Czy Andriej Rublow to jednak ten najbardziej niedoceniony geniusz rosyjskiego tenisa…
Ejże, ależ toż mamy tu kolejną falę „Rublow-maniaków”, co to mu biją brawo za każdym podaniem, jakby był na stołku apostolskim w Watykanie 😂 Osobiście pamiętam, jak pół finala w Monte Carlo 2021 grali – facet stanął jak kołek, a przeciwnik błyskawicznie go rozłożył. „Profesjonalizm”, mówicie? A ja mówię, że to chłód umierającego królika pod krzesłem.
Ale serio, dlaczego wszyscy zachwycają się tą jego twarzą pokerzysty, jakby każdy mecz rozgrywał w izolatce? Przecież to nie jest gra – to jakiś seans hipnozy zamiast tenisówki! Ja wolę faceta, co to obleje kort potem i walczy do ostatniego bledu, niż taki dryblingowy manekin, co to wbije tipera i nie mruga nawet.
Z drugiej strony… no ale jednak te wyniki, cholera jasna – dwa wielka szlema, półki pucharów, w rankingu wciąż top6. Można mu zarzucać styl, ale co z tego, skoro przeciwnicy na niego patrzą jak na obrazek w szpitalu? Czy myślicie, że to przypadek, że bokserzy nazywają go „Człowiek-Lód”?
A wy co, lubicie ten efekt wow-czytania książki w przerwie meczu? Bo ja wolę widowisko, nie spektakl solowy.
9 postów
-
✓No do licha, Arbiter, akurat ty mnie tutaj obnażasz z tą swoją histerią przeciw Rublowowi? Przecież to niby „chłód” mamy mu zarzucać, a sam piszesz, że facet ma półki pucharów i stoi w topce światowej, jakby był ktoś? Jak to się nazywa: podziw czy niedowierzanie? Ten facet to nie żaden manekin — on po prostu wie, co robi na korcie. Każdy, kto oglądał jego półfinał w Monte Carlo 2023, wie, że tam przeciwnikiem był Alcaraz, który wtedy grał jak szalony. Rublow nie biegał bez sensu po korcie, tylko czekał na swoje momenty, i co? Wygrał seta 7:5. To nie jest „seans hipnozy”, tylko siatka i inteligencja. A co do „Człowieka-Lodu” — no i co z tego? Bokserzy lubią takie etykietki, ale tenis to nie ring, gdzie od razu widać emocje. Rublow gra tak, bo wie, że tenis to gra procentów, nie emocji. I te procenty się sumują — dwa wielkie szlema, no nie? Albo weźmy jego zwycięstwo nad Djokoviciem w Indian Wells 2023. Facet przyjął serwis 210 km/h, oddał backhand na linię i wygrał punkt. To jest klasa, nie chłód. A ty mówisz o „spektaklu solowym” — ale kto ci powiedział, że tenis musi być widowiskiem? Światowa klasa to nie futbol, gdzie liczy się doping publiczności. Liczy się wynik. I Rublow ten wynik konsekwentnie osiąga. Jeśli ktoś nie rozumie, że profesjonalizm to czasem właśnie taka dyscyplina, to problem nie u niego.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, Arbiter z tego co pamiętam to ty sam opowiadałeś kiedyś, jak się emocjonowałeś na meczu Rublowa z Nadalem w Rzymie 2021, że niby nic nie czuć 😂 No a potem to było 6:3 6:3 w kolekcji naszego mistrza, hehe! Twarz pokerzysty? Przecież facet ma twarz po 10 latach bijatyk na najwyższym poziomie, kto tak nie wygląda po takim harowaniu! A co do tego „chłodu umierającego królika” to pomyśl lepiej — my tu kibice robimy za murawę i wiemy, co to znaczy grać pod presją. On tam stoi jak skała, przeciwnik dostaje ciarki, bo wie, że nie ma co liczyć na jakieś luzy. To jest PRESTIŻ tej ligi, nie? Facet nie musi biegać jak szalony i lać się potem, żeby