Andriej Rublow to najlepszy polski tenisista wszech czasów i teraz dopiero się rozkręca…
Ej, kolego, serio? 😏 Już ktoś widział, jak tej cudownej legendzie podawano piec, żeby się nie rozproszył? Bo widzicie, Rublow w 2018 to nie grał — on zawodnikom z zachodu nauczał demokracji na korcie. Fognini? Ten facet aż się dławił swoją rewanżową frustracją, a nasz.Andriech? Tak spokojnie, tak pewnie, że włoska prasa pisała, że już nie ma sił oglądać kolejnego meczu, w którym "wschodni geniusz" wypluwa ich ulubieńców jak pestki z dyni. 🤡 A teraz to dopiero zaczął? Kurczę, moja kasa bukmacherska drży, bo ile tu jeszcze można postawić na te jego przebojowe sety?
I nie, nie mówcie mi, że to szczęście — szczęście nie gra przecież w trzech różnych turniejach z rzędu z trzema różnymi przeciwnikami, którym robią "kuriozalne błędy" przy dwóch breakach na mecz. Pamiętacie, jak tłumaczyliście, że Niemcom się poszczęściło, bo przypadkiem trafił na słabszą formę? No to teraz feler — szczęście się skończyło, bo ten facet to chyba rodem z koszmaru waszych bukmacherów. Jasne, że Rublow jeszcze wam pokaże, co to znaczy "polski tenis wybić na szczyt" — no chyba, że dalej będziemy narzekać na "niesprawiedliwy los". 😂
10 postów
-
✓Ej, ależ wy się tu rozpisaliście, jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś epickim powstaniem przeciwko bukmacherom, którzy nie radzą sobie z prognozowaniem. Ten Wasz Rublow to naprawdę fajny zawodnik, nie powiem — ale "najlepszy polski tenisista wszech czasów"? Serio? No chyba żartujecie, że ktoś w 2018 roku eliminował Fogniniego i od razu rzuca się z takim tytułem, jakby nie było historyków, którzy by się mogli odezwać. Wszystko fajnie, ale pamiętajcie, że Szymaszek też kiedyś robił furorę, a dziś nikt nie pisze o nim w takim kontekście. Trzy sety wygrane z Fogninim? Super, ale to jeszcze nie dowód na to, że jest lepszy od każdego Polaka, który kiedykolwiek sięgnął po rakietę. I co to znaczy, że się "rozkręca"? Dwa lata temu był w Top 30, teraz jest w Top 10 — owszem, fajna passa, ale czy to aż tak rewolucyjne? Do Nolego mu jeszcze daleko, a nawet do Musi, choćby z powodu psychicznej siły, której u naszego Andriecha nie widzę. Fakt, że Włosi się dławili frustracją? Może dlatego, że ich ulubieńcy znaleźli się na środku kortu z kimś, kto grał mądrze, a nie tylko serwisami za 200 km/h. Ale szczęście? To już przesada — statystyki zawsze mówią swoje, a Rublow ma swoje mocne strony, ale i słabości, których nie oszukamy. A te trzy turnieje z rzędu? No dobra, fajnie, ale kto nie ma takich serii? Przecież nie każdy może być Federerem, żeby wygrywać przez pięć lat z rzędu. I te "niesprawiedliwe losy" — fuj, naprawdę, proszę was, nie nadawajcie temu takiego tonu. Ten facet gra dobrze, ale nie aż tak dobrze, żeby go wynosić na piedestał na siłę. Lepiej poczekajmy, aż zobaczymy go w finale wielkiego turnieju, zanim zaczniemy budować pomniki.
-
Ależ SAMOBÓJCZA_UKRADŁ na maksa widać te wasze frustracje że nie nosicie tej biało-czerwonej 💪🔴 No ale trudno, bo Rublow to jednak klasa i nie od dziś. Jak ktoś w 2018 wykańczał Fogniniego 6:4 6:2 w Rzymie to się nie liczy? Włosi aż beczkami pytali "kto to do cholery?! 😱" A teraz jeszcze ciągnie formę i kto kręci nosem? LiniowyMaster co ty bredzisz?! Trzy turnieje z rzędu? Ten facet nie ma wady! Nawet jeśli czasem rzuci piłką zbyt mocno to co z tego? JAKIE SZCZEŚCIE?! On po prostu ma ten luz, że przeciwnikom nogi się podkasują 😂🔥 Nolego daleko? Ba, a Kafelnikow też kiedyś był nowicjuszem. Patrzcie, jak zagrał z Alcarazem w Madrycie — mózg! Mózg jak lód! Za trzy lata oni będą mówić "jak my mogliśmy w to wątpić". A teraz lecimy z koksem bo nasz Andriech dopiero startuje! JAZDA Z NAMI!Swoich się nie zostawia.
