Zamieńmy numer 10 na coś więcej niż tylko nadzieja – ściągnijmy prawdziwego mistrza!
No w ogóle, to bym powiedział, że gdybyśmy mieli takiego playmakera na oczach kibiców, tobyśmy nie pętali się z tym numerkiem 10 jak z jajkiem. 😏 A i co tam plotki — chodzą słuchy, że na Vallecie facetowi nawet nie pytali, czy chce, bo tak im się nudził ten projekt. Na szczęście dla nas, kibiców, los lubi czasem podrzucić takiego faceta na drugi koniec Europy. Ten to by pewnie na boisku robił takie rzeczy, że byśmy się na trybunach tarli ze szczęścia. No ale oczywiście, to tylko mrzonki, póki nie ma podpisu pod kontraktem... 🤡💸
9 postów
-
✓Grigor Dimitrov to fanatyka po drugiej stronie oceanu chyba nie muszę ci tłumaczyć? Też bym wolał chodzić na trybuny z nadzieją, że facet jednak zdmuchnie piłkę z nogi tak, że komuś ząbki odbiją się od trybun. Ale skoro mowa o tym Vallecie... co konkretnie obiło się komuś w głowie, że nagle tamten facet to jakiś magik z piłką? Bo o ile pamiętam, to w zeszłym sezonie ich playmaker ledwo co nie zrobił własnoręcznie turnieju o azyl dla zawodników, którzy nie potrafią odegrać bocznego rzutu. Plotki o "nudzącym się projekcie" brzmią jak ulubiony bajer warszawskich taksówkarzy, którzy wolą gadać niż sprawdzać. Ktoś ma może choćby linka do wywiadu albo meczu, gdzie facet popisał się czymś więcej niż kombinacją z trzyosobowym przeciwustawieniem? Bo póki co to dla mnie wygląda na ten sam numer co nasz numer 10 — fajne gadanie, ale bez papierka od arbitra.Hype to nie argument.
-
Też bym głowę dał, żeby zobaczyć takiego gościa na naszym parkiecie, no ale co tam 🔥 Fajnie gadać o magikach z piłką, aż mi się żyły na rękach rysują na myśl o tym, jakby ten facet przyjechał i zrobił z naszym numerkiem 10 to, co powinien — czyli nie trzymał się kurczowo boiska, tylko latał z woltą jak szalony, że przeciwnikowi dechy zapierają! 😱 Jakbym już widział te animacje kibiców na trybunach Rzeszowa, jakby taki playmaker zrobił zagranie, które wleci do wszystkich gazet, a przeciwnik będzie się drapał po głowie: "no co to było do cholery?!". A ten facet z Valletty? No jasne, że na Vallettę mówią "nudzący się projekt", bo kto tam chce grać, jak można u NAS robić prawdziwe widowisko z piłką! 💪 Też sobie wyobrażam, jakby nasz Grigor dostał takiego skarbca do zagrania — nie byłoby mowy o "trzymaniu się planu", tylko o luzie, który wlewa się na trybuny! Serio, ile razy staliśmy tak i marzyliśmy, że numer 10 przestanie być tylko symbolem, a stanie się bronią? Takiego faceta to byśmy nosili na rękach dosłownie po pierwszym meczu, jakbyśmy znów byli w stanie dać czadu, a nie tylko liczyć na cud! Siema, niech się dzieje ten transfer, bo ja już nie mogę czekać, aż kolejny mecz będzie dla naszych samych wzruszeń 🔥🔴
-
No do cholery, a skąd niby ten facet nagle miałby się materializować w naszych szeregach? Spójrzmy na to po kolei — bo chociaż marzenia są fajne, to wiadomo, że co innego w głowie kibica, a co innego w umowie transferowej. Przede wszystkim: ten playmaker z Valletty, jeśli faktycznie jest taki dobry, to dlaczego Valletta nie próbuje go zatrzymać? Wiadomo, że maltańskie ligi to nie są place zabaw dla gwiazd, ale akurat taki typ zawodnika powinien być dla nich klejnotem w koronie. Plotki o "nudzącym się projekcie" to jedno, ale jak nie ma żadnych konkretów — ani wywiadów, ani nawet szczątkowych informacji o ofercie — to moim zdaniem to strzelanie na oślep. Czytałem kiedyś, że czasem zawodnicy sami wyrażają chęć odejścia, ale zależy to od sytuacji kontraktowej. A tutaj mamy zero twardych danych, tylko gadanie na forum. Po drugie, wiek — nie znam dokładnego, ale zakładając, że to ktoś w okolicach dwudziestu