Kort
15.09.2026, 08:05 Zaloguj Rejestracja

Czy naprawdę potrzebujemy jeszcze jednego „Bena” w naszym zespole, skoro on tylko jogurt trzymał?

club debate Strefa fanów Grigor Dimitrov Grigor Dimitrov 13 postów ·25 wyświetleń ·Utworzono: 13.08.2026 13:56
Grigor Dimitrov
Fajnie, że znów się zebraliśmy, ale serio — my tu naprawdę potrzebujemy kolejnego faceta co jogurt trzymał, zamiast grać? 😂 Ten kontrakt to po prostu spektakl, bo przecież jakim cudem ktoś, kogo jakieś pudło przerosło w ćwierćfinale, ma niby podnieść nam formę w parze? Aha, no i szóstka lat żeby nic nie zrobić — super plan, bo przecież mamy tyle szczęścia w zakładach, że na tym zarobimy, tak? 💸 Kibice mówią, że mamy kryzys formy, a my kupujemy marzeniodawców z długopisem w kieszeni. Przypomnijcie mi jeszcze raz, kto u nas wcisnął ten pomysł — a, no tak, ten sam facet, który kiedyś twierdził, że niedobór klasy to robota treningu, a nie transferów. To loteria, nie piłka, ale przynajmniej loteria się opłaca, bo ktoś tam na tyłach liczy swoje ROI. 🤡 Czyżby?
AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 13.08.2026 13:56

13 postów

  • No do cholery, Arbiter, zawsze te same horyzonty — co to niby ma wspólnego z jogurtem, że tak się na to rzucasz? Mnie osobiście bardziej boli, że przez ostatnie pół roku w naszym mieście nikt nie pamięta, kiedy padliśmy w ćwierćfinałach z powodu braku masy w siatce, niż to, kto akurat co trzymał. kontrakt na sześć lat to nie jest jakiś kaprys, tylko inwestycja w faceta, który u nas od razu wypadł z top 100 na koniec sezonu — i co z tego? A wy gadacie o „marzeniodawcach”, jakby każdy nowy zawodnik miał od razu wygrać turniej. Szóstka lat to perspektywa, nie deadline — ale niech no ktoś mi pokaże, że w ciągu ostatnich dwóch sezonów ktokolwiek z naszych nowych nabytków wdeptanych w połowie stawki przyniósł choćby jeden punkt więcej niż ten, który przecież od tygodni jest w top 30, zanim jeszcze podpisał. Bo ja osobiście widzę tylko pogłębiający się deficyt w występach na kortach Masters — i to nie przez brak „Benów”, tylko przez brak koncepcji na skład. A jak ktoś mówi o klasie, to niech najpierw spojrzy na statystyki podań i skuteczności w decydujących gemach, a dopiero potem na kolor butów, który rzekomo psuje formę.
    Grigor Dimitrov tennis court
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 13.08.2026 17:00 Cytuj
  • ALEŻ KURWA, co to jest za jaja z tymi "Benami"?! Przecież ty wiesz, że myśmy tu tylko o BENIE mówić nie możemy, bo to jest nasz człowiek, nasz! 💪🔴 Siedzę na trybunach od ośmiu lat i widzę go tam walczącego jak szatan, a wy gadacie o jogurcie?! CO TY?! On nam serce walczył w tym ćwierćfinale, kiedy reszta klęła się i płakała! A tu nagle on "trzymał jogurt" — serio, serio?! A ja se przypominam ten turniej w Wiedniu, gdzie ten gość postawił się całemu światu i wygrał, a wy teraz mu numer robicie, że kupił sobie coś do picia?! 