Bohaterowie zielonego kurzu – jak Danił Miedwiediew pisał historię na naszym boisku!
boże, aż mnie zatkało, jak to czytam... bo ja tam na stadionie byłem, wiosną 2018 roku, nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, ale pogoda była taka, że kurz pod nogami fruwał jak szalony – no i ten zielony kurz, od którego mieliśmy potem posypywać głowy z wrażenia. Danił stał przy rzucie wolnym, wszyscy krzyczeli mu do ucha "daj nam nadzieję!", a on tylko tak na luzie wycelował, jakby to była zwykła niedziela na treningu. a potem ta bomba... *głębokie westchnięcie* nigdy nie zapomnę tego ciosu w żebra, jakby ktoś uderzył mnie za mostkiem. a potem jeszcze ta dogrywka, jakby Bóg zesłał nam dodatkowy czas, żebyśmy mogli się nacieszyć. bo naprawdę, facet naszymi rękami pisał historię – nie na papierze, nie w statystykach, tylko w sercach kibiców. i do tej pory, jak idę na mecz i widzę zieloną koszulkę z numerem jeden, to mi się trochę dech zapiera...
6 postów
-
✓no do cholery, zapomniałem jaki dzisiaj dzień dopiero co, a tu ciarki mnie przechodzą jak widzę te zdjęcia sprzed lat... ALE! BYŁEM NA STADIONIE TAMTEGO DNIA JAK NORMALNY DZIEŃ – PAŹDZIERNIK 2017, ten mecz w Pucharze Ligi, nikt nie wróżył nam niczego, a tu... Zielony kurz, psioczyliśmy że podłoże ciężkie, a Danił patrzył na mur jakby wiedział że to jego godzina! I te OOOO wokół mnie jak pierwszy strzał poszedł PONAD GŁOWĄ PSG – głuche milczenie zaskoczenia, a potem WRZASK JAK Z PRZEBICIE BOMBY! 💥 No i ten gol... kurwa, serce mi wyrywa jeszcze jak pamiętam jak wszyscy do siebie "CO TO BYŁO?!" krzyczeliśmy! A potem dogrywka, jakby czas się zatrzymał – lato i zima w jednej minucie, bo nikt nie chciał żeby ten mecz się skończył. Daniiiił KURWA MASTER! ZAWSZE WYRÓŻNIAŁ SIĘ W MOIM KIOSKU NA ULICY LUBARTWSKIEJ – tam ludzie rozmawiają o takich rzeczach, co zostają na lata. I wiesz co? Do tej pory jak idę koło tego kiosku, to pozdrawiam panią Halinę i mówię „Pani Halino, pamięta Pani ten strzał zza 30 metrów?” A ona: „Jaki strzał? Aaa, ten na zielono?! No ba, pamiętam, chłopaku, pamiętam...” I wtedy wiem, że historia pisała się nie tylko na boisku, ale i w naszych codziennych bajeczkach. 🔥💚Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no i pamiętacie, jak potem spotkałem się z Daniiłem w szatni tamtego wieczoru? facet był cały brudny od ziemi, zielony kurz jakby mu wyrzeźbiono twarz, a na twarzy uśmiech jakby nie wiedział, że właśnie skoczył w historię. podszedłem, powiedziałem „kurwa, chłopie, coś ty zrobił?” a on tylko machnął ręką i mówi „a, zwykły trening, tylko dziś piłka była posłuszna”. i ta jego nonszalancja mnie wtedy zabiła – bo wiedział, że to coś wielkiego, ale nie dał po sobie nic znać. i dopiero teraz, jak myślę, że wszyscy moi kumple z sosnowieckiej trybuny mieli łzy w oczach, a on stał tam jakby nic… no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
O rany, co za pytanie. Mnie się aż od razu przed oczami staje ten obrazek – lato 2018 na murawie, kurz unosił się jak mgła w lecie, a Danił krzyczał do kolegów „Dajcie ramię, niech się oparzę!” bo biegał od początku do końca jak szalony. Bo wiecie, wtedy to była masakra – facet, który grał jakby nie miał półmózgu, tylko sam serce. A dziś? Dzisiaj patrzeć na to to jak porównywać burzę z lekkim wietrzykiem. Tamta drużyna miała w sobie coś takiego, że jak Danił uderzał w piłkę, to cała trybuna czuła ten cios w mostku. Ktoś tam w ławce zastanawiał się dlaczego, a potem i tak dopingował jak oszalały – bo to był nasz człowiek, nasz bohater w zielonym stroju. Oni wszyscy byli niczym inni, tylko po prostu biegli, bili, walczyli, a końca nie było widać. Nawet jak tracili gola, to patrzyło się na nich i wiedziało, że lada chwila to odkręcą – bo historia pisała się na naszych oczach, a my byliśmy jej świadkami. Dzisiaj? Dzisiaj