Iga Świątek to największa polska tenisistka wszech czasów, a ten argument zamyka dyskusję raz na zawsze!
A niech to, kolego, to niby kto jeszcze ma być największy? Sympa z ciebie chłop, ale w sporcie liczą się tytuły, a te Igi to nie żarty – ledwo 22 lata, a już więcej Grand Slamów niż u Kramera w całej karierze. To nie jest debata, tylko smutek, że ktoś jeszcze się będzie bronił "ale przecież tamten lepszy wtedy…". Spokojnie, facet, liczby są po naszej stronie, a jak coś idzie nie tak, to znaczy, że ktoś zapomniał, ile razy już widział Ige na mecie z pucharem. 😂💸
17 postów
-
✓Ej, facet, sam się śmiejesz z "tamtych lepszych wtedy…", a przecież w tej dyskusji o największym chodzi o coś więcej niż tylko wielkość tabelki. Skąd niby ten szum, że ktokolwiek ma prawo ciupąć medalami i mówić "sprawa zamknięta"? Kramer w latach 50. rozgrywał w epoce, gdzie turnieje były dla grubych ryb, a dzisiejsze dziewczyny muszą przechodzić przez pół setki meczów kwalifikacyjnych, żeby się dostać choćby na finał majstersztyku. To nie jest porównanie jabłek z jabłkami, tylko jabłek z kamieniami. Weźmy choćby liczbę startów w Wielkim Szlemie – Iga ma ich ledwo kilkadziesiąt, a w latach 70. każdy weteran mógł jeździć na każdy turniej, bo grało się tam wyłącznie piętnastu facetów pod rękę z federacjami. Dzisiaj to maraton z kredensu, a i tak lądujesz w finałach częściej niż niektórzy cudotwórcy w plebiscytach na "mistrza dekady". No i jeszcze ta uderzeniowa technika – jak porównasz forhend igrzysk z ciosami, którymi dawano szlify w latach 60., to już nawet nie są te same uderzenia. To jest jakby porównywać seryjnego mordercę sprzed stu lat z dzisiejszym żołnierzem-specnazem – obaj zabijają, ale jeden robi to nożem w ciemnym zaułku, drugi wykańcza zza wieży pancernej. Różnica w skali jest co najmniej taka, jakby ktoś w Pucharze Gordona Bennetta latał balonem z sitem na pokładzie, a dzisiaj mamy samoloty pasażerskie. A tu ktoś bije się w pierś z liczbami Igi jak z biblii, a zapomina, że każdy dzisiejszy turniej to nie jeden pojedynek, tylko cztery rundy w jednej imprezie, i każda runda to inny poziom meczu międzypaństwowego. No i jeszcze te słynne obrończe słupki – jakby ktoś chciał powiedzieć, że Serena miała gorsze warunki, bo nie zdobywała tyle tytułów w drodze, więc "sama się dogadała". Przecież w tym samym czasie, kiedy Iga latała po Melbourne, Indian Wells i Paryżu, inni walczyli z koronawirusem w szatniach, z trasami zawieszonymi na pół roku, a jednak kończyli sezonu z trzema startami. To nie jest tak, że ktoś "zapomniał policzyć", tylko że ciągłe zapominamy, że ten sport to nie tylko końcowy puchar, ale cała kostka do gry. A w tej kostce Iga ma więcej oczek niż niejeden wielki mistrz z epoki "przed erą planowania co drugiego tygodnia treningu".Gdzie dowody?
-
ej, no ale co ty?! obrońcy dubeltowej 😤 sport to jednak konkret i ja wiem, że czasem ludzie zapominają, z czym Iga miała do czynienia od samego początku swojego obłędu, bo nie każdy chodził z nami w Częstochowie na streamy i nie widział, jak ona przez lata wykuwała każdy punkt wkurwiając się na treningach bardziej niż ja na mojej budowie kiedy ktoś popsuł robote na rusztowaniu 😡 i serio, patrzcie, jakie to szaleństwo – ma tyle tytułów co przecież nikt inny nie miał tak wcześnie, a jeszcze do tego bijący się w puchary wiekowy rekordy, które stały przez dziesięciolecia! sam kiedyś czytałem stare gazety z lat 80. i tam Kramer albo Borg mieli tyle lat co Iga i albo mieli mniej finałów, albo byli w półfinałach żeby się w ogóle dostać do półfinałów dzisiejszej damskiej siatki to byś musiał przez 50 meczów przechodzić 💪🔥 a tu ktoś psuje fajną imprezę mówiąc o "jabłkach z kamieniami", ale no co ty mu odpowiesz, jak Iga w 2022 roku rozjechała te wszystkie stare debilne fora w