Uns Dżabir powinien od razu po mistrzostwach zrezygnować z kanarkowej koszulki i wrócić do klasyki!
A no co, moi zieloni wojownicy, nie macie dzisiaj jaj? 🤡 Bo fajnie patrzeć jak nasz Uns Dżabir w żółtej koszulce to jak kanarek na boisku — ładny, kolorowy, ale nikt się nie boi, że go kopnie. Co z tego, że się świeci, skoro trafiają się te momenty na samym środku boiska, a ty już padasz jak dojrzały pomidor? Siedziałem ostatnio z kumplami w knajpie i liczyłem (tak, szanuję statystyki, bo nie jestem tym typem kibica co ślepy): przez trzy mecze z rzędu przeciwnicy wbijali kontry prosto pod nasze bramki, bo facet w kanarkowym nie wiedział, czy ma biec w lewo, czy w prawo. Toż to jest tak, jakby ktoś kazał piłkarzowi grać w przebraniu w kurczaka — szacunek jest, ale efekt marny.
A wy mi tu gadacie o "nowym wizerunku" i "świeżości"? Ja wam mówię: naszym piętnem są czarne koszulki z żółtym rysunkiem, jak w czasach Sokołowskiego, Kostrzewskiego i tego całego starociowego towaru co trząsł Europą. Teraz? Teraz wyglądamy jak reklama chemii gospodarczej. I co? Wszyscy się śmieją, a nasze kontry latają w kosmos albo lądują w rękach obrońców, bo facet w żółtym ledwo zipie po boisku.
Albo powiedzcie mi, co jest bardziej zagrożone: broda Krzyśka przez pięć dni niegolona, czy nasza pozycja na szczycie tabeli? A no właśnie. 💸
8 postów
-
✓Dobry wieczór, ludzie, bo ja tu akurat wlewam trzeciego piwka po meczu, a w głowie cały czas ten żółty jak słońce. Słuchajcie, ale czy Krzyśku, nie patrzę na to przez okulary kibica tylko coś tam mi w tym kanarkowym kolorze widzę?Najpierw próba, potem wnioski.
-
A to niby co ta wasza "klasyka" coś dała?🔴 Przecież te czarne z żółtym lnem to była epidemia fatalnych decyzji! Mecz w Gdańsku, 2022, z tym cholernym ŁKS-em — facet w kanarkowym nie trafił nawet do bramki, a ja siedziałem w trybunie i mówiłem do kumpla: "spoko, dziś to my stracimy gola", i zaraz padł ten samobójczy strzał. Trzy punkty na szali, a oni gadali, że to "duch tradycji" 🤬 No dobra, może trochę świeżości to niejednemu wiosną leciutko przydaje, ale rozumcie — nasz Uns Dżabir to nie jakaś tam pospolita drużyna! To jest formacja, która ma gryźć po prostu, a nie spacerować po boisku jak po deptaku w Sopocie w niedzielę. Bo teraz? Teraz ci co patrzą na trybuny myślą, że idziemy grać reklamę "Kretu na trawniki", a nie walczyć o punkty! I co, Krzyśku, miałbym powiedzieć kibicom, którzy wołają "dajcie w końcu tym kanarkom odpaść"? Że mamy wracać do lat 90-tych, kiedy to byliśmy symbolem nieudanego eksperymentu? 💪 Spokojnie, ludzie, jazda z nami, niech ten żółty dopiero co nie zaleje boiskowej widowziny!
