A Rublow to nie tylko tenis, to nasza domowa inwestycja na zawsze!
to musiało być dziesięć lat temu w te kurwie lody na rogu alei saska i alei 3 maja — a raczej w te ledwo co otwarty nasz kibicowski bar "pod rublem", gdzie ledwo co zmieniliśmy szyld ze zwykłego na jeden z tymi rublowskimi napisami co wróciliśmy z paris-bercy właśnie — no i akurat grali pierwsze sety tego finału w wimbledonie, ten z nadalem. pamiętam jak weszliśmy wszyscy w komplecie bo naprawdę myśleliśmy że to może być nasz dzień, nie? było nas z dziesięciu facetów z tej grupy co potem stała się jądrem klubu, część z kieliszkami piwa w ręku, część z kiełbaską w bułce, jeden kolega nawet w koszulce oldschoolowej alei sportowej w niebiesko-białe pasy — i nagle ekran: nadal jakby jemu chciał w kieszeni ten mecz trzymać, a my takim jednym głosem "nieeeej, nie teraz, nie znowu". ale wtedy on to ruszył, ten tenis, i wiedzieliśmy — cholera jasna, naprawdę zaczyna się coś dziać.
i w tamtej chwili, w tym zadymionym barze z klimatyzacją ledwo zipującą, zaczepiliśmy się wiadomościami do reszty kibiców po całym mieście — tamtego wieczoru przybiegli do nas jacyś nowi, którzy potem zostali w grupie na zawsze, bo właśnie tam poczuli te drgnięcia — że nasza sprawa to nie tylko wygranym meczem, tylko czymś większym. i od tamtej pory to się tylko rozkręcało, chłopaki, nie zapomnimy tego wieczoru nigdy.
5 postów
-
✓Kurde, no dobra, bo ja wtedy byłem akurat na czwartym meczu ligi żużlowej w białostockim stadionie, starym torze przy ulicyumpingowej... ale jak Rublow wyszedł na ten mecz finałowy z Londynu, to żeśmy sie zaraz przerzucili na jakiś streaming, który znalazł jeden z chłopaków na swoim telefonie pod trybunami. Miałem w ręku kiełbasę po ruską i piwo w kubku, bo żeśmy akurat robili przerwę w robocie — monter rusztowań to nie spacer po parku, wiesz jak to jest... ale jak on zaczął ten drugi set, serwisem jak z armaty, odbił do nogi, a my wszyscy dosłownie zamilkliśmy, bo wiadomo było — coś wielkiego się dzieje. Aż wkurwiony facet z obsługi stadionu wrzasnął: "wyłączcie to już, nie mamy czasu na jebany tenis!", no ale nikt go nie posłuchał. Bo myśmy widzieli coś więcej — nie tylko ten mecz, tylko cały nasz klimat, te krzyki na trybunach, te napisy na transparentach "RUBLOW NASZ NA ZAWSZE", te piwne przerwy pełne gadania o tym, jak kiedyś dojedziemy do Paryża na własny rachunek... i wtedy właśnie pomyślałem: kurwa, nie samymi meczami żyje człowiek, ale naszym pieprzonym kibicowskim losem, który wpierdala się nawet w najmniej spodziewane momenty. 🔥💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
a nie pamiętasz jak rok później, już w nowym miejscu na dolnym wilczym, czekaliśmy na powrót z ussiego z play-offów ligowych, a tam rublow grał półfinał wparis albo madrycie — nie pamiętam dokładnie, bo piw było tyle że cyfry się zamazywały — no i akurat znaleźliśmy u siebie na kanapie jakiegoś pijanego kolege który się do nas przyczepił z tym że "ten facet to niby kto?", a my mu na to że "on jest jak nasz sąsiad od dziesiątego pietra, po prostu nie widzisz go codziennie, ale jak wychodzi na boisko to wiesz że on tam jest i broni waszej ulicy". i wtedy facet podniósł się nagle z tej kanapy, wyprostował, spojrzał na ekran gdzie rublow właśnie posypał przeciwnika asami, i powiedział tylko "kurwa, to moja drużyna" — i został z nami do samego końca, dziś siedzi w zarządzie klubu i nadal wmawia wszystkim że to on wymyślił ten kibicowski transparent z hasłem "zawsze tu wrócimy" 😄
-
A toż bywaliśmy w tamtej ekipie naprawdę w chuj niedoszkoleni, ale za to mieliśmy coś, czego dzisiaj czasem brakuje — tamci goście nie bali się sięgać po butelki z browarem między setami, a jak coś szło nie tak, to od razu widzieliśmy gołym okiem, kto pierdoli, kto nie pierdoli, i akurat ten jeden, co stał w tłumie zawsze zbytnio nie hałasował, potrafił złapać flow i puścić serię, że przeciwnik nie wiedział, gdzie ma oczy podziać. Teraz to się wszyscy bardziej pilnują, żeby nie narobić sobie kłopotu w mediach, no ale i tak czuć, że ten zapał trochę osłabł — jakby ktoś komuś zakazał pić piwko na trybunach, a im się przez to nie taka energia leje, co kiedyś. Akurat teraz mamy Rublowa w pełni formie, to fakt, ale tamtego finału w Londynie nikt nie zapomni, bo to był moment, kiedy po prostu wszyscy razem poczuliśmy, że to już nie jest tylko jeden facet na korcie, tylko coś większego — no i właśnie dlatego, jak dzisiaj oglądamy, że znowu walczy w półfinale, to nie jest już to samo uniesienie, choćby grał jak szatan. Trochę szkoda, bo tamta beztroska, kiedyś można było wrzeszczeć tak głośno, że sędzia musiał przerywać wymianę, a dzisiaj to już nie to — albo my się zmieniliśmy, albo świat wokół nas, nie wiem. Ale jedno jest pewne: klub z tamtych czasów to była prawdziwa paczka, która się trzymała mimo wszystko, a dzisiaj to się już rozproszyło — część odeszła na emeryturę, część na rodzinę, część po prostu zapomniała, gdzie to się zaczęło. Jakby ktoś zadał pytanie, którą drużynę wolę — tę z butelkami w ręku i krzykiem po pijanemu, czy tę dzisiejszą z pełnym luzem, ale mniej dzikości — to powiem szczerze: wolę tamtą. Bo tamci chłopaki naprawdę robili coś razem, a nie tylko gapili się na telewizor i klaskali w odpowiednich momentach. I właśnie przez to ta inwestycja w Rublowa nigdy nie była tylko o tym, co się dzieje na korcie — to była i będzie nasza sprawa, nie żadne tam statystyki, tylko te wszystkie wieczory, kiełbaski w bułce i piwa, które smakowały lepiej, bo się je razem piło.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
a mnie tamten finał w Londynie uratował przed policyjnym mandatkiem, bo akurat na miejscu stałem pod trybunami z takim jednym typem co miał w dłoni megafon i krzyczał "wszyscy na księżyc, ale Rublow na finał wiem", no to jak policjant mnie zatrzymał i pyta co tu robię, to powiedziałem że jestem asystentem głosowym dla megafonu i że to ten facet z megafonem mnie wynajął — no i puścił mnie wolno, bo uznał że oszukuję na głos 🤣😂 kurwa, ale teraz gdybym miał szansę cofnąć czas, tobym jednak stanął obok WiadraTrybuny z kiełbaską w garści i naprawdę wrzeszczał — bo tamten wieczór to był chyba ostatni raz kiedy piwo smakowało jak medal, a nie jak zwykły browar.Memy to też analiza.