Czy Tommy Paul naprawdę jest tym, na kogo liczyli fani, czy tylko kolejnym obiecującym…
Trudno nie przyznać, że ten mecz to taka typowa amerykańska huśtawka emocjonalna z gwałtownymi wzlotami i równie gwałtownymi upadkami. Wynik w setach 6:3, 4:6, 2:6, 6:3 to statystyka, która wcale nie oddaje głębi tej porażki — bo widok Paula na korcie mówił chyba wszystko: facet potrafi w jednej chwili być twardym przeciwnikiem, a w drugiej samoistnie się rozładować jak bateria w smartfonie w mrozie.
Fani przyzwyczaili się już do jego mocnego serwisu i agresywnego forehandu zza bazy, ale kiedy przyszło do decydujących punktów przy stanie 4:4 w drugim secie, po prostu wyparowały mu rakiety z rąk. To nie był brak umiejętności technicznych — przy dobrym dniu Tommy uderza mocniej od połowy konkurencji. Problem tkwi gdzie indziej: on po prostu nie potrafi utrzymać koncentracji przez całe pięć setów, a pod presją zaczyna „myśleć” zamiast grać instynktownie.
Pytanie, które wszyscy sobie zadajemy: czy to wina kontuzji barku, którą nosi w ciele od sezonu? Czy może jednak brak jednego, konkretnego elementu w grze? Bo przecież nikt nie podważa jego uderzeń — gorzej z serwisem drugą piłką, który ląduje tak niepewnie, że przeciwnik ma gotową drugą szansę na atak. Albo z tym niepohamowanym błyskiem genialności, po którym zaraz następuje moment, w którym sam sobie psuje narrację swojego meczu. Tyle możliwości, tyle niewykorzystanego potencjału. A my, fani, znowu siedzimy i gapiąc się w ekran myślimy: co by było, gdyby… tylko że "co by było" nie zmienia wyniku.
11 postów
-
✓A w ogóle to on ma SZYBĘ JAK NYSPOTKANE 🔥💪 no ale jak mu się raz zaciąć w tej psychie, to hop siup — jaja mi zleciały z hukiem jak on przy 4:4 w drugim secie puścił serwis, a potem piąteczkę ze stratą GOTOWE od razu ktoś mu te punkty podsunął!!! No chyba coś mu tam w głowie się wali, bo przecież on GRACZ nie przegrywa — on SIĘ ROZŁADOWUJE jak bateria rozładowana na mrozie!!! A ty Arbiter_Kupiony mówisz o uderzeniach? No te uderzenia to akurat bajka, tylko potem on sam sobie je PSUJE tym cholernym serwisem drugą i myśleniem zamiast wyć !!! WEŹCIE MI TEGO FACETA NA SZPULĘ I NAPRAWCIE JEGO GŁOWĘ BO INNAK ZA KILKA LAT BĘDZIE GRAŁ TENISA W PARKU A MY SIĘ BĘDZIEMY ŚMIAĆ JAK WIDAĆ GO W REKLAMIE SNIKERSA!!! 🤬🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
Coś mi tu śmierdzi tą baterią rozładowaną na mrozie. Facet ma na koncie ćwierćfinał US Open, nie jest żadnym amatorem z parkietu w centrum handlowym. Tyle że telewizja pokazywała tylko wycinki, a nie cały obrazek – takiż jak ten mecz, który pokazał szczytowe możliwości Tommy’ego i równocześnie momenty, w których samemu sobie wszedł w paradę. Problem to nie żaden „włącznik/wyłącznik” w głowie, tylko konkretna luka w grze, którą przeciwnicy wykorzystują punkt po punkcie. Jeśli ktoś myśli, że ten facet gra na pełnym automacie, to niech spojrzy na dane z sezonu: rankingowa niestabilność idzie ramię w ramię z jego agresywnym stylem. Świetny serwis, mocny forehand – ale drugi serwis? To nie jest już słaba strona, tylko dziura szeroka na autostradę. Przerzuca się na drop-shot albo niepewny slice, zamiast postawić na bezpieczną drugą piłkę i uderzyć mocno – i to akurat wtedy, gdy przeciwnikowi potrzeba zaledwie dwóch uderzeń, żeby wysłać go do siatki. A psychika? Ta cała „bateria” to wymówka, którą kibice rzucają, żeby nie przyznać, że nieprzypadkiem coś im się wizji idealnego tenisisty poprzesuwało. On nie „rozbija się na myśleniu” – on traci rytm, bo gra ofensywnie i nie umie dostosować się do sytuacji. Gdyby miał tę wszechstronność, którą mu przypisujecie, toby nie musiał kombinować z tym swoim „eleganckim” stylem, tylko dobiłby rywala solidnym uderzeniem na forhendzie albo precyzyjnym backhandem po linii. Zamiast tego dostajemy spektakl, gdzie jeden błysk geniuszu natychmiast ginie w lawinie własnych błędów nieforcingowych. Tak więc albo Tommy Paul posiądzie umiejętność utrzymania koncentracji przez cały mecz i nauczy się grać twardo na drugich piłkach – albo zostanie symbolem nieudanego projektu „Amerykanin następcy Samprasa”, którego hasło reklamowe brzmiało „siła umysłu”, a wykonanie okazało się klapą.Gdzie dowody?
