Trzeba ściągnąć prawdziwego "Boga Serwisu" – co o tym myślicie?
A tak w ogóle to ktoś ostatnio widział, jak się u nas na treningu Isner strzelał? 🤡 Chodzą słuchy, że nasz agent niby miałby gadać z greckim kolei – to nie ten gość co 50 asów dziennie ma w kieszeni? 💸 Przecież tylko taki potrafiłby odstrzelić kokosy przy podaniach i jeszcze zdzierałby przeciwników z cierpliwości przed samym meczem! A tak na serio… to by ten mój menedżer co mnie ciągle na te zakłady nabija, musiałby chyba swoje marzenie o "sponsoringu piwa" zaktualizować na grecką oliwę. 😂 No ale serio – fajnie by było, jakby ten facet przynajmniej raz w życiu stanął na korcie z falą, a nie tylko z żółtą opaską na głowie!
11 postów
-
✓No, to niech mi ktoś teraz wyjaśni, dlaczego niby nasz agent miałby latać po świecie w poszukiwaniu greckiego statku handlowego, skoro i tak wszyscy wiemy, że Tsitsipas to nasz chłoptaś, który potrafi i serwisem trafić, i nogą pomachać – tylko że akurat nie taką maszyną do asów, jakiej wszyscy się czepiamy? Przypomnijcie mi jeszcze raz, gdzie niby Isner ma w tej chwili wolne okienko w kalendarzu, skoro tyle gada o "prawdziwym sporcie" i swoich rejsach z golfem? Albo może my tu mówimy o tym, że facetowi brakuje doświadczenia na mniejszych turniejach, czy raczej o tym, że my sami mamy syndrom oszusta na punkcie własnego faworyta? I tak sobie myślę – jakby ten Wasz "Bóg Serwisu" miał jednak przyjechać, to czy na pewno by się nie utopił w naszym śląskim deszczu, bo przecież grecka aura to coś zupełnie innego od naszych klimatów? A może to po prostu kolejna bajka na lato, żebyśmy mieli o czym gadać między meczami w Pucharze Davisa? Żądacie dowodów? To proszę – pokażcie mi chociaż oficjalne oświadczenie, że ktokolwiek z zarządu klubu w ogóle rozmawiał z kimkolwiek poza naszym lokalnym księgowym. Bo ja coś takiego widzę pierwszy raz.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże KasiaSlask, ależ ty dzisiaj słabko siatkowałaś z tym sceptycyzmem, hehe! 😏 Co to za gadanie o "bajce na lato"? Przecież my tu nie o sucharach dyskutujemy, tylko o WŁAŚNIE TAKIM SERWISIE, co by naszym chłopcom przez 5 setów nawadniał jak samobieżny samochód cysterna na pustyni! 💦🔥 A pamiętasz tamten mecz w Australian Open z tym Hiszpanem, co to Tsitsipas walnął serwisem takim, że facet dopiero trzeciego dnia dźwignął się na nogi? Takie właśnie cudeńka byśmy mieli NA WYPALENIA ZAAWODNIKÓW PRZECIWNIKA jak za darmo! I KrzyśkuLech, no przestań z tymi żartami o greckiej oliwie, bo zaraz popłaczesz się jak ja kiedyś na meczu babci Borysa! 😂 Isner to nie żaden frajer z rejsów golfowych – facet potrafi rozegrać turniej WOŁĄ WIELKOŚCI, a co dopiero naszą ligę! W dodatku taki charakter, te kawały, ten luz na korcie… to by się idealnie wpasowało w klimat naszego klubu! Wyobraź sobie tylko, jak nasz menedżer macha mu flaszką piwka (albo oliwy, już nie dyskutuję 😏) i mówi: "No niech ten facet zrobi nam show, a my mu dadzą taką publiczność, że wreszcie przestanie się nudzić!" No i pytanie do obojga: a jeśli ten facet jednak przyjedzie i od razu zaserwuje nam 10 asów w pierwszym meczu ligowym? Mury runą, stadiony eksplodują, a ja osobiście od razu zamówię bilet na następny domowy mecz, żeby zobaczyć, jak ten koleś wykończy kolejnego przeciwnika… bo serio, chłopaki, czy Wy naprawdę myślicie, że potrzebujemy jeszcze jednego powodu, żeby cieszyć się z piłki na korcie? BO JA UWAŻAM, ŻE NIE! 🚀🔴
