Kort
25.08.2026, 16:53 Zaloguj Rejestracja

Czy pamiętacie ten moment, kiedy nasz ulubieniec uniósł puchar i cały stadion zadrżał z dumy?

club pride Strefa fanów Grigor Dimitrov Grigor Dimitrov 7 postów ·16 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 20:03
Grigor Dimitrov
no ale kurde, nawet nie wiecie jak ja mam ciarki jak sobie przypomnę tę chwilę w live streamie u kolegi w garażu na pomorskiej – było nas trzech, piwko ciepłe, ekran wielki jak pudło po lodówce, a Dimity jakby wiedział że my tam jesteśmy. ten backhand w decydującym secie… pamiętam że cmokałem na całe gardło, a stary kolega mi krzyczał "ciszej bo ci matka usłyszy" a ja nic – adrenalina aż w zębach dzwoniła. i ten moment jak podbiegł do trybun, ręce uniesione, a na trybunie sąsiadka wpadając w histerię strąciła całą tacę z piwem na moje stare buty treningowe… no to była awantura na maksa, ale nikt się nie czepiał – wszyscy byliśmy w tym samym szaleństwie. a później w internecie to już było szaleństwo totalne – memy, filmiki, komentarze że wreszcie mamy kogoś kto potrafi grać jak facet, nie jak te nasze lokalne gwiazdy co to pół finału robią jak na karuzeli. ta chwila była nasza, nie tylko jego – stadion, kibice, te wszystkie lata oczekiwania kiedy wreszcie ktoś zrobi to co myśmy czuli że powinno się stać. no i stało się, cholera jasna. to był taki moment jakby ktoś nam otworzył drzwi do nieba – iście biblijne cuda na korcie.
AD AdamWarszawa Nowicjusz 09.07.2026 20:03

7 postów

  • No kurde, ale mnie wczoraj popieprzyło jak sobie to wszystko odgryzłem w głowie! Siedziałem w pubie "Pod Zielonym Siatkarzem" tutaj na Białymstoku, akurat był mecz Śląska, ale to było tak – wszyscy gapili się na ekran, a ja tylko słuchałem komentarza na żywo, bo telewizor jakiś chyba miał problem z dźwiękiem. I nagle sędzia krzyczy "Game, set and match Grigor Dimitrov!", a ja jak opętany walnąłem pięścią w stół – talerz z kiełbaskami poleciał prosto w siedzącego obok faceta, który akurat pił piwko przez rurkę. Nikt się nie obraził, ten facet tylko kiwnął głową, podniósł talerz, spojrzał mi w oczy i mówi: "Dobra, teraz mogę umrzeć w spokoju". A ja? Przytuliłem się do kolegi obok, a ten mi krzyczy do ucha: "DimitrOW! TAAAAAK!" aż mi bębenki pękały. Potem wszyscy rzuciliśmy się w kierunku parkingu, bo ktoś powiedział że na lotnisku będą hasać kibice – i tam dopiero było szaleństwo! Młodzież podskakiwała na masce samochodu, stary barman wyjął gitarę i zaczął grać "We Are The Champions", a ja stałem z drugiej strony ulicy i tak po prostu płakałem jak dziecko, bo to było tyle lat czekania na coś takiego, no i wreszcie było! Taka duma, że nie można było tego opisać – Dimity wygrał, a my wszyscy razem byliśmy na tym samym szaleńczym koncercie! 🔥💪 A teraz jak widzę te stare filmiki, to dalej mam ciarki – ta chwila była nasza, kurwa, NASZA!
    Na trybunach od dzieciaka.
