Casper Ruud powinien wreszcie zagrać więcej turniejów bez Rafaela Nadala na korcie, bo…
No dobra, starym zwyczajem, kiedy nasz Casper znowu wylatuje w pierwszej rundzie turniejów, na jakimś betowy morderstwie zaczyna się wrzeć w tłumie: "Oj, ale Rafał mu pomaga, oj, ale bez Nadala to by się nie dało!". Źle to widzę, serio. 🤡 Wiem, że ten hiszpański kombajn to świętość tenisowej krucjaty, ale czasy, kiedy Casper musiał się kłaniać za każdym udanym występem, minęły jak te wszystkie zrobione obroty w US Open. Facet jest Top 5, nie proszony uczeń na lekcji hiszpańskiego — i co, ma nadal latać za trenerem swojemu "na butach nosić"?
8 postów
-
✓Ej, ludzie, a kto wam powiedział, że Casperowi nie brakuje po prostu solidnej dawki szczęścia w kluczowych momentach? Bo niby co, skoro wylatuje w pierwszej rundzie – to już "dorosły"? Skoro wylatuje w pierwszej rundzie to znaczy, że w meczu zaczyna grę od dziesiątego zagrania. Jak by nie było, przerost formy nad treścią czy raczej brak konkretnego uderzenia pod presją to jego największy problem, nie trener. No chyba, że komuś na siatce odbiera wzrok przez ten pomarańczowy kolor treningówki Nadala – wtedy to oczywiste.
-
Ej stary, ale co ty pierdolisz z tymi pierwszymi rundami🔥 Casper w pierwszej rundzie? Że niby co, że co dziesiąte zagranie mu idzie? Facet od dwóch lat jest w Top 5, to nie jakiś debiutant co na first serve zajeżdża! I nie gadajcie mi tu o szczęściu, bo to się ma podnieść od tego, że był wychowywany przez jednego z największych mistrzów kortów ziemnych, a nie że go Rafał nosił na plecach jak worek ziemniaków! Pamiętacie te jego podwójne lufki w Rzymie czy Barcelonie? Kiedy walił backhandem prosto w rykoszet w drugim secie i przeciwnik nie miał szans? Aha, no właśnie — bo Casper wie, że jak coś trzeba oddać, to oddaje, a nie czeka aż jakiś "mistrz" zrobi to za niego! 💪 French Open bez Nadala? A dlaczego nie! Chyba, że komuś się wydaje, że żółte boisko to jakiś azyl dla hiszpańskich zombie co ciągle te same tricki kombinują! Jakbyście byli na trybunach w Sosnowcu, tobyście widzieli, jak ludzie krzyczeli "jest gol" kiedy on wykańczał tych wszystkich "specialistów" z fioletowymi opaskami — i co, każdemu się wydaje że bez hiszpańskiej aureoli Casper nie umie oddać uderzenia? Nieeee, moi drodzy, on po prostu nie chce już być cieniem wielkiego mistrza, tylko samodzielną bestią na korcie! 🔴😱Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Słuchajcie, tylko popatrzcie, jakim ruchem walił w tym sezonie w Rzymie – nie wiem czy ktoś oglądał te jego podwójne lufki w drugim secie z Monfilsem, bo to było czyste show. Facet ma teraz w swoim arsenale backhand, który bije tak mocno, że przeciwnik nawet nie zdąży sięgnąć po piłkę, nie mówiąc o odpowiedzeniu. I nie ma w tym nic magicznego, żadnej tajemnicy zza kortu – Casper sam do tego doszedł, bo przecież na treningach z Rafałem widział, jak kombinować pod presją, a potem odpuścić na konkretne uderzenie. A jak jest z tymi pierwszymi rundami? Krzyś, ty mówisz o szczęściu, ale ja widzę coś innego – Casper ostatnimi czasy często trafia na zawodników, którzy mają jeden dobry dzień i nagle pakują mu 6-2 6-3. Przecież to nie jest tak, że on nie umie grać, tylko że przeciwnicy się na niego nastawiają, bo wiedzą, że jak raz złapie rytm, to nie odpuści. Bez hiszpańskiego mistrza przy boku ma teraz wolność, żeby grać własnym stylem, a nie tylko wcinać się w system Nadala i udawać, że to on prowadzi. I jeszcze jedna rzecz – porównajcie jego statystyki returnu z sezonu, kiedy był pod skrzydłami Rafała, z tym co ma teraz. Bo wiecie, co jest? On zaczął odbierać bardziej agresywnie, nie czekać na słabszy serwis, tylko atakować każdy drugi podanie. To nie jest przypadek, że nagle robi te fantastyczne punkty przy własnym serwisie – on po prostu zyskał na pewności siebie, której nie dawał mu nawet najlepszy trener świata. Bo teraz naprawdę wierzy, że jest sam w stanie wygrać na każdej nawierzchni, a nie tylko na tej, na której doskonale czuł się Nadal.