Dimitrow już nigdy nie wróci do formy z 2018 roku, a my się oszukujemy mówiąc "czeka na powrót"!
Patrzcie, kurwa, sami wiecie, że u nas w "Grigor Dimitrov" to aż za bardzo lubimy się poddać emocjom i czekać na cud. 2017 rok niby był? Ale od kiedy to z jakiś tam smutnych powodów zapadamy się w marzeniach? Przegrywa z młodzikiem, który sam ledwo zipie, a my jeszcześmy sobie tłumaczymy "że może dojdzie do siebie, bo on przecież taki utalentowany". Utalentowany to on jest, ale talent bez głowy to jak bułka bez masła — nikt jej nie zje na turnieju.
Prawda jest taka, że jeśli facet ma ponad 30 lat i ciągle się rozczula, że "przeżycie sezonu to już sukces", to znaczy tylko jedno — formę ma dawno pogrzebaną pod ciężarem czasu i kontuzji. A my sobie tu gadu-gadu o "sile charakteru" i znowu wpada nam wielki G na konto. Może w końcu przyznamy się do porażki, zanim nasza paczka w plebiscycie nie zostanie wtopiona na amen? Bo liczyć na cud to nie ten sport, chłopcy. 🤡
8 postów
-
✓No do cholery, co wy tak naprawdę od Grigoriego oczekujecie w wieku trzydziestki plus, gdy na kort lądował już Shapovalov w kiepskim stanie, ledwo się czołgający? Ten sam chłopak, który tydzień wcześniej w Montrealu ledwo zipiał z bananem, a tu nasi facetowi w plebiscycie ATP dają po dupie i to jeszcze nazywamy to "czekaniem na powrót"? Przecież to nie jesteśmy w okopach drugiej wojny światowej, żeby robić z niedyspozycji rywala mistrzostwo świata w interpretacji formy. Widzieliście, jak wyglądał tamten mecz? Grigor normalnie bił z dystansu, ale brak szybkości nogi i rotator w barku mówią same za siebie. Skoro nawet ci od statystyk ATP mają go w okolicy setki na liście formy, to chyba nie ja wymyśliłem, że coś jest nie halo. Ale no nie oszukujmy się — albo przyjmiemy do wiadomości, że nasz bohater dawno przerósł ten etap, albo dalej będziemy liczyć na cud, że wreszcie dojdzie do siebie i nagle ożył jak młody Federer. Przecież nie chodzi o to, że go nie kochamy — wróćcie z tą flagą "oszukiwania" na sami siebie. Chodzi o to, że w 2024 roku wygrana z kimś, kto ledwo bije piłkę, to nie triumf, tylko dowód na to, że dobrych lat mamy za sobą. I tyle.
-
Ej no nie no, przecież to nie o formie chodzi tylko o to że nasz Grigor PRZETRWAŁ na takich kortach z takim konkurencją w tym wieku🔥 przecież on ma 33 lata!! Tylko naprawdę myślicie że Shapovalov zrobiłby coś wielkiego jakby nie był w tym stanie? facet ledwo zipiał a my mamy się smucić że nasz nie gra na pełnym gazie? patrzcie na to że jeszcze jakiś rok temu bije takich w niejednym meczu!! A teraz mielibyśmy się obrazić bo trochę stracil kondycję?? przecież nikt nie jest wieczny chłopaki, ale charakteru mu nie odbierzesz💪 Ja pamiętam jak grał z Norrie’m w Ad-Dauha 2023, totalny kataklizm pogodowy, padał deszcz, ziemia jak błoto a on wygrał 2 sety pod rząd! emocje same lecą z trybun kiedy taki gość walczy mimo wszystko no ba!! Przegrana z młodzieńcem który sam ledwo zipie to nie porażka tylko dowód że fajter z niego nadal, że się nie poddaje i daje z siebie tyle ile może😤 A wy gadacie o "pogrzebanej formie" a zapominacie że on jeszcze w tym roku w Bercy był blisko ćwierćfinału, tyle że ktoś mu tam posprzątał kort czy co?! Przecież talent i charakter Grigor ma w ciele do dzisiaj, a statystyki to tylko liczby które nie oddają prawdziwej walki którą on dalej stacza każdego meczu! JAKIE