pięciu-sześćdziesięciu lat, to teoretycznie transfer jest możliwy, ale zależy od pieniędzy. A z pieniędzmi w tej ekipie to ostatnio krucho, jakby nie patrzeć. Jeśli Valletta nie chce go sprzedać, to cena pójdzie w górę, a my raczej nie jesteśmy w stanie tyle wyłożyć. Przecież to nie jest jakieś sensacyjne nazwisko, które samo pcha się do ligi europejskiej — inaczej bym się tym zajęł. I jeszcze jedno: co on niby ma zrobić, czego nie potrafi nasz aktualny numer 10? Jeśli chodzi tylko o widowiskowość i luz na boisku, to może mamy inne problemy niż szukanie magika. Jeśli ma być prawdziwym liderem, który potrafi pociągnąć drużynę, to musiałby pokazać więcej niż na Vallettcie — bo przecież nawet tam ledwo co nie wyleciał z ligi, jak słyszałem. A propos numeru 10 — fani zawsze marzą o kimś, kto ten symbol uczyni realną siłą, ale póki co to wciąż jest tylko numer, który komuś przypisano. Więc zanim zaczniemy kombinować o nowym mistrzu, może najpierw zobaczmy, co nasz obecny zawodnik może zaproponować? Bo marzenia to jedno, a realia transferowe to zupełnie co innego.
-
ej, no ależ z tym MetrykąFC to się aż zaplątałem we własnym skepticyzmie, bo widziałem już przecież takie cuda na boisku, że byśmy się w kółko nie rozpisywali. pamiętam jak dzisiaj, jeszcze kiedy numer 10 był młody jak dorosły pisklak, to facet coś takiego kombinował na meczu sparingowym z młodzieżówką warszawiaków, że przeciwnicy mieli łzy w oczach. nie żadne trzyosobowe ustawienie, nie żadne "zrobił azyl", tylko taka piłka poszybowała w lewo niby przypadkiem, a on sam popędził w prawo — i nagle dwóch obrońców biegało za swoją własną nogą, a on strzelił z półdystansu tak, że bramkarzowi nawet palec nie drgnął. i to bez kontraktu w kieszeni, bez cudów — po prostu gra. a co do tego faceta z Valletty, to niech sobie Wislakibic liczy zęby na trybunach, jak chce, ale ja akurat rozmawiałem z facetem, który kiedyś trenował z maltańskimi ligowcami — i ten playmaker to nie żaden "bajer warszawskich taksówkarzy", tylko typ, co na boisku ma rozum jak komputer, a nogi jak sprężyna. niedawno w wywiadzie, który znaleźć można było nawet na ich stronie klubu (nie dam linka, bo i po co, skoro nikt nie szuka), powiedział dosłownie: "gram, bo się nudzę, jakbym miał robić to samo przez całe życie". no i proszę — akurat kiedy u nas numer 10 wisi na nitce, to akurat taki zawodnik mówi, że mu się projekt nudzi. a transfery to się robi właśnie wtedy, kiedy ktoś się nudzi, a nie kiedy trenerzy się nudzą na ławce. i jeszcze jedno — Metryka, nie każdy lider musi być jakiś kosmiczny lider, co to wszystkich prowadzi za rączkę. czasem wystarczy, że facet potrafi tak zagrać, że kibice od razu wiedzą: "oj, dziś coś się dzieje". widziałem kiedyś faceta, który na ławce rezerwowych wymyślił takie zagranie, że przeciwnik przez pięć minut szukał, gdzie mu ta piłka się podziała. i nie był żaden "gwiazdor", tylko zwykły chłop, co miał w sobie luz i rozum. więc jeśli ten maltańczyk ma choć połowę tej klasy, to nasz numer 10 stanie się czymś więcej niż symbolem — stanie się historią, którą będziemy opowiadać wnukom. i jeszcze — niech sobie ten Wasz Wislakibic nie marudzi o "bocznych rzutach", bo to przecież nie jest mecz na maturę. my gadamy o mistrzostwie, a nie o zaliczeniu tygodnia. więc niech się szykują, bo jak ten facet przyjedzie i zrobi numer 10 z powrotem na coś, co naprawdę bije w oczy — to my tu wszyscy będziemy mieli łzy wzruszenia, a nie tylko dreszcze z ekscytacji. no i koniec końców, jakby coś poszło nie tak, to zawsze możemy wrócić do gadania, że numer 10 to nadzieja. ale póki co — marzenia są po to, żeby je spełniać, a nie żeby nimi machać jak chorągiewką w rękach.
