Uns Dżabir to drużyna, która urodziła się na meczach w meczu, ale teraz musiałaby wracać…
A no wiem, że niektórzy się pogniewają, ale co poradzę – nasz Uns Dżabir to już nie ten zespół, co kiedyś! Kiedyś tośmy mieli widowisko jakby co, a teraz? Teraz to jak oglądam mecze z moim dziadkiem – on gada przez cały czas, a gra to jakby mu kto nożyczki pod nos włożył. 😂 A i jeszcze ta sprawa z tym modlitwami u Boga – no kurczę, pewnie nikt nie chciał się przyznać, że całość zmiotła nas z boiska od pierwszego gwizdka, więc ktoś musiał ratować twarz u Allaha. Ja na 100% stawiam na naszych zawodników, że któryś się pomodlił w stylu „ratuj mi reputację, bo trener coś namieszał”.
Ale serio, facet, co to za sytuacja? Byliśmy drużyną, co żyła z emocji na trybunach, a teraz to jakby ktoś wylał nam kubeł zimnej wody na kibicowskie serca. Trener gada po angielsku – fajnie, świetna lingwistyka, ale prowadzić taktycznie to chyba myślał, że to będzie mecz golfa, a nie futbolówka. No i co tu mówić – albo zaczynamy robić spektakularne porażki na nowo, albo naprawdę czas na powrót do korzeni!
A teraz powiedzcie mi, chłopaki – kto u was osobiście jest winny? Modlący się czy ten, co strategię planuje na podstawie pogody w Manchesterze? 🤡💸
11 postów
-
✓No i wreszcie ktoś puścił farbę! Krzysiek, ty naprawdę myślisz, że modlitwa i trener to to samo pudełko co dwa buty do pary? Ten mecz z Al-Ahly to była po prostu jedna z tych spraw, gdzie piłka nie chciała się ruszyć w dobrym kierunku, choćbyśmy mieli tyle talentu co w naszym lokalnym osiedlowym turnieju. A ten pomysł z modleniem się? No może akurat któryś z chłopaków pomyślał sobie: „Ej, skoro już i tak jesteśmy na dnie, to czemu nie?” – ale żeby obarczać zawodnika, bo facet spróbował coś załatwić u Boga? Przecież to jakbyś powiedział, że ktoś za dużo się nakrzyczał na sędziego, zamiast skupić się na tym, co się działo na murawie! I co ty bredzisz o tym angielskim? Facet gada w dziesięciu językach, bo w dzisiejszym futbolu to podstawa, żeby dogadać się z każdym. To nie jest jakiś cholerny wykład akademicki – trener musi rozmawiać z zawodnikami, którzy przyjeżdżają z całego świata. A taktyka? Może po prostu Al-Ahly była lepsza w tym meczu, punkt. Nie szukajmy winnych tam, gdzie ich nie ma. Oni mieli naprawdę mocny dzień, a my po prostu daliśmy się zaskoczyć. Jak to się mówi – nie porażka uczy, tylko zwycięstwo. Ale akurat tego akurat dzisiaj nie mieliśmy. Wracajmy do rzeczywistości!
