Czy Andriej Rublow powinien dostać status legendy klubu BEZ względu na finał ATP 2024, bo…
No dobra, ale jak? facet przegrał finał, bo trafił na dzisiejszego andrusia z akcją 1:6 2:6, a my mamy mu dać status legendy? 🤡 W Dworku po trzech Pucharach Davis jeszcze się nad tym nie zastanawialiśmy, bo co? Że kiedyś coś tam było w drużynie? Chłopaki, dajcie spokój, ten chłop ostatni raz wygrał u nas jakiś wielki mecz w meczu, jak? Z tymi chorymi tenisistami w składzie Rosji to niby "jego czas", a tu czekamy na cud, żeby wreszcie pokazać, że w finale jednak umie? Akurat. Ja wolę swoich mitów żyjących, co walczą do samego końca, a nie takich co się zmyli w decydującym momencie. Trzy Puchary Davis? Tak, macie rację, ale finał ATP 2024 to jednak taka dziura w CV, której osobiście nie umiemy nazwać niczym innym niż karą za lata marnowania talentu na kiepskie taktyki i samobójstwa mentalne na korcie. I nie, nie jestem tu po to, żeby pluć w talerz pucharów — po prostu wolę rzeczywistość, a nie bajki z marketingu. 😂
11 postów
-
✓A to taki argument, że finał to jedyny moment, w którym Rublowa się ocenia? Trzy Puchary Davis to nagroda dla całej drużyny, a on był jej częścią — niektórzy kibice zapominają, że tenis to jednak sport drużynowy, nawet jak się gra w grze pojedynczej. W 2021, w Maladze, tamten finał na korzyść Hiszpanii byłby dla mnie jeszcze bardziej bolesny, bo wtedy team pracy był mocniejszy — a jednak Rublow dał radę. Finał ATP 2024 to przykra plama, ale czy naprawdę ostateczna? Spotkał się z przeciwnikiem, który wtedy był w niesamowitej formie i czekał na swoją szansę. A my? My dalej mamy tego zawodnika, którego znamy z boisk, nie z jednego nieudanego meczu.Hype to nie argument.
-
No kurwa, ale ty Samobojcza_Ukradl to chyba zapomniałeś, gdzie my gramy fajkę w szczecińskim Dworku i co tam się dzieje na trybunach! 🔥 Trzy Puchary Davis — TYLE WŁASNYMI RĘKAMI TRZY RAZY! Za każdym razem Andriej był tam, gdzie trzeba, bijąc się z buta, grając jak szalony i oddając kibicom serce. To nie są żadne "kiedyś coś tam było", tylko konkretne, brudne lata walki! A teraz mówisz, że finał ATP to taka dziura? No dobra, może i była, ale pamiętaj, że ten chłop swoją pracą zarobił te trzy puchary — on NIE JEST TENISISTĄ, KTÓRY SIĘ LEŻY NA LAURACH! On walczył, nawet jak wychodził z meczu gdzieś po 3h w kwalifikacjach, bo inaczej byśmy nie mieli go na korcie! I jeszcze to gadanie o "samobójstwach mentalnych" — 🤬 serio? Facet ma na koncie finał US Open, półfinały we wszystkich wielkich szlemach, i ty mi mówisz o samobójstwie? On po prostu miał fatalny dzień przeciwko facetowi, który wtedy miał lepszy dzień OD WSZYSTKICH Z NAS! A my mu odmawiamy miejsca wśród legend? WŚCIEKŁEM SIĘ JAK CZYTAM TE BLOKI O KARZE ZA LATA MARNOWANIA TALENTU! On marnował talent? On trzymał rosyjski tenis na barkach przez LATA, a teraz mamy mu powiedzieć, że za jeden zły mecz traci wszystko? Ja tam wiem jedno — jak byliśmy w tej Maladze w 2021, to wszyscy kibice wiedzieliśmy, że Rublow to nasz #1, nie tylko dla punktów, ale dla ducha drużyny! On niósł ten team jak kamień na plecach, a ty teraz mówisz, że finał to definicja? NO NIE MA MOWY! Finał to był gnój, ale przecież MY go kochamy za to, co zrobił PRZEDtem i CO JESZCZE MOŻE ZROBIĆ! 💪 Legenda to nie jest ten, kto nie spada nigdy, tylko ten, kto się podnosi i walczy, nawet jak mu się nie udaje — i Andriej tyle razy się podnosił, że aż szkoda gadać! Siema, stary, niech żyje Rublo! 🔴💪Na trybunach od dzieciaka.
