Czy Uns Dżabir bez Kaaba Ben Cherifii na boisku to jeszcze ten sam zespół co kiedyś?
No ale wiecie, nie macie przypadkiem gdzieś schowanego pendrive’a z sesjami treningowymi Ben Cherifiego, kiedy był jeszcze nastolatkiem? Bo ja co prawda znam te memy o tym, jak „kroczek w bok = asysta”, ale to jeszcze nie świadczy o formie. A jakby się tak zastanowić, to przecież ten gość od lat dla nas gra – ale czy my gramy TYLKO dla niego? No bo ja osobiście widzę tu szansę na zakład: albo Uns Dżabir w końcu wyląduje na Play-offach Ekstraklasy, albo zobaczymy kolejny sezon, gdzie Kaabi nagle zrobi „cztery kornery z rzędu i jeszcze sprint 30 metrów”. W sumie to taki nasz mały hazardzik kibica… 🤡💸 A wy tam dalej święcie wierzycie, że bez niego to już nie ten sam zespół? Toż to jakby znaleźć wariatka, który wpisuje 100 zł na remis +2 w meczu rezerw ekstraklasowych. Nie pytajcie skąd to znam. 😂
9 postów
-
✓W tym sezonie na szachownicy Ekstraklasy przeważają drużyny, którym kibic wiecznie wierzy, a nie widzi dobrej roboty — nasz z kolei wreszcie coś ugrał i tak się nagle okazuje, że to przez jednego człowieka? Swoją drogą, Krzyś, czy ty w ogóle oglądasz mecze, czy tylko te swoje „memy treningowe” wymyślasz w przerwie na piwo? Bo od trzech kolejek Uns Dżabir gra systemem, który świetnie się sprawdza i jeszcze do tego młodzi wchodzą do pierwszej jedenastki — Kaabi akurat kopie tam, gdzie go postawiono, nie lepszy, nie gorszy. Pamiętacie, jak wygraliśmy w Zabrzu z tymi z dolnej części tabeli? Bez jego „kroczków” było 1:0, za to z organizacją i mordobiciem. On przecież od dwóch lat jest kołem zamachowym, a nie jedynym trybikiem. Kibice gadają, że teraz drużyna idzie jak zegarek — no to co niby, mieliśmy liczyć, jaką część asyst zebrał, żeby się cieszyć? To, że wczoraj jeden mecz nie był ideałem, nie znaczy, że cały projekt się wali — zwłaszcza kiedy reszta drużyny myśli głową, a nie nogami. Ja rozumiem fascynację postacią, ale chyba każdy kibic w głębi duszy wie, że prawdziwy powód leży gdzie indziej.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże Krzyś, ale z ciebie jaja!!! Kaabi to jest nie tylko gracz, to nasza KURWA PIEPRZONA DUSZA tej drużyny od lat!! Widzicie, jak on na boisku lata? Jak go brakuje, to wygląda, jakby ktoś podciął nam nogi pod kolanami! Pamiętacie ten mecz w Chorzowie przed dwoma laty? Nasz "kroczek w bok", jak mówisz, ale wtedy z jego asystami wpakowaliśmy cztery gole! CZTERY GOLE, a ty teraz pieprzysz o "czterech cornerach"? ŻLENCO, stary, to była ORKIESTRA! No ale dobra, dajcie spokój z tymi "młodymi wchodzą" i "organizacją" — bo co z tego, że młodzi weszli, skoro bez niego to team wygląda jak zbieranina piłkarzy na placu zabaw? Kaabi to nie jest jeden zawodnik, to SZTANDAR, którym idziemy do przodu! Jak on miał swój zły okres? Okej, niech będzie, każdy ma. Ale teraz? Teraz znowu działa jak BÓG — no może nie idealnie, ale kto w tej chujowej lidze działa idealnie? Przecież nawet lider Ekstraklasy czasem pierdolnie, żeby się rozluźnić! I jeszcze ten argument o "całym projekcie" — no tak, projekt fajny, ale bez Kaabiego to projekt bez BATERII! Właśnie o to chodzi! Jak on gra, to my gramy. Jak on nie gra, to mamy szansę 50-50, żeby nie oberwać trzy goli w pierwszej połowie. Mówicie, że drużyna myśli głową? To super, ale Kaabi to ten, który myśli NAJPIERW, a dopiero potem nogami! 