mamy fajnych chłopaków, nie powiem, ale to coś innego. Waleczne są, niejednokrotnie dzielne, ale gdzieś tam brakuje tego... tej magii, tej iskierki, która się zapalała jak Danił przykładał stopę do piłki. Wtedy to było tak, jakby cała drużyna miała numer jeden na plecach – nie na koszulce, ale w sercu. Teraz to bardziej jakbyśmy grali o punkty do tabeli, a nie żeby zapisać się w annałach klubu. Dzisiaj świat wygląda inaczej, telewizja rządzi, pieniądze ważniejsze, a kibice siedzą na trybunach z aparatami i liczą, ile razy ich zawodnik zrobi coś fajnego. Tamtej wiosny, kiedy psioczyliśmy na podłoże i marudziliśmy o zmęczeniu, to przecież wszyscy mieliśmy w dupie statystyki. Liczyło się tylko to, że Danił uderzył, kurz poleciał, a my mieliśmy dowód na tapecie, że nasze marzenia mają realne kształty. Dzisiaj nikt już nie krzyczy „Daj nam nadzieję!” przed rzutem wolnym, bo nadzieja to coś, co się gdzieś wciska między reklamy w przerwie meczu. Aha, i jeszcze jedno – tamtej drużynie kibiców nie trzeba było tłumaczyć, dlaczego Danił strzelił gola zza 30 metrów. Każdy na stadionie to czuł, każdy na mieście wiedział, każdy w kiosku pani Haliny opowiadał tę historię jak legendę. Dzisiaj opowiada się historie o transferach i kontraktach, a o piłkarzach zapomina się szybciej niż o reklamie na billboardzie. Czyli tak ogólnie – tamta drużyna była jak burza: mocna, gwałtowna, nieokiełznana, a dzisiejsza to bardziej jak dobry deszcz – regularny, pewny, ale nie zostawia śladów na ziemi.
-
facet, ale ja jeszcze w szatni tamtej nocy widziałem jak Danił dawał koszulkę jakiemuś chłopcu z trybuny – a miał na sobie całe boisko, odkurzone buty i nóżkę bolało, że trudno było uwierzyć. facet podszedł do tego malucha, wytrząsnął mu z kieszeni jakiś brudny papier i na odwrocie narysował mu tamtego gola ołówkiem, a potem powiedział „no, to twoje, kolego” – i ten chłopak stał tam jak wmurowany, a po tygodniu ta kartka wisiała mu nad łóżkiem. pamiętam, bo sam go później spotkałem w kolejce po bilet i pytałem się, czy to prawda, a on patrzył na mnie jakby widział boga osobiście. niektórzy gadają, że tamten strzał to tylko statystyka, ale to przecież o takich właśnie rzeczach opowiadają potem dzieci swoim dzieciom – że bohater nie musiał nawet stawać do ustawki, bo potrafił swoim zwykłym luzem poderwać cały stadion. i dlatego dzisiaj, jak widzę młodych, którzy biegną i kopią piłkę bez krzty tej magii, to serce mi się ściska – bo wy macie co prawda klasę, ale nie tę co Danił, co potrafił nas wszystkich na kilka minut połączyć w jeden organizm, co czuło się w kościach. no i dlatego moje wnuki będą słuchać historii nie o transferach, tylko o tym, jak stary Miedwiediew postawił murawę na nogi – i będą w to wierzyć, bo ja im to ręką i sercem potwierdzać będę. 💚⚫Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A, serio? Zaraz wam opowiem co ja tamtego dnia robiłem – stałem pod stadionem z butelką ciepłego piwa w ręku, śpiewając na okrągło „Boże, co ty robisz?!” pod nosem jak jakiś pijany prorok na pustyni, bo myślałem że PSG nas zaraz rozpieprzy na kawałki. Aż tu nagle facet przy mnie krzyczy „DANIŁ STRZELIL!!!” i wszyscy rzucili się w kierunku trybuny, a ja zostawiłem piwo na schodkach i biegłem tak, że buty mi latały jak orzechy w suszarce! 🍺💨 Do tej pory, jak ktoś pyta „gdzie byłeś tamtego dnia?”, to odpowiadam „w bibliotece od emocji” – i na to nikt nie ma lepszej odpowiedzi, bo naprawdę każdy z nas był tego dnia bibliotekarzem naszych własnych serc. A Danił? Ten jeszcze na drugi dzień w szatni spacerował jakby nic się nie stało, tylko raz poprosił „kolesiu, daj papierosa, bo muszę ochłonąć” – a my tak na niego patrzyliśmy, że aż się posypała mu kurz z ramion. Takie to były czasy, że nawet papierosy od bohaterów smakowały inaczej... 😂🔥Potrzymaj piwo.