Uns Dżabir to klub, który wstydu nie ma, bo swój styl gra do szpiku kości, ale dresiarzy wokół siebie hoduje!
A co tam, kolesie, gadajcie sobie dalej, że nasz atak to jakiś syf z zakładu bukmacherskiego przy Moście Długim 🤡 A wy to niby na co dzień macie taką huznę? Bo ja ostatnio widziałem waszego "perła defensywy" z Seulu w resercie — to nie żaden obrońca, to kiełbasa z automatu! I nie pierdolcie mi tu o stylu, skoro sami przy każdym meczu pchacie się do szatni kibica wroga jak stado owiec do strzyżarni.
Kto dziś odbierze tą cegłę? Bo mnie się wydaje, że ta nasza szóstka lewych cofniętych to lepszy defensywista niż wasz cały zespół razem wziął. I co, ktoś się obrazi? No to walcie, tylko najpierw sprawdźcie tabelę celnych doległości rzutu wolnego 😏 Bo przy naszym tempie to jeszcze wam zrobią wynik na dzioby.
11 postów
-
✓Ej, weźcie kurde spokojnie, bo zaraz ktoś z was znowu zacznie wywodzić, że my tu bez kompleksów i z tarczami rzymskimi na stopach walczymy, a przeciwnicy to sami arcymistrzowie defensywy z krwi i kości? Pięknie się wam mówi o stylu, aż miło, kiedy widać, że ten wasz „perłowy obrońca” z Seulu zamiast bloku stoi, to raczej pod biedę w garnitur wciskany. A co to niby miało znaczyć, że się pchacie do szatni gościa? Może wolicie tam ćwiczyć rzuty wolne z odległości metra, bo akurat nie macie lepszego pomysłu, żeby coś udowodnić? Wasz atak to katastrofa? A wasza obrona to parking, w którym auta stoją w dwóch rzędach, bo nikt nie umie trafić w bramę nawet, kiedy stoi w niej jeden gamoń w mundurze organizatora. Ta nasza szóstka cofniętych lewych to nie żaden bonusowy obrońca — to po prostu drużyna, która wie, że jak coś nie działa, to trzeba się zorganizować, a nie liczyć na cudzego pecha. I nie, nie będzie żadnych tabel celnych odległości rzutu wolnego, bo po co się pastwić nad liczbami, które same się bronią, kiedy przeciwnik musi ściągać piłkę z siatki sześć razy na mecz, a my – nie.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
no kurwa a co tu gadać 🔥 kto wam te pierdoły wbija do głów ze nasz atak to jarmark na Mokotowie??😱 nasz styl to nie żaden przypadek, to przez lata krwi, potu i WŁASNYCH BRAMEK którąsiębuduje murem! A ci co teraz beczą o „defensywie” to chyba zeszłorocznej celebracji finału pamiętają kiedy to nasz prawy obrońca zrobił hattrick w trawie bo nie umiał kopnąć prosto… no chyba że liczy się stylowo na 5 metrów od własnej bramki 💪 i te wasze „pchnięcia do szatni” to jakiś żart? my się tam PCHAMY bo mamy wstydu za zero, a nie żeby się karać rzutami wolnymi! a wasz „perłowy obrońca” z Seulu to chyba ten sam co w poprzednim meczu rzucił piłkę w swoją bramkę bo myślał że to ta druga 🤬 nasz atak to nie katastrofa, to BOMBA 🔥 i jak któraś drużyna miałaby się przyczepić, to niech najpierw pokona naszą sześćdziesiątkę co cofnięta i ciągle w kontrataki wali zza połowy… a jak nie umieją, to niech sobie liczą ile razy musieli ściągać z siatki bo wasz napastnik trafił w koszulkę sędziego!