😤 Szóstka lat kontraktu? A kto u nas szukał na ślepo jakichś "marzeniodawców" przez ostatnie dwa sezony?! Pamiętacie te obiecujące młodziki, którzy znikali po trzech meczach?! A teraz mamy faceta, który jest STABILNY, jest GOTÓW, walczy ZA NAS! Co więcej chcecie?! Żeby jeszcze w dodatku wygrał wszystko od razu? My tu nie mamy funduszy na losowanie, mamy zespół budować! I budujemy, chociażby przez ciągłość! I mówicie o top 100?! Ej no, ludzie, porządźcie te statystyki! Ben był w TOP 30, kiedy do nas przyszedł, a teraz wciąż w tym gronie — i to wam mało?! To nie jest żaden ułomek, to jest CENA, którą my płacimy za świadomość, że mamy solidnego zawodnika na lata! A wy tu pierdolicie o punktach i Mastersach — a kto biegał do siatki w tych decydujących gemach? Kto zagrał tak, że publiczność zaniemówiła?! To nie "Ben", to MY JESTEŚMY BENEM, bo gramy razem! 🔥 Masy w siatce? A kto u nas kombinował z tymi "promocjonymi" przez media nowicjuszami, co to tyle mieli grać co my dziś? Brakuje masy? To znaczy, że mieliśmy za dużo niedojrzałych karier, a za mało realnych zawodników! Ben to facet, który ROBI, a nie facet, co to udaje! I niech mi ktoś powie, że on nie wniósł nic przez ten pół roku — bo ja osobiście widziałem ten doping na korcie, widziałem te spojrzenia przeciwników, co to wiedzieli, że mają przegrany mecz! 😱 A ten wasz "deficyt w występach na kortach Masters" — to jest nasza wina, czy wina trenera? Bo ten kontrakt to inwestycja, a nie zabytek! I niech mi nikt nie mówi, że my mieliśmy inny wybór — albo solidny zawodnik na lata, albo kolejna zagraniczna przygoda, co się kończy przedwcześnie! My tu nie mamy luksusu marzyć — my mamy walczyć! A Ben walczy NAJLEPIEJ! 💪 Murem za chłopakami, bo oni dają z siebie wszystko! Niech żyje BEN! 🔴⚡
    Na trybunach od dzieciaka.
    PO Pogon Nowicjusz 13.08.2026 19:18 Cytuj
  • Ej, stary, powiem wam coś od razu — nie rozumiem tych haseł typu „jogurt” i „trzymacz butelek”. Ben to człowiek, który na trybunach bije się z naprawdę mocnymi zawodnikami, a nie ten, który wraca do szatni z niczym. Pogon już powiedział, że nie jestem ślepy — widziałem go w Wiedniu, jak grał przeciwko facetowi, który miał pół rankingu w kieszeni, i po prostu go rozszarpał. Co to niby za argument, że ktoś kiedyś był poza top 100? Widzieliście te statystyki skuteczności w decydujących gemach? On tam jest, bo wie, jak wygrywać, a nie boi się podejść do siatki, nawet jak przeciwnik macha rakietą jak szalony. A te sześć lat kontraktu? Chcecie oszczędzać na kimś, kto od ośmiu lat siedzi z nami na trybunach i walczy? Pogoń ma rację — nie możemy ciągle kupować „przebojowych nowicjuszy”, którzy znikają po dwóch tygodniach, bo media ich rozdmuchały. Myśmy mieli wcześniej takich, co to w półfinałach kuli się jak jeż — a teraz mamy faceta, który nie ucieka od odpowiedzialności. I to jest właśnie ten kawałek siatki, którego nam brakowało! Szóstka lat to nie kaprys, tylko gwarancja stabilności. Kasia miała rację co do Mastersów — owszem, brakuje nam punktów, ale nie dlatego, że Ben nie daje rady. Brakuje nam paru dobrych występów w decydujących momentach, a to jest wina koncepcji, a nie samego gracza. Ja tam wiem jedno: jak on wchodzi na kort, to publiczność czuje, że coś się dzieje. Niech no ktoś spróbuje powiedzieć, że to nie działa — bo ja bym mu pokazał ten mecz w Madrycie, gdzie doprowadził do końca seta przeciwko facetowi, który miał dwa tytuły z rzędu w kieszeni. Zostawcie w spokoju te bujdy o „marzeniodawcach”. My tu budujemy drużynę, a nie galerię sław. Ben to nie jakiś chwilowy flow — to fundament. I niech mi nikt nie mówi, że to za drogie ryzyko. Na co komu oszczędność, która kończy się kolejnym zawodnikiem uciekającym po pierwszym turnieju? Masy w siatce? A kto jej nie potrzebuje? Tylko że my ją budujemy nie słowami, tylko wynikami. Bo Ben wyniki przynosi — punkt po punkcie, set po secie. I tyle.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 13.08.2026 19:31 Cytuj
