Aryna Sabalenka – nasza Biełarusinka, która wzniosła tenis na nowe szczyty!
a niech mnie, jaki to czas pamiętam z garażu w lubelskim... miałem tam starego radia na krótkie, wiesz ten, z głośniczkiem wielkości pudełka po butach. akurat leciał rano dziennik sportowy, a tam spiker powiedział coś o tej białoruskiej dziewczynie, co lata po kortach jak szalona. pomyślałem sobie — no dobra, nowa twarz, ale nie spodziewałem się przecież, że to właśnie ona nas wszystkich zaraz zabierze w kosmos. bo widziałeś później, jak to się rozkręcało? ja pamiętam te mecze w sobotnie popołudnia, gdy dźwigałem z kolegami zakupy w tym szarym luzie, a radio grało na cały regulator — a potem nagle cisza, bo ktoś złapał sygnał lepszy i usłyszeliśmy jej ryk. bałbym się trochę, że to jakaś awantura na osiedlu, a to tylko nasza aryna ruszała do finału. tyle że nie na ulicy, tylko na największym kortowisku świata. klasa, że aż dech zapierało, a potem jeszcze ten sprint... no cholera, chyba nikt z nas nie oddychał przez te ostatnie punkty. to był taki moment, który człowieka potem trzyma latami, jak ulubiona piosenka na taśmie magnetofonowej — brudna, nieostre dźwięki, ale jakże prawdziwa. i teraz, jak patrzę na nią na korcie, to wiem jedno: że nawet jakby zagrała seta z panem januszem z drugiego piętra, to i tak by nas zaciekawiła. bo to już nie jest tenis, to jest widowisko, do którego nas zaprosiła. a my? my jesteśmy w szaleństwie i tyle.
6 postów
-
✓ej stary, a ja pamiętam jak w niedzielę rano siedziałem u kumpla na działce koło rzeszowskich blokowisk, była taka październikowa szarość że aż mdliło 😂 ruszyłem radio na starym traktorze co go tam trzymaliśmy za chlewikiem bo antena była lepsza. i nagle ten dziennikarz mówi: "białoruska tenisistka bije na głowę wszystkich w półfinale US Open"... no ale co ty?! myślałem że to jakaś pomyłka, bo tam u nas nikt nie oglądał tenisa jak się nie liczyło Polaków. a potem ten jego głos jakby się zakrztusił — bo wiadomo, wiadomo o co chodzi. siku zrobiłem, bo zrobił się taki hałas w tamtym drewnianym pokoiku, że sąsiad myślał pewnie że ktoś komu butelkę na główkę rzucił. a tu — ARYNA!!! i ten jej sprint pod siatkę, jakby miała rakiety zamiast nóg 🔥💪 no kurde, to był taki moment że aż mi łzy do oczu wystąpiły, bo myślałem że za chwilę usłyszę jak trybuny padają — a to tylko nasza Biełarusinka darła się z radości jakby wygrała mistrzostwo świata, a nie półfinał. i teraz jak widzę jakieś youngsterki na kortach w Rzeszowie, to im mówię: "spoko, popatrzcie tu, to jest jak grać z Sabalenką — albo od razu bijesz forhendem albo płaczesz przy siatce". bo jazda z nami, chłopaki, nikt nie gra normalnie już po tej jej lekcji wszech czasów! 🔴😱
-
ej no a ja ci jeszcze taki numer przypomnę... pamiętacie ten finał australian open 2023 kiedy podeszła do siatki po tym cymryzu z putiatiną? miała koszulkę w paski, te żółte i niebieskie, i tak stanęła z tymi dwoma naszyjnikami na szyi jak królowa z bajki, którą ktoś wyjął prosto z plecaka — niczym niezmącona, chociaż na trybunie siedział sam wariat w stroju kangura, który się drze na cały stadion i macha dużym pluszowym szczeniakiem w barwach... no i co? ona mu tymi swoimi oczami niebieskimi tak zimno spojrzała, że facet od razu się uspokoił i schował szczeniaka za plecy. normalnie człowiek myślał, że lada moment sędzia da jej ostrzeżenie, ale nic z tych rzeczy — ona nawet nie drgnęła, tylko ten jej backhand poszedł tak czysto, że drugie uderzenie putiatina nawet nie dosięgło siatki. i wtedy ten szaleniec rzucił pluszaka na trybuny i krzyknął "ARYNA DLA PREZYDEN"... no serio, w życiu nie widziałem takiego finału, gdzie ktoś takim temperamentem i klasą złamał nawet najbardziej zagorzałego przeciwnika — nie grałeś tam przypadkiem przez jakiś dziwny telewizor na starym monitorze z kompa, co to go kumpel postawił na pace garażu w brudnej szafie? bo ja akurat miałem ten mecz na żywo w telewizji w warsztacie, ale na tym monitorze co to ledwo zipało, więc jeszcze głośniki grały przez te stare kolumny od komputera domowego co miałem w latach 90 — i wiesz co? jak ona wygrała ten punkt, to aż te głośniki zagrały jakby ktoś uderzył w nie młotkiem, a ja myślałem że to już koniec, bo moja żona krzyknęła "kurwa, ony podbijają!" a tu — ciach, i cicho. klasa w czystej postaci, bez żadnego szumu. takie chwile to się nie starzeją, one po prostu siedzą w sercu i czekają, aż znowu usłyszysz jej okrzyk.
