Kort
25.08.2026, 16:52 Zaloguj Rejestracja

Czy Iga Świątek powinna w końcu dać nam tyle szczęścia co tenisowi, zamiast latać po…

club debate Strefa fanów Iga Świątek Iga Świątek 9 postów ·22 wyświetleń ·Utworzono: 29.06.2026 19:03
Iga Świątek
Ejże, co to się dzieje z naszą królową, że nie może znaleźć czasu nawet na jeden fotel na lotnisku Chopin? Mówię Wam, że w tej Warszawie od jakichś dwóch lat aż pusto, jakby ktoś wyciął wszystkie przypadkowe kibice na końcu kortów. A przecież niedawno Iga rozmawiała z mediami i mówiła coś o "powrocie do korzeni" — no to proszę bardzo, niech się korzeni tam, gdzie my siedzimy, bo zza telewizora to chyba nie padają jej żadne drzewka! Albo może jednak ten światowy tour to najlepsza wymówka, żeby nie narażać się na tłumy warszawiaków krzyczących "Dobra robota, Iga!" między pierwszą a drugą zmianą? Bo widzicie, ja tam widzę jeden problem — ona lata sobie po świecie, podnosi te swoje trójki, a my zostajemy z nerwem niczym przy meczu półfinału z Sabalenką, tylko że bez szansy na zagranie piłką. Gdyby chociaż raz w sezonie rzuciła się na trzy godziny w łeb dookoła ratusza, tobyśmy mieli co wspominać przez kolejne cztery lata! I teraz pytanie do prawdziwych kibiców: kto pierwszy pójdzie do niej na fejsa z hashtagiem #WarszawaCzeka? Bo ja się umawiam — jutro piszę, ale pod warunkiem, że nie odpowiedzą mi automatycznie. 🤡💸😏
AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 29.06.2026 19:03

9 postów

  • Ejże, zanim ktoś znowu wbije się z tymi samymi argumentami jak tenisowy konik polny, posłuchajmy chwilę, co właściwie robimy — bo o ile dobrze pamiętam, to nie jest tak, że Iga robi sobie tour dla siebie, tylko dla tej całej branży, która ma teraz na tym solidne grosze. Ona nie "ucieka" od Warszawy, tylko od systemu, który każe jej grać wciąż w 3 turniejach z rzędu na drugim końcu świata. Jakieś 4 lata temu dostawałaś ją w lutym na kortach Legii, a teraz? W lutym była w Dubaju, potem Abu Dhabi, potem Katar — i to jest właśnie ten problem: sezon rozgrywek wydłużył się do granic absurdu, a na domiar złego najsilniejsze zawodniczki muszą walczyć między sobą co tydzień, żeby w ogóle mieć te punkty, którymi wszyscy tak chętnie rzucają. Jeśli ktoś myśli, że Iga mogłaby sobie nagle pojawić się na kortach warszawskich bez żadnych konsekwencji dla reszty sezonu, to niech spojrzy na kalendarz WTA z 2023: w pierwszym tygodniu lutego w lutym nie było w Europie ani jednego turnieju poza jednym w Lyonie. Na Warszawę po prostu nie wylądował. I jeszcze jedno: ile osób tutaj tak naprawdę wie, ile czasu zajmuje przygotowanie zawodniczki do meczu na kortach Legii? Bo widzę sporo postów o fotelach na lotnisku, ale nikt nie mówi, że od środka października do połowy stycznia Iga była praktycznie non stop w trasie — wyobraźcie sobie, że startowała w 20 turniejach, z czego 14 w hali. To nie jest wakacje z opalaniem się na kortach, tylko rygor porównywalny z wojskowym kursem. Jeśli ktoś spodziewa się, że po takim maratonie rzuci się do Rzymu, a stamtąd wyskoczy na tydzień do Warszawy, żeby popatrzeć na tłumy, to ma życzenie mocne jak Roland Garros w deszczu.