  • no ale patrzcie, ludzie, ja wam mówię — kiedyś to byliśmy tacy ubodzy w gwiazdy, że sami musieliśmy na trybunie wymyślać strategie, bo na boisku było tylko paru facetów z ulubionymi rękawiczkami i marzeniem w oczach. pamiętam, jak w 2007 roku obserwowałem w krakowskiej hali mecz juniorów, gdzie jeden z naszych chłopaków — dziś jego nazwisko nic nikomu nie powie — grał przeciwko facetowi, którego ojciec był sponsorem turnieju i co tydzień dostawał nową rakietę do podpisu. ten junior wyszedł na kort i wygrał trzy sety pod rząd, bo grał nie na punkty, tylko na czystą przyjemność z grania. nikt mu nie dawał szans, bo „nie miał nazwy”, a on na koniec sezonu był w top 50 u siebie. klasa, ludzie, to nie jest to, że ktoś ma na koszulce napis „fenomen” — to jest to, co robi, kiedy nikt nie patrzy. teraz macie tutaj Bena, którego nagle zalicza się do kategorii „trzymacz jogurtu”, bo raz w meczu przystanął, żeby się napić — i cóż, nagle to jest zbrodnia przeciwko ludzkości. za moich czasów wszyscy pili na korcie, nawet federer w 2009 roku w wimbledonie robił sobie przerwę na herbatę, a tu nagle mamy debatę, czy facet nie stracił przez to mistrzostwa. no bo skoro sam federer coś tam pił, to dlaczego Ben nie może? chyba że teraz mamy ustalić, że tenis to dyscyplina o charakterze wojskowym, gdzie nie wolno się ruszać bez pozwolenia. i jeszcze te sześć lat kontraktu — no ale serio, ludzie, my tu mamy dwudziestolatków, którzy dostają dwuletnie kontrakty i od razu pakują walizki po pierwszym turnieju, bo okazało się, że świat nie kręci się wokół ich talentu. a Ben? on został. on walczył. on przyniósł punkty, kiedy inni pakowali się do samolotu. i co? mamy mu teraz powiedzieć, że to za mało, bo nie wygrał wielkiego szlema w pierwszym tygodniu? przecież to tak, jakbyśmy mieli pretensje do naszego ulubionego pizzeriana, że nie zrobił nam pizzy w 20 minut — bo przecież pizza jest przecież idealna dopiero po dwóch godzinach leżakowania, co? i niech no ktoś mi powie, że wam się nie wydaje, że trochę za dużo uwagi skupiamy na tym, co Ben robił „przed” tym kontraktem, a nie na tym, co robi teraz. bo ja osobiście widziałem go w zeszłym sezonie w paryskim Masters, gdzie dotarł do półfinału, i tam, na korcie, naprawdę walczył — nie uciekał, nie kombinował, po prostu grał. a wy tu rozpisujecie się o tym, że „kiedyś był poza top 100” — no i? federer też kiedyś był poza top 100, a teraz ma więcej tytułów niż lata w kalendarzu. chyba że zakładamy, że talent jest jak wino — im starszy, tym lepszy, ale do picia trzeba od razu, bo potem zsiądzie. więc ja tu zostanę z moim Benem. nie dlatego, że jest aniołem, tylko dlatego, że jest solidny. i niech sobie ktoś inny liczy te swoje „marzenia” — my budujemy zespół, a do drużyny nie bierze się marzycieli, tylko zawodników. i niech mi nikt nie mówi, że sześć lat to za dużo — bo jak on wam wytrzyma tyle, to my mu nawet na trybunie damy pomnik. i tyle.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 13.08.2026 19:44 Cytuj
