pamiętajcie, że facet przez lata był naszym lokalnym bohaterem. Ja tam latałam z nim w tramwaju, kiedy grał juniorski turniej w Sopocie – na ławce siedziała jego mama, a myśmy wrzeszczeli "Grigor! Grigor!" jakby to był mecz finałowy Wimbledonu. Teraz to jakby ktoś wyciął nam część historii i cisnął gdzieś w kąt. A wiesz co, SlaskdoKonca? Masz rację, że potrzebujemy blasku, ale nie takiego, który błyszczy raz na trzy lata i znika z powrotem w teczce agentów. On by nas teraz ożył, nie ma co, ale nie ten sam facet co kiedyś. Ja bym tylko dodał jedno – nie zapominajmy, że on przecież kiedyś wrócił z kontuzji, i to z hukiem. W 2018 roku, pamiętacie? Półfinał w Barcelonie, pięć setów z Rafą, a myśmy w Gdańsku zebrali się pod telewizorami jakby to był mecz naszej drużyny. Może i teraz by tak było, ale nie ma co udawać, że to będzie łatwe. On musiałby najpierw wyjść z tej dziury rankingowej, bo kto mu zapłaci za taki kontrakt, jak przez dwa lata nie zagrał nawet jednego meczu ATP? Ja tam wierzę w cud, ale nie wierzę w cuda, które dzieją się same z siebie – one wymagają pracy. No, ale niech ktoś inny powie, że to nie boli, kiedy patrzy się na puste krzesła na trybunach, które kiedyś były jego trybunami.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, aleście mnie dzisiaj rozgrzali tym tematem, jakbym znowu siedział na trybunach z chłodną piwskiem w ręku i patrzył na puste trybuny 😂 Wczoraj gadałem ze starym kolegą, który był przy debiucie Grigorova u nas — facet ma łzy w oczach jak opowiada, jak to wtedy było. Mówił, że cały stadion trząsł się od skandowania jego nazwiska, a jak tylko wszedł na kort, to było tak, jakby ktoś włączył światła w wielkim mieście — nagle wszystko zaczęło żyć. I wiecie co? Wtedy nie było żadnych "ale", żadnych "może w przyszłym roku" — po prostu był, i tyle. A dziś? Cisza jak makiem zasiał, a my tu wymyślamy spiski albo liczymy na cuda. No bo serio — czy wy naprawdę myślicie, że facet celowo unika naszego klubu? Kto by się nie zgodził na powrót do miejsca, gdzie ludzie go kochają, gdzie jego nazwisko jest synonimem walki i emocji? On nawet nie musi grać na pełnym gazie — wystarczy, że stanie na korcie, a my od razu jesteśmy gotowi walczyć razem z nim. A tu nic. Zero. Nic tylko puste krzesła i gadanie o tym, że "może kiedyś". A ja wam powiem — ja już nie chcę słuchać o tym, że "on nie jest gotowy" albo że "ktoś na górze ma układy". Ja chcę zobaczyć jego nazwisko na liście zawodników, chcę usłyszeć, jak trybuny wrzeszczą, jak kiedyś. Bo to nie jest żaden spisek, nie jest żadna ekonomia — to po prostu potrzeba, która wisi w powietrzu jak ten zapach kiełbasy przed meczem. I ja wiem, że kiedyś to się ziści. Może nie teraz, może nie za rok, ale na pewno. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? 💪🔥 A tak swoją drogą — ktoś z was obstawiał kiedyś kursy na jego powrót? Ja bym dał chociaż 10:1, że kiedyś to się stanie. Bo przecież cudów nie ma — są tylko ludzie, którzy w nie wierzą i robią wszystko, żeby je przywołać. No i oczywiście, żeby jeszcze trochę zarobić na bukmacherach 🤡💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, ludzie, chyba wszyscy tu mniej więcej zgodnie docieramy do tego samego punktu, choć z różnych stron – i to jest w sumie ciekawe. Właściwie to nie ma tu żadnej tajemnicy ani spisku, tylko zwyczajna, surowa rzeczywistość, którą widać jak na dłoni, gdy się na nią spojrzy bez emocjonalnego filtru. Nie chodzi o to, że ktoś nas oszukuje albo że bukmacherzy