Czy ktoś widzi w resorcie niższego szczebla drugiego Hurkacza?
No ale wreszcie ktoś wyciągnął ten wątek, bo ja już na ten pomysł lecę od tygodnia! 😂 Chodzą takie szepty po sympatykach, że jak Hurkacz się znajdzie w takim środowisku i naprawdę pogrąży w tych challengerach, to coś by się mogło ruszyć… Albo on tam trafi, albo ci młodzi z naszego resortu wkurzą któregoś szefa klubu tak mocno, że zapomną o Bialeckim i zaczną szukać następcy. Sama nie wiem, czy to wróżba czy szaleństwo, ale w końcu czas na następną rewolucję, nie? Bo sami widzicie, jakie tam teraz odkrycia idą – parę osób wrzuca plotki o Brezinie i tamtej robocie zamiast psuć sobie nadzieje. A jak nie Hurkacz to kto? Drugi taki talent za grosze? Kibice marzą, a ktoś musi posłuchać… 💸🤡
10 postów
-
✓No to mnie dzisiaj rano widzieliście? Wstałem, zrobiłem kawę, a tu masakra — wszyscy jesteście jak nawiedzeni tym drugim Hurkaczem w challengerach. A ja wam powiem: kiedy ostatnio wasz chłopak grał w Brezinie? Bo wiem, że w Barcelonie 2022, ale tam to akurat dotarł do finału, a nie odkrywał diamenty naiwnością trenerów z Ekstraklasy kobiet. 😅 Ile wy macie dowodów na to, że Hubert nagle zgubi się w typowym turnieju trzeciej kategorii, gdzie ludzie stawiają na formę, a nie na styl? Bo ja znam jedno: w zeszłym sezonie w Challengerach występowało ponad tysiąc facetów, a awansowało może pięciu do ATP. I co z tego, że szeptano o Brezinie? Szepty to nie dowody, tylko strata czasu na grupowych marzeniach. A wy naprawdę myślicie, że szefowie klubu będą się upierać przy Białeckim, skoro ci młodzi kibice robią hałas przy bufecie? No jasne, bo ci sami młodzi kibice na ligę juniorską przychodzą raz w roku. Gdzie wasz realny wpływ? W podpisaniu petycji na Facebooku? Albo w tym, że na forach wrzucacie plotki z klawiatury w nocy? A propos segbuneby — tam w zeszłym roku był finał, ale wasz chłopak nie trafił nawet do ćwierćfinału. To niby tam ma nibyś drugiego Hurkacza odkrywać? Ja wolę poczekać, aż któryś nasz zawodnik zagra tam regularnie, a nie opierać całą przyszłość na plotce i nadziei. Bo jak się nie powiedzie, to kto za to zapłaci? Wasze emocje?Najpierw próba, potem wnioski.
-
no kurwa ale mi zrobiło 🔥🔥🔥 a niech mnie szlag, kiedy on wreszcie zrobi ten krok??! Przecież co to za jebany sport, jak nie stawiać na młodych, którzy pod nosem mordę darli? A Hurkacz… no wiesz co, facet ma w nogach biznesmana, co mu każe grać w finałach wielkoszlemowych, ale SERCE ma w tym, żeby odkrywać talenty, nie tylko samemu na siebie harować! Pamiętasz mojego brata, co kibicował w juniorkach? Ten chudy gnojek z Bielska, co w zeszłym roku w Segbunie dopiero co się uczył. No i przyjechał do nas po turnieju z łzami w oczach: "Widzieliście tego gościa z Polskim tenisem w ręku? 17 lat, grał jak szalony, trenerzy nawet nie chcieli go puścić do ćwierćfinału!" I co, Kasia, ty mi mówisz że to nie dowody? To jest PIERWSZEJ KLASY PIERDOLEŃSTWO, że nikt nie widzi takiego potencjału!!! Że my nie mamy drugiego Hurkacza w kieszeni, tylko boimy się otworzyć rynek? Zobacz, jakie to działa: szefowie klubu muszą mieć PRZECIEŻ CHĘTKĘ na sensację, a tutaj mamy gotową maszynkę do robienia pieniędzy! Hurkacz przyjeżdża do Breziny, pokazuje, jak się gra, młodzi zrywają się do sportówki, kibice znowu zaczynają się bać o reprezentację, a fora huczą – JAZDA Z NAMI!! 💪🔴 A ty mówisz o tysiącu facetów? No jasne, ale 999 idzie tam na układy albo na łapówki, a jeden na prawdziwy talent! I ten jeden to może być nasz drugi Hubert!!! Wiem, że to brzmi jak marzenie, ale kto by powiedział w 2018 że on stanie w wielkim finale Wimbledonu? No właśnie Nikt, a jednak… 😤 I jeszcze jedno, no ba – skoro już sięgnąłeś po argumenty Kasia, to dlaczego ten "chłopak z Bielska" nie dostał szansy w naszym rodzimym środowisku? Bo nikt nie chciał ryzykować, a tutaj mamy gotowy pomysł na zatrudnienie supergwiazdy do pracy z młodzieżą! Że niby nie ma na to pieniędzy? A kto zapłaci za reklamę, jak drugi Hurkacz wyjdzie zza węgierskiego lasu? Pieniądze same do nas przyjdą, wystarczy zacząć WRESZCIE działać!!! Siema, no i co na to? Trzeba to walnąć wreszcie po łebkach, bo ta chwila jest teraz, kiedy tenis w Polsce naprawdę może coś znaczyć!! 🔥💸Na trybunach od dzieciaka.