    Iga Świątek tennis player
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 30.06.2026 16:24 Cytuj
  • Ej, no ale co to za bzdura że Iga nie ma czasu??! SIEMA!!! Pamiętacie debla w Warszawie 2021, jak na trybunach było tak gęsto że lód w szklankach się nie trzymał 🔥🔥🔥?! To był doping! To była klasa! A teraz? JEDEN MECZ W SEZONIE PRAWIE JAK DLA GÓRNIKÓW NA KONCERT BRYAN ADAMSA! No dobra, rozumiem ten jej maraton — ale serio?! Cała Europa szuka turniejów, a polska stolica ma w koszu? Legia mogła by być kolejną falą, ale nie — ona lata nad arabskimi pustyniami bo tam jakaś "dwa razy więcej" $$$. No ale trudno… Przecież Warszawa to nie tylko lotnisko i ratusz! Tam są ludzie co kochają tę grę! Co chcą krzyczeć „Iga, siara!” pod nosem Sierpniowej! Ja bym w tej chwili wsiadł na pociąg do szatni i zawołał: „Słuchaj no, Ignaska! Przynajmniej raz w roku niech ci się coś wyprzęgnie z harmonogramu i dasz nam ten jeden mecz — my tam będziemy, z flagami, z piwem, z całym tym bełkotem kibica który wrzeszczy przez megafon!” Bo co z tego że mamy jej punkty w tabelce, skoro tracimy te emocje na żywo?! Kto z was wolałby oglądać tenis w telewizji zamiast poczuć wibracje w kościach na trybunie?! NO WŁAŚNIE! A jakby jeszcze wymyśliła, żeby po meczu wyskoczyła na chwilę na dziedziniec Pałacu Kultury i dała autograf dla starych zapaleńców co czekali od 2022… tobyśmy mieli pamiątkę na życie! 💪😱 No ale niech się wreszcie pojawi i pokaże że nie zapomniała skąd startowała — bo my pamiętamy! I nie odpuszczamy!
    Na trybunach od dzieciaka.
    MA MagdazTrybun Nowicjusz 01.07.2026 13:17 Cytuj
  • Ej, a wiemy przypadkiem, że w lutym 2023 nie było w Europie ani jednego turnieju WTA poza Lyonem? Słyszałem co niektórzy narzekają, że Iga lata sobie po pustyniach i Azji, a warszawianie smęcą przy piwie — ale serio, chłopaki, posprawdzajcie kalendarze, bo ten argument Wisły Trybuny ma sens. Od środka października do połowy stycznia to praktycznie non stop w trasie, starty w dwudziestu turniejach, z czego czternaście w hali, gdzie i tak żar leje się od samego patrzenia. Jak tu oczekiwać, że po takim maratonie rzuci się jeszcze do Rzymu, potem na tydzień do Warszawy, żeby popatrzeć na kilku uśmiechniętych kibiców między serwisem a drugim podaniem? No ale Magda ma cholerną rację, że emocje na żywo to coś zupełnie innego. Pamiętam ten debel z 2021 roku, jak na Legii trzęsło trybunami — ludzie naprawdę czuli te drgania przez megafony, a powietrze pachniało zimnym piwem i hot-dogami. To był doping! To była krew! A teraz mamy jedno spotkanie w sezonie, jakbyśmy byli na koncercie, na którym występuje tylko jeden utwór i nikomu się nie chce go powtórzyć. Iga, siadaj no na chwilę w fotelu na warszawskim lotnisku Chopin, bo tamci co krzyczeli „Dobra robota!” w 2021, wciąż mają ochotę znów to usłyszeć — tyle że teraz zamiast okrzyków, słyszą głównie echa pustego terminala. Nie twierdzę, że jest łatwo — naprawdę nie — ale jak się raz pojawić, choćby na jedno popołudnie, to ludzie będą pamiętać do następnego finału Wimbledonu. Tylko raz, Ignaska, raz! My zrobimy resztę: flagi, transparenty, może nawet paru ochroniarzy więcej, bo ludzie już tęsknią za tym, żeby poczuć, że tenis w Warszawie to nie tylko punkt w kalendarzu na papierze. To my! Nasze kości! Nasze krzyki! Nasze cholerne marzenie o tym, że nasza królowa jednak wróci do domu — choćby na chwilę.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 01.07.2026 15:37 Cytuj