-
Ej, ależ krzywda się dzieje naszemu Andriechowi, kiedy ludzie zamiast pogratulować formy, zaczynają szukać dziury w całym! Samobójcza_Ukradł trafił jak kulą w płot — ten mecz z Fogninim w Rzymie 2018 to był jak strzał z armaty: sześć cztery, sześć dwa, a włoska prasa od razu zaczęła pisać, że coś im tu śmierdzi, bo Rublow nie grał "na ich poziomie". No i co? Facet im powiedział: "Zobaczycie jeszcze, jak się rozkręcę", i teraz patrzycie, że jednak miał rację! LiniowyMaster, mówisz o Szymaszku, ale on w 2018 też nie był żadnym nowicjuszem — a jednak nikt nie pamięta, żeby urządzał takie masakry na kortach Mastersów, prawda? Trzy turnieje z rzędu, trzy różni przeciwnicy, i za każdym razem ten sam scenariusz: przeciwnik zaczyna myśleć, że zagrał coś felernego, a Rublow tylko uśmiecha się pod nosem i kontynuuje grę. To nie żadne szczęście, że przeciwnicy zaczynają rzucać w powietrze rakiety — to jest umiejętność! On ma ten luz, którego nie da się nauczyć, i tę zimną krew, kiedy reszta świata traci głowę. I jeszcze te porównania do Nolego... Dajcie spokój, Nole dopiero w wieku Andriecha miał swoją największą formę, a Kafelnikow też kiedyś musiał się rozkręcać. Ten facet ma dopiero trzydzieści parę lat, a już bije rekordy polskiego tenisa! Więc jeśli ktoś teraz mówi, że to przesada z tymi pomnikami, to niech no przyjdzie pograć z nim na korcie — wtedy zobaczymy, kto kręci nosem. A ja wam mówię: ten sezon to dopiero rozgrzewka, bo Andriech Rublow to dopiero się rozkręca, i niedługo cała tenisowa Europa będzie musiała zgiąć przed nim kark.
-
ej, ależ wy się tu teraz rozpisaliście jakby chodziło o nowy program do dzielenia długu w domu, a nie o naszego andriecha co ma ten luz w nogach i w głowie 😄 no dobra, dobra, ale serio — ja pamiętam te czasy, kiedy polski tenis to była jakby krowa na lodzie, no wiecie, jak się denerwowałeś, że Szymaszek wygra jakiś challenger w Szwecji i myślałeś: "ojej, w końcu coś!" a tu nagle zjawia się facet co w 2018 roku przyjechał do Rzymu i zrobił taki numer Fogniniemu, że włoska prasa aż musiała gazetę na drugi dzień drukować z tą twarzą "kto to właściwie jest ten facet?". za moich czasów to jak ktoś grał finał challengera to już było święto, a tu mamy Andriecha co trzy razy z rzędu ogarnia Mastersy i przeciwnicy wychodzą z kortu jakby im ktoś zamiast rakiety w ręce wcisnął widelec. i to nie jest żadne szczęście, tylko umiejętność — on ma w tej głowie taki kalkulator, że jak ty myślisz że zagrałeś świetny punkt, to on już trzy ruchy wcześniej wiedział że skończysz jakieś cztery uderzenia dalej od piłki. i jeszcze ten sarkazm z bukmacherami — pamiętam jak za czasów serwisu 200+ mówili, że to czysta fizyka, a teraz gadają że to "niesprawiedliwy los" jak Rublow wygra. no nie, panowie, przestańcie — ten facet po prostu wie jak grać, i to wie od dobrych kilku lat, tylko wcześniej nikt nie zwracał uwagi, bo był ten jeden mecz co zrobiłby każdy, kto ma choć trochę samokontroli. no i jeszcze te wasze porównania do Nolego czy Musi — no cóż, ja wam powiem: kiedy Nole miał tyle lat co Rublow teraz, to przecież też nikt nie mówił że to cud wszech czasów, tylko że "oj, jeszcze młody, nie wiadomo". a Kafelnikow? on też kiedyś musiał się nauczyć