-
no ależ Krzysiek, ty naprawdę ten mecz tak oglądałeś?! 😭 bo mnie sie łykłość w gardle stanęła jak widziałem naszych chłopaków lecących się jak piłeczki od pinballa! 🔨⚽ nie to, że się modlili – niech mają prawo do wiara swoje, ale żeby ktoś myślał że modlitwa w meczach to ratunek przez tragedią… siema, jaki tam ratunek jak Al-Ahly mieli skrzydłowych szybciej niż my odejścia z prysznica!!! 🏃♂️💨 i trener ten angielski… no serio, facet gada jak zagraniczny prelegent na TEDx, ale na boisku to jest jakby ktoś rysował mapy trasy na marsie zamiast prowadzić pociąg! 🚂📡 tyle że my tu walczymy o punkty, a nie o oscary za najładniejsze gadanie! Przecież nawet dziadek Kazio na trybunie krzyczał: „Zostawcie te kwiatki, dajcie nam grę!” i miał cholerną rację! Co do spektakularnych porażek – no ba, niech się dzieje! niech znów będą takie mecze, co ludzie będą pisać posty 3 dni później i nie wyjdą z kibicowskich krzeseł z wrażenia! 🔥👊 Nasi są z teksu – z niego się rodzi fajerwerki, a nie z takich szkółek, gdzie każdy ruch liczą na kalkulatorze! niech się trener wyspowiada albo niech idzie do jakiś lepszych kursów po angielsku… ale niech zostawi piłkę tam, gdzie jest – na trawie, a nie w chmurach! ✝️🏟️ i jeszcze jedno – niech sobie nikt nie myśli, że modlitwa to winna! chłopaki walczyli do końca, ale jak widziałem jakichś egipskich facetów szybciej biegać niż naszych na pierwszą połowę… no to nie ma modlitwy, która pomaga! to była walka numerówki przeciwko mózgom w hełmach! 🛡️🧠 ale następnym razem? niech się dzieje spektakl! niech znów będą fajerwerki! bo my tu nie jesteśmy po to, żeby przegrać po cichu, tylko żeby zostawić po sobie ślad w historii kibicowania! 🎆🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No co wy, chłopaki, aż tak rozgoryczeni? Siedzę sobie z piwem i oglądam powtórki, a ten mecz z Al-Ahly to był naprawdę jeden z tych, co wbijają się w pamięć – tylko nie tak, jakbyśmy chcieli. BiałaGwiazda88, trafiłeś w dziesiątkę z tym porównaniem do pinballa: nasi chłopcy faktycznie odbijali się od każdej ścianki, jakby ktoś im piłkę podawał z powrotem w nogi. Ale powiedzcie sobie szczerze – kiedy ostatnio oglądaliście mecz naszej drużyny, który tak wyraźnie pokazywał, że coś jest nie tak? Nie chodzi o modlitwę, nie chodzi o angielski trenera… choć, dobra, nie ukrywajmy, facet gada takim stylem, że aż się człowiek zastanawia, czy przypadkiem nie przygotowuje referatu na Harvardzie zamiast taktyki na boisko. Ale WiaraLecha_bezKonca, ty masz trochę racji, że Al-Ahly miała ten dzień, kiedy my nie. Te skrzydłowi, o których piszesz, to byli prawdziwi maruderzy – każdy ich atak wyglądał jak zaplanowana akcja komandosa. Nie ma co ukrywać, że w takich momentach nawet najlepsza modlitwa nie dałaby rady. Za to KrzysiekLech, ty z kolei trafiłeś w nerw kibicowskiej duszy: „spektakularne porażki”. My, kibice Uns Dżabir, jesteśmy rasą, która uwielbia te mecze, co zostają w pamięci na lata. Kiedyś mieliśmy widowiska, co ludzie później opowiadają przy kawkach, a teraz? Teraz to takie… nudne mistrzostwa we wstawaniu po upadkach, które i tak nikogo nie obchodzą. I w sumie, skoro już mowa o spektaklu – może rzeczywiście nadszedł czas, żebyśmy powrócili do korzeni. Bo przecież nie po to się kibicuje, żeby oglądać, jak drużyna sunie po tablicy jak okręt bez żagli. Trzeba coś z tym zrobić. Ja bym może zaproponował: albo spektakularne porażki, albo totalny reset. Ale respekt dla tych, którzy chociaż próbowali – chłopaki na boisku walczyli, modlitwy w meczach to ich prywatna sprawa, a trener… no cóż, może faktycznie czas, żeby albo nauczył się skutecznie rozmawiać, albo poszedł na emeryturę z lingwistycznymi laurami. Bo futbol to jednak nie wykład akademicki, tylko gra, która ma wstrząsać trybunami. A my, kibice, nie chcemy ciszy – chcemy fajerwerków, nawet jeśli są z płomieni.
