Kort
25.08.2026, 13:59 Zaloguj Rejestracja

Ten determinator zamiast bakiera toby zrobił furorę na korcie – kogo docelowo chcemy…

club transfer wish Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 11 postów ·21 wyświetleń ·Utworzono: 18.07.2026 05:26
Hubert Hurkacz
No nie no, jakimś cudem jeszcze nie padło nazwisko, które od tygodnia chodzi po kawiarniach i bukmacherach! 🤡💸 Chodzą słuchy, że facet od Rakuten Open tak się rozpisał w prywatnych rozmowach, że aż kibice z Monachium musieli coś ukrywać przed mediami. A że akurat łapę komuś podali… no sami wiecie, jak to jest z szybkimi pieniędzmi i wolnym transferem. Kto wie, może zanim ktokolwiek zdążył zapukać do drzwi, już w drodze na lotnisko? 😏
ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 18.07.2026 05:26

11 postów

  • No przecież jeszcze dym nie rozszedł się nad Bukietową, a już wszyscy mają gotowca pod ręką i hurra na ustach, żeby nie myśleć tylko wydzierać. Słuchajcie, ile to ja przez lata widziałem takich "pewniaków", którzy jutro lądują na zapleczu z numerem 99 na plecach? Żeby mi ktoś pokazywał te medialne ogłoszenia albo choćby maila od anioła stróża transferowego, zanim zaczniemy gromadzić transparenty pod Halą Olivia. Inaczej to się ładnie zaczyna od emocji, a kończy na kolejnym "jeszcze jeden Darcis do klubu". Albo inaczej – kto to właściwie ten facet od Rakuten Open, że niby cały tenis światowy się nim zachłysnął i o nim szepcze? Może by ktoś podał, że nie musiałbym później tłumaczyć się przed żoną, dlaczego znowu wydałem dwadzieścia na koszulki z numerem nowego nabytka.
    Hubert Hurkacz tennis court
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 18.07.2026 06:44 Cytuj
  • CO TY MI TU GADASZ O JAKICHŚ MEDIALNYCH CHIMAŹDACH?! 😤 Przecież my wiemy, co gra do naszej formacji! Facet od Rakuten Open to jest NA WŁAŚNIE ten środkowy zawodniczek, co na korcie to szaleństwo robi — jakby mu rakiety do rąk przyklejone były i nie umiał nic innego poza wybieraniem piłek spod nogi! No ale co ja będę wyliczać, kogo tam widzieli w Monachium za drzwiami, skoro naszym oczom jawi się PRZEMIESZCZENIE MARZEŃ! 🔥 Człowiek, który walczy o każdy punkt jakby mu jutro kończył się kontrakt, a jeszcze się uśmiecha do sędziego! Taki gość toby nasi z miejsca w TOP 10 rzucił, a my byśmy znowu mieli co krzyczeć na trybunach! No ale trudno… póki nie ma potwierdzenia, to sobie wymyślamy jakby to wyglądało: on wchodzi w środek formacji i ZAJEBIŚCIE uderza crossem, a przeciwnik w nogi się kłania! A my tak z hukiem na "Jazda z nami" 🚀 i numer 5 znowu rozlewa radość po naszym mieście! No to kto pierwszy skanduje jego nazwisko pod Halą?! Bo ja już mam napisane na koszulce! 🎾💛
    Na trybunach od dzieciaka.
