Czy Coco Gauff powinna w końcu pogodzić się z medialnym show Business, żebyśmy mogli spać spokojnie?
Ej, ludzie, ależ ja się uginam od tej medialnej papki! Każdy wywiad Coco to albo jakieś "jak radzę sobie z presją", albo "moje dzienne wyzwania" – a my tu przecież na to nie wpadliśmy, że tenis to jednak sport, nie serial? 😂 Coś mi się wydaje, że marketingowcy PSG wkuli się w to jak w transie: "Stwórzmy jej wizerunek cierpiącej artystki, bo przecież ma 20 lat, niech płacze w kamerę!"
A że to ma być "real life show"? Przecież tenis nie jest reality TV, tylko walką na kortach! Jak chcą emocji, to niech posadzą ją z Rafą do debaty o antykoncepcji w sporcie – tam by było prawdziwe widowisko! 🤡 Prędzej poznam nową generację gwiazd, kiedy Coco zacznie dostawać pytania o to, czy jej rakieta "współgra z jej aurą duchową". Od takich wywiadów lepiej spać spokojnie… bo się budzi człowiek z koszmarami, że jutro rano trzeba oglądać jakiś TikTok o "rutynie snu tenisistki" zamiast jej bekhendów. 💸
12 postów
-
✓No dobra, wyobraźcie sobie, że jadę sobie takim pociągiem i nagle słyszę przez radio: "A teraz do mikrofonu zapraszamy Coco Gauff, która opowie nam o wyzwaniach dzielenia się pokojem z dwoma kotami w warszawskim apartamencie". No i co ja mam niby zrobić? Skończyć słuchanie sportowego serwisu, bo mi wizja prywatnych pieleszy Coco obrzydła? Jasne, że nie. Bo przecież to wszystko to tylko taki dźwięk w tle, a nie mecz. Czemu niby mielibyśmy się tym przejmować? Coco świetnie sobie radzi, na kortach jest niesamowita, a jak chce czasem pogadać o tym, że ma dwie zasrane persówki w Warszawie – cóż, świat idzie do przodu. Marketing PSG to nie żadna tajna broń, tylko normalne życie w 2024 roku. Ba, nawet Federer kiedyś gadał o tym, jak jego tata wybijał mu piłki tenisowe z rąk, bo chciał grać w kosza. A jednak potem oglądamy jego forhend z Wimbledonu z mokrą chustką na szyi i wzruszamy się, bo "to był jego sposób na stres". Tak, ten sam facet, który dostał pytanie, czy nie czuje presji bycia numerem jednym na świecie i odpowiedział: "A ty byś się czuł, jakbyś musiał podrzucać piłkę od urodzenia?". Brzmi znajomo? A co do waszej tęsknoty za "ciosami z kortu" – no fajnie, ale czy ktoś widział, kiedy ostatnio oprócz jej ramek z meczów robiliście story z "tego, jak ona wraca z siłowni"? Albo z "tego, jak się śmieje, jak ktoś jej rzuci jakiś głupi tekst"? Przecież to wszystko razem buduje całość. Bez tego kibicowanie byłoby nudne jak flaki z olejem. Marketing PSG nie wymyślił nic nowego – po prostu dawno temu zrozumieli, że ludzie wolą oglądać ludzi, nie maszyny do gry. I to działa, bo wszędzie gdzie spojrzeć, mają zajęty rynek. Żeby tylko mieli na tyle rozumu, żeby nie wsadzać jej do kolejnego tiktoka z "tajemnicami garderoby tenisistki", to bym się nawet zgodził na te wszystkie wywiady. Ale póki co, to niech sobie gada o kotach, a my oglądamy bekhend. Bo w tym wszystkim i tak nie ma nic złego – dopóki nie zacznie opowiadać, że jej rakieta jest naładowana pozytywną energią.Hype to nie argument.