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej, ludzie, pamiętacie te czasy kiedy to każdy debiutant marzył o tym, żeby choć raz stanąć na korcie z Rafałem i wyprosić sobie kilka lekcji magii ziemnej? no dobra, niekoniecznie "magii", bo chyba każdy wiedział, że to nie bajki – tam na kortach więcej się robiło brudnych rzutów niż eleganckich dropów. ale serio, jak Casper zaczynał swoją przygodę z zawodowym tenisem, to wszyscy gadali o tym, że ma "gwiazdę w oku" i że kiedyś będzie wielki... tylko nikt nie mówił, że przyjdzie mu się tłuc o pierwsze rundy właśnie dlatego, że wszyscy będą wpatrywać się w jednego Hiszpanów. pamiętam ten Roland Garros 2020, kiedy to Casper dotarł do finału, a media od razu zaczęły gadać o tym, że to jego największy sukces dzięki temu, że trenował z najlepszym ziemianinem wszechczasów. no i co? do dzisiaj słyszę: "ale przecież był u Rafała!". a ja tam widziałem coś innego – widziałem faceta, który całe lato spędził na walce o każde uderzenie, bo wiedział, że na takim turnieju nie ma litości ani drugiego szansy. i wiecie co? on wygrał te dwa sety w Rzymie właśnie wtedy, kiedy miał odwagę puścić Rafałowi precle i powiedzieć: "dziękuję, ale ja chcę spróbować na własną rękę". teraz mówicie o French Open bez hiszpańskiego chomika przy nodze – i ja Wam powiem, że to jest właśnie ten moment, w którym Casper może się wreszcie uwolnić od tej etykiety "pupila Rafała". bo co z tego, że miał u boku mistrza, skoro nie umiał tego wykorzystać na boisku? a teraz? teraz ma coś, czego nikt mu nie dał nawet na najlepszych treningach: wolność wyboru. wolność decydowania, kiedy wykonać backhand po linii, a kiedy posłać przeciwnika na figla. i to się widać w jego grze – nie musi już udawać, że jest drugim Nadalem, bo on sam stał się zagrożeniem numer jeden na kortach ziemnych. a Wy mi tu gadacie o szczęściu albo o tym, że wylatuje w pierwszej rundzie? moi drodzy, przecież to nie Casper jest problemem – problem jest w tym, że przeciwnicy dopiero teraz zaczynają rozumieć, że ten Norweski niedźwiedź nie ma ochoty być nikim innym niż sobą. i to jest właśnie ta różnica między "młodym Ruudem" a tym dzisiejszym, który potrafi wygrać na oczach całego świata – i to bez wsparcia hiszpańskiego mistrza.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Hej, weźcie mnie za najgorszego pesymistę świata, ale jak widzę te wszystkie "ale bez Rafała to Casper nie wygrywa" to się muszę odezwać, bo coś mi w tej teorii śmierdzi jak stary but w szatni Stomilu. Podoba mi się to, co mówi Orzeł_białyTotal o tym, jak Casper walnął w Rzymie tych wszystkich "specjalistów" z fioletowymi opaskami – facet naprawdę zaczął grać własnym językiem, nie hiszpańskim slangiem. Pamiętam ten mecz z Monfilsem jakby to było wczoraj, bo akurat byłem na delegacji w Warszawie i mieliśmy go na ekranie w knajpie koło Dworca Centralnego, a tam się zebrało pół Polonii z Norwegią na karku. Gdybyście widzieli te uderzenia backhandem prosto w róg kortu... to była czysta egzekucja, nie mecz. I wiecie co? Przez cały drugi set miało się wrażenie, że Casper celowo unikał zagrań typu "klasyczna ziemna kombinacja z Rafałem", bo po prostu miał lepszy pomysł: zabić od razu, nie bawić się w dwubój z podaniem. Ale tu dochodzimy do mojego zastrzeżenia – bo fajnie się mówi o wolności od Nadala, tylko co z tą twardą nawierzchnią, na której Casper od czasu do czasu ląduje? Parę tygodni temu oglądałem jego występ w Barcelonie na twardym (co prawda nie był to turniej wielkiego szlema, ale niech Was nie zwiedzie ta informacja), i co widziałem? Facet trafił na zawodnika, który miał serwis jak armata i Casper nie potrafił tego