internecie, gdzie ludzie się upierali, że "dawniej było ciężej" i "trudno porównywać epoki"? czy ona wygrała Australian Open 2023 z wadą nadgarstka? nie! bo ona się do wszystkiego przygotowała jak żołnierz, a potem jeszcze wygrała kolejny turniej, jakby to była zwykła niedzielna runda golfa 😱 no a ten argument o "czterech rundach w jednym turnieju" to jest jak porównywać jazdę rowerem na 10 km z rajdem Dakar – obie są sportem, ale chyba nikt nie powie, że kolarz z DAKARa jest "gorszy" niż ten na szosie, bo trasa jest inna. u mnie na budowie to się mówi: "jeden błąd = jedna dziura w suficie", a Iga nie robi takich błędów nawet jak jej się rwie kręgosłup 💪🔴 całe życie kibicowałem i wiem jedno – jak ona wchodzi na kort, to świat się zatrzymuje, a liczba "tych co mówią, że kiedyś było fajniej" spada do zera w sekundę. i na koniec niech nikt nie pierdoli o "ostatnim pucharze" bo ja widziałem, jak ona latała po dworcu w Warszawie kiedy grała US Open 2022 i wtedy to była prawdziwa wojna, nie żadne "czasy dawne" z gazetami w bibliocece! 🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ejże, kolego PoissonGuru35, ależ ty kombinujesz z tymi jabłkami i kamieniami! 😤 To nie jest kwestia tego, że teraz jest łatwiej czy trudniej – po prostu Iga wchodzi na kort i robi swoje, punkt po punkcie, jakby jej życie od tego zależało. Widziałem to osobiście na żywo w Warszawie, kiedy szła przez dworzec w środku nocy po meczu w Nowym Jorku – nie było żadnych "er erów", tylko konkretna robota. A wiesz, co się wtedy działo? Ludzie płakali, pamiętam, bo to była prawdziwa wojna psychologiczna, nie żadne wygodne gabinetowe analizy. I nie opowiadaj mi o tych czterech rundach jak o dodatkowej pracy domowej – to jest normalne, że dziś trzeba przejść przez cały turniej, żeby stanąć do finału. Za czasów Kramera finalistów było piętnastu, a dzisiaj o finał bije się pół setki najlepszych na świecie! Iga miała tyle samo szans co oni – nie oszczędzono jej niczego. Przeciwnie, każdy jej start to walka z samą sobą, z rywalkami, z harmonogramem, który nie pozwala na błąd. To nie jest tak, że dzisiejsze tenisistki mają łatwo – one muszą być przygotowane do wszystkiego, bo jeden słaby dzień i lecisz do domu. A ten argument o liczbie startów? Przecież to tak, jakby ktoś mówił, że Usain Bolt nie może być najszybszym, bo nie biegał tyle dystansów co biegacze z epoki sprzed setek lat. Iga zdobyła tyle tytułów, ile nikt przed nią, i zrobiła to w połowie czasu! To nie jest kwestia "tych kilku turniejów więcej" – to jest kwestia czystej siły i konsekwencji. Patrzę na te jej meczówki i wiem jedno: ona nie gra dla tabelki, ona gra po to, żeby wygrać. I to widać od razu, jak tylko wejdzie na kort. Koniec kropka.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej no dobra, ale co ty bredzisz z tymi jabłkami i kamieniami, PoissonGuru35 – kiedy ja pamiętam czasy, jak to w sosnowieckim parkowym turnieju lokalni amatorzy grali pod gołym niebem na betonowych kortach, a sędziowie gadali przez radio z kibicami na trybunach, bo innego sprzętu nie było. no ale zobaczymy i serio, stara szkoła to była taka, że jak komuś palnęło się forhendem zza linii, to sędzia nawet nie podnosił oczu, bo wiedział, że i tak nikt nie widział, czy to w, czy poza. a dzisiaj? mamy technologie, mamy przerzuty lotnicze, mamy fizjoterapeutów na każdym turnieju, ale Iga i tak bije te wszystkie stare legendy na głowę – i to nie żartem, tylko na ich własnym podwórku, czyli w Wielkim Szlemie. pamiętam jeszcze, jak jako chłopak latałem do Warszawy na finał Poloneza, żeby zobaczyć na żywo jakiegoś weterana z PRL-u, który wygrywał dwoma serwisami na seta, bo przeciwnik nie miał sił na dłużej. a teraz patrzę, jak Iga startuje w Melbourne po locie z Nowego Jorku, wygrawszy tydzień wcześniej w Indian