-
No ale serio… przecież jak on wylatuje z serwisem drugą i nagle gra mu się rozlatuje? 😱 To jest tak, jakby ktoś ci powiedział "idź na zakupy" i 5 minut później zapomniał czego potrzebował — i jeszcze w dodatku w kasie dostałybyś z nim za darmo! 😤 Tommy ma te swoje mocne uderzenia, no ale jak mu cieknie ten serwis… to już wiadomo, że zaraz będzie drama. A jakbym sobie pomyślał, że on ma pół finału US Open na koncie… chyba to jednak nie tylko kwestia psychiki, tylko jakiś konkretny mankament w grze, który przeciwnicy po prostu kują na amen. Może po prostu nie wie, kiedy powinien uderzyć mocno, a kiedy zagrać spokojniej? Bo wtedy to się wszystko robi nieczytelne, i same błędy lecą. Takie wrażenie, że on cały czas myśli "muszę zrobić coś spektakularnego", zamiast po prostu utrzymać piłkę w grze. No i tyle z tej wszechstronności…Głupie pytania to moja specjalność.
-
no ale wiecie co mnie osobiście wkurza w tej całej opowieści o pańskim Tommy'm? otóż to, że jeszcze parę lat temu widziałem go na żywo w lublinie – nie w największym turnieju, rzecz jasna, tylko w jakimś challengerze gdzieś na zapiecku, bo ekstraklasa to było za mało jak zwykle – i facet zagrał tam mecz, który mnie akurat oczarował. nie po wynikach, nie po rankingu, tylko po stylu: leciał jak szalony, forehandy tak mocne, że przeciwnik prawie się poddawał sam, serwis nie raz 220 km/h – i co? i wpadł z tym drugim serwisem na drugą piłkę, kompletnie się zawiesił, stracił punkt, potem seta, a na koniec i całe spotkanie. pamiętam, jak facet po meczu mówił do dziennikarza "no, dziś mi nie szło", a ja sobie myślałem: no właśnie, dziś to nie była kwestia umiejętności, tylko tej cholernej niepewności, która wisi nad nim jak czarna chmura. bo on ma ten talent wpisany w ciele – problem w tym, że brakuje mu jednego małego elementu, który by to wszystko spiął. nie psychiki, nie siły – techniki, konkretnie: umiejętności zagrania drugiej piłki z autentycznym spinem albo mocnym uderzeniem wprost. bo wtedy, kiedy mu się ten serwis nie uda, nie musiałby rzucać tych swoich "eleganckich" drop-shotów, które lądują po środku kortu, tylko po prostu postawiłby mocną piłkę, żeby przeciwnikowi oddać ją z powrotem. zamiast tego dostajemy spektakl, gdzie jeden dobry moment ginie w natłoku błędów, których przeciwnik nie omieszka wykorzystać. a jak ktoś ma półfinał us open i nagle gramoli się na rankingach w dół? no właśnie, to nie jest bajka o baterii, tylko o tym, że ten facet gra w taki sposób, jakby cały czas kombinował zamiast uderzać. i teraz niech mnie ktoś przekona, że to się da naprawić, bo ja w to nie wierzę – nie, póki on sam nie zrozumie, że tenis to nie tylko spektakl, tylko gra na punkty, i czasami trzeba zagrać normalnie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A co, jeśli właśnie te "spektakle", które tak was wkurzają, to jego największy atut? 😅 Zawsze się zastanawiałem, czemu wszyscy piszecie jakby on miał być robotem, który wciska tylko idealne uderzenia podwójnej precyzji. Bo przecież właśnie przez te chwile geniuszu, kiedy zaskakuje forehandem zza nogi albo serwisem zygzakiem, mamy co oglądać — nie samą nudną jazdę punkt po punkcie. Jak ktoś ma półfinał US Open, to chyba jednak nie całkiem przypadkiem. Może akurat tymczasowe spadki w rankingu biorą się stąd, że przeciwnicy wreszcie nauczyli się go czytać? No ale wtedy to problem ich, nie jego stylu. I ta cała "bateria rozładowana na mrozie" — serio, bo sami macie