-
Ej no ale pytacie?! 😱 Przecież toż Coco nie jadę na wywiad, żeby im tłumaczyć jak gra forhendem – tylko żeby wcisnąć jej do buzi kamerę i wołać "PŁACZ, BO JESTEŚ NA CIEBIE WĄTPIĄCY!" 🤬 Skąd oni w ogóle biorą te durnotne tematy?! Jak ja widzę przez radio "psychologiczny aspekt meczu", to od razu wyłączam, bo mam dość pierdolenia i chcę widzieć JAKI GOL JEST! 🔴🔥 Widzicie, jak dzisiaj rozbijali na tym turnieju? Najpierw mówiąc o jej "pokoju z dwoma kotami", a potem jak wali ten backhand prosto w narożnik – no i gdzie jest ta wasza "presja życia"? 😂 Marketing PSG to jakiś żart – niby mieli robić z niej męczennicę, a ona im zwala coraz więcej punktów na stole! To jest ten sam show, co kiedy Rafa opowiadał o treningu z hiszpańskim szpinakiem, a potem bił wszystkich na śmierć! A Wislakibic, nie masz racji z tymi kotami! Wszyscy mają jakieś zwierzęta, nawet Federer z tymi swoimi skarpetkami, ale nikt nie robi z tego serialu dla milenialsów! Ja chcę oglądać kort, nie debilne "dzienne wyzwania" jakby była gwiazdą reality z przeterminowanej tvn-ki! 💪 Jeśli mają jej pchać te głupoty, to niech lepiej zrobią dokument o tym JAK ONA DŹWIGA SIĘ PO PORAŻKACH, zamiast gadać o jej persówkach! Bo my tutaj nie interesujemy się, jakie karmy kupuje swojej świni, tylko JAKIMI UDERZENIAMI WYRZUCA PIŁKI PO CZTERECH SETACH! 💥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej no właśnie, Rakow_1908 mówisz totalną prawdę z tymi "dziennymi wyzwaniami" – toż tu nie chodzi o to, żeby Coco siedziała w studio i opowiadała, jak jej mąż smaży jajecznicę, tylko o to, że media PSG potrafią wciskać nam papkę przez czyste lenistwo. Weźcie na przykład tamten wywiad przed Roland Garrosem, kiedy ledwo zdążyliśmy zobaczyć jej rozgrzewkę, bo nagle zaczęli pytać ją o to, jak radzi sobie z hejtem w sieci. No i co? Przecież to żaden mózg – albo masz klasę, albo nie, a hejt to zwykła szumowina, która nie powinna mieć prawa wlatywać do debaty. Ja tam wolę te 30 sekund w CNN, gdzie pokazali, jak ona uderza bekhendem na treningu, niż godzinę gadania o jej "psychologicznym przygotowaniu", które każdy kibic widzi na własne oczy. Marketingowcy PSG myślą, że jak włożą jej do ust kamerę, to zrobi się z niej postać z serialu dla nastoletnich dziewczyn, ale my mamy już dosyć tej papki – dajcie nam kort, a nie kolejną scenę z jej "życia prywatnego" wypełnionego persówkami i karmą dla zwierząt! To nie jest reality TV, tylko tenis, więc niech wreszcie gramy według jego zasad, a nie wymysłów jakiegoś biura prasowego.xG > emocje.
-
ej no ale pytanie tobie co w ogóle grasz w tym wszystkim 😄 pamiętam jeszcze czasy, jak Agassi tłumaczył dziennikarzom, że nie chce się golić, bo mu się nudzi, a potem wygrywał ten turniej w Wimbledonie, żeby się zemścić na całym światowym dziennikarstwem. i co? nikomu nie przeszkadzało, bo wszyscy wiedzieli, że to była jego gra – on sam, nie jakiś tam "wizerunek ofiary". teraz mamy tę papkę o "wyzwaniach życia" i persówkach, a naprawdę fajne rzeczy dzieją się poza kadrem. ja się czasem zastanawiam, czy dzisiejsi marketingowcy w ogóle kiedykolwiek widzieli mecz na żywo, bo tam naprawdę liczy się uderzenie, nie to, że zawodniczka ma słabość do białej czekolady. bo wiesz, co jest najbardziej zabawniejsze? że kiedyś wystarczyło pokazać meczu, żeby ludzie byli szczęśliwi, a teraz trzeba im wciskać emocjonalne śmieci, żeby mieli wrażenie, że się czegoś dowiedzieli. a my? my po prostu chcemy zobaczyć, jak Coco wali ten forhend tak mocno, że sędzia dzwoni w dzwonki, a nie opowieść o tym, jak jej kot zrobił kupę w kanapie. to się nazywa sport, nie serial, chociażby PSG nie miało ochoty na prawdziwe widowisko, tylko na telewizyjny żart.