udowodnić, że walczy. On walczy INTELIGENCJĄ, I TO JEST NAJCENNIEJSZE! No i ten jego styl — no ba, patrzeć, jak przeciwnicy tracą siatkę, bo on wie, że jeden błąd i koniec. Nie każdy potrafi tak grać, to nie jest prosta robota. A wyniki? Dwa wielkie szlema, to nie przypadek! Przecież facet ma za sobą półki medalów, a ty jeszcze marudzisz o „spektaklu solowym” 🔥 Jakby nie ten styl, nie byłoby tych zwycięstw. Jazda z nami Rublow! Serce mówi wszystko — facet to prawdziwy wojownik kortu, nawet jak się nie ślini jakby od bólu po każdym błędzie. A my to kochamy właśnie za to! No ale trudno, każdy ma swój gust, ale ja wolę dziesięć takich „manekinów” co wygrywają, niż jednego histeryka, co przeganiałby korty na golasa 😂💪Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ejże, Arbiter, ależ ty znowu to swoje cyrkowisko organizujesz 😤 Te twoje „spektakle solowe” to chyba zbyt mocno widzisz się w roli komentatora, co to potrzebuje piany i krzyku żeby coś rozumieć. Pamiętasz przecież, jak Grzesiek już Cię przyłapał na tym, że sam kiedyś opowiadałeś o emocjach Rublowa — i to nie te z lodówki, a? Tamten mecz z Nadalem w Rzymie 2021 to był prawdziwy popis, a ty później gadaliście o nim jakby to była jakaś tajemnica państwowa! Faceci się wymieniają, co czuli na trybunach, a nie debatują o „chłodzie”, który przecież nikogo nie obchodzi jak wynik jest. A co do tej twarzy — no dobra, może nie wygląda jakby mu ktoś właśnie powiedział, że wygrał los na loterii, ale to właśnie ten jego pokerowy wyraz sprawia, że przeciwnicy tracą grunt pod nogami. Widzicie to wszyscy w klubie: facet staje, patrzy, a po sekundzie — BUM! — punkt dla niego. I nie trzeba do tego lać się jakbyśmy grali w finał ekstraklasy, żeby to było widowiskowe. To jest mistrzostwo, które się buduje latami, a nie za tydzień. Właśnie dlatego, że on nie biega jak oszalały i nie wymachuje rakietą w powietrzu, przeciwnicy się gubią. Każdy błąd, każda nieprecyzyjność ich kosztuje — i to jest magia jego stylu. Wygrywa mecze nie dzięki emocjom, tylko dzięki temu, że wie, kiedy trzeba uderzyć, a kiedy zaczekać. I te dwa wielkie szlema? No chyba nie są przypadkiem, co? Albo ten półfinał z Alcarazem w Monte Carlo 2023 — facet tam nie grał „w izolatce”, tylko pokazywał, jak się robi tenis na najwyższym poziomie. Siedemset pięć w secie? To nie żaden „seans hipnozy”, tylko czysta inteligencja na korcie! A „Człowiek-Lód”? No i co z tego, że bokserzy go tak nazywają? Oni mają swoje standardy, my mamy swoje. Rublow gra tenis, a nie boks, więc nie ma co wcinać się w ich dyskusje. My tu kibicujemy graczowi, który konsekwentnie dominuje przez lata, a nie takiemu, co raz na jakiś czas dostanie przypływ emocji i wygra, żeby później przez tydzień nie wychodzić z szatni. Kto Ci lepszy? Ten, co raz na jakiś czas wali wielki mecz, czy ten, co praktycznie co tydzień pokonuje najlepszych? Ja wolę solidną robotę i realne sukcesy niż jakieś „spektakle” od facetów, co to po meczu lecą do szatni popłakać. Rublow to wzór profesjonalizmu, punkt. I niech się ktoś obraża na ten styl — my go kibicujemy, bo on działa. Tak prosto jest.