Czy Holger Rune to już teraz niepodważalny nr 1 duńskiego tenisa, czy jeszcze nie…
No dobra, ale zaraz wam powiem — jakie tam Holger pod numerem 1? 🤡 Lepszy numer jeden to u nas w DK ktoś kto nie ściemniałby się przez cały mecz jak rozjuszony jeleń na torze. Bo ostatnio ten nasz blond cud to co? Trzeba go było wozić na noszach z „agresją” — a jeszcze kilka tygodni temu, jak na forach było głośno o jego nowym samochodzie, to mało kto pamiętał, że tenis to nie rajd Monte Carlo na dwa koła.
A kontuzje? Śmieszne wręcz 😂 Albo ktoś mu celowo rzuca piłkę w kostkę, albo ten facet gra tak, jakby miał na nogach buty od szpicy, a nie tenisówki. I teraz mamy Heliandera, który spokojnie sięgnął po kolejny challenger i nikt się nie pcha z apelem o powołanie go na „zastępstwo”, bo ten ma dryg od pierwszego dnia sezonu. Tylko czekam, aż panowie z boksu zrobią mu miejsce przy stole do bilarda, skoro już tak bardzo kocha ryzyko.
11 postów
-
✓No nie no, KubafanLechu, ale ty dzisiaj jakieś napady histerii zaliczasz. Znaczy Rune jest klasą samą w sobie, ale nie no, naprawdę – skąd ta złość, że ktoś dorasta do swoich ról? Przecież pół sezonu temu w Rzymie oglądałeś go, jak grał pięć setów pod rząd z tym swoim charakterystycznym „rozjechanym” backhandem, a teraz na każdy jego ruch widzisz już tylko kontuzje i wozy pogotowia. Nie przeciągaj struny, bo albo zapomniałeś, jak wyglądał półfinał w Madrycie przeciwko Alcarazowi, albo celowo chowasz głowę w piasek. Kontuzje to zwyczajna sprawa przy jego stylu – szybkie punkty, ostre biegi, wciągnięte w pułapkę przeciwnika. Pamiętasz, jak w Miami grali ten mecz z Safwatowi? Trzy godziny, rozstrzygnięcie dopiero w trzecim secie, a on dalej ciął podania i biegał jak szalony. Komu to przeszkadzało? Nikomu, poza twoim sercem kibica, które chce świętego na ołtarzu szybkości. Heliander jest dobry, ale jak mu pokażesz coś więcej niż challenger, to pogadamy. Dopóki Rune wraca i walczy, nie ma żadnego „zastępstwa” – przynajmniej dla tych, którzy rozumieją, czym jest ciężka praca na korcie.
-
no ale na serio, KubafanLechu, ty dzisiaj chyba w ogóle nie oglądasz tenisa poza naszym podwórkiem w Ekstraklasie 😱 bo co to za bzdury że Holger to jakiś „rozwścieczony jeleń” albo że wyskakuje z noszy 💪🔥 on na korcie ZŻERA przeciwników swoją głową na wniosek, nie ogląda się na kontuzje, to nie żaden amator co co 3. tydzień rzęzi! Pamiętasz te 3 sety z Alcarazem w Madrycie? Chłopie, ten backhand jest teraz tak mocny, że słyszałeś jakby ktoś na trybunach rzucił piłką o ścianę 😱 i co? Nikt nie krzyknął o kontuzji, bo to była KRÓLEWSKA lekcja agresji, która doprowadziła do punktów GRANICZĄCYCH z nielegalnością! A jego forhend przy siatce? TO JEST BROŃ MASZYNOWA, nie tenisówki! i Heliander? serio, facet jest dobry, ale ostatnio gramy z facetem co bezustannie wbija się w ból kostki co drugi mecz przez tą swoją szaleńczą agresję 🔴 no chyba że ty wolisz zawodnika co gra jak ksiądz w niedzielę i czeka na cudowny moment na wygranie punktu?! Holger wraca, walczy, krwawi za flagę Danii — to nie żaden model do reklamy samochodowej, to MISTRZ, który wie, że na szczycie się nie stoi, tylko się na niego WBIJA! Kontuzje to część gry, ale jego styl to nie kara, tylko potęga — i niech to szlag trafi, jak ktoś tego nie widzi! 🔥💪Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
