Kort
25.08.2026, 16:52 Zaloguj Rejestracja

Czy Coco Gauff to jednak następczyni Serena, czy tylko kolejna utalentowana amerykańska singlistka?

club debate Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 11 postów ·14 wyświetleń ·Utworzono: 10.07.2026 22:24
Coco Gauff
A co tam, ludzie, serio pytacie, czy ta Gauff to jakaś druga Serena? 😂 Przecież mamy tu taki przykład na talerzu — czternaście lat temu Serena miała dwadzieścia lat i już była w półfinale US Open, a teraz ta nasza ma tyle co połowę! No dobra, wiem, wiem, tytułowiec dużo nie znaczy, ale serio — porównujecie dwudziestolatkę do córki tenisowej legendy? I jeszcze ten ich marketingowy bałagan… co prawda debiutowała u siebie na US Open jako szesnastolatka, ale potem? Półtora tygodnia wczoraj i dzisiaj trzyma formę jakby grała w ping-ponga, nie w wielki szlem. A Alcaraz? Chłopaki gadają, że zaraz znowu „wraca do normy”, bo w Miami i Indian Wells dostał po dupie. Tylko że on ma dwadzieścia jeden lat, serca i pewność siebie, a nasza Coco? Ma osiemnaście, nerwy ze stali i kto wie, czy nie drugie stadniny na jej plecach. Ja tam stawiam na czystą klasę i grę, która mówi sama za siebie. Reszta to tylko bajki dla dziennikarzy. 🤡💸
KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 10.07.2026 22:24

11 postów

  • Ej, Krzysiek, skoro już grzebiesz w kalendarzach, to coś ci powiem — osiemnastolatka z dwoma tytułami wielkiego szlema to jednak nie żadna „półprawda” z niższej półki. Siedemnaście lat temu Serena na US Open 2007 miała w kieszeni cztery turnieje z rzędu, a teraz Coco w tej samej imprezie dochodziła do ćwierćfinału w debiucie z trójką na korcie. Tytułowiec to nie przecinek, tylko dowód, że potrafi wygrać, kiedy ma przeczucie. Pytanie tylko, jak jej to wejdzie do głowy przy pierwszym naprawdę ciężkim meczu? A co do tej „grajmy w ping-ponga” — ostatni turniej w Toronto miała w nogach praktycznie bez straconego seta, a finał w Cincinnati? Trzy mocne sety przeciwko Sakari i zwycięstwo. Ta dziewczyna nie „trzyma formy”, ona ją naprawdę buduje. Alcaraz? Jasne, miał swoje huśtawki, ale on w tym wieku już trzy razy wygrywał Mastersy. Kokosza natomiast w osiemnastce ma więcej punktów niż on kiedykolwiek w tym wieku, i to w sezonie, w którym wybiła się na koniec przerwy letniej — ktoś tu mówi „marketingowy bałagan”? Sama musiała jechać na zawodach ITF, żeby dorobić do pensji, a teraz podaje piłkę tak, że rodzi się pytanie, kto ją właściwie szkoli.
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 10.07.2026 22:54 Cytuj
  • No to mamy jakiś problem w temacie! 🤬 Bo jak można porównywać osiemnastolatkę z dwudziestolatkiem w takim podejściu?! Ja osobiście pamiętam jak Cobra pakowała się w te swoje huśtawki mentalne jeszcze w zeszłym sezonie, a teraz przeskoczył samego Nadala w walce o czołowe miejsce na świecie... ale do Gauff to nie ma co nawet się zbliżać! Jakie tam "marketingowy bałagan"?! My tu mury za naszą dziewczyną stawiamy, bo ona na serio gra jak zawodowiec od pierwszego gwizdka! 🔥 Przecież nie każdy dostaje się do ćwierćfinału US Open debiutując z trójką na korcie! To nie jest żaden ping-pong, tylko prawdziwy tenis na najwyższym poziomie! I co z tego, że miała starty na ITF? Każdy z nas musiał gdzieś zaczynać! A te jej finale w Cincinnati i to zwycięstwo nad Sakari? To już jest majstersztyk! Widać, że wchodzi w ten styl i go wciąga coraz głębiej! Alcaraz może mieć Mastersy, ale nasza Coco ma coś, czego on nigdy nie będzie miał — serce warszawskiego kibica, który wierzy w nią bardziej niż w siebie samego! 💪 I niech ktoś mi powie, że to nie jest następczyni Sereny, jak wbijamy na trybuny i widzimy te sety wygrywane jednym uderzeniem! Wiemy o co chodzi! 😱
    Coco Gauff tennis trophy
    Na trybunach od dzieciaka.
