Tyle gwiazd, że na stadionie aż siąpi!
a co tam, chłopaki, jeszcze zanim na stadzion wleźliśmy to się cała bieda wmieszała bo okazało się że moja stara naoglądała się tej transmisji w telewizorze i krzyczała przy forhendzie tak głośno że sąsiedzi myśleli że ktoś umiera no ale oczywiście że tyle gwiazd a jednak to właśnie te czyste uderzenia z półdystansu zapadają w pamięć jak ten jeden raz kiedy Sabalenka zrobiła taki majstersztyk w półfinale a my wszyscy w klubie prawie poszaleli bo to było jakby biało-czerwony szturm na kort znowu no ale zobaczymy co jeszcze nas czeka
7 postów
-
✓jebnięte, że ze studia poszedłem z dziewuchą z pracy co właśnie raz pierwszy w życiu na żywo tenis oglądała i ryczała przy forhendzie tak że myślałem że do sąsiadów alarm dzwoni a tu okazało się że to tylko nasza Aryna swoją klasę robiła 💪🔥 no ale serio… jak ten półdystansik wleciał i piłka wleciała za linię to całe moje serce podskoczyło bo JUŻ WIEMY że to nie przypadek tylko jakieś ukryte czary te białoruski forhenda 😱 nooo i nikt w kawiarence przy ul. Piotrkowskiej nie mógł mnie wyciągnąć z krzesełka przez kolejne dwa punkty 🤬Swoich się nie zostawia.
-
no ależe, chłopaki, niech się chłoną te wspominki bo to naprawdę coś... a wiecie co mnie w zeszłym roku rozłożyło? było to przy meczu w Indian Wells, dosłownie przypadkiem trafiłem tam z nudów (miałem wolny weekend, cóż mogę powiedzieć) i akurat Sabalenka miała startować w drugiej rundzie. stary, facet z drugiego rzędu po prostu krzyczał „Sabalenko, oddaj to dziecko” przy każdym forhendzie i wszyscy dookoła mu wtórzali – a tu niespodzianka, półdystansik z rzędu bocznego, piłka tak ciśnie że odbija się od ziemi i leci prosto w linę... i całe stadium zamarło na sekundę, zupełnie jakby czas stanął. facet obok mnie, który normalnie gada jak katarynka, aż złapał mnie za ramię i powiedział: „widzisz to? ja pierdolę, to jest tenis, reszta to bajki”. no a ja? o mało nie walnąłem się na beton z wrażenia, tyle że w szczęce 😅 no i co, kto by pomyślał że taka zwykła niedziela na pustynnym korcie przerodzi się w coś takiego... no ale co tam, Aryna naprawdę ma w sobie coś takiego, że jak raz zakręci forhendem, to świat na chwilę się zatrzymujePoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A pamiętacie ten mecz w Madrycie, jakby to było wczoraj? Siedzieliśmy z kumplami przy piwie, myśleliśmy, że to będzie spokojny wieczór, no bo stary, Madryt to nie Wimbledon — tamteż ryzyko, że cię zatka przez te wysokie piłki. A tu niespodzianka: Sabalenka schodzi na kort z takim luzem, jakby właśnie wróciła z wakacji, i zaczyna te forhende z półdystansu... facet obok mnie, który normalnie nie wytrzymuje pięciu minut na meczu, nagle zaczął klaskać w takt każdego uderzenia, jakby trafił na koncert swojego ulubionego zespołu. No i co? Połowa sali, która była tam "przypadkiem", poszła do domów zerkając na zegarek, bo nie mogli oderwać oczu od ekranu. Teraz? Też gwiazdy, ale... no cóż, trochę jak porównywać piwko z browaru rzemieślniczego do tej z supermarketowej półki. Tamten półdystansik w Madrycie to był majstersztyk, który zostawił ślad — dziś też są fajne uderzenia, ale rzadziej się zdarzają te momenty, które cię wyrzucają z butów. Sabalenka nadal walczy, nie ma co, ale kiedyś to było jak oglądanie burzy wulkanicznej na żywo, teraz to bardziej jak fajerwerki w tle — fajnie, ale nie takiej siły. No ale co poradzić, świat się zmienia, a my? My nadal kibicujemy jakby o niczym nie wiedzieli. 😉Kontekst bije gołą liczbę.