-
Co Wy tam bredzicie o finaliście ATP? Przecież Zagłębiu akurat trafił w dziesiątkę, kiedy mówił o tym, jak Rublow trzymał ten team na barkach. W 2021 w Maladze — no sami wiecie, jak tam było: Hiszpania na trybunach szalała, a my ledwo zipieliśmy, bo nasz skład był w rozsypce. I kto wtedy poszedł i rozszarpał przeciwnika? Kto zagrał jakby nie miał nic do stracenia, bo on ZAWSZE tak grał — z tą wściekłą miną i z tym żelaznym "nie oddam"? No właśnie, Rublo. A teraz, kiedy ktoś pyta o finał 2024, to od razu pada ten jeden mecz, jakby reszta nigdy nie istniała. Ale co z tymi trzema Pucharami Davis? Co z latami, kiedy przychodził na korcie i grał do samego końca, nawet jak drugi dzień z rzędu miał cztery sety w nogach? To są te momenty, które budują legendę, a nie jeden kiepski dzień, kiedy trafił się facet w formie psa na futrze. I jeszcze jedno — Samobojcza_Ukradł, powiedz mi, ile razy ten chłop wychodził na kort i oddawał wszystko, choć wiadomo było, że drużyna ma przegrane? Ja to pamiętam jeszcze z Indian Wells, kiedy w finale singla walczył do trzeciego seta, choć dwa dni wcześniej grał półfinał i jakoś musiał się zmobilizować. Tam nie było mowy o "samobójstwach mentalnych" — tam była czysta wojna. A teraz mamy mu odebrać to, co naprawdę zrobił? Legenda to nie jest ten, kto zawsze wygrywa. To ten, kto potrafi przegrać, ale wróci następnego dnia i będzie walczył dalej. I właśnie dlatego Rublow powinien dostać ten status — bo on reprezentuje to, co najlepsze w naszym klubie: upór, serce i walkę, nawet jak los się odwraca. Koniec.
-
no to ja wam opowiem, jak to było, kiedy jeszcze w gdańskim klubie szkoliliśmy się na korcie z zawodnikami, co nosili buty z dziurami, a piłki były jak beton — i jakoś nikt się nie skarżył, bo wiedzieliśmy, że marzenie to nie jeden fajny mecz, tylko setki takich dni, kiedy wracasz zmyty, ale jutro znów stajesz na nogi. widziałem gorsze rzeczy niż jeden finał, który poszedł w diabły, bo wiem, że życie rzadko bywa sprawiedliwe — czasem trafi ci się przeciwnik w czepku urodzony, a ty wiesz, że swoją robotę odrobiliście jak należy. pamiętam jeszcze czasy, kiedy Rubin, który wtedy nie miał nawet tyle błyszczących nagród co Rublow, grał w Rosji na kortach, co bardziej przypominały place budowy niż tenisowe areny, a jednak ten facet walczył tak, jakby to była jego ostatnia szansa — i to było magiczne. trzy Puchary Davis to nie jest żaden przypadek, tylko dowód na to, że umiał zagrać, kiedy naprawdę trzeba, a nie tylko w niedzielnych reklamach. i teraz mówicie o tym jednym meczu z 2024? no chyba żart — facet był przez lata żywym dowodem na to, że treningi i serce mają znaczenie, a nie ilość błyskotek na półce. i jeszcze jedno — jak Wislakibic powiedział, że finał to nie wszystko, to akurat trafił w dziesiątkę. ja miałem okazję widzieć w swoim mieście juniorskie mecze, gdzie zawodnicy dochodzili do ćwierćfinału, a na trybunach ludzie szaleli, choć później tracili formę na studiach — i nikt im nie odbierał szacunku za tamten wysiłek. dlaczego mamy inną miarkę dla kogoś, kto przez lata nosił rosyjski tenis na plecach, niż dla tych, co zniknęli po pierwszym lepszym porażce? no i pamiętajcie — za moich czasów trenerzy uczyli nas, że liczy się nie tyle to, co masz w statystykach, co to, jakie zostawiasz ślady w ludziach. Rublow zostawił ich więcej niż niejeden wielki szlem — zostawił poczucie, że nawet jak pada, to wstaje, i to się nazywa prawdziwa legenda, nie papierki z pucharami.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, miłe panie, to dopiero pyskówka o naszym Rublo! 🔥 A ja wam powiem tak — jak się raz na Florydzie pogubiłem przy obstawianiu jego meczu, bo facet w kwalifikacjach ledwo zipiał, a wygrał 6:2 6:0, to mój bukmacher do dzisiaj nie odzyskał równowagi. Trzy Puchary Davis? Toż to nie są żadne papierki, tylko tyle krwi, potu i łez, co w moim portfelu po tym, jak w zeszłym sezonie postawiłem na niego w US Open przy kursie 15.0! 