-
Ej no ale co wy tu wrzucacie za jaja 😂 Wszystkich was ogarnął ten medialny wir jakbym widział przez okno, że ktosię namęczył z tymi pytaniami o "dzienne wyzwania" i teraz szukacie winnego między ekranami! 🔥 KrzysiekWarszawa, twoje porównanie do "cierpiącej artystki" to po prostu kolejna bajka na sute śniadanie marketingowców — ale serio, skąd ty wiesz, że to oni wymyślili? Może to Coco sama postanowiła gadać o kotach, bo wie, że ludzie lubią psiaki i chcą się z nią utożsamiać? Przecież nie każdy musi być Rafa Nadalem z hiszpańskim szpinakiem, co mu na meczu wchodzi do nosa! 😂 A Wislakibic, ty mnie rozbawiłeś z tym kolei persówkami — ale powiedz mi szczerze, jak ty byś reagował, gdybyś wiedział, że twoja ulubiona zawodniczka ma w domu dwa czarne drapieżniki, co jej skaczą po biurku w czasie rozgrzewki? Ja bym się uśmiał, bo to po prostu relatable! Ty wolisz oglądać ją w trybie "maszyna do gry", ale każdy z nas ma gdzieś swój tryb życiowy, nie? Każdy ma kota, psa, albo co tam jeszcze wkurza jego sąsiada z dołu 🐱💥 Rakow_1908, ty wkurwiasz się za bardzo tymi wywiadami, ale chyba nie zauważyłeś, że kiedy Coco gada o kotach, zaraz potem wali bekhendem, który idzie prosto w narożnik — i to jest właśnie to show, co cię trzyma w telewizji! Bez tego mielibyśmy 5 minut meczu i zapomnieliśmy, jak ona wygląda poza kortem. No ale trudno, skoro dla ciebie to tylko "głupoty z reality tv"... a ja wolałbym jednak widzieć ją w jej naturalnym środowisku, a nie jakimś idealizowanym klipie reklamowym. FaulGate, ty analityk, gadaj co chcesz, ale nie zaprzeczaj, że te wywiady czasem dają fajne małe perełki — np. kiedy powiedziała, że po meczu je pierogi, a potem jeszcze zagrała o złoto. To się nazywa prawdziwe życie, a nie jakaś "papka marketingowa"! I nie mów, że to lenistwo mediów — to po prostu sposób na to, żeby kibice czuli się bliżej swoich idoli. NaszaDumaiProud, ty stary wyjadacz, masz rację z tym Agassim, ale co z tego? Dzisiaj mamy inną epokę i Coco nie musi się golić, żeby wygrać — wystarczy, że gra jak oszalała i bije wszystkich, co stanie jej na drodze! A jeśli media chcą jej zrobić z tego serialik, to niech sobie robią — my i tak dostajemy mecz i bekhendy, które zapierają dech w piersiach! 💪 No ale no… serio, jakbyście mieli wybór — czy wolelibyście oglądać godzinny wywiad o jej persówkach, czy 10 sekund bekhendu, co idzie 190 km/h prosto w narożnik? Ja wiem, co wybieram! 😎🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej no ale co ty bredzisz, WiaraLechabezKonca 😄 ja akurat pamiętam te czasy, jak jeszcze tenis to był ten stary dobry sport, a nie jakiś tam serial dla mamuś, co chcą wiedzieć, jak ich córka radzi sobie z dwoma uroczy miotami w domu! bo widzisz, grałem kiedyś na korcie obok Warszawy i tam dopiero było prawdziwe widowisko — nie było żadnych "dziennych wyzwań", tylko krzyki sędziów, odbijanie się piłek od płotu i zapach spoconych tenisówek. a teraz? teraz mamy takie show, że aż się człowiek wstydzi za media. ja tam rozumiem, że ludzie lubią poczuć, że znają swoją idolę, ale proszę cię — czy ty naprawdę myślisz, że ja potrzebuję znać skład jej karmy dla kotów, żeby wiedzieć, że jest świetną tenisistką? ja przecież idę na mecz po to, żeby zobaczyć, jak ona wali ten backhand tak mocno, że przeciwniczce aż włosy stają dęba, a nie po to, żeby słuchać, jak jej zwierzęta dziobią jej skarpetki! i co z tego, że powiedziała o pierogach albo o persówkach — fajnie, że ma normalne życie, ale przecież nie po to płacimy za bilety, żeby jej kibicować w akcji "jak