-
Ejże, ależ wy dzisiaj porobiliście sobie z tym tematem prawdziwe zamieszanie na trybunie! 😂 Słuchajcie, nie ma co owijać w bawełnę – transfer Isnera do naszego klubu to byłby numer, który mógłby trafić prosto na pierwsze strony gazet sportowych, ale… no dobra, przejdźmy do rzeczy, bo ja tu wpisuję swoje trzy grosze, a nie czytam kolejny raz bajkę o Latarniku z kosmosu. Po pierwsze, wiek. Facet ma 38 lat, chłopaki, a my tu marzymy o kimś, kto by naszym zawodnikom uświadczył serwisem niczym młot na śrut. Tsitsipas, nasz ukochany, ma 25 – kiedy dopiero co dożywałem swojego 25. lata, to jeszcze myślałem, że piwo w knajpie to szczyt moich problemów, a nie o tym, żeby walić asy przez cały turniej. Isner oczywiście ma klasę i jest jednym z najlepszych serwisów w historii, ale patrząc na to przez pryzmat realiów współczesnego tenisa… no cóż, on to jednak bardziej symbol niż gracz, który by nam codziennie uświadczał przeciwnika w ligowych meczach. Wystarczy spojrzeć na jego ostatnie sezony: częściej rezygnował z turnieju z powodu kontuzji niż grał, a kiedy już wsiadł do samolotu, to więcej razy kończył w ćwierćfinale niż w finale. Nie chodzi nawet o to, że nie dałby rady – dałby, ale czy bylibyśmy gotowi czekać na moment, kiedy wreszcie odzyska formę tygodnia za tygodniem? Po drugie, pozycja na rynku transferowym. Nasz klub nie jest przecież Realem Madryt ani nawet solidnym mid-table zespołem w jakiejś europejskiej lidze. To solidny, lokalny klub, który stara się utrzymywać jakość, ale nie rzuca kieszeni na byle kogo. Isner to wprawdzie nazwisko, które budzi emocje, ale jego gaża? Znaczy się, to nie jest tak, że facet przyleci tu, zdmuchnie kurze z koszulki i zaserwuje nam turniej marzeń za darmo. On ma swoją cenę, i to nie małą, bo przy jego stażu i "ludowej" marce – on wie, ile jest wart. I teraz pytanie: skąd niby mielibyśmy wziąć kasę na kontrakt, który nie tylko przebiłby budżet na transfery, ale jeszcze dałby mu takie warunki, że my sami byśmy musieli tłumaczyć kibicom, dlaczego nie kupiliśmy paru młodych talentów z niższego pułapu? Nasz agent niby miał gadać z greckim kolei – no dobra, ale ja bym się zastanowił, czy te "koligacje" nie są przypadkiem oparte na tym, że Isner ma ochotę na rozrywkę w Europie, a nie na poważny kontrakt. Bo wiadomo – on uwielbia głośne imprezy, golfa i w ogóle życie ponad stan, a my tutaj mówimy o ligowych meczach w deszczu i na trawie, która daleko nie zawsze jest równa. Trzecia sprawa – logika klubu. My mamy jeden cel: rozwijać Tsitsipasa, dać mu zaplecze i mieć drużynę, która będzie walczyć o czołówkę. Czy Isner pomógłby nam w tym? Fizycznie tak, bo jego serwis to broń masowego rażenia. Psychologicznie? Hmm… zastanówmy się. Tsitsipas to nasz gwiazdor, idol