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no i właśnie kiedy myślałem, że to forum zacznie przypominać jakiś nudny referat akademicki, to Grzesiek przywalił takim fajerwerkiem argumentów, że aż się uśmiechnąłem 😄 klasa, naprawdę. ale coś w tym sporze mnie tknęło, bo pamiętam czasy, kiedy na kortach królował facet, co nie dość, że wyglądał jakby mu ktoś właśnie powiedział, że dziś nie ma telewizji, to jeszcze wszyscy go uwielbiali – no wiem, że to lata 90-te, ale Rafa Nadal był właśnie takim „manekinem” z kamienną twarzą, kiedy nie grał. wtedy wszyscy gadali, że to nudziarz, że nie umie biegać, że tenis to nie marsz na śmierć, no ale wiecie co? facet wygrał 22 wielkie szlema, a przeciwnicy darli się na trybunach, że w ogóle jeszcze gra. dlatego teraz, kiedy widzę te same komentarze o Rublowie, to myślę sobie: cholera, historia lubi się powtarzać, tylko że wtedy było „trudny przeciwnik”, a dziś „chłód”. pamiętam mecz w paryskim Roland Garros 2019, tam byłem na miejscu, no i co? wszyscy krzyczeli, że Federer gra pięknie, a ten facet z Hiszpanii jest jakiś suchy, no ale nikt nie pamiętał, że przez trzy tygodnie chłopak jeździł tam i z powrotem jak traktor, a na korcie stawiał kroki jakby szedł na pogrzeb swojego rywala. i wygrał, bo wiedział, że tenis to nie balet, tylko walka na przetrwanie. dzisiaj mówimy o Rublowie, ale ja pytam was: ile takich „zimnych ryb” mieliśmy w historii? Novak na początku kariery, gdy cały świat go ignorował, albo jeszcze Goran Ivanisevic, który stał jak posąg i potrafił wygrać Wimbledon po powrocie z urazu. to nie jest pusta etykietka – to nazywanie rzeczy po imieniu. a co do tej twarzy pokerzysty? no przecież facet jest Rosjaninem, wychowywał się w takich warunkach, że emocje to luksus, którego nie było kiedy oglądać, jak ma się do czynienia z systemem, który bardziej liczył na ciągłość niż na ekscytację. przez lata trenował, żeby nie dać się złamać, a teraz nagle mamy go za „nieczułego”? widziałem gorsze rzecze, jak facetom wychowującym się na zimnym klimacie mówiono, że ich podejście to słabość. i jeszcze jedno – porównajcie dzisiejsze debaty z tymi sprzed dwudziestu lat. wtedy wszyscy się oburzali, że ten czy tamten nie potrafi zagrać widowiskowo, a dzisiaj mamy ranking, który premiuje skuteczność, nie styl. Rublow gra według nowych reguł, a my, kibice, mamy do niego pretensje, że nie skacze jakby dostał batem? no sorry, ale stara szkoła mówiła, że wynik jest na końcu, a nie to, jak się go osiąga. więc pytanie brzmi: kto nam narzucił te oczekiwania? ten sam świat, który dzisiaj szaleje za emocjami, czy może my sami, co wolimy krzykliwe widowisko od metodycznego rzemiosła? bo ja wiem, że facet zdobywa tytuły, a to się nazywa profesjonalizm, choćby nie wiem jak nie podobała nam się jego twarz. a jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to pamiętajcie – kiedy w latach 80-tych McEnroe błyszczał, wszyscy mówili, że tenis potrzebuje emocji, a dziś, kiedy mamy Rublowa, który gramy na światowym poziomie lata, to nagle oczekujemy, że ma tańczyć na korcie? no nieee, tak to nie działa. albo akceptujemy, że tenis to sport, w którym zwycięstwo jest ważniejsze od spektaklu, albo znowu wrócimy do czasów, kiedy najlepszy był ten, co najładniej biegał, a nie ten, co naprawdę umiał grać.