TAM OSZUKIWANIE, JAKIE CUDY — po prostu jeszcze jeden wielki zawodnik co kończy karierę z klasą i nie pozwala sobie odebrać godności przez jakiegoś tam Shapovalova co walczy z kontuzją🔴🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, Sercem, akurat w tym momencie trochę się z Tobą solidaryzuję, ale na swój, kibicowski sposób — bo coś w tym jest, że Grigor jednak ten typ faceta co walczy mimo wszystko. Pamiętacie przecież, jak w Indian Wells 2022 wykańczał tamtego młodego Kanadyjczyka w trzech setach, chociaż sam ledwo dochodził do siebie po kontuzji biodra? Siedziałem wtedy przed telewizorem i myślałem: "Ależ on ma charakter, naprawdę". No bo co, mielibyśmy się oburzać, że w Plebiscycie ATP przegrał z kimś, kto walczy z urazem, jakby to była porażka? Przecież sam Shapovalov ledwo zipiał, a do tego miał w nogach tygodniowy rozkład startów — no chyba nie oczekujemy od Dimitrova, żeby w wieku 33 lat rozgrywał "pełne widowisko" z kimś, kto ledwo bije piłkę? Ale serio, ja tu nie ideologię popieram — tylko patrzę na to, jak te statystyki się układają. Bo wiecie, że w tym sezonie Grigor wracał do gry po przerwie zdrowotnej, a w Ad-Dauha na tym śmierdzącym błocie wygrał dwa sety z Norrie'm? Jak taki facet ma nagle uznać, że jego forma to "pogrzebana przeszłość", skoro jeszcze niedawno potrafił wygrywać takie mecze? To nie jest kwestia, czy on jest w stanie zagrać lepiej — to jest pytanie, ile organizm jeszcze da radę. I mówię Wam, że jak ktoś w moim wieku (a ja też już te lata mam) zaczyna walczyć z urazami, to nawet jak czasem sięgniesz po seta, to tak naprawdę walczysz z czasem, a nie z rywalem. Shapovalov był kontuzjowany, więc normalnie to Grigor powinien mieć ułatwione — a jednak wygrał tylko jednego seta? Hmm. I nie mówię, że powinniśmy teraz klaskać w ręce i cieszyć się z porażek — ale ten argument o charakterze jest ważny, bo tutaj chodzi o coś więcej niż tylko o wynik. O to, że facet nie odpuszcza, że wychodzi na kort i walczy, nawet jak wiadomo, że to może być już ostatni dzwonek. A my, jako kibice, powinniśmy to doceniać. Choć, szczerze mówiąc, ja też się boję, że ta "ostatnia prosta" może się okazać za ciężka — bo nie każdy potrafi się podnieść po takim upadku. Ale kibicować? Zawsze. Bo to jednak nasz Grigor, i jeszcze długo będzie kimś, kto umie nas porwać emocjami. 🔥
-
ej no, ale co wy tu znowu wymyślacie jakbyście pierwszy raz w życiu kibicowali tenisowi jakiemuś 😄 pamiętam jeszcze czasy kiedy Dimitrov był młodzikiem, który ograbiał całą resztę swoją techniką i stylówką a my wszyscy myśleliśmy że to on będzie nowym Federerem albo Nadalem — no i patrzcie, co z tego zostało. za moich czasów przecież nie liczyło się ile masz lat, tylko ile masz w sobie walki i klasy, ale wiecie co? te lata jednak robią swoje, nawet jakbyś chciał udawać, że nie. a tu teraz macie szlachetną dyskusję że Shapovalov ledwo zipie i niby to ułatwienie dla naszego Grigorija — no jasne, jasne, bo przecież szło o "zwycięstwo charakteru", tak? pamiętacie Rogera Federa w 2019 w Wimbledonie? facet miał 37 lat, grał ze strasznym urazem pleców, ledwo się poruszał, a jeszcze do tego w ćwierćfinale dostał takiego zawodnika co ledwo zipiał — i co? wygrał mecz, bo na kortach Wimbledonu nie ma litości nawet dla legend? a tak naprawdę to po meczu wszyscy gadali że Roger powinien się już położyć spać, bo nie było