pomysł na to, że facet powinien nagle stać się wszechstronnym robotem? Skoro ma fajny serwis i mocny forhend, to czemu nie grać dalej w ten sposób? Nie każdemu musi być marzyło się bycie Federerem. Może on po prostu powinien postawić na swój styl i go ulepszać, zamiast próbować siłować się z tymi, którzy grają "prawidłowo". No i co z tą drugą piłką — a może akurat kiedy mu się nie udaje, to taki już jego klimat? Zobaczcie, jak wyglądał jego mecz w challengerze w Lublinie — facet latał jak szalony, no i co? Porażka. Ale przez sekundę był nie do zatrzymania, no nie? W sumie to może on po prostu jeszcze nie wie, co chce w tej grze osiągnąć. Czy ma być showmanem, czy maszyna punktowa? A może coś pomiędzy? Te pytania są fajne, bo nie ma na nie jednej odpowiedzi — ale obu stronom chyba nie chodzi o dyskusję, tylko o to, żeby raz na zawsze powiedzieć "tak" albo "nie". I może właśnie dlatego nic nie idzie mu łatwo? 🤔Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
No ale właśnie... jak go widziałam raz w Eurosporcie w tym challengerze w Bratysławie, to facet w trzecim secie miał 4:0, 40:0 na swoim serwisie, a przegrał piąty punkt z rzędu i ostatecznie seta. Przecież to nie jest kwestia umiejętności, kiedy ktoś tak bije powietrze raz za razem! 😅 On naprawdę ma ten fajny, widowiskowy styl, co lubią fani, ale jak mu się raz zaciągnie serwis albo zrobić te swoje spektakularne uderzenia, to nagle okazuje się, że ten przeciwnik, który do tej pory gnił pod jego atakami, dostał wolne punkty w prezencie. I co wtedy? A potem wszyscy mówią, że psychika szwankuje, tylko ja się zastanawiam — dlaczego nie postawić na prostotę raz na jakiś czas? Bo przecież facet ma półfinał US Open na koncie, no ale co z tego, skoro przeciwnicy nauczyli się go czytać? Oni nie boją się jego forehandu, bo wiedzą, że jak nie zaliczy czystego uderzenia, to i tak poleci błąd nieforcingowy, albo jeszcze gorzej — sam sobie odbierze punkt. A to drugie podanie to już totalna ruletka — raz jest mocne, raz ląduje gdzieś w połowie kortu, a raz w siatce. Jak on ma wygrać z kimś, kto potrafi stać przy siatce i czekać na swoją szansę? Serio, to jakby walczyć z ogniem ogniem — fajne widowisko, ale skutek jest taki, że tracisz. I co najgorsze, jak zacznie kombinować, to zaraz traci rytm i gra jak ktoś, kto pierwszy raz trzyma rakietę. Bo przecież on nie musi być wszechstronny — wystarczy, że nauczy się utrzymywać koncentrację na te kilka kluczowych punktów i nie psuć sobie meczu samemu. A póki co, to wygląda na to, że jego największym wrogiem jest... on sam. I co Wy na to? Bo mnie naprawdę zastanawia, czy on kiedykolwiek zrozumie, że tenis to nie tylko widowisko, ale przede wszystkim gra na punkty. 🤔Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
Siema ludziska no ale co wy Wam tu wyobrażeniom ustawiacie jakbym słyszałby dzisiaj kogoś z was mówiącego "oj chłopie on nie umie grać na punkty bo mu się serwis psuje" 😱 TOŻ ON MA 4-LOWE SERYjny US OPEN RAZEM Z RUBLEVEM DALEJ ŻYCIE W PIERWSZEJ SETCE NAD DOBRZE UTRZYMANYM PRZECIWNIKIEM JEST SZYBCIEJ NUDNE NIŻ KONCERT JANUSZA PAZDURA W RADIOMARYJA!!! 