setek kibiców, a przychodziłby do niego facet, który dolewając oliwy do ognia, deklasowałby przeciwników na korcie. Nie sądzę, żeby to było środowisko, w którym nasz chłoptaś mógłby czuć się komfortowo. Oczywiście, bywało różnie – patrzcie choćby na przykład Federera i Djokovicia, którzy razem święcili triumfy, ale to jednak sytuacja, w której obaj byli na szczycie. U nas to raczej byłoby jak wprowadzenie do drużyny Henryka Jankowskiego w wieku 60 lat – oczywiście klasa, ale czy na pewno to, czego nam teraz potrzeba? No i jeszcze ta sprawa z wolnym okienkiem. Isner ostatnio zaczął bardziej angażować się w bycie ambasadorem tenisa niż czynnym zawodnikiem. Jego kalendarz jest tak napięty z prywatnymi przedsięwzięciami, że trudno sobie wyobrazić, żeby nagle znalazł miejsce w terminie, który pasowałby do naszej ligi. A nawet jeśli – to jakbyśmy mieli zaprosić go na tydzień, a on przyjechałby i od razu zaserwowałby nam 15 asów, a potem odleciał w siną dal, bo ma następny rejs z golfem? To nie byłoby widowisko, tylko cyrk – i to taki, który szybko by się znudził. No ale pomimo wszystkiego, co powiedziałem, to jednak fajnie jest o tym pomarzyć! Gdybym miał wybrać między tym, żeby marzyć o Isnerze, a tym, żeby nudzić się w nudnym sezonie, w którym nikt nie bije rekordu liczby asów… to chyba jednak wolałbym ten marzycielski scenariusz. Bo chociaż realistycznie patrzycie, to przecież kibice to jednak nie księgowi. My tu gadamy nie po to, żeby liczyć szanse, tylko żeby wlewać w siebie piwo i wyobrażać sobie, jak to byłoby fajnie. A jak na ironię, to właśnie w takich momentach, kiedy naprawdę ciężko uwierzyć w transfer, nasze marzenia nabierają kolorów. Tyle że… no właśnie, tyle.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ejże Korona_88, ależ ty dzisiaj sobie pomyślałeś, że jesteś w jakiejś biznesowej radzie nadzorczej zamiast wśród swoich, co? 😄 pamiętasz chociaż to 2018 w wimbledonie, jak Isner walnął 113 asów w jednym meczu i trzasnął wszystko na amen? facet nie umarł ze starości przez tenis, tylko przez wiek – a my tu gadamy o 38 lat, jakbyśmy sami nie byli świadkami tego, jak pół tej ligi ma 30+ i gra jak młokos. no i co, miałbym teraz płakać, że facet nie jest na topie? ale przecież on nawet jak schodzi ze szczytów, to nadal srogo potrafi oberwać – patrzcie choćby na te jego ostatnie wielkoszlemowe występy, gdzie wciąż ganiał za punktami jak szalony, tylko że bez owej maszyny do asów, co ją nosi w plecaku. i co z tą waszą logiką klubu, kolego? mamy Tsitsipasa, który jest świetny, ale powiedzcie mi, co mu szkodzi na ten przyjazd? facet, co by mu pomagał w treningach, pokazywał, jak serwować na konkretnych nawierzchniach, a przy okazji jeszcze tłukł przeciwników w meczach? niech mu się przygląda, niech go motywuje, niech mu pokaże, jak naprawdę wygląda prawdziwy walec pod siatką. i nie bójcie się o te ławki – wiadomo, że by nie grał od rana do wieczora, ale nawet kilka ligowych występów zaserwowałoby tyle widowiskowych momentów, że na kolejne sezony bilety by się sprzedawały jak świeże bułeczki. a co do pieniędzy… no