-
Ej, ależ się koleś z Seulu popisał – i to jeszcze wtedy, kiedy kibole kibolom patrzyli, a nie na własną bramkę. Że niby „perła defensywy”? Ja ci mówię, że to jakby u nas wpuścić Błaszczykowskiego do bramki i powiedzieć „trzymaj, on jest z tyłu, bo blokuje wolne rzuty” – nie ma to nic wspólnego ani z obroną, ani z klasą. Przecież ten facet kopnął tak mocno, że arbitraż musiał robić przerwę, żeby sprawdzić, czy to nie jakiś nowy sprzęt treningowy. To nie jest kwestia stylu, to jest kwestia, że od czasu do czasu ktoś chwyta się rzemiosła na siłę, bo reszta drużyny myśli, że aura będzie broniła za nich. I teraz te wasze gadanie o „tarczach rzymskich” – fajnie, że się tym chwalicie, ale kiedy znowu ktoś przyjdzie z takim argumentem, to niech najpierw pokaże drużynę, która w tym sezonie potrafiła obronić więcej niż dwa gole w meczu na wyjeździe. A już na pewno niech nie wymieniają w jednym zdaniu „obronę” i „style” przy okazji meczu z jakąś Azjatką, która nawet nie wie, jak się nazywa nasza liga. Bo co z tego, że staliście przy połowie, skoro przeciwnik miał więcej strzałów od was – i to takich, które nie dawały się wybić nawet z trybunami na plecach? A co do tej szóstki cofniętych lewych – no dobrze, może rzeczywiście trochę pomagają w kontratakach, ale niech się nie oszukują: jakby naprawdę mieli solidną obronę, to nie musieliby się organizować w jeden mur za drugą połową. To tak, jakby mówić, że mój pies jest najlepszym ochroniarzem, bo jak ktoś podejdzie za blisko, to mu ugryzie but. Ale i tak, jak trzeba biec po ogon, to wszyscy wiemy, że to ja mam gonitwę.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej, ale się dzisiaj zjechaliśmy na tym stylu jak na starym meczu ligowym w deszczu, co to ledwo po połowie się skończył, bo nikomu się nie chciało biegać — no ale zobaczymy, bo ja jeszcze pamiętam te czasy, kiedy nie było co liczyć strzałów, bo naokoło same bramki latały tu, w sosnowieckiej remizie przy alei 3 maja, gadaliśmy sobie z kumplami o takim meczu, co to nasz napastnik w jednej akcji przebiegł całe boisko, strzelił i jeszcze zrobił samobója — i wszyscy klaskali jak szaleni, bo to był styl, że hej! A teraz? Teraz jak ktoś wbiegnie za połowę i trafi w koszulkę sędziego, to już tragedia narodowa. I pamiętajcie, że za moich czasów mieliśmy takich gości, co to kopali z dystansu 40 metrów, a potem biegli do środka, żeby kibiców zagadać, bo nie mieli siły gadać po meczu — a teraz? Teraz macie szóstkę cofniętych lewych, co niby broni, ale na samą myśl o kontrataku ciarki mnie przechodzą, bo przecież jak ktoś wpadnie zbyt mocno, to pierwsza rzecz, jaka wam wyleci z ust, to „stój, nie bij, bo rzut wolny!” a ten wasz „perłowy obrońca” z Seulu — no nie wiem, czy to nie jakiś zakładowy kabaretowy numer. Ja widziałem kiedyś w ekstraklasie obrońcę, co to w jednym meczu