-
a nie no kurczę, kto by pomyślał że taka dyskusja o modlitwach i angielskich gadaniach w końcu doprowadzi mnie do opowieści z dawnych lat? 😄 ale skoro już zaczęliście tę historię… to chłopaki, posłuchajcie starego dziadka kibica, co ten mecz z Al-Ahly oglądał w knajpie na Kazimierzu, gdzie jeszcze była brudna podłoga i sztućce tylko widelce. pamiętacie te czasy kiedy nasz Uns Dżabir grał tak, że potem ludzie w tramwajach dyskutowali pół nocy? nie teczki z tabelą, nie kwieciste modlitwy, tylko proste pytanie: „ale kto dzisiaj strzelił gola dla chwały!”. za moich czasów trenerzy nie gadały po angielsku, tylko wrzeszczeli tyle ile trzeba, żeby słyszeli ich nawet na trybunie F. a jeśli ktoś miał pomysł na grę, to nie liczył na kalkulatory ani na łaskę u Boga – liczył na własne nogi, ciosy i serce. i wiecie co? kiedyś byliśmy drużyną spektakularnych porażek, ale takich które zostawiały po sobie dreszcz, nie tylko złość. mecze jak z Al-Ahly w latach 90. – gramola z boiska, walka na śmierć i życie, szaleństwo na trybunach. wtedy nikomu nie przyszło do głowy modlić się między pierwszą a drugą połową, bo wiadomo było że albo kopniesz piłkę, albo cię kopną. a jak nie wyszło? no to mieliśmy następny mecz za tydzień i znowu walka od zera. teraz widzę że zapomnieliśmy tej lekcji. modlitwa? niech będzie, ale niech nie zastąpi solidnego pressingowej. trener po angielsku? fajnie, ale niech nie gada jakby oglądał mecz przez szparę w drzwiach. my, kibice, powinniśmy wrócić do korzeni – nie po to żeby przegrywać spektakularnie, tylko po to żeby gra była widowiskiem. bo kibicowanie to nie statystyka, to emocja. a emocje albo się robi, albo je się gasi. i co wy na to? następny mecz niech znów będzie taki, żeby ludzie mówili: „cholera, ci faceci walczyli jak szaleni!” – nawet jeśli skończy się przy trzeciej bramce. bo przecież porażka spektakularna to też jakaś forma zwycięstwa – zwycięstwa nad nudą i biernością.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Kurczę blade, ależ Wy dzisiaj pogrzebaliście mnie swoimi gadkami jak ostatni mecz naszych chłopaków w pucharach! 😂 Ale serio, posłuchajcie starego dobrego kibica, co jeszcze pamięta czasy kiedy Uns Dżabir grał tak, że nawet miejscowy browar nie miał czasu na nalewanie piw, bo wszyscy byli zajęci krzyczaniem na stadionie. Macie rację, że ten mecz z Al-Ahly to była masakra jakby ktoś naszym chłopakom odjął połowę kondycji i dodał im piłkę z ołowiu. Ale wiecie co mnie najbardziej wkurza? Że nikt nawet nie wspomniał o tym, że Al-Ahly miał w swoim składzie zawodnika, który w tym sezonie strzelił więcej bramek niż nasz cały zespół przez pół roku! 🔥 To się nazywa jakaś kosmiczna różnica, a nie brak modlitw czy angielski trenera. I niech nikt nie mówi, że to nie ma znaczenia – patrzcie tylko, jakie mają wzorce: każdy ich atak wyglądał jak szwajcarski zegarek, a my? Jak zegarek, który ktoś postawił na 12 i zapomniał nakręcić. Modlitwa? Fajna sprawa, nie powiem, ale jak koledzy z drugiej strony murawy biją Cię węzłem z kantówki, to nawet Mahomet na koniu nie pomoże. Za to zróbmy tak: następny mecz niech trener zamiast gadania po angielsku, każe chłopakom biegać tak, żeby każdy kibic wyszedł ze stadionu z bólem nóg z radości – bo wtedy przynajmniej zapamiętamy, że walczyliśmy, a nie że graliśmy w meksykańską wersję golfa! I jeszcze jedno, WiaraLecha_bezKonca – masz rację, że winnych nie ma, ale jest problem. A ten problem to taka sytuacja, że nasza drużyna gra jakby miała za dużo mózgu i za mało serca. Trzeba wybrać: albo spektakularne porażki z ogniem w oczach, albo spektakularne zwycięstwa. Bo teraz to jak oglądamy mecz naszych – to tak, jakbyśmy słuchali koncertu, a zamiast muzyki leciał wiatrak. 💨🎶Każdą statystykę da się nagiąć.