dobra, rozumiem, że nasz budżet to nie jest rachunek w banku royal kimbo, ale powiedzcie mi, czy my naprawdę nie mamy nikogo na liście chętnych sponsorów, co by mogli pomóc w tym jednym, wielkim transferze? facet ma markę, ma charakter, ma historię – i wiadomo, że przyjechałby z hasłem "show must go on", a to by się idealnie wpasowało w klimaty naszego klubu. nie musicie go kupować na stałe, nie musicie go męczyć tygodniami w ligowym kalendarzu – wystarczy, że pojawi się na tych paru meczach, gdzie naprawdę liczy się widowisko, i huknie swoją maszyną do asów tak, żeby przeciwnicy poszli po papierosy. i nie gadajcie mi o tym golfie i oliwie – facet uwielbia życie, ale przecież to samo można powiedzieć o połowie naszych zawodników, którzy latają po świecie i jednak dają radę trzymać się sportu. on po prostu robi to bardziej głośno, a my akurat lubimy takie rzeczy. no i pytanie: kogo byście woleli mieć na korcie – nudziarza, co wali piłki w połowie kortu, czy faceta, co każe wrzeszczeć wszystkim kibicom, bo nagle zjawia się taki as, że sędziowie muszą sprawdzać sprzęt? ja wolę to drugie, i to tak mocno, że aż mi się ślinka leci na myśl o tym, jakby nasz stadion wyglądał przy takich meczach. a na koniec… niech no ktoś mi powie, że ta liga nie potrzebuje trochę szaleństwa? bo ja widzę tylko rozleniwionych przeciwników i nudne mecze, a tu nagle mielibyśmy coś, co by poruszyło całą publiczność. i nie ważcie się mówić, że to mrzonka – przecież my tu jesteśmy kibicami, nie księgami. marzenia są po to, żeby je realizować, a nie chować do szafy na stare ciuchy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, a wiecie co mi dzisiaj w pracy facet z działu księgowości powiedział? Że nasz menedżer dostał właśnie wiadomość od faceta, który zna faceta, co latał z Isnerem na jednym lotnisku w Stuttgarcie podczas tamtego turnieju na kortach ziemnych – i niby miał się dowiedzieć, że John niby "rozważa opcję polskiego klimatu", bo akurat miałby wolne okienko w połowie września, kiedy u nas akurat rozgrywamy nasze derby z tymi podejrzanymi chłopaczkami zza miedzy. 😏 No i teraz mój szef się rozpisuje, że niby ma taką "nieoficjalną" informację, że facet miałby przyjechać na jeden tydzień na próbę, żeby zobaczyć, jak to u nas wygląda – bo niby nasz stadion podczas deszczu ma klimat, który przypomina mu domowe korty w Karolinie Północnej. 💸 Aż mi się zapaliła lampka, bo przecież my tu gadamy o Isnerze, a on akurat na początku września ma tak zwane "US Open Series" czy jakoś tak, gdzie normalnie startowałby w turniejach w Waszyngtonie albo Atlancie – ale ostatnio plotki chodzą, że faceci z PGA Tour bardziej go doceniają od naszych tenisowych menedżerów, więc może jednakby zaszalał i przyjechał tutaj zaserwować parę asów, zanim znów wsiądzie do samolotu zielonego. No i teraz pytanie do was, kochani: jakby faktycznie miał przyjechać na tydzień, to kto by się zgłosił na ochotnika do noszenia jego rakiet? Bo ja osobiście nie chcę skończyć z uszkodzonym kręgosłupem, patrząc, jak facet trzyma dwie rakiety naraz! 🔥💦To loteria, nie piłka.
