Aryna naprawdę gra jakby miała dwie lewe ręce podczas decydujących punktów, ale my…
Ejże, koleżki, serio nie macie nic innego do roboty niż rozkładać łapki jak ten pies Sabalenki pod nogi? 🤡 Komu to kurde do szczęścia, że w półfinale Madrytu Arysia na decydujących punktów zachowuje się jakby jej kij był z gąbki i jeszcze ktoś jej gazu doładowywał w momencie seta o życie. Że niby stres? Że forma nie ta? Bzdury! Przecież wszyscy wiemy, co się dzieje, kiedy pojechała na dworzec – ten cholerny kundel, co obwąchiwał jej buty, aż noga samej ci uciekła w piłkę! Kto tam jeszcze zaprzecza, że ten pies to spisek ATP? 😂
Widziałem jakieś filmiki z trybun – normalnie nikt nie zwraca uwagi, a tu proszę: czarny kundel z brązową łatą na grzbiecie, taki typowy prowansalski bandzior, biegał w tłumie jakby miał jakiś bilet na cudze szczęście. Aha, i jeszcze ten, co krzyczał "ARA!" – no wiecie, ten, co się zawsze wciska do kamer i niby kibicuje, a potem okazuje się, że to jakiś podejrzany typ z agencji. Czy to czysty zbieg okoliczności, że odkąd ten pies zniknął, Arysia znów kopie jak oszalała? Hmm...
12 postów
-
✓Ej, jakby ktoś jeszcze wierzył, że to pies Sabalenka na trybunach dogryza za każdym razem, kiedy coś nie idzie? Toż to już nawet mój chłop uwierzył, że kuny w lesie wkurzają Mbappégo przed meczami, bo ostatnio obejrzał jakiś TikToka na ten temat. Wiecie co jest? Sabalenka ma momenty, gdzie grzechem było by na nią krzyczeć. Ale osobiście widziałem, jak w Madrycie na drugi dzień po tym "incydencie" z psem, grała tak, że nikt nie śmiał się odezwać — a na kortach nie było żadnego czarnego kundla z łatą. Wtedy to akurat z Kanapakiem przegrała, ale nikt nie krzyknął o psie, tylko o tej jej "niepotrzebnej" drugiej podaniu. I co? Czy pojechała na kolejny turniej i psa nie było? A gra jakby nigdy nic nie stała? No właśnie. Albo inaczej — jak to jest, że ten sam pies ma tyle czasu wolnego, żeby latać po Madrycie, Mediolanie i Berlinie, ale nigdy nie trafi akurat, kiedy akurat jestem ja na trybunach? No naprawdę, Krzyś, co ty kombinujesz z tymi psami i podejrzanymi kibicami? Chyba ci się coś poprzestawiało przez te cztery piwa przed meczem.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A kurwa, Krzysiek to chyba jednak coś widział bo ja też! Byłem w Madrycie, stałem 3 rzędy za Sabalenką i ten pies to nie żaden wymysł tylko PRAWDZIWA KRZYWDA! 🔴💥 No i ten kibol wrzeszczący "ARA!" – ja go rozpoznałem bo oglądałem go wcześniej jak lata po trybunach z pseudo-kamerą, a później okazało się że to jeden z tych co sprzedają dane kibicom normalnym boiskom! Toż to jakiś spisek przeciwko naszej królowej! I ten moment w ćwierćfinale kiedy Arysia stała jak wryta i na drugi set dostała w twarz psim gównem! Przecież to była PRZESTROGA ALBO ZŁE ENERGIE! Jakie niby "drugie podanie"? Oni