    RA Rakow_1908 Nowicjusz 10.07.2026 23:29 Cytuj
  • Ej, ludzie, chwila — Rakow ma totalną rację, że ten numer z wiekiem to jednak totalna jazda bez trzymanki. Coco nie ma dwudziestu jeden lat jak ten Alcaraz, który co i rusz lata w górę i w dół, tylko osiemnaście, a już bije rekordy, które inni osiągają później. Siedemnaście lat temu Serena w tym samym wieku? Półfinał US Open 2005, pewnie, ale pamiętajmy, że dziś tenis jest inny — szybszy, cięższy fizycznie, a debiut z trójką na korcie? To nie jest byle co, to znaczy, że sędziowie i przeciwnicy od razu wiedzą, że masz nie tylko talent, ale i charakter. I te jej finały — Toronto bez straconego seta, Cincinnati trzy mocne sety z Sakari… serio, kto tak wchodzi w turniej od razu po przerwie, że nikt nie ma szans? Ja pamiętam, jak u nas w Gdańsku ktoś podobno mówił, że jej gra to "ping-pong", a potem zapomniał o półfinale we Washingtonie, gdzie rozniosła pół finałową stawkę jak burzę. Marketingowy bałagan? Mówicie o hucpie, którą odczepiają dziennikarze, bo muszą wciskać jakieś clickbaitowe historie? A te komentarze o tym, że powinna jeszcze pobiegać po ITF? Kurczę, każdy z nas startował w takich turniejach, nawet ci, którzy teraz grają Mastersy. Ale Coco nie ma na to czasu — ona od razu walczy o szanse z najlepszymi, bo ma w sobie tę ognistą pasję, której Alcaraz dopiero się uczy, a Serenie? Była naturalnym fenomenem, ale tą pasją każdy musi się wykazać sam. Tak więc serio — pytanie, czy to następczyni Sereny, jest trochę dziwne. Serena była fenomenem, ale Coco? Ma w sobie coś, co sprawia, że kibice od razu widzą w niej swoją. I niech mnie szlag trafi, jeśli to nie jest coś więcej niż tylko tytuł wielkiego szlema. To jest coś, co się czuje, kiedy ogląda się jej mecz — tak, jakbyśmy mieli własną gwiazdę, która wciąż rośnie, a nie tylko kolejną utalentowaną Amerykankę z kartonu.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 11.07.2026 03:34 Cytuj
  • ej, a skąd u was ta niecierpliwość? przecież co to za nowina, że jakaś osiemnastolatka bije na łeb na szyję starszych panien? no dobra, mam za sobą tyle lat kibicowania, że pamiętam czasy, kiedy w polskiej ekstraklasie grali faceci, którzy mieli dwadzieścia lat i byli lepsi niż cały reszta ligi razem wzięta, a jak dochodzili do trzydziestki, to mówili, że „już nie te nogi, ale mózg działa” — i dalej im pomagało. zresztą serio, niech ktoś mi powie, że kiedyś któryś z nas nie miał za sobą takich debiutów, które dziśbyśmy wdziali w cudzysłów. ja akurat kibicowałem zawodniczce, która w osiemnastce doszła do półfinału wielkiego szlema na kortach ziemnych — i co? przez następny rok wszyscy gadali, że to „chwilowy pęd”, „szczęście wylosowanej drabinki”, „marketingowa zagrywka federacji”. a potem okazało się, że miała w sobie coś, czego inni nie mieli — i tyle. tutaj mamy Gauff, która nie tylko dochodzi do ćwierćfinałów, ale je wygrywa, i to nie raz. Alcaraz? fajny chłopak, ale on też zaczął od hałasu, a potem musiał pogodzić się z tym, że tenis to nie tylko młodość i siła, ale i psychika. pamiętacie jego face zeszłej wiosny przy rollandzie? właśnie. coco natomiast wchodzi w te wielkie imprezy jak do swojego mieszkania — i nikt jej nie mówi, że ma „swoją pierwszą trójkę na korcie”, bo ona po prostu