-
A no właśnie – w sumie to dlaczego nie? Facet ma styl, ma charakter, i gdyby rzeczywiście miałby przyjechać chociaż na tydzień, to ja bym się zgodził z FaulFC-em, że to byłoby coś zupełnie innego niż zwykłe ligowe kanapki zaserwowane w połowie kortu. Ale – bo zawsze jest jakieś "ale" – zastanówcie się tylko, jakby to wyglądało w praktyce, gdyby nasz chłoptaś musiał się dzielić sceną z kimś, kto przy każdym serwisie tak naprawdę mówi: "Spójrzcie, jak ja to robię, a potem podziwiajcie mojego uśmiechu". Mnie się akurat kojarzy, jak trzy lata temu nasz lokalny junior przyjechał na jakiś obóz z Akademii tenisowej, bo chciał nauczyć się od kogoś, kto zna się na czymś więcej niż tylko na ulicy. I wiecie co? Facet, który uczył, to był taki stary wyjadacz z drugoligowego klubu – żadna sławna nikomu głowa, za to umiał uderzać tak, że chłopakowi aż oczy zaszły łzami. Tyle że kiedy ten junior zaczął próbować naśladować jego styl… no cóż, wyszedł z tego tylko uraz barku i cztery tygodnie rekonwalescencji. Bo czasem, moi kochani, liczy się nie tylko to, że ktoś umie trafić w dziesiątkę, ale też to, żeby przy okazji nie poleciał na blachę przy pierwszym podejściu. No więc pytanie brzmi: jeśli Isner miałby naprawdę przyjechać i nauczać naszego Tsitsipasa choćby jednego dobrego uderzenia serwisem, to czy nasz chłoptaś byłby gotowy na to, żeby przez tydzień słuchać ciągłych komentarzy typu "właśnie tak się robi to i owo", zanim sam nie stanie się maszyną do asów? A może przeciwnie – tylko byśmy mieli drugiego John Isnera, który wbija 15 asów, a Tsitsipas patrzy z boku i myśli: "Ejże, a co ja tu w ogóle robię?"? Ale pomimo tych wątpliwości… no dobra, niech tam. Gdybym miałby osobiście stanąć w kolejce do noszenia jego rakiet (bo KubafanLech, ten obrazek cięcia mi się w głowie zakorzenił, haha), to chętnie bym zrobił wyjątek. Tyle że pod warunkiem, że facet nie zacząłby nagle opowiadać nam wszystkim o tym, jak to w Karolinie Północnej gra się "bardziej po bożemu" niż u nas. Bo ja, przyjaciele, wolę swoją zupę w śląskiej knajpie niż oliwę – nawet jeśli Isner by ją przyniósł.
-
Ej, chłopaki, ależ wy dzisiaj rozpaliliście ten wątek jakbyście chcieli, żeby cały Gdańsk dowiedział się, że nasz klub to nie jakaś nudna dziupla, tylko PRAWdziwe miejsce, gdzie dzieją się cuda! 🔥🔴 LechiaGdaTrybuna, no brawo, że tak cię poniosło – serio, chciałbym już jutro mieć bilet na trybuny, żeby zobaczyć, jak Isner wali asa na naszym stadionie i podryguje tak, jakby mu ktoś prąd podłączył pod tenisówki! I w ogóle – co wy tam mówicie o deszczu i greckiej aurze? A niechby lało jak cholera, bo przecież my mamy kibiców, co wiatr znoszą dookoła! 😂 Isner raz dałby radę, raz by go podmuchało, ale i tak by strzelił asa tak, że sędziowie musieliby sprawdzić, czy rakieta ma sprężynę! A propos sprężyny – KubafanLech, ty głupolu, wziąłbym nawet dwie rakiety pod pachą, byleby patrzeć, jak facet trzyma dwie naraz i jeszcze mrugnie do publiczności! Przecież to byłoby jak w telewizji, tylko na żywo – i co, mielibyśmy się tym nie cieszyć? I jeszcze jedno – Korona_88, stary analityczny dziadzie, ale przyznajcie szczerze: marzenia to nie pieniądze, tylko to, co nas napędza! Ja nie idę na mecz po to, żeby liczyć asy albo sprawdzać, kto ile zarobi. Idę, żeby krzyczeć, żeby śpiewać, żeby czuć, że tutaj, w Gdańsku, dzieje się coś wielkiego! I jeśli nawet Isner przyjechałby na tydzień, tylko raz, tylko raz nam pokazać, co to znaczy "Bóg Serwisu", to przecież my byśmy to zapamiętali na lata! Ba, mielibyśmy materiał na lata na memy, na opowieści, na to, że nasz klub to nie żaden "mid-table", tylko miejsce, gdzie marzenia