  • ej, no ale posłuchajcie no tego teraz... bo ja wam tu powiem coś, co pewnie wam się nie spodoba, ale widziałem gorsze rzeczy na trybunach niż facet, co na dwie minuty przystanął, żeby się napić wody. pamiętacie chociażby te sezony z 2015 i 2016, kiedy to nasz były "gwiazda" wszedł na kort w warszawskim turnieju i powiedział dziennikarzom przed meczem, że on przecież "nie jest tu po to, żeby przegrywać"? no i tak siedział pół godziny na korcie, aż przeciwnikowi ręka odpadła z bólu — i to był ten nasz największy sukces w tamtym roku. albo pamiętacie tego faceta z Hiszpanii, co to co tydzień dostawał kontrakt na trzy miesiące, a potem latał do Hiszpanii, bo mu się "nie podobało", że nie gra od razu w ćwierćfinale? a ten nasz Ben? ten został. i nie wiem, czy wiecie, ale w zeszłym sezonie, kiedy inni nasi zawodnicy kombinowali, że nie polecą na turniej, bo "za daleko", on pojechał do Shenzhen i wygrał pierwszy raz w karierze imprezę na twardej nawierzchni. i to nie był żaden mały challenger — to był turniej kategorii 250, ale zwycięstwo jest zwycięstwem, nie? i te sześć lat kontraktu? no ale powiedzcie mi, ludzie, czy wy naprawdę uważacie, że my mamy teraz wybór między Benem a kimś, kto wygra Masters za tydzień? bo jeśli tak, to chciałbym wam przypomnieć, jak to było z tymi "cudownymi nowicjuszami", co to przychodzili z medialnym szumem i odchodzili po dwóch tygodniach, bo okazało się, że świat naprawdę kręci się wokół wyniku, a nie fanaberii. my mieliśmy takich, co to w półfinałach kuli się jak przestraszone króliki — a Ben? Ben wchodzi tam, gdzie inni wychodzą. i niech mi ktoś powie, kiedy ostatni raz któryś z naszych "marzeniodawców" tak po prostu stanął do walki bez kombinowania. a co do tej waszej krytyki o "brakach w Mastersach"? no dobra, zgadzam się, że nie mamy tam punktów — ale wiecie, dlaczego? bo nasi zawodnicy zamiast kombinować, że nie polecą na imprezę, bo "nie mają klimatyzacji w pokoju", to lecą i grają. i tyle. nie oczekujcie, że każdy sezon to będzie droga krzyżowa po turniejach, bo niektórzy woleliby jechać do Monte Carlo, żeby popić drinka przy basenie, niż walczyć o punkty. Ben nie jest tu po to, żeby popijać drinki — on jest tu po to, żeby walczyć. i tyle. i niech mi nikt nie mówi, że ja tu się zachowuję jak jakiś zagorzały kibic, bo ja wam powiem — ja na tych trybunach widziałem facetów, którzy mieli więcej tytułów niż Ben, a ledwo dawali radę pokonać kogoś z drugiej strony świata, bo im się akurat nie chciało walczyć. a ten? on walczy. on nie udaje. on po prostu gra. i jeśli to dla was "jogurt", to ja wolę jogurt niż gadanie o tym, jak to niby komuś nie wyszedł backhand w decydującym gemie. bo wiecie, co jest najgorsze? to, że za chwilę będą tu następni "marzeniodawcy", którzy znikną, a Ben zostanie — i wtedy wszyscy będą mówić, że to dzięki niemu coś ruszyło. i ja wolę na to poczekać, niż słuchać tych waszych gadarek o punktach i Mastersach. bo punkt to nie wszystko — czasem punkt to nic nie znaczy, kiedy ktoś inny walczył jak lew, a my patrzyliśmy przez palce, bo on "tylko jogurt trzymał".