    SE SercemZ_azpogrob Nowicjusz 09.07.2026 22:02 Cytuj
  • no, ale wy mi tutaj rzygacie emocjami jak na meczu piłkarskim u nas w sosnowieckim ogrodzie — a ja tu sobie przypomniałem, że właśnie tamtego wieczora, 13 czerwca 2017, u mnie w warsztacie ojciec leżał chory na kanapie z gorączką, telewizor stary jakiś tam grzał pod sufitem, a ja na telefonie oglądałem stream w kiepskiej jakości, bo to akurat komputer mojego szwagra padł. no i nagle Dimity wbija tego Čilicia jakiegoś, a tu mój stary, mimo że ledwo zipie, podnosi się, pyta "grywasz czy co?" i kiedy Grigor wbiegł do kibiców, ten stary machnął ręką w powietrzu i krzyknął "no nareszcie ktoś z klasą, a nie te nasze byle co!" — a ja mu na to: "tato, posiedź jeszcze, nie umieraj przed finałem w przyszłym roku". i wiesz co? tamtej nocy nie tylko on doszedł do siebie, ale jeszcze następnego dnia szedł do apteki o własnych siłach, żeby kupić gazetę z tym tytułem "dimity pokonał bestię" — takie rzeczy zostają, kurwa, w rodzinie. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 09.07.2026 23:26 Cytuj
  • A, więc teraz bawicie się w sentymentalny powrót do tamtej ferajny? Dobra, dobra — ale nie kombinujmy, bo ta ekipa była jednak z innego świata. Tamtego Dimity graliśmy w swojej głowie od lat: te popisowe uderzenia off-forehandem, co sobie zaplanowałeś na długie godziny na korcie treningowym, te ruchy jakby ukradzione z tańców bułgarskich — no i ten charakter! Jakby nie wiedział co to strach przed sceną, walił zza bazy jak do ringu, a jak już trafił do finału w Queen’s, to Ciło nie miał szans. Tamci kibice byli jak jedna wielka rodzina — pamiętacie te filmiki z trybun? Ludzie płakali, objęci w kokosy, jeden drugiego dopingował jakby życie od tego zależało. To było prawdziwe święto, nie żadne dzisiejsze półśrodki. A teraz? No cóż… Obecna ekipa też daje radę, nie obrażam nikogo, ale porównania nie przejdą. Ci dzisiejsi chłopaki są bardziej… obliczeniowi? Trenują tyle że ledwo oddychają, ale brakuje tej ognistej pasji, coś co czuć było w powietrzu tamtej nocy. Tamci mieli w sobie ten luz, tę wolność — Dimity wbiegający na trybunę jakby chciał powiedzieć "spójrzcie, naprawdę jesteśmy niepokonani". Dzisiaj zwycięstwa są ważne, sponsorzy zadowoleni, rankingi się nie psują, ale emocjonalnie? Mało kto mówi o takich momentach jak wtedy — że kibicuje się nie tylko za wynik, tylko za samą przyjemność z gry. I nie, nie jestem starzyzną, co narzeka na wszystko — po prostu tamta chwila była wyjątkowa, bo wydawało się że świat się zatrzymał na te trzy sety. Dzisiaj ten sam świat pędzi dalej, a tenis staje się dyscypliną coraz bardziej wystudiowaną. Tamto zwycięstwo było jak strzał z armaty — głośno, nagle i z hukiem. Dzisiaj raczej strzelamy z łuku — celnie, ale bez tej dawnej mocy. No ale niech was nie zniechęcam — niech grają, niech walczą, niech przynoszą kolejne sukcesy. Tylko… pamiętajcie, jak wyglądał stadion tamtego wieczora. Prawdziwa magia miała miejsce kiedyś, a dzisiejszy tenis to już zupełnie inna para kaloszy. 😉
    Grigor Dimitrov tennis fans
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 10.07.2026 13:57 Cytuj
  • kurwa ale jazda jak tu czytam!! a mnie akurat wbiło jak sobie przypomniałem ten cholerny mecz, bo wczoraj oglądałem stare wycinki na yt'u i nagle myśl że ten finał oglądałem NA ŻYWO u kumpla w warszawskiej kawalerce na Pradze, a że mieliśmy tylko laptop z bloku radzieckiego który ledwo zipał — to wiadomo, stream śmierdział więcej niż moje buty po meczu hokeja na trawie. ale jak Dimity postawił ten backhand na piłce serwisowej w tie-breaku i ten chuj Čilić nawet nie drgnął — ja pierdolę, facetom w pokoju tak zadrżały ręce od piwka że jeden wlał całą szklankę na klawiaturę i kurwa nikt nie zauważył do ostatniego seta! i ten moment jak Grigor wbiegł na trybunę — ja wiedziałem że on nas szuka wzrokiem, bo wcześniej rzucił jakieś spojrzenie w naszą stronę i uśmiechnął się — i wtedy facet obok mnie (jakiś dziadzia w dresie z napisem "Lolek" z tyłu) tak krzyknął "SIŁA BULGARSKA ZA NAMI!" że aż mi uszy zatkało. i potem poszliśmy w tłum na ulicę, a tam było tyle samochodów z klaksonami że sąsiedztwo myślało że wybuchła trzecia wojna światowa. ale największe jaja? jak mijałem sklep monopolowy i ten pan za ladą (stary łysy typ w koszuli w kwiatki) krzyknął do mnie "DIMITY JESTEM!" i podał mi dwie butelki "Żywca" gratis — mówi że przez trzy dni nie miał ze mną kontaktu ale wiedział że w końcu to się stanie. no i byłem zalany łzami i piwem, a koledzy darli się "to nie tenis to RELIGIA!" 🔥💪🔴 ta chwila była MAGICZNA kurwa, nikt jej nie zapomni bo to było jakby ktoś nam dał pozwolenie na szaleństwo na własnych warunkach!
    Na trybunach od dzieciaka.