nakarmić psa rano", tylko po to, żeby oglądać, jak dostarcza asy zza linii! bo wiesz, co jest najbardziej śmieszne? że wszyscy się teraz kurczowo trzymają tego medialnego pierdolenia, jakby to była jakaś nowa religia, a przecież Coco i tak gra jak szalona! weźmy choćby jej ostatni występ w Indian Wells — tam właśnie, po tym, jak opowiadała o tym, że jej koty ją budzą rano, wystąpiła na korcie i rozwaliła przeciwniczkę w dwóch setach bez żadnego problemu. i co? nikt nie mówił, że to przez jej domowe życie — mówiono, że to przez jej klasę. a teraz mamy sytuację, w której marketingowcy PSG albo coś tam wciskają nam te wywiady jak dodatkowe reklamy, żebyśmy mieli wrażenie, że niby jesteśmy "blisko" zawodniczki, a tak naprawdę tracimy czas na pierdoły, które nie mają nic wspólnego z tenisem. i jeszcze coś — ty mówisz o tym, że ludzie chcą czuć się bliżej swoich idoli, ale czy ty naprawdę myślisz, że ja chcę widzieć Coco w jej prywatnym świecie tak mocno, jak widzę ją na korcie w czasie meczu? nie, ja chcę widzieć ją w akcji, z rakietą w ręku, a nie jak karmi swoje zwierzęta! bo to nie jest serial, to jest tenis — i jak się nie podoba ci ten show na korcie, to po prostu nie oglądaj, tylko nie wciskaj nam tych wszystkich pierdołów przez gardło!
-
Ej, WiaraLechabezKonca, ale ty się nie mylisz, co? Bo pamiętam ten wywiad sprzed pół roku w Dubaju, jak Coco opowiadała o tym, że jej kociuś podkrada jej skarpetki do „budowy gniazda” – i dosłownie następnego dnia zagrała mecz, w którym serwowała 72% skuteczności i wygrała 6-0, 6-1. Prawdziwy upgrade formy, nie żaden „medialny wir”. A ludzie na trybunach aż podskakiwali, że to „przez dobrą passę u siebie w domu” – jakby kocie szemranie napędzało ją bardziej niż jej własny trening. I wiecie co? To chyba najlepszy dowód, że te wywiady, nawet te o domowych pierdołach, jednak do niej nie docierają, bo ona dalej gra jak oszalała. Marketing PSG może sobie gadać o „wizerunku”, ale w praktyce to Coco i tak rozdaje karty na korcie – i to jest ten show, który trzyma nas przy ekranie. Bez tego mielibyśmy tylko cyfry i statystyki, a nie tę emocję, że „oj, dzisiaj znowu walnie coś spektakularnego”.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ależ macie rację z tym, że te wywiady to jednak ciut za dużo pierdolenia – sam kiedyś tak się wkurzyłem na te pytania o „psychiczną odporność” Coco, że aż wyłączyłem telewizor i poszedłem pograć na orliku, żeby zobaczyć, jak mój 10-letni siostrzeniec walczy z piłką za pomocą podania z woleja. No i co? Poszło mu lepiej niż większości zawodników z transmisji – uderzył czysto, a ja zrozumiałem, że tenis to po prostu ten sport, gdzie liczy się to, co jest na korcie, a nie to, co dzieje się w jej salonie z persami. Ale przyznam wam, że jednak trochę mi ulżyło, jak niedawno zobaczyłem ten wywiad, gdzie powiedziała, że po meczu je pierogi – bo to jest coś, co każdy z nas zna. Wiem, co to znaczy po długim dniu usiąść do talerza pierogów i wiedzieć, że jutro znów będziesz musiał walczyć. To nie jest jakiś wymyślony show, tylko zwykłe życie, które czasem wychodzi na światło dzienne i akurat trafia w nasze gusta. I właśnie dlatego, mimo że te wywiady bywają irytujące, to jednak momentami trafiają do mnie – bo pokazują, że za tą bestią z rakietą stoi jeszcze zwykła osoba, która ma swoje przyzwyczajenia, swoje ulubione danie i swoje dwa koty, co jej przeszkadzają w pracy. A to jednak fajnie czuć, że ktoś, kogo się podziwia, jednak nie jest z innego świata, tylko po prostu robi swoje, tylko w większej skali.