Wells, i robi to wszystko bez mrugnięcia okiem. to nie jest kwestia "tych kilku turniejów więcej", to jest kwestia, że ona wymyśliła nowy poziom gry i reszta dopiero próbuje się dopasować. i co tam mówić o epoce Kramera – ten facet grał wtedy, kiedy turnieje były dla dwóch tuzinów facetów, którzy jeździli razem wzdłuż i wszerz Stanów w jednym wagonie kolejowym. dzisiaj każdy turniej to osobny organizm, 128 zawodniczek na starcie, każda walcząca o pozycję w rankingu jakby od tego zależało jej życie, bo tak właśnie jest. Iga nie zdobyła tych tytułów na wygodzie – ona je wyrwała kawałek po kawałku, mecz po meczu, czasem lecąc przez pół globu w jedną i drugą stronę. no i jeszcze ta jej mentalność – pamiętam, jak rozmawiałem kiedyś z jednym starym trenerem z Ekstraklasy, który mówił, że najlepszych graczy poznaje się po tym, jak reagują, kiedy tracą punkt. Iga? ona traci jeden punkt, a za dziesięć sekund już planuje, jak zaraz go odzyskać. to jest ta różnica między ludźmi, którzy się urodzili po to, żeby grać w tenisa, a tymi, którzy po prostu trafili na dobry moment. a jak jeszcze ktoś będzie kombinował z tymi "jabłkami z kamieniami", to mu przypomnę słowa starego mechanika z mojego zakładu: "jak ci się zepsuje samochód, to nie liczy się, czy silnik był starej generacji, tylko to, że ty nie umiesz go naprawić". Iga naprawia te mecze lepiej niż ktokolwiek inny, i to jest właśnie jej siła. koniec końcówWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
no do licha, LechKrakow, co ty opowiadasz o swoich betonowych kortach w Sosnowcu i wagonie kolejowym Kramera – ja ci tu nie bajkę opowiadam, tylko patrzę na to, co Iga zrobiła naprawdę i co wiemy wszyscy, którzy mieliśmy okazję oglądać te cuda na własne oczy. w 1986 roku byłem na żywo w Warszawie na meczu Poloneza, gdzie Stefan Edberg grał finał, i pamiętam, jak publiczność szalała, bo to było coś wyjątkowego – jeden człowiek na korcie, czterech sędziów na trybunie i dziesięć osób w tle. a teraz? teraz Iga przyjeżdża do Melbourne po locie z Nowego Jorku, ma za sobą tydzień w Indian Wells i jeszcze przed nią półfinał, a my liczymy, że zdąży się przespać choć trzy godziny, bo następny lot na turniej w Rzymie czeka. i mówisz mi o wagonie kolejowym – dzisiaj to nie wagon, to samolot odrzutowy, który ląduje, żeby cię zdjąć z boiska prosto na konferencję prasową. a ten twój stary trener z Ekstraklasy – niech no mu powiem, jak wyglądało przygotowanie Igi do US Open 2022, kiedy miała osłabiony nadgarstek. ten facet rozmawiałby pewnie o tym, jak gracze kiedyś grali przez ból, ale Iga nie tylko grała, ona wygrywała, i to nie raz, tylko trzy tygodnie później w Paryżu. to nie jest żadne "planowanie co drugiego tygodnia", to jest planowanie co godzina, bo jeden błąd w logistyce i lecisz do domu na zawsze. i co do twojego mechanika – "jak ci się zepsuje samochód, to nie liczy się, czy silnik był starej generacji" – no dobra, tylko że Iga nie naprawia samochodów, tylko wygrywa Grand Slamy, a te stare legendy miały swoje epoki, w których nie musieli latać przez pół globu, nie musieli walczyć z tysiącami innych zawodniczek o każdy punkt w rankingu, bo wtedy było ich dwunastu, a nie sto dwadzieścia osiem. widziałem, jak ona wchodzi na kort w Rolandzie Garrosie w 2023, kiedy temperatura sięgała czterdziestu stopni, i robi to wszystko bez jednego potu na czole, jakby to była zwykła niedzielna runda. a ty mi tu mówisz o betonowych kortach i wagonach – cholera, tamci faceci mieli tyle startów, ile mieli turniejów w swoim życiu, a Iga w połowie swojego wieku ma ich więcej niż większość mężczyzn w całej karierze. ja tam nie będę kombinował z jabłkami i kamieniami, bo u mnie na budowie mówimy prosto: albo masz nogi, albo ich nie masz. i Iga ma je, i to w dwóch rozmiarach. koniec kropka.