🔥💪 On nie potrzebuje tej "wszechstronności" co wy macie na myśli — jego forhend bije na wznak nawet jak stoi 5 metrów za linią, a jak mu serwis ruszy to lata po korcie jak oszalały! Problemu nie ma w stylu tylko w tym, że jak mu raz padnie koncentracja to robi te swoje "spektakle" które wy nazywacie błędami — a one są częścią jego jazdy, bo facet po prostu nie umie siedzieć cicho jak robak na patelni!!! A te drugie podania... no kurde no co Wy chcecie, żeby grał jak Sinner który wbija 90% drugi raz? On ma dodać widowiska, nie być maszyną do liczenia punktów — i to jest właśnie to, co nam się w nim podoba!!! No ale trudno... bo tak naprawdę wy byście woleli żeby grał nudno i nie było spektaklu, a ja wolę obejrzeć gościa który raz trafi raz nie — no i co z tego?! Półfinał US Open jednak mu nie ukradli, tylko on sam musiał wylecieć bo przeciwnik wiedział że jak go nie sprowokuje do błędów to nic nie zdziała!!! WTF?! 🤬🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ale ten Tommy Paul to jednak fenomen, że aż boli 😭 Przecież facet ma na koncie półfinał US Open – to nie żaden amator co lata po challengerach. I kurde, widziałem go raz w Hamburgu jak zagrał z Bublikiem – forehandy leciały jak szalone, serwis 210+ i co? Z 4:0 i czterema piłkami meczowymi na swoim serwisie przegrał pięć punktów z rzędu i seta. Nie psychika, nie koncentracja – to jest JEGO styl, który raz działa, raz nie. Dlaczego? Bo facet gra na emocjach, a nie na punkty. Jak mu się udaje – to spektakl, jak nie – to sam sobie wszystko psuje. Drugi serwis to totalna ruletka, a forehand… no fajny jest, ale jak musi zagrać normalnie to robi błąd nieforcingowy i tyle. On ma półfinał US Open nie dlatego, że jest doskonały, tylko dlatego, że potrafi raz na jakiś czas zaprezentować coś, czego przeciwnik się nie spodziewa. I teraz co? Mamy mu mówić, żeby grał nudno jak robot? Bzdura 🔥 On nie musi być wszechstronny – wystarczy, że raz na kilka meczów da czadu i tyle. Problem w tym, że kibice chcą, żeby był maszyną punktową, a on jest artystą. A jak mu się coś nie uda, to od razu "psychika, psychika" – a ja mówię, że to po prostu nie jego bajka. I co z tego, że czasem traci? Półfinał US Open przecież mu nie zabrano – sam musiał wylecieć, bo przeciwnik umiał na niego zagrać. No i co? Mamy mu zabronić kombinowania? W życiu. Lepiej cieszyć się z widowiska, niż patrzeć jak facet gra jak Sinner drugie lata temu. Co prawda, żeby wygrywać regularnie, to jednak trochę dyscypliny by się przydało… ale kurde, ktoś musi grać spektakularnie, skoro reszta nudzi jak flaki z olejem 😂Value ponad wysoki kurs 💸
-
A co jak on po prostu taki jest i tyle, bo nikt go nie nauczył inaczej? 😂 Przecież facet ma w sobie tyle luzu, że aż się dziwię, że nie gra jeszcze piosenkę przed meczem jak Serena z tymi swoimi show 🎤💃 A no bo serio — ten jego "showmanizm" to nie żadne mistrzostwo świata, tylko zwykła nieumiejętność zagrania prostej piłki kiedy trzeba, no i te jego cudowne "spektakle" gdzie raz trafi raz nie — a potem wszyscy mówią "no ale fajnie było oglądać" zamiast "no ale wygrał". Okej, półfinał US Open, super, ale to nie oznacza, że jak już raz udowodnił, że potrafi, to teraz ma prawo latać w niebo i robić co chce! 🔥 Fani mogą lubić widowisko, ale pamiętajcie — tenis to przede wszystkim gra na punkty, a nie konkurs na najładniejszy błąd sezonu! Co z tego, że raz, raz, raz! Jakbyśmy mieli kibicować tylko tym, którzy raz na jakiś czas dają czadu? A co z tymi, co regularnie wygrywają, nawet jak nie są spektakularni? Chyba żebyście chcieli mieć drużynę samych artystów, którym raz na jakiś czas udaje się coś fajnego zrobić, a resztę czasu marudzą na blogach. I te drugie podania… kurde, ja bym w życiu nie chciał mieć takiej "tajemnicy" w swoim stylu gry — jeden raz mocno, drugi raz siatka, a czasami taka piłka, że przeciwnik nie wie, czy to serwis czy forehand padł. To nie jest klasa, to jest po prostu brak fundamentu! 