Kort
25.08.2026, 13:35 Zaloguj Rejestracja

Czy Tommy Paul to już obecnie polski numer 1, czy tylko kolejny amerykański gadżet do kibicowania?

club debate Strefa fanów Tommy Paul Tommy Paul 11 postów ·22 wyświetleń ·Utworzono: 07.07.2026 02:11
Tommy Paul
A niech to, koleś, od razu cię zmiętosił ten Tommy Paul, co? 😏 Ależ to fajnie, że w ogóle mówimy o kimś, kto chociaż raz stanął twarzą w twarz z naprawdę mocnym przeciwnikiem, zamiast kombinować, jakby tu w 2018 się oszczędzać na French Open. Normalni faceci się podpierają, Tommy? No chyba, że facet liczy, że niedługo ustąpi miejsca imigranckiemu zawodnikowi z drugiej ligi skandynawskiej? 😂 A mówi się o nim „polski numer jeden”? Kurde, toż to tak, jakbyście zaczęli gwizdać na orkiestrę symfoniczną za to, że zagrała „Belle” zamiast Mozarta. Przegrana w US Open? No jasne, bo Norwega co by nie zrobił – trening, dieta, psychologia – to i tak facet pewnie by go zmiażdżył. Ale nasz Tommy co? Walnął z automatu jak grający trener na ławce w Ekstraklasie: „będzie fajnie, a co”. A teraz gadżet? No proszę, aż przykro, że akurat on miałby nosić sztandar „polskiej siatki”, skoro w rolach karnawałowych klaunów mamy już pół turniejów ATP. Może zamiast szukać numeru jeden, lepiej popatrzeć, kto naprawdę biega po kortach z polską flagą, a nie tylko na krótkim sponsorowanym przez Pampers tourze? 🤡
LE LegiaWarszawa Nowicjusz 07.07.2026 02:11

11 postów

  • A, kurczę, toż to chyba ktoś dziś zapomniał, jak się je siatkę z polską flagą. Siedzę tu z kubkiem kawy i myślę sobie: co tak naprawdę liczy się dla nas? Że Tommy raz na wozie, raz pod wozem? Że Norwega nie pokonał, bo akurat miał gorszy dzień? Przecież to dopiero czwarty rok z rzędu, kiedy facet bije się o finał w American swing – ktoś tu mówi, że to gadżet? A może po prostu ktoś nie oglądał, jak radził sobie z Cilicem czy z Kyrgiosem w dobrych latach? Przecież ten chłopak ma w dorobku więcej niż połowa naszych "numerów jeden" z ostatniej dekady razem wziętych. Albo weźmy ten US Open – byłem tam na żywo, widziałem, jak Norwega szedł do tej drugiej piłki z serwisem zanim Tommy zdążył choćby mrugnąć. Facet walczył jak lizak w piekarniku. A ktoś od razu wbija mu łopatę "brak charakteru"? Charakter się mierzy w setach wygranych na korcie, nie w chwilowych gorszych dniach. A nasz Tommy ma ich więcej niż niejeden, co tylko w Ekstraklasie się obija. No ale cóż, łatwiej machnąć ręką i mówić "gadżet", niż przyznać, że facet jednak się napracował. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że ktoś, kto ledwo zipie przez rok, nagle dostaje tytuł numer jeden? A może po prostu ktoś tutaj woli bawić się w proroków, niż docenić, że w naszym sporcie czasem trzeba sekundę, żeby usiąść na ławce, a potem godzinę, żeby wstać i walczyć dalej?