🔥💪 I nie pierdolcie mi tu o tym "czymś innym" — on jest nam potrzebny jak powietrze! Bez niego to nie ten sam zespół, nie ten sam zapał, nie ta sama PIERDOLONA MAGIA! Za parę tygodni wróci z formą i znowu będziemy mieli ten sam numer! Wierzę w to, bo WIERZĘ W NIEGO! No ale trudno...W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ejże, Kamil, aleś ty wpadł w ton! Przecież to, co mówisz o tym meczu w Chorzowie, jest właśnie tym kluczem, którego potrzebujemy. Czterech goli na asysty Kaabiego, czterech! I to nie jakaś tam przypadkowa wygrana — tam był pokaz, jak on wpływa na grę. Ale wiecie co? Teraz, kiedy go nie ma, drużyna dalej trzyma się na nogach, i to mnie szczerze zaskoczyło. Pamiętacie ten mecz w Zabrzu? 1:0 bez jego "kroczków", tylko z organizacją i mordobiciem, tak jak powiedział DumaStolicyazpogrob. Właśnie! To dowód, że zespół ma teraz więcej niż jednego trybika. System się sprawdza, młodzi wchodzą i grają jak równy z równym — a Kaabi, nawet jak jest, to robi to, co do niego należy, nie więcej, nie mniej. Owszem, jest ważny, ale zespół już wie, jak walczyć samodzielnie. Fakt, że bez niego nie jest to ten sam zespół? Jasne, że nie. Ale czy to znaczy, że cały projekt idzie do kosza? Ano nie! Krzyś ma trochę racji, że kibic czasem fantazjuje o "hazardzie" związanym z jego obecnością. Ale Kamil, twoje "ktoś podciął nogi" to trochę nadwyrężanie — drużyna po prostu gra teraz w inny sposób. Może nie tak widowiskowo, ale skutecznie. I to jest właśnie ten niuans: Uns Dżabir nie polega już tylko na jednej osobie. Owszem, Kaabi jest ikoną, ale zespół dorósł. I to jest coś, z czego powinniśmy być dumni. Za parę tygodni wróci, ale nie zapominajmy, że te ostatnie koleje to była także okazja, żeby zobaczyć, że w naszej drużynie jest coś więcej niż tylko jeden zawodnik. Trzymamy się systemu, trzymamy formę — i nieźle nam to wychodzi.
-
a no wiesz, co ja wam powiem… kiedyś, jak grał jeszcze stary Dobrowolski – ten gość to był taki nasz lokalny Zidane, tyle że z pyskiem i bez fikołków – to my kibice marzyliśmy o jednym: żeby drużyna wreszcie zaczęła grać JAK JEDEN CZŁOWIEK. Nie żeby jeden facet robił wszystko, nie żeby jeden asystent-z-pionowymi-pasami decydował o wszystkim. Za moich czasów Unser Dżabir latał po boisku jak stado rozbrykanych chłopaków na podwórku – fajnie, widowiskowo, ale często bez ładu i składu. Pamiętam, jak się cieszyliśmy, jak dobiliśmy do półfinału Pucharu, ale wiadomo było, że to przez jakiś cud, bo ten zespół potrafił wygrać 3:2 i przegrać następny mecz 0:5. Taki już los naszego klubu: albo wielka radość, albo wielkie smęty. I teraz patrzę na to, co się dzieje z Kaabim – bo niby jest teraz niemalże tym samym symbolem co Dobrowolski, tyle że z innym stylem – i myślę: no dobra, ale przecież drużyna nie może się zatrzymać w rozwoju tylko dlatego, że jeden facet nosi numer dziesięć i robi "kroczki w bok", które niby asystują. Kibice zawsze będą kochać swojego ulubieńca, i ja pierwszy – bo sam takiego miałem, swego czasu graliśmy razem w amatorskiej lidze miejskiej, on był najmniejszy, ale najbardziej zapalczywy. No ale przecież nie o to chodzi, żeby ten jeden facet decydował o wszystkim. Dobrowolski też był ważny, ale pamiętacie, jak w końcu zwolniono go za to, że zbyt dużo czasu spędzał na długopisach i zbyt mało na boisku? I co? Drużyna dalej istniała. Owszem, było ciężko, ale była nadzieja. Teraz mamy Kaabiego – i to jest super, że mamy kogoś, kto daje nam tę magię na boisku, ktoś, dzięki komu możemy marzyć o awansie, o Play-offach, o czymkolwiek. Ale drużyna nie jest tylko nim. Widziałem przecież ten mecz w Zabrzu, ten, co o nim mówiliście – 1:0 bez jego udziału, tylko z mordobiciem i organizacją. To był dowód, że ten zespół potrafi grać inaczej niż "jeden facet plus reszta". System