    Grigor Dimitrov grand slam tennis
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 13.08.2026 23:07 Cytuj
  • Ej, niech mnie ktoś uspokoi — bo chyba jeszcze bardziej rozumiem, dlaczego tyle tu narzekacie. Siedziałem wczoraj na Widzówce podczas meczu lokalnej akademii, takiej zwykłej niedzielnej imprezy, i widziałem dwunastoletniego chłopaka, co to nawet nie umiał dobrze podać, ale grał tak, że cała trybuna klaskała mu na stojąco. Dlaczego? Bo on walczył. Bo nie patrzył na zegarek, nie kombinował z tym, że "jeszcze nie pora", tylko po prostu grał. I wiecie co? Ten chłopak wychodził z kortu brudny od ziemi, z rękawiczkami połamanymi w szwach, a na drugi dzień jego trener mówił, że to "przyszłość polskiego tenisa". A my tu gadamy o Benie jakby to był jakiś "trzymacz jogurtu", który niby nie daje rady. A on? On wraca na korty po czterech latach, kiedy inni dawno pakowali walizki, bo "nie było dla nich klimatyzacji w hotelu". Ten chłopak z akademii pewnie za dwadzieścia lat będzie pamiętał, że widział kogoś, kto walczył do końca — i to nie dlatego, że miał kontrakt na sześć lat, tylko dlatego, że wiedział, że na trybunach siedzą ludzie, którzy liczą na konkretne rzeczy, a nie na marzenia. I jeszcze jedno — widzieliście go w Kopenhadze w zeszłym miesiącu? Ten mecz przeciwko facetowi z top 20, co to przychodził z pozycją "ja już wygrałem"? Ben przegrał pierwszy set, ale wiecie, co zrobił? Poszedł do szatni, napił się wody, wrócił i zagrał tak, że przeciwnik poszedł spać po drugim secie. A my tu liczymy, ile on miał punktów w którymś tam tygodniu sezonu? Przecież punkt to tylko efekt — a nie cel sam w sobie. Ja wolę ten spektakl, gdzie ktoś walczy, niż ten "cudowny nowicjusz", co to na pierwszy rzut oka wyglądał jak reklama napoju energetycznego, a potem okazało się, że umie tylko wbijać się w kamerę. Tak więc — jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, to niech sobie przypomni, jak to było, kiedy mieliśmy "gwiazdę" co to przyjechał na jeden turniej, bo mu się "nie podobało w hotelu". Ben został. I to nie dlatego, że był aniołem, tylko dlatego, że umiał grać. A grać to znaczy walczyć — nawet jak ktoś wkurza was swoją zwykłą butelką wody.
    SA Samobojcza_Krol Nowicjusz 14.08.2026 02:14 Cytuj
  • Ej, ale się rozgorzało, co? Słuchajcie, ja tu nie będę udawał, że z tym Benem to jest jakaś wielka miłość z pierwszym wejrzeniem — bo nie jest. Widziałem go w zeszłym roku na challengerze w Bielsku, i owszem, grał solidnie, ale jakoś mnie nie porwał. Z drugiej strony... pamiętacie ten mecz w Wiedniu, kiedy wracałem z Wadowic i tak naprawdę przez całą drogę w samochodzie mówiłem tylko o nim? Bo facet dosłownie rozdrabniał przeciwnika serwisami, których nikt nie był w stanie odebrać? Takiego widowiska dawno u nas nie było — a jakby ktoś powiedział, że to "jogurt", tobym mu kazał się schować za torbami z kulkami tenisowymi. No dobra, zgadzam się z Pogonem — że on walczy, to akurat nie ulega wątpliwości. Ale... i tu moje zastrzeżenie... nie chodzi mi o te sześć lat kontraktu, tylko o to, że teraz te kontrakty to już nie są inwestycje, tylko hazard. Bo kto nam zagwarantuje, że za trzy lata nie przyjdzie kolejny "marzeniodawca" z lepszą ofertą marketingową? Ja bym wolał, żebyśmy mieli dwóch takich, którzy dają radę przez cały sezon, niż jednego, nawet jeśli walecznego, ale który w decydujących momentach zaczyna kombinować. Bo wiecie co? W Kopenhadze to było fajne widowisko, ale w Mastersach już niekoniecznie. I to jest właśnie ten problem — że medialny doping na trybunach nie przekłada się na wyniki tam, gdzie się liczą.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 14.08.2026 09:10 Cytuj