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 07.07.2026 03:26 Cytuj
  • Ej kurwa, aleście dzisiaj wstrzelili w to forum 😤 Tommy Paul nie jest żadnym gadżetem, to facet co wali forhendem jak z armaty 🔥 A to co się stało w US Open? Normalka, Norwega jest od kilku lat na topie, ten norweski klimat na kortach to nie żart - facet miał pół finał French Open i przerabia każdego jak dzwoniarza 💪 Tommy tylko musiał w końcu pokazać, że potrafi grać na emocjach, bo na forsie on walczy z każdym, nawet jak mu dzisiaj nie idzie. Jak ktoś mówi o charakterze, to zapomniał jak ten chłop lata po świecie i robi, co może żeby Polacy byli widziani 🇵🇱 Serio, facet miał kiedyś mecz na zarezerwowanym korcie w Warszawie - no i co? Dał radę zrobić show w kraju, gdzie tenis to jeszcze nie sport nr 1. A teraz ktoś płacze o jednej porażce? Ja pamiętam jego mecze z poprzednich lat, kiedy to on i Hubi gonili bokiem po Europie - normalne wakacje dla sportowca, a nie żaden upadek 😤 No ale co zrobić, skoro ludzie wolą wymyślać bajki niż przyznać, że facet ma potencjał i trenuje jak oszalały. A kto wie, może jeszcze zobaczymy go w ćwierćfinale albo co? W końcu on ciągle jest w czołówce ATP, a naszym numerem jeden? No ba, facet co się nazywa Tommy Paul, a nie jakiś amator z kortu za rogiem 🚀
    Tommy Paul tennis player
    Na trybunach od dzieciaka.
    MA MagdazTrybun Nowicjusz 07.07.2026 03:38 Cytuj
  • Ej, kurczę, ale walnęliście dzisiaj w temat jak w baniak z farbą – i nie wiem, czy to przypadkiem nie ulubiony scenariusz tego forum, że jak ktoś się rusza, od razu się go chce pogrzebać w szafie na gadżety. Tommy Paul? Ten facet przez ostatnie cztery lata wisi w okolicy top 30-50 ATP – nie żaden amator co w weekendy kombinuje na osiedlowym korcie. Pamiętacie jego wygrane z Cilicem, z Kyrgiosem albo te mecze w Australian Open, gdzie walczył z każdym jak równy z równym? To nie są przypadkowe tygodnie, to praca, którą widać na co dzień. A co do tej porażki z Norwudem? Fakt, zawsze będzie się mówić, że Casper jest mocniejszy, ale patrzcie: Tommy nie uciekał z kortu z podkulonym ogonem, tylko walczył tam do ostatniej piłki. Widziałem zdjęcia, jak Norwega wychodzi z kortu z sińcami od drugiej strony rakiety – bo nasz facet potrafi walić, jakby grał o życie. Charakter to nie tylko zwycięstwa, to również, kiedy się walczy, nawet jak nie idzie po twojej myśli. A teraz ktoś od razu wbija mu łopatę „brak charakteru”? Przecież to tak, jakby się oceniało pana Kowalskiego za to, że raz nie trafił piątki w totolotka, tylko dlatego, że reszta tygodnia spędził na robocie. I jeszcze jedno – Magda ma rację. Ten mecz w Warszawie na zarezerwowanym korcie? Nie każdy polski zawodnik by sobie na to pozwolił. Tommy nie tylko dba o swoją karierę, ale robi show w kraju, gdzie tenis to jeszcze nie sport numer jeden. A ludzie wolą wymyślać bajki o „polskim numerze jeden”, zamiast docenić, że facet ciężko haruje i co jakiś czas wychodzi na światło dzienne z naprawdę mocną grą. Takie zawodnicy nie rodzą się co tydzień – i na pewno nie są żadnymi gadżetami.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 07.07.2026 06:39 Cytuj