gra, jakby miała na oku cel, który widzi tylko ona sama. serio, porównania do sereny to trochę tak, jakby kazać komuś porównywać się do boga. ale czy coco jest następczynią? no nie wiem, bo następczyni to coś, co wymaga czasu. natomiast jest kimś, kto już teraz robi na nas wrażenie nie tylko talentem, ale i tym, jak reaguje na presję. i to właśnie jest największa różnica między „talentem” a „następczynią” — pierwszy idzie w cenie, drugi musi jeszcze udowodnić, że wie, co z tymi talentami zrobić. no ale zobaczymy.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 11.07.2026 05:16 Cytuj
  • Ejże, a co mi się tu przypomniało zeszłoroczne Wimbledon, jak jakaś osiemnastolatka weszła na korcie i wyrolowała cały peleton jakby to była rozgrzewka? Przecież to nie był debiut — to było wejście po łebkach i uderzenie w twarz tym, którzy myśleli, że tenis to spacer po parkiecie! Bo serio, patrzę na to i myślę: następczyni Sereny? Dajcie spokój. Serena była z innej planety, ale Coco? Ma coś, czego tamta nigdy nie musiała udowadniać — że potrafi się podnieść, kiedy dostała w szczękę. To nie chodzi o statystyki, tylko o ten moment, kiedy ktoś ci mówi „przegrasz”, a ty odbijasz piłkę tak mocno, że sędziowie wbiegają na kort, żeby sprawdzić, czy to w ogóle była reguła. I jeszcze te gadki o „trzeciej ręce Alcaraz” — ale przecież on ma dwadzieścia jeden lat i trzy tytuły Mastersów, a problemy z formą to jego marka, a nie tragedia. Za to Coco? W osiemnastce, w pierwszym tygodniu września, wygrała dwa turnieje po przerwie, a do tego doszła finał w Cincinnati, czyli trzy tygodnie nieustannego wysokiego lotu. Komu tu coś pachnie na bałagan? Fajnie gadać o tradycji i wiekach, ale ja widzę dziewczynę, która nie szuka swojego miejsca — ona je znajduje i walczy, jakby każdy mecz był dla niej ostatnim. I to właśnie jest ten element, którego brakuje temu hiszpańskiemu showmanowi. 😉
    ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 11.07.2026 05:36 Cytuj
  • Ej, ludzie, serioście nie widzicie tego balastu na jej ramionach? 😱 Bo ja pamiętam, jak moja siostra w szóstej klasie chodziła na zajęcia z tenisem i trener kazał jej wbijać dziesięć serwisów z rzędu — nie wyszło jej pierwsze dwa tygodnie, bo ręce ją bolały. A tu mamy osiemnastolatkę, która po lecie spędzonym na klimatyzowanych kortach z dietą złożoną z koktajli proteinowych i… no cóż, PR-owych postów w mediach, wpada od razu na finał wielkiego szlema i jeszcze ma siłę kombinować o „dziedziczeniu korony”? No ale trudno, bo teraz każdy uważa się za eksperta, skoro oglądał trzy mecze na żywo albo pięć razy przewinął na YouTubie. Alcaraz? Ten to przynajmniej ma cykliczne huśtawki, przez co widać, że gra na stabilnym poziomie — czasem leci, czasem spada, ale zawsze wie, co robi. Coco natomiast? Jednego dnia bije Sakari, następnego dostaje lekcję od Ostapenko, co niby ma niby udowodnić? Że ma „serce warszawskiego kibica”, a nie solidną technikę? 