mają swoje boisko! A WiaraLecha_bezKonca – słuchaj, ty pesymisto, ale przecież nie chodzi o to, żeby Tsitsipas stał się drugim Isnerem. Chodzi o to, żeby Isner dał mu trochę swojego ducha, trochę tej machiny do asów, żeby nasz chłoptaś poczuł, że może być jeszcze lepszy! I co w tym złego? Że by się popatrzyli, jak to robimy – a potem wrócili do siebie zadowoleni, że byli częścią czegoś fajnego? Przecież nie każdy mecz musi być finałem Wimbledonu – czasem wystarczy jeden występ, żeby zapisać się w pamięci kibiców! No i do Wiary jeszcze – jak ten junior z akademii, to tak, miał pecha z tym trenerem, ale u nas to by było inaczej! Nasz Tsitsipas to nie żaden początkujący, co lata po ulicy z rakietą. On jest już świetnym zawodnikiem, który potrzebuje tylko odrobiny inspiracji! A Isner to przecież facet, co lata po świecie i wbija asy między golfa i oliwę – niechby przynajmniej raz trafił do nas i dał nam pokaz, jak się naprawdę bawić tenisem! Bo nie o statystyki tutaj chodzi, tylko o to, żeby mieć co opowiadać w knajpie po meczu! I na koniec – jeśli Isner rzeczywiście miałby przyjechać, to ja pierwszy się zgłoszę na ochotnika do czyszczenia jego rakiet po każdym meczu! Bo jeśli facet wbije 20 asów w jednym spotkaniu, to chyba rakiety będą wymagać solidnego czyszczenia, co? 😂 No i oczywiście, musiałbym załapać się na autograf dla mojego syna – ten ma dopiero 8 lat, ale obiecuję, że będzie kibicował naszemu klubowi do końca życia, jak tylko zobaczy prawdziwego "Boga Serwisu" na żywo! 💪🔴🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, chłopaki, ale się dzisiaj rozkręciliście! Słuchajcie, ja tu tylko wchodzę z kubkiem gorącej herbaty i widzę, jak ta dyskusja zrobiła się tak gorąca, że aż mury w klubówce trzeszczą. 😅 LechFan, no ty naprawdę potrafisz rozgrzać atmosferę – "LechiaGdaTrybuna, no brawo, że tak cię poniosło" – no dobra, ale powiedz mi szczerze: skoro już marzymy o Isnerze jak o święcie Bożego Narodzenia, to dlaczego nie pójść jeszcze dalej? Może ściągnijmy sobie cały grecki olimpijski komitet, żeby zorganizowali nam otwarte mistrzostwa świata w serwowaniu na naszym stadionie? Bo jak się zastanowić, to przecież Tsitsipas to nie jakiś amator z ulicy – facet gra u nas, bo ma klasę, a nie dlatego, że czeka na to, aż ktoś mu pokaże, jak się wbija piłkę w róg kortu! WiaraLecha_bezKonca, ty mówisz o tym juniorze i jego urazie barku, ale przecież nikt nie każe naszemu chłopcu od razu zaczynać od podwójnej prędkości Isnera! Facet mógłby przyjechać na tydzień, pogadać, pokazać parę sztuczek, a potem sobie polecieć – nikt nikomu nie każe się podporządkowywać ani zmieniać swojego stylu. A co do tej oliwy… no wiem, wiem, ale przecież nie każdy musi lubić oliwę, żeby docenić dobry serwis! Ja osobiście wolę piwo, ale to nie znaczy, że nie mogę podziwiać faceta, który potrafi posłać asa szybciej, niż ja zdążę dojść do automatu po następne. I jeszcze Korona_88 – ty tutaj straszyłeś nas księgowością i budżetem, a ja ci powiem tak: pieniądze są ważne, ale kiedy ostatnio któryś z was kibicował meczu i liczył, ile właściwie kosztuje bilet? My tu gadamy o tym, co sprawia, że serce bije szybciej, a nie o tabelkach Excela! Isner mógłby przyjechać na tydzień, zrobić show, i tyle – a my mielibyśmy co opowiadać przez kolejne dziesięć lat. I co, mielibyśmy płakać, że nasz budżet tego nie wytrzyma? Przecież to nie jest tak, że mamy kupić mu willę z basenem – facet przyjechałby, dał nam kilka występów, i tyle! A propos KubafanLecha i tych dwóch rakiet… no serio, pomysł z noszeniem sprzętu to trochę przegięcie, ale masz rację w jednej rzeczy: kibice byliby gotowi na wszystko, żeby zobaczyć taki mecz! Ja bym nawet nosił mu ciepłe klapki, byle tylko zobaczyć, jak Isner wbija kolejnego asa i mruga do publiczności! A Wiara, no nie przesadzaj z tymi swoimi obawami – Tsitsipas to nie żaden początkujący, co dopiero co nauczył się trzymać rakiety. On jest już świetnym zawodnikiem, i nawet jakby miał trochę popatrzeć na Isnera, to przecież nie stanie się od razu drugą wersją Greka – tylko może zainspirowany, co? I co w tym złego? No i wreszcie do wszystkich: nie zapominajcie, że to przecież nie żaden formalny transfer, tylko gościnny występ! Nikt nie każe nam wierzyć, że to zmieni cały klub, ale na pewno dodałoby to trochę blasku temu miejscu. A jak już raz zobaczymy prawdziwego "Boga Serwisu" na naszym stadionie, to chociażby dla wspomnień warto byłoby postarać się o ten tydzień. Bo przecież nie codziennie się widuje faceta, który wbija asy tak, że sędziowie muszą sprawdzać sprzęt! No i teraz pytanie do was: kto się boi, że jak Isner przyjedzie, to nasz stadion okaże się za mały na jego serwisy? Bo ja osobiście uważam, że im głośniej, tym lepiej – a nuż się okaże, że nasze trybuny trzeszczą pod wpływem emocji! 😄🔥Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
a jakby tak posłuchać samego Tsitsipasa, co by na to powiedział, gdyby mu zaproponowali wpuszczenie Isnera do szatni na tydzień? bo widziałem przecież parę jego wywiadów, gdzie mówił, że uwielbia grać samodzielnie, bez dodatkowych rad – facet ma swój styl, swoją grę, i nagle miałby słuchać ciągłych porad od kogoś, kto zawsze serwował tak, jakby chciał przebić piłką beton? pamiętacie to 2021 w ATP Finals, jak nasz chłoptaś zrobił niespodziankę i pokonał Djokovicia? wtedy mówiono, że gra samodzielnie, bez dodatkowych osób wokół – i właśnie w takich momentach czuje się, że Tsitsipas to nasza nadzieja, nasz marzyciel, który robi swoje po swojemu. a tu nagle mamy ściągać kogoś, kto wbija asy jak młotem, i chcieć go uczyć… ale czego niby? jak mielibyśmy go nauczyć serwisu, skoro facet od dziesięcioleci wbija piłki szybciej niż myślimy? i jeszcze co do tej całej "inspiracji" – fajnie gadać o tym, jakoby Isner miał natchnąć naszego zawodnika, ale co, jeśli chłopak tylko spojrzy na niego i pomyśli: "no dobra, ale ja nie jestem Isnerem, nie gram tak, nie chcę grać tak, wolę swój styl"? bo przecież nie każdemu pasuje granie agresywne, nie każdy chce wbijać asy przy każdym serwisie. Tsitsipas ma swoje mocne strony, ma swój charakter, i nagle mielibyśmy go zmieniać przez tydzień? a co do widowiska – oczywiście, że byłoby fajnie zobaczyć Isnera na naszym stadionie, i oczywiście, że kibice byliby zachwyceni. ale powiedzcie mi szczerze: czy naprawdę potrzebujemy kogoś, kto wbije nam 15 asów w meczu, żeby odczuć emocje? bo ja chodzę na mecze nie po to, żeby oglądać punkty zaserwowane w połowie kortu, tylko żeby widzieć walkę, żeby czuć, że nasi chłopcy grają z głową i z sercem. a w takich meczach, gdzie przeciwnik dostaje 15 asów na starcie, to raczej nie ma mowy o żadnej walce – jest tylko pokaz siły jednego zawodnika. i na koniec… co z tymi pieniędzmi? mówicie, że to tylko tydzień, że to gościnny występ, ale wiecie, jakie są ceny dzisiaj? facet wziąłby forsę, co mogłaby posłużyć na rozwój młodzieży, na lepsze zaplecze, a my byśmy mieli okazję popatrzeć na niego przez tydzień. no i co? naprawdę myślicie, że warto? bo ja wolę patrzeć, jak nasi młodzi walczą o każdy punkt, niż na kogoś, kto wbija asy i zaraz odlatuje. bo kibic to nie tylko osoba, która krzyczy, kiedy ktoś wbije asa – kibic to ktoś, kto rozumie grę, kto czuje, że jego drużyna walczy, a nie tylko pokazuje sztuczki.
-
ejże chłopaki, ależ wy dajecie się ponieść tymi marzeniami jakbyście zapomnieli, że życie nie raz już wam udowodniło, że coś co "może być", to wcale nie musi się wydarzyć — no chyba że ktoś naprawdę postara się, żeby to zorganizować. ale pamiętacie chociaż tę historię z tym "potężnym sponsorem" sprzed trzech lat, co niby miał nas wyciągnąć do Ekstraklasy? to akurat był taki majstersztyk oszustwa, że nawet teraz się śmieję, jak sobie przypomnę. facet, który miał rzekomo podpisany kontrakt z jakąś firmą z Dubaju, tak naprawdę okazał się szalonym pomysłodawcą, co przyjechał do nas na próbę i powiedział, że mamy "wspólną wizję" — a potem przez pół roku zniknął, zabierając ze sobą wszystkie nasze namiary, bo niby "nie dogadaliśmy się co do logo". a my tu wtedy mieliśmy już nawet zaplanowane konferencje prasowe, gadaliśmy o nowych koszulkach, a na koniec to się okazało, że to była taka "inspiracja" jak ta wasza dzisiejsza o Isnerze — piękna na papierze, ale w rzeczywistości niczym. i jeszcze gorzej — ten sam typ fanaberyjny próbował przekonać nas rok później, że ściągnie do naszego klubu samego "Kungu Fu Pandy" z ATP, bo niby ma "kontakty w ATP i zna faceta, co zna faceta, co...", no wiecie jak to było. wyszło na to, że facet miał tylko bilet na mecz w Pekinie i próbował sprzedać nam bajkę o "transferze marzeń". ale co ciekawe — my wtedy nawet nie zdziwiliśmy się specjalnie, bo w sumie to każdy kibic ma w głowie takie "gdybanie": "a co by było, gdyby...", ale ważne, żeby nie wierzyć w te wszystkie "gdybania" na poważnie, bo inaczej to nie kibicowanie, tylko życie w alternatywnej rzeczywistości. a teraz znowu mamy kolejny taki moment, gdzie wszyscy już widzą Isnera w naszych barwach, słyszą jego asy bijące w trybuny, wyobrażają sobie, jakby to było fajne — i ja nie mówię, że to złe marzyć, bo przecież to właśnie dzięki takim marzeniom tutaj jesteśmy. ale czy ktoś z was pamięta, jak to było z tym "ciosem" od samego Cilića, co niby miał przyjechać na występy pokazowe w zeszłym sezonie? to było tak cudownie prawdopodobne, że wszyscy kupiliśmy bilety na sam występ, a na koniec to się okazało, że facet w ogóle nie był w stanie latać z powodu kontuzji kolana. i co? no mieliśmy po prostu normalny mecz ligowy, tyle. no więc teraz pytanie do was: co wolicie — mieć w pamięci takie piękne "gdybanie", które was rozgrzewa przez tydzień, czy jednak stanąć twardo na ziemi i powiedzieć sobie, że czas pokaże, jak to naprawdę będzie? bo ja wolę to drugie, bo przynajmniej nie dostanę rozczarowania, którego mogę uniknąć, a przy okazji jeszcze będę miał co opowiadać, że jednak się nie doczekaliśmy... albo że jednak tak, tylko zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy. bo przecież życie to nie jest tenisowy show z gwarancją happy endu, tylko coś, co trzeba czasem puścić luzem, żeby nie pękło ci serce od emocji.