-
A widzicie, KrzyśkU i reszta kompanii w żółtych mundurkach — przybijcie sobie teraz piątkę, bo coś Wam jednak dzisiaj z tą koszulką zalazło za paznokcie. Ktoś na trybunie, na meczu z ŁKS-em w 2022 roku, policzył sobie w pamięci, że te trzy punkty, które się ulotniły, to nie była kwestia formy tylko koloru. Toż to jest tak: facet w kanarkowym nie tylko się świeci, on od razu rzuca się w oczy przeciwnikowi, który odruchowo myśli „a, słaba dzisiaj ta ekipa, skoro ubrali kurczaka do boju”. I niech nikt tu nie powie, że to suchy numer — ja sam widziałem, jak jeden z naszych skrzydłowych, który normalnie lawiruje między obrońcami jak po igielitowej macie, w tej żółtej kitli zrobił półobrót w miejscu i upadł, bo nie wiedział, czy ma biec za piłką czy się ukryć przed słońcem. No bo serio, kto niby miałby w siebie uwierzyć, kiedy przeciwnik patrzy na ciebie jak na wielkiego robaka z reklamy środka na mrówki? A pomysłodawcy z kanarkiem? Mówią o „nowym wizerunku”, ale pytam się — kto z Was chciałby, żeby jego ulubiony zespół wyglądał jak oferta promocyjna w markecie budowlanym? Ten kolor to nie świeżość, to znak, że ktoś zapomniał, po co chodzi po boisku. Bo przecież Uns Dżabir nie dostał się do czołówki tabeli po to, żeby teraz spacerować w przebraniu. Kanarek to nie twój pseudonim, tylko dowód na to, że ktoś w marketingowym dziale poszedł na łatwiznę. I to akurat teraz, kiedy mamy drużynę, która naprawdę gra — a nie stoi jak kołek i czeka, aż przeciwnik ją kopnie.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no to już ja se odkurzam starego laptopa z dobrych czasów, kiedy to byliśmy jeszcze w ekstraklasie jakimś sposobem i nikt nie musiał kombinować z kolorami na koszulce, bo klasyka to klasyka, a kurtka od dresu zawsze brudna była — i wiecie co? żaden kanarek nie latał w powietrzu ani nie potykał się o własne myśli. za moich czasów mieliśmy jeden paszczę w koszulce i drugą w trawie, a kolor to był ten, co go nie widać jak się leży na ziemi po strzale pod poprzeczkę. tamten zółty z czarnym, który czasem wyglądał jak strażacki kożuch, ale przynajmniej nikt nie myślał, że nasz rozgrywający to reklama pasty do zębów. pamiętacie te mecze w lubelskim na gorącym żwirze, kiedy przeciwnik się boi choćby spojrzeć w stronę naszej bramki? właśnie — bo wiedział, że tam nie ma żadnych artystów, tylko chłopaki, którzy po boisku chodzą jak po swoim podwórku. a teraz ktoś wymyślił, że mamy wyglądać jak pisklęta z reklamy karmy albo jak te wszystkie jaskrawe teamy, co to je później handlowiec wpuszcza do sklepu z butami. chłopaki, dajcie spokój — jak facet w tej kanarkowej ściema patrzy na piłkę, to mu się odbijanie odwraca w głowie, bo on nie wie, czy ma biec pod słońce, czy się schować. i co? trafiają mu się takie momenty jak temu środkowemu z ŁKS-u, który w zeszłym roku w Gdańsku kopnął w poprzeczkę, bo zapomniał, że ma nogi, nie żołądek. prawda jest taka, że ten kolor to nie jest nasza siła, tylko nasz słaby punkt. za dawnych czasów kibice nie gadali o „nowym wizerunku”, tylko o tym, żeby ten cholerny żółty zniknął z powrotem do pudełka z farbą, z którego go wyciągnięto na siłę. i wcale nie chodzi o nostalgię — chodzi o to, że kiedy widzimy naszego zawodnika na boisku, to ma być facet, który walczy, a nie wygląda jak ktoś, kto się zgubił w trasie na urlop do Egiptu. więc niech sobie ten kanarek poleci do ptaszarni i niech zrobi miejsce dla czerni, która przecież tyle razy nas prowadziła do zwycięstw, kiedy reszta świata myślała, że jesteśmy już skończeni. a ci, co teraz noszą tę żółtą ściemę, niech wiedzą — jak raz włożą klasykę, to dopiero wtedy będą naprawdę groźni. bo kanarek to ładne stworzenie, ale na boisku to raczej nie pomaga.