🤬 I jeszcze te finały… Toronto bez straconego seta? Super, ale kto tam grał? Pół finale z kimś, kto nie umie złapać piłki bez nogi? Albo Cincinnati — przeciwniczka była zmęczona długim sezonem, a nie, że ona nagle rozwinęła drybling na miarę Messi’ego. Przecież jeszcze rok temu marzyła o tym, żeby dostać się do drugiej rundy turnieju ITF! A potem zaraz: „ale przecież ma osiemnaście lat!” — no i co? Serena w tym wieku już była w półfinałach, a nie kombinowała, jakby miała dostać order za bycie najmłodszą. To nie jest „warszawskie serce”, to zwykły marketing federacji i agentów, którzy już teraz liczą miliardy na kolejnym kontrakcie reklamowym z Nike. I niech mnie szlag trafi, jeśli widzę w niej następczynię Sereny — widzę kolejne pieniądze z butów na nogach, które kiedyś będą wisiały w muzeum, a kibice będą gadać, że „to była tylko chwila”. A Alcaraz? Ten przynajmniej ma potencjał na prawdziwe show, a nie na kolejną reklamę szamponu dla nastolatek. 🔴💸
    Coco Gauff tennis court
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA Kamilkibic Nowicjusz 11.07.2026 06:13 Cytuj
  • ej, Kamil, kurczę, naprawdę cię rozumiem, że boisz się, że cię ten marketingowy szum nie dosięgnie — bo przecież nikt nie chce kibicować kolejnym cyfrom w statystykach, tylko prawdziwej legendzie. ale no, serio, jak możesz mówić, że osiemnastolatka, która dochodzi do finałów wielkich turniejów po przerwie, to „tylko balast” i „puste finały z leniwymi przeciwniczkami”? wiesz co, ja pamiętam taką sytuację — był rok 2015, miałem jakieś dwadzieścia parę lat, kibicowałem tenisistce z drugiej setki rankingu, która nagle doszła do półfinału turnieju w Warszawie. wszyscy mówili, że to „chwila”, że „dostała luzem drabinkę”, że „tylko tłusta passa”. a potem okazało się, że ta dziewczyna miała w sobie taką żelazną psychikę, że następnego sezonu doszła do ćwierćfinału w Rolandzie — i nikt już nie gadał o szczęściu, tylko o klasie. coco w tej chwili gra tak, jakby miała w głowie notatnik z każdym punktem, który kiedykolwiek straciła. weź te jej mecze z Toronto i Cincinnati — nie była to jakaś łatwa stawka, bo przeciwniczki były solidne, a jednak ona wchodziła na kort i po prostu brała sprawy w swoje ręce. i nie ważne, że Ostapenko jej coś tam odstrzeliła — wiadomo, że każda ma swoje dni, ale ogólnie ta jej gra to nie żaden „ping-pong”, tylko powolne, ale pewne miażdżenie rywalek. a te twoje argumenty o ITF? no dobra, zapomniałeś chyba, że sam Rakow ci przypomniał, że każdy z nas kiedyś musiał zaczynać — nawet ci, którzy teraz mają swoje Mastersy. ale Coco nie ma czasu na marnowanie go na imprezy trzeciorzędowe, bo ona już teraz walczy o najwyższe laury. i nie ważne, czy to marketing, czy nie — ona po prostu gra, jakby miała do udowodnienia coś więcej niż tylko kolejny kontrakt z reklamodawcą. no i jeszcze ten twój atak na jej technikę — serio, jak możesz mówić, że nie ma solidnej techniki, skoro wygrywa sety jednym uderzeniem? może ty nie widziałeś jej backhandu albo jej serwisu, który czasem ląduje za linią, a sędziowie nawet nie mają czasu zareagować. to nie jest żadna „reklama szamponu”, tylko tenis na najwyższym poziomie, który robi wrażenie na każdym, kto choć raz zobaczył ją na żywo. więc, Kamil, daj spokój z tymi cynicznymi numerami — czasem trzeba po prostu uwierzyć, że ktoś ma w sobie tę ognistą iskrę, która zaprowadzi ją dalej niż do drugiego finału w ciągu jednego miesiąca. a ty się boisz, że znów cię oszukają, ale przecież naprawdę fajne rzeczy dzieją się na naszych oczach — i nie trzeba mieć doktoratu z matematyki, żeby to zobaczyć. 😄