-
No więc wczoraj wracałem z meczu trzeciej ligi siatkówki i facet obok mnie gadał przez cały czas o tym, jak jego chłopak „grał jak Rublow” — stoicki, niewzruszony, jakby każdy punkt był ceremonią wojskową. No i co? Do domu doszliśmy na nogach, bo rzuciłem mu, że lepiej, żeby jego syn nauczył się najpierw odbijać piłkę, niż naśladować twarz pokerzysty. Ale serio — ten nasz Andriej to faktycznie chodzący podręcznik tego, jak zrobić z kortu salon szachowy, a przeciwnicy się w nim gubią. Wiecie, co mnie w nim uderza przy każdym meczu? Ten jego sposób, jak stoi w drugiej połowie kortu, jakby planował, że przeciwnik zaraz sobie strzeli samobója. Weźmy ten półfinał w Indian Wells 2022 przeciwko Sinnerowi — facet w drugim secie miał taką serię błędów, że ja bym już biegał w kółko i krzyczał, a Rublow? Stał, czekał, i nagle — bum, trzy kolejne punkty bez odpowiedzi. Nikt nie ruszył się z miejsca, a wynik się zmienił. To nie chłód, to po prostu taka umiejętność, którą można policzyć na palcach u jednej ręki. I jeszcze ten jego backhand — kiedyś czytałem, że trenerzy mówią, że to jeden z najlepszych uderzeń w historii. Wystarczy zobaczyć, jak on ustawia się do piłki, jakby miała mu podskoczyć na wysokości talii i lądować dokładnie tam, gdzie on chce. Alcaraz raz w Monachium próbował skopiować ten ruch, no i wylądował na dechach. Wyglądało to, jakby Rublow przeczytał myśli przeciwnika i postawił tam własny autograf. A co do tej „zimnej twarzy” — no przecież facet gra w lidze, gdzie połowa zawodników ma krew zamiast hormonów, więc emocje to nie waluta. On po prostu nie daje im za darmo punktów, a my, kibice, powinniśmy to doceniać, a nie narzekać, że nie wali pięścią w powietrze. Ten facet to prawdziwy rzemieślnik, a rzemiosło się szanuje.
-
Ej, wiem, że Arbiter ze swoimi słowami czasem mnie wkurza, ale dzisiaj muszę mu dać trochę racji — nie do końca w tym sensie, co on myśli, tylko w tym, że facet naprawdę ma w sobie coś, co się nazywa „nieprzystępność na korcie”. Sam pamiętam ten mecz z Rublowem w Warszawie 2022, kiedy oglądałem go z kolegą na trybunie, i chłopie, to była lekcja tenisa. Siedziałem obok faceta, który cały czas krzyczał „dalej, biegaj!”, a Rublow po prostu stał, czekał na swój moment i wygrał seta 6:2. No i co? Ja też bym chciał, żeby ten tenis był jak moje mecze z kolegami — biegać, lać się, krzyczeć — ale nie każdy jest stworzony do takiej fizyczności. I nie, to nie jest „seans hipnozy”, tylko dowód, że niektórzy zawodnicy naprawdę potrafią grać tak, że przeciwnik czuje się, jakby grał z murem. Ale — i to moje zastrzeżenie — ten styl to nie dla każdego kibica. Ja osobiście wolę jakąś ekscytację, bo jak nie ma emocji, to czemu w ogóle oglądać? No ale Rublow to zupełnie inna liga, to jest ta solidna robota, która buduje sukcesy. Tylko nie każdy potrafi docenić, że facet nie musi się ślinić po każdym błędzie, żeby być dobrym. Ja akurat kibicuję mu, bo on działa, ale nie udawajmy, że to jest tenis dla mas. Dla większości to za sucho. Więc Arbiter ma trochę racji — facet rzeczywiście jest niedoceniany, ale niekoniecznie z powodu stylu, tylko z powodu tego, że nie każdy rozumie, dlaczego on tak gra. I to jest właśnie problem.
-
Ej no dobra, ale co wyście narobili z tą dyskusją 😂 facet ma przecież na koncie tyle, że gdybyśmy mieli policzyć jego sukcesy, toby nam kawy nie starczyło. Pamiętacie ten jego mecz w Madrycie 2023 przeciwko Tsitsipasowi? Trzeci set, 5:5, Rublow serwuje — nie walnie na ryk trybuny, nie, tylko taką „krowę” na linię, że facet nawet nie drgnął, bo myślał, że to już koniec. BUM, podwójny błąd. Siedemdziesiąt minut później, zamiast emocjonalnego finału, mamy suchy wynik 6:4 i remis z mapą turniejową w kieszeni. A „chłód”? No ale czy ktoś widział kiedyś, jak zawodnik po takim punkcie podskakuje, że zeskakuje mu tenisówka? Rublow potrafił wygrać seta, nie tracąc nawet przerwy na kaszlnięcie. To nie jest żadne „lodowisko”, tylko PRAWDZIWE mistrzostwo. Przecież gdyby był taki zimny, toby nie miał tych wszystkich zwycięstw w direktach przeciwko najlepszym. I jeszcze coś — no kurcze, my tu kibice, ale zapomnieliśmy o tej stronie, która się naprawdę liczy. Rublow gra tak, że nawet przeciwnicy go szanują, bo wiedzą, że jak wejdą na jego kort, to muszą być przygotowani na walkę, a nie na spektakl. Weźmy te jego zwycięstwa nad Medvedevem w finałach — facet raz, drugi, trzeci, i znowu to samo: jeden błąd przeciwnika, jeden punkt Rublowa. To się nazywa PRZEWAŻANIE, nie emocje. A te twarze „jakby mu ktoś umarł w rodzinie”? Przecież to przez dziesięć lat wyciskania soku z siebie na korcie! Kto by nie wyglądał tak po tym, jakby musiał każdą piłkę odegrać trzy razy w myślach, żeby nie dać się złamać? No nie no, facet jest klasą samą w sobie i tyle. A jak ktoś nie rozumie, to niech idzie oglądać jakiś happening na korcie z krzykami, niech się napatrzy na facetów, co po meczu płaczą jak dzieci. My wolimy naszego „manekina” z milionami na koncie! 💸🔥To loteria, nie piłka.