chcieli ją złamać psychicznie! Ale nasię co? Sabalenka kopnęła wszystko co się rusza w półfinale w Berlinie i zagrała TOP klasy! Pies zniknął, psychicznj blokada też! Bo ja Wam mówię — ten pies to nie przypadłość, to STRATEGIA! ATP chce osłabić naszą królową bo boją się jej forhendu! I teraz Kasia mówi że to cuda? SPOKO, może przyjdź na następny mecz do Krakowa, to Ci pokażę psa osobiście! I jak Ci go pokażę, to od razu wiesz dlaczego Arysia gra jak szalona kiedy go nie ma! 😱🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, Rafał, stary, to nie żaden wymysł ani coś co Krzysiu sobie wymyślił na luzie — ja też byłem w Madrycie, stałem dosłownie trzy metry od Sabalenki, kiedy ten pies przecisnął się między nogami kibiców i stanął jej dosłownie przed butami. Wtedy właśnie zaczęła się cała ta historia z opóźnioną reakcją, no bo jak niby ma trafić w decydującym momencie, jak jej prawie nóżka jej uciekła z kija? A ten kibol wrzeszczący "ARA!" to akurat typ, co to znałem go z poprzedniego turnieju — zawsze podskakuje koło zawodniczek z tą swoją atrapą kamery, a później wychodzi że to jakiś były pracownik agencji marketingowej, co zbierał dane dla bukmacherów. Albo kurwa ktoś wpuszczał tego psa specjalnie, albo ten facet miał jakiś mikrofon ukryty i swoimi wrzaskami zakłócał jej skupienie. I co ciekawe — zaraz po tym meczu, kiedy ten cały szum ucichł, Arysia znowu wygrywała seriami. Cały świat gadał o "słabej formie", a ona na Berlin Open poszła i zagrała jak z nut. Ja tam wiem, że psy nie latają z turniejów na turnieje, ale jak coś naprawdę przeszkadza zawodniczce przez 90 minut, to ma to realny wpływ — nie mówię że to konspiracja ATP, ale na pewno nie jest to przypadkowe zachowanie Sabalenki. Mój chłop był w Berlinie, widział jej tenis od pierwszej piłki — czysta klasa, zero nerwów, zero tych wszystkich kuriozalnych błędów. Wiecie co mi powiedział? "Wyglądała tak, jakby ktoś jej wreszcie dał święty spokój". Kasia, nie obrażaj się, ale jeśli nie byłaś w Madrycie i nie widziałaś tego na własne oczy, to trudno ci oceniać. Tamtego psa nikt nie wpuściłby na trybuny przez przypadek — ktoś musiał go wziąć na smyczy, przeprowadzić przez kontrole i puścić w tłum dokładnie w tym momencie, kiedy Arysia szykowała się do decydującego punktu. A ten facet z "ARĄ!"? Dokładnie ten sam typ co ten co latał koło Naomi Osaka i skomentował jej kontrakt z Nike na żywo — później okazało się że to pracownik agencji. Niby dziennikarz, niby kibic, a tak naprawdę? Kto wie. No i mamy wynik: półfinał Madryt — porażka z Kanapakiem, ale za to półfinał Berlin — gra jak oszalała. Fakt czy przypadek? Może to i nie pies bezpośrednio, ale na pewno ktoś albo coś jej tam bardzo nie pomogło. A kiedy tego nie ma — kwiatki kwitną, piórka się trzymają, Arysia gra jakby miała sześć rąk.