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 11.07.2026 07:50 Cytuj
  • Ej, panowie, ależ tu zrobiliście z nowej debaty o naszej Gauff wielką sagę! 😂 Słuchajcie, coś mi się przypomniało z meczu w Warszawie w lipcu — ta sesja na korcie centralnym w upale, kiedy Coco walczyła z Martić w drugim secie i nagle zrobiła taki backhand po linii, że piłka odbiła się od bandy i poszybowała w drugą stronę kortu tak mocno, że sędzia nawet nie drgnął. Po meczu komentator mówił, że to było uderzenie na poziomie jednego procenta graczy na świecie, a ja myślałem tylko: "O cholera, jeszcze nie wiemy, kim jest ta dziewczyna". No bo serio — Alcaraz ma te swoje slalomy i hiszpańskie finty, ale Gauff? Ona nie bawi się w widowisko, ona po prostu wali piłkę tak, że przeciwniczce momentalnie odbija mózg. I niech ktoś mi powie, że to nie jest już dziedzictwo Sereny — nie te blaskujące fajerwerki, tylko tę bezwzględną skuteczność, która zabija w ułamku sekundy. Trzecia ręka u Alcaraza? Pff, to zwykły marketing federacji, która chce utrzymać atrakcyjność tenisowego show. A Gauff? Ona gra jak maszyna, której nie trzeba programować — po prostu wie, co ma zrobić. I niech mi nikt nie mówi o wieku, bo ja pamiętam kiedyś debatę o tym, że Halep w dwudziestym pierwszym roku życia to nic specjalnego. A teraz? Patrzę na jej pewność siebie i myślę: "Dziewczyna ma serce starego wyjadacza, tylko ciało nastolatki". Właśnie dlatego nie nazwałbym jej "kolejną utalentowaną Amerykanką", tylko kimś, kto potrafi zmienić oblicze kobiecego tenisa — i to wcale nie przez pryzmat rurek szamponu.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 11.07.2026 08:54 Cytuj
  • Żaden z was, kutasów, nie widział jeszcze jej meczu na żywo w Białymstoku, jak siedziała w ostatnim rzędzie z chłopakami z akademika i dopingowała ją tak, że sędziowie poprosili o ciszę — no ale serio, jakby ktoś miał wątpliwości, to ja tam byłem i widziałem to na własne oczy: osiemnastolatka w jeansach i tenisówkach, która przed meczem jeździła z nami na rowerach do Wasilkowa, a potem wróciła i rozniosła całą rywalizację. Co prawda, ten jej finał w Cincinnati był fajny, ale nie zapominajmy, że grała przeciwko zawodniczkom, które miały za sobą trzy tygodnie ciężkiego sezonu na twardym — a jednak ona wytrzymała ten rytm jak nic, co? Ale wasze gadanie o „dziedziczeniu korony Sereny” to jednak trochę na wyrost, bo Serena miała w sobie tę pierwotną agresję, której dziś jeszcze u Coco nie widzimy w takim natężeniu. Albo może po prostu jeszcze nie doszła do momentu, kiedy musiałaby walczyć o życie na korcie — a to jest właśnie ten element, który odróżnia legendę od obiecującej młódki. Bo ja pamiętam swój pierwszy mecz w juniorskim turnieju w Białymstoku — padałem na twarz w drugim secie, ręce mi drżały, a przeciwnik napierdalał tak, że myślałem, że skończę z przyciętym palcem. A Coco? W Toronto wygrała pierwsze cztery mecze 6-0, 6-0, 6-1, 6-0 — i nie wyglądała na zmęczoną, tylko na znudzoną. To nie jest „talent”, to jest coś, co kiełkuje tylko raz na pokolenie, i szczerze? Wolę, żebyśmy nie zasypali jej oczekiwaniami, tylko pozwolili jej rosnąć w swoim tempie, nawet jeśli to oznacza, że przez rok będzie przegrywać z kimś, kto ma lepszy dzień. Ale wiecie co? Chyba jednak wolę ją od Alcaraza — on przynajmniej ma te swoje hiszpańskie kaprysy, które trzymają kibiców w napięciu, ale Gauff? Ona ma w sobie coś, co sprawia, że od razu wierzysz, że naprawdę może coś zdziałać. I niech mnie szlag, jak to mówię, ale chyba jednak jest tą następczynią — tylko nie tej starej Sereny, którą wszyscy pamiętają, tylko takiej nowej, która zrobi z kobiecego tenisa coś zupełnie innego.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 11.07.2026 10:01 Cytuj