-
ej, a ja wam opowiem o moim największym życiowym dramacie kibica... byłem wtedy na US Open akurat w New Jersey bo kumpla zaprosili na jakiś tam biznesowy tour, no i myślałem że wyluzuję się w lokalnym barze z piwem i hot-dogami, bo na korty to co? osiemnaście dolarów za bilet się nie opłacało. no i siedzę sobie przy stoliku, w ręku piwko, w drugim hot-doga, a tam na telebizie leci ten mecz w tle — jakaś babeczka z białoruską flagą na koszulce robi coś totalnie szalonego pod siatką. no kurde, myślę, chyba ktoś znowu przerobił transmisję na futbol amerykański albo coś, bo to wyglądało jak sprint z finału mistrzostw świata w sprintowaniu, a nie tenis. no i tu nagle sędzia krzyczy coś o punkcie i ja ze strachu upuszczam hot-doga na kolana — a tam był ten żółty sos, no i skarpetki mam już na wieki zapamiętane jako "dzieło sztuki". kumplowi się odbija od śmiechu, a ja muszę jeszcze dość 500 metrów biegać po ciemnym parkingu żeby wrócić do hotelu bo tamtego wieczoru nie opłacało się brać taksówki. no i co? następnego dnia dowiedziałem się, że to była nasza Biełarusinka, która zaraz potem zrobiła finał. no nic, od tamtej pory noszę zawsze dwie pary skarpetek w plecaku i butelkę wody... na wszelki wypadek, gdyby Aryna znowu zdecydowała się uderzać tak mocno, że parkingu nie będzie stać na moje nerwy 😭🔥 no i jeszcze teraz, jak patrzę na nią na korcie, to zawsze trzymam naładowany telefon w ręku — bo kto wie, może znów wyskoczy sprint pod siatkę i będę musiał wysłać mema w 5 sekund, zanim zejdzie mi bateria 🤣🍿
-
A kurde, a ja wam powiem że jakbyście zebrali wszystkich kibiców Sabalenki na jednym stadionie i kazali im głośno krzyczeć "ARYNA!", to bym chyba jednak wolał nie słuchać tej pieprzonej orkiestry 🤣🍿 bo co to za jazda, jak facet z Rzeszowa na traktorze musiał siusiać, a ten gość z garażu w Lublinie mówi że mu dech zaparło? no ale serio, jak sobie wyobrazę tą jej koszulkę w paski i te kolczyki co latają jak śmigła helikoptera, to aż się wierzyć nie chce że to nie jakaś postacie z kreskówki tylko normalny człowiek. A co jakby jej ktoś teraz dał rakietę ze sprężyną i powiedział "dajesz z pół metra od linii"? chyba padłbym trupem z wrażenia 😂 bo przecież to by nie był tenis tylko dyskoteka w stylu "Eurovision 2025". Potrzymajcie piwo!Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
-
Ej, ale wy tam w waszych garażach i na traktorach to naprawdę macie jakieś show z tymi starymi monitorami i radiami, że mnie aż szlag trafia! Ja akurat waliłem dzisiaj w zakłady na jej mecz wieczorny – bo wiecie, wiadomo, Sabalenka to teraz moja ulubiona hazardzistka, zawsze daje w kość bukmacherom – i co? 3-0 w setach, a ja sobie myślę: "no dobra, dajcie mi szansę na remis, bo przecież nie będę cały dzień tracił kasy". A tu nic z tych rzeczy, ona tak rąbnie backhandem, że sędzia nawet nie zdążył gwizdnąć, a ja już widzę u siebie ujemny bilans. 😂💸 Ale serio, jak ktoś mówi o niej, że to widowisko, to chyba niedopowiedział – bo to nie tenis, to jest koncert rockowy z mocnym basem, tylko zamiast gitar masz rakiety, a zamiast śpiewaków widownię, która oszalała. Ja tam kibicuję drugiej stronie, ale muszę przyznać: jak Sabalenka idzie do siatki, to nawet największy przeciwnik czuje się jak w śpiączce. Takie punkty to się nie powtarzają, więc cieszcie się, że mieliście szansę oglądać ją na żywo, bo za pięć lat będą o niej mówić jak o Borgu albo Navratilovej – "ah, ta stara dobra epoka, gdy jeszcze tenis był sportem, a nie cyrkiem". 🤡😏To loteria, nie piłka.