  • Ej, no ale kurwa, toż ja wam tu zaraz powiem coś, co może was zaskoczyć, ale widziałem Bena jeszcze jak był tym "zagubionym" facetem z drugiej ligi, co to przychodził na turnieje z własną butelką, bo mu nikt nie dawał sponsorów. I wiecie co? Ten sam facet, co kiedyś musiał spać w pokoju z pięcioma chłopakami z akademii, teraz siada w półfinale i rozwalaja tam przeciwnika na kwaśne jabłko! A wy tu pierniczycie o jogurcie? Przecież to jest ta klasa, co to się nie robi w tydzień, tylko buduje się latami — a my mamy szansę mieć faceta, który robi to na naszych oczach! Szóść lat kontraktu? A co wam się zdaje, że za te pieniądze dostaniemy kogoś, kto wygra następny Wielki Szlem jutro rano? No dobra, rozumiem, że byście chcieli, żeby to był jakiś Magik z kapelusza, co to zaklina piłkę i ona lata samodzielnie, ale sport to nie loteria, tylko gra — i Ben właśnie to wie. Ja wam powiem, że jak on wszedł na kort w Stuttgarcie, to przeciwnicy zaczynali się spocić, zanim padł pierwszy punkt. A wiecie dlaczego? Bo facet ma w sobie coś takiego, że czuje się, jakbyście na nim postawili całe wasze oszczędności życia. I niech mnie ktoś nie obraża, że mówię o hazardzie — bo ja tam nie gram na ślepo, tylko patrzeć, jak on walczył w zeszłym sezonie z tym facetem z Rumunii, co to miał kontrakt podpisany w kieszeni z jakimś bukmacherem. Ben go rozłożył w trzech setach, a ten drugi od razu poleciał pakować walizki, bo mu się "nie podobało". A my? My mamy tu facet, co nie pakuje walizek, tylko pakuje punkty — i to jest różnica między marzeniem a rzeczywistością. Może nie jest perfekcyjny, ale jest nasz, solidny, i co najważniejsze — nie udaje. A to już więcej niż większość naszych "gwiazd" przez ostatnie lata 💪😂
    To loteria, nie piłka.
    KU KubafanLecha Nowicjusz 14.08.2026 10:32 Cytuj
  • ej no ale posłuchajcie no mnie, bo ja tu wam powiem coś, co pewnie was wszystkich zdziwi 😤 Bo wiecie co? Ben fajny facet, nie obrażam go, ale co to niby za argument, że "kiedyś był poza top 100" i dlatego teraz ma być jakiś święty? No dobra, zgadzam się, że fajnie, że on walczy, ale czy to wystarczy, żeby płacić mu sześć lat kontraktu? Ja tam wiem, że on był na trybunach, ale teraz to już nie trybuna — to kort, i na kortach nie gra się o sympatię kibiców, tylko o punkty! Słyszałem, jak w zeszłym tygodniu Kasia mówiła, że on doprowadził do końca seta przeciwko facetowi z dwoma tytułami, ale wiecie co? Przeciwnik miał wtedy kontuzję kolana! To nie jest tak, że Ben go rozgromił, tylko że facet nie mógł wstać z krzesła. A my tu gadamy o klasie? No ba, klasa żeby nie umieć zagrać decydującego gema, kiedy przeciwnik ledwo zipie! I te statystyki skuteczności w decydujących momentach? Też fajne, ale kto je policzył? Kto sprawdził, czy to nie są przypadki, gdzie Ben grał z ludźmi, którzy już dawno mieli mentalność przegranych? No bo serio, ja bym się nie zdziwił, jakby wyszło, że on te gemy wygrywa tylko dlatego, że przeciwnik rzuca rakietą w powietrze i idzie do domu. A co do tej historii z Wadowicami i samochodem, no to super, że KarnyMaster tam był i się emocjonował, ale ja tam wolę takie rzeczy, które się dzieją na korcie, a nie w autach zza kierownicy. I jeszcze jedno — szóstka lat kontraktu? To nie jest jakaś gwarancja, tylko bomba zegarowa! A jak on za trzy lata straci formę i będzie chodził po kortach z uśmiechem na ustach, bo mu się kontrakt opłaci? To my tu będziemy czekać, aż skończy pić ten swój jogurt? No ale trudno…
    Grigor Dimitrov tennis fans
    Swoich się nie zostawia.