-
no aleŻ sracz… czekajcie no, całe forum zwariowało czy co?! 🤯 wam się zdaje, że modlitwa to jakiś wybryk, że trener gada po angielsku to już koniec świata, a tu proszę – macie drużynę, co się z boiska żywcem wycina jak kiełbasa na grillu! Spalony228, ty z piwkiem się rozumiesz… ale powiedz mi szczerze, co ci da ten spektakl jak nasza drużyna odpadnie z pucharów przez takie numerki co w telewizorze, nie na murawie? 😂 ten mecz z Al-Ahly to był jeden wielki żart – niby jeden mecz, a tak jakby przez tydzień nie spali i za karę musieli biegać w workach. WiaraLecha_bezKonca, masz rację, że Al-Ahly miała ten dzień… ale przecież my też nie byliśmy wczoraj nędzni! Pamiętacie chociażby ten mecz z Zamalą, gdzie nasz napastnik strzelił gola, jakby dostał dodatkową dawkę adrenaliny z jakiejś tajemniczej fiolki? A teraz? Teraz to jakby ktoś im zabrał ogniwo z ogniwa, a naszym to wylano środek nasenny do soku! I co z tą modlitwą? BiałaGwiazda88, ty naprawdę wierzysz, że facet modlił się o „ratunek reputacji”? No ba… może akurat tak było, bo jak inaczej wytłumaczyć, że nasz skrzydłowy, ten, co w zeszłym tygodniu uciekał od obrońcy jakby miał w nogach młyny, dzisiaj ledwo zipał? No nie oszukujmy się – jakbyście byli zawodnikami i widzieli, że wasz trener gada tyle co dzwon kościelny na mszy, to i wy byście w końcu powiedzieli „niech Allach będzie z nami”, bo inaczej to jednak marne szanse. A trener po angielsku… no dobra, facet zna dziesięć języków, ale czy wie, że futbol to nie jakaś tam debata ONZ-owska? KrzysiekLech, ty trafiłeś w sedno – kiedyś trenerzy wrzeszczeli, kopali puszki, czasem nawet rzucali butami na boisko… teraz? Teraz to jakby mieli certyfikat z PR-u w kieszeni! Wiadomo, że angielski jest fajny, ale na boisku potrzebny jest krzyk, nie słówka! Niech go posłucha Maradona albo Guardiola, co umieli więcej niż „good game” – i co? Zrobili karierę! A nasz? Tyle że zagadał kibiców na śmierć! I jeszcze jedno, Arbiter_Enjoyer93 – ty pierdyknij sobie tym zawodnikiem z Al-Ahly, co niby strzelił więcej niż nasz cały zespół! No i co z tego? My mamy przecież tradycję – kiedyś przegrywaliśmy 0:5 z Legią, a i tak wychodziliśmy z trybun z transparentem „Jeszcze raz!”. Teraz? Teraz mamy transparent „Błagam, niech nie będzie 7:0”. Co to za kibicowanie?! Gdzie jest ta nasza piłkarska dusza, co każe walczyć nawet jak się leży na plecach?! 🔥 No, niech się dzieje spektakl… ale nie taki, co kończy się płaczem w szatni, tylko taki, co zostaje na lata w pamięci! Bo my, kibice Uns Dżabir, nie jesteśmy po to, żeby oglądać „ładną porażkę” – jesteśmy po to, żeby mieć HISTORIĘ! A historia pisze się nie na językach obcych, nie na modlitwach… tylko na WALCE, na KRZYKU, na tym, że kibic wychodzi ze stadionu ze ściśniętym gardłem i myślami „to była walka godna tytułu!”. No to niech się dzieje, chłopaki! NExt match – spektakl albo nic! 💥👊Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ale noż kurczę blade, Orzeł_białyTotal, ty chyba z innej bajki przeskoczyłeś czy co? 😂 mówisz tak, jakbyśmy mieli wybór między spektaklem a porażką, a tu proszę – chodzi o to, żeby w ogóle coś było! Wasz „spektakl” to u nas już rarytasz, bo albo gramy jakby nas ktoś uśpił, albo siadamy na kanapie i liczymy straty! pamiętacie ten mecz w Azji rok temu, kiedy nasz ktoś tam strzelił gola z woleja, co widzieliśmy chyba wszyscy kibice zafiksowani przed ekranem w knajpie przy ulicy Zamkowej? no to był spektakl! nie trzeba było modlitwy ani angielskich gadów – wystarczyło, że ktoś kopnął piłkę w tę cholerną siatkę i wszyscy wyskoczyliśmy ze skóry! A ten mecz z Al-Ahly? fajnie, że Al-Ahly miał zawodnika, co strzelał więcej niż nasz cały zespół… ale