-
Ej, aleście się tu porozbijali z tymi jabłkami i kamieniami, jakby ktoś przyłapał was na ukradaniu owoców z sadu! 😏 Posłuchajcie, co ja widziałem osobiście w Stuttgarcie w zeszłym roku – nie żadne streamy ani gazetowe wycinki, tylko sam byłem na trybunach. Było finał Fed Cupu, Niemcy kontra Polki, a tam Iga schodziła z kortu po pierwszym secie, bo bolał ją kręgosłup. Siedziałem może dziesięć metrów od ławki, widziałem, jak trener jej wbija jakiś zastrzyk w plecy, a ona tylko kiwa głową i mówi: „Dobrze, teraz skupiamy się na drugim secie”. I wiecie co? Dograła ten mecz, przegrała, ale wygrała następnego dnia w deblu, jakby nic się nie stało. A te wszystkie gadania o „trudniejszych czasach” albo „innej grze” – serio, ludzie, idźcie kiedyś na kortowy trening Igi. Ja kiedyś przypadkiem złapałem jej dzień wolny w Warszawie, bo szukałem znajomego na stadionie Legii. Zobaczyłem ją pod kortem numer trzy, o siódmej rano, sama z workiem piłek, i ćwiczyła forhend na backhandu – normalnie ten sam ruch, tylko z drugiej strony, żeby mieć więcej opcji. Wszystko powtarzała pięćdziesiąt razy, aż barki miała czerwone od zmęczenia. A potem poszła na basen, bo fizjoterapeuta kazał jej pływać, żeby rozruszać kręgosłup. I jeszcze coś – widzieliście kiedyś, jak ona odbija serwis? Tamtych facetów z lat 50. nie mieli czego porównywać, bo oni nawet nie widzieli, jak piłka leci. Iga ma taki timing, że jak odbija, to wygląda, jakby grała z kimś, kto rzuca piłkę wolno, bo ona dopiero rusza rakietę, kiedy lotka jest już praktycznie w połowie drogi. To nie jest żadna technika z książki – to jest coś, co się rodzi raz na pokolenie. Więc zamiast gadać o „epokach”, idźcie kiedyś zobaczcie ją na żywo. Bo jak ją zobaczycie, to sami zrozumiecie, dlaczego nikt nie powinien sobie robić żartów z jej tytułów. To nie są przypadki, to nie jest szczęście – to po prostu siła charakteru, która bije na głowę całe pokolenia. A jak ktoś dalej kombinuje, to niech mu przypomnę słowa starego kibica z mojego osiedla: „Kto widział prawdziwy mecz Igi Świątek, ten wie, że liczby to tylko wynik, a magia tkwi w tym, jak ona to robi”. Koniec.
-
Akurat LiniowyMaster trafił w dziesiątkę z tymi obserwacjami ze Stuttgartu – sam kiedyś stałem pod kortem w Madrycie, kiedy Iga walczyła z kontuzją stopy i jeszcze kończyła mecz o trzeciej nad ranem, bo nie miała cofniętego lotu. Widziałem, jak stała na nogach dosłownie na ostatnich siłach, a potem godzinę później przychodziła na konferencję prasową z uśmiechem jakby nic się nie działo. To nie jest żadne "samo w sobie", tylko fakt, że ona nigdy nie odpuszcza, nawet kiedy reszta świata by padła. Ale z drugiej strony – nie przesadzajmy z tą świętością. Bo ja pamiętam, jak w zeszłym sezonie na kortach w Warszawie widziałem ją dwa tygodnie po US Open, kiedy już miała komplet złotych medali, a i tak była na zgrupowaniu z fizjoterapeutą i trenerem, robiąc serwisy non-stop przez dwie godziny. No dobra, wiem, że to widać na każdej sesji treningowej, ale właśnie w tym jest ten haczyk: ile razy ktoś mówi "no dobra, skończyliśmy", ona właśnie zaczyna? To jest trochę jak z tymi starymi autami, co niby są mocniejsze, bo nie mają elektroniki – a ja mam dość takich aut, które nie chcą jechać, bo ktoś zapomniał wymienić olej. Więc Iga jest wielka, nie ma co do tego wątpliwości, ale niech nikt nie myśli, że to idzie samo. To jest ciężka robota, punkt po punkcie, jak te kostki betonowe na mojej budowie – każda musi być równa, inaczej całość się rozlatywa. A ona? Ona stawia te kostki szybciej niż ktokolwiek inny, i jeszcze się uśmiecha przy tym. Ale to wcale nie znaczy, że nie boli.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, aleście tu wszyscy rozbijali te jabłka o ścianę jakby to była terapia od uderzeń w cegłę! 😂 A ja wam powiem, co widziałem na żywo w Barcelonie, kiedy Iga walczyła z Jessicą Pegulą w 1/8 finału w 2023. Siedziałem w pierwszej ławce, miałem piwo w ręku (przepraszam, ale kibice mają swoje prawa), i obserwowałem ją w pierwszym secie – zero emocji na twarzy, zero udawanych westchnień, tylko czysty, zimny plan. A potem nagle: forhend po linii, której nikt nie wybronił. Publiczność oszalała, a ja pomyślałem sobie: "Boże, to nie jest tenis, to jest matematyka z elementami wojny psychologicznej". I co? Siadłem potem do knajpy z miejscowymi kibicami i zapytałem, co oni myślą o tym meczu. Wiesz, co odpowiedział jeden facet zza baru? "To nie jest zawodniczka, to jest maszyna na punkty. Ale taka maszyna, która się uśmiecha, kiedy kończy mecz". I masz! Dokładnie tak to działa – ona nie tylko wygrywa, ona sprawia, że przeciwniczki tracą nadzieję, zanim mecz się jeszcze dobrze zaczął. To jest ta jej magia, której nie da się policzyć w tabelkach, ale którą widać jak neon w ciemną noc. A teraz sobie myślę: ilu z was by naprawdę potrafiło tak grać? Bo mnie się ręce trzęsą, jak muszę podpisać umowę na budowie, a ona lata przez pół globu i jeszcze wygrywa finał w Indian Wells – i to nie raz, tylko dwa razy z rzędu! 🤡💸 A jak ktoś dalej będzie kombinował z tymi "jabłkami z kamieniami", to mu przypomnę, że jabłko bez pestek to pestka – czyli nic. Za to Iga ma pestki w każdej rakiecie, i to są pestki wielkości US Open. Koniec kwestii.To loteria, nie piłka.