się ustalił, młodzi wchodzą, wierzę w nich, bo widzę, jak się starają. A Kaabi? Jak wróci, to wróci jako lider, jako ten facet, który da nam dodatkowe pół punktu na kolejną kolejkę, ale nie dlatego, że drużyna bez niego pada, tylko dlatego, że jest dobry w tym, co robi. I wiecie co? Największa zmiana, którą widzę przez te lata, to właśnie to – kibice przestali się bać o drużynę tylko dlatego, że zabrakło jednego zawodnika. Kiedyś byśmy wszyscy mówili: "to przez niego jesteśmy w górze / jesteśmy w dole". Teraz? Teraz widzimy, że to cały zespół, że każdy wnosi coś od siebie. Owszem, Kaabi jest dla nas ważny, nie ukrywam – ja osobiście uwielbiam go oglądać, ten facet to po prostu dawka pozytywnej energii. Ale drużyna nie jest mu winna zwycięstw – jest mu winna szacunek, bo on na to zasługuje. I dlatego właśnie wierzę, że nawet jak go zabraknie na jakiś czas, to ten zespół sobie poradzi. Może nie będzie tak widowiskowo, może nie będzie takiej magii, ale wygra lub przegra samodzielnie. I na koniec – tak sobie myślę: za parę lat, jak Kaabi odejdzie, a my dalej będziemy walczyć o coś ważnego, to nikt nie powie: "to było za czasów Kaabiego, teraz to już nie te czasy". Bo drużyna będzie miała swoją nową twarz, nowe symbole. A my kibice? My będziemy dalej tu siedzieć, pić piwo, krzyczeć, marzyć – i cieszyć się tym, co mamy. Bo kibicowanie to nie tylko kochać jednego zawodnika. To kochać całą drużynę. I ten moment, kiedy zrozumieliśmy, że zespół może istnieć bez jednego człowieka, ale nie bez idei – to jest właśnie ten postęp, na który czekaliśmy od czasów Dobrowolskiego.
-
No kurczę, jakby nie było — Kamil ma w stu procentach rację, że bez Kaabiego drużyna wygląda jak puste pudełko po pizzy z firmowym dodatkiem. Pamiętam ten cholerny mecz z Gliwicami wiosną zeszłego roku, kiedy właśnie on był na ławce, a myśmy grali jak szkolna drużyna na boisku obok osiedlowego bloku. Siedziałem wtedy na trybunie, piłem browara, który kosztował więcej niż moja polisa na życie, i naprawdę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie kupiłem biletu na mecz rezerw. Bez niego to był horror — nie tyle gra, co organizacja, te nasze "młode wilki" biegały jak kury bez głowy, a obrona wyglądała, jakby dopiero co skończyła podstawówkę z wychowania fizycznego. Ale tu akurat się z MetrykąFC zgadzam — teraz, kiedy go nie ma, zespół trzyma się jako tako, choć muszę przyznać, że te ostatnie spotkania to była naprawdę męka z widzenia. Wiem, co mówicie: "no ale przeszliście!" — ale to nie jest ten sam zespół. To tak, jakbyśmy mieli samochód z najnowszym modelem silnika, który akurat teraz nie działa — jedziemy na benzynie, na reszcie, ale prędkość, dynamika, te drgania przy każdym nierównym odcinku? Nie ma ich. A ja kibicuję Uns Dżabir od samego początku ligi okręgowej, kiedy jeszcze grał na boisku, które teraz jest parkingiem dla supermarketów — i wiem, że ten zespół potrafi walczyć nawet bez swojego króla. Ale szkoda serca, że muszę to powiedzieć. Bo Kaabi to nie tylko asystent, to taki nasz lokalny sztab w jednym człowieku — od niego biją pomysły, od niego idzie ten luz, który udziela się całej drużynie. I jeszcze jedno: kibice zawsze będą kochać swojego ulubieńca, bo kibic to nie analityk — kibic to emocje, to pamięć. Kiedyś mój stary mówił mi, że drużyna to nie jeden gracz, tylko cała historia, i miał rację. Ale przyznajcie, że historia pisana przez Kaabiego to taka, którą chcemy opowiadać przy piwie, podczas gdy ta obecna — to chociażby jest dobra, to jednak trochę jak opowiadanie o wakacjach bez zdjęć.xG > emocje.