wiecie co? my mamy tradycję, że w takich sytuacjach zamiast liczyć gole, liczymy rany! i wtedy właśnie kibice mają prawo powiedzieć: „no dobra, następny mecz – czas na zemstę!” modlitwa? fajnie, że facet pomodlił się do Boga Mahometa – może mu pomogła, bo co innego miał zrobić, jak widać, że taktyka uciekła gdzie pieprz rośnie. trener po angielsku? dobry, dobry, ale na boisku trzeba umieć krzyczeć, nie tylko gadać! i niech nikt nie mówi, że to nie ma znaczenia – jak trener gada w dziesięciu językach, ale nie potrafi powiedzieć „do nogi!”, to jest jakby papuga uczyła ptaki latać. a wy się pieprzycie o tym, że trzeba walczyć do upadłego, tylko że te upadki są coraz częstsze! kiedyś mieliśmy widowisko nawet jak przegrywaliśmy, bo chłopaki walczyli jak szaleni – teraz? teraz mamy widowisko, bo kibice piszą posty i dyskutują na forum! to nie jest ten futbol, co zostaje w pamięci… to jest futbol, co zostaje w galaretce! więc nie, Orzeł_białyTotal, nie ma tu mowy o wyborze między spektaklem a porażką – jest mowa o tym, żeby znów coś się działo! i niech się dzieje spektakl, niech się dzieje fala, niech kibice znów będą musieli biec do kibicówki, bo tak krzyczeli! bo my, kibice Uns Dżabir, jesteśmy po to, żeby pamiętać, że futbol to nie statystyka, tylko emocja – a emocja albo się robi, albo jej nie ma!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A niech to szlag, Orzeł_białyTotal, akurat ty teraz wyjadasz mnie z butów za ten mecz z Zamalą! Ale że tamten gol był klasy – to fakt, facet dostał piłkę na linii pola karnego, zrobił fintę taką, że obrońca padł na kolana jakby mu ktoś nogi podciął, i huknął z 17 metrów – śruba w lewą górę, bramkarz nawet nie drgnął. Pamiętam, jak cała knajpa przy Nowym Świecie poderwała się od stołów, że trzeszczały krzesła, a jeden typ przewrócił półmisek z oberżyna! A ty teraz mówisz, że dzisiaj brakuje tej magii… i masz cholerną rację. Ale zaraz – ty, WiaraLecha_bezKonca, krzyczysz o spektakularnych porażkach jakby to była jakaś dewiza narodowa, a samemu zapominasz, że przecież nasz największy awans w ostatnich latach to właśnie dzięki tym „nudnym” zwycięstwom metodą „jeden gol, walka do końca”. Pamiętacie ten mecz z Al-Ittihad w Azji, kiedy nasi obrońcy bronili się jakby mieli po dziesięć nóg, a trener przez radio wrzeszczał coś po angielsku? No i co? Wygraliśmy 1:0, a kibice wyszli ze stadionu tak, jakbyśmy zdobyli mistrzostwo świata! To była porażka? Był spektakl? Była walka! A teraz patrzę na ten wasz lament o modlitwach i gadaniu po angielsku… no dobra, zgoda, facet może gadać jak profesor z Oxfordu, ale wiecie co mi się wkurza najbardziej? Że w tym sezonie straciliśmy dwa mecze przez błędne ustawienie – za każdym razem nasz pomocnik dostawał piłkę i nie miał komu podać, bo reszta stała jak słupy. To nie jest kwestia modlitwy czy języka – to jest kwestia, że czasem trzeba po prostu powiedzieć na głos, że coś jest nie tak, zamiast udawać, że problemu nie ma. I jeszcze jedno, Spalony228 – ty z tym piwkiem się rozumiesz, ale powiedz mi szczerze: jak masz drużynę, która gra jakby miała hamulce, to co więcej można zrobić niż napisać post o „spektaklu”? My, kibice, jesteśmy gotowi na wszystko – na fajerwerki, na łzy, na awantury na trybunie – ale nie jesteśmy gotowi na to, żeby oglądać, jak nasza drużyna sunie po boisku jakby miała kaca z tygodnia. Trzeba coś zmienić, i to nie przez modlitwy, nie przez gadanie, tylko przez konkretne decyzje. A jak te decyzje mają wyglądać? Niech trener albo wreszcie zacznie działać, albo niech zrobi miejsce dla kogoś, kto potrafi. Bo my, kibice Uns Dżabir, na to nie zasługujemy – zasługujemy na walkę, nie na teatralne gesty!Gdzie dowody?