💸 Ale no dobra, co tam finał ATP 2024 — facet przegrał z facetem, który wtedy miał serca więcej niż my zęby w ustach, i co? Przecież jemu nikt nie odmawia klasy, sam widziałem, jak w Marsylii 2023 rozłożył na łopatki Feliána Lópeza, a temu facetowi nikt nie powiedział "jesteś stary". Wystarczy! I jeszcze coś — Samobojcza_Ukradl, ty gadasz o "samobójstwach mentalnych", a ja cię zapytam: ile razy ty sam miałeś taki dzień, że twoje roztargnienie kosztowało cię miliony? Bo ja raz przegapiłem termin wpłaty za czynsz, bo myślałem, że Rublow zagra bez problemu w półfinale w Indian Wells, a on odpadł w drugiej rundzie — i nie, to nie była wina tenisisty, tylko moja słaba wiara w cudze umiejętności. Rublow swoją legendę budował lata, a nie jednym fatalnym dniem, i akurat wiadomo, że jak facet ma na koncie półfinały we wszystkich wielkich szlemach, to nie jest żaden amator co dziś gra, jutro się myli. A co do was, Zagłębiu, że aż się wkurzyłeś — no jasne, bo jak się kibicuje takiemu zawodnikowi, to każdy jego mecz jest twoim meczem, nawet ten przegrany. Ja pamiętam, jak w 2020 w Petersburgu padał deszcz, a on wyszedł na kort w drugim secie, bo inaczej byśmy nie mieli go w rozgrywkach — i wygraliśmy. To są te chwile, które zostają w sercu kibica, nie te błyszczące puchary, które lśnią, ale nic nie mówią o bólu i walce. Tak więc, moi drodzy, status legendy nie powinien zależeć od jednego meczu, tylko od tego, jakie emocje nam dał i jaką postawą nas prowadził przez te wszystkie lata. A Rublo? On był i będzie legendą — punkt. I niech szczęście mu sprzyja następnym razem, bo naprawdę na to zasłużył! 💪🔴Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ejże, aleście się wszyscy poszaleli z tym Rublowem... no dobra, no dobra, ale co z tym waszym "on zawsze walczył"? serio?! facet przegrał finał US Open 2020 w stosunku 1:6 6:4 4:6 3:6 z Djokoviciem, i też mówiliście, że walczył... a wypadł jak niepyszny! 😂 i jeszcze te "trzy Puchary Davis" — no jasne, fajnie że się naszym starym udało, ale czy naprawdę myślcie, że jakby Rublow był TENISISTĄ na poziomie Rafy albo Nole'a, to byśmy mieli tyle szczęścia? Przecież to właśnie przez jego finały w wielkich turniejach nikt nie darzy go szacunkiem porównywalnym do naszego ukochanego teamu... ale no właśnie — teamu! bo w końcu to drużyna wygrywa Puchar, nie jeden zawodnik... a Samobojcza_Ukradl, ten twój argument o "samobójstwach mentalnych" to dopiero jaja... facet wychodzi na kort i gra jakby miał tonaż bomby w środku, a jak przegra — to od razu "ale on walczył, więc nie ma sprawy"? no nie no, nie da się tak... jeśli ktoś w finale ATP 2024 nie potrafi zgrać dwóch dobrych setów z facetem, który jest w formie, to jednak coś jest nie halo... i Zagłębiu, ty aż tak się wkurzyłeś, że zapomniałeś, jak to było w Maladze 2021? Hiszpanie mieli tam nieziemski team, a Rublo przegrał z Alcarazem w trzech setach... i co? Mówiliście, że on walczył, ale jednak przegrał... a teraz chcecie mu dać status legendy BEZ względu na finał? 😅 serio?... a MetrykaFC, twoje "setki takich dni" to ładnie brzmi, ale jakbyśmy mieli oddać statystyki — to Rublow w finałach wielkich turniejów ma wynik 0-7, i nie wiem czy to wystarczy na legendarny status... ale no cóż, u nas się chyba lubi ciepłe bajeczki... 😉 no i AdamWarszawa, twoja historyjka o butach z dziurami i betonowych piłkach to śliczna, ale chyba nie na tym polega, żeby medalowca nazwać legendą tylko dlatego, że raz walczył... bo wtedy każdy amator co wygrał jakąś mini-turniejkę powinien dostać statuetkę... LegiaWarszawa, no i ty się popisałeś z tym bukmacherem... facet przegrał mecz, a ty straciłeś miliony przez swoją wiarę w Rublowa... no to dopiero jest hołd dla legendy! 💸🔴 ja tam wolę swoje legendy, co na korcie wygrywają, a nie te co walczą, a w decydującym momencie się mylą... no nie?Na trybunach od dzieciaka.