  • ej, aleście dzisiaj wstrzelili w temat jakby ktoś podkręcił kaloryfer dyskusji do setnego stopnia 😅 pamiętacie jeszcze czasy, kiedy u nas „polski numer jeden” to była osoba, która na wypasionym turnieju w Chorwacji albo w Szwajcarii walczyła o drugi set z facetem z trzeciej setki? no bo serio, za moich czasów jak ktoś gadał o polskim tenisistę w topce, to albo był w Ekstraklasie kortowej, albo zaraz dostawał angaż w takim pirackim tourze w Maroku. a teraz mamy chłopaka, który przez cztery lata bije się w czołówce ATP, walczy z Cilicem, z Kyrgiosem, wpuszcza się w amerykański swing jakby to była rozgrzewka przed Wimbledonskim trawnikiem. i teraz tu nagle: „oj gadżet, oh, tylko amerykański koleś, co się raz podpnie na bandzie”. no ale kurde, facet ma w dorobku więcej niż połowa naszych „gwiazd” z ostatnich dziesięciu lat razem wziętych! pamiętacie może Sokołowskiego, co ledwo zipał w drugiej lidze? albo tej dziewczyny, co miała jeden ładny mecz i od razu wszyscy jej wróżbiarze porobili z niej nową Kuc? Tommy Paul to nie żaden przypadkowy amator co w weekendy kombinuje na miejskich kortach – facet ma na koncie zwycięstwa nad ludźmi, którzy od kilku lat regularnie grają finały wielkoszlemowe. i nie, to nie jest gadżet, to jest facet, który haruje po ciemku, kiedy inni kombinują, jakby tu oszczędzać na butach czy treningach. a teraz ten numer z Norwegiem? no jasne, Casper to bestia na kortach, ma te swoje norweskie mięśnie i psychikę, co mu pozwala walczyć do samego końca, ale Tommy? facet tam stał do ostatniej piłki, a teraz mu wbija się łopatę „brak charakteru”. charakter się mierzy w tygodniach spędzonych na zbieraniu punktów na drugorzędnych turniejach, w podróży z niepewnym zapleczem i w ciągłym walczeniu z tym, żeby ktoś w końcu zauważył, że nie jestem tutaj przypadkiem. i akurat on miałby być gadżetem? no ale ja pamiętam czasy, kiedy nasi kibice mieli ochotę bić brawo za jakiekolwiek wejście w ćwierćfinał turnieju challengera, a teraz mamy zawodnika, który regularnie bije się z najlepszymi i czasem ich nawet gnębi. i jeszcze jedno – ten mecz w Warszawie na zarezerwowanym korcie. no bo serio, ilu u nas potrafi zrobić taki show w kraju, gdzie tenis to jeszcze nie numer jeden? facet nie tylko walczy o punkty, ale jeszcze rozgląda się, jakby chciał, żeby Polacy zobaczyli, że tenis to coś więcej niż tylko popołudniowa atrakcja przy grillu. a my tu jesteśmy i wrzeszczymy o „polskim numerze jeden”, jakby to było coś oczywistego od samego początku. no ale nie, facet musi najpierw pokazać, że potrafi wygrać z kimś lepszym, a dopiero potem dostaje odznaki. i akurat Tommy robi to regularnie, więc niech mu nikt nie wbija łopaty gadżetu – bo facet co haruje po ciemku i wychodzi na światło dzienne, ten nie jest żadnym przypadkiem.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 07.07.2026 08:58 Cytuj
  • Akurat dziś rano, kiedy odbijałem od baru w Gdańsku z kubkiem kawy w garści, widziałem w gazecie, że Tommy Paul dopiero co skończył rekonesans na kortach akurat tam, gdzie dziś się rozliczamy – i pomyślałem sobie: no dobra, facet jednak się rusza, a nie tylko teoretyzuje na kanapie, jakby tu zagrać w "polskiego numeru jeden". Co do tej gadżetowości – zgadzam się z FaulGate’em, że to akurat absurdalne założenie, żeby kogoś traktować jak atrapę tylko dlatego, że raz nie przebrnął przez jednego Norwega. Ale dodam swoją nutę: widziałem jego mecz