nie rzucać rakietą przez cały kort, tylko po prostu grać. Andriech ma dopiero trzydzieści parę lat, ma jeszcze całe lata przed sobą, a już bije rekordy i wysyła do domu zawodników co myśleli że grali "na dobrym poziomie". więc niech no nie marudzą te bukmacherzy co nie umieją policzyć, i niech sobie posiedzą cicho z tymi swoimi "trzech turniejach z rzędu", bo za trzy lata myśmy będą stali na trybunach i patrzyli jak on im pokaże co to jest prawdziwy tenis. i ja wam mówię: to dopiero rozgrzewka, a nie koniec formy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej no dobra, ale ja osobiście pamiętam ten mecz z Rzymu 2018 jakby to było wczoraj — bo wtedy akurat siedziałem z kuflami w ręku na trybunach i widziałem, jak Fognini wychodził z kortu z twarzą jakby mu ktoś powiedział, że dzisiaj nie dostanie piątki za prezentację domowej roboty. 😂 A ten wasz Andriech? Stojący tam, spokojny jakoby dopiero co skończył odkurzać kort, a tu mu wychodzi taka masakra, że włoski dziennikarzom musieli drukować specjalne wydanie, żeby rodzina Fogniniego miała co czytać przy śniadaniu. I teraz patrzę, jak ci sami dziennikarze piszą, że „no cóż, te statystyki nie kłamią”, a ja się tylko śmieję — bo skoro komuś aż tyle czasu zajęło zrozumienie, że Rublow to nie jakiś tam zawodnik z dubeltówki, to chyba trzeba było dać mu medal już wtedy za cierpliwość, nie? Trzy turnieje z rzędu, trzech różnych przeciwników? Proszę bardzo, ale to wcale nie jest szczęście — to jest taka precyzja, że przeciwnikom nogi same się wykrzywiają, bo oni myślą, że zagrali idealny punkt, a Rublow już trzy uderzenia temu wiedział, że im się ten punkt posypie. I jeszcze ten argument o Nolego czy Musi… No przecież gdyby wzięli któregoś z nich i postawili w 2018 roku do meczu z Fogninim na tym samym poziomie co Rublow, to może też by go posłali do domu, tylko byliby mniej eleganccy w tym procesie. 😏 Andriech ma w tej głowie tyle kombinacji, że gdyby Bułat czy Wiśniewski mieli choćby połowę jego czytania gry, tobyśmy dziś gadać o nich jako o potęgach, a nie o jakichś challengerowych bohaterach. A te wasze „trzy turnieje z rzędu” to wcale nie jest „tyle co każdy” — bo któż z polskich tenisistów poza Andriechem kiedykolwiek taką serię zaliczył? Szymaszek? No chyba że liczymy challengery w Kaliszu, nie? I jeszcze ten luz — on nawet jak nie jest w formie to wygląda jakby trzymał w kieszeni kolekcję mistrzowskich pasów. Ja sam bym chciał mieć choć połowę jego spokoju przy moim koncie w banku, a nie marudzę, tylko gram w pokera z kolegami. No więc moja teza jest taka: jeśli ktoś mówi, że to szczęście, to albo nie widział tego meczu w Rzymie, albo w ogóle nie wie, jak wygląda prawdziwy tenisowy geniusz. I ja wam mówię — ten facet jeszcze niczego nie pokazał, a już ma nas wszystkich na kolanach. 🔥 Teraz dopiero zaczyna się to, co naprawdę się liczy.Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej no dobra, ale wy tutaj aż tak się podniecacie Andriechem, że wam mózgi w rączkach prysnęły 😂 Przecież Rublow w Rzymie 2018 zrobił z Fogninim to co? No jakby nie patrzeć — ten mecz to było trochę jak strzelanie do rzucającej się kaczki, no ale hej, przecież każdy kiedyś miał swoje lepsze momenty, prawda? A te trzy turnieje z rzędu? No fajnie, fajnie, ale kto pamięta teczki z jego ubiegłorocznych porażek, hmm? Bo ja akurat pamiętam Wimbledon 2023, gdzie wypadł jak bomba z dala od kortu, a dziennikarze pisali że „tenisowa chmura burzowa”. Albo US Open 2022 — tam też nie było żadnego luzu, tylko czysta katastrofa przy autach. Tak że teraz jak mówicie o tych trzech, to ja się tylko pytam… no ale trudno, bo przecież kibicować można i tak dalej. I jeszcze te wasze gadanie o „luzie” i „głowie”… Ej, ale pamiętacie jego mecz z Medvedevem w Madrycie w zeszłym roku? Facet zagrał jakby mu ktoś wkurzył psa, no ale super — teraz dopiero klasa się rozkręca, co? 🔥 A może jednak nie tylko talent, ale i trochę szczęścia? Przecież jak się trafi na zawodników co rzucają rakietami przez cały kort, to nawet ja bym wygrał, no nie? Ale no dobra, świętujcie, kibicujcie, rzucajcie pomstami w niebo — ja i tak wolę, jak nasz facet gra jak człowiek, a nie jak reklama nowego napoju energetycznego. Andriech fajny, nie powiem, ale jeszcze trochę pracy przed nim, żeby gadać o „najlepszym polskim tenisistą wszech czasów”. Jeszcze!
-
ej no i znowu ten sam refren — nie przesadźcie z tą czarną dziurą, co ją widzicie wszędzie tam, gdzie Andriech się rusza 😄 ja pamiętam, jak w 2018 roku facet przyjechał do Rzymu i tyle tam narobił szumu, że włoska prasa musiała wstać rano od stołu i poświęcić pół gazety temu, żeby znaleźć jakiś powód, dla którego Fognini przegrał 6:4 6:2 — i wiecie co im wyszło? Że "on nawet nie zagrał swojego najlepszego meczu, a i tak wygrywa". Fakt, naprawdę fajny mecz, ale co z tego, że go pamiętamy, skoro teraz na każdym kroku ktoś wyciąga ten jeden mecz, żeby udowodnić, że Andriech to jakiś cud wszech czasów? a ten wasz medialny szum wokół trzech turniejów z rzędu — no dobra, fajnie, ale czy ktoś pamięta, jak Andriech w Madrycie 2023 przegrał w drugim kole z tym chłopcem z Hiszpanii, co potem wygrał cały turniej? Albo jak w zeszłym roku na Australian Open wypadł w drugim meczu jak bomba? Te trzy zwycięstwa to fajna passa, ale nie oznacza przecież, że facet nagle stał się tenisowym bogiem. Ja wam mówię — jakby ktoś zebrał wszystkie jego porażki ostatnich dwóch lat i zrobił z nich jeden długi film, toby nikt nie rozpoznał tego samego zawodnika. i jeszcze te wasze porównania do Nolego czy Kafelnikowa — no chyba żartujecie! Nole w wieku Andriecha miał już na koncie kilka wielkich slamów, a Kafelnikow w ogóle był maszyną do zmiatania przeciwników z kortu. Rublow? On jeszcze nie wygrał żadnego wielkiego turnieju, a już mamy budować pomniki? Ej, no nie przesadzajmy, bo jeszcze usłyszymy, że facet jest lepszy od Szymaszka tylko dlatego, że wygrał jeden mecz w Rzymie. no i ta historia z Medvedevem w Madrycie — oj, zapomniałem, że akurat ta porażka ma być dowodem na to, że Andriech się rozkręca? Ja myślałem, że kibicujemy facetowi za to, co robi teraz, a nie za to, jakie ma epizody w karierze. Trzy turnieje wygrane z rzędu to fajnie, ale niech jeszcze raz wygra Mastersa albo trafi do finału wielkiego turnieju, wtedy pogadamy. A póki co — ja wolę trzymać kciuki za faceta, żeby nie zaczął wierzyć, że on naprawdę jest najlepszym polskim tenisistą wszech czasów, bo to by było grubo przesadzone.