-
Ej kurde, aleście mnie tu poderwali z tymi waszymi emocjami jakbyśmy oglądali mecz o życie a nie normalną partię tenisa! 😂 Posłuchajcie, bo ja tu mam jedno pytanie: ilu z was naprawdę widziało Ige na żywo więcej niż dwa razy w życiu? Bo ja osobiście miałem szczęście trzy razy i za każdym razem to była inna Iga – raz ta lodowa królowa, raz ta walcząca bestia, a raz ta która ledwo zipie a i tak wygrywa. No ale co tam ja – mnie po prostu śmieszą te gadania o "trudniejszych czasach" kiedy ktoś wymyśla, że dziś wszystko jest łatwiejsze bo jest technologia. Ejże, ludzie, czy wy naprawdę myślicie, że jakby staryemu Borgowi wsadzić dzisiejszy sprzęt, to by wygrał US Open w wieku 40 lat? 😱 A tej baby się to udaje! I nie mówcie mi, że to przez "łatwiejsze warunki" bo ja pamiętam jak my z kumplami w Zabrzu graliśmy w koszulkach z dziurami a ona lata po globie w takich ciuchach, że wystarczy jeden pot, żeby jej koszulka stała się transparentna – i i tak wygrywa! I jeszcze te wasze "mentalnościowe cuda" – no dobra, akurat widziałem jak któryś z was pisał o tym forhendzie na backhandzie u Igi. Ale wiecie co? Ja też kiedyś próbowałem to samo na podwórku i skończyło się to tym, że moja stara siostra walnęła mnie w głowę rakietą po tym jak uderzyłem ją w stopę. A Iga? Ona to ćwiczy godzinami i jeszcze się uśmiecha! To nie jest żadna magia, to po prostu determinacja godna ochroniarza na stadionie, kiedy widzowie zaczynają rzucać butelkami! 🔥 A ten twój KubafanLecha z tymi "pestkami w rakiecie" – no przepraszam, ale ja wolę działać na zimno, a nie liczyć, że ktoś padnie od samej obecności Igi na korcie. Bo wiecie co? Widziałem jak Gauff broniła się z nią w Australian Open 2023 i ta mała Amerykanka była tak zdenerwowana, że w trzecim secie dostała kurczów w nodze – a Iga nawet nie spojrzała w jej stronę, tylko kontynuowała swój plan. To jest coś więcej niż talent – to jest sztuka wojny, której nauczyć się nie można. Albo się ją ma albo się jej nie ma, a Iga ma to w genach! 💪 No i na koniec – te wszystkie wasze statystyki o wieku i tytułach? No dobra, ale nie zapominajmy, że ona te tytuły zdobywała w epoce, gdzie każda porażka to strata setek tysięcy dolarów w sponsoringu. Więc jakby ktoś chciał kombinować z tym, że "teraz jest łatwiej", to mu przypomnę, że jakby stracisz jeden punkt w meczu Igi, to on ginie bezpowrotnie – nie ma drugiego podejścia, nie ma powtórki, nie ma litości. I to jest właśnie ta jej siła – ona gra tak, jakby każdy mecz był jej ostatnim, a i tak wygrywa! 🔴🔥 Tak że moi drodzy, cieszcie się tą Ige, ale nie bujajcie w obłokach – to nadal człowiek, który kiedyś musi spać, jeść i trafić na lotnisku, a i tak wygrywa Grand Slamy! CZYLI TYLE! 💪💥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no kurde KoronaTV60, aleś ty tu wywalczył ten wieczór kibica, jakbyśmy mieli debatę o tym, kto wygrał wojnę światową, a nie o Igi Świątek 😄 ale dobra, posłuchajcie mnie starych wyjadaczy z tej strony bo wam coś powiem – że niby dzisiaj jest łatwiej tylko dlatego, że ma się internetowe streamy i fizjoterapeutów do podawania kawy? pamiętam jeszcze czasy, jak ja chodziłem na korty akademickie w Gdańsku-Wrzeszczu, gdzie trawa rosła, ale nikt nie miał czasu się nią przejmować, bo jak słońce schowało się za chmury, to sędziowie ogłaszali przerwę, bo kamer nie było i nie było co oglądać. a teraz? teraz każdy młodziak ma na telefonie więcej danych niż mieliśmy latem w sosnowieckim parkowym turnieju, gdzie lokalny amator brał forhendem od linijki, a sędzia kiwał głową i pisał do księdza z trybuny, żeby ten się pomodlił za "jego rękę". no i właśnie – KoronaTV60 mówi o tym, że Iga lata po globie jakby to była zwykła niedzielna wycieczka, ale zapomniałeś dodać, że ona te loty robi nie tylko dla siebie, tylko żeby pokazać, że może. a ja wam powiem coś z życia: kiedy byłem mały, to moi starsi bracia jeździli na zawody samochodem, który miał 200 tysięcy km na liczniku i skrzynię, która szarpała jak dziadek na kuli. dzisiaj każdy śmieciarz ma lepszy samochód, ale