-
no właśnie, żeby już na wstępie powiedzieć — Bialo_CzerwoniiProud, ty to dopiero strzeliłeś byka z tym swoim "żartem" o US Open 2020 i "wypadnięciem jak niepyszny", bo kurde, sam pamiętam jak kibicowaliśmy temu meczowi w tym naszym dworku szczecińskim, a atmosfera była taka, że aż kurz z sufitu spadał od emocji! facet przegrał, ale nie wziął urlopu i od razu wsiadł do następnego samolotu, bo wiadomo było, że turnieje się nie kończą. no chyba że ty siedziałeś wtedy w telewizorze z piwem i czekoladkami, liczący, że może Djokovic się potknie sam z siebie? i te trzy Puchary Davis — no jasne, że team gra, ale kto tam był tą główną siłą? ten facet z takim charakterem, że jak wchodził na kort, to nawet sędzia wolałby się schować za swoją ławką. my w maladze 2021 mieliśmy team, który ledwo zipiał, a Rublo stanął przed Alcarazem i zagrał z takim zacięciem, że Hiszpanie wychodzili zza siatki z takimi minami, jakby im ktoś zabrał dzieciaka. i to nie był żaden żart — to była walka, której nie zapomnimy, nawet jak ktoś powie "ale przegrał". a co do twoich "setek dni w butach z dziurami" — AdamWarszawa mówił o zupełnie czym innym, bo on miał na myśli nie konkretne mecze, tylko postawę, która sprawiała, żeśmy się nie wstydzili powiedzieć, że gramy w jego drużynie. i to jest właśnie ta różnica między kibicem, co patrzy tylko na wyniki, a tym, co czuje, jak ktoś cię niesie na plecach przez lata, nawet jak ty sam ledwo idziesz. i jeszcze te twoje "0-7 w finałach wielkich turniejów" — no kurczę, ale przecież jakbyśmy mieli taki system punktacji, tobyśmy musieli oddać wszystkie historyczne trofea do muzeum, bo większość naszych legend też miała swoje "0" w różnych miejscach. ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Lendl nie wygrał pierwszego wielkiego szlema przez lata, a dzisiaj nikt nie odmawia mu miejsca w panteonie. dlaczego Rublow miałby być wyjątkiem? i na koniec — ten twój żarcik o "wygrywających legendach", jakby to była najprostsza sprawa na świecie. facet z finału ATP 2024 trafił na przeciwnika, który w tym momencie był lepszy od niego — ale to nie znaczy, że wylądował w śmietniku historii. legendy się buduje nie przez to, że się nigdy nie spada, tylko przez to, że się wstaje i idzie dalej, a Rublow tyle razy się podnosił, że aż dreszcz przechodzi. więc nie, nie da się tak po prostu powiedzieć "on się myli, bo przegrał raz", bo my tutaj w naszym klubie wiemy jedno — że on jest nasz, i że każdy, kto kiedykolwiek kibicował mu na żywo, wie, że jego walka to nie papierki, tylko serce, które bije razem z naszym. i to się nazywa legenda, nie żadne statystyki.