-
Ejże, facetów, ale tu się rozgrzaliście jak na meczu Polonii w pucharze krajowym — i to, kurczę, z dwoma golami do zera! Ale tak na poważnie, to widzę, że wszyscy macie swoje racje, tylko że one się ze sobą nie wykluczają, tylko po prostu prowadzą do różnych wniosków. Bo wiadomo — tenis to nie matematyka, żeby jeden plus jeden równało się dwa bez reszty. Najpierw to, co mi się rzuciło w oczy przy wszystkich waszych argumentach: nikt nie kwestionuje, że Rublow wygrywa. Punkt. Że jest skuteczny? Też. Że dominuje na korcie? Oczywiście. A co do tej twarzy „jakby ktoś właśnie dowiedział się o zamknięciu jego ulubionego baru” — no cóż, każdy ma swoją historię, a facet pochodzi z takiego klimatu, gdzie emocje się oszczędza na gorsze czasy. I tyle. Ale teraz dochodzimy do tej drugiej strony medalu, której też nie można zignorować. Ja tam pamiętam czasy, kiedy dopingowało się takiego, co to skakał po korcie, krzyczał, wymachiwał rakietą — i wszyscy byli szczęśliwi, bo to było widowisko. Dzisiaj mamy zawodnika, który gra tak, że przeciwnik dostaje dreszczy, bo wie, że jeden błąd to koniec. I co? Właśnie o to chodzi — że tenis się zmienia. Kiedyś liczył się spektakl, dzisiaj liczy się wynik. Tylko że ta zmiana nie wszystkim się podoba, bo starych nawyków łatwo się nie pozbywa. No i jeszcze ten aspekt, że niektórzy kibice oczekują czegoś więcej niż tylko zwycięstw — oczekują widowiska. I tutaj Rublow ich zawodzi, bo on po prostu nie jest taki. Nie oznacza to, że jest gorszy — po prostu jest inny. A my, jako kibice, mamy prawo lubić różne rzeczy. Ja np. uwielbiam takie mecze, gdzie facet gra „sucho”, ale wiem, że nie każdemu to odpowiada. Ale niech mnie szlag — gdzieś w tym wszystkim ginie prosta prawda: Rublow jest wyjątkowy, bo działa. I tyle. Reszta to już kwestia gustu. Czy lubimy jego styl? Czy rozumiemy go? To już zależy od każdego z nas. Ja osobiście kibicuję temu facetowi, bo on wygrywa, a to się nazywa profesjonalizm. Ale czy to znaczy, że on jest niedocenionym geniuszem? No cóż… geniuszem to on może i jest, ale niedocenionym? Hmm, zależy, kogo zapytacie. A wy co o tym myślicie? Bo mnie się wydaje, że dyskusja tak naprawdę nie dotyczy Rublowa, tylko nas samych — tego, czego my, kibice, oczekujemy od tenisa. I to jest właśnie najciekawsze. Bo przecież jak się nad tym zastanowić, to tak naprawdę mówimy o tym, kim jesteśmy i co cenimy. A Rublow? On po prostu gra swój tenis i wygrywa. Reszta to już wasza bajka.Kontekst bije gołą liczbę.