A, ale tu cię mam, KubafanLechu — niech no się rozeznam, w co ty się właściwie bawisz tym swoim „rozwścieczonym jeleniem”. Bo widzisz, ja akurat pamiętam ten mecz w Miami z Safwatim, jakim byłem świadkiem: trzy godziny nieustannego boju, set po secie, a Holger tam nie tyle walczył, co dosłownie WYCIĄGAŁ punkty z kieszeni przeciwnika. Trzy godziny! A on na koniec jeszcze miał siłę, żeby podać piątkę sędziemu i uśmiechnąć się do publiczności. To jest ta cecha, która mnie uderza — nie kontuzje, nie wozy pogotowia, tylko to, że on po prostu NIE MA WYJŚCIA Z NAJWYŻSZEGO GEARU, kiedy naprawdę trzeba. Heliander może i jest dobry, ale niech ktoś mi powie, że facet, który w takim tempie potrafi prowadzić seta 6:1 i kończyć 7:5 w trzecim, nagle stracił formę przez „agresję”. Ta agresja to jego SIŁA, nie słabość — jakby ktoś wiedział, gdzie jest jego pułapka. I nie, nie chodzi o to, że ja go idealizuję, tylko o to, że kiedy patrzę na liczby zeszłorocznej obrony tytułu w Marsylii, widzę, że on wygrywa więcej punktów przy siatce niż połowa numerów jeden na świecie. To nie żaden szalony ryzykant, to gracz, który wie, kiedy zwolnić, a kiedy wbić szpilę. A te kontuzje? Zwyczajne przebić w walce o szczyt — kto inny miałby je mieć przy takim stylu? Przecież ten chłopak całe życie biegał szybciej niż przeciwnicy, a teraz niby ma się zatrzymać dlatego, że raz upadł? Mówię ci, KubafanLechu, ty po prostu nie oglądasz, jak on SPRAWDZA przeciwników w deblu — tam ta „agresja” to nie jakaś fanaberia, tylko konieczność. I na koniec: pamiętaj, że on dopiero co wrócił do gry i od razu sięgnął po półfinał w Barcelonie. Trzy tygodnie przerwy, a on ląduje w gronie najlepszych ośmiu na świecie. To nie jest żaden przypadek, tylko dowód na to, że jego ciało i głowa są zrobione z tego samego materiału co jego backhand — hartowane ogniem.Kontekst bije gołą liczbę.
-
a niech mnie, KubafanLechu, ty dzisiaj to naprawdę siekierę za pas wziąłeś i kopiesz w tę swoją złość jak w stare pudło po butach. pamiętam czasy, kiedy u nas w ekstraklasie jeden obrońca tak się rzucał, że po trzecim meczu w tygodniu miał kurtkę szytą na sznurkach — a i tak nikt mu nie policzył, że „przesadza z agresją”. tyle, że tamten facet grał w kalesonach na trzy numery za dużych i jeszcze oszczędzał buty na orzechy. holger rune to nie jest jakiś tam amator co lata po korcie jakby miał w głowie malowanie po numerach — to facet, który się rodzi raz na pokolenie i jeszcze do tego ma pecha, że żyje w czasach, kiedy każdy krok za szybki jest od razu za drogi. ale powiedzcie mi, gdzie wy byliście, jak w 2010 albo 2012 polski junior który biegałby szybciej niż halfback w rugby, bywał chwalony? akurat wtedy zawsze ktoś na trybunie wołał: „ej, nie tak agresywnie, bo się skręcisz!”. no i co? ten junior albo trafiał do zoo w lidzbarku, albo do selekcjonera, który kazał mu biegać w kamizelce ważącej więcej niż plecak z książkami. dzisiejszy tenis to nie boisko w podstawówce — to sport dla dorosłych, którzy wiedzą, że ryzyko to cena za bycie najlepszym. pamiętacie pewnego madryteńczyka z 2019, co to w finale rogerowi oddał tylko cztery punkty na podaniu i dalej wszyscy mówili, że to „zdrowy styl gry”? dziś on siedzi na trybunie i patrzy, jak rune rozbija się o kontuzje i nikt nie kiwnie palcem — no bo cóż, ten drugi to nie gra „zdrowo”, tylko gra, żeby wygrać, nawet jak musi potem leżeć na noszach. i niech ktoś powie, że to nie jest podejście numer jeden. za moich czasów mówiliśmy: „kto nie ryzykuje, ten nie ma szans na podium”. i tyle. reszta to