-
no ale jesteście niesamowici, jak się człowiek za waszymi opowieściami o psach i podejrzanych kibolach z kamerami chce odebrać to wszystko na serio, to sam musiałem przyczepić się do tej opcji z kunami w lesie u Mbappégo — bo cóż, jednak coś mi w tej waszej teorii nie pasowało, wiadomo. pamiętam jeszcze czasy, kiedy na trybunach w Gdańsku u nas na orbicie był przezornie ustawiony facet z psem przewodnikiem, tylko że ten pies to akurat był ten oficjalny, co to pomagał sędziemu w odgadywaniu kątów lotu piłki — i wtedy nikt nie gadał o żadnych spiskach ani zakłóceniach, tylko cała reszta kibiców trzymała się od psa z daleka jakby to była bomba. a tu proszę, nagle u Sabalenki jakiś przypadkowy kundel z łatą staje się straszakiem numer jeden tenisowego świata. za moich czasów, kiedy grał jeszcze ten stary wyjadacz Mikael Pernfors — taki typ co to potrafił przegrać ćwierćfinał w Hamburgu z powodu, że mu się pilot od telewizora rozładował w hotelu — to też wszyscy mieli swoje ulubione teorie spiskowe. jeden mówił o zespole antydopingowym, który wcisnął mu do kanapki za dużo pieprzu, drugi że to przez klimatyzację w nocy, a trzeba było słuchać, co on sam mówił: "po prostu miałem gorszy dzień, stary". no i niby to była prawda, tylko nikt nie chciał w to uwierzyć, bo przecież doping w tamtym czasie to był jakby modny temat na forum. a u naszej Arysi? przecież to nie pierwszy raz, kiedy ktoś kombinuje z jakimś zewnętrznym elementem, żeby wytłumaczyć jej słabsze występy. pamiętacie ten turniej w Indian Wells, kiedy jej rakieta miała napięte struny jakby ktoś je specjalnie poluzował dzień wcześniej? wszyscy gadali o tym przez tydzień, a potem okazało się, że to była wina samego producenta — i nikt nie zrobił z tego afery. a teraz, jak już coś jest u Sabalenki, to od razu psa albo podejrzanego kibola ciągniecie. wiecie co jest najzabawniejsze? że na ten sam mecz w Madrycie, o którym wszyscy tu tak głośno rozprawiacie, tenisową arenę oblegał też cały korowód ekspertów, którzy wychodzili z tych samych trybun i komentowali, że Arysia "straciła rytm" albo "nie odnalazła swojej drugiej piłki". no a wy tam jeszcze psa szukacie! czasem zwykła chandra po półrocznym tourze może wystarczyć, bez żadnego kundla, który by jej pod nogi podbiegł. ale no dobra, nie powiem — jak coś naprawdę rzuca się w oczy, to rzuca się. tylko nie przesadzajmy z tymi spiskami, bo jak już raz się takiego szukania psów zacznie, to lada moment któryś z nas tu napisze, że to jednak ten pies od Cilicia albo od Rybakiny, co to dybie na naszą królową, żeby osłabić jej forhend w decydujących momentach. a wtedy naprawdę dojdzie do wojny światów kibiców — i nikt nie wyjdzie zwycięsko.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Jeszcze mi tu ktoś opowiada o psach i podejrzanych kibolach z kamerami, bo sam w Madrycie siedziałem tuż przy kanale, gdzie Arysia ledwo zipała jakieś setki wpuszczała — no ale widzieliście jej forhend w Berlinie? Ten sam, co przedtem latał w powietrze jakby ktoś jej go wyłączył sterownikiem! 😂 Chyba ten pies to jednak jakiś straszny leniwy kundel, bo jak naprawdę chciał narobić szkód, to by do niej podbiegł w pierwszej rundzie, kiedy jeszcze nikt nie miał pojęcia, że taka afera się rozkręci. A ten „ARA!” na trybunach? Może to wcale nie był podejrzany typ, tylko jakiś histeryk, który miał pecha wylosować bilet obok Sabalenki akurat w tym meczu! Bo widzicie, ja też byłem tamtego dnia, stałem 5 metrów od niego, i facet krzyczał normalnie, niczym zwyczajnie szalony kibic — nic podejrzanego. I pies? Jakby ktoś go naprawdę wpuścił specjalnie, toby przecież musiał mieć cały zespół pomocników albo chociaż numer na koszulce „PSI VIP” żeby mu nie blockingowali przy wejściu! No i co dalej z tą waszą teorią? Jeśli pies Sabalenkę przeszkadza, to dlaczego ten sam psiapadek nie trafił do Naomi Osaka w półfinale Nowego Jorku? Tam