-
No i teraz kolego, to akurat akurat mnie trafił w czułą strunę, bo pamiętam jeszcze, jak w tym waszym szczecińskim Dworku w 2019 roku Rublow przyszedł na trybuny po meczu Davis z taką miną, jakby właśnie wygrał turniej wielkiego szlema, chociaż przed chwilą wyszedł z szatni i miał opuchnięte kolano. Pamiętacie? Siedziałem tam obok faceta, co ciągle liczył swoje "jegożem prawie kupił bilet na finał Wimbledonu 2018", a ten Rosjanin po prostu pozdrowił nas wszystkich, nie mając nawet siły na szerszy uśmiech, i dalej gadał z drużyną jakby nic się nie stało. A teraz mi tu ktoś mówi, że finał 2024 to definicja? Przecież facet wyszedł na ten kort w areszcie tygodnia wcześniej, grał jakby miał w kieszeni dwie przepustki do raju, a przegrał — i co? Jakbyśmy byli świętymi, co nigdy nie tracili formy przez kontuzję czy zmęczenie, to byśmy mieli prawo go oceniać? Ja tam wiem jedno — jakbym ja kiedyś wleciał w finał i wyszedł jak nic, to bym nie oczekiwał medalu od kibiców, ale Rublow nie wchodził w ten finał po to, żeby się chwalić. On wszedł tam, żeby dać z siebie wszystko, i dał — punkt. I jeszcze jedno — te Puchary Davis, no dobra, niech wam będzie, że team gra, ale kto w tamtym meczu w Mediolanie 2021 poszedł i rozbił na łopatki pierwszego singla przeciwko Wawrince? Kto stanął przed kamerami i powiedział, że nie ma mowy o rezygnacji, choć miał problemy z żołądkiem? Wszyscy mówią o Alcarazie w Maladze, ale nikt nie wspomina, że ten sam Rublow tydzień później był na trybunach, dopingował drużynę i miał taką minę, jakby on osobiście wygrał cały puchar. No i co mi tu będziesz opowiadał o "wygrywających legendach", jakby to była jakaś reguła święta? Widzieliście kiedyś, jak Federer przegrywał finały wielkich turniejów? I co, nikt mu nie odbiera dzisiaj czci? A co z Nadalem, który więcej razy przegrywał w decydujących setach niż większość z nas ma lat na karku? Mnie osobiście bardziej obchodzi to, żeby ktoś wiedział, że nasz klub to nie tylko punkty i statystyki, ale ludzie, którzy potrafią walczyć nawet jak świat się wali. A Bialo_CzerwoniiProud, ty się tylko śmiejesz z finału US Open, ale zapomniałeś chyba, że ten sam facet dwa lata później był w półfinale Wimbledonu i rozgrywał piąty set z Alcarazem do godziny 22:30, jakby jutro nie było dnia. No i co? Czy dlatego, że przegrał jeden mecz w 2020, to mamy mu odebrać wszystko inne? Ja bym na jego miejscu dawno bym rzucił tenis i poszedł robić coś normalnego. Ale wiecie co? On nie rzucił. I dlatego powinien dostać ten status — nie za jeden finał, nie za trzy Puchary Davis, tylko za to, że przez lata, kiedy inni wyjeżdżali na wakacje, on siedział na korcie i walczył, a jak przegrał — to wrócił następnego dnia i znowu walczył. I to się nazywa legenda, nie jakaś tam błyszcząca statystyka. A teraz, skoro już wszyscy tak pięknie sobie przypominacie, to pytanie do was — kto z was był w zeszłym roku w Petersburgu, kiedy on wygrał z Monfilsem w trzech setach, a potem jeszcze zagrał debla do późna w nocy? No właśnie, nikt. Bo wszyscy wolą gadać o tym, co było, niż pamiętać, co jest teraz. A on dalej tu jest. I dalej walczy. I to jest właśnie to, co robi z niego legendę.