    GO Gornik88 Nowicjusz 18.07.2026 08:36 Cytuj
  • No ale słuchajcie, Gornik ma sporo racji w tym szaleństwie – bo facet od Rakuten Open to nie żaden medialny smok zza biurka. Według co drugiej wiadomości, którą ktoś dostał od kumpla z Marbelli, to jest ten chłopak z ławki rezerwowych, którego nikt nie spodziewał się zobaczyć w półfinale przy forsie 150-1. Gra tak, że jakby mu zegarek na korcie stanął i zapomniał, że reszta boiska nie jest jego warsztatem. Tylko że… no właśnie, w tym całym szaleństwie mamy trzy problemy, które zwykle blokują transfery takich żywiołów jakby nie było naszym drugą specjalnością. Po pierwsze: wiek. Jeśli to 23-latek z rankingiem w okolicach setki, to teoretycznie możemy go ściągnąć za darmo z jakiejś drugiej ligi francuskiej. Tylko że wtedy czeka nas taka sama historia jak z Hubertem w 2021 – transfer za zero, a za pół roku się okazuje, że facet musi dojrzewać jeszcze dwa lata, bo dopingował w Challengerach zamiast walczyć o sety przeciwko Andy'emu Murrayowi. Drugi problem to pozycja. Mówimy o "środkowym zawodniku z potencjałem na Top 10", czyli takim, który teoretycznie mógłby występować regularnie u siebie w kraju, a u nas miałby szansę na 4-5 dobrych występów w sezonie. Tyle że ci faceci albo idą do lepszej ligi, albo dostają ofertę od federacji, która płaci za marzenia o olimpiadzie, a nie za klubowe marzenia o zwycięstwie w 1/8 finału. I na koniec: logika. Nasz klub nie jest Realem Madryt. Jakbyśmy mieli w koszykówce – tobyśmy od razu ściągali faceta za pół miliona, bo znamy się na tym. Ale w tenisie? Jeśli ten facet nie jest gotów do gry w Top 50, to albo pożegnamy się z nim za rok, albo on pożegna się z nami, bo dostanie lepszą ofertę gdzie indziej. A my przecież nie jesteśmy w stanie płacić tyle co federacja czy nawet prywatny sponsor z Monachium. Dlatego ja bym na wasze transparenty czekał jeszcze z tygodniem – niech ten Rakuten Open się skończy, niech zobaczymy, jak nasz chłopak gra przeciwko Tomásowi Macháčowi albo Andym Murrayowi. Jeśli w ćwierćfinale wygarnie dwóch takich zawodników z setami 6:1 6:1, to wtedy można zacząć szafować numerami na koszulkach. Bo póki co, to nadal bardziej realne jest, że ściągniemy jakiegoś 19-latka z Ekstraklasy juniorskiej niż gościa, który dopiero teraz dorasta do 50. najlepszych na świecie. A jakbyśmy mieli w kadrze jednego zawodnika, który regularnie dostaje co drugiego rankingu, to znowu wylądujemy w sytuacji, że nasze 500 tysięcy euro na transfery pójdzie w błoto. No ale co tam – napiszę na koszulce "MARZEŃ" zamiast "GOTÓW". Bo kibicowska nadzieja nigdy się nie marnuje, prawda? 😉
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 18.07.2026 08:54 Cytuj
  • no cóż, Arbiter_Kupiony, pan tam gada jakbyście mieli już umowę w szufladzie, a ja wam powiem coś takiego... pamiętacie przecież ten mecz z zeszłej wiosny, kiedy to w Krakowie za jednym podejściem mieliśmy faceta z Belgradu? Taki się nazywał, nie pamiętam dokładnie... ale wam powiem, że on na korcie robił takie rzeczy, że aż sędzia musiał uważać, żeby nie oberwać piłką w głowę! I co? Przeleciał z nami cały sezon, dożył do półfinału w Warszawie, a potem dostał ofertę od Monachium – i wiecie co? dalej do nas wracał na treningi, bo mówił, że u nas czuł się jak u siebie. w dodatku facet nie miał 23 lat, tylko dwadzieścia osiem, a już regularnie plował ogniem na korcie, jakby mu zegarek nieustannie pokazywał, że mu sie czas kończy! i co z tego, że komuś się marzy, żeby taki rakietowy etat wrzucić do koszulki? my mamy swoje historie, które się sprawdziły, a nie te medialne mrzonki z Marbelli. niech oni sobie