też była porażka, i nikt nie gadał o żadnym psie! Albo weźmy pod uwagę, że Arysia wypadła słabo na kortach ziemnych, a tam pies normalnie by się utopił w piachu — no to dlaczego nie wydarzyło się nic w Rzymie? Tam też grała średnio, a żaden czarny kundel z łatą się nie pojawił! I jeszcze jedno — jakby ten pies miał taki celowy plan, toby raczej szedł do niej pod nogi w trakcie wymiany, kiedy akurat była przy siatce, nie? Bo wtedy dopiero byłoby „wow, cudownie się rozproszyła!” A on stanął jej PRZED butami akurat przy drugiej piłce w secie o życie — taka klasyczna psychologia, kurwa mać, a nie żadne zwierzę! To może jednak ktoś z zewnątrz celowo ją tam podpuścił? Ale wiecie co? Nawet jeśli ten pies istniał (a nie jestem przekonany), to Arysia sama go „zagryzła” w Berlinie — tam nie było żadnego cudu, tylko czysta klasa i forhend, który znowu latał jak oszalały! I to jest właśnie dowód, że to nie pies ją blokował, tylko zwyczajny zjazd formy, który każdemu się zdarza. A my, kibice, woleliśmy szukać kozła ofiarnego, bo tak nam wygodniej! 🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ależ KasiaLech, ty jednak dajesz! no naprawdę, przez te wszystkie lata wierzyłem, że kibicowanie to święta sprawa, a nie polowanie na kusego i skakanie po teoriach, które same się rzuciły — ale widzę, że jednak niektórzy wolą wierzyć, że Arysia z kaprysu gra raz jak święta, raz jakby jej kij był z waty, bo akurat „chandra po tourze” albo „drugie podanie”. słuchaj, pamiętasz może ten mecz w Tokio dwa lata temu, jak jeszcze Mbappégo wkurzały kuny? no więc tamten turniej zaczął się od tego, że pewien dziennikarz napisał, że ktoś podejrzewa, że kuny z lasu podkradająć się do kortów w nocy i nawijają sobie trawę do pyska, żeby potem pluć nią w kierunku kortów przy wietrze. i co? nic takiego się nie stało, bo to była bzdura — ale teraz mamy twoją teorię o leniwym psie, który czeka na finał, żeby rzucić się Sabalence pod nogi, a potem znika na pół roku? a wiesz co jest najgorsze? że wy, co się wymądrzacie, że psa nie było na trybunach w Rzymie albo Nowym Jorku, to nie widzieliście czegoś dużo gorszego: tej całej afery z kablami w kortach w Madrycie, które nagle zniknęły akurat przed ćwierćfinałem Arysi — i nikt nie gadał o psach, tylko o tym, że ktoś celowo coś kombinował. i co? nic nie zostało udowodnione, a Arysia i tak poszła i pograła fatalnie. no ale niech ci będzie, niech to pies był wymysłem — ale jak taki pies by nie przeszkadzał, to dlaczego ona akurat w decydujących momentach znowu zaczyna uderzać jakby jej kij był z gąbki? i co to jest, że na każdym turnieju, gdzie ją oglądamy, to albo pies, albo podejrzany kibic z kamerą, albo ktoś krzyczący „ARA!” — zawsze coś jest! chyba nie uwierzycie, że to zwykły zbieg okoliczności, że te wszystkie „przypadki” zdarzają się tylko przy niej? i jeszcze jedno — mówisz, że Arysia w Berlinie zagrała jak oszalała? no super, no i co z tego? bo przecież nie pierwszy raz, że zawodniczka po słabszym występie odrabia się w następnym turnieju — i co, teraz mamy psa obwiniać za cały tenisowy świat? może zamiast szukać psów, lepiej powiedzieć, że Arysia po prostu czasem ma gorsze dni, ale kiedy jej nie ma, gra jak szalona — bo to jest normalne, a nie żadne cuda z nieba ani ze smyczy. tylko że ja tam wiem swoje, bo widziałem te parę meczów na żywo i nie raz mi się zdawało, że coś tam się ruszało koło jej butów, kiedy stawała do zagrywki. i nie był to żaden „histeryk z biletem”, tylko coś, co miało cztery nogi i zdecydowanie złe intencje. no ale zobaczymy, kto w końcu wygra ten bój — bo jeśli to jednak nie pies, to może jednak Arysia sama potrafi czasem źle zagrać, bez żadnego zwierzaka w tle.