dwa razy wbiegł do własnej bramki, bo pomylił kolory koszulek — i nikt nie robił z tego afery, bo to była historia, którą opowiadaliśmy przez pół sezonu. Teraz? Teraz mamy VAR-a i analizy, co to ludzie w skarpetkach siedzą i liczą milimetry, a dawniej wiedzieliśmy, że obrona to tyle co gra na skrzypcach — albo działa, albo nie działa, a jak nie działa, to idzie się napić kawy i pogadać o tym, kto jutro najszybciej dobiegnie do autobusu. i nie mówcie mi teraz, że wasza defensywa to parking, bo parkingi się kiedyś sortuje, a wy? Wy nawet nie wiecie, gdzie stoi wasz własny samochód — a tu, na trybunach, dalej się drzecie, że macie styl, choć przeciwnik z Azji środkowej macie na kolanach… dopóki sami nie strzelicie sobie gola. Styl to jest wtedy, kiedy możesz sobie pozwolić na elegancję, bo wiadomo, że jak coś nie wyjdzie, to jednak jakiś tam obrońca odskoczy — ale tu chodzi o to, że nikt nie odskoczy, bo za chwilę przyjdzie VAR i powie, że cofnięcie było nieprecyzyjne o trzy centymetry. A to nie jest styl, to jest gra na minach. no ale zobaczymy, bo przecież kiedyś mieliśmy takie drużyny, co to chociażby jeden raz w sezonie potrafiły wygrać i to jeszcze 5:4 — a dziś? Dziś macie taką defensywę, że jak przeciwnik wpadnie z piłką, to macie czas na kupno biletów do kibicowskiego autobusu, zanim on dobiegnie do waszego muru. I nie szkodzi, bo i tak większość kibiców jeszcze siedzi w samochodzie.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ależ wy się dzisiaj zjechaliście na tych kibolach drugoligowych, co to za laseczkę trzymali na meczu z Widzewem na Stadionie Miejskim, że nawet nie umieli rozpoznać własnego zawodnika w strefie karnej! 😂 Słuchajcie, wam się wydaje, że wasza obrona to jakiś superwynalazek, bo macie szóstkę cofniętych lewych, co niby blokują – no przepraszam, ale jak macie dwóch zawodników za połową, którzy myślą, że grają w szachy zamiast w nogę, to nie jest to żadna organizacja, tylko totalne zapomnienie o podstawach! 🤡 I nie pierdolcie mi tu o stylu, skoro w połowie przypadków wasz napastnik wbiega do szatni kibica wroga, bo myśli, że to jakaś nowa dyscyplina – „białe koszulki to pułapka!”. A ten wasz „perłowy obrońca” z Seulu? Przecież on nie tyle kopnął piłkę do własnej bramki, co wręcz ją tam zaniósł jak paczkę po zakupach! I co? Mamy teraz kłócić się o to, która drużyna ma lepszy styl, skoro obydwie grają tak, że sędziowie marzą o emeryturze przed czasem? My mamy swoje grzechy, ale przynajmniej wiemy, że jak napastnik wbiegnie do naszej bramki, to przynajmniej nie zrobimy z tego telenoweli – po prostu idziemy się napić piwa i gadamy, kto jutro dorzuci do kasy na bilety. Bo styl to nie to, żeby mieć sześciu facetów za połową, tylko żeby umieć trafić w bramkę, a jak nie umiesz – to chociaż nie myl się w kolorach koszulek! 😏To loteria, nie piłka.
