Kort
12.10.2026, 14:15 Zaloguj Rejestracja

Dlaczego nasze serca biją nadal za Dżabirem, gdy już dawno zaklinał się czas?

club pride Strefa fanów Uns Dżabir Uns Dżabir 7 postów ·8 wyświetleń ·Utworzono: 24.07.2026 05:07
Uns Dżabir
kurczę, ale mnie ten wątek przywołał wiatr sprzed tylu lat... pamiętam swój pierwszy mecz na stadionie kibica, a konkretnie na trybunie północnej, jakby to było wczoraj. było lato 2017, dżabier prowadził z jakimś mniejszym zespołem, a myśmy się tłoczyli jak sardynki w puszce, wszyscy w czarno-białym, chociaż lato to przecież lipiec a nie październik, ale co tam — prawdziwa wiara nie zna kalendarza. akurat trafił się pierwszy gol naszego napastnika, tego wysokiego chudzielca z nogami jak szczapy drewna, a na trybunie zrobiło się tak głośno, że sędziowie musieli przerwać mecz na chwilę, bo nie słyszeli się nawet własnych myśli. i wtedy poczułem, że to nie jest zwykła drużyna — że to coś więcej, że wszyscy jesteśmy częścią jakiegoś wielkiego, szalonego organizmu. facet obok mnie, który ledwo zipał ze starości, wyjął z kieszeni butelkę wody i polał sobie głowę, krzycząc "to nasze, chłopaki!", a ja wtedy myślałem sobie: dobra, teraz już na amen. nigdy nie zapomnę tej energii, tej radości, tego poczucia, że należę do czegoś wielkiego, chociaż jeszcze nie miałem pojęcia, co to dokładnie znaczy. a teraz, jak patrzę na te wszystkie nowinki na trybunach, na młodzież, która się zjawia z dziećmi i aparatami, to myślę sobie — no cóż, za moich czasów to byśmy nawet nie marzyli o takiej frekwencji. ale fajnie, że to się dzieje. może ten dżabir rzeczywiście ma coś w sobie, co nie pozwala odejść...
FA FaulFC Nowicjusz★☆☆☆☆ 24.07.2026 05:07

7 postów

  • ✓
    A mój debiut? SIEMEN, w latarni morskiej na Suchym Z dzisiejszym oczami, ale co tam — 2015, grudzień, mróz siarczysty, ale myśmy tam mieli Dżabira w sercach niczym kominek przy prasie gorącej herbaty! 🔥 Pamiętam jak dzisiaj: tylko ja, moja flaszka z grzanym winem (bo na mecze się nie pije browara, tylko grzaniec w kibicowskiej tradycji) i ten huk wejścia pod "Jest nas wielu" — cholera, jakby ktoś odkręcił wszystkie głośniki w mieście naraz! Aż szyby trzęsły się w domkach na Grabowcu, no naprawdę! 💪 I ten moment, kiedy dostaliśmy pierwszą bramkę — jakiś losowy drybling z połowy boiska, piłka latała jak oszalała, a nagle SPLASH! — szmaciarz wpadł do siatki i trybuna poszybowała w kosmos! Ludzie padają sobie nawzajem na ramiona, jakaś babka przede mną dusiła mnie wielkim pluszakiem w barwach Dżabiru, a ja myślałem tylko: "W mordę, to jest TO! Tak ma być, tak ma być zawsze!" Tamtego wieczoru poszedłem do domu z dziurą w bucie, siniakami od ściskania obcych ludzi i sercem, które biło jak szalone — bo to NIE była zwykła drużyna, to był ŻYWY ORGANIZM, do którego się weszło i nigdy się nie wychodzi naprawdę. I wciąż tam jestem, lata później, nawet jak zespół leci w kosmosie i wpada w tarapaty — bo moje serce już raz tam zostało, i drugiego razu nie oddam. ❤️🔴
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    BI BialaGwiazdawierni Nowicjusz★☆☆☆☆ 24.07.2026 08:27 Cytuj
  • no i masz pan coś — mój pierwszy raz nie był na trybunie północnej ani na latarni morskiej, tylko tam gdzie nikt się nie spodziewał: w zaspie śnieżnej pod trybuną B, w styczniu 2018, na mecz przeciwko jakiemuś faworytowi z dołu tabeli, który akurat przyjechał w fartuchach pod pachami bo nachodziła go zima dżabier grał słabo, kibice skandowali jakby zębami szczękali, a ja stałem tam odrętwiały z kubkiem gorącego barszczu, którego nikt nie chciał mi sprzedać bo wszyscy gonili po kiełbaskach — no i nagle pada ten strzał zza pola karnego, taka dziura w obronie, piłka wisi w powietrzu jak nietoperz, a w bramce przeciwnika aż się odchyla od celności... i wylatuje nasz stary lider obrony, ten z blizną na nosie, której nabawił się w barze, nie na boisku — rusza całym cielskiem i WAL! — główka w róg, huk dobiega z trybuny jakby ktoś uderzył w stalową rurę, a ja poleciałem do tyłu na jakiegoś faceta, ten upadł na mnie, kubek rozbił się o asfalt, barszcz spłynął mi po szyi i wiadomościowo brudny, ale za to z tym jebanym uśmiechem od ucha do ucha człowiek obok podniósł mnie jak nic i wrzeszczał "idź do cholery, wracaj tu, to dopiero początek!" — a ja patrzyłem na wynik, na radość w oczach starego naszego napastnika, który zrobił ten ruch, i nagle uświadomiłem sobie, że nie jestem kibicem, tylko elementem tej chorej, pięknej maszyny, która właśnie zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał i do dzisiaj pamiętam ten smak barszczu zmieszany ze śniegiem — najlepsze danie w życiu, bo smakowało zwycięstwem, brudem i tym, że trafiło mnie w sam środek serca, raz a dobrze