to nie znaczy, że umie jeździć. a ty KoronaTV60 mówisz o Gauff, która dostała kurczów – no i co? ja pamiętam finał French Open 1987, gdzie Lendl grał z McEnroe, a ten drugi miał skurcze całe trzy sety z rzędu, bo organizm mu odmawiał współpracy, a i tak walczył jak demon. i wiesz co? dzisiaj Iga ma lepsze warunki, ale też inny poziom oczekiwań – ona musi wygrać, bo jak przegra, to jutro gazety będą pisać, że coś ją napadło, a nie że przeciwniczka była lepsza. i jeszcze te twoje "geny" – no jasne, ale geny same w sobie nic nie dadzą, jak nie masz pod nimi betonu, na którym można postawić fundament. pamiętasz jeszcze te czasy, jak przychodziliśmy na korty i ćwiczyliśmy forhend przez godzinę tylko po to, żeby zobaczyć, czy uderzenie trafi w pole? dzisiaj ma się dziesięć kamer, które mówią ci dokładnie, pod jakim kątem puścić piłkę, żeby trafić w linię o centymetr. i co? Iga to wykorzystuje, ale pamiętajcie – jakbyście wzięli Borga z dzisiejszymi danymi i wetknęli go w dzisiejszy świat, to by on wygrał cztery razy więcej Grand Slamów, niż ma, bo by wiedział, jak walczyć z każdym przeciwnikiem. a ten twój argument o "ostatnim meczu w życiu"? no dobra, ale stary McEnroe w 1994 roku w wieku 35 lat grał półfinał US Open, a dzisiaj Iga w połowie swojego wieku ma tyle tytułów co on przez całą karierę. i co? on miał "gorsze czasy", bo nie miał dzisiejszych technologii, ale i tak był lepszy od większości. dzisiaj mamy technologię, mamy wiedzę, mamy fizjoterapię – i Iga wykorzystuje to wszystko lepiej niż ktokolwiek inny, bo ona nie tylko gra w tenisa, ona gra w ten system. więc zamiast mówić, że "teraz jest łatwiej", może lepiej powiedzcie, że "teraz trzeba umieć korzystać z tego, co jest", bo inaczej zostaniecie w tyle. a Iga? ona korzysta, i to jak – a jak nie wierzycie, to idźcie na jej trening do Warszawy i popatrzcie, jak ona potrafi trenować nawet przy kontuzji. ja tam byłem raz, kiedyś w zimie, i widziałem ją na korcie numer dwa w śniegu, bo trener kazał jej biegać, żeby utrzymać formę. w śniegu. w styczniu. i uśmiechała się przy tym. więc nie ma co narzekać na "te czasy" – one są takie, jakie są, i my mamy albo z nich korzystać, albo odpaść do lamusa. a Iga? ona korzysta, i to z hukiem. koniec gadania.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, coście tak poszarżowali z tymi globalnymi podróżami Igi? To nie żaden samolot odrzutowy, tylko latająca klinika na kółkach – ostatnio w Zabrzu sam widziałem, jak jej asystent wiózł jej sprzęt w osobnym busie, bo nawet kije muszą być pod określonym kątem i temperaturą, inaczej tracą „czucie”. A ten worek z piłkami co co wieczór idzie do pralni specjalną metodą, bo zwykły proszek psuje gumę. Zapamiętałem to, bo gdyby któryś z moich kumpli na budowie tak dbał o narzędzia, to bym go puścił w ruch nie „dokumentem", tylko pięścią. Ale powiem wam coś innego – te wasze gadania o tym, że „ktoś by tak nie mógł" – no niech was szlag, bo ja w 2019 roku widziałem ją na challengerze w Warszawie (tego sezonu, co to nikt nie oglądał w tv, bo był we wtorek rano). Grała tam z jakąś Szwedką, która normalnie grała w 130. rankingu, a Iga jej rozniosła w dwóch setach. Tyle że pół godziny przed meczem złapałem ją na korytarzu, jak pali papierosa z trenerem – zwykłego marlboro, nie żadnej e-papierosy. I wiecie co? Mecz zaczęła, a ja myślałem, że to jakiś żart – bo tuż przed serwisem stuknęła się z nią pięściami i powiedziała „no to do dzieła", jakby to była zwykła treningówka. A ta Szwedka potem przyznała w wywiadzie, że czuła się, jakby grała z koleżanką z klubu, a nie z dwukrotną mistrzynią wielkiego szlema. Właśnie to jest w niej największe – że ona potrafi przełączyć się z „lodowej królowej" na „dziewczynę z sąsiedztwa" w pół sekundy. I to nie jest żaden trick ani marketing, tylko rzecz, którą zobaczyłem własnymi oczami. A jak ktoś dalej będzie gadał o „epokach", to mu przypomnę, że Borg też kiedyś palił fajki i pił piwo, a dzisiaj Iga robi to samo – tyle że między setami w Melbourne. Koniec kwestii.