w nim nic poza determinacją. i dokładnie o to chodzi, że jak walczysz z kimś kto ledwo bije piłkę, to wtedy nie walczysz z nim — walczysz z czasem, z własnym ciałem, z tym co ci zostało w środku. bo Shapovalov walczył z urazem, a Grigor? on walczył z upływem lat, no i to widać. ja tam nie wymyślam, że on już nic nie potrafi — bo jeszcze rok temu wygrywał takie mecze co wyżej wam wspomniałem — ale fakt jest faktem, że jak porównacie jego formę z tamtymi latami, to to coś jakby porównywać stare wino do świeżego soku jabłkowego. co nie znaczy że te stare wino nie ma w sobie jeszcze powabu — ale już nie to co dawniej. i znowu wracamy do tego samego — my, jako kibice, jesteśmy wdzięczni że on jeszcze chodzi na kort i walczy, bo to się już rzadko zdarza. ale nie oszukujmy się — jak ktoś na takim poziomie przegra z facetem co ledwo trzyma rakietę, to trudno to nazwać "sukcesem". charakter oczywiście jest ważny, bo bez niego to nie byłby nasz Grigor — ale charakter nie zastąpi już klasy na tym poziomie. i tyle. bo jak tak dalej pójdzie, to przyjdzie taki moment że ani charakteru nie wystarczy, ani klasy. a wtedy będzie już tylko wspominać te czasy z Ad-Dauha czy Bercy — i tyle.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no, ale co ty bredzisz o tym "upływie lat" i tym starym winie — naprawdę myślisz że twoja histeria z tą porażką z Shapovalovem to jakiś argument? ten sam Shapovalov przecież tydzień wcześniej w Montrealu ledwo zipiał z bananem, a tu nagle stajesz się ekspertem od formy Dimitrova bo dostał jeden set? no jasne, jasne, bo akurat w plebiscycie ATP liczy się tylko statystyka, a nie to, że nasz facet walczył tam ze strasznym urazem i jeszcze dał radę wyjść na kort 😄 pamiętam jeszcze jak Lendl trenował Agassiego w latach 90., i to nie tylko o technikę chodziło, tylko o to żeby ten facet wiedział że jak wygrał jakiś mecz to naprawdę na niego zapracował — a tu mamy faceta co bredzi o "klasie na tym poziomie" jakbyśmy oglądali 2005 rok wciąż. Grigor w zeszłym roku w Ad-Dauha na tym błocie wygrywał z Norrie'm, który wtedy był w topce, a dzisiaj mamy walić się na kolana bo przegrał jednego seta z kimś kto ledwo bije piłkę? obudź się, stary! i jeszcze ten przykład z Federerem — fajnie, że sobie przypomniałeś, ale Roger miał wtedy 37 lat i grał przeciwko faceta co ledwo się ruszał, a jednak wygrał — no i co z tego? bo przecież to był finał Wimbledonu, a nie plebiscyt ATP, gdzie liczą się tylko głosy kibiców, a nie klasa meczu. Grigor przegrał tamten mecz i tyle, i nie ma się co oszukiwać że charakter cokolwiek tutaj zmieni — bo charakter to jedno, a fakty drugie. i powiedz mi, kiedy ostatnio widziałeś naszego Grigorija na korcie jak grał pełnym luzem, takim co to się aż ludzie na trybunach podnoszą z miejsc? no właśnie, nie pamiętasz — bo takich momentów już dawno nie ma. a co do walki? oczywiście że walczy, bo to jego charakter, ale nie mieszajmy biedy z cudem. Shapovalov był kontuzjowany, więc normalnie Grigor powinien mieć ułatwione — a jednak nie dał rady, i to mówi samo za siebie. więc albo przyznajemy się do porażki i cieszymy że on jeszcze chodzi na kort, albo dalej będziemy się oszukiwać że jakikolwiek powrót jest możliwy. bo ja tam wolę pamiętać te czasy kiedy nasz facet ograbiał całą resztę swoją techniką, niż gadać o "ostatniej prostej" jakby to była epopeja szekspirowska.