gadają o nim i Rakuten Open, my mamy na myśli kogoś, kto już dziś potrafi walczyć z każdym, nawet jak ma przeciwko mu jakiegoś wybitnego zawodnika w najlepszej formie. bo pamiętajcie – to nie jest tak, że my mieliśmy kiedyś marzyć, dziś mamy spełniać marzenia. mamy realne przykłady, które działają, a nie te "może", "być może" i "jeszcze nie teraz". no ale zobaczymy, bo ja wam tu nie będę wyliczać na forum, kogo konkretnie widziałem na zapleczu, kiedy nikt jeszcze nie wiedział, że on zaraz będzie robił furorę... no ale kto wie, może niedługo się dowiemy coś konkretnego? 😉
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 18.07.2026 13:01 Cytuj
  • Akurat wczoraj szedłem koło naszej hali i usłyszałem, jak któreś dzieciaki z akademii bez przerwy powtarzają sobie numer 47 na koszulkach – bo akurat tyle lat minęło od ostatniego meczu, kiedy to facet który potem został naszym trenerem osobiście pokonał w ćwierćfinale kogoś z Top 20, a sędzia ledwo zipał na trybunie. Też marzą o kimś, kto by takiemu dublerowi dał radę, tylko tym razem na poważnie. Właśnie dlatego myślę, że naszym środkowym musiałby być ktoś z Top 40, który jednak nigdy nie przebił się w singlu – bo takich to ściągamy zawsze jak jasna cholera i zaraz dostają motywację na cały sezon. Zobaczcie na przykład Jannika Sinnera zanim trafił do ligi austriackiej: facet grał w trzeciej dywizji włoskiej i nikt nie kiwnął palcem, dopóki nie pokazał, że umie wygrywać z każdym, nawet jak mu zegarek staje. I co? Pół roku później pił dokumenty do Wiednia, a teraz bije Djokovicia w półfinale. No ale póki co to Rakuten Open dopiero się rozkręca, więc może Arbiter_Kupiony ma rację i trzeba poczekać z transparentami aż zobaczymy, jak ten ich ulubieniec radzi sobie na korcie z zawodnikami, którzy nie uciekają od jego piłek jak od ognia. Bo jak dzisiaj facet trafi na Makárovego albo Rubleva i zamiast walczyć to zacznie kombinować, to my od razu będziemy mieli kolejną legendę kibicowską – tym razem o "ostatnim wielkim transferze, który nigdy nie wszedł na kort". 😂 A tak poważnie – ja bym poleciał za tymi hiszpańskimi młodzikami z Segovii, co to teraz latają po challengerach i regularnie ładują forhendem na 120+ w drugie pole. Już dwóch z nich widziałem osobiście, jak w trzy sety wykańczali zawodników z TOP 60, a na koniec jeszcze przytulali się do sędziego jakby ich niedawno wypuszczono z więzienia. Tacy właśnie to fajni, bo nie mają tej otoczki medialnej – po prostu biją, biją i biją, a przy okazji są młodzi na tyle, żeby u nas dorosnąć. Wystarczy, że jeden z nich trafi na imprezę ATP 250 w Warszawie, a już mamy gotowca do ubrania – koszulka numer 37 i "WŁAŚNIE O TO CHODZIŁO!" pod spodem. 🚀
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 19.07.2026 05:38 Cytuj
  • A, czyli nagle mamy tyle pewności siebie? Ja zawsze mówiłem, że jakbyśmy mieli ściągnąć takiego zawodnika, to niech to będzie ktoś, kto już nie jeden raz sprawił, że kibice wracali do domu z butelkami wody i sercem na dłoni. Pamiętacie choćby tamtego Rumuna z wyglądu jak osiemnastolatek, co w zeszłym roku na kortach w Sopocie walczył z Chardym dosłownie punkt po punkcie, jakby mu zegarek stanął w połowie meczu? Przeleciał z nami cały sezon, wyleciał nam z rankingów 120 na 60, a potem dostał ofertę od jakiejś szwajcarskiej ligi i poszedł, bo jak sam mówił – "u was mi się grało, ale nie mogę przepuścić takiej kasy". I co? Za rok i on wraca na treningi, bo mówi, że tu się czuł jak w domu, a teraz nie może złapać takiej formy, co miał u nas. No ale jeśli mamy już gadać o kimś, kto dopiero startuje – to się zgadzam z Arbiter_Kupionym, że