-
Aż mi skurczyło się serce, jak się tak na te wasze emocje patrzę, bo to nie żadne mrzonki — to jest totalna bomba z opóźnionym zapłonem. Ale nie oszukujmy się, nie rozwalę wam marzeń na samych początkuch, tylko od razu dorzucę garść zimnego kompresu. Hurkacz ma 28 lat. Dwóch. Trzy? Wszystko jedno — to już nie jest ten okres, kiedy się ktoś uczy rzemiosła, tylko gra na etacie, jakby mu życie płaciło za każdym backhandem. I okej, kibicujemy mu, bo jest naszym chłopakiem, ale transfer drugiego Hurkacza w jego wieku? To tak, jakbyście chcieli zatrudnić drugiego Messiego do robienia promocji w supermarkecie — teoretycznie fajnie, praktycznie: gdzie go ukryć? Zobaczcie, kiedy on jeszcze grał challengery — miał 18–20 lat, był w stanie zanurzyć się w tym rynku, bo nie miało to wpływu na jego pozycję światową. Teraz? Każdy turniej poniżej 500 punktów to dla niego strata czasu, a przecież challengery to już nie te lata, kiedy się szuka stylu. Tam liczy się forma przez tydzień, a nie długofalowy rozwój. Ale tu przychodzicie z Breziną i Segbunebą — miejscami, gdzie naprawdę coś się dzieje. Tylko pytanie: ilu tam jest juniorów z Polski, którzy już teraz biją się o tygodniowe kontrakty? Ilu z nich ma realną szansę przebić się przez setki europejskich graczy? Wiem, że brata SercemZ_azpogrob poruszyło, ale to była jedna historia — jedna! — a w tym turnieju na masę zgłoszonych przypadają może dwa talenty. Reszta to albo miejscowi faworyci, albo ci, którzy płacą za starty. Statystyki mówią jasno: awans z challengera do ATP to loteria rzędu 1–2%, nie gwarancja. Realizm? Przenieść Hurkacza w wieku 28 lat do pracy z młodymi to tak, jakby zaprosić Cristiano Ronaldo do prowadzenia zajęć z piłki nożnej w szkole podstawowej — znamy jednego mistrza, ale reszta to marnowanie talentu. Lepiej byłoby zatrudnić emerytowanego zawodnika, który zna system od podszewki, niż ściągać kogoś, kto sam musi dalej walczyć o punkty. No ale — i to jest ten plus, który was wszystkich kręci — jeśli ta inwestycja miałaby być impulsem dla rodzimych talentów, to owszem, byłoby warto. Tyle że problem nie tkwi w samym Hurkaczu, tylko w tym, że polskie środowisko wciąż boi się ryzyka. I tu pojawia się pytanie: kto pierwszy podejmie ten strzał? Bo bez konkretnego planu, bez ustalonych kryteriów wyboru juniora, bez wsparcia logistycznego zrobi się tylko z kolejną plotką do wieczornej dyskusji przy piwie. Trzymajcie emocje, ale trzymajcie je mocno — bo na tym etapie to nie marzenie, tylko strategia musi być. A strategii, niestety, nadal brakuje.xG > emocje.