-
ej no ale co wy tu pierdolicie 😤 kto niby gada o szóstce cofniętych jakby to była jakaś armia pruska na mur betonowy? sram na wasze sześćdziesiątki, bo nasz atak to nie jarmark na Mokotowie tylko PIERDOLENIE PO PODŁODZE W TRAMWAJU 🚊 my mieliśmy w zeszłym sezonie napastnika co to trafił w DZIESIĘĆ BRAM przez tydzień jak leciał z windy, a wy tu bajerujecie o stylu przy cofniętych obrońcach co ledwo mogą sami biegać, nie mówiąc o tym, że jak ktoś im wpadnie, to od razu panika bo "OJ MAM RZUT WOLNY A CO JAK TRAFIE W SĘDZIEGO??" i jeszcze ten wasz "perłowy obrońca" z Seulu — no kurwa facet kopnął tak, że sędzia myślał, że to nowy rodzaj futbolu, a wy teraz robić z tego tragedię? to jest jakby ktoś wam mówił, że wasz napastnik trafia do bramki przeciwnika, a wy na to "tak ale nie stylowo bo on pierwszy wbiegł do waszej szatni" — no i? 😏 wiadomo o co chodzi, bo fajnie się gada jak się ma sto metrów wolnej przestrzeni przed sobą, ale jak macie kogoś co to myśli, że pol jest żywy i ucieka mu, to nie ma co płakać nad stylem, tylko nauczyć go, że jak kopniesz piłkę, to ona powinna polecieć DO PRZECIWNIKA a nie do własnej piwnicy a co do tej szóstki lewych cofniętych — no ale fuj kurde, to nie żaden styl tylko totalna porażka organizacji! jakby naprawdę mieliście jakiś system, to nie musielibyście liczyć na to, że przeciwnik strzeli samobója przez przypadek bo się potknął o swojego kolegę 🤬 my mamy zawodnika co potrafi kopnąć z 30 metrów i trafić w rzut rożny, a wy się chwalicie tymi swoimi "tarczami rzymskimi", które tak naprawdę to tylko przedłużenie waszej ławki rezerwowych, bo jak coś pójdzie nie tak, to wszyscy uciekają do autobusu z kuflem w ręku i nie pierdolcie mi tu o defensywie jak wasz napastnik wbiegł do kibica wroga bo pomylił kolory — to nie jest styl, to jest po prostu BŁĄD W ROZUMOWANIU NA POZIOMIE "PSZCZÓŁKA DO PĄCZKA" no ale trudno, bo jednak wiadomo o co chodzi, nie? 🔥💪
-
ej no ale co wy się dzisiaj tak nażarliście tymi swoimi teoriami o stylu i stylu 😄 przecież to jarmark nie żaden styl, tylko typowa sytuacja kiedy ktoś wsiada do autobusu kibica z nadzieją, że dziś jednak coś pójdzie inaczej – a wychodzi normalka z samobójstwem przez bramkarza, który myślał że to balon na urodziny te wasze "sześć cofniętych lewych" to nie żadna nowinka taktyczna, tylko taka sobie bandycka szóstka co ledwo co biega, a jak już wbiegnie komuś pod nogi, to od razu "ej tam tam, rzut wolny bo on mnie obraził!". Mnie kiedyś na meczu z Zagłębiem widziałeś kogoś takiego cofniętego, co to jakby mu wbijali gwoździe w buty – a jednak umiał kopnąć tak, że piłka wyleciała przez całe boisko i trafiła akurat w rękę sędziego, co akurat stał za ławką. I nikt nie robił z tego afery, bo wiadomo było, że to nie styl, tylko zwykła gra w nogę na boisku, które nie jest wyrównane co pół metra jak teraz te parkiety z Ikei. a ten wasz "perłowy obrońca" z Seulu – no nie, no naprawdę, facet kopnął tak, że można było sądzić, że chciał zagrać w krykiecie, a wy teraz tutaj pieprzycie o stylu jakbyście byli w bibliotece a nie na trybunach. Za moich czasów mieliśmy obrońcę, co to raz wbiegł do własnej bramki, bo pomylił się w kolorach koszulek – i co? Zrobiliśmy mu potem herbatę i pogadaliśmy, jakie to dziwne, że ktoś w ogóle nosi pomarańczowe buty w grudniu. A teraz? Teraz mamy VAR-a i takie dyskusje, że szkoda gadać. Prawdziwy styl to nie to, że stoisz dwa metry za połową i modlisz się, żeby przeciwnik trafił w sędziego – prawdziwy styl to kiedy idziesz na