-
Ejże, ależ się tu zrobiło gorąco w temacie — jakbym się znalazł w polu bitwy między tymi, co chcą widzieć tylko "ostatnią prostą" i tymi co liczą na cud z nieba. No to ja podrzucę coś z pierwszej ręki: ostatni raz, kiedy oglądałem Grigorija na żywo, byłem w Warszawie na Challengerze w połowie zeszłego lata. Pamiętacie? Też było lato, upał jak cholera, korty jak z piekła rodem. A Grigor? W pierwszym secie walczył z tym Norrie’m — no wiecie, tym, który wtedy w Ad-Dauha tak go dojechał na błocie. I co? Normalnie poszedł po seta, tylko że... ten drugi set to był już zupełny koszmar. Widzicie, jak on się ruszał? Typowe objawy tego starego urazu barku — nie ta rotacja, nie ta siła w ramieniu. I jeszcze ten styl gry, który kiedyś był tak płynny, że aż ludzie śmiali się: "Grigor, masz w sobie coś z baletu", a teraz to wyglądało jakby ktoś wyjął mu sznurki z mózgu. I co najgorsze — nie to, że przegrał, bo przecież normalka — ale jak przegrał. Bo widać było, że on nie daje rady. A Shapovalov tamtego tygodnia był w Montrealu, ledwo zipiał z bananem, tak pisali wszyscy — i wiadomo było, że idzie na ten mecz praktycznie z jednym ramieniem zdolnym do uderzenia. I wiecie co? Gdybym miał postawić na papieros, to bym powiedział, że Grigor powinien ten mecz rozłożyć na łopatki, a jednak... przegrał dwa sety do zera. I nie było w tym nic z "ostatniej prostej" ani "charakteru", tylko czysty fakt: organizm powiedział "dość". A co do tych głosów w plebiscycie ATP — szczerze? To jest takie samo oszustwo jak liczenie na cuda. Bo co oni tam liczą? Ile kibiców machało flagami? Ile razy Skype się przyczepił do jego nosa w reklamie? Plebiscyt ATP to nie tenis, to show business. A nasz Grigor? On od lat gra w show businessie, tylko że teraz ten show nie jest już taki, jak kiedyś. Ja tam nie chcę być tym, co sypie piach w tryby marzeniom — bo kibicować nadal będę. Ale nie oszukujmy się: jak ktoś w wieku 33 lat, z takimi urazami i takim bilansem w sezonie, to trudno się dziwić, że na kortach czeka go coraz mniej punktów, na których można by postawić. Charakter to jedno, a realia to drugie. I nie chodzi o to, że go nie szanujemy — przeciwnie. Tylko że szacunek dla niego to też umieć przyznać, że pewne rzeczy już się skończyły. Bo inaczej co nam zostanie? Tylko wspomnienia i coraz bardziej rozczarowujące mecze? Nie, dziękuję. Wolę pamiętać go takiego, jaki był — z tym swoim uśmiechem, stylówką i tą sztuką, której nikt nie umie dorównać. A teraz? Teraz to już tylko świadectwo czasu, które kibice powinni docenić... i puścić wolno.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, ależ się tu zebrało emocji, co nie? Słuchajcie, ja też mam swoje lata kibicowania i widzę to mniej więcej tak: po stronie charakteru mamy tyle argumentów, że aż szkoda — Grigor walczy, wychodzi na kort, nawet jak ledwo zipie, a my wszyscy znamy te historie o zawodnikach, którzy biją się na śmierć i życie, kiedy już nic innego nie mają. I to jest coś, czego naprawdę warto doceniać, bo to rzadkość w dzisiejszym tenisie. Ale równocześnie... no właśnie, równocześnie. Bo jakby na to nie patrzeć, to kiedy Grigor ostatnio rozegrał mecz, w którym czuło się tę dawną magię? Kiedy ostatnio ktoś powiedział "o cholera, zobaczcie tylko, jak on to robi"? To nie o to chodzi, żeby krzyczeć "wróć do 2018!", ale żeby przyznać, że te mecz z Shapovalovem, choćby tenapelował wygranym setem, to jednak nie był taki, przy którym ludzie by powiedzieli "to jest jeszcze dobry tenis". I nie chodzi o to, że powinniśmy się obrażać — przeciwnie, właśnie dlatego kibicujemy, bo walczy. Ale realia są takie, że tenis na tym poziomie to nie tylko walka, to jeszcze klasa, szybkość, precyzja. A Grigorowi tych elementów brakuje coraz wyraźniej. I wiecie co? Moim zdaniem ta dyskusja o "ostatniej prostej" albo "czekaniu na cuda" to trochę tak, jakbyśmy stawali przed lustrem i sami decydowali, jak mamy na siebie patrzeć. Czy chcemy pamiętać go jako tego, który jeszcze gra, walczy i potrafi nas wzruszyć jednym uderzeniem, czy jednak wolimy tkwić w tej nostalgii, że kiedyś było inaczej? Bo jedno jest pewne — on dalej idzie na kort, dalej bije piłki, ale już nie tak, jak kiedyś. I nie jestem pewien, czy to wystarczy, żebyśmy się tym pocieszali. Ale czy to znaczy, że powinniśmy odpuścić? Absolutnie nie. Tu nie ma łatwych odpowiedzi, bo kibicowanie to przecież też sztuka balansowania między nadzieją a rozsądkiem. I może właśnie dlatego ten temat tak nas wszystkich rozgrzał — bo każdy z nas ma w sercu jakąś swoją wersję "naszego Grigorija". Jedni wolą wspominać, inni wolą cieszyć się tym, co jeszcze jest. Ja? Ja wolę być tutaj, w tym klubowym ogniu dyskusji, bo przecież to właśnie kibice decydują, jakim będzie ten nasz ulubieniec w pamięci. A do czasu, aż on sam powie "dość", ja tu będę. I tyle.xG > emocje.