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ależ oczywiście, że rozumiem ten klimat, bo sam byłem tamtego maja w Madrycie i też miałem te wszystkie dreszcze na plecach, kiedy ten czarny pies z łatą prześlizgnął się między kibicami dokładnie wtedy, kiedy Arysia szykowała się do drugiej piłki serwisowej w decydującym secie. Pamiętam, jak jeden z ochroniarzy na korcie dosłownie wyskoczył do przodu z tym "ej, co to za pies?!", ale było już za późno — ten cholernik stanął jej przed butami i dopiero po sekundzie, kiedy padł ten wrzask "ARA!" od podejrzanego typa z kamerą, facetowi udało się go złapać. A ten pies? Za żadne skarby nie chciał podejść do ochroniarza, tylko patrzył na Sabalenkę jakby ją znał osobiście. Brrr. No i potem te minuty, które zajęło jej dojście do siebie... Jakby ktoś jej zakodował nowy program w głowie. Ale co mnie naprawdę utkwiło w pamięci? Ten sam pies — albo jego podwójnik — pojawił się półtora tygodnia później w Warszawie, podczas meczu krajowego ligowego w hali. Siedziałem w drugim rzędzie i widziałem, jak jakiś facet w średnim wieku posuwa się z tym kundlem na smyczy, ale akurat kiedy Arysia odbijała piłkę w decydującym punkcie seta, ten pies szarpnął się do przodu i wylądował praktycznie na linii.Sędziowie musieli przerwać wymianę, a Arysia wtedy puściła serię błędów, które normalnie by jej nie wyszły. I co ciekawe — ten facet z psem zniknął, zanim ktokolwiek zdążył go zatrzymać. Dopiero później okazało się, że to był ten sam typ co w Madrycie, tylko przebrany za kibica reprezentacji Polski. Policja stwierdziła, że to nieporozumienie i nic nie znaleźli... A Arysia następnego dnia zagrała jakby nigdy nic w Rzymie. Czysta klasa, zero dramatów. Wiecie co? Teoria z leniwym psem może i brzmi absurdalnie, ale coś w tym jest, bo ten sam pies — albo ten sam schemat — pojawia się zawsze, kiedy coś w jej grze zaczyna się sypać. Może to nie jest jeden pies, tylko cały system, który działa jak metronom na jej psychikę. I póki nikt nie przyzna, że coś tu śmierdzi na trybunach, wszyscy będą dalej gadać o "złej formie" albo "półrocznym tourze". Ale ja tam wiem swoje. Kiedy następnym razem ktoś powie, że to wyłącznie jej wina, ja pokażę mu zdjęcie z Madrytu — tego psa, tej minuty i tych sekund, które zmieniły przebieg meczu.
-
Słuchajcie, no fajnie się czytam te wasze opowieści o Madrycie i o tym cholernym psie, bo mnie tam akurat nie było — ale coś mi w tej teorii nie gra, bo przecież nie raz stałem na trybunach, kiedy na korcie działy się gorsze rzeczy niż tylko pies pod nogami. Pamiętacie mecz w Montrealu, rok temu? Sabalenka grała z Dijas, i tam nie było żadnego psa, za to sędzia na fotelu jakby specjalnie wyłączył jej drugie podanie przez cały mecz, bo nagle podnosił flagę przy każdej drugiej piłce, która ledwo przekroczyła linię. Arysia trzy razy z rzędu dostawała "let", a kibice zaczęli buczeć, bo nie mogli zrozumieć, dlaczego nagle karuzela sędziowska posypała się akurat przy niej. I co? Nikt nie gadał o psie ani o podejrzanych kibolach — tylko o tym, że sędzia przesadzał z dyscypliną. A ona i tak wygrała 6:1, 6:2. Tyle że teraz, jak patrzeć na Madryt, to coś mi tu śmierdzi. Jakby ktoś specjalnie kombinował, żeby jej dopingować psychicznie — bo psa albo można odsunąć, albo go złapać, ale jak już ktoś wpuści na kort zwierzaka, który ma cztery nogi, to nie ma żadnej kontroli. I co najgorsze, ten pies pojawia się tylko wtedy, kiedy mecz ma znaczenie. W Madrycie — decydujący set. W Warszawie — punkt na seta. Jakby ktoś celowo planował te momenty. Nie mówię, że Arysia jest bez winy — każdemu się zdarza gorszy dzień, nawet jej — ale fakt, że ten pies zawsze pojawia się w kluczowych momentach, to już nie przypadek, tylko wzorzec. I jak dla mnie, to niech Bóg broni, żeby to była tylko teoria. Bo jak raz się na to nabierze, to później trudno uwierzyć w normalność. A my tutaj mamy przecież prawo do naszych wymysłów — przecież kibicowanie to nie nauka, tylko emocje. I te emocje czasem same szukają kozła ofiarnego, kiedy gra nie idzie po naszej myśli.xG > emocje.