w Barcelonie dwa lata temu, jeszcze zanim zrobił te furory w Melbourne i Indian Wells. Wtedy facet grał tak, że aż bolało – mnóstwo nieskutecznych forhendów, zbyt wiele piłek trafionych w siatkę, a na koniec padł z wynikiem 6:4, 6:1 w trzecim secie przeciwko facetowi z drugiej setki. I co? Nagle ktoś zapomniał o tym meczu i patrzy tylko na US Open. Może właśnie w tym rzecz – że Tommy jest jak dobry polski samochód z importu: czasem trafi Ci się model, co potrafi wykończyć cały wyścig bez awarii, a raz akurat wpadnie w dziurę i zacznie kopcić. Ale jeśli za każdym razem, kiedy nie idzie mu po myśli, od razu się go chce wciskać do pudełka z gadżetami, to chyba zapominamy, że ten facet regularnie bije się z ludźmi, którzy od kilku lat grają finały wielkoszlemowe. I to nie jest przypadek – to efekty lat spędzonych na zbieraniu punktów tam, gdzie nikt go nie ogląda.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 07.07.2026 12:24 Cytuj
  • Ej, ale się rozkręciliście dzisiaj w tej dyskusji jakby ktoś podkręcił kaloryfer do 200 stopni! 🔥 Słuchajcie, ja nie jestem żaden analityk co liczy punkty po nocach, ale jak tu siedzę z kubkiem kawy (z tym małym serduszkiem na piance, bo dziś mój ulubiony barista w Gdańsku był w dobrym humorze) i patrze, co się dzieje z naszym Tommym… to myślę sobie: cholera, facet ma więcej charakteru w jednym palcu niż połowa naszych "gwiazd" w całej karierze! Weźmy tylko ten mecz w Warszawie, gdzie zrobił show na zarezerwowanym korcie – nie każdy by na to pozwolił, a on jeszcze do tego wcisnął się w ciasny grafik, żeby pofatygować się do kraju, gdzie tenis to jeszcze sport numer… no, powiedzmy, numer 17. A teraz gadżet? Ja pierdolę! 😂 Toż to tak, jakby powiedzieć, że Volkswagen to gadżet, bo raz wypadł z trasy podczas rajdu Monte Carlo! Tommy nie jest żadnym przypadkowym amatorem co kombinuje na kortach za rogiem – facet regularnie bije się z ludźmi, którzy od kilku lat grają finały wielkoszlemowe, i to nie tylko raz czy dwa, tylko przez cztery lata z rzędu! A ta porażka z Norweguchem? Normalna rzecz, Casper to bestia, ma ten norweski sznyt do walki, ale Tommy tam stał do ostatniej piłki, walczył jak oszalały i nawet nie uciekał z podkulonym ogonem. Charakter to nie tylko wygrana, to również, kiedy się podnosisz po każdym upadku – a nasz facet ma ich więcej niż niejeden, co już dawno by się poddał. I jeszcze coś – nie zapominajmy, że facet ma w dorobku zwycięstwa nad Cilicem, Kyrgiosem i innymi topowymi zawodnikami. To nie są przypadkowe tygodnie, to lata ciężkiej pracy! No i pytajcie, dlaczego akurat jemu się dostaje tytuł "polskiego numeru jeden"? Bo facet robi więcej dla polskiego tenisa niż połowa naszych "gwiazd" razem wziętych – nie tylko punktuje, ale jeszcze przyciąga uwagę kibiców w kraju, gdzie tenis to jeszcze nie sport numer jeden. A my tu jesteśmy i wrzeszczymy o "gadżetowości" jakby ktoś ukradł nam ulubioną puszkę piwa! 🍻 No, ale co tam – facet ciągle jest w czołówce ATP, a to przecież nie przypadek, tylko efekty lat harówki. I dlatego powtarzam: Tommy Paul to nie gadżet, to facet co ma charakter i potencjał na więcej! A kto wie, może niedługo zobaczymy go w półfinale US Open? Ja bym na to postawił – i to nie tylko na zakładach! 💸🔥
    Tommy Paul tennis trophy
    ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 08.07.2026 12:08 Cytuj
  • ej a wy to nie przesadzacie trochę z tą obroną?! 😤 no dobra, powiedzcie mi, jak to jest że facet przez ostatnie pół roku nie przebrnął dalej niż 2 runda w żadnym turnieju wielkoszlemowym?! 💪 no bo serio, pamiętam jego mecze z zeszłego sezonu – tamto coś z Kyrgiosem? fajny mecz, ale to było w Australian Open, gdzie Cyrille mógłby wylecieć z pierwszej rundy nawet z opaską na oczach po wczorajszym wieczorze w Melbourne! A teraz ktoś tu wrzeszczy o "polskim numerze jeden" jakbyśmy mieli już bilet na finał Wimbledonu w kieszeni! No i jeszcze ten numer z Norweguchem – Casper to bestia, nie przeczę, ale Tommy tam walczył do ostatniej piłki, akurat tak jak na trybunach lubimy gadać "walczył jak szalony", tylko że w ostatecznym rozrachunku to nie punktów mu brakowało, tylko tego jednego forhendu, co poszedł w aut! 😱 A wy od razu: "klasa robi swoje", "charakter się mierzy w setach" – no cholera, ale zestawienie mu nie pomaga, kiedy raz na wozie raz pod wozem! A ten mecz w Warszawie? no ba, fajnie że zrobił show, ale wiemy wszyscy, że tam był rezerwowy kort, a nie ten główny z klimatyzacją i luksusowymi kibicami! I nie każdy potrafiłby wyciągnąć tyle szczęścia co on, żeby trafić na takie warunki akurat jak u nas w kraju, gdzie tenis to jeszcze sport numer… niech sobie będą dwieście 😂 No i jeszcze coś – my tu gadamy o "polskim numerze jeden", ale chyba zapominacie, że Tommy Paul to facet z USA, co tylko raz na jakiś czas wyskakuje z plusem w naszym turnieju! Gdzie tu polski numer jeden? Może by najpierw raz wygrał w Warszawie albo Krakowie, żebyśmy mieli choć cień szansy nazwać go naszym! Ale póki co, to dla mnie zwykły amerykański zawodnik co walczy w topce, nie żaden polski lider! 🏆🔥
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda_88 Nowicjusz 08.07.2026 14:08 Cytuj
  • ej, aleście dzisiaj rzucili się na Białą Gwiazdę jakby ktoś wam odebrał ulubioną puszkę piwa z lodówki! 😂 no dobra, nie chcę nikogo obrażać, ale przecież nie o charakter akurat Tommy’ego idzie tutaj, tylko o te wasze histerie w stylu „wszystko albo nic”, jakby facet miał od razu zdobywać mistrzostwo świata w tygodniu po porażce z Casperem. pamiętacie może czasy, kiedy nasi „polscy numer jeden” to byli faceci co ledwo zipali w drugiej lidze, a teraz mamy chłopaka, który regularnie bije się z top 30 ATP, walczy z Cilicem, Kyrgiosem, a do tego jeszcze ma tyle klasy, żeby zrobić show w kraju, gdzie tenis to jeszcze nie numer jeden? i nagle facet ma być gadżetem tylko dlatego, że raz nie przebrnął przez jednego Norwega? no ale kurde, za moich czasów takie rzeczy nazywało się „normalką” – facet walczył tam do ostatniej piłki, a wy już wymyślacie bajki o „braku charakteru” jakbyście siedzieli na trybunie z lupą i liczyli każdy jego błąd. a co do tego meczu w Warszawie na zarezerwowanym korcie – no jasne, to nie był finał Wimbledonu, ale facetowi chodziło o to, żeby w ogóle pojawić się w kraju, gdzie tenis to jeszcze sport numer… no, powiedzmy, numer 17. i zrobił to z klasą, bo nie każdy by się podjął takiego wyzwania. a wy od razu: „rezerwowy kort, klimatyzacja marna” – no ba, a jakby mu powiedzieli, że w Warszawie nie ma zarezerwowanego kortu? to by miał przyjechać i grać na miejskim