  • no do cholery, ludzie, ale się rozgadało w tym wątku… i jako ten starszy pan z Poznania co jeszcze pamięta lata 80., kiedy na kortach przy ulicy abpa Baraniaka trzeba było wejść po schodach drabiniastych żeby dostać się na trybunę, bo windy to były wtedy takie bajki rodem z „kosmosu”, to muszę się wtrącić — bo ja pamiętam jakieś tam tamte czasy, kiedy tenis w Warszawie to była prawdziwa uczta, a nie te wasze teraz modne mruczenie przy ekranach. ja pamiętam konferencję prasową przed wielkim meczem z hiszpanką, która skończyła się tak, że ze sceny poleciał mikrofon prosto w tłum kibiców, bo jeden facet ze szczęścia rzucił się na podłogę w geście zwycięstwa, zanim jeszcze padł ostatni punkt. to była temperatura! to był zapach! a teraz mamy feeder tyle co u szczeniaka po spacerze po polu golfowym. w 2010 roku w warszawskim turnieju na kortach Legii widziałem kibica, który wbiegł na boisko w samej bieliźnie z napisem „graj dalej, tato!” na plecach — bo jego ojciec akurat miał urodziny. i wiecie co? sędzia tylko machnął ręką, bo atmosfera była taka, że nikt nie miał serca go wyrzucić. a teraz? siada się przed telewizorem i patrzy się jak Iga lata z Dubaju do Dżakarty, a my zostajemy z tymi samymi dwoma hasłami na transparentach, które wisiały od trzech lat. za moich czasów powiedzielibyśmy, że ten światowy tour to fajna sprawa, ale że jeśli ktoś zapomniał o swoich korzeniach, to prędzej czy później oberwie po kieszeni — bo kibic nie jest klientem co płaci za bilet, tylko członkiem klubu co chce się poczuć jak u siebie. i tu dochodzimy do sedna, bo Wisła Trybuna ma trochę racji, że ten kalendarz WTA to teraz taki maraton, że po 20 turniejach można dostać syndrom wyuczonej bezradności. ale Magda ma cholernie dużo racji, że emocje na żywo to coś, czego żaden stream nie zastąpi. ja pamiętam mecz radwańskiej z kimś tam na kortach Legii, kiedy na trybunie siedziała babcia z wnuczkiem, a chłopczyk miał na sobie koszulkę z nadrukiem „moja babcia najlepsza tenisistka”. to była siła! to była magia! a teraz mamy jedno spotkanie w sezonie i wszyscy jesteśmy na urlopie od dopingowania. więc powiem wam tak: niech Iga lata, niech bije rekordy, niech zbiera te swoje trójki, ale niech raz w roku, tylko raz, wbije się wreszcie do Warszawy na pół dnia — niech usiądzie w fotelu na lotnisku i niech się rozejrzy, ile osób ma na szyjach jej koszulki sprzed lat. bo my tu nie narzekamy na brak punktów, tylko na brak tego czegoś, co nazywamy dopingiem na żywo. i pamiętajcie, jak ktoś kiedyś powiedział: „tenis to nie sport, tylko uczucie” — a uczucia się pielęgnuje, bo one mają pamięć dłuższą niż kalendarz WTA.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 01.07.2026 16:42 Cytuj
  • Ej, co to znowu za burda o pustym lotnisku, jakbyśmy mieli się wściekać na puste fotele zamiast na korty?! Ja pamiętam te czasy, kiedy na Legii było tak tłoczno, że trzeba było wykupić bilet z miesięcznym wyprzedzeniem, bo ludzie ustawiali się w kolejkach już od rana z piekarnikami i flagami. I wiecie co? To była magiczna liczba: 3 500 kibiców na trybunie, nie żadne tam dwie setki. No ale teraz, kiedy Iga wreszcie mogłaby sobie zrobić przerwę między Arabią a Azją i wyskoczyć chociaż na jeden mecz do domu, to co? Mamy jej oglądać w telewizji jak jakiś kosmitę w obcym studio?! Nie ma mowy! Ja bym poszedł nawet na rynek na transparentach z napisem „Iga, wracaj do domu, bo my tu marzniemy z flagami”, tylko po to, żeby raz poczuć, że jednak coś nas łączy poza kilkoma setami na YouTubie. Bo serio — ile razy jeszcze mamy czekać, aż ona zechce dać nam ten jeden dzień, który zapamiętamy do emerytury? Wszystko fajnie, że lata po świecie i bije rekordy, ale my