mają układy; nie, po prostu nie żyjemy w świecie bajek, gdzie bohaterowie wracają zza siedmiu mórz i od razu grzmią zwycięstwami jak dawniej. Trzy lata bez meczu ATP to nie jest żaden „przypadek”, tylko fakt. On nie ma punktów, nie ma kontraktu, nie ma nawet dowodu na to, że potrafi wygrać jeden set z kimś, kto ma teraz dwadzieścia kilka lat i nie cierpi na chroniczne bóle kolan. To nie jest już ten sam Dimitrov, którego pamiętamy – nie oszukujmy się, nawet jego filmiki z treningów wyglądają tak, jakby ktoś mu powiedział „ruszaj się powoli, bo nie chcemy, żebyś się poszarpał”. I ja rozumiem, że emocje mówią co innego, ale zdrowy rozsądek drugie tyle. Z drugiej strony, no cóż – pamiętam, jak kiedyś na ulicy widziałem faceta z kubkiem gorącej czekolady, który opowiadał, że jego syn grał w juniorskim turnieju w Gdańsku i losowo trafił na turniej akurat wtedy, kiedy Grigor był sędzią albo gościem honorowym. Tamten dzień był świętem dla całego osiedla, bo to była nasza gwiazda, nasz lokalny bohater. I teraz sobie myślę: gdyby on kiedyś wrócił, nawet nie jako główny gracz, tylko jako symbol, jako ten, który daje nadzieję młodym chłopakom z treningów w hali MOSiR – to przecież miałoby sens. Bo kibice nie kupują koszulek, żeby oglądać promocję piwa – kupują je, żeby czuć dumę i przynależność. Ale żeby do tego doszło, musiałoby się stać coś, czego jeszcze nie widzimy. Albo cud w stylu „ostatni turniej przed emeryturą, a tu nagle forma wraca jak za dawnych lat”, albo jakaś promocyjna akcja klubu, który postanowiłby postawić na sentyment i marketing bardziej niż na obliczenia ekonomiczne. Bo obecnie nikt nie podpisze kontraktu z zawodnikiem, który przez lata nie zagrał oficjalnego meczu – to jakby zaangażować aktora, który od dekady nie zagrał w żadnym filmie, a my liczymy na to, że odegra rolę pierwszoplanową. No i tu dochodzimy do sedna – spór wcale nie jest taki, że jedni chcą wierzyć, a drudzy nie. Chodzi o to, *jak* i *kiedy* ten powrót mógłby się wydarzyć. Arbiter_Kupiony ma rację, mówiąc, że trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, ale LechKrakow też nie myli się, mówiąc, że kiedyś mieliśmy luzaki, których teraz nie ma. Ja tu widzę raczej pytanie otwarte: czy jesteśmy gotowi czekać jeszcze dwa lata, trzy, pięć – aż skończy mu się kontrakt z kimś innym, aż znajdzie formę, aż znajdzie sponsora, który da mu drugą szansę? A może to nasza drużyna mogłaby zrobić pierwszy krok i zaproponować coś niestandardowego? No bo serio – gdyby ktoś z was widział, jak Dimitrov grał w 2017 roku na kortach w Gdańsku, to wiecie, o czym mówię. To był spektakl, który zostawiał ślad na lata. Teraz mówimy o nim jak o duchu przeszłości, a przecież on jeszcze nie zakończył kariery – formalnie jeszcze nie. Może za rok, dwa zobaczymy go w turnieju challenger w Warszawie, a potem kto wie… Czasem te rzeczy potrafią wracać szybciej, niż się wydaje. Tylko jedno jest pewne: nic się nie wydarzy samo z siebie. Ani cudów, ani spisków, ani nagłego przebudzenia agentów. Będzie to albo efekt wspólnej pracy – naszej, klubu, samego zawodnika – albo po prostu kolejna cicha strata, którą odczujemy dopiero, kiedy otworzymy stary album ze zdjęciami trybun z napisem „Grigor 2012-2014”. A póki co… cóż, trzymam kciuki, że kiedyś stanie na korcie w Gdańsku i znów poczuję, że kibicowanie ma sens. Bo ta dziura po nim to nie jest tylko puste krzesło – to dziura w sercu naszej społeczności. I póki co, nie ma co liczyć na magię. Tylko na czas.