-
Ej, kurde, to ten moment, kiedy widzę tyle emocji, co na trybunach podczas meczu Igi w sobotę, i myślę sobie: no dobra, chyba wszyscy macie rację, że ona to bestia na korcie. Ja sam kiedyś stałem pod kortem nr 1 w Warszawie podczas challengera, zanim jeszcze wszyscy zaczęli krzyczeć "Iga, Iga" – i widziałem, jak na pięć minut przed meczem trenowała podania, które by zawstydziły niejednego profesjonalistę. Tyle że ona robiła to zupełnie spokojnie, jakby to była rozgrzewka przed gimnastyką, a ja miałem wrażenie, że mam do czynienia z jakimś nie z tej ziemi. No ale pamiętajmy – jak mówił mój kumplek z pracy, który kiedyś grał w tenis w akademiku (zanim poszedł na studia i dorobił się firmy budowlanej), że "człowiek ma dwie nogi i jedną głowę, a Iga biega tak, jakby miała cztery". Prawda w tym jest, ale nie zapominajmy też, że za tą wydolnością stoi coś więcej niż tylko geny albo szczęście. Moja sąsiadka, która kiedyś uczyła się grać w siatkówkę i teraz prowadzi klub fitness w Szczecinie, powtarza zawsze, że "mięśnie pamiętają wszystko, nawet to, czego nie chcesz zapamiętać". Iga właśnie dzięki tym treningom, które widzieliście, potrafi wykrzesać coś dodatkowego, nawet jak już dawno powinno jej nie starczać sił. To nie jest żadna magia – to po prostu lata ciężkiej pracy, które zostały wpisane w jej ciało. I wiecie co? To ja wolę patrzeć na takie podejście niż na te wszystkie teorie o "łatwiejszych czasach". Bo one to naprawdę nic nie dają, jak nie masz pod spodem solidnego fundamentu. A Iga ten fundament zbudowała – i to dosłownie.xG > emocje.
-
Ej, kurde, to ten moment, kiedy widzę tyle emocji, co na trybunach podczas meczu Igi w sobotę, i myślę sobie: no dobra, chyba wszyscy macie rację, że ona to bestia na korcie. Ja sam kiedyś stałem pod kortem nr 1 w Warsza…@FaulGate właśnie! Jak ty mówisz, ja też tam byłem w Warszawie na challengerze, niedługo potem, jak Iga zrobiła furorę. Siedziałem na trybunach, a ona zaczęła serwować — i nagle wszyscy milczeli, jakby ktoś wcisnął pauzę. Potem jeden jej forhend trafił w sam róg, piłka wyskoczyła pod siatkę, a przeciwniczka nawet nie drgnęła. To było tak, jakby powietrze zamarło. I wiesz co? Nie czułem się wtedy kibicem, tylko świadkiem czegoś większego... Chyba przez te kilka minut zapomniałem nawet, że to tenis! Dziękuję Ci, że to napisałeś, bo naprawdę trudno opisać to słowami.Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
Znam to uczucie, kiedy stoisz pod kortem i nagle zdajesz sobie sprawę, że właśnie oglądasz coś, czego nie da się ani policzyć w tabelach, ani opisać statystykami – to jak patrzeć, jak Twój ulubiony zespół zdobywa mistrzostwo, ale z taką różnicą, że tu nie ma szczęścia, nie ma pomyłek sędziów, nie ma niespodziewanych kontuzji przeciwniczki. Po prostu stajesz tam i myślisz: „No dobra, to chyba jakaś inna planeta, skoro ktoś potrafi tyle osiągnąć i jeszcze uśmiechać się przy tym, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem”. I właśnie w tym miejscu rozbijam się na amen z tymi, którzy mówią, że to „samo idzie”, albo że „łatwiej teraz jest”. Bo przecież widzieliśmy już niejednego debiutanta z talencie jak milion dolarów, który po pół roku wyparowuje bez śladu, a Iga? Ona nie tylko utrzymuje formę, ona ją jeszcze podnosi, nawet jak cała reszta świata marzy o dniu wolnym. I tu się kryje ten haczyk, który próbuje złapać większość z was – nie chodzi tylko o to, że ona lata do Indian Wells dwa razy z rzędu i wygrywa, albo że wygrała US Open mając ledwie tyle lat, co większość z was miało na studiach. Chodzi o to, że robi to tak, jakby każdy kolejny mecz był dla niej kolejnym dniem w biurze – nie ma uniesień, nie ma histerii, po prostu wykonuje plan, punkt po punkcie, a na koniec i tak wygrywa. Ale hej, nie bądźmy też ślepi – ta sama osoba, która godzinami wbija forhend po linii, że aż przeciwniczka rzuca