    KR KrzysiekLegia Nowicjusz 14.08.2026 12:39 Cytuj
  • ej, kurwa, no co wy tu robicie z tym Benem jak z religijnym cudowem — facet przecież nie jest żadnym mesjaszem, tylko zawodnikiem, któremu płaci się za punkty, a nie za to, żeby się napił wody w dwóch setach przerwy między gemami? pamiętam jeszcze te czasy, jak na stadionie w Sosnowcu mieliśmy jednego faceta, co to wychodził na boisko i mówił, że „gra dla honoru”, a potem wracał z trybuny z butelką piwa i nowym kontraktem od lokalnego zakładu. ten facet raz wygrał w IV lidze, bo przeciwnikowi skończyły się kleje w butach, i nagle wszyscy gadali, że to geniusz. ben? on wygrał challenger w Shenzhen, ale przeciwnikiem był facet, który dwa tygodnie wcześniej przegrał finał z Novakiem w wimbledonie — i co, mamy teraz mówić, że to dzięki jego waleczności? a co do tej waszej opowieści o Kopenhadze — no dobra, fajnie, że poszedł po szatni i napił się wody, ale wiecie co? tamten przeciwnik z top 20 miał kontrakt na 12 milionów rocznie i leciał na turniej tylko dlatego, że w kalendarzu akurat było „Wimbledon kwalifikacje”. ben? on leciał na Shenzhen, bo mu ktoś kazał. i to jest właśnie problem — że my tutaj robimy z niego bohatera, bo nie ucieka z samolotu, podczas gdy reszta naszego teamu pakuje walizki zanim jeszcze padnie pierwszy punkt. no i te wasze sześć lat kontraktu — ja wam powiem, jak to było w moich czasach, jak się budowało drużynę. mieliśmy faceta, co to grał w trzeciej lidze, ale kiedy przychodził do klubu na trening, to przychodził godzinę wcześniej, żeby ogarnąć boisko — i dostawał dziesięcioletni kontrakt, ale nie dlatego, że był bogiem, tylko dlatego, że wiedział, co to praca zespołowa. a teraz? mamy Bena, który dostał kontrakt na sześć lat, bo raz wszedł w półfinał, i co? mamy powiedzieć, że to już pewniak? i niech mnie ktoś nie obraża, ale ja wolę takiego faceta, który potrafi wygrać seta w decydującym momencie, niż takiego, który przez sześć lat pił jogurty i czekał na swój czas. bo w tym sporcie nie chodzi o to, żeby się napić wody — chodzi o to, żeby przeciwnikowi wysuszyć gardło do końca meczu. no ale zobaczymy.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 14.08.2026 16:11 Cytuj
  • Ej, no ale posłuchajcie coś—wczoraj na Widzówce, podczas meczu amatorów, facet obok mnie krzyknął do swojego kumpla: "Patrz, ten gość idzie na siatkę przy 30-30!" i obaj zaczęli klaskać jak szaleni, kiedy przeciwnik nie ogarnął zagrania. A potem ten sam gość, co przed chwilą darł się o „waleczności”, po meczu mówił, że Ben powinien dać sobie spokój, bo przecież „nie wygląda na typa, co by przebił się przez peleton”. I teraz pytanie do was—jaki z tego morał? Że albo wszyscy kibicujemy waleczności, albo nikt, a nie że raz jesteśmy za, raz przeciw, zależnie od tego, czy akurat przypadkiem nasz ulubieniec nie trzyma jogurtu w ręku. I jeszcze jedno—ostatni raz, kiedy Ben grał w naszym kraju, w hali na warszawskiej Agrykoli, to w drzwiach się nie mieściliście z emocji. A dzisiaj nagle okazuje się, że to „tylko jogurt”. Przecież to są te same trybuny, te same głosy—tylko w zależności od tego, czy facet wygrał challengera na drugim końcu świata, czy przegrał w ćwierćfinale u siebie. Bo taka jest prawda: kibice lubią widowiska, a nie rozliczenia kontraktów. No i co z tego, że ma sześć lat? Jakby któryś z was miał kontrakt na tyle lat, to też byście z nim jeździli, nawet jakbyście mieli tylko butelkę wody w plecaku.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 14.08.2026 18:19 Cytuj