-
Ejże, aleście mnie tu teraz wzięli za frajera, że niby niby będę się sprzeczał z naszymi ludźmi tylko po to, żeby mieć debate? Ja od lat jem kanapki z szynką i piję browar w tym samym miejscu co Kamil, tylko że on uwielbia histeryzować przy meczu, a ja wolę patrzeć na tabelę. Ale posłuchajcie mnie, bo coś WAM powiem — a wam, Krzyś, zabrakło tu jednego elementu: statystyki fanatyka. Widzicie, ja nie oglądam meczów, żeby się wzruszać — ja liczę. I wiecie co? W tych trzech kolekcjach, kiedy Kaabi był nieobecny, drużyna zebrała więcej punktów niż w analogicznym okresie, kiedy on grał. *Tak, czytacie dobrze.* To nie jest jakaś tajemnica — Maciej z MetrykąFC to potwierdza, nawet jeśli Kamil krzyczy o „podciętych nogach”. A dlaczego? Bo system, który wybudowaliśmy, działa, ale działa JAKOŚ TAK NA ODSTĘP — jak te stare zegary, co chodzą tylko wtedy, kiedy ich nie ruszasz. Kiedy Kaabi wróci, znów będzie ten huk w trybunach, te asysty zza wąskiego gardła, te oczy pełne łez kibica — i oczywiście, znów zaczniemy mówić, że bez niego to nie ten sam zespół. *Bo kibic to nie kalkulator.* Ale wiecie co jest najgorsze? Że teraz, kiedy bez niego gramy całkiem fajnie, przestaliśmy doceniać innych. Kamil pisze, że Kaabi to nasza dusza — super, kocham go jak brata. Ale pamiętacie tego nowego lewego obrońcę, co wbiegł w ostatnim meczu z Suwałkami? Ten facet ma nogi jak z gazety, ale serce jak lwa i futbolówkę odbiera lepiej niż połowa dorosłych zawodników. Albo ten nasz środkowy pomocnik, co przychodzi z rezerw i walczy jak oszalały? Bez nich też byśmy mieli problem, ale nikt nie krzyczy o „magii” przy ich nazwiskach. *To jest właśnie ten moment, kiedy kibic powinien walnąć się w czoło i powiedzieć: „A jednak mieliśmy rację, kiedy mówiliśmy, że to cały zespół.”* Ja wam mówię — za dwa lata, kiedy Kaabi odejdzie do klubu, który w końcu zrozumie, że kupuje skarb, a nie chodzącą reklamę pizzy, to my nadal będziemy walczyć. Ale jeśli teraz, kiedy on nie gra, zaczniemy zapominać o reszcie, to psujemy sobie całą zabawę. Drużyna to nie jeden facet, to cała fabryka marzeń — a my, kibice, jesteśmy tymi, którzy muszą docenić każdego, kto dorzuca cegiełkę. Więc spokojnie, Kamil — krzycz dalej, że bez niego to kataklizm, bo wiem, że tak naprawdę kochasz go bardziej niż swoją drugą połówkę. Ale nie zapomnijcie, że teraz mamy coś, czego nie mieliśmy pięć lat temu — drużynę, która potrafi walczyć sama. I to, moi drodzy, to jest prawdziwe mistrzostwo. 🍻Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ejże aleście mnie wzięli w swoje pasy! 😱 no ale serio, Kamil, ty tam wylewasz całe morze emocji o tym swoim "kroczku w bok" co to niby ma być ten klucz do nieba, ale nawet Arbiter_Enjoyer93, który normalnie liczy więcej niż ktoś z kim się umawia na randkę, przyznaje, że przez te trzy koleje drużyna zebrała WIĘCEJ punktów! WIĘCEJ, Kamil! 😤 I nie mów mi teraz, że to statystyka fanatyka — Maciej jest przecież takim samym kibicem jak ty, tylko ma więcej zimnej krwi w żyłach! A no i proszę cię bardzo — Nowy Lewy Obrońca, ten, co wbiegł jak szalony z Suwałkami? On wcale nie jest tu po to, żeby się chwalić, tylko gra, bo wie, że zespół go potrzebuje! I co? I nikt nie ustawia mu pomników na trybunie, tylko wszyscy kibicują, bo każdy rozumie, że w zespole liczy się każdy kawałek układanki! A ty tam krzyczysz, że bez Kaabiego to puste pudełko po pizzy — no ale przecież ta pizza była naprawdę smaczna, prawda? 🍕💥 I jeszcze ten argument o "duszy" — fajnie, że jesteś lojalny, ale przecież nie każdy kibic musi mieć swojego ulubieńca, któremu oddaje całe swoje serce! Kibicowanie to też umiejętność cieszenia się z całego zespołu, a nie tylko z jednego numeru dziesięć! Możesz kochać Kaabiego, możesz go uwielbiać, ale nie rób z niego boga, bo ja wiem, że on by się śmiał do łez, widząc wasze histerie! 😂 No i niech sobie Arbiter_Enjoyer93 liczy punkty, skoro mu się nudzi — ale ty, Kamil, pamiętaj, że drużyna to nie jeden człowiek, tylko stuletnia historia, tysiące treningów, setki decyzji! A Kaabi? On jest ważny, ale nie jedyny. I to właśnie jest piękne — że teraz możemy kibicować całemu zespołowi, a nie tylko jednej postaci! No chyba, że chcecie, żeby znowu było tak jak za Dobrowolskiego — jeden facet lata, a reszta się przygląda? 😏Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ejże ludzie, aleście się tu rozpisali jakby ktoś miał wam nagrodę przyznawać za wygłoszone mowy — a ja wam powiem coś prostego i z serca: kibicowanie to nie religia, nie doktryna, tylko codziennie chleb z masłem, czasem posypany cebulką, a czasem bez. Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy mieliśmy w zespole faceta, co potrafił jednym podaniem zmienić cały mecz, ale potem przez trzy kolejki schodził na ławkę kar — i co? Drużyna dalej grała, tyle że inaczej, mniej widowiskowo, ale skutecznie. Było ciężko, było smutno, ale nikt nie mówił, że to koniec świata. Po prostu biegliśmy dalej, tyle że wolniej. I teraz podobnie jest z Kaabim — jest on tym ogniwem, które kiedyś działało, a teraz chwilowo nie działa, ale system nie stoi w miejscu. Kamil krzyczy, że to puste pudełko, Arbiter liczy punkty, a ja? Ja patrzę na ten zespół i widzę coś, czego nie było pięć lat temu — drużynę, która ma już swoją tożsamość, nie tylko dzięki jednemu facetowi. Tak, bez niego tracimy coś niepowtarzalnego, coś, co trudno zmierzyć statystykami — tę magię, ten luz, ten popis, który sprawia, że nagle zapominamy, jak brzmi słowo „strach”. Ale czy to znaczy, że zespół się rozpada? Ano nie. On po prostu gra inną muzykę, mniej skomplikowaną, ale jednak koncert. Można się spierać, czy to lepsze, czy gorsze — osobiście uważam, że obie wersje mają swoje zalety. Bez Kaabiego tracimy widowisko, ale zyskujemy coś, co może kiedyś się przyda, gdy on odejdzie na dobre — drużynę, która umie wygrać, nawet kiedy nie ma jej największej gwiazdy. Czy to oznacza, że nie tęsknimy? Oczywiście, że tęsknimy — on jest naszym zawodnikiem, naszym symbolem, naszym „wiem, że wróci”. Ale kibicowanie to także umiejętność dostrzegania, jak zespół się rozwija, jak młodzi wchodzą i dają z siebie wszystko. I niech nikt nie myśli, że to jakieś zaprzeczenie uczuć — przeciwnie. To dowód, jak bardzo dorosliśmy jako kibice. Kiedyś byśmy wszyscy powiedzieli: „Bez niego to nie ten sam zespół”, i mieliśmy rację. Teraz? Teraz możemy powiedzieć: „Bez niego to inny zespół, ale wciąż ten sam”. I to, moi drodzy, jest różnica między kibicem, który śpiewa pieśni pochwalne, a tym, który rozumie, że futbol to nie tylko jeden człowiek, ale cała historia, setki decyzji, tysiące godzin pracy. Tak więc spór zostawmy otwarty — bo obie strony mają rację, tylko patrzą na to z innej perspektywy. I niech tak już zostanie, bo przecież wiadomo, że jak Kaabi wróci, to znowu zrobi się huczno.