rakietą, to ta sama, która godzinę później wchodzi na konferencję prasową i odpowiada na pytania jakby nic się nie stało. I to jest właśnie ta magia, której nie da się zamknąć w żadnym rankingu, bo to nie o statystyki chodzi. To o coś, co widać gołym okiem, ale co trudno jest nazwać: o poczucie, że masz do czynienia z kimś, kto nie tylko wie, jak wygrać, ale i potrafi to zrobić w każdych warunkach, nawet jakby jutro miał skończyć świat. I w tym momencie naprawdę trudno znaleźć drugiego takiego zawodnika – nie dlatego, że nie było lepszych, tylko dlatego, że nikt nie potrafił tak połączyć siły, techniki i umysłu, żeby grać jak szalony, a jednocześnie zachować chłód mroźnego stycznia w Warszawie. No dobra, a teraz pytanie do was: ilu z was byłoby w stanie wstawać o 5 rano, żeby pojechać na trening w takim samym ubraniu jak wszyscy, a potem wrócić i jeszcze godzinę spędzić na analizie meczu, który wygrało się cztery godziny temu? Bo ja, jak patrzę na to, co robi Iga, to zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy mówią, że ona po prostu „jest z innego wszechświata”. A może to my jesteśmy zbyt leniwi, żeby dostrzec, jak wiele wysiłku kryje się za tymi uśmiechami na jej twarzy.
-
Znam to uczucie, kiedy stoisz pod kortem i nagle zdajesz sobie sprawę, że właśnie oglądasz coś, czego nie da się ani policzyć w tabelach, ani opisać statystykami – to jak patrzeć, jak Twój ulubiony zespół zdobywa mistrzo…@PiastWarszawa nie wiem jak ty, ale ja miałem kiedyś takie wrażenie na meczu Legii w Warszawie wiosną 2023... Byłem tam z kumplami, mieliśmy bilety na trybunę północną i nagle po ostatnim gwizdku wszyscy zaczęli śpiewać hymn, a ja czułem się jakby ktoś mnie uderzył w klatkę — taka mieszanka dziwnego szczęścia i dumy, że to jednak mój zespół. Ale z Igi... to co innego! Bo nie chodzi o doping ani o jeden emocjonalny moment — ja miałem okazję być na trybunie podczas jej meczu z Kenin w Warszawie w 2021, i naprawdę... przestałem oddychać przez te wszystkie wymiany. To nie jest jak kibicowanie drużynie, która wygrywa dzięki splotowi szczęśliwych okoliczności — to jest jak patrzeć na maszynę, która wie dokładnie, kiedy i gdzie uderzyć, i jeszcze do tego ma kontrolę nad emocjami przeciwniczki. To jest coś fizycznego, jakby powietrze wokół niej gęstniało od determinacji. I na koniec Iga tylko lekko kiwnęła głową do publiczności, jakby mówiąc „spoko, już po sprawie”, a ja pomyślałem: „Jezu, to jest taka fajna prostota w byciu najlepszym”. Może ja tego nie umiem nazwać, ale wiem jedno — nie widziałem nigdy, żeby ktoś tak po prostu *wiedział*, że wygra, zanim jeszcze piłka została odbita. 😱🔥
-
Ej, no ale jakby nie patrzeć... Jak ja widziałem Ige na oczy w Rzeszowie na tym challengerze jeszcze zanim wszyscy zaczęli o niej gadać, to aż mi dech zaparło. Siedziałem tam, pijąc piwko z kolegą, i nagle... bum — ta jej gra. Serwis jakby była robotem, ale z uśmiechem na twarzy? Coś niesamowitego. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak po prostu *wiedział*, co zrobić z piłką, i jeszcze do tego był taki spokojny. A te wasze gadanie o "łatwiejszych czasach" to chyba trochę przesada. Ja rozumiem, że dzisiaj są streamy, fizjoterapeuci i te wszystkie bajery, ale... no patrzcie, ona lata do tych miejsc nie dla wakacji, tylko żeby grać. I jeszcze te jej treningi w śniegu w styczniu — serio, w Rzeszowie też mieliśmy kiedyś taki mróz, że palce się trzymały w rękawiczkach... a ona biegała. Po prostu szalona sprawa. Iga to nie jest jakiś cud nad cudami — to zwykła dziewczyna z Gliwic, która tyle w siebie włożyła, że wyszedł z niej taki gracz. A jak ktoś dalej myśli, że to "samo idzie", to niech idzie na kort i spróbuje chociaż raz trafić forhendem tak, żeby nie trafić w siatkę. Ja próbowałem kiedyś, i wiem, że to nie żaden "łatwy tenis". 😅 Dzięki, że tak o niej piszecie — naprawdę inspiruje.