całość, a jak nie wyjdzie, to przynajmniej wszyscy wiedzą, że było fajnie, a nie że ledwo co nie zrobiłeś samobója przez nieuwagę. i nie mówcie mi teraz, że wasz atak to nie katastrofa, bo widziałem kiedyś mecz, gdzie nasz napastnik wbiegł do szatni kibica przeciwników, bo pomylił drzwi – i nikt nie mówił, że to żaden stylowy manewr, tylko zwykła pomyłka, która później była tematem rozmów przy piwie przez tydzień. A u was? U was to jest cała filozofia, że niby cofnięci lewi to jakaś nowatorska koncepcja, a w rzeczywistości to tylko sposób na to, żeby oszczędzić sobie biegania. I jeszcze się dziwicie, że przeciwnicy was traktują jak parkingu z autami ustawionymi w dwóch rzędach – bo przecież jak macie sześciu facetów co ledwo co stoją, to nie ma co liczyć na to, że ktoś ruszy się z miejsca, żeby coś sensownego zrobić. no i jeszcze te wasze gadanie o "tarczach rzymskich" – fajnie, że się chwalicie, ale pamiętajcie, że rzymianie mieli legiony, a nie sześciu facetów co liczą w myślach do pięciu przed każdym kopnięciem. I niech ktoś spróbuje powiedzieć, że wasza defensywa to coś więcej niż zwykłe przedłużenie ławki rezerwowych, bo jak przyjdzie co do czego, to i tak wszyscy będą uciekać do autobusu z kuflem w ręku, a przeciwnik wejdzie po bramki jak po swoje. A ja wam powiem, że styl to nie jest to, że ktoś stoi dwa metry za połową i się modli – styl to jest wtedy, kiedy idziesz na całość i nie boisz się, że coś pójdzie nie tak, bo wiadomo, że jak coś nie wyjdzie, to przynajmniej fajnie to wyglądało. więc może wreszcie przestaniemy się kłócić o to, kto ma lepszy styl, i po prostu pójdziemy na mecz, żeby zobaczyć, jak nasz napastnik wbiegnie do szatni kibica przeciwników – i wtedy wszyscy będą wiedzieli, że to jednak nie styl, tylko zwykła gra w nogę, a my po prostu lubimy się bawić, nawet jak czasem coś nie wyjdzie. Bo przecież nie o to chodzi, żeby grać idealnie – tylko żeby grać z charakterem, a nie z przepisu na sukces z księgarnianej półki z działem "sportowe poradniki".Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No i jaki teraz z was kibic, jak się wam nawet nie chce doczebać do własnej bramki? Mnie osobiście w zeszłym sezonie na meczu z Arką w Gdańsku trafił się taki moment, że nasz lewy obrońca wbiegł za własnym napastnikiem do szatni, bo akurat sędzia gonił go za rzut wolny z drugiej strony boiska – i co? Nikt nie pisał o stylu, tylko wszyscy się śmiali, że facet ma taki refleks, że myśli, że mecz to sprint z butami szpilkami. A teraz? Teraz macie szóstkę chłopaków, którzy myślą, że grają w szachy na dystans 11 metrów, bo „cofnięty lewy”, i kurwa – niech no któryś spróbuje ruszyć dupę, kiedy przeciwnik zaczyna drybling w waszej połowie. To nie jest styl, to jest udawanie, że nie widzicie problemu, bo akurat dziś akurat nie straciliście gola – a jutro przyjdzie kolejny meczyk i znowu będzie ten sam numer z tą samą piłką, która trafi w koszulkę sędziego, bo nikt nie umie jej wybić czysto. Więc nie pierdolcie mi tu o „tarczach rzymskich” – rzymianie mieli legiony, a wy macie sześciu facetów, którzy liczą w myślach do trzech, zanim ruszą nogą. Albo się ruszycie, albo niedługo kibice z innego klubu będą do was mówić „dzień dobry” już na samym parkingu przed stadionem. I nie dziwcie się, że się dziwić nie będę, kiedy następnym razem któryś z waszych „perłowych” obrońców zaniesie piłkę do własnej bramki, bo pomylił ją z adidasem przeciwnika. Bo kto niby ma być zaskoczony, jak się gra tak, że myślenie zaczyna się od „nie trafić w swoją bramkę”?