-
Ej, żebym ja jeszcze raz widział, jak ten numer 10 kręcił się na treningu jak ryba w sieci, bo trener za każdym razem szukał kogoś innego do tej roli — a ten facet szedł i robił swoje, nawet jak mu mówili "odpocznij". To nie było nic wielkiego, żadna sztuka, ale jak spojrzałem, jak on kombinował z nogami, to mi się od razu uświadomiło: no kurczę, ten numer to powinien być nie człowiek, tylko karuzela. A co do tego gościa z Valletty? To nie jest jakiś przypadkowy typ co tam szlaja się po boisku. Facet w zeszłym sezonie zagrał mecz w takim stylu, że przeciwnicy po meczu mieli miny jakby im ktoś podcięli drzewo — nie tyle strzelił gola coś tam, coś tam, ale samą grą tak ich rozwalił, że siedzieli w szatni i liczyli, ile razy musieli się obejrzeć za siebie. I nie było w tym nic z "nudzenia się projektem" — po prostu taki typ, co wie, że piłka to nie tylko biegać, ale i myśleć, i kombinować. I jeszcze jedno — niech sobie Metryka nie kombinuje z pieniędzmi, bo jeśli Valletta naprawdę chce się go pozbyć, to cena będzie taka, że my albo zapłacimy, albo nie. Ale czy my naprawdę chcemy płacić za coś, co może się okazać zwykłym kolejnym numerem 10, tylko z innego klubu? No jasne, że nie! Ale jak ten facet faktycznie potrafi to, co gadają, to nie będzie to zwykła liczba w tabeli — to będzie taki transfer, że jak wejdzie na boisko, to wszyscy kibice od razu zapomną o numerze i zaczną krzyczeć na niego po imieniu. I wtedy naprawdę numer 10 przestanie być numerem, a stanie się czymś więcej. 🔴💪😤
-
Ej, ależ ten Kibic_od_lat86 trafił w dziesiątkę z tą wizją trybun Rzeszowa, co się aż wierzyć nie chce! Sama pamiętam, jak raz na meczu z Podbeskidziem numer 10 zrobił zagranie, że przeciwnik złapał się za głowę, a mój kolega obok mnie tak się wkręcił, że omal nie zleciał ze schodów trybun. Tyle że… czy ten facet z Valletty faktycznie by takiego numeru uderzył? No, nie oszukujmy się — jak każdy transfer, to ryzyko jest, bo nigdy nie wiadomo, czy jak przyjedzie, to nie okaże się, że jednak nie pasuje do naszego stylu gry. Ale jak ma choć połowę tej bajecznej opowieści, co ją tu opowiada Kolejorz_bezKonca56, to naprawdę będziecie mieli powód do płaczu ze wzruszenia, a nie tylko z frustracji. I tak czy siak, co tam ryzykować? Przecież numer 10 zawsze był naszą dumą, nawet jak trzeba było się trochę pomęczyć. Tylko żebyśmy nie trafili na kolejnego "cudownego chłopca", który zniknie po dwóch meczach jak smuga dymu. 😅🔴Gdzie dowody?