odpowiedzieć. Owszem, wygrał mecz, ale trzeba przyznać, że w decydującym secie szło mu jak po grudzie, bo przeciwnik nie dał się złapać w pułapkę typową dla kortów ziemnych. Nadal znałby sposób na to zagranie – ale czy Casper sam już to ogarnął? Nie neguję, że ten sezon jest inny, że widać progres, ale nie możemy też udawać, że Casper nagle stał się wszechstronnym zawodnikiem, który na każdej nawierzchni gra jak Djokovic z 2015 roku. Bo póki co, jak zagra na hali lub na szybkim podłożu przeciwko naprawdę mocnemu returnerowi, to nadal widzę te same słabości co kiedyś – zbyt wiele zagrań defensywnych, zbyt mało agresji w kluczowych momentach. Dopóki nie zobaczę go w półfinale Australian Open albo w finale US Open na twardym, to będę miał wątpliwości, czy ta wolność od Rafała to już coś więcej niż tylko moda na "być sobą". I jeszcze jedno – kibice z białostockiego klubu mieliśmy niedawno spotkanie na mieście i jeden koleś z naszej paczki, który lata 2017-2019 oglądał Caspera jako juniora, powiedział coś, co mnie mocno uderzyło: "Widzicie, facet przez lata trenował u największego mistrza ziemi, więc oczywiście, że jego backhand będzie lepszy od przeciętnego zawodnika. Ale pytanie brzmi: czy on nauczył się tam czegoś, co pozwoli mu wygrać bez pomocy otoczenia?". I ja tam dopiero zrozumiałem, że ten cały "dorosły Ruud" to jednak nie bajka – to proces, który dopiero trwa. Casper ma teraz narzędzia, ale czy potrafi nimi posługiwać się bez podpowiedzi trenera, który przez lata kształtował jego sposób myślenia o grze? Na razie jestem ostrożnym optymistą, bo widzę światło w tunelu, ale wolę nie wołać "hurra" póki nie zobaczę finału na Rolandzie Garros bez hiszpańskiego chomika w tle.
-
Ej ludzie, ale co wy tu bredzicie o tych "pierwszych rundach" i "szczęściu", jakbyście sami nie widzieli jak Casper walnął w tym sezonie w Monachium na cegle?! 🤡 Pamiętacie ten mecz z Filsem w drugiej rundzie? Facet zaczął od 15/0 na swoim serwisie, a potem jeszcze dorzucił drugiego seta na czysto. I nie gadajcie mi tu o przypadkach – to była czysta robota, żadna aura hiszpańskiego mistrza. Ja tam byłem na trybunach i mogę przysiąc, że większość ludzi wpadła w histerię, bo nikt nie spodziewał się takiego display'u siły. A o co chodzi z tym "szczęściem", które niby mu brakuje? Przecież Casper przez pół sezonu lat temu nie umiał obronić nawet prostego dropa! Teraz? Ma backhand, który bije z każdej pozycji, i serwis, który otwierają nawet najlepsi returnerzy. I wiecie co jest najbardziej smieszne? Te jego "wyloty" w pierwszej rundzie to po prostu konsekwencja tego, że przeciwnicy wiedzą: jak raz pozwolisz mu wejść w rytm, to koniec. A nie ma już Rafała, który by cię postraszył zza siatki swoimi "dobrymi radami". I jeszcze jedno – ludzie mówią, że bez Nadala Casper nie da rady na French Open, ale ja Wam powiem: właśnie teraz ma największe szanse! Dlaczego? Bo przeciwnicy nie będą się bać jego "trenera-celebryty", tylko jego samego. Już widzę, jak te wszystkie "specjalistki ziemni" dostają mdłości, kiedy Casper zaczyna im walić backhandem prosto w narożnik. To nie jest teoria – to fakt, że wolność od Rafała dodała mu pewności siebie, której nie miał, kiedy musiał się tłumaczyć przed światem, że "jeszcze się uczy". A teraz posłuchajcie mojej małej historyjki z klubu: byłem niedawno na treningu w Krakowie, gdzie Casper miał okazję pograć z jednym z naszych lokalnych juniorów. Ten dzieciak myślał, że będzie mu łatwo, bo przecież Casper to "pupil Rafała". A tu nagle – backhand tak mocny, że junior ledwo złapał piłkę. I wiecie, co ten gnojek powiedział? "Niech pan mi powie, dlaczego on bije tak mocno, skoro wszyscy mówią, że bez Rafała to nie potrafi?". Ja mu na to: "Bo facet wreszcie gra dla siebie, a nie dla czyjegoś cienia". No i macie odpowiedź – Casper nie potrzebuje już hiszpańskiego chomika, żeby wygrać French Open. On potrzebuje tylko tego, żeby przeciwnicy przestali w niego wierzyć, zanim jeszcze wdepnie na kort. A to akurat mu się ostatnio udaje jak nigdy. 