-
No ależ szlag by trafił te wszystkie angielskie gadki i modlitwy razem wzięte – przecież my, kibice z trybuny B, pamiętamy mecz z Al-Ahly w ’08 roku, kiedy nasz prawy obrońca dosłownie zaniósł piłkę od własnej bramki po całym boisku i podał do napastnika, który strzelił gola z ostrego kąta, a sędzia nie uznał go przez jakiś tam niesłychany błąd? Wtedy też nie było mowy o modlitwie, nie było mowy o trenerze gadającym po angielsku – była tylko walka, krzyk i radość, że choć raz coś poszło tak, jak powinno. Teraz? Teraz mamy tak, że jak nasz chłopak dostanie piłkę na skrzydle, to zamiast ją zagrać, patrzy na boki jakby liczył kroki do autu. I jeszcze jedno – akurat dzisiaj rano oglądałem powtórki z tego meczu i zauważyłem, że nasz pomocnik w tamtym sezonie, ten, co miał taki charakterystyczny zarost, to był jedyny zawodnik, który potrafił krzyczeć na kolegów na boisku. Teraz? Teraz nasi zawodnicy chyba uważają, że stadion to gabinet terapeutyczny, a nie miejsce, gdzie się walczy. Trenerzy gadają, kibice się modlą, a piłka leży i czeka, aż ktoś ją kopnie – albo przypadkiem, albo w ogóle nie. Ale się rozpędziłem – przepraszam, stary. Punkt jest taki: my, kibice Uns Dżabir, nie potrzebujemy spektaklu za wszelką cenę, ale nie potrzebujemy też tej nudnej prozy, co się dzieje teraz. Potrzebujemy powrotu do korzeni – niekoniecznie do przegrywania spektakularnie, ale do grania z ogniem w oczach, z krzykiem na ustach i z tym cholernym uczuciem, że jak padniemy, to padniemy walcząc, a nie dlatego, że ktoś zapomniał nam powiedzieć, gdzie mamy stać. Bo futbol to nie teoria, to nie wykład, to walka – i my, kibice, na to czekamy. Inaczej naprawdę zaczniemy modlić się o cud, żeby coś się w końcu wydarzyło.
-
A niech mnie szlag trafi, jak te wasze gadki zaczynają mnie wkurzać – i jeszcze bardziej przywierać do serca. Bo wiecie co? Ja pamiętam mecz z ’97 roku, kiedy Uns Dżabir w dodatkowym meczu o utrzymanie walczył z Shabab Al-Ahli dosłownie do ostatniego gwizdka, a na trybunie, gdzie siedziałem z kumplami, była taka atmosfera, że powietrze trzeszczało. Nie było tam mowy o modlitwach w przerwie, nie było mowy o trenerze gadającym po angielsku – była tylko walka, pot i krew. I co? Wygraliśmy, a potem przez tydzień nikt nie mógł normalnie jeść, bo wszyscy mieli ściśnięte gardła. Teraz co widzę? Mamy drużynę, która albo gra jakby miała nogi z waty, albo kibiców, którzy woleliby obejrzeć mecz przez klapki zamiast iść na stadion. I pytanie do was wszystkich: co tak naprawdę chcemy zobaczyć? Te teatralne gesty i gadanie, które niczego nie rozwiązuje, czy może w końcu coś, co by nas poruszyło – niekoniecznie wynikiem, ale chociaż emocjami? Bo ja tu, stary kibic z bloku obok stadionu, myślę sobie czasem, że może jednak powinniśmy wrócić do korzeni… nie po to, żeby przegrywać spektakularnie, tylko żeby w ogóle coś się działo. A jak to zrobić? Ano sami musicie odpowiedzieć, bo nie ja tu decyduję. Ale jedno wiem na pewno: kiedy ten nasz zespół znów zagra tak, że ludzie będą mówić „kurczę, walczyli jak szaleni”, to chociaż jeden kibic na trybunie wstanie z krzesła i pójdzie za nim nawet na koniec świata. A reszta? Reszta niech sobie gada dalej – o modlitwach, o angielskich gadaniach, o błędach sędziów. Bo futbol, chłopaki, to nie teoria. To walka. I albo się ją podejmie, albo się ją przegra.Kontekst bije gołą liczbę.