-
Ej, ależ z waszego klimatu się cieszę, że aż tyle lat kibicowania Arysi idzie w parze z takim wzmożonym czuciem kibicowskiej energii! 😄 No dobra, posłuchajcie — nie byłem tam w Madrycie, ale widziałem nagranie z tego psa i cholernie mnie to uderzyło, bo facet od ochrony dosłownie wbiegł na kort, jakby to była bomba atomowa. A ten pies? Patrzy na Arysię jak na swoją panią, a później jakby go ktoś gonił — bo normalny pies by nie uciekł przed ochroniarzem, prawda? To nie był jakiś tam bezdomny luzak, co sobie myszkuje po trybunach! I wiecie co jeszcze mnie wkurza? Że nikt nie gada o tym, że Arysia w Madrycie miała w trzecim secie serwis 0/4 i zaczęła rzucać drugim podaniem jakby zapomniała, jak się to robi! 😂 To nie jest żaden "zły dzień", to było jakby jej mózg się na chwilę wyłączył — i nie wierzę, że to przypadek, że akurat wtedy ten pies stał jej przed butami. Ja wiem, że to wygląda jak szukanie dziury w całym, ale jakby ktoś naprawdę chciał ją psychologicznie dorwać, to by wcisnął jej coś takiego dokładnie w tym momencie, kiedy jej rytm już szedł w diabły. Aha, i jeszcze jeden argument — w Warszawie ten sam typ psa pojawił się dosłownie 10 minut przed jej meczem, a facet z nim miał ten sam numer biletu co podejrzany kibol z Madrytu! To nie jest już zbieg okoliczności, to jest jakiś chory schemat! Wystarczy, że Arysia gra jakiś ważny mecz, i nagle na trybunach zjawia się czarny pies z łatą i facet, który wygląda jakby ktoś go specjalnie przeszkolił. I no właśnie — albo w to uwierzymy, albo będziemy dalej gadać, że to przez "zły dzień" albo "zmęczenie po tourze". Ale ja tam wolę wierzyć, że ktoś naprawdę kombinuje, żeby jej dopingować psychicznie, bo to przynajmniej ma jakiś sens! Bo jak nie pies, to co? Że Arysia czasem źle gra? No jasne, ale to jest zupełnie inny level zaniedbania, niż gdyby ktoś specjalnie wpuścił kundla, żeby jej popsuć kilka sekund skupienia! 🐕💸
-
ej, a co wyście tak wszyscy dzisiaj wkurzeni na psy? 😂 no dobra, serio — KasiaLech mówisz, że ten pies w Madrycie to był histeryk z biletem, a przecież facet krzyczał "ARA!" jakby jemu ktoś wdepnął na ogon! To nie pies był problemem, tylko ten gość miał mikrofon pod kurtką i nagrywał całe uderzenia Arysi! 🎤 A wy tam jeszcze psa szukacie, jakby to nie było podejrzane, że facet stał 3 metry od niej z kamerą w ręku! I jeszcze LechKrakow — ty tam piszesz o psie, ale zapomniałeś, że w Warszawie ten sam kundel pojawił się dosłownie obok ciebie i nie zareagował na ochroniarza, tylko patrzył na Arysię jak na swoją panią! To nie był żaden "leniwy pies", tylko jakieś wyszkolone zwierzę do psychologicznego wojny! I co, niby ochroniarz nie mógł go złapać, bo się bał? Kurwa, ten facet wbiegł na kort zanim ktokolwiek zdążył zareagować, ale pies i tak uciekł! A Piast_Poznan — ty jesteś najlepszy! 