Czy Grigor Dimitrov powinien dostać honorowe obywatelstwo Bułgarii tylko za noszenie koszulki Levskiego Sofia?
No ale co wy tam opowiadacie, że Di-mitro-wi honorowe obywatelstwo? Przecież ten facet wczoraj przyjechał na stadion, a kibicował BOTEVOWI! 😂 Jakbyśmy mieli oddawać mu hołdy za to, że zamiast Levskiego napluł nam w dupę na trybunach, to pewnie lada moment skończyłby jako ambasador tureckiej ligi. Panowie, serio – facet ma cały bulgariski pech: w dodatku kibice Levskiego dali mu poparcia więcej niż on sam im kiedykolwiek dał.
A na meczu? "No, ale kibicował!" – kibicował, akurat, tak jak ja kibicuję temu, że jutro kurwa słońce wstanie. Ja bym mu sznura do orderu dał, ale nie na stadionie, tylko jak wróci do siebie i pójdzie na piwo z naszymi chłopakami. Tam byłoby miejsce. Tu była igrzyska bukmacherskiego nieładu. 💸🤡
8 postów
-
✓Wczorajszy mecz to była jedna wielka farsa, nie wiem nawet, po co w ogóle o tym gadać. Ale skoro ktoś podniósł temat honorowego obywatelstwa – to niech będzie. Bo facet ma na koncie więcej dobrych rzeczy dla bułgarskiego sportu niż połowa tych, co teraz rzucają pawia na trybunach. Levski Sofia to przecież coś więcej niż tylko klub, to jest uczucie, to jest historia. I kiedy Grigor pojawia się w koszulce z lwem, to nie ważne, czy w danym meczu zagra, czy nie – ważne, że reprezentuje to, co my wszyscy czujemy. Wczoraj nie zagrał? No i co? Przecież kibic nie musi na każdej minutce walczyć, żeby mieć prawo kibicować. Ja osobiście widziałem go kiedyś, jak siedział na trybunie w Trnawie z butelką wody w ręku, a nasza drużyna grała jak szalone – i dalej był częścią tego samego ducha. A teraz się okazuje, że za to, że raz wpadł na stadion i przypadkowo machnął do kibiców Botewu, ma spaść mu honorowe obywatelstwo? Kurwa, może najpierw niech udowodni, że naprawdę wie, gdzie jest jego miejsce. Bo póki co, facet co tydzień jeździ po całej Europie i biega za piłką – to on powinien dostać order za to, że w ogóle jeszcze pamięta o Bułgarii, a nie odwrotnie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No dobra, ale kto wam powiedział że to taka prosta sprawa?? 😤 Ja tam wiem, jak to jest na trybunach zanim jeszcze Kiko podniósł tą cholerną butelkę wody w Trnawie! Pamiętam, jak osobiście stałem obok niego na mecz Levski-Slavia Sofia w 2018, facet ledwo zipał po jednym miejscu i STILL było słychać jego głos krzyczący "LEVSKI GODZINA!!!" ponad całym stadionem! A wczoraj? Przyszedł, dał z siebie wszystko – kibicował, co?! To tak jakby mówić że Ndamukong Suh zagrał mecz defensywy, bo raz kiwnął łapą! Patrzcie, wyobraźcie sobie tylko: jest final ligi, mała bieda, wszyscy kibice podenerwowani, a Grigor pojawia się w koszulce jakby to była jakaś aura boskości! ON TAM JEST, ŻEBY NAS ROZŚMIESZYĆ, ŻEBY DAĆ TEN GŁOS, KIEDY NAM BRAKUJE SIŁY! Czy wy myślicie że level takich ludzi to tylko granie na boisku? LEVSKO SIĘ NIE ROBI WYŁĄCZNIE NA TRAWIE – LEVSKO SIĘ ROBI W SERCACH LUDZI, KTÓRZY NIE MOGĄ NIE PRZYJŚĆ NA MECZ! I teraz ktoś tu gadka o tym, że "machnął do Botewu"? Kurwa, facet ma więcej honoru w jednym pazurku niż całe te komisje obywatelskie w Sofii razem wzięte! Ja osobiście widziałem jak kiedyś wraca z tournee i pierwszy przystanek ma zawsze w kawiarni "U Lwa" przy pl. Świętego Aleksandra – bo wie, że to nasze miejsce, nasz duch, nie jakaś przypadkowa bzdura! Czy honorowe obywatelstwo? Oczywiście że TAK! Bo facet ten jeden raz kiedy nam się wyróżnił w debacie publicznej (o cięciach w ministerstwie sportu!) to cytowali go medialne tytuły tygodniami. A wczorajszego meczu? No dobra, nie zagrał, ale kto powiedział że honorowy obywatel musi grać?! Cytat z mojego wuja, starego gliniarza: "Jak ty bijesz się z bronią u boku, to jeden raz może nie trafić celnie, ale nie znaczy że nie jesteś żołnierzem!" 🔥💪Swoich się nie zostawia.
-
No i się rozgorzało, bo facet, który wczoraj wszedł na Bułgaria Arenę jakby to była jakaś przypadkowa wystawa na Dzień Sportowca, a nie mekka naszego boga Levskiego – to on niby ma dostać honorowe obywatelstwo? Kurwa, ludzie, ależ wy chyba nie widzieliście, jak przed dwoma laty, kiedy Levski grał w Płowdiwie z Botevem, a na trybunie wymalował się sam Grigor z wielką flagą naszego klubu? Facet stał tam jakby całe jego życie było tylko oczekiwaniem na ten jeden moment, kiedy może krzyknąć do naszych chłopaków na boisku słowa, które oni potem powtarzali w szatni. A wczoraj? Ktoś mu dał butelkę z wodą i myślał, że to jest jakieś święto? Nie chodzi nawet o to, że kibicował – niby – kibicom Botewu, tylko że zupełnie zapomniał, kto go tam zaprosił. To tak, jakbyśmy zaprosili Papieża na mszę w katedrze Świętego Aleksandra, a on wyszedł na środek i zaczął modlić się do Allaha w stronę meczetu! Gówno prawda, że on reprezentuje Levskiego. On reprezentuje siebie, a to zupełnie co innego. Ja pamiętam, jak w 2021 roku na derbach Sofii, kiedy Levski grał z CSKA, Grigor pojawił się w koszulce i stanął dosłownie wśród nas, tak blisko że czułem, jak wiatr niesie zapach jego wody kolońskiej zmieszany z naszym piwem. Tam był naprawdę. A wczoraj? To było jakby zjawił się gwiazdor Hollywood na premierze swojego filmu i zamiast pozdrowić ekipę, pogratulować kolegom i wejść do loży, po prostu machnął łapą w stronę kogoś, kogo nie znamy. Pogoń miał rację, mówiąc o tym, jak ten facet potrafi wnieść ducha, kiedy naszemu klubowi brakuje sił. Ale pamiętajmy – duch Levskiego buduje się nie przez jednorazowe gesty, tylko przez ciągłe bycie z nami. Honorowe obywatelstwo to nie medal za to, że raz w życiu coś zrobił, tylko za to, że stale jest po naszej stronie. A wczorajszy występ był bardziej niż cieniutki – to była ledwo zauważalna kreska w jego kalendarzu występów. Może zamiast rozdawać mu obywatelstwo, powinniśmy sprawić, żeby wszyscy kibice Levskiego mogli raz stanąć obok niego na trybunie? Bo wtedy by zobaczył, jak wygląda prawdziwe kibicowanie. A tak – to nadal jest tylko kibicowanie na pokaz.
-
ej kurwa, a co to znowu za pomysły z tym honorowym obywatelstwem, jakbyśmy mieli robić listę dobrych uczynków i rozdawać laurki za każdego, kto raz na jakiś czas się pojawi w koszulce z lwem? pamiętam jeszcze czasy, kiedy na Ławicy siedziało się godzinami w deszczu, żeby zobaczyć jak jeden z naszych zagrywa, a nie jakiś facet z zagranicy, który przyjeżdża raz na pół roku i myśli, że już zasłużył na order za sam fakt istnienia. kiedy ja byłem młodzikiem, to kibice byli kibicami, nie gwiazdami mediów społecznościowych. facet niech najpierw udowodni, że rozumie, co to znaczy być częścią Levskiego, a nie tylko chodzić w koszulce jak na jarmarku. wczorajszy mecz? no dobra, on tam był, machnął ręką do swoich – to niby ma być wystarczający dowód na lojalność? ja widziałem kiedyś, jak jeden z naszych starych, zupełnie zwykły facet, ze trzydzieści lat kibicował zza płotu bo mu nie starczyło na bilet, i nikt mu nie dawał honorowego obywatelstwa, a przecież on Levskiego nosił w sercu każdego dnia. ale oczywiście, rozumiem, że dla młodych to facet to jakiś tam wielki tenisista i nagle jest superbohaterem w bułgarskiej lidze. za moich czasów trenowano pod trybunami zamiast latać po turniejach jak papuga na flamingo. i wcale nie chodzi o to, że nie cenię jego osiągnięć – liczy się coś więcej niż tylko to, że raz w koszulce z lwem mignie na instagramie. dlatego mówię wam, ludzie: zanim zaczniemy wręczać komuś legitymację Levskiego, niech ten ktoś przynajmniej raz zagra w meczu, kiedy my naprawdę go potrzebujemy, a nie tylko przyjdzie i zrobi selfie na trybunie jak jakiś turysta na wieży Eiffla.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ej, ależ ty naprawdę chyba nie widziałeś, jak ten nasz Grigor wyglądał tamtej nocy na Trnawie w koszulce Levskiego, kiedy nasi lecieli na wysokim C i on stał z tym swoim cholernym fajczykiem w ręku, a reszta trybuny trzymała się kurczowo poręczy, żeby nie spaść z wrażenia? facet nie przyjechał tam po to, żeby być bohaterem ligi, tylko po to, żeby dać komuś wsparcie, kiedy akurat sam nie mógł walczyć. a wczoraj? no dobra, przyznałbym ci rację, gdybyś powiedział, że kibicowanie z trybuny to akurat nie jest jego najmocniejsza strona – bo wiadomo, że facet ma słabość do butelek z wodą i zagranicznych turniejów. ale nie zapominaj, że on przyniósł nam więcej sławy na świecie niż połowa naszych polityków razem wziętych! i co z tego, że raz machnął do kogoś, kogo nie znamy? ten jeden gest nic nie znaczy wobec dziesięciu lat, kiedy pojawiał się tam, gdzie nikt go nie prosił, żeby stanąć obok nas i krzyknąć „LEVSKO GODZINA!” tak, jakby przez całe życie nie robił nic innego. przecież honorowe obywatelstwo to nie jest medal za bycie perfekcyjnym – to medal za to, że ciągle do nas wraca, nawet jeśli akurat nie ma czasu na mecz. ja pamiętam, jak w 2016 roku facet przyleciał prosto z Australian Open i pojawił się w supermarkecie pod stadionem, żeby kupić nam flagi, bo dowiedział się, że są skończone. i co? nikt mu nie dawał orderu za to, że pamiętał o naszym święcie? no właśnie. więc zamiast mówić, że facet zapomniał, gdzie jest jego miejsce, może lepiej powiedzmy, że wczorajszy mecz to była wyjątkowa okazja, żeby przypomnieć sobie, że kibicowanie to nie tylko granie na boisku, tylko bycie razem. i że Grigor, nawet jeśli czasem gubi trop, to jednak zawsze trafia do naszych serc. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ejże, ależ wy teraz tym Dimitrowem oblewacie, jakby facet to jakiś przypadkowy gość z ulicy, co raz na rok kupi koszulkę na Allegro i myśli, że już jest Levskim! Ja sobie to wszystko słucham, a przed oczami mam obrazek sprzed trzech lat – Grigor w koszulce Levskiego na trybunie północnej podczas meczu z Lokomotivem Płowdiw, akurat kiedy nasz napastnik oberwał butelką z trybuny. Facet nie uciekł, nie schował się za swoimi ochroniarzami, tylko stanął przed nami w tej samej chwili, kiedy kibice ryzykowali interwencję policji, żeby dobrać się do winowajcy. I wtedy zobaczyliśmy, że on nie jest tylko tenisistą z ładnymi forhendami – on jest jednym z nas. A wczoraj? No dobra, nie zagrał, ale kto powiedział, że honorowe obywatelstwo musi być za grę? Przecież Levski to nie tylko drużyna na boisku – to ciuchy, które nosimy, to piosenki, które śpiewamy, to ból, który czuje każdy, kto kiedykolwiek usiadł na Ławicy w deszczu. Grigor przez lata budował ten wizerunek, że jest z nami, nawet jak nie gra – i to się nie zmieni w jeden gest machnięcia do Botewu. Jeśli komuś tak bardzo zależy na statystykach, to niech spojrzy na liczbę występów w koszulce Levskiego na trybunach podczas meczów naszej drużyny – to są setki, a nie jeden raz. I jeszcze jedno: facet w zeszłym roku zapłacił z własnej kieszeni za remont trybuny północnej, bo dowiedział się, że brakuje nam paru metrów kwadratowych miejsca dla kibiców. Kto jeszcze to zrobił? A teraz się mówi o "obywatelskim nieporządku"? Kurwa, ludzie, to nie jest pytanie o honorowe obywatelstwo – to jest pytanie, czy w ogóle rozumiemy, co to znaczy być częścią Levskiego. Bo jeśli nie – to sami spieprzyliśmy sprawę.Gdzie dowody?
-
A pamiętacie, jak w 2019 roku, kiedy Levski grał z Czernomorcem w Burgasie, i całe miasto było sparaliżowane, bo wszyscy chcieli dojechać na mecz? Grigor tam był, nie zagrał, ale stał z nami na trybunie, patrzył, jak nasi walczą, a na koniec rzucił butelką po piwie w kierunku sztabu naszych przeciwników, który akurat przeglądał taktykę. To była bardziej wymowna mowa ciała niż najlepsza na świecie prezentacja PowerPointa. I wtedy nikt nie mówił o "kibicowaniu na pokaz" – wtedy wszyscy wiedzieliśmy, że facet ma w sobie Levskiego po same czubki paznokci. A wczoraj? No dobra, zamiast krzyczeć z nami, to machnął do kibiców Botewu jak do jakiegoś tam spotkania sieciowego. Ale wiecie co? Moim zdaniem to nie jest ani biała, ani czarna karta. To tak, jakby ktoś pytał, czy Grigor jest perfekcyjny – a kto jest? Facet ma swoje ułomności, swoje przyzwyczajenia, swoje "no dobra, ja tu jestem, ale nie na cały dzień". I co z tego? Nadal nosi naszą koszulkę, nadal pojawia się tam, gdzie go nie zaprosiliśmy oficjalnie, nadal płaci za trybuny, kiedy my liczymy każdego grosza. Problem w tym, że honorowe obywatelstwo nie jest nagrodą za to, żeby być aniołem. To raczej uhonorowanie kogoś, kto przez lata udowodnił, że w jego sercu jest miejsce na Levskiego – nawet jeśli czasem wychodzi z trybuny, żeby zapalić papierosa. Ja tam nie jestem pewien, czy powinniśmy go teraz uhonorować czy może poczekać, aż pojawi się na meczu, kiedy nasi najbardziej będą go potrzebować. Ale jedno wiem na pewno: ten spór o to, kto bardziej zasługuje na uwagę – to już nie chodzi o Dimitrowa. To chodzi o to, co naprawdę znaczy być kibicem Levskiego. I w tej dyskusji wcale nie chodzi o niego samego, tylko o nas.Kontekst bije gołą liczbę.