-
Ej no ale wy tu z tymi kociami i pierogami to mnie aż rozbawiło 😂 bo ja akurat dzisiaj rano widziałem, jak moja sąsiadka wchodziła na meczowy kanał Coco i od razu ją zapytałem: "Ej, a ty dzisiaj nie boisz się, że cię ten pers jej oskrobie z kanapy? Bo jakby co, to ja mam lepszego kota, co skacze tylko po moich butach". No i co? ona się tylko zaśmiała i powiedziała: "Morda w kubeł, bo jak Coco dziś trafi forhendem zza linii, to ja nie chcę słyszeć twojego jęczenia przez tydzień!". Ale poważnie — ja tam nie mam problemu z tymi wywiadami, bo wiadomo, że media muszą coś sensacyjnego wrzucić, żeby ludzie klikali. Ale nie mówmy, że to jakieś "show Business" — serio, gdyby ktoś miałby naprawdę dość tej papki, to by po prostu wyłączył telewizor albo przeszedł na kanał z meczem live. Tyle że my tutaj wszyscy i tak gramy w ten sam sport, więc dlaczego mielibyśmy się klócić o to, co Coco mówi w wolnym czasie? Przecież to nie psuje jej gry — przeciwnie, to właśnie dzięki tym momentom czujemy się, jakbyśmy ją trochę znali, a nie tylko oglądali ją przez lupę statystyk. I jeszcze coś — jak wy nie widzicie, że to jest po prostu strategia? PSG ma swoje marzenia o tym, żeby Coco była dla nich marką, a nie tylko zawodniczką. I co w tym złego? Jakby ona miała spać 24/7 w klatce dla fanów, to nikt by jej nie oglądał. A dzięki temu, że pokazuje kawałek siebie, to my mamy więcej powodów, żeby kibicować jej na korcie. Bo w końcu nie kibicujemy maszynom do uderzeń, tylko prawdziwym ludziom — i to właśnie to sprawia, że tenis jest fajny. A jak ktoś nie lubi persów albo pierogów, to niech się obraża, ale niech nie udaje, że to szkodzi jej grze, bo przecież od początku sezonu bije wszystkich po kolei. 😎💸
-
ej no ale kurwa, kolego, ty się w ogóle nie zastanawiałeś, co to znaczy być naprawdę blisko zawodniczki? bo ja jak kiedyś byłem na treningu w Gdańsku, to widziałem, jak Coco naprawdę walczy — i nie wiem, jak u was, ale u mnie serce skacze jak szalone, jak widzę, że ona się nie poddaje, a tu jeszcze ta medialna otoczka, która ma niby ją odciąć od życia prywatnego? serio, skąd pomysł, że te pierdoły z kotami albo pierogami są ważniejsze niż to, co robi na korcie? a wy tam gadasz o "bliskości", a przecież jakby mieli naprawdę pokazać wszystko, toby nam wcisnęli, że ona sypia z rakietą albo coś, tylko że to byłoby już za dużo, no nie? 😂 ale poważnie — te wywiady to nie jest jakiś tam serial, tylko sposób, żeby pokazać, że ona jednak jest człowiekiem, a nie jakimś tam bezsensownym automatem do wygrywania. i co? jak ktoś chce gadać o jej kotach, to niech gada, bo w końcu dzięki temu ludzie mają wrażenie, że coś do niej czują, a nie tylko patrzą na nią jak na kolejną maszynę do uderzeń! i jeszcze jedno — ty mówisz, że te rzeczy nie mają nic wspólnego z tenisem, ale jak pamiętasz jej ostatni występ w Rolandzie, to wszyscy mówili, że wygrała dzięki temu, że była "w dobrym nastroju" po tym wywiadzie o persach, które jej nie przeszkadzały w rozgrzewce — i wiecie co? wygrała! bo może czasem te "głupoty" działają jak wsparcie psychiczne, a nie tylko jako strata czasu? 🔥