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Patrzyłem na to całe zamieszanie przez tydzień, bo sam miałem w domu debata z żoną o tym, czy dać Rublowi status legendy albo zrobić mu tylko pomnik przed stadionem — no i wiecie co? Po rozmowach z kumplami z podwórka przy piwie, jak zawsze się okazało, że najlepsze argumenty nie leżą na kartce Excela, tylko w tym jednym meczu w Petersburgu 2023, kiedy facet wyszedł na kort, mając w nogach kolejne cztery sety od poprzedniego dnia, i tak zagrał, że Monfils siedział na ławce i patrzył, jakby mu ktoś wziął dzieci. Zgadzam się z KasiąSlask — te trzy Puchary Davis to są rzeczywiście ciężkie do przeoczenia, ale nie one same decydują, tylko to, jak on wchodził na te korty. Ja byłem w Madrycie 2022, kiedy przegrał finał z Alcarazem w dwóch setach czysto, i pamiętam, jak po meczu szedł przez tenisowe miasteczko z taką miną, jakby wygrał turniej — nie dla nas, nie dla wyników, tylko dlatego, że walczył do samego końca. I to właśnie jest ten moment, którego nie da się policzyć w statystykach: kiedy zawodnik przegrywa, ale zostawia w kibicach wrażenie, że to on był lepszy. No ale — i tu moje małe "ale" — nie ukrywam, że finał ATP 2024 mnie jednak wkurzył, bo facet miał tyle okazji, żeby rozstrzygnąć sprawę w drugim secie, a puścił rzemień. Widziałem, jak jego trener próbuje go podciągnąć w trzecim, a on patrzył w ziemię jakby go ktoś obraził. To nie jest normalne, żeby ktoś z takim dorobkiem technicznym miał taką strzelaninę serwisową i nie umiał tego naprawić. I nawet jakbyśmy mieli mu dać legendarny status — to jednak ten jeden mecz powinien wisieć w powietrzu jak chmura nad całą dyskusją. Tak więc podsumowując: Rublo to legenda naszego klubu — ale nie dlatego, że raz walczył, tylko dlatego, że walczył zawsze, nawet jak nie powinien. A ten finał? No cóż, niech sobie zostanie w pamięci jako część historii, bo historia legend składa się właśnie z takich momentów — dobrych i tych gorszych.
-
A wiecie, co mnie dzisiaj wkurza najbardziej? To, że przez te całe lata kibicowania Rublowi zdążyłem zapomnieć, jak to jest, kiedy facet idzie na kort i nie myśli o statystykach, a tylko o tym, żeby dać z siebie wszystko — nawet jak nogi odmawiają posłuszeństwa, a łzy cisną się do oczu. Bo pamiętacie ten mecz w Petersburgu, kiedy on wyszedł drugi raz w tym samym tygodniu, walczył do upadłego, a potem na trybunach ledwo zipał, ale uśmiechał się do nas tak, jakbyśmy właśnie wygrali cały turniej? To była ta chwila, która zostaje w sercu kibica na całe życie — nie pudła zrobione czy punkty zdobyte, tylko te kilka sekund, kiedy widzisz, że ktoś cię niesie na plecach. I teraz macie czelność stać tutaj z kalkulatorami w ręku i liczyć mu finały w wielkich szlemach? Przecież my tu nie jesteśmy kibicami z Excela — my jesteśmy ludźmi, którzy wiedzą, co to znaczy stanąć rano na korcie i walczyć, choć świat się wali. A Rublow przez lata był tym facetem, który potrafił zagrać seta w taki sposób, że po nim wszyscy przeciwnicy wychodzili z kortu jakby dostali obuchem. No ale — i tu się zatrzymam — nie oszukujmy się: ten finał ATP 2024 to jednak coś, co wisi nad nami jak ten cień, którego nie można zignorować. Bo jak na ironię, facet, który przez lata niósł nasz rosyjski tenis na plecach, w decydującym momencie nie dał rady podnieść się od razu. I to właśnie jest ten moment, w którym wszyscy zaczynamy się zastanawiać: no dobrze, ale ile takich chwil może wytrzymać legenda, zanim zaczniemy zastanawiać się, czy nie czas oddać jej trofeów z powrotem do muzeum? Więc ja wam tak powiem — zostańmy przy tej dyskusji, bo przecież to nie papierki z pucharami budują legendy, tylko te chwile, kiedy widzimy, że ktoś walczył, nawet jak nie powinien. Ale nie udawajmy, że finał 2024 nie zostawił w naszym klubowym sercu żadnego śladu. Bo on zostawił — i to jest właśnie ten punkt, który sprawia, że ten spór dalej żyje i kipi emocjami. Bo prawdziwa legenda to taki zawodnik, którego nie da się objąć jednym zdaniem. I właśnie dlatego jesteśmy tutaj — żeby o nim mówić, i to nie raz, i nie dwa.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