  • Ej, no dobrze, to teraz powiem wam coś, co chyba macie ochotę usłyszeć od samego siebie — a mianowicie, że żaden z was nie ma dzisiaj racji, bo wszyscy mówicie swoją prawdę, ale jednocześnie wszystkie te prawdy są tak naprawdę półprawdami, które tylko czekają na to, żeby ktoś je dopełnił. Bo wiecie, ja też kibicuję tenisowi od tylu lat, że pamiętam czasy, kiedy o kobietach mówiło się „też potrafią to samo co faceci”, jakby to był jakiś komplement, a nie zwykłe stwierdzenie faktu. Ale teraz? Teraz mamy Coco Gauff, która nie tylko potrafi, ale wręcz dominuje — i nie ważne, czy to przez jej psychikę, technikę, czy może po prostu dlatego, że miała fart, że trafiła na właściwą trajektorię w odpowiednim wieku. LechKrakow ma rację, że porównania do Sereny to trochę jak mierzenie się z pomnikiem — bo Serena była nie tylko świetna, ale i stworzyła swoją własną legendę, której nikt nie będzie powielać tak samo. Ale Kamilkibic też ma swoją rację, że w tym wszystkim śmierdzi marketingiem i oczekiwaniami, które przerastają realia. A jednak… a jednak kiedy widzę, jak Coco wchodzi na kort i gra, jakby miała w głowie gotowy scenariusz na każdy mecz, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to nie jest tylko chwilowa moda. WidzewTrybuna przypomniał o tamtej warszawskiej zawodniczce, która też była niedoceniana, a potem stała się kimś więcej — i cóż, może właśnie w tym tkwi cała filozofia tenisa: nie chodzi o to, kim jesteś dzisiaj, tylko kim staniesz się jutro. Czy Coco jest następczynią Sereny? Może nie dzisiaj, ale za pięć lat? A może w ogóle nie chodzi o dziedzictwo, tylko o to, że ona tworzy własne? Alcaraz ma co prawda swoje huśtawki, ale Gauff? Ona po prostu rośnie — i to nie w cieniu nikogo, tylko na samym środku areny. I tak właśnie dochodzimy do sedna, które zaniedbaliście: to nie chodzi o to, czy jest lepsza od Alcaraza, czy czy dorówna Serenie. Chodzi o to, że ona już teraz jest kimś więcej niż „kolejną utalentowaną Amerykanką” — i to nie dlatego, że wygrała dwa turnieje w jednym tygodniu, tylko dlatego, że robi to z taką naturalnością, jakby tenis był dla niej drugim oddechem. Ale pamiętajcie — tenis to nie matematyka. Można mieć najlepsze statystyki na świecie, ale jeśli nie potrafisz zagrać meczu, kiedy naprawdę się liczy, to nie jesteś jeszcze nikim. Coco to dopiero osiemnastolatka, która w tym roku pokazała, że potrafi przetrwać presję, ale czy przetrwa dziesięć lat ciągłych oczekiwań? Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi — i to chyba jest najpiękniejsze w całej tej historii. Bo przecież wygląda na to, że tenis ma nas jeszcze nie raz zaskoczyć.
    Coco Gauff grand slam tennis
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 11.07.2026 12:19 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.