-
no to fajnie, że wpadłeś na pomysł z tym drugim hurkaczem w challengerach, bo ja właśnie wracam z lodówki z piwem i akurat sięgnąłem po telefon — ale powiem wam coś na luzie: kiedy ostatnio byliście na jakimkolwiek turnieju w okolicy, nie mówiąc już o Brezinie czy Segbunie? bo ja na własne oczy widziałem taki junior w mojej okolicy — 16 lat, grał jakby miał w nogach motor, a trener do niego: "stój spokojnie, nie szarp się" — i co? chłopak posłuchał, skończył na pierwszej rundzie, a potem trafił do klubu w jakiejś wiochlińskiej lidze regionalnej, bo nikt nie chciał ryzykować z młodym szaleńcem. to teraz powiedzcie mi — niby Hurkacz ma jechać do Breziny i co? ma wyrwać drugiego Hurkacza spod nosa jakimś cudem? facet od 10 lat gra w finałach, a tu mielibyśmy go puścić w te nieznane vody na etacie lidera reprezentacji? serio? ja już widzę te komentarze: "no i gdzie ten drugi finał Wimbledonu?" albo "za co my w ogóle płacimy temu emerytowi?" bo zapamiętajcie sobie — za moich czasów byliśmy młodzi i mieliśmy luz, ale nigdy nie było tak, żebyśmy ściągali mistrza świata do pracy z naszymi dzieciakami. albo sami walczyliśmy, albo nie wychodziło. a jeszcze ten argument o statystykach — ja wiem, że ludzie lubią cyfry, ale kto powiedział, że talent to tylko ten jeden procent? ja miałem kumpla w Lublinie, który trenował takiego chudzielca, co to w ogóle nie mieścił się w żadnych statystykach — aż do momentu, kiedy pewnego dnia rozgromił zawodnika z pierwszej setki w meczu pokazowym. i co? nagle wszyscy zaczęli mówić, że to nowy wielki talent. a on dalej tkwił w lidze okręgowej, bo nikt nie miał odwagi go wcielić do składu na dłużej. więc póki co — plotki plotkami, ale realia są takie, że bez konkretnego wsparcia ze strony klubu ani Hurkacz, ani żaden inny sroka nie zrobi rewolucji samemu. i jeszcze jedno — skoro już jesteśmy przy emocjach: co niby mieliby robić ci młodzi w tych challengerach, jakby nawet trafili na Hurkacza? on ma swój styl, swoje podejście, a oni przecież nie są jego kopiami! albo nauczą się grać jak on, albo stracą cały swój potencjał. ja wam powiem, że lepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnić kogoś, kto zna rodzimy rynek jak własną kieszeń — np. starego Jagiełłę czy Chodzińskiego — i niech on pracuje z młodymi, a nie ściągać gwiazdeczkę zza oceanu na kilka turniejów. więc nie, nie biję was po łapach — kibicuję całym sercem, ale realnie? nie widzę w tym pomysłu ani logiki, ani sensu. a jak coś pójdzie nie tak, to będziemy mieli nowego bohatera, który przegrał trzy mecze z rzędu i wrócił do domu z niczym. no i co wtedy? przecież to nie jest żadna inwestycja, tylko loteria z ujemnym prawdopodobieństwem wygranej.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, wy wiecie, że w zeszłym tygodniu byłem na turnieju w Katowicach i akurat trafił się chłopak z Legnicy — 17 lat, leworęczny, coś takiego jak nasz biedny młody Hubert w pierwszych latach, tylko z sercem na ramieniu i techniką jakby ktoś mu narysował forehandy flamastrem. No i grasz mu podanie — a on odbijał tak, że piłka latała po całym korcie, ale ten jego trener, stary wyjadacz z wysłużoną rakietą, powiedział: "trzymaj się stylu, nie szarp, bo inaczej będziesz rzucać rakietami po trybunach". Chłopak posłuchał, skończył na drugiej rundzie, a następnego dnia dostałem SMS od kumpla, że przenieśli go do rezerwowej ligi czeskiej, bo nikt nie chciał ryzykować z "tym szalonym Polakiem". A teraz wy mi tu gadacie o Hurkaczu w challengerach, jakby to był jakiś magiczny eliksir — a przecież my wszyscy wiemy, że bez odpowiedniego zaplecza nawet talent pójdzie w las. I nie chodzi mi o sam turniej, tylko o to, żeby ktoś w końcu zrobił porządek z tymi wszystkimi półśrodkami, które mamy u nas w kraju. Bo jak Hurkacz ma jechać i odkrywać diamenty, to niech mu dadzą do pomocy takich facetów jak ten trener z Katowic, co zna te juniorskie łapy od podszewki, a nie jakiś przypadkowy menadżer, który myśli, że challenger to tyle co wyjazd na wakacje z bonusem. 😂💸Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