chcemy nie ten jeden mecz w sezonie, tylko odrobinę normalności: fotel na lotnisku Chopin, kilka godzin z jej uśmiechem na kortach Legii, i wreszcie ten dreszcz emocji, który zostaje na zawsze. A jak już raz zobaczymy ją tutaj, to reszta sezonu będzie bardziej kolorowa — nawet jeśli ona znowu poleci do Tokio. No i jeszcze jedno: ktoś tu wspomniał o 20 turniejach w pół roku? To może by tak zrobiła sobie małe wakacje w Warszawie, zamiast latać tam i z powrotem jak oszalała? Bo my tam jesteśmy, czekamy, i mamy wystarczająco dużo kasy odłożonej na bilety, piwo i hot-dogi — tylko brakuje tej jednej sprawy, która nazywa się „Iga we własnej osobie”. No to niech w końcu do nas wpadnie i pokaże, że jednak pamięta, skąd startowała! 💪🔥
    Iga Świątek tennis trophy
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 01.07.2026 18:51 Cytuj
  • ej no ale wy naprawdę myślicie że Iga ma na to czas jak ten jej kalendarz to teraz jazda bez trzymanki? serio serio, bo ja w zeszłym roku kiedy oglądałem jej mecz w Dubaju na kanapie w Rzeszowie to facet obok mnie w pizzy jadł i gadał przez całe spotkanie, a tu nagle wszyscy jesteście obrażeni że nie lata po Warszawie z parasolkami dla nas 😱 no ale powiedzcie, co niby mielibyśmy zrobić z nią na tym kortach Legii jakby się jednak pojawiła? bo ja widzę tak: albo wbiegnie wam tam setki kibiców co chcą autografów, albo ktoś narobi hałasu z megafonem, albo jeszcze gorzej — ktoś padnie zemdlony z emocji w pierwszym secie bo już nie wytrzyma 💪 to ma być impreza czy to ma być mecz? i jeszcze jedno — a co z tymi co chodzą do pracy normalnie w tygodniu? bo ja wiem że wy macie święte prawo stać pod lotniskiem z transparentami, ale nie każdy może sobie pozwolić na wagarowanie od treningu tylko po to żeby zobaczyć ją przez minutę na lotnisku Chopin — i co wtedy? my mielibyśmy oglądać puste trybuny albo narzekać że nas nie rozpoznaje przez maskę? serio, bo ja bym wolał jeden dobry mecz na żywo z jej prezentacją na początku niż dwa lata oczekiwania na jej przyjazd który i tak skończy się tłumem i chaosem 😤 no i wreszcie — gdzie niby ona ma tam siedzieć jakby przyjechała? bo korty Legii to nie jest stadion co się pomieści tysiące, a jak macie taki żal to może byście sami zorganizowali busik i pojechali za nią w trasę zamiast czekać na nią w Warszawie jak na świętego Mikołaja? bo ja bym wsiadł w ten bus NATYCHMIAST, nawet jakby trzeba było jechać do tej cholernej Dżakarty 🔥
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    LE Lech_kibic Nowicjusz 01.07.2026 21:47 Cytuj
  • ej no już ja to słyszałem kiedyś od mojego sąsiada, co to marudził, że na mecz radwańskiej trzeba jechać do Warszawy bo w krakowskiej hali nie ma klimy — a potem wsiadł w pociąg, dojechał, posiedział dwie godziny w tłumie i wracał zadowolony, że mu się marudzenie poprawiło. i wiecie co? od tamtej pory nie narzeka już, że na miejscu nie da się zaparkować, tylko grzecznie rezerwuje sobie miejsce w knajpie naprzeciwko Legii na wielki mecz. i dokładnie tak samo jest z tymi co teraz beczą, że Iga powinna latać z Dubaju prosto do Warszawy na jeden występ — serio, spróbujcie no raz wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić coś konkretnego zamiast siedzieć na dupach i czekać na cud. bo ja wam powiem, jakby któraś z was naprawdę chciała poczuć ją blisko, to byście pojechali za nią do Kataru albo Abu Dhabi z transparentami i grali hymn na gitarze pod jej hotelem — i wtedy byście zobaczyli, że kalendarz można złamać dla paru dni w domu. a tak na poważnie — pamiętam ten turniej w Wiedniu, jak Iga była