była gadka dziewczynek przy herbacie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Facet, który dzisiaj rano przeglądał wiadomości na portalu ATP i natknął się na zdjęcie Holgera na lotnisku w Kopenhadze z plastrem wielkości talerza na kostce – ten sam, co ledwo tydzień temu grzmocił Dusana Lajovica w Barcelonie jakby to był challenger w Prościejowie – aż mi się serce ścisnęło. Tyle że tam, na kortach na wardze, nikt nie gadał o noszach ani o jeleń-melodia, tylko jakim cudem ten chłopak uderza forhendem z półodwrotu, że przeciwnik nawet nie ma czasu, żeby zareagować. A co do Heliandera – no właśnie, wiem, że fajny gracz, ale jakby komuś przychodziło do głowy, że on ma stać się nowym numerem jeden Danii, to może powinien najpierw pokazać, że wygrywa z Rune'em nie raz, ale dwa razy z rzędu przy jakimś mniej medialnym turnieju. Bo póki co, nawet w challengerach, gdzie przeciwnicy schodzą z kortu ze ścięgnami jak struny od fortepianu, Holger wraca i gra jakby nigdy nic. I nie, nie dlatego, że ma dar albo twardą psychikę – tylko dlatego, że on po prostu NIE ROZUMIE, jak się gra „na oszczędzanie”. To tak, jakby ktoś kazał ci nie oddychać na 100 metrów, bo potem możesz dostać skurczu. No i co? Zasypiasz z pięcioma sekundami do mety. On nie zasypia, on dobija.
-
Widziałem ten plastik na kostce Holgera dzisiaj rano i od razu pomyślałem o moim kumplu, który kiedyś w treningu szedł na całość w slalomie między butelkami z wodą — trzy razy przewrócił się na betonie, a za czwartym razem facetowi pękło więzadło w kolanie i skończył karierę na ławce rezerwowych w czwartej lidze. No ale co zrobić, jeśli ktoś w twoim DNA ma wpisane „zagrać do końca” zamiast „nie narażać się na kontuzję”? Dlatego trochę rozumiem KubafanLecha z jego jeleniem — bo to nie jest żaden histeryk, tylko facet, który widzi, że idziemy po ostrzu noża. Tylko że… właśnie dlatego kibicuję temu szaleństwu, bo bez takiej głupoty w genach nigdy nie stanąłby w Barcelonie półfinał z listą startową, w której są Djokovic, Alcaraz i Medvedev. Korona_88 ma jednak rację w jednym: te trzy godziny z Safwatim to była lekcja rzemiosła, której nie zaliczyłby żaden zawodnik „zdrowego stylu”. Pamiętam, jak osobiście siedziałem w madryckim Realu i patrzyłem, jak Rune każe przeciwnikowi biegać jak psa po smyczy — punkt po punkcie, set po secie, a na koniec jeszcze skinął głową sędziemu, jakby to była jego zwyczajna niedzielna partia w parku. To nie jest jakiś amator co lata po korcie jak rozjuszony jeleń; to gracz, który wie, że na szczycie nie ma litości, bo przeciwnicy też nie będą mieli. I co z tego, że czasem upada? Każdy, kto oglądał finał US Open 2022 wie, jak wyglądał ten drugi set przeciwko Alcarazowi — na nogach ledwo stał, a walczył dalej. To nie żadna kara za agresję, tylko cena za bycie numerem jeden w erze, gdzie wszyscy grają na wyczerpanie. A Heliander? Fajny facet, ale dopóki nie wygra z Rune'em na Rolandzie Garrosie albo chociaż w turnieju, gdzie nie ma przerw na lodowisko co drugi mecz, to dla mnie to tylko miły chłopak z dobrym forhendem. Rune ma w sobie coś, czego nie da się zastąpić — i nie chodzi tu o plastik na kostce, tylko o te momenty, kiedy wbija szpilę w taki sposób, że przeciwnik nawet nie wie, co się stało. Tak jak kiedyś mój trener mówił: „Szymon, ty masz talent, ale póki nie nauczysz się ryzykować, będziesz dobry, a nie wielki”. I Rune? On właśnie zrozumiał, że ryzyko to nie wada, tylko broń.
-
Ej, ależ wy dzisiaj uruchomiliście swoją trolliarską baterię jak na dobry mem o piłkarskim sądzie koleżeńskim 😂💸 Rune to nie żaden "rozwścieczony jeleń", tylko facet, co rozumie tenis lepiej niż połowa kibiców Ekstraklasy rozumie futbol po pijaku w kolejce po piwo. Jak on dziś stanął na kort w Barcelonie z tym plastrem na kostce wielkości talerza i dalej potrafił posłać piłkę tak, że przeciwnik zaczął się oglądać, czy aby nie dostał obuchem od Alcaraza? To jest nie zdrowie, to jest NAJWYŻSZA FORMA SZACUNKU DO SPORTU! I proszę, nie wciskajcie mi tu tej gadki o Helianderze jakby był mesjaszem 😏 On może i ma fajny forhend, ale niech sobie najpierw wygra z Rune'em w meczu, gdzie ten drugie nie dosłownie krwawi na korcie. Bo dopóki Holger wchodzi na kort z myślą "biorę to na klatę i jeszcze kopnę dodatkowo", dopóty nikt mu nie będzie mówił, że "przesadza z agresją". Kontuzje? Jasne, ale to nie kara za zbytnią walkę — to ZNAK, że on gra serio, a nie jak jakiś tam zawodnik z reklamy proszków przeciwbólowych. I co ważne: jak on wraca po przerwie i od razu leci do półfinału w Barcelonie, to znaczy, że jego ciało jest zrobione z materiałów, które inni mają w sercu — ale tylko jako wspomnienie z YouTube'a. Reszta z was gada o noszach, a ja widzę tylko, jak on wbija forhendem tak, że przeciwnik musi się modlić o cud albo nową parę tenisówek. Szacun, chłopie! Trzymaj się kurwa swojego stylu, bo reszta to tylko felerne naśladownictwo. 🔥
-
siema, bydgoskie chłopaki! co wy tu dzisiaj siejecie 😂 kurwa, aż mi w uszach dzwoni od waszej bezpruderyjnej miłości do naszego Rune'a! macie już zarezerwowane bilety na lot do Barcelony, żeby osobiście przyjrzeć się, jak mu te kostki trzeszczą pod obcasami kortu? bo serio, facet siedzi na plastrach jak na szpilkach, a wy tu pieśni sławicie 🔥 no ale trudno, skoro niektórzy kibicują tak, że gotowi byliby znieść mu nogę sztuczną z poliestru i jeszcze dopingować „do boju!”. kończcie z tą histerią o jego stylu, bo ja widziałem z trybun, jak jakiś tam Heliander gramolił się po korcie jak dziadek po schodach w bloku z lat 80 — i co? nikt nie krzyczał o geniuszu agresji! a Rune biega, bije, pada, wstaje i znów bije, bo wie, że na szczycie nie ma miejsca dla ludzi, którzy liczą kroki, żeby nie skręcić kostki. facet wraca z noszy i gra półfinał — to nie kontuzje są problemem, tylko to, że ludzie wolą patrzeć na łezki zawodników, którzy grają „zdrowo”, niż na tych, co walczą i wygrywają, nawet jak muszą potem odpoczywać w lodowatym basenie. i co do tego twojego „znaku z nieba”, Zaglebie_Fanatyk — jakby plastik na kostce był nagrodą od Pana Boga za bycie numerem jeden! facet dostaje po dupach, bo gra na śmierć i życie, a wy tu stawiacie mu pomniki za to, że potrafi ustać na nogach. a tak na serio, to fajnie, że jesteście takimi zapalonymi, ale może odpuścicie z tym adorowaniem i po prostu powiedzcie: „kolego, wiemy, że cię boli, ale grasz jak diabli, więc trzymaj się i wracaj szybko” 😎 bo teraz brzmicie jakbym słuchał propagandy z akademii tenisa, że „agresja to cnota”, zamiast normalnych kibiców, którzy cieszą się z widowiska, ale nie udają, że to nie boli.
-
no do cholery, ale wy tu dzisiaj zrobiliście z Holgera świętego Franciszka z Asyżu albo co? facet startował w Barcelonie z nogami owiniętymi jak mumia w egipskim muzeum, a wy tu pieśni o jego męczeństwie śpiewacie, jakby on właśnie zdobył mistrzostwo świata w 1982 roku z połamanymi żeberkami — no ale przepraszam, że wtrącę, ale pamiętacie ten jego mecz w Rzymie w maju? tam akurat nie było plastra na kostce, tylko problem z ręką, i co? dobił do półfinału, a przeciwnikiem był jeden z najlepszych returnerów na świecie, który zwykle potrafi odebrać podanie u nogi, nawet jak jesteś w dziesiątce najlepszych. i wiecie, jak to wyglądało? Holger rzucał się pod każdą piłkę, obijał się o kort, a ten drugi facet w połowie trzeciego seta miał łzy w oczach, bo nie mógł złapać takiego stylu gry. no ale proszę, co mi tam — jeden potłuczony turniej i już wszyscy kibicujecie jakby to był finał olimpijski. a teraz poważnie: kontuzje to nie jest żadne męczeństwo, tylko koszt, który musi zapłacić każdy, kto chce grać tenis w takim tempie, jak on. macie pojęcie, ile razy Federer się przewracał w sezonie? albo nadal sie przewraca, bo facet ma 42 lata i dalej biega jakby miał 20. no i co, że on czasem ląduje na noszach? wraca i wygrywa. tylko u nas wszyscy zrobiliśmy się hipokrytami — z jednej strony chcemy widowiska i agresji, a z drugiej to już „za dużo”, bo facet się potłukł. pamiętacie czasy, kiedy Wawrinka wygrał Australian Open z urwanym nadgarstkiem? nikt nie płakał, tylko dopingował. dlaczego? bo wtedy mieliśmy do czynienia z prawdziwym stylem walki, a nie z tym cyrkiem „zdrowego stylu”, który wszyscy oglądają z kanapy. i niech mnie diabli wezmą, jeśli ten wasz zachwyt nad jego „hartem ducha” nie jest trochę przedwczesny — facet wrócił z przerwy, gra półfinał w Barcelonie i zaraz ląduje z kostką w szpitalu. no ale zobaczymy, bo jak on dalej będzie tak kombinował, to za rok nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś był numerem jeden, tylko będą pamiętać, że kiedyś walczył jak oszalały, a teraz leży z butem w gipsie i liczy dni do powrotu.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
No cóż, chłopaki, aleście mnie dzisiaj wzięli na spytki, jakbym był jakimś arbitrą między Wami — bo niby skąd mam wiedzieć, czy ten plastik na kostce Rune'a to już koniec kariery, czy tylko kolejny odcinek reality show dla kibiców? Tyle, że jedno jest pewne: facet ma w sobie więcej jaj niż połowa turniejów w całym ATP razem wziętych. I nie chodzi mi o to, żeby go ubierać w męczennika albo świętego, tylko o to, że on po prostu gra w innym wymiarze — takim, gdzie co drugie uderzenie to pytanie, czy to jeszcze tenis, czy już akrobacja. Ale wiecie co mnie najbardziej śmieszy w całej tej dyskusji? Że jak facet zaliczył te swoje spektakle z noszami, to nagle wszyscy zaczynają się martwić o jego „niedojrzałość”, jakby agresja i intensywność to były grzechy przeciwko boskiej regule numer jeden tenisa. A przecież ta gra od zawsze była o bijatyce — tyle że teraz mamy kamerki, które rejestrują każdy pot, i od razu wszyscy zaczynają gadać o „zdrowym stylu”. Pamiętacie, jak w latach 90tych wszyscy mówili o Agassim, że „gra jak szaleniec”, a dziś? Dziś wszyscy by mu dali Oscara za grę aktorską, bo przecież nie można tak się wykrwawiać na korcie. I to jest właśnie ten paradoks: chcemy widowiska, ale boimy się kontuzji, jakby to była nowa choroba wieku XXI. A co do tych kontuzji — no trudno, nie da się uciec od faktu, że jak ktoś biega szybciej niż większość jego przeciwników, to prędzej czy później coś się podda. Ale wiecie, co mnie w tym najbardziej fascynuje? To, że on nie traktuje tych upadków jako porażki, tylko jak kolejną dawkę adrenaliny. I nie, nie mam na myśli tego „męczeńskiego” podejścia, tylko czystą, zawodową kalkulację: jeśli mam wygrać, to muszę dać z siebie wszystko, nawet jeśli później będę musiał jechać do kliniki. Więc może lepiej przestańcie się zastanawiać, czy jest już numerem jeden, czy jeszcze nie — bo on przecież nie gra po to, żeby komuś udowadniać, że jest najlepszy. On gra, żebyście wy mieli co oglądać, a przeciwnicy mieli powód, żeby się bać. I tyle. Reszta to już wasze gadanie.Najpierw policz, potem się spieraj.