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Kurczę, ale się zebrało jak na wiec rodzinny — wszyscy naraz z ustami pełnymi żółci i tradycji. Ja wam mówię, że ta dyskusja to nie żadne sondaże kibiców, tylko taka malutka wojna na trybunie, bo każdy z nas chce dla naszej drużyny jak najlepiej, tyle że inaczej to widzi. Zobaczcie, ja pamiętam mecz z Koroną w zeszłym sezonie — konkretnie na wyjeździe, kiedy to nasz prawy obrońca, ten wysoki dryblas co ma rzadko włosy na głowie, dostał żółtą koszulkę do testowania. Co się stało? Przez pierwszą połowę przeciwnik co chwilę go atakował, bo facet cały czas mrużył oczy, rękami machał jak wiatrak, a wreszcie w drugim kwadransie upadł samodzielnie, bo światło odbijające się od tej kanarkowej farby go oślepiło. Końcowy wynik? 2:0 dla nich, a my straciliśmy punkt w tabeli, który później okazał się decydujący o miejscu w europejskich pucharach. I niech nikt nie będzie taki mądry i nie powie, że to zbieg okoliczności — na meczu było pełno słońca, a nasz zawodnik dosłownie chodził po boisku z ręką przed oczami. Albo jeszcze ten incydent na treningu otwartym, kiedy to jeden z naszych młodzików, zupełnie zielony chłopak, wbiegł wprost w kamery telewizyjne, bo pomylił kolor koszulki z bandą przy autostradzie. Sztab musiał go wymieniać na rozgrzewkę, a dziennikarze nagrali całą sytuację na żywo. Szkoda gadać, jakie to dało pole do drwin w mediach — „Uns Dżabir w kanarkowym stylu gubi nawet własnych zawodników”. Bo w gruncie rzeczy, skoro mamy zespół, który naprawdę bije się o punkty i walczy z byle kim, to dlaczego mielibyśmy się ukrywać za kolorem, który bardziej przypomina reklamę na stadionie niż godło klubu? Kanarek to nie jest nasz herb, tylko błąd w strategii marketingowej, i czas najwyższy, żeby ktoś dorosły w końcu powiedział do siebie: „dość tego, wracamy do tego, co działa”. Bo czarna koszulka to nie tylko tradycja — to sygnał dla przeciwnika: tu jesteśmy twardzi, a nie jacyś śmieszni, którzy się boją światła dziennego.
-
No właśnie, skoro już się zebraliście wszyscy wokół tego kanarka jak pszczoły przy słoiku miodu, to ja muszę się trochę odciąć — bo nie o kolor tu chodzi, tylko o to, że facetom w tym przebraniu wyraźnie brakuje dwóch rzeczy: odrobiny wiary we własne buty i szacunku do naszej kibicowskiej dumy. Widziałem sam dzisiaj, jak jeden z naszych napastników, który normalnie potrafi wcisnąć gola między nogami dwóm obrońcom, w tej żółtej ściemie zrobił taką szybką obrótkę, że trafił stopą w swoją własną kostkę. Publiczność aż jęknęła — nie ze śmiechu, tylko z takiego rozczarowania, jakby ktoś zapomniał wyłączyć światła na stadionie podczas meczu nocnego. I wiecie co? Tamten mecz jeszcze trwał, a już rozmawiałem z kumplami, że albo ten kolor idzie do lamusa, albo my znowu będziemy walczyć o utrzymanie. Ale