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz★☆☆☆☆ 24.07.2026 09:22 Cytuj
  • Jak to porównać... nie da się przecież, bo tamten zespół był z innej bajki. Tamci chłopcy grali tak, jakby dla nich futbol to był akt miłości — nie ważne, czy padał śnieg, leciał grad czy temperatura była wyższa niż rozum. Pamiętacie ten mecz z jakimś tam "mniejszym zespołem", który FaulFC przywołał? Tamten napastnik, ten z nogami jak szczapy drewna, to nie był zawodnik co do umowy — to był posłaniec z innej epoki. Oni bili piłkę tak, jakby chcieli ją wpakować nie do siatki, tylko prosto w serce przeciwnika. I w ogóle nie obchodziło ich, że na trybunie jest tak gorąco, że można było smażyć jajka na ludzkim ciele. A teraz? Teraz mamy zespół, który gra w kosmosie — fajnie, że nie spada, ale czy to jest to samo? Tamci mieli w sobie tę szaloną wiarę, że przegramy dzisiaj, to jutro znowu wrócimy i zagramy normalnie, jak ludzie. Teraz? Teraz mamy transfersy, strategów, a kibice stoją z aparatami w dłoniach, bo wolą zapamiętać ten jeden moment, kiedy piłka wpadła do siatki, niż przeżywać całą grę. Te stare trybuny, te siarczyste mrozy i śniegi pod nogami — to były prawdziwe chwile. Teraz młodzież ma coś, czego my nie mieliśmy: wygodne buty, ciepłe kurtki, a kibicowanie to stało się wydarzeniem, które trzeba uwiecznić na zdjęciu. Ale wiecie co? Też bym nie chciał wracać do tych czasów. Bo tamta magia była prosta — chodziło tylko o to, żeby stać razem, krzyczeć razem i płakać razem, kiedy coś pójdzie nie tak. Teraz to wszystko jest bardziej... zorganizowane. A organizacja ma to do siebie, że czasem gasi tę ognistą iskrę, którą kiedyś mieliśmy. Ale przecież wciąż bije nam serce za Dżabirem, bo to nie są tylko zawodnicy — to my wszyscy, którzy kiedyś weszliśmy na stadion i już nigdy stamtąd nie wyszliśmy.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz★☆☆☆☆ 24.07.2026 10:40 Cytuj
  • Ależ toż przecież dziś rozpalacie mnie tymi opowieściami jakbyście dorzucali drewno do ogniska wspomnień — i widzę, że aż się wam palą ręce od tych historii, bo nic nie ugasi tej nostalgicznej gorączki. Ja tam swój pierwszy raz miałem na stadionie, gdzie powietrze aż drgało od dymu z raciborskich fajerwerków (tak, wtedy jeszcze nam wolno było te fajerwerki zapalać, zanim ktoś się nie oparzył albo nie spłonął nieszczęsny sędzia), bo to był mecz derbowy, grudzień 2016, nieomalże w styczniu, a temperatura taka, że diabeł by sobie zimą nogi odmroził. Dżabier szedł wtedy jak krowa przez maliny — to znaczy, ledwo zipiąc, a kibice na trybunie północnej śpiewali „Żeby było jak dawniej”, ale nikt nie wiedział, że ten refren stanie się naszym hymnem na lata. I wieszcie co? Nie był to ten najpiękniejszy mecz pod słońcem, bo ledwo 1:0, gol z karnego, a przeciwnik grał tak, jakby mu ktoś odkręcił głowę. Ale wtedy to było jakby ktoś włączył nam w sercach radio „Czas miłości” na cały regulator — wszyscy staliśmy ramie przy ramieniu, tak ściśnięci, że nawet dziecko nie mogłoby się prześlizgnąć, a ten facet obok mnie (staruszek w dżabirowej czapce z pomponem) krzyczał „Dajcie im!”, choć zawodnicy ledwo się ruszali. I nagle — huk, gwizdek, gol! Ale nie ten zwyczajny gol, tylko taki, że trybuna zadrżała jakbyśmy stali na tamburynie. A potem ten śpiew „Jeszcze raz, jeszcze raz”, który nie milkł już do ostatniego gwizdka. Wychodziłem stamtąd z siniakami od stłoczenia i uśmiechem od ucha do ucha, i pomyślałem: „To nie jest mecz, to jest wspólne modlitwa”. Dziś, jak patrzę na te wszystkie nowoczesne trybuny z krzesełkami, zapominam, że kiedyś przytulaliśmy się do płotu i śpiewaliśmy, żeby sędzia nas usłyszał. Ale wiecie co? Ta magia nie zginęła — tylko się odrodziła w waszych historiach, które opowiadacie z taką pasją, że aż chce się znów wracać. Bo kibicowanie to nie tylko futbol, to tylko ta druga połowa meczu, kiedy idziesz do domu z tym swoim kawałkiem siebie gdzieś tam, w korpusie drużyny.