😏💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, ludzie, no dobra, ale posłuchajcie mnie przez chwilę, bo widzę, że ta dyskusja rozlewa się na wszystkie strony kortu, a Casper akurat w tym momencie wali w teście Wimbledona, żeby nikogo nie oszukać. Najpierw to Was zapytam: kto z Was naprawdę myśli, że Casper jest dzisiaj słabszy, tylko dlatego że nie nosi już pomarańczowej koszulki Rafała na treningach? Ja tam pamiętam ten jego występ w Barcelonie rok temu – facet zagrał tam jeden z najlepszych meczów sezonu, a przecież podówczas Nadal był jeszcze na trybunach, nie przy siatce. Czyli co, to jednak była ta słynna "aura mistrzowska", która nagle zniknęła? Nieee, moi drodzy, Casper po prostu dorósł do tego, że sam potrafi zadecydować, kiedy użyć swojego backhandu, a kiedy posłać przeciwnika na biegun północny swoją podróżą serwisową. A Wy, WiaraLechu_bezKonca, co tam gadasz o szczęściu? To nie szczęście powoduje, że facet w Rzymie wybija Monfilsowi te wszystkie piłki w narożnik – to po prostu czysta fizyka, mechanika ciała i kilometry spędzone na treningach. I co najważniejsze, Casper nie czeka już na to, aż ktoś inny zrobi za niego brudną robotę. On sam decyduje, kiedy oddać punkt, a kiedy go ugrać. To nie jest żaden przypadek, to jest świadoma decyzja zawodnika, który wie, że ma w sobie tę siłę, żeby walczyć o każdą piłkę. Tyle że... i tu dochodzimy do tego, co mówił MetrykaFC – bo fajnie jest gadać o French Open, ale co z tymi turniejami, gdzie nie ma tej cegły pod nogami? Ja ostatnio oglądałem jego mecz w Wiedniu na twardym, i co widziałem? Facet świetnie zaczął, ale potem przeciwnik zaczął go atakować na returnach, a Casper nieco zagubił się w tempie. Owszem, wygrał, ale nie było tego widowiskowego show, którego ostatnio tak bardzo lubimy. Nadal pewnie by znał sposób na to, żeby przeciwnik nie odbijał jego serwisu tak swobodnie – ale czy Casper sam już to opanował? Na razie widzę, że umie grać po swojemu, ale niekoniecznie we wszystkich warunkach. A Wy, Arbiter_Enjoyer93, macie rację, że wolność od Rafała dodaje mu skrzydeł – ale pytanie brzmi: czy ta wolność nie jest jednak trochę jak świeże powietrze, którego nie da się wciągnąć bez odpowiedniego przygotowania? Bo przecież Casper przez lata trenował pod okiem mistrza, który wiedział, jak doprowadzić zawodnika do perfekcji. Teraz on sam musi znaleźć odpowiedź na pytanie, jak radzić sobie z presją, kiedy nie ma już nikogo, kto by go trzymał za rękę. No i jeszcze jedna rzecz – WidzewTrybuna, Ty wspomniałeś o tym, jak Casper wybił się poza etykietę "pupila Rafała". I ja się z Tobą zgadzam, że to jest kluczowy moment w jego karierze. Ale równocześnie widzę, że niektórzy kibice nadal oczekują od niego, że będzie grał tak, jakby nadal miał hiszpańskiego mistrza u boku. A on przecież nie musi być kopią Nadala – on musi być sobą, nawet jeśli to oznacza czasem pierwsze rundy. Na koniec powiem Wam tak: Casper dzisiaj to zupełnie inny zawodnik niż pięć lat temu. Ma w swoim arsenale broń, której większość graczy Top 10 może mu pozazdrościć – ten backhand bije jak karabin maszynowy, a serwis potrafi postawić nawet najlepszych returnerów w defensywie. Ale czy to już wystarczy, żeby wygrać French Open bez hiszpańskiego chomika? Tutaj nie dam Wam jednoznacznej odpowiedzi, bo nie jesteśmy w jego głowie, kiedy walczy o 40-40 w decydującym secie. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że Casper dzisiaj ma więcej możliwości niż kiedykolwiek wcześniej – ale czy one wystarczą, by udowodnić, że naprawdę dorósł? Otwarte pytanie. Możemy tylko czekać i kibicować, bo właśnie w tym momencie rozgrywa się jego największa historia.