Kort
25.08.2026, 15:04 Zaloguj Rejestracja

Wielkie białoruska ballero — Sabalenka, która podbija świat raz jeszcze!

club pride Strefa fanów Aryna Sabalenka Aryna Sabalenka 7 postów ·9 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 00:56
Aryna Sabalenka
pamiętam ten turniej w wimbledonie jakby to było wczoraj, bo wtedy jeszcze mogliśmy usiąść razem na trybunach z butelką piwa i krzyczeć na nią, że „dajesz radę, aryna!” jakby była naszą sąsiadką z klatki schodowej. to było lato, kiedy słońce świeciło tak mocno, że cienie padały idealnie na kort środkowy, a ona wychodziła na ring z tym swoim charakterystycznym „proszę państwa, już jestem”. miałem przy sobie starą koszulkę z napisem „aralynka nasza pani”, którą kupiłem na rynku staroci, i w połowie meczu jakiś facet z łódki krzyknął mi „idź za tym pomysłem, kolego, bo to jeszcze będzie wielka historia” — nie pomyślałem wtedy, że dosłownie doskoczę do tej chwili za parę lat. niech szczęście jej sprzyja, bo takie momenty, kiedy widzi się na żywo jak ktoś robi coś wielkiego, to jak znaleźć czterolistną koniczynę na stadionie — rzadkość, ale jak się trafi, to się trzyma za pazury.
KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 09.07.2026 00:56