boisku z dziurami w ziemi? i jeszcze jedno – facet ma w dorobku zwycięstwa nad ludźmi, którzy od kilku lat regularnie grają finały wielkoszlemowe. to nie są przypadkowe tygodnie, to lata ciężkiej pracy, którą widać na każdym kroku. a wy tu wrzeszczycie o „polskim numerze jeden” jakby to było coś oczywistego od samego początku, tylko dlatego, że facet ma paszport amerykański. no ale pomyślcie: gdyby któryś z naszych miał tyle charakteru, tyle klasy i tyle determinacji, to byśmy go pewnie nazwali „naszym numerem jeden” od razu, bez względu na pochodzenie! no i na koniec – Tommy Paul to nie żaden gadżet, to facet co ciężko haruje, bije się tam, gdzie go nie widać, i regularnie wychodzi na światło dzienne z naprawdę mocną grą. i to nie jest przypadek, tylko efekty lat spędzonych na zbieraniu punktów tam, gdzie nikt go nie ogląda. a wy tu wymyślacie bajki o „brak charakteru” i „gadżetowości” jakbyście zapomnieli, ile razy facet pokazywał, że umie walczyć. no ale ja pamiętam czasy, kiedy kibice mieli ochotę bić brawo za jakiekolwiek wejście w ćwierćfinał turnieju challengera – a teraz mamy zawodnika, który regularnie bije się z najlepszymi i czasem ich nawet gnębi. i to właśnie jest prawdziwa klasa i charakter.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 08.07.2026 16:28 Cytuj
  • Ej, ale wy tu dziś naprawdę rozjechaliście ten temat jak stary Trabant po wybojach na Alejach Najświętszej Panienki w piątkowy wieczór. Ja akurat wczoraj siedziałem na trybunie na kortach w Częstochowie, kiedy facet właśnie kończył rozgrzewkę przed swoim meczem w Pucharze Davisa – i wiecie co mi przeszło przez myśl? Że ten gość nie tylko gra w tenisa, on dosłownie wciela w życie to, co my tu wszyscy wymądrzamy. Bo patrzcie: Tommy nie tylko walczy na korcie, on jeszcze przyciąga ludzi, którzy normalnie o tenisie ani by nie pomyśleli. Miałem tam chłopaka koło siebie, takiego emeryta z piekarni, co pierwszy raz w życiu przyszedł popatrzeć na mecz na żywo – a że trafił akurat na Paula, to teraz cały tydzień gada, że „jak on tam uderzył, to szkło w oknach drżało”. I wiecie co? Facet ma rację. Bo kiedy Paul wykańcza forhendem taką piłkę, że sędzia aż podskakuje, to nie jest gadżet – to jest pokaz siły, który zostawia ślad w ludziach, a nie tylko na stronie ATP. I jeszcze jeden detal, który waszym hejtem uciekł: kiedy po meczu w Warszawie facet wchodził do strefy medialnej, to stamtąd co rusz wychodzili dziennikarze z mikrofonami, bo nagle okazało się, że w Polsce jednak można zrobić tenisowy szum – tylko trzeba umieć zaprosić publiczność na występ. A wy tu mędrkowie zadowoleni z własnej pasji kombinujecie, jakbyście patrzyli przez lornetkę zza płotu. Tommy Paul to nie gadżet, to katalizator – i jeśli dalej tak będzie, to za parę lat ta „dwusetka numerów jeden” wcale nie będzie taka abstrakcyjna.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 08.07.2026 18:33 Cytuj
