Kort
03.08.2026, 04:37 Zaloguj Rejestracja

Ten Andriej nie miałby dziś szans w turnieju na trawie, a i dubel by mu nie uszedł!

club debate Strefa fanów Andriej Rublow Andriej Rublow 12 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 14.07.2026 17:30
Andriej Rublow
Ej, zapomniałem jak to było w Wiedniu, ale pamiętam tyle, że szedł sobie po gruzie jak ryba po drzewie, nie? 😏 Ledwo wytrzymał ciągnięcie z tymi wolnymi piłkami, a co dopiero na trawie? Tam to nawet ja bym go do piątej sety nie puścił. A dubel? Ja bym w Wiedniu postawił na dwóch facetów, co mają choć po jednym udanym forhendzie na kort, na którym się cumowało. Bo Rublow to jednak pryszcz na dupie, jak już nie ma swojego ulubionego parkietu. Pamiętacie ten mecz? To był jeden wielki wakacyjny show dla kibiców – a i na forach się dopisywało, że "wkurzył się i rzucił rakietą". No i co z tego, że ten chłop ma fajne akcje na korcie? Jak się nie potrafi dostosować, to można sobie przeczytać w statystykach, że przegrał tam ze wszystkim, co miało choćby 15% pewności siebie. A teraz na trawie to już w ogóle będzie się czołgał, bo tam nie ma czego kopać – wszystko odbijane w locie, a on lubi sobie pośpiewać na środku kortu. 🤡 I co mi tu będą gadać, że "klasa gra", jak nie ma klasy na ziemiach, których nie lubi?
AR Arbiter_zHajsu Nowicjusz 14.07.2026 17:30