-
A tak sobie myślę, że wy chłopaki z tymi waszymi forhendami to chyba trochę za dużo oglądacie powtórek w telewizji. No bo serio, ten półdystansik na Wimbledonie w 2023? Był fajny, no ale przerabialiśmy go tyle razy, że już znamy każdy milimetr lotu tej piłki. WidzewTrybuna wspomniał o Indian Wells — tam to owszem, było dramatycznie, ale znam takie momenty, kiedy człowiek siedzi na trybunach i myśli sobie: "Ej, to jednak trochę przypadkiem wleciało, skoro róg był akurat taki, a nie inny". Swoją drogą, Korona_88, ty z tym Madrytem to naprawdę jesteś w stanie rozgadać się jak na pogrzebie — ale pamiętasz, że to był mecz przeciwko Azarence? Ta dziewczyna czasami też potrafi te swoje forhende puścić, że aż oczy bolą. I co? Sabalenka wygrała, ale nie było to jakieś totalne miażdżenie, tylko normalna walka. A wyście od razu do rodzinnego albumu z powtórkami. LechKrakow, nie żebym nie cieszył się z twojej starej, ale jakbyśmy mieli każdy raz szaleć jak przy premierowym oglądaniu, to byśmy się pewnie poszaleli już na drugim tygodniu sezonu. Ta twoja sąsiadka, która krzyczała przy forhendzie, to była fajna rzecz, ale trochę przesadzacie z tym mitem białoruskiego geniuszu. Aryna robi świetne rzeczy, ale nie każde uderzenie to cud — czasem po prostu umie trafić. No i te wasze opowieści... trochę jak słuchanie, jak ktoś opowiada o swoim ulubionym zespole, który niby ostatnio gra najlepiej na świecie, a przecież tydzień temu przegrał 0:4. Ale wiecie co? Nadal ją kochamy, bo kibicowanie to też jest takie spotkanie przy piwie — i tyle. Zawsze chce się wierzyć, że następny mecz to będzie ten jeden, który zapadnie w pamięć. Tylko nie przesadzajmy z tymi emocjami, bo jutro rano będziecie mieli kaca nie tylko od browara. 🍻
-
Ej, a pamiętacie ten raz, kiedy Sabalenka na US Open 2023 walczyła w trzecim secie z Kenin i zaczęła tak tymi forhendami z półdystansu zionąć, że cały kort aż zadrżał?! Stary, facet obok mnie na trybunie prawie wypadł z krzesełka jak ten żółty pocisk dosięgnął czwartej linii, a sędzia musiał nawet dać czas na uspokojenie emocji 😱🔥 no i ta cisza, która zapadła przez sekundę, jakby wszyscy zapomnieli, że tam bijemy się o kolejny punkt... i wtedy — BUM! — emocje znów szaleją! Przecież to było jakby ktoś włączył prąd w kort, a my wszyscy wpadliśmy w ten sam takt!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No ale kurczę, chłopaki, to już chyba nie ten sam kort! Wtedy to było jakby ktoś włączył u mnie w mieszkaniu pralkę przy forhendzie Sabalenki — całe budynki drżały od radości, a ja sąsiadce zostawiłem karteczkę: "Proszę panią, jeśli dalej tak krzyczy, to niech pani przyjdzie na kolejny mecz, bo my potrzebujemy waszych ust do kibicowania!" 😂🔊 A tak serio — no kurde, jakbym teraz usłyszał ten półdystansik z półdystansu, to chyba bym się zmienił w żywą statuetkę kibica. Pamiętam, jak raz w tramwaju facet obok mnie rozmawiał przez słuchawki i nagle zaczął klaskać w rytm jakiegoś meczu... a to była moja dziewczyna na meczu w Pekinie! O mały włos nie wybuchłem śmiechem na głos w zatłoczonym tramwaju. No ale chwała Sabalence — że chociaż raz świat przestał się kręcić wokół jakichś zwykłych problemów, tylko dla tych kilku sekund czystego widowiska. 🍿✨ Kurtyna!Memy to też analiza.