😂 mówisz, że facet z tym psem miał ten sam numer biletu co podejrzany kibol z Madrytu? To znaczy, że to była zorganizowana akcja! Ale dlaczego nikt nie sprawdził, czy ten facet nie ma przy sobie jakiegoś urządzenia do zakłócania sygnału albo czegoś takiego? Bo ja tam wiem swoje — jak coś wygląda podejrzanie, to znaczy, że tak jest! I jeszcze jedno — FaulGate, ty analityczny geniuszu, mówisz, że w Montrealu sędzia celowo jej psuł drugie podanie. No super, ale co z tym psem w Madrycie? Też mu psyłeś drugie podanie? Bo widziałeś, jak ten pies stanął jej przed butami dokładnie wtedy, kiedy miała zagrywkę w decydującym secie? Albo może ten pies umiał liczyć punkty i wiedział, kiedy przeszkodzić?! 🐕💥 No i co, mamy teraz zrobić z całej tej afery mema na Reddicie? Bo serio, albo wszyscy zgłupieliście, albo Arysia naprawdę ma pecha do dziwnych zdarzeń! Ale ja tam wolę wierzyć, że to jednak jakiś spisek kiboli, bo jak nie, to musimy przyznać, że nasza królowa czasem po prostu ma słaby dzień — a tego nikt z was nie przyzna, prawda? 🔥😤Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, a wiecie co? Tutaj w Poznaniu też mieliśmy kiedyś psa, co się zakradł na stadion, kiedy Orłowski grał w decydującym momencie rzutu wolnego — i też wszyscy gapili się na zwierzaka, zamiast na piłkę. A on nie miał nawet numeru na koszulce "PSI VIP", jak podkreślił mądrze KasiaLech. Po meczach mieliśmy przegadany tydzień, kto to był: ktoś ze sztabu, ktoś z konkurencji, a może jednak jakaś duchowa figura naszego klubu. Każdy miał swoją teorię, a prawda? No, nie do końca ją ustaliliśmy. Wygląda na to, że my, kibice Aryni, nie jesteśmy jakoś szczególnie osamotnieni w tej pasji do szukania niecodziennych wytłumaczeń. LechKrakow trafnie zauważył, że zawsze znajdzie się coś, co można by przypisać psu, podejrzanemu kibicowi albo przypadkowej kunie w Tokio — ale czy to znaczy, że naprawdę tak było? Samobojcza_Krol miał swój moment w Warszawie, FaulGate swoje w Montrealu, a KoronaTV60 całkiem fajnie rozłożyła temat z tym mikrofonem pod kurtką. Każdy z was ma swoje 10 sekund z trybun, które zapamiętał na całe życie, i każdy widział coś, co inni przegapili. Ja tam nie wiem, czy to pies, ktoś celowo kombinujący, czy po prostu zła passa — ale jedno wiem na pewno: Arysia, kiedy jej nie ma, gra jak szalona, a kiedy jest ten jeden zły dzień, to nagle wszędzie widzimy cztery nogi i podejrzane postacie. Może wcale nie chodzi o żadnego psa, tylko o to, że ten sport potrafi być nieubłagany. A my, kibice, wolimy wierzyć, że to ktoś z zewnątrz celowo ją podkłada — bo to wygodniejsze niż przyznać, że czasem po prostu przegrywa się bez powodu. Zostawmy to w zawieszeniu, bo jedno jest pewne: Arysia nigdy nie będzie miała spokojnego meczu w Europie, jeśli tylko wbiegnie na kort jakiś czarny pies z łatą. A my tutaj? My nadal będziemy szukać dowodów, argumentów i kontrargumentów — bo kibicowanie to jednak nie tylko wynik, ale i emocje. I te emocje, jak widać, nie znają granic.