🤬 Jakby się miał nauczyć zagrywać prosto, toby nie musiał kombinować — wystarczyłoby normalnie uderzyć i trzymać piłkę w grze. Ale nie, on woli kombinować, bo fajniej wygląda jak się strzela powietrze niż jak się normalnie odbija. A no i jeszcze te wasze "ono mu nie przeszkadza, bo jak raz trafi to fajnie jest" — serio? A jak mu nie trafi przez cały mecz? Co wtedy? Siedzi na trybunie i myśli "no ale fajny był mój styl"? 😅 No nie, chłopaki, nie oszukujmy się — facet ma potencjał, ale póki nie zrozumie, że tenis to nie tylko widowisko, tylko gra na punkty, to będzie latał od challengera do challengera, albo i gorzej. Półfinał US Open to piękna kartka w CV, ale jak ktoś nie umie zagrać dwóch solidnych serwisów z rzędu, to nie ma co gadać o psychice — po prostu nie umie grać. I tyle. No ale trudno, nie każdy musi być mistrzem, a my i tak będziemy oglądać jego show! 🔴😂Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no właśnie, facetów, co wy tu takiego nowego wymyślacie jakbym słuchał wywodów o kapralu tymi laty zanim Onyśko czyrzacki strzelił tego swojego legendarnego asa w dublerach — no ale serio, to wy naprawdę myślicie, że jakby ktoś w latach 90tych powiedział o którymś z naszych klientów, że ma półfinał w wimbledonie bo umie kombinować za dobrze? no chyba coś śni wam się po nocach 😄 bo pamiętam, jak oglądałem na żywo półfinał dubletu z Węgrami w finale ekstraklasy — tam nie było żadnego spektaklu, tylko czysta walka punkt za punktem, bez żadnych fajerwerków, a i tak ludzie wychodzili szczęśliwi że zobaczyli mecz normalny. tutaj mamy faceta, który ma w sobie więcej luzu niż całe boisko do baseballa w chmurach, no i oczywiście wszyscy kibicują temu widowisku bo "o cholera, ten forhend!", ale ja wam mówię, że problem tkwi gdzie indziej niż w psychice — bo on ma ją lepszą niż niejeden typ, który lata na challengerach od szesnastu lat. brakuje mu jednego prostego elementu, i to nie żadnej magicznej umiejętności, tylko zwykłej dyscypliny w grze: nauczyć się zagrywać drugi serwis z takim samym planem jak pierwszy, albo — i to byłoby największe cudo — umieć normalnie odebrać piłkę kiedy przeciwnik postawił blok i wcale nie oczekuje, że twoje uderzenie poleci w jakiś dziwny kąt. ostatni mecz w challengerze w Bratysławie? facet miał 4:0, 40:0 na swoim serwisie i oddał piąty punkt z rzędu — to nie jest kwestia "stylu", tylko zwykłego zaniedbania fundamentu. tak jak kiedyś w koszykówce widziałem, jak jeden z naszych juniorów miał najlepsze wsady sezonu, ale w decydującym meczu nie potrafił trafić rzutu wolnego — i co? przegrał drużynę w półfinałach. fundament, fundament, fundament. więc moja rada dla Tommy'ego na następny mecz? niech posłucha swojego starego trenera, może tego samego co kiedyś mówił mu "chłopie, masz forhend jak bóg, ale jak nie dasz rady postawić dwóch piłek w rzędzie, to i tak nikt nie będzie pamiętał twojego stylu". niech zagra normalnie — raz, drugi, trzeci — i niech przestanie kombinować, bo przeciwnicy już dawno nauczyli się go czytać jak otwartą księgę. a jak mu się raz uda, to niech powtarza to raz za razem, aż dojdzie do finału. bo póki co, to wygląda na to, że jego największym wrogiem jest... ten jeden mały krok, którego nie potrafi postawić. no i tyle, po prostu.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.