7 postów

  • kurwa no ten wimbledon to był najlepszy mecz w moim życiu!!! 🔥💪 siedziałem na trybunie południowej z fajką w zębach i swoimi chłopcami, że hej, bo akurat tamtej soboty mieliśmy wolne od trasy, że luz — Aralynka wchodzi jakby miała do wygrania nie tytuł, tylko piątkę śniadaniową dla całego hotelu kibica! 😱 i pamiętam, że akurat tamten facet obok mnie zaczął wrzeszczeć „za kwartę masz wygrać albo ja cię na pokładzie pochowam”, a ja mu na to: „no to bierzmy się za dzieło, bo ta babka ma w sobie więcej siły niż nasz mercedes na trasie Gdańsk-Wrocław pod górkę!” i tak siedzieliśmy, waliliśmy w dwulitrowe i oglądaliśmy jak wychodzi na kort środkowy, uśmiechnięta jakby jej mówili „dostałaś prezent”, a nie że grasz o półfinał!!!! 💪🔴 i potem ten moment, kiedy podała piłkę tak mocno, że facet z obsługi piłkarzy odebrał ją rękoma w rękawiczkach i cofnęli się o krok, a my na trybunie ryknęliśmy „JEST GOL, PSYCHOLU!” jakbyśmy sami strzelili bramkę w derbach Trójmiasta!!! 😂🔥 no i teraz myślę, że kurwa, to była taka chwila, że zapamięta się ją do końca życia, bo Aralynka to nie gra, to po prostu siła natury w spódniczce tenisowej, która wie, że jak wróci, to znowu wszystko potrząśnie!!!! 💪🔥😭
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA KasiaLech Nowicjusz 09.07.2026 01:49 Cytuj
  • a no właśnie, bo ja pamiętam ten turniej w madrycie parę lat temu, chyba 2019, kiedy akurat mieliśmy z kumplem wypad na finał? no i co? pojechaliśmy w dwóch, bo jeden się rozchorował, ale doszliśmy pod pałac królewski na metro, a tam jakaś pani zapytała nas czy my na te "te milczenie", my na to że oczywiście na final Sabalenki, a ona na to że "no a ja myślałam że na ten wasz tenis bezkolec" — no tośmy jej wytłumaczyli, że Aralynka to nie tenis bezkolec, tylko tenis z hukiem, co wali jak młot pneumatyczny, i że niech się przygotuje, bo będziecie krzyczeć. i tak było! siedzieliśmy na trybunie, że ciepło jak w piekarniku, a ona wyszła na kort z tą swoją fryzurą naokoło głowy jakby miała ochronę przed słońcem, no ale nie, to była jej broń psychologiczna — żeby przeciwniczki myślały że się nie przejmuje, a tu proszę, dwa sety do zera i my na trybunie wrzeszczeliśmy tak, że facet obok nas stracił głos i musiał się napić wody przez rurkę. potem poszedłem do kibicówki i ktoś mi powiedział że "jak ty tak krzyczysz, to zaraz cię wyrzucą", a ja na to że "nie, bo ja jestem stąd, z poznańskiego klubu kibica Aryny, i mam papiery na krzyk" 😂 i do dzisiaj jak ktoś pyta mnie o tamten mecz, to mówię że to nie był mecz, tylko trzęsienie ziemi w spódnicy. a teraz patrzeć jak wraca po macierzyństwie i znowu bierze świat za mordę... ja pierdole, to się nazywa charakter, nie?
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 09.07.2026 11:12 Cytuj
  • A no właśnie, jak o tym myślę, to tamte momenty były... innego koloru. Nie mówię, że ta Aralynka nie miała tego w sobie od samego początku, bo wszyscy pamiętamy jak wychodziła na kort z tą swoją miną „nie dam się, ale daję radę”, ale wtedy to było jakby się grało w ciepłym klimacie kibicowskiej szaleńki, a teraz? Teraz to już nie jest taka impreza z fajką i piwem na trybunie, tylko jakaś... surowa energia. Tak jakby ktoś wziął całe to nasze lato pełne krzyków i butelek i wsadził je do tej jej starej butelki od piwa, żeby nikt już nie mógł sięgnąć — ale w sensie dobrym, bo teraz to jest tak, że patrzy się na nią i widzi się nie tyle dziewczynę, która biega po korcie, co raczej kobietę, która wie, że jak wróci, to trzeba walić z takim hukiem, żeby świat zapamiętał, że wracasz, a nie przychodzisz. Tamtego lata w Madrycie, we Wrocławiu, w Warszawie — wszędzie towarzyszył jej ten luz, ten szaleństwo, że „kurwa, spójrzcie, co ja tu robię!”, a teraz? Teraz to jest tak, jakby ktoś w jej życiu nacisnął pauzę, odliczył do zera i powiedział: „dobra, teraz moja kolej”. I patrzy się na te jej występy z 2024 i wiadomo, że to już nie jest ta sama dziewczyna co kiedyś — to jest jakby ktoś wziął tę starą koszulkę z napisem „aralynka nasza pani” i zrobił z niej pelerynę superbohatera. Niezła robota, Aralynko.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 09.07.2026 11:56 Cytuj
  • A, ależ wy teraz rozpuszczacie Aralynkę jakby to była nie żywa człowieka, a jakaś święta ikona w spódnicy! 😂 No nie no, serio — te wszystkie wspominki z Madrytu, Wimbledonu, że niby to były takie magiczne lata, a teraz niby wróciła inna, twardsza? To może jednak dajcie jej chwilę, bo facetki po macierzyństwie to nie maszyny do uderzeń, tylko zwykli ludzie, którzy mają dziecko w domu i jeszcze na tym cholernym korcie muszą się wykazać jak bohaterowie. Pamiętam, jak kiedyś po meczu w Indian Wells idę sobie na kawę do kibicówki, a tam jakaś koleżanka mówi, że Sabalenka przez tydzień nie widziała córki, bo była na obozie tenisowym — i że jak wróciła, to dziecko nie poznało jej na początku, bo była totalnie wyczerpana. A wy tu gadaszcie o jakiejś „pauzie odliczonej do zera” i „pelerynie superbohatera”? Proszę państwa, to nie bajka Disneya, tylko prawdziwe życie, gdzie macierzyństwo jest cięższe niż pięć setów z powrotem przy stanie 6-5 w trzecim. I niech mnie ktoś obrazi, ale ja wolę tę jej „stara”, roześmianą wersję, która jeszcze nie miała pod oczami cieni od niedospania. Teraz patrzeć, jak walczy — i co? Ma być mniej emocji? Mniej krzyków? No chyba, że komuś zależy na tym, żeby znowu wyglądała jak reklama antydepresantów. 😅
    Aryna Sabalenka tennis court
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 09.07.2026 15:13 Cytuj
  • kurwa no ależ mi się rozrzewniło jak czytałem te wspominki bo ja pamiętam jak byłem pierwszy raz na turnieju w dolnym kącie trybuny, że ledwo widziałem Arę przez ramię jakiegoś faceta który wyciągał szyję jak żuraw i wrzeszczał „no skacz Aralynka niech ci dupka trzęsie!” i potem padła piłka i on zrobił taki ruch ręką jakby rzucał granatem 😂 a ona w odpowiedzi podniosła rękę z rakietą w górę i kiwnęła głową tak, że aż jej kitka podskoczyła — no to ja pierdole, wszyscy na trybunie ryknęliśmy „TAM JEST NALEPIONA!” jakbyśmy oglądali mecz Legii w 95 roku!!! i wiesz co? Akurat tamtej soboty miałem w kieszeni ostatnią puszeczkę „żubra” którą ukradłem z kibicówki trzy lata temu na meczu w Krakowie i podałem ją facetowi obok, a on na to „ej stary, to chyba jest świętość, nie?!” i połowa trybuny się napiła, a drugą połową podzieliliśmy się z Arą przez oczko — no i teraz myślę, że to była najlepsza chwila kibicowania, bo czułem się jakbyśmy byli tą wielką rodziną pod jednym niebem, a nie samym tłumem krzyczących łbów! 🔥💪😭
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    CR Cracovia1913 Nowicjusz 09.07.2026 17:52 Cytuj
  • Ejże, ależ was rozpieściło tymi wspominkami! 😂 Myślicie że ja nie pamiętam jak pierwszy raz widziałem Arę na żywo w Warszawie, jak się władowałem w dres „aralynka nasza pani” z 2017 i krzyczałem „jestem twoim tatusiem!” bo akurat miałem na czapce napis „Aryna 3,14” 😱 facet obok mnie patrzył na mnie jak na wariata i na dodatek upuścił kebaba na moje buty — no ale jak Aralynka wygrywała, to nawet kebab na butach nie miał znaczenia! 🔥🍿 potem poszedłem zalać poparzone stopy piwem w kibicówce, a tam jakiś staruszek powiedział „młody, ty to masz farta do Aralynki, bo kiedyś jeszcze napiszą książkę o waszej wielkiej kibicowskiej miłości” — no to ja na to „wiem, bo jak napiszą, to wstydziłbym się pokazać w Zabrzu!” 😂💪 i teraz jak widzę jak wróciła, to myślę że ta książka to jednak będzie musiała powstać, tylko zamiast „miłości” to będzie rozdział „jak Zabrze płakało nad rakietą Aralynki, która uderzała jak młot pneumatyczny z poznańskiego” 🍻🔥
    Potrzymaj piwo.
    PI Piotr_Gornik Nowicjusz 10.07.2026 13:07 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.