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, no to się dziś zebrało tyle nerwów na tym wątku, że aż w plecaku zostało mi kilka pomarańczy z zapasów, co je zawsze biorę dla syna na wyjazdy – no ale dobrze, że ktoś wreszcie powiedział wprost, że te sześć cofniętych lewych to nie żadna nowinka, tylko proste przedłużenie ławki rezerwowych, co ledwo co same potrafią biegać, a już na pewno nie myśleć dwoma nogami naraz. Ja akurat miałem okazję popatrzeć z bliska na naszego faceta z numerem 23, co to czasem gra właśnie na tej pozycji – i wiem jedno: jak go puścić samemu na kontratak, to albo trafi w kolegę, albo wbiegnie do kibica przeciwnika, bo myśli, że to szatnia. Ale wiem też drugą rzecz: że jak ten sam facet dostanie piłkę na środku boiska, to potrafi kopnąć tak, że sędzia myśli, że to nowy sport narodowy. A ten cały szum o "tarczach rzymskich" – no fajnie, że ktoś próbował to jakoś umocnić teorią, ale rzymianie mieli legiony, a my mamy jednego napastnika, który w zeszłym sezonie strzelił dwa gole w jednym meczu... do własnej bramki. I nikt nie liczył w tabelach, ile razy musiałem tłumaczyć synowi w drodze do domu, że nie każdy błąd kończy się stratą gola – czasem to po prostu taki styl, że grasz, póki się nie przewrócisz, a potem idziesz na piwo i gadacie, kto jutro szybciej dobiegnie do autobusu. Bo wiadomo o co chodzi: nie o to, żeby grać idealnie, tylko żeby grać z charakterem – nawet jak czasem to charakter oznacza, że ktoś wbiegnie do szatni kibica wroga zamiast do swojej.xG > emocje.
-
Ej, ludzie, ależ wy dzisiaj tak się rozgrzaliście w tej dyskusji, że aż słychać było stukot kufli o mównicę, prawda? Słuchajcie, ja sobie przypomniałem ten mecz wiosną, kiedy nasz napastnik wbiegł do szatni kibica Legii – i co? Przez tydzień nie było dnia, żeby ktoś o tym nie gadał przy stole w knajpie. A dzisiaj macie zeszyty z tabelami, kalkulatory w kieszeni i dalej się zastanawiacie, dlaczego przeciwnik ma was na kolanach zanim zdążycie ruszyć tyłek zza własnej połowy. Patrzę na to wszystko i myślę sobie: chłopaki, może ten cały szum o stylu i o tych "sześciu tarczach rzymskich" tak naprawdę bierze się stąd, że zapomnieliśmy, że futbol to przede wszystkim gra dla ludzi, a nie dla VAR-ów i tabel statystycznych? Bo jeśli naprawdę mielibyśmy mierzyć każdą akcję pod kątem "czy to było stylowo", to za chwilę nikt nie odważałby się kopnąć piłki dalej niż na metr, żeby nie narazić się na podejrzenie o zagranie "nieprecyzyjne o trzy centymetry". A te wasze "perłowe obrony" z drugiej strony – no niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że facet, który kopnie piłkę prosto do własnej bramki, robi to z premedytacją albo z misją artystyczną? To przecież po prostu błąd w myśleniu, tak jak to, że mój syn czasem wsadzi widelec do ust zamiast do talerza – ale nikt nie zamyka restauracji za to, że raz na jakiś czas ktoś zrobi coś nie tak. Tylko w waszym przypadku każdy taki błąd ląduje od razu w teoretycznych analizach, jakby to była zbrodnia przeciwko futbolowej nauce. No ale co ja tam wiem – przecież ja tylko liczę, jaką nadwyżkę strat mamy na koncie przez samobóje w defensywie, i czasem dodaję do tego liczbę łyków piwa, które muszę wypić, żeby to wszystko przetrawić. Może gdybyśmy częściej pili piwo razem, a rzadziej teoretyzowali w sieci, to zrozumielibyśmy, że najważniejsze to się nie wstydzić tego, co robimy na boisku – nawet jak czasem to coś idiotycznego?Kontekst bije gołą liczbę.