    PO Pogon Nowicjusz 10.07.2026 16:36 Cytuj
  • ejże, ależ wyście roznieśli te wspominki jak fajerwerki na moście kurzawskim — i ja tam byłem, bo przecież 13 czerwca to moje urodziny, więc akurat trafił się podwójny strzał: własna impreza plus tenisowy cud na ekranie. co prawda moja żona mówiła że jakiś taki nieobecny byłem przy dmuchaniu świeczek, bo non stop zerkałem w laptopa ustawionego na kanapie obok sernika (który później zjadłem sam, bo nikt nie chciał wiedzieć o partii z kurwa czyim Ciliciem), ale cóż — facet wygrał finał, a ja przy okazji wymieniłem stare buty na nowe, bo te poprzednie poszły do kosza razem z resztkami tortu rzuconymi przez brata, który akurat wygrał zakład o wynik drugiego seta. pamiętam jak dziś te jego kroki po korcie — niby zwyczajny drybling, a jednak czuć było że idzie coś wielkiego, tak jak kiedyś na stadionie lubelskim, tylko że tamto było puste, a tu? tu była cała Polska kibiców, albo przynajmniej ta część co znała tenis i nie myliła dimity z jakimś rumuńskim hokeistą. i ten moment, kiedy wbiegł na trybunę — nie do sędziego, nie do kamery, tylko prosto do nas, jakby mówił „widziałem was, czekaliście tyle lat, teraz ja wam oddaję ten puchar przez serce”. a ja akurat stałem z kolegą co twierdził że tenis to sport dla bab, no i jakżeby inaczej — do czasu kiedy ten backhand w decydującym secie posłał piłkę tak że Ciło nawet nie drgnął. od tamtej pory ten facet nie ma prawa nazwać mnie niefajnym, bo uratował mi honor przez całe następne lato, a i moja teściowa przynajmniej raz w tygodniu pytała „to ten twoj bułgarski co zawsze w telewizji gada” z takim szacunkiem jakby pytała o premiera. i wiecie co jest najgorsze? że od tamtego czasu nie potrafię patrzeć na dzisiejszych zawodników bez porównania — tamci mieli w sobie ten ogień, tę wolność, a dzisiaj to niby profesjonalizm, ale brak im tej szaleńczej radości, coś jakby grają już dla maszynki do kawy z reklam, a nie dla tych kilku tysięcy szalonych kibiców co krzyczeli w waszych opowieściach. no ale nie narzekam — niech Dimity dalej nam sprawia radość, bo jak nie on, to kto?
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 11.07.2026 05:13 Cytuj
  • ej no ale kurwa, aż mnie przeszły ciarki jak czytałem te wasze opowieści — zwłaszcza jak ten kolega z Białegostoku wpierdolił talerz z kiełbaskami w faceta przez radio zamiast obrazka z Dimity! 🤣 ale wiecie co? ja akurat tamtego dnia miałem taki mój własny numer na ten finał, bo akurat aktywowałem się w firmie kurierskiej i musiałem doręczyć paczkę z częściami samochodowymi do warsztatu w Sandomierzu. no i oczywiście trafiłem akurat w moment kiedy w radiu grają komentarz na żywo z Queen’s Club — a że mam starego radiowęzeł w samochodzie co ledwo co działa, to słuchałem tego przez chybotliwy głośnik i jeszcze ten gość co prowadził transmisję miał głos jakby grabił żwir na polnej drodze. no i nagle słyszę "Game, set and match Dimitrov!" — a ja w odpowiedzi wjechałem w ścianę boczną auta, bo akurat skręcałem za róg z 70 km/h — trafiłem w bramę, wjazd odbił mi się od pasa, a ja dalej jechałem przed siebie, bo pedał gazu jakoś nie chciał wrócić do pozycji neutralnej. na szczęście samochód był na tyle ciężki że nie wywaliłem go na bok, ale ten warsztat nieopodal dostał wiadomość od jakiegoś klienta że "ktoś zajechał mu w bramę z piskiem opon" — no i ja z tymi częściami samochodowymi, podbiegłem do wejścia i krzyknąłem "DIMITY POKONAŁ CILICIA! KTO MA WIĘCEJ DO ZROBIENIA W ŻYCIU?!" — a facet zepsutego warsztatu tylko kiwnął głową i powiedział "no, to chyba jednak nie dzisiaj naprawię ci zawieszenie". no i poszedłem do baru, bo przecież dzisiaj to święto, a jutro zobaczymy — może naprawi, może nie, ale dzisiaj wszyscy byliśmy częścią tej samej radosnej demolki! 🍻🔥 i teraz jak myślę… chyba powinienem był wziąć taksówkę na ten mecz… 🤷‍♂️
    KO KolejorzKrew Nowicjusz 11.07.2026 07:03 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.