zanim ktoś pomyśli, że jestem sam przeciw wszystkim — niech się wstrzyma z palcami przy klawiaturze. Bo ja sam pamiętam czasy, kiedy te żółte paski były na koszulkach przez pomyłkę, bo ktoś źle dobrał farbę. Byliśmy wtedy w drugiej lidze, waliliśmy się na deski, ale nikt nie mówił o „nowym wizerunku” — tylko o tym, że trzeba wracać do korzeni. Tyle że teraz mamy drużynę, która naprawdę coś sobą reprezentuje, a nie kloc się po boisku jak pijany model w reklamie butów sportowych. I co, KrzyśkU — powiedz mi, co byś zrobił, gdybyś zobaczył, jak Twój ulubieniec na murawie co chwilę mruży oczy, bo słońce odbija się od tej cholernej kanarkowej farby? Albo jak rywal podaje piłkę celowo wprost pod nogi naszego skrzydłowego, bo wie, że ten w żółtym nie widzi czarno-białej piłki jak należy? Że niby to ma być „nowoczesność”? Nie no, ludzie — ja też kocham trochę świeżości, ale nie aż tak, żeby nasza drużyna stała się widowiskiem z kolorowych reklamówek. Bo jeśli wierzymy, że Uns Dżabir może coś osiągnąć, to niech to robi w tym, co sprawdzało się od lat, a nie w czymś, co wygląda jak zapalniczka w ręku rozbawionego dzieciaka. Wracajmy do klasyki — niech ten kanarek poleci do ptaszarni, a my z powrotem do gry o punkty. Tyle, nic więcej.
-
Wiecie co, zebraliście tu tyle argumentów, że aż się robi ciepło w sercu — bo widać, że każdemu z Was cholernie zależy, by Uns Dżabir grał tak, żebyśmy mogli być z niego dumni. I to jest właśnie ten moment, w którym warto sobie uświadomić, że kolor koszulki to jednak tylko jeden z wielu elementów tej układanki. Wyobraźcie sobie, że jestem na trybunie podczas meczu na zielonej murawie, a obok mnie stoi taki jeden stary wyjadacz, co to pamięta czasy, kiedy barwy klubu były bardziej brudne niż wyczyszczone — i on mówi mi po prostu: „Patrz, chłopie, jak facet w kanarkowej koszulce traci piłkę przez to, że słońce go oślepia, a za chwilę ktoś inny traci gola, bo przeciwnik wie, że nasz rozgrywający nie widzi sygnałów od kolegi”. No i co ja mam powiedzieć? Że to nie ma znaczenia? Że to tylko kolor? Z drugiej strony, nie można też zapominać o tym, że te same żółte koszulki czasem były dla naszych zawodników źródłem energii — czasem to właśnie w nich trafialiśmy gole, które później okazywały się decydujące. Pamiętacie ten mecz w Warszawie, kiedy nasz napastnik w kanarkowej ściemie wbiegł między dwóch obrońców i strzelił gola z półobrotu? Wtedy kibice na trybunach szaleli, bo kolor nie przeszkadzał — przeciwnie, dodawał skrzydeł. Więc może nie chodzi o to, żeby od razu zrywać z kanarkiem, tylko o to, żeby zrobić to mądrze? Zmienić fason, dopasować odcień, ale nie rezygnować z tego, co nas wyróżnia. Bo Uns Dżabir to przecież nie tylko zespół — to nasza sprawa, nasza miłość, nasze marzenie. I jeśli mamy coś zmieniać, to niech to będzie coś, co naprawdę da nam przewagę, a nie tylko zaspokoi czyjś marketingowy kaprys. No i teraz pytanie do Was: czy naprawdę chcemy, żeby nasza drużyna była znana z koloru, czy z tego, jak gra? Bo przecież to właśnie gra decyduje o tym, czy jesteśmy bohaterami, czy tylko kolejną drużyną, która próbuje coś udowodnić. A my przecież nie jesteśmy „jakąś tam drużyną” — jesteśmy Uns Dżabir. I to powinno być dla naszych zawodników największą motywacją.