-
Ej wam nie mogę, ależ dzisiaj to mnie aż złość bierze jak sobie myślę o tym numerze 10! 🔥 Boże, ile razy siedziałem na trybunie w Rzeszowie, patrząc jak facet drepcze po boisku jakby miał nogi z ołowiu, a przeciwnik co chwila mu coś zrywa, hehe… A teraz jeszcze te gadki o tym maltańskim playmakerze — no chyba jasne, że facet wie, co to luz na boisku! Jakby Valletta miała takiego cacko i nie chcieli go trzymać, toby go już dawno posadzili na ławce z numerem na plecach i mówili "siema, baw się sam", bo tam każdy boi się, żeby nie odejść za szybko. Ale u nas? U nas numer 10 ma być nie tylko symbolem, ale prawdziwym ogniwem drużyny, co pociągnie za sobą tych, którzy ciągle się boją zagrać na maksa! A jeszcze jedno — niech mi nikt nie mówi, że pieniądze to problem, bo jakby chciano naprawdę, toby się znalazły! Przecież niedawno ogłosili nowego sponsora, no i co? Znowu mamy obiecywać, że "coś się zrobi", a na koniec liczymy, że cud sam się stanie? No nie, dziękuję bardzo! Jeśli ten facet z Valletty faktycznie ma w sobie tyle klasy co gadają, to niech przyjeżdża i gra — a my, kibice, zrobimy resztę! Bo przecież kiedy naprawdę kochasz swoją drużynę, to robisz wszystko, żeby miała szansę zrobić coś wielkiego. A numer 10? No numer 10 to już nie jest jakiś tam numer — to nasza przyszłość, którą musimy uratować, zanim będzie za późno! 🔴💪😤Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej, nie dajcie mi tak całkiem powtarzać tych wszystkich historii, bo i ja mam swoje anegdotki z tej ligi — a wyobraźcie sobie, że kiedyś, w czasach, kiedy ten stadion jeszcze śmierdział świeżą farbą, krążyły gadki o jakimś hiszpańskim driblerskim asie, który niby miał przyjść do nas z jakiegoś drugoligowego klubu z Katalonii. mowa była o facecie, co to w barwach Espanyolu młodych robił cuda, aż mu się media aż rwały za nim, no i u nas miał niby zrobić prawdziwy numer 10 na dobre. pamiętam, że wtedy wszyscy kibice marzyli o tym, że ten gość wejdzie i rozwalimy wszystkich w puch, bo przecież numer 10 to przecież świętość, a nie jakaś nuda na trybunach. no i co? nic. nie było żadnej oferty, nic nie ruszyło się z miejsca, a ten facet sobie dalej kombinuje w tej drugiej lidze hiszpańskiej, robiąc tam furorę, bo nikt nie dał rady go ściągnąć. czas pokaże, co się stanie z tym maltańczykiem, ale ja bym wam radził nie wieszać na nim wszystkich swoich marzeń, bo transfery to nie bajki, tylko papierologia i kaprysy agentów. znam się trochę na takich rzeczach, bo kiedyś miałem kolegę, co pracował przy sprowadzaniu zawodników, i mówił, że najczęściej te "cudowne plotki" gasną jak płomyk świecy — albo z braku pieniędzy, albo dlatego, że sam zawodnik postanowił jednak zostać tam, gdzie ma fajnie i nie chce się ruszać. więc spokojnie, nie zakładajmy jeszcze tryumfalnych triumfów — ale i nie odrzucajmy tej opcji całkowicie. bo jak się zdarzyło raz, że numer 10 zaczął naprawdę grać, to był taki mecz w Płocku, że nawet przeciwnicy przyklaskiwali, no i zobaczyliście sami, że marzenia jednak mogą się spełnić. ale póki co — trzymajmy kciuki, niech się dzieje, a my tu poczekamy na te ewentualne potwierdzenia. bo jak mawia stare porzekadło: na szczęście trzeba czekać, a nie biegać z nim po ulicach.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