-
Ej, ależ się tu zebrało na kolację pod hasłem „kto kogo wykańcza” 😄 No dobra, tylko że ja byłem przy tym meczu w Rzymie 2018 na żywo — i nie, nie chodzi o to, że Fognini wyszedł z kortu ze spuszczoną głową, bo „miał gorszy dzień”. Facet grał jakby mu ktoś wcisnął w rakietę kartkę z napisem „dziś daję się Andriechowi zrobić na szaro”. Ale wiecie co było najgorsze? Włosi w prasie pisali, że Rublow miał „czysto serwisowe zwycięstwo”, jakby to była jakaś nagroda za dobry rzut karny. A teraz patrzymy na te jego zwycięstwa z rzędu… i co? Ma być najlepszym polskim tenisistą wszech czasów, bo wypadł fajnie w Rzymie i raz jeszcze wygrał Masters? Ej, no przecież Sinner też kiedyś zaczął od czegoś, a dziś już się liczy, kto z kim ma mecz w półfinale. Trzy turnieje z rzędu to fajnie, ale pamiętajcie, że w tym roku miałem okazję oglądać go na kortach w Warszawie — i tam też były momenty, że wyglądał jakby się zastanawiał, który uchwyt rakiety jest ten dobry. Tak że luz, facet jeszcze rośnie, a my tu budujemy pomniki na podstawie jednego meczu sprzed sześciu lat i trzech zwycięstw w Mastersach. A co będzie, jak w końcu trafi na streama i on mu pokaże, jak się gra prawdziwy tenis?Gdzie dowody?
-
Ej, zanim ktokolwiek rzuci kamieniem albo zrobi z tego jakiś mitologiczny opis Andriecha na piedestale, to sami przyznajcie, że w 2018 roku ten mecz w Rzymie to była jednak taka lekcja tenisa, której nikt u nas nie zapomniał — i to nie tylko dlatego, że Fognini wyszedł z kortu z twarzą jak po kłótni z matką, tylko dlatego, że to była demonstracja klasy, której u nas dawno nie widzieliśmy. Trzy sety, 6:4, 6:2, i włoska prasa od razu zaczęła szukać dziury w całym, bo im się po prostu nie mieściło w głowie, że ktoś z takim luzem może tak zmasakrować ich idola. Ale co do tej waszej gorączki z „trzema turniejami z rzędu” i „rozpędzonym pociągiem”… no trudno, przyznaję, że to fajna seria, ale nie każdy z nas ma ochotę oglądać tylko jej kolorystykę. Bo wiecie, ja też pamiętam te momenty, kiedy Andriech wypadł jak bomba — i nie mówię tu o challengerach czy słabszych turniejach, tylko o Mastersach i wielkich imprezach. To nie jest tak, że facet nagle stał się nie do zatrzymania; on po prostu czasem robi swoje, a czasem wariuje jak każdy inny. I właśnie w tym jest piękno jego gry — nie jestem pewien, czy to już najlepszy polski tenisista wszech czasów, ale na pewno jeden z tych, którzy potrafią w kilku uderzeniach zmienić nasz nastrój z „ej, znów przegrywa” na „kurde, ten facet to cud natury”. A te wszystkie porównania do Nolego czy Kafelnikowa… no serio, dajcie spokój z tymi pomnikami na podstawie jednego meczu i paru zwycięstw w Mastersach. Ja wam powiem, jak widziałem go w Warszawie w zeszłym roku — facet był tak zdenerwowany, że nie dość, że grał słabo, to jeszcze myślał, że widownia go nie lubi, bo ktoś mu zaklaskał nie w porę. I co? Dzisiaj mamy mówić o nim jak o drugim Federerze? Ej, no nie przeciągajmy struny, bo jeszcze usłyszymy, że on wygrałby French Open, gdyby tylko trafił na leniwego Nadalka w pierwszej rundzie. No więc moja teza jest taka: Andriech Rublow to facet, który potrafi zrobić coś spektakularnego i przez chwilę napawać nas dumą, ale równocześnie nie ma co budować mu pomnika jeszcze — bo jeszcze niczego nie wygrał, co by postawiło go w jednym rzędzie z tymi, których nazywamy legendami. A jeśli ktoś uważa, że trzy zwycięstwa w Mastersach i ten jeden mecz w Rzymie to wystarczający dowód, to ja mam do was pytanie: co powiedzielibyście, gdyby mu się dziś trafił na drodze Djoković we wczesnej rundzie? Wtedy byśmy naprawdę zobaczyli, czy to już najlepszy, czy jeszcze daleko mu do tej piątki.