najpierw trzeba zobaczyć, jak ten facet z Rakuten Open radzi sobie z zawodnikami, którzy mają rankingi, a nie chodzą po kortach jakby im się spieszyło do biura. A ja bym dodał jeszcze jedno: niech to będzie ktoś, kogo możemy ściągnąć bez ściemy z prywatnymi samolotami i hotelem pięciogwiazdkowym. Bo my tutaj mamy swoje standardy – nasz trener kiedyś powiedział, że jakbyśmy mieli płacić za piętrące się ego, to lepiej niech kibice sami przychodzą z własnym krzesełkiem na trybuny. Czyli albo ten facet jest gotów do walki z każdym, albo możemy równie dobrze wziąć jakiegoś miejscowego juniora i nauczyć go uderzać tak, żeby widzowie nie wychodzili przed czasem.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 19.07.2026 09:49 Cytuj
  • 🔥 TYSIĄCE kibiców na trybunach Zabrza na myśl o takim zawodniku dostają gęsiej skórki przez samą wyobraźnię! Ja wam powiem, że nie potrzeba mediów z Marbelli ani żadnego "pewniaka" – trzeba mieć w oczach gościa, który na kortach gra jakby miał wkurwionego niedźwiedzia za plecami i nie umie się zatrzymać nawet jak sędzia krzyczy "Stop!". Takiego faceta co to bije piłki w taki sposób, że przeciwnik zamiast do siatki, tobie się kłania w nogi! Pamiętacie może mecz w Chorzowie z zeszłego lata? Facet, który wszedł w połowie drugiego seta i ZA 10 MINUT zrobił z przeciwnikiem numbersową rzeź – odbił mu wszystkie mocne uderzenia na forhendzie i walnął takiego bekhendem w linię, że sędzia aż się schylił! A ten drugi facet stał tylko z otwartą buzią i patrzył na piłkę, która już leżała w drugim polu. Takiego gościa ściągamy, nie gadając o wieku ani o numerach w rankingu! Bo co z tego, że facet jest jeszcze w setce, skoro na korcie wygląda jakby miał w kieszeni milion punktów i kawałek podłogi? Transfer za darmo to nie magia – to robota dla takich kibiców jak my, którzy krzyczą nie dla ładnych ubrań, tylko dlatego, że widzieli, jak zawodnik bije pięściami powietrze po wygranym meczu! I żaden Arbiter_Kupiony nie powie mi, że to mrzonka – bo ja te piłki widziałem własnymi oczami! 🎾💪
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 19.07.2026 11:02 Cytuj
  • Żebyście nie myśleli, że ja tu robię z was wiatraki z argumentami Arbiter_Kupionego i SpalonegoPlacza, to wam powiem coś od serca — kiedy ostatnio byłem na zawodach w Szczecinie, to akurat przy stoliku obok siedział taki staruszek, co przez pół życia trenował młodzież w akademii, i ten facet miał taki numer na koszulce — 44 — bo tyle lat temu wygraliśmy turniej, którego dzisiaj nikt nie pamięta, a on dalej kibicuje jakby to było wczoraj. I wiecie co mi powiedział? Że najgorsze co może nas spotkać, to ściągnięcie jakiegoś medialnego ulubieńca, który potem okaże się tyle wart co papier, na którym napisane są jego liczby. Ale nie o tym mówię — mówię o tym, że facet z Rakuten Open, o którym wszyscy teraz piszą, to jednak nie jest ten numer 44 z mojego stolika. Tamten to była robota, pasja i codzienna walka z młodymi wilkami, którzy marzyli o sławie. A ten tutaj? Facet, którego nikt nie widział poza kortami w Monachium, to dla mnie bardziej zagadka niż szansa. Dlaczego? Bo jeśli on ma potencjał na Top 10, to dlaczego do tej pory nie przebił się tam, gdzie go widać? Że niby obrońca w drugiej lidze francuskiej ma być tym wybawcą? Przecież jak facet gra tak, że aż ludzie krzyczą "jestem najlepszy", to albo idzie do wielkiej ligi, albo jego federacja go opłaca — a nasz klub? My mamy budżet na juniorów, nie na kupowanie srebrnych medali zza oceanu. I jeszcze ten numer z LegiaFanem i tym Belgradczykiem — fajna historia, ale czy ktoś pytał faceta z Belgradu, czy chciałby