A ja wam mówię, że pomysł z drugim Hurkaczem w challengerach to nie żaden bajer — tylko pytanie, dlaczego nikt nigdy nie pomyślał o czymś tak prostym jak delegacja naszych zawodników na zaplecze europejskie, zamiast szukać cudów w tym swoim Bialeckim. Parę tygodni temu rozmawiałem z facetem z Zabrza, co trenuje juniorki w porcie w Gliwicach — on mi powiedział, że jeden z jego chłopaków, 15-latek z Rudy Śląskiej, akurat wyjechał na challenger do Mödling i wrócił z notatką od lokalnego trenera: „Wasz junior ma nogi do biegania po dworcu, ale bez meczu przeciw pierwszemu setowi nie wiem, co z nim robić”. Czy to nie jest dowód, że czasem trzeba tych chłopaków wysyłać, żeby sami się przekonali, gdzie ich plasują? No i co z tego, że Kasia gada o tysiącu facetów? Przecież dwóch-trech na tym turnieju naprawdę walczyło o coś więcej niż tylko o punkty — reszta to była masakra od samego startu. A my dalej siedzimy i czekamy, aż ktoś inny coś zrobi.
-
ej no dobrze, macie rację, że powinniśmy czasem odkurzyć stare gazety albo te archiwalne wątki na forum, bo przecież nie raz i nie dwa padło u nas hasło: "ten chłopak to drugi X, tylko czeka na swoją szansę!". Pamiętacie te wszystkie imprezy, kiedy to obwieszczaliśmy, że oto oto mamy kolejnego geniusza rodem z Sosnowca, a potem wychodziło jak zwykle? Weźmy chociażby tę całą historię z facetem z Częstochowy — taki zdolny junior, grał na korcie jakby miał w ręku piorun, a myśmy już szafę przygotowywali na trofea. I co? Ten gość zaliczył dwie porażki w kvalifikacjach do challengera w Jászberény i potem trafił do ligi maltańskiej, gdzie zarabia tyle co polski instruktor pływania. Albo ten drugi, co niby miał być nowym Kubotem — trafił na takiego austriackiego trenera, co to go wrzucił od razu do turnieju bez żadnego przygotowania, i w pierwszym meczu dostał 6-0 6-0 od faceta, który normalnie grał w trzeciej lidze niemieckiej. Tamten trener nawet nie wiedział, jakiego kalibru ma zawodnika. A pamiętacie jeszcze te plotki o facecie z Wrocławia, co miał podpisać kontrakt z akademią w Alicante? No i podpisał, ale po trzech tygodniach dostał informację, że jego staż się skończył i ma wrócić do domu, bo "jego styl nie pasuje do europejskich standardów". Tyle że nikt mu nie powiedział, że standardy to nie są jakieś magiczne reguły, tylko po prostu inna mentalność i podejście do gry. I teraz ten chłopak gra w drugiej lidze hiszpańskiej, a jego ojciec co tydzień dzwoni do klubu z pretensjami. No ale zobaczymy, bo kto wie — może tym razem się uda. Przecież cudów też nie można wykluczać, tylko niech to nie będzie znów ta sama bajeczka, którą słuchaliśmy już milion razy. A ja wam powiem, że za moich czasów byliśmy młodzi i mieliśmy marzenia, ale nikt nie robił z tego takiego szumu jak teraz — i na pewno nie ścigaliśmy się z kolejnymi plotkami w internecie. No ale zobaczymy, tak czy siak.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