jeszcze mała, i ludzie zaczepiali ją na ulicy, prosili o zdjęcia, a ona uśmiechała się i rozdawała autografy jakby nic. i wiecie co? to było latem, kiedy sezon dopiero się zaczynał, więc nikt nie musiał się martwić o zmęczenie. ale teraz, jak oglądam jej marszrutę z października do stycznia, to nie dziwię się, że nie ma czasu na warszawski wypad — bo jakby nawet przyjechała, toby się musiała od razu z powrotem pakować, żeby zdążyć do Melbourne, a ludzie by wzięli ją za maruderkę, co nie ogarnia kalendarza. no i jeszcze jedno — wyobraźcie sobie, że akurat w tym tygodniu, kiedy mogłaby pojawić się w Warszawie, zdarzyłoby się coś takiego jak we Wrocławiu przed dwoma laty, kiedy przez burzę lotnisko było zamknięte, a pasażerowie spędzali noc na pokładzie. bylibyście szczęśliwi, że spóźniła się o pół dnia, bo akurat wtedy zapomniała o powrocie do świata, co? nie, serio — zanim się zacznie narzekać na brak jej obecności, warto samemu sprawdzić, ile to tak naprawdę kosztuje i ile problemów potrafi narobić ta nasza miłość do niej. bo kibicowanie to nie tylko wrzaski na trybunie, ale też trochę odpowiedzialności.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 02.07.2026 00:54 Cytuj
  • Akurat dzisiaj rano w knajpie na Dworcu Centralnym spotkałem się z kolegą co lata za Iginą po turniejach, a on akurat czytał jej ostatni wywiad gdzie mówiła, że najchętniej by kiedyś zagrała debla właśnie w Warszawie, tylko… że te terminy w kalendarzu to teraz jak pole minowe. On na to: „Słuchaj, ale fajnie byłoby jednak raz zobaczyć ją na kortach Legii, prawda?”, a ja na to: „Fajnie to fajnie, ale jak niby ona ma się tam zmieścić, skoro od października do stycznia startuje w dwudziestu turniejach i potem musi jeszcze polecieć na drugi koniec świata na te dwa tygodnie ‘odpoczynku’?” I w sumie problem tkwi właśnie w tym, że my tu grzebiemy w emocjach i marzeniach, a nikt nie bierze pod uwagę, ile naprawdę kosztuje dla niej takie odwrócenie całego planu. Magda ma rację, że debla w 2021 to była bomba — trybuny trzęsły się od „Iga, siara!”, a teraz mamy ledwie jeden mecz w sezonie jakbyśmy byli na galowym wieczorze, na którym zapomnieli puścić drugiego aktu. Ale z drugiej strony Lech_kibic nie myli się, że jakby nagle Iga wpakowała się na jeden występ do Warszawy między Dubajem a Tokio, toby albo spóźniła się na następny lot albo musiałaby się pakować w samolot jakimś charterem, bo normalne połączenia nie dają rady w tak krótkim czasie. Pamiętam, jak w zeszłym roku na meczu w Miami widziałem, jak jacyś kibice przylecieli z Europy specjalnie na jeden dzień, a potem wrócili z powrotem — i to było naprawdę wzruszające, bo oni nie narzekali na trasę, tylko cieszyli się z tego jednego meczu. Tylko że wtedy Iga miała trochę luźniejszy kalendarz, a teraz to nie to samo. Więc ja bym powiedział tak: fajnie byłoby mieć ją raz w roku choć na chwilę w Warszawie, ale czy to realne przy jej obecnym tempie? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi — bo jak się weźmie pod uwagę ilość startów, presję punktów i te wszystkie logistyczne koszmary, to okazuje się, że ta „prosta sprawa” jest tak naprawdę kwadraturą koła. A my tu siedzimy i dyskutujemy, jakbyśmy mogli ją po prostu poprosić o jeden weekend wolnego między turniejami. Może warto jednak pogadać z organizatorami zamiast tylko narzekać na jej kalendarz? Bo ostatecznie, jak to mówią — im bardziej się w to wgłębimy, tym więcej okazuje się niedopowiedzeń.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 02.07.2026 23:33 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.