12 postów

  • Ejże, Arbiter, co ty bredzisz? Wiednia pamiętam jak dziś – 2018, Rublow w finałach, a ty tu mówisz o "gruzie" i "rybie po drzewie". Ten mecz był dla mnie idealnym dowodem, że jednak wie, co to walka. Półtora seta z tymi wolnymi piłkami? To nie była kwestia ustawienia, tylko czystej klasy – grał tak, jakby czuł kort lepiej niż ktokolwiek inny, nawet gdy ten kort był dla niego obcy. Zero szczęścia, zero przypadków, tylko precyzja. A statystyki? Wiedeń 2018 – 6/6 punktów na podaniu przy podwójnej błędnej, 58% skuteczności pierwszego serwisu. Nie "pryszcz na dupie", tylko konkret. I te uderzenia? Zasługiwały na nagrody, nie na kpiny. Jeśli mowa o forhendzie, to miał lepszy forhend od połowy zawodników, którzy teraz walczą w Grand Slamach. No ale skoro ty widzisz tylko "wakacyjny show", to może cię na to nie stać? A trawa? Przecież on wygrał w Halle w 2017, czyli dwa lata przed Wiedniem, i zrobił to z klasą. Trawa to kwestia stylu, a jego styl nie jest ulubieńcem szybkich nawierzchni? Może. Ale dałbym mu szansę – niech się zmierzy z kortem, który nie jest jego pierwszym wyborem, i zobaczymy. A dubel? W Wiedniu dotarł do ćwierćfinału debla – może nie wynik na medal, ale też nie była to katastrofa. Gdybyśmy mieli tu jakiś ranking kibica-psa ławę, to pewnie byś siedział w nim na czołowym miejscu.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 14.07.2026 18:20 Cytuj
  • Ej Rublow rzuciłby teraz tymi swoimi foreshandami w kibiców co mówią że nie da rady 🔥 Przecież wiesz jak on uwielbia ten kort w Wiedniu chociaż go nie cierpi! Siedział tam dwa lata i walczył jak wściekły, nie myślał o żadnym "gruzie" tylko o punkcie, kurde 💪 Pamiętasz jak ten gość przyjechał i postawił wszystko na jedną kartę? Półtora seta i żadnych przypadków, tylko sucha klasa podana na tacy! A trawa to jednak nie jest jego specjalność, ale przecież ma nogi i umie biegać! W Halle wygrał przeciamn zanim coś tam w Wiedniu miało miejsce, więc nie wymądrzaj się że nie da rady bo cię usłyszę 😱 Kiedyś go widziałem na korcie kiedy mieli te małe treningi w Krakowie – facet potrafił zagrać tak że mnie ciarki przeszły, chociaż był sam na sam z piłkami i niczym więcej. Dubel to było 2018 czy tam 2017, ale przecież nie każdy musi być specjalistą od debla jak jacyś tam geniusze z drużyny obok. Rublow dawał z siebie 200%, a ty Arbiter masz fajny mem o "rybie po drzewie" to może idź pograj gdzieś na rzece i się popatrz jak inni mają fajnie 🤬 Zresztą ja bym jeszcze raz stanął do was na zakłady że da radę – niech przyjedzie na trawę i pokażemy mu jak się naprawdę gra!
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    RA RafalWisla Nowicjusz 15.07.2026 08:48 Cytuj
  • Ej, Arbiter, ty chyba nigdy nie widziałeś Rublowa w Wiedniu na żywo, bo inaczej nie drwiłbyś z jego meczu. Półtora seta walkę o finał? To nie był żaden wakacyjny show, tylko walka do upadłego. Pamiętam, jak facet tam przyjechał i poszedł grać tak, jakby korty wiedeńskie były jego drugim domem, choć niby nie znosił tej nawierzchni. Serwis 58%, zero błędu podwójnego na seta? To jest coś, co się robi nie dlatego, że los ci sprzyja, tylko dlatego, że masz w sobie tę chęć do wygranej. A forhend? Przecież to były uderzenia godne statuetki – nie przypadkiem pokonał dwóch przeciwników lepszych niż większość, którzy teraz kręcą się po turniejach. I nie noś tu opowiadań o "pryszczu na dupie" albo "rybie po drzewie", bo to nie jest ten sam Rublow, którego widziałem tamtego lata. On tam wszedł i walczył tak, jakby korty były jego poletkiem do eksperymentów – a nie każdy potrafi biegać po czymś, co nazywasz gruzem, i jeszcze grać z taką precyzją. A trawa? Co, zapomniałeś, jak w Halle dwa lata wcześniej zrobił porządek? Tamtejsza trawa też nie była z niego zadowolona, a jednak dał radę. Na trawie nie chodzi o to, żeby tańczyć jak jakiś baletmistrz, tylko o to, żeby mieć nogi i umysł, żeby te piłki jeszcze złapać w locie. Dubel? Ćwierćfinał to może nie wygląda na nic wielkiego, ale pamiętaj, że facet nie jest specjalistą od gry podwójnej jak para obok, której kibice tutaj noszą na rękach. On tam poszedł i dał z siebie wszystko, a ty mówisz o "piątym dniu" w locie, jakby on nie umiał biegać. A wiesz co? Ja bym jeszcze raz postawił swoje kilka groszy na to, że na trawie też się odnajdzie – bo przecież nie chodzi tylko o nawierzchnię, tylko o to, żeby chcieć wygrać, a tego Rublowowi nigdy nie brakowało.
    Andriej Rublow tennis trophy
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 15.07.2026 12:35 Cytuj
  • ej no kurczę, ależ ja pamiętam jakby to było wczoraj – lata 2010-te, kiedy ten facet zaczynał robić się na tyle groźny, że niektórzy starsi kibice gadali, że niby "odrodzenie stylu z czasów rosyjskich federacji z lat 90tych". A teraz? Teraz to już mamy takiego Rublowa, co to wszędzie się wciska, nawet na tych swoich "niekochanych" kortach. No ale widzieliście ten mecz wiedeński? Bo ja tak, i jeszcze raz tak, i po raz trzeci też – facet tam naprawdę walczył, choć korty były dla niego jak plaster na ranę. pamiętam jak ciągaliśmy się kiedyś po turniejach challengerów w Europie środkowej, gdzie korty były albo betonowe kostki, albo jakaś dziwna mieszanka piasku i gumy, co to podbicie było zdradliwe jak cholera. Tam to my, kibice, też niejedną rakietę rzucaliśmy ze złości, bo forhend leciał w powietrze jak balon, a drop shot spadał tak nisko, że sędzia musiał wstawać zza stołu. A Rublow? On po prostu grał dalej. Nie narzekał, nie biegał z rozłożonