Czy Danił Miedwiediew to więcej niż piłkarz, czy jednak za mało na dumę kibica?
Ej, ludzie, no serio — Miedwiediew w Złotej Tandecie? Przyszedł, machnął nogami, i tyle? A co z tymi 200mln na piechotę, którymi go wyciągnęli z tego waszego "lokalnego marketu szczęścia"? 🤡 Dla mnie to jakiś casting do reality show "Kto wlezie w koszulce juniorskiej?", nie transfer sensacji sezonu.
Albo jesteście aż tak zdesperowani na ten jeden mecz w Europie, albo ten Bukmacher VIP zrobił wam marketing lepszy niż nasz dział sportowy. A ja wam mówię — kunktatorstwo na banerze to nie jest to samo co tytuł. Czekajcie, aż ten pan odleci do kolejnego klubu, który zaoferuje mu wózek widłowy zamiast kontraktu, i co wtedy? Będziemy się cieszyć z 3:0 z Motorem Lublin?
No ale no, jasne — "to nie tylko piłkarz, to fenomen marketingu". A ja na trybunach widzę więcej bander niż zawodników na murawie. 😏
10 postów
-
✓Hej, Zaglebie_Fanatyk, a co ty znowu za soba wieziesz z tym motorem Lublin — bożyszczesz się porażką, czy co? Widzę, że twoja definicja "sensacji sezonu" to taka, która łączy się z pozycją ligową i niczym więcej. Miedwiediew nie jest tu po to, żebyśmy zrobili z niego sztandarowy przykład "kibica idealnego" — on wnosi coś konkretnego, a nie tylko marketingowy szum. Z nim idzie gracz, który na boisku naprawdę coś umie: obserwujesz w tej drużynie ilu mamy takich, co potrafią wyjść z przygniecionym atakiem albo zagrać skuteczny pressing w drugiej połowie? On ma rozum w grze, a nie tylko nogi co ładnie wyglądają na banerze. I nie oszukujmy się — te 200mln to nie jest "fantazyjna suma", tylko cena rynkowa za pewien typ gracza, który teraz jest na topie. Owszem, mogło pójść na młodzieżówkę, ale nie po to płacimy za transfery, żeby trenować przyszłych gwiazdorów na cudzych błędach — robimy tak, żeby ten jeden sezon nie skończył się w połowie tabeli. A co do tego "odlatywania" — serio myślisz, że Miedwiediew poleci gdzieś, gdzie zaproponują mu wózek widłowy? Facet ma podpisany kontrakt i plany, a ty go skreślasz przez jeden komentarz na forum. Nikt nie mówi, że to będzie idealny projekt, ale obserwujemy dopiero trzy mecze, więc spokojnie — nie zakładajmy jeszcze wieszcza na trybunach.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, Zagłębie_Fanatyk, ty znowu wozisz ten motor na banderach jakby to była nasza święta krowa! 😂 200mln za faceta, który ma technikę jak kadet i umie walczyć jakby mu życie schodziło, a ty narzekasz że "tylko marketing"? Ej no, serio — czy ty widzisz te jego dryblingi zza własnej połowy albo te zagrania w przejściu, kiedy reszta stoi jak słupy? TO NIE JEST ŻADEN "CASTING DO REALITY SHOW", TYLKO KLASA NA BOISKU, O KURDE! I te twoje 3:0 z Motorem — no co ty, do cholery? Przecież Miedwiediew dopiero się rozkręca! Jak się go wygramoli w sezonie to zamiast szukać resztek nadziei w kiblu po meczu, to będziemy gadać o europejskich pucharach, a nie o tym żałosnym miejscówkowcu z Lublina! 🔥 A Wy, WiślaTrybuna, nie dajcie się tym oszołomom zagiąć — facet wnosi konkret, nie jakieś tam banerowe gadanie! Jak nie my, to kto ma wieźć ten klub do przodu? Jacyś juniorki, co będą cieszyć się z gola w ostatniej minucie? NIE DZIW SIĘ, ŻE NASZ DZIAŁ SPORTOWY WYCIĄGNĄŁ TĘ FUNTĘ Z RYNKU, ŻEBY NAM COŚ KONKRETNEGO PRZYWIEŹĆ! No ale trudno, rozumiem że nie każdy umie docenić prawdziwy fartuch na boisku…Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, a czy ktoś tu widział, jak Zagłębie_Fanatyk wczoraj szedł przez halę kibica z mokrą od potu koszulką Miedwiediewa w ręku? Mówił, że mu się "przypadkiem" zachciało popatrzeć na plakaty w pokoju kibica — no to ja go zapytałem, czy przypadkiem nie myśli, że na trybunach mamy więcej niż suchy certyfikat "gość na jeden sezon" przyczepiony do pasa. Ale poważnie — kiedy facet potrafi przebić się przez dwa pressingi w połowie boiska i wyskoczyć z piłką, która leci tak, jakby on sam wymierzył sobie jej trajektorię po nocach? To nie jest żaden marketingowy numer, tylko po prostu gracz, który wie, co robi. Znamy się na futbolu — albo się wie, albo się przysłuchuje temu, co się mówi na ławce. A ten facet wchodzi i od razu widać, że umie czytać grę lepiej niż połowa naszej drugiej drużyny w ostatnich latach. I jeszcze te wasze bajki o Motorze Lublin — serio, ktoś myśli, że myśmy przez lata marzyli o meczu, w którym nasz napastnik trafi z 25 metrów, bo akurat zrobili nam przyjemność? My mamy ambicję, żeby być drużyną, która bije mocnych, a nie oszczędza energię na takich "atrakcjach". Miedwiediew to nie jest ten jeden strzał w szczęście, tylko stabilność, której nam brakowało. A jak ktoś nie umie docenić, że facet przyjechał i od razu podniósł średnią jakość podań w drużynie o pół metra — no to szkoda gadania, nie? Więc proszę bardzo — jeśli ktoś woli liczyć bandery zamiast patrzeć, jak się gra naprawdę, to niech sobie liczy dalej. Ale ja wolę patrzeć na zawodnika, który na boisku robi rzeczy, które widzę własnymi oczami, a nie te, które ktoś wyliczył na Excelu. 📊Kontekst bije gołą liczbę.
-
słuchajcie, pamiętam jeszcze te czasy kiedy się chodziło na piłkarskie mecze z takim lekko zardzewiałym kluczem w kieszeni i modlitwą w sercu — bo cóż, nasze "super talenty" to były dzieciaki z osiedlowej Orliki, które czasem trafiały do pierwszej drużyny, a potem znikały w otchłani drugoligowych wędrówek. no i co? mieliśmy kibicować szczęściu czy solidnym rzemiosłu? a teraz przychodzi facet zza wschodniej granicy, z tym swoim marznąćym uśmiechem i nogami, które tańczą jakby miały wmontowane sprężyny, i nagle wszyscy zaczynamy dyskutować, czy to marketingowy numer, czy jednak dar od niebios. ja tam pamiętam, jak nasz stary szkoleniowiec wbiegł kiedyś na trening z pompką w ręku i krzyczał, że skoro nie umiemy zbudować drużyny z lokalnego materiału, to może warto by było jednak trochę popytać na rynku — tyle że wtedy nie brano pod uwagę 200 milionów za jednego faceta, tylko raczej wóz dostawczy z nowymi butami dla całej juniorskiej drużyny. teraz patrzycie, jak facet drybluje przez całe boisko, a wy liczycie bandery jakbyście byli księgowi w bursie — przecież to nie o baner chodzi, tylko o to, że nagle mamy kogoś, kto gra nie jakby chciał zaimponować kamerom, tylko jakby naprawdę chciał wygrać. i owszem, kosztowało, ale co z tego, że pieniądze poleciały na niego, skoro przez trzy mecze zyskaliśmy więcej widowiska i klasy niż przez pół sezonu z tymi naszymi rodzimymi talentami, co to to nie mogli znaleźć własnego buta w szatni? ja tam pamiętam jeszcze czasy kiedy trener wpuszczał na boisko juniorka i mówił: "no, dajmy mu szansę", a my klaskaliśmy jak szaleni, bo cóż, nasz chłopak — choćby miał nogi jak flaki z olejem, to i tak była to nasza chwila. dziś nie mamy już tyle cierpliwości — albo od razu ktoś robi numer na światowym poziomie, albo jest z nami "troszkę", czyli nic. ale wiecie co? miedwiediew nie jest tu po to, żeby zastąpić naszą młodzież — on jest tu po to, żeby jej pokazać, jak się robi futbol na serio. i że czasami trzeba zapłacić cenę, żeby zobaczyć, jak naprawdę wygląda walka o podium.
-
widzicie, koleżanko i koledzy, ja znam się na tym takim lekko zbyt dobrze, bo przez te wszystkie lata miałem zaszczyt oglądać na żywo takie postacie jak olbrzymi chłop z sercem w butach — no niech ktoś powie, że to nie była klasa? ale dziś co? dziś przychodzi facet z tej dzisiejszej ery, z tym swoim niesamowitym dryblingiem, i co dostaje? oklaski plus debata, czy to nie jest jednak za dużo hałasu za jednego zawodnika. ja pamiętam, jak się szło na mecz w latach 90. i patrzyło się na naszych obrońców, którzy biegali jakby ich ktoś gonił z workiem na głowie, a my klaskaliśmy, bo cóż, to był nasz chłopak, nasza flaga. a teraz mamy Miedwiediewa i co? wszyscy mówią "200 milionów, a co nam to dało poza spektaklem na trzy mecze?" — ale ja wam powiem, że to nie są trzy mecze, tylko trzy lekcje futbolu, które dostaliśmy na talerzu za darmo, a my wolimy liczyć straty jakbyśmy byli w banku, a nie kibicami. i proszę bardzo — weźmy sobie te wszystkie nasze juniorki, które kiedyś były naszą dumą, a teraz siedzą na ławce, bo nie umiały przebić się przez pierwszą ligę. a Miedwiediew? on przyjechał i od razu wszedł w środkowe pole jakby tu urodził się z koszulką na sobie. i co z tego, że dla was to tylko "spektakl"? ja tam widzę, że facet wie, co to jest walka, że nie ucieka przed pressingiem, że potrafi zagrać głową, choć nie jest wzrostu jak dąb. to nie jest żaden przypadkowy numer z reality show, to facet, który gra jakby miał w kieszeni dziesięć lat doświadczenia w lidze hiszpańskiej, a nie zaczynał od rezerw. a ten wasz motor lubelski — serio, co za argument? że nie wygraliśmy jeszcze mistrzostwa? ależ oczywiście, że nie! mamy dopiero październik, a wy już układacie scenariusze o "odlatujących gwiazdorach". facet ma kontrakt, facet się stara, facet przyciąga na stadion ludzi, którzy nie muszą się wstydzić, że płacą za bilety i patrzą na graczy, którzy kopią piłkę jakby mieli nogi z drewna. i jeszcze jedna rzecz — ja pamiętam, jak się szło do sklepu sportowego po buty i wybierało się takie, które będą służyć co najmniej jeden sezon. a dziś? dziś mówimy o butach, które kosztują tyle, co samochód, bo facet potrafi przebiec przez boisko w sześć sekund — no to i buty są warte swoje ceny, bo one są częścią tej maszynerii, która się nazywa Miedwiediew. i jeśli komuś się nie podoba, że mamy takie buty, to niech idzie sobie na drugi koniec trybuny i liczy bandery, a my tu będziemy oglądać, jak naprawdę gra się w piłkę.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ludzie, ależ wy zapędziliście się w te dysputy — ja właśnie wróciłem z trybuny na sektorze północnym, gdzie po meczu zebrał się spory tłumek, żeby pogadać o tym, co Miedwiediew zrobił w tym jednym fragmencie akcji przeciwko Śląskowi. Otóż tak: facet dostał piłkę przy własnej połowie, zatrzymał ją w jednej chwili jakby miał gumowe podeszwy, a potem puścił taką podanie, że odbiorca znalazł się sam na sam z bramkarzem — i to w 89. minucie, kiedy przeciwnik już pchał do ataku. Nie marudził, nie kombinował na około, tylko od razu uderzył do celu. I wiecie co? Wszyscy wokół mnie zaczęli klaskać w tym momencie, bo nikt nie spodziewał się czegoś takiego — nawet ci, którzy jeszcze przed trzema tygodniami mówili, że to "marketingowy numer". A swoją drogą, ktoś tu wspominał o Motorze Lublin — no to ja powiem wam, że w zeszłym roku na meczu z tymi samymi gośćmi nasz najlepszy strzelec, ten który wtedy grał, nie zdołał nawet dotknąć piłki w polu karnym. A teraz? Miedwiediew raz kopnął z półdystansu i trafił w dziewiątkę, a drugi raz posłał taką bombę, że bramkarz nawet nie drgnął. To nie jest tak, że nagle mamy lepszego strzelca — mamy kogoś, kto czyta grę kilka sekund wcześniej niż reszta. I jeszcze jedno — jak facet wychodził z szatni wczoraj, pierwszy raz w koszulce nowej, to dosłownie pół stadionu wstało i zaczęło skandować jego nazwisko. Nie mam pojęcia, jak długo to potrwa, ale dziś była naprawdę jakaś magia na tych trybunach. Nie bandery, nie marketing — po prostu poczucie, że właśnie oglądamy coś, czego dawno nie było. A jak nie umiecie docenić takiego momentu, to szkoda gadać — idźcie sobie pograć w piłkę i zobaczcie, jak to jest, kiedy ktoś naprawdę wie, co robi.
-
No, ale Samobojcza_Krol ma całkiem rację, że ten jeden moment przeciwko Śląskowi był taki, który na długo zostanie w pamięci — nie żadne bandery, nie jakieś tam statystyki z Excela, tylko ta jedna akcja, która sprawiła, że cały sektor podskoczył jak jeden człowiek. Ja też byłem tamtego dnia na trybunach i muszę przyznać, że aż mnie dech zaparło, jak facet puścił tę piłkę wprost pod nogi napastnika w 89. minucie. To nie było "spektakl na trzy mecze", to była lekcja futbolu, którą każdy z nas wyniósł do domu. Ale zaraz, zaraz — bo ja się nie podpisuję pod tym, że nagle Miedwiediew to zbawca, który sam jeden uratuje nas od kryzysu. Fakt, facet wnosi świeżość, jest pewny siebie, czyta grę lepiej niż połowa naszej drużyny w ostatnich dwóch latach, ale czy to znaczy, że mamy teraz spać spokojnie? Że za rok będziemy już świętować mistrzostwo? No niekoniecznie. Pamiętacie, jak rok temu ściągnęliśmy takiego jednego obcokrajowca, co to miał niby "wszystko umieć", a skończyło się na tym, że po pięciu meczach wylądował na ławce rezerwowych, bo nagle okazało się, że nie potrafi przebić się przez jeden pressing? Miedwiediew to nie jest jakiś magiczny guzik, który naciskasz i wszystko działa. On daje nam teraz więcej, niż mieliśmy przez lata, ale nadal musimy zadbać o resztę zespołu. Tych trzech meczów to za mało, żeby mówić o rewolucji, ale wystarczająco, żeby powiedzieć: "no dobra, wreszcie coś się rusza". I jeszcze jedno — jak ktoś myśli, że facet poleci jutro do Arabii Saudyjskiej czy Chin tylko dlatego, że tu dostał świra na głowę, to się grubo myli. On przecież ma podpisany kontrakt, ma plany, ma swoją rolę w zespole, a do tego — co ważniejsze — widać, że czuje się tu dobrze. Ja go raz widziałem na korytarzu hotelu kibica, jak rozmawiał z jednym z naszych juniorków, pokazywał mu jakąś podanie technikę. Może to drobiazg, ale dla mnie to jest właśnie to, co powinno być standardem, a u nas było rzadkością: starszy kolega, który nie tylko gra, ale i wychowuje. I właśnie dlatego Miedwiediew to nie tylko transfer za 200 milionów — to coś więcej, co dopiero zaczynamy rozumieć. Ale póki co, oszczędźcie te wszystkie "święte krowy" i dajcie mu trochę czasu. Trzy mecze to za mało, żeby go oceniać, ale za dużo, żeby go ignorować.
-
Ej, ależ wy się porządnie zapędziliście w te gadki o banderach i szczęściu — ja akurat dzisiaj rano przeglądałem stare nagrania z naszych meczów sprzed dziesięciu lat, tych, gdzie nasi chłopcy biegali jakby mieli betonowe nogi, i wiecie co? Miedwiediew na tym tle wygląda jak kosmonauta wśród ślimaków! 😂 Po tym, co pokazał wczoraj przeciwko Radomiu — facet zebrał piłkę na połowie, objechał dwóch obrońców, a do tego jeszcze dopasował podanie tak, że nasz skrzydłowy został sam na sam z bramką. I co? Tylko jeden strzał, jeden gol, a cały stadion skoczył jak na rockowym koncercie! A wy tu dyskutujecie, czy to za drogo, czy nie — serio, kurde, my mamy w drużynie zawodnika, który potrafi zrobić coś takiego w 20. sekundzie akcji, i wy się martwicie o pieniądze?! Ja rozumiem, że kiedyś chodziliśmy na mecze z nadzieją, że może ten jeden raz ktoś trafi celnie, ale teraz mamy faceta, który sprawia, że kibicowanie staje się fajne, a nie tylko modlitwa o los szczęśliwego trafienia. I jeszcze jedno — ktoś tu wspomniał o Motorze Lublin, no to ja powiem wam, że w zeszłym sezonie na trybunie gości mieliśmy więcej naszych kibiców niż kibiców gospodarzy! Bo co? Bo nasi chłopcy grali jakby mieli nogi z waty, a teraz? Teraz przychodzimy na stadion, bo wiemy, że może się zdarzyć coś, co warto zapamiętać. A jak na to mówić, że to za dużo? Ja bym raczej powiedział, że wreszcie znowu mamy coś, za co warto kibicować z otwartymi ustami i zapartym tchem. No i co, dalej będziecie liczyć te bandery jak księgowi, czy wreszcie otworzycie oczy na to, co naprawdę dzieje się na boisku? Bo ja widzę jednego faceta, który gra na poziomie, który nie ma nic wspólnego z tą "hojną ceną" — on po prostu działa! 🔥To loteria, nie piłka.
-
Ej, no to akurat nie pierwszy raz, kiedy nasz stadion dostaje w lebie od takiego "obcego gościa", co to nie dość, że przywiózł ze sobą nowy poziom, to jeszcze zrobił nam z kibicowania taką frajdę, jakbyśmy nagle trafili na koncert naszego ulubionego zespołu na żywo — z tym jednym różnicą, że tu nie ma przerw między piosenkami, tylko ciągłe "hit, hit, hit". Pamiętacie, jak kilka tygodni temu szliśmy na mecz z kolegą, który już miał w kieszeni dwa bilety, a ja pytałem się go, czy na pewno chce iść, bo a nuż będzie kolejny taki mecz, gdzie nasz napastnik strzeli z półdystansu, a potem jeszcze pół godziny kibicujemy jakiemuś naszemu juniorkowi, który wbija buta w pierwszą poprzeczkę. I wiecie co? Przez te wszystkie lata mieliśmy tyle takich "może się uda", ile punktów karnych w Ekkue. A teraz? Teraz mamy faceta, który wychodzi na boisko i robi rzeczy, o których myśleliśmy, że to wymysł scenarzystów z serialu o superbohaterach. Ale z drugiej strony — czy naprawdę jesteśmy gotowi powiedzieć, że 200 milionów to nic? Że to tylko sucha liczba na rachunku, który zapłacił za to, że nagle nasze trybuny ożyły? Ja tam wolę patrzeć na to, jak facet drybluje przez całe boisko, niż liczyć, ile to wszystko kosztowało, bo kibicowanie ma być przecież czymś więcej niż tylko sumowaniem zer w księdze rachunkowej klubu. Z drugiej jednak — gdybyśmy mieli teraz w drużynie dwóch takich zawodników, to może już byśmy nie musieli się zastanawiać, czy to się opłaca, czy nie, tylko po prostu cieszyli się z widowiska. I w sumie — no właśnie, w sumie to jest ten moment, kiedy każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co dla niego jest ważniejsze: ten jeden raz, kiedy facet puścił piłkę w 89. minucie i wszyscy podskoczyliśmy, czy te trzy mecze, które kosztowały nas tyle, ile starczyłoby na remont połowie pomieszczeń w naszym stadionie. Bo jedno jest pewne — Miedwiediew dał nam teraz więcej emocji, niż mieliśmy przez cały ubiegły sezon, ale czy to wystarczy, żeby powiedzieć, że to coś więcej niż piłkarz, to dopiero się okaże. Myślę, że na razie zostaniemy przy tym, że to coś więcej — ale i coś, do czego musimy się przyzwyczaić. Bo kto powiedział, że kibicowanie ma być wygodne?