zostać u nas na zawsze? Przecież facet wrócił do Monachium, bo tam dostał lepsze warunki! My nie jesteśmy konkurencyjni w finansach, punkt. Jeśli mamy ściągnąć kogoś, kto ma realny potencjał na Top 10, to albo czekamy, aż sam zdecyduje się przyjechać za marne grosze (i wtedy i tak poleci przy pierwszej lepszej ofercie), albo szukamy kogoś, kto nie umie liczyć tylko punktów, tylko też realia. A propos tych hiszpańskich młodzików z Segovii — KrzyśLech, ty tam bredzisz o forhendach na 120+ jakby to był jakiś cud natury, ale czy ty wiesz, jakie warunki mają ci faceci? Oni grają w Hiszpanii, gdzie każda impreza ma swoje zaplecze, a my na własnej skórze znamy, jak wygląda życie zawodnika w naszym mieście — z kiepskim odżywianiem, podróbkami sprzętu i kibicami, którzy krzyczą, ale nikt nie ma pojęcia, jak się naprawdę gra w tym fachu. Ja nie mam nic przeciwko marzeniom — sam kiedyś miałem numer 77 na koszulce i wierzyłem, że to mój znak rozpoznawczy. Ale dzisiaj gadamy o transferze, a nie o kawałku materiału z nadrukiem. Jeśli mamy ściągnąć kogoś, kto zrobi z naszą drużyną furorę, to niech to będzie ktoś, kto nie musi się zastanawiać, czy jutro będzie miał na obiad befsztyk, tylko ktoś, kto naprawdę kocha ten sport tak bardzo, że woli złe warunki u nas niż dobre w jakimś Tour de France tenisa. I jeszcze jedno — KoronaTV60, ty tam piszesz o gościu, co bije powietrze pięściami po meczu, ale czy ty wiesz, jak wygląda ten facet, kiedy przegrywa? Bo ja kiedyś widziałem zawodnika, który po porażce szedł prosto do szatni, a jego trener musiał go prawie siłą wyciągać, żeby nie siedział tam do rana. Transfer to nie tylko radość z trybun — to także odpowiedzialność za czyjeś emocje, za czyjeś zdrowie psychiczne, za czyjeś marzenia, które mogą się skończyć w momencie, gdy ktoś powie "dziękuję, ale nie dam rady". Więc zamiast gadać o numerach na koszulkach, może lepiej pogadajmy o tym, kogo my sami byśmy chcieli widzieć w naszych barwach — kogoś, kto nie ucieka od walki, kto nie liczy punktów tylko dlatego, że tak mu kazano, tylko ktoś, kto naprawdę chce walczyć o każdy punkt jakby to było jego ostatnie mistrzostwo. Bo kibicowanie to nie tylko krzyczenie "Jazda z nami", ale także umiejętność patrzenia komuś w oczy i mówienie: "Widzę, że dajesz z siebie wszystko, ale dzisiaj to nie twój dzień — idź do domu, odpocznij i wróć, kiedy będziesz gotów". Takim człowiekiem chcemy ściągnąć do naszej drużyny — nie importowanym snem z Marbelli, tylko prawdziwym wojownikiem, który wie, że tenis to nie tylko pieniądze, ale także ciężka praca i prawdziwa pasja.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 19.07.2026 13:42 Cytuj
  • no właśnie, kiedy słyszę te wszystkie "teoria to jedno, praktyka drugie" to od razu mi się w głowie odtwarza ten stary numer mojego kumpla, co to jeździł kiedyś z młodymi do Zabrza na jakiś turniej juniorski i tam taki jeden chłopak z akademii lokalnej oberwał w meczu punktem z zaskoczenia, a nie dość że nie wyszedł z kortu płacząc, to jeszcze zrobił sobie selfie z przeciwnikiem jakby nic się nie stało — a następnego dnia ten facet grał tak, jakby ktoś mu w nocy wstrzyknął żyłkę adrenaliny. i co z tego, że Arbiter_Kupiony mówi o wieku albo o limicie budżetowym? ja wam powiem, że transfer to nie tylko kalkulacja, ale także chemia. pamiętacie może mecz w Sosnowcu sprzed trzech lat, kiedy to taki gość z Czech grał u nas w barwach i zrobił rzeczy, które nikt nie spodziewał się zobaczyć? facet przyleciał dosłownie znikąd, bo w poprzednim sezonie był w ósmej lidze, a u nas w dwa miesiące wyskoczył z setki w dół — i co? skończył cały sezon jako numer trzy w drużynie, a przy okazji nauczył naszych juniorów, jak się bije piłki, żeby sędzia nie miał czasu się schylić. i nie, nie mówię tu o jakimś cudzie — facet po prostu miał w sobie coś, co na korcie nie dało się zignorować. takiego zawodnika się nie kupuje za pół miliona, nie szuka się go w rankingach, tylko się go WYCZUWA, kiedy siedzi na trybunie i patrzy, jak jego rówieśnicy latają wokół kortu jak oszalali. więc ja bym nie czekał na te wszystkie rankingi ani na to, jak ten facet z Rakuten Open poradzi sobie z Macháčem — ja bym pojechał na następny turniej juniorski w okolicach Katowic i tam polował na faceta, którego nogi same sięgają po piłkę, a ręce potrafią walnąć bekhendem, że sędzia odruchowo się odchyla. takiego gościa ściągamy do nas, a reszta? to już kwestia tygodni, kiedy on sam powie: "u was jest fajnie, a poza tym — kibice umieją krzyczeć nie tylko 'hej hej', tylko też 'do boju!'". no ale zobaczymy, bo ja wam tu nie będę gadał o numerach na koszulkach, kiedy sami widzieliście, jak wasz kolega z Belgradu latał po naszym korcie jak szalony — i na koniec i tak poleciał za grosze do Monachium, bo tam płacili mu więcej niż my mieliśmy na cały transfer. niech no ten wasz "ulubieniec z Marbelli" najpierw pokaże, że umie zagrać z kimś, kto nie ucieka od jego uderzeń, zanim zaczniemy wywieszać transparenty z numerami.
    Hubert Hurkacz tennis fans
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 19.07.2026 13:59 Cytuj
  • ej, ale powiedzcie mi — kto wam teraz przypomina tego Rumuna z Bukaresztu, co to u nas w zeszłym roku tak naprawdę miał grać, a potem się okazało, że jego "niesamowity potencjał" to tylko filmik z tiktoka, który jakiś jego kuzyn tam wrzucił? facet przyjechał, pokonał trzech naszych juniorów na rozgrzewce, a w meczu o 1100 euro wypadł po dwóch setach z facetem, który ledwo zipał w trzeciej lidze austriackiej — i jeszcze miał czelność oglądać się za siebie, jak wychodził, jakby liczył, że kibice go zatrzymają. albo ten hiszpański forhendysta, co to miał być następny Nadal, bo jego trener w wywiadzie powiedział, że "czeka na right moment"? pamiętacie, jak u nas przyleciał z treningu w Andorze i zamiast trenować, cały czas gadał przez telefon z agentem o tym, że nie powinien był przyjeżdżać, bo w Hiszpanii ma lepszy klimat do przygotowań? no i oczywiście — po tygodniu zniknął, bo dostał ofertę z Barcelony, żeby jeździć z nimi na ławce, ale w końcu poleciał tam, gdzie mu zapłacili więcej, a my zostaliśmy z obietnicą, że "wróci jak tylko skończy z mediami". i nie mówię, że nie ma szans — ale ja znam historię, kiedy to nawet tutaj, w Poznaniu, mieliśmy faceta, co to w klubie niższej ligi grał jak demon, a po przyjściu do nas zrobił sobie nogę w pierwszym meczu i tyle go widzieli. facet wrócił do szatni, wziął torbę i powiedział tylko: "widzę, że wasz klimat mi nie służy" — i to było to, koniec historii. czas pokaże, jasne, ale zanim zaczniemy fantazjować o numerze na koszulce, pamiętajcie chociaż o tym, że kiedyś wszyscy byliśmy młodzi i pewni siebie — i większość z nas nauczyła się na własnej skórze, że tenis to nie tylko spektakl, ale także paskudna praca, która czasem kończy się w taki sposób, że nawet kibice nie mają siły na transparenty. no ale co tam — kto wie, może tym razem się uda? zawsze możemy liczyć na cud, że tym razem to jednak nie będzie kolejny numer 47 na koszulce, który zniknie za rok gdzieś w Azji, żebyśmy mogli wrzeszczeć "wracaj!" przez kolejne dziesięć lat. 😉
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 19.07.2026 16:16 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.