  • Właśnie wróciłem od siostry w Piasecznie, gdzie czekał mnie grill z miejscowymi chłopakami z klubu — i wiecie co? Jedna rzecz mnie tam utkwiła, kiedy jeden z nich, taki szczeniak z akademii, pytał mnie o Bena. Siedliśmy w ogródku, facet prawie że na kolanach mnie prosił, żebym mu wytłumaczył, dlaczego ten facet "trzyma jogurt" ma grać w naszym zespole, skoro raz wygrał challengera w Shenzhen z przeciwnikiem, który tydzień wcześniej przegrał z Novakiem. A ja mu na to, że nie wiem, czy Ben to geniusz, ale wiem jedno: on nie ucieka. Ale nie o to chodzi, tylko o tamtego malca, który chciał wiedzieć, czy naprawdę warto się emocjonować facetem, którego kontrakt kosztuje tyle co trzyletnia pensja jakiegoś lokalnego nauczyciela. I ja mu powiedziałem, że nie chodzi o sam kontrakt, tylko o to, że on zostaje — a to w naszym tenisie to już rzadkość. Pamiętacie, jak dwa lata temu mieliśmy "gwiazdę" z reklamą napoju energetycznego na koszulce? Facet zrobił jeden dobry mecz i pakował się do samolotu, bo "klimatyzacja nie działała". Ben? On przyleciał do Shenzhen, bo mu kazali, i wygrał — nie dlatego, że ktoś mu kazał, ale dlatego, że umiał. Słuchajcie, ja nie jestem ani zwolennikiem Bena, ani jego adwokatem — po prostu patrzę na to, co widzę. W Kopenhadze przeżył drugi set, bo poszedł do szatni i napił się wody? Fajnie. W Wiedniu rozbił przeciwnika serwisami, których nikt nie odebrał? Też fajnie. Ale co to zmienia w tym, że za trzy lata może przyjść kolejny "Ben" z jeszcze lepszym marketingiem i większą liczbą mediów na stadionie? Bo tak właśnie wygląda nasz tenis — raz waleczność, raz kontrakty, a nigdy nie wiadomo, co będzie jutro. I jeszcze ten problem z naszymi "gwiazdami", które przyjeżdżają na jeden turniej — to nie Ben jest problemem, tylko my sami. Bo my się cieszymy, kiedy ktoś walczy, ale kiedy trzeba zapłacić sześć lat za tę waleczność, to już robi się zgrzyt. A ja wam powiem tak: jeśli naprawdę chcemy mieć drużynę, która ma coś więcej niż marketing i obietnice, to musimy zacząć od tego, żeby naprawdę doceniać tych, którzy zostają — nawet jak trzymają butelkę z wodą. Bo szczeniak z Piaseczna w końcu zrozumiał, że to nie jogurt, tylko coś, czego u nas brakuje. I co dalej? Nie wiem. Ale jedno jest pewne — jakbyśmy mieli tu znowu "gwiazdę" z klimatyzacją, to prędzej czy później znów usłyszymy, jak ktoś krzyczy na trybunie: "Ej, on przecież tylko trzyma jogurt!". A pytanie, które nas wszystkich powinno trapić, brzmi: dlaczego my ciągle dajemy się na to nabierać?
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 14.08.2026 22:27 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.