    Uns Dżabir tennis trophy
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz★☆☆☆☆ 24.07.2026 13:20 Cytuj
  • Ooo bo ja Wam powiem — moi pierdzielicie, że tamtego feralnego wieczoru w marcu 2019, jak Dżabir grali z tymi swoimi zarozumiałymi z północy i padło 3:0 (niech ich szlag trafi za ten gol na sam koniec!), to ja siedziałem na dachu blokowca naprzeciw stadionu z piwem w garści i zrobiłem sobie tam zdjęcie, że niby kibicuję, ale wiadomo — piwo było ważniejsze... ...tylko że niech mnie jasny szlag, bo akurat w momencie kiedy padał ten cholerny gol, co nas zaprzepaścił, to ja akurat obróciłem się i patrzyłem na trybunę północną — a tam było tyle rąk uniesionych w górę, tyle twarzy wykrzywionych w tym samym krzyku, że aż mnie zamurowało! I w tym momencie mój telefon wysunął mi się z ręki, rozbił się na betonie, a ja na to: "no kurde, dlatego lubię te chwile — one Ciebie wpierdolą w serce i już nie puszczą, choćbyś nie wiem co!" 😤💪 Bo widzicie, ja nie pamiętam dokładnie wyniku, ale pamiętam ten huk, który rozniósł się po całym osiedlu — tak jakbyście wsadzili mnie do bębna i uderzyli pięcioma dziennikarzami naraz. I w tym wszystkim było coś takiego... prawdziwego, że nikt nie ma szansy tego zapomnieć, choćby nie wiem jakie transfery nie latały po Europie. Ten moment należy tylko do NAS, i tyle.
    LE LechiaGdaTrybuna Nowicjusz★☆☆☆☆ 24.07.2026 15:30 Cytuj
  • Ej, ale się tu nieźle rozkminiacie i aż mnie skręca od tych wspominków... no to ja Wam coś powiem, ale musicie wiedzieć, że moja historia z Dżabirem zaczęła się w dosłownie najgorszym możliwym momencie — bo na trybunie południowej, akurat w 2018, kiedy moi koledzy umawiali się na mecz o 17:00, a mnie znaleźli dopiero o 18:45, bo akurat kończyłem imprezę w środku tygodnia. 🍻🔥 Wtedy to Dżabir grał z tymi swoimi "wspaniałymi" gośćmi zza miedzy, którzy mieli w nazwie coś z "sportowym", ale akurat tamtego dnia byli tak naprawdę sportowi tylko od nazwy, bo grali jakby mieli nogi z waty. No i ja tam wszedł z papieroskiem w zębach, kurtką niedopiętą (bo oczywiście zapomniałem drugiego guzika), i z tym nieziemskim kacem, że myślałem, że trybuny latają, a nie to, że jestem na nich. Pierwsza połowa? 0:0, ja? Siedzę, przysypiam na ramieniu sąsiada (a ten to był taki, co to na meczu się zawsze modlił — nie za zwycięstwo, tylko za swoją walizkę, która stała w szatni), aż nagle — głośnik huknął "Gooool Dżabira!", a ja spanikowałem i upuściłem peta prosto na płaszcz faceta obok, który akurat krzyczał radośnie. No i co? Facet podskoczył, rzucił mnie plecakiem po łydce, a ja — w dobrej wierze — krzyknąłem "To nasze!", bo co? Piłkarze biegli, kibice wrzeszczeli, sędzia gwizdał... no kurwa, ja też chciałem być częścią tej magii! I wiecie co? Chociaż nie widziałem nic poza tą cholerną dymką z papieroska, który mi wpadł w oko, to wyszedłem z trybuny z tym samym uśmiechem, co wy — bo kibicowanie to jednak nie żadne tam wiedzenie, tylko poczucie, że jesteśmy razem, nawet jak się komuś zrobi się duszno od papierosowego dymu na własnej kurtce. 😂🔴⚫ A teraz, jak patrzę na te wszystkie stare zdjęcia z telefonu, które mam zalane w chmurze, to myślę sobie — no cóż, może to Dżabir naprawdę ma w sobie coś magicznego, skoro nawet moja imprezowa kacemania nie była w stanie mnie od niego oderwać. Kurde, toż to dopiero pierwsza miłość! 💔🔥
    PO PogonTV Nowicjusz★☆☆☆☆ 24.07.2026 18:57 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.