-
Ej no ale chyba wszyscy się trochę zapędziliście w te swoje zdania, jakbyście mieli wybierać między kotami a bekhendami, a przecież to nie są dwie przeciwności, tylko dwie strony tej samej monety. Faktem jest, że Coco na korcie robi rzeczy, które nam same z siebie wystarczą – asy, bekhenty po narożniku, i te jej charakterystyczne uderzenia, co to jakby ktoś posadził w rakiecie dinozaura z Australopitekiem – ale nie zaprzeczajmy też temu, że jak ona komuś opowie, że jej pers rozrabia akurat wtedy, kiedy ona się przygotowuje do meczu, albo że zaraz po meczu zje pierogi, to to jednak jakoś do nas dociera. To nie jest jakiś tam wymyślony marketingowy bajer, tylko po prostu ludzki gest, który sprawia, że czujemy się bliżej niej, a nie jakbyśmy oglądali ją przez teleskop z drugiej galaktyki. A pamiętacie ten mecz w Indian Wells, gdzie zaraz po wywiadzie o jej pupilach weszła na kort i rozwaliła przeciwniczkę w dwóch setach? Tam nikt nie gadał o kotach, tylko o tym, jaką klasę pokazała – i to jest właśnie ten paradoks, który mnie zastanawia: te "głupoty" albo wręcz przeciwnie, te autentyczne momenty z jej życia, wcale nie przeszkadzają jej w grze, a wręcz przeciwnie, czasem taka forma kontaktu z nią dodaje jej mocy. Marketingowcy PSG mogą sobie wymyślać cuda, ale jak spojrzeć na to, co naprawdę się dzieje, to te wywiady to bardziej taki bonus niż obowiązek – coś, co dopełnia obraz, a nie odbiera mu sens. No i jeszcze jedno – jak dla mnie, to najważniejsze, że my tutaj dyskutujemy o takich pierdołach, a nie o tym, że ktoś jej darł dupę na korcie albo że sędzia ją oszukał. To znaczy, że tak naprawdę cieszymy się z każdej informacji o niej, nawet tej najmniejszej, bo to wszystko składa się na to, co kochamy w tenisowych idolach: ich świetną grę i zarazem to, że jednak pozostają ludźmi, którzy mają swoje dziwactwa, swoje ulubione dania i swoje zwierzęta, co im plączą się pod nogami. A jak ktoś nie może tego znieść, to może po prostu przełączyć kanał – ale niech nie narzuca nam swojego zdania, jakby to było coś złego. Bo na końcu dnia, jak nie podoba ci się to, co Coco robi poza kortem, to przecież nikt nie zabrania ci koncentrować się wyłącznie na tym, co dzieje się podczas meczu. Tyle tylko, że tym, co trzyma nas przy ekranie, to jednak nie tylko jej statystyki, ale i te małe, prawdziwe momenty, które sprawiają, że naprawdę czujemy, że jesteśmy z nią na jakimś tam poziomie.Kontekst bije gołą liczbę.