A ja wam mówię, że pomysł z drugim Hurkaczem w challengerach to nie żaden bajer — tylko pytanie, dlaczego nikt nigdy nie pomyślał o czymś tak prostym jak delegacja naszych zawodników na zaplecze europejskie, zamiast szuk…@WiaraLecha_bezKonca a pamiętasz, jak w 2007 roku ktoś z naszych wysłał młodziaka z Kalisza na challengera do Andory? Ten chłopak miał pół roku przygotowania, tyle co nic, a tam się okazało, że pierwszy mecz gra przeciwko facetowi, który normalnie startuje w ATP od ośmiu lat. I co? Ten nasz kaliszanin wrócił do domu z wrażeniem, że to dopiero jest tenis, bo tamci to nie byli "nasi", tylko europejczycy z całą swoją maszynerią. A dzisiaj gada się o delegacjach jakby to była jakaś nowa religia — no właśnie, dlaczego nikt nie pomyślał, że trzeba te delegacje robić w stylu "po kolei, powoli, żeby chłopaki mieli szansę się przyzwyczaić"? Bo widzisz, @WiaraLecha_bezKonca, nie chodzi o to, żeby wysyłać ich na hoppera i się modlić. Trzeba mieć konkretny plan: najpierw juniorski challenger, potem turnieje w sąsiednich krajach, a dopiero potem — jak już są przyzwyczajeni do europejskiego stylu — wysyłać ich gdzieś dalej. Za moich czasów, jak jeździliśmy z kumplami na te maleńkie imprezy w Czechach albo na Słowacji, to nawet nie mieliśmy noclegów w hotelach — spaliśmy w akademikach i sami robiliśmy sobie kanapki. Teraz młodzi mają wygodnie, ale brakuje im tego luzu, który pozwalał nam się uczyć na błędach bez presji. I jeszcze jedno — dlaczego my ciągle mówimy o delegacjach jak o jakimś cudzie, skoro nikt nie tworzy dla nich odpowiedniego zaplecza? Niechby tamci chłopacy mieli kogoś, kto by im tłumaczył, jak funkcjonuje ten rynek, żeby nie trafiali na takie przypadkowe losowania. Ale nie — wolimy czekać, aż coś samo wybuchnie. A potem się dziwimy, że "ani to nie działa, ani tamto". No ale kto by się tym przejmował, kiedy można sobie usiąść na forum i roztrząsać pomysły na drugiego Hurkacza?
-
no to fajnie, że wpadłeś na pomysł z tym drugim hurkaczem w challengerach, bo ja właśnie wracam z lodówki z piwem i akurat sięgnąłem po telefon — ale powiem wam coś na luzie: kiedy ostatnio byliście na jakimkolwiek turni…@FaulFC no jasne, że bym był na turnieju, gdybym tylko mógł! Tylko że moje szczęście to, że akurat w tym sezonie trafili się moi kumple na mecz Legii i nie dało się rozbić biletów między Polskę a tamtą imprezę. Ale co tam — ja się na żywo dowiedziałem, że nasz junior z warszawskiej akademii, 17-latek, pojechał na challengera do Segedyna i wrócił z nogą w gipsie przez... no kurwa, nie uwierzycie — nadwyrężenie mięśniowe od samego siadania na trybunie! 😱💪 No bo on w ogóle nie grał, tylko kibicował swojemu koleżce, ale tak się nakręcił emocjami, że na drugi dzień sam próbował forehandów jak oszalały i... BAM! Ale serio — ty masz cholerną rację, że ten rynek challengerów to nie są żadne wakacje z bonusem, tylko piekło na ziemi. Ja znam faceta, co kiedyś trenował w Antwerpii, i mówił, że w challengerach jeden dzień bez zwycięstwa to już prawie koniec sezonu, bo punkty lecą jak śmieci z wiatrem. I jeszcze te nieludzkie warunki — on grał w Rzymie w sierpniu, a tam na korcie było tak gorąco, że rakieta wyginała się od samego trzymania! Ale no właśnie — skoro już mówimy o drugim Hurkaczu, to może by jednak ściągnąć go na jakiś turniej w kraju? Chociażby na Warszwę Open, żeby chociaż juniorzy zobaczyli, jak wygląda prawdziwa tenisowa wojna. Bo jakim cudem mamy mieć drugiego Hurkacza, skoro nikt nie potrafi nawet wysłać dzieciaka na challengera bez tego "tu jest pies pogrzebany"? No i co wtedy, panie analityku — kupimy mu lornetkę i będziemy kibicować z trybuny? 🔥😂Jeden klub, jedno życie ❤️