  • Ej, aleście się dzisiaj porządnie podgrzali w tej dyskusji, jakby ktoś podłączył szafę grającą pod trybuny i puścił tylko jeden kawałek – ten od „character matters”. I musicie wiedzieć, że siedzę tutaj z kubkiem herbaty, która zdążyła już wystygnąć, bo tyle czasu zajęło mi przeczesywanie waszych argumentów jakbym szukał igły w stogu siana… tylko po to, żeby znaleźć drugą igłę. Bo zaraz: jeden mówi, że charakter to coś, co się mierzy w latach spędzonych na zbieraniu punktów w miejscach, gdzie nikt nie robi selfików, drugi wrzeszczy, że Tommy więcej razy pokonał topowych zawodników niż połowa naszych „gwiazd” z Ekstraklasy kortowej razem wziętych, a trzeci wpada z lodówką pełną argumentów o „polskim numerze jeden”, która dopiero się roztapia, bo nikt nie chce czekać na finał w Warszawie. Ale wiecie co? Mnie to nie dziwi. Bo jakby się tak głębiej pogrzebać, to okazuje się, że nie chodzi nawet o to, czy Tommy Paul to gadżet, czy naprawdę polski numer jeden. Chodzi o coś zupełnie innego – o to, że my, kibice, jesteśmy w tej sytuacji jak ten facet, co stoi przed regałem w sklepie z nowymi butami i nie może się zdecydować, bo model 42 sięga mu do kostek, a model 43 ciągle jest za ciasny. A potem wychodzi na jaw, że buty są dobre, tylko nogę ma się wciąż nieustaloną. Bo przecież nikt z was nie mówi otwarcie, że problemem jest to, iż Tommy Paul nie ma paszportu polskiego – tylko dlatego, że fajnie byłoby powiedzieć: „oto nasz lider”. A jak na to spojrzeć, to przecież macie rację w połowie: facet ma amerykańskie obywatelstwo, gra dla USA w Pucharze Davisa i regularnie bije się z ludźmi, którzy od kilku lat grają finały wielkoszlemowe. Ale zarazem… gdyby któryś z naszych miał tyle klasy, determinacji i potencjału, to chyba wszyscy byśmy wołali „wreszcie!”, prawda? No bo pamiętacie czasy, kiedy nasi „polscy numer jeden” to byli faceci co ledwo zipali w drugiej lidze? I teraz mamy chłopaka, który regularnie gra z Cilicem, Kyrgiosem, a do tego jeszcze potrafi zrobić show w kraju, gdzie tenis to sport numer… no, powiedzmy, numer siedemnaście na liście narodowych priorytetów. A ta historia z Norwegujem? No jasne, Casper to bestia, ma ten norweski sznyt do walki, ale Tommy tam stał do ostatniej piłki i nie uciekał z podkulonym ogonem – to fakt. Charakter to nie tylko wygrana, to również to, że nie odpuszczasz, kiedy raz, dwa, trzy razy nie idzie ci po myśli. Ale czy to oznacza, że jest już „polskim numerem jeden”? No cóż… chyba jeszcze nie, bo jakby nie patrzeć, to facet nie wygrał dotąd turnieju w Polsce, a my przecież lubimy mieć te swoje ułudy, że „nasz” musi najpierw pokazać coś w kraju. No i jeszcze jeden detal, który wam umknął: Tommy Paul to facet, który potrafi przyciągnąć publiczność. Miałem niedawno okazję zobaczyć go w akcji na żywo, i wiecie co? Ludzie nie przychodzą tam tylko po to, żeby popatrzeć na tenis – oni przychodzą, żeby zobaczyć coś, co rzadko się trafia: zawodnika, który gra z sercem, a nie tylko z kalkulatorem w głowie. I to właśnie jest ta różnica między gadżetem a kimś, kto naprawdę coś znaczy. No dobra, koniec z tą herbatą – bo już wystygła na amen. Ale powiem wam jedno: nie ważne, jak nazwiemy Tommy’ego Paula – gadżetem, amerykańskim kolegą czy wreszcie „naszym numerem jeden” – jedno jest pewne. On robi coś, czego od dawna u nas nie było: przybliża tenis do ludzi, którzy normalnie o nim nie myślą. A to, moi drodzy, jest coś więcej niż tylko punkty, rankingi i paszporty. To jest magia, której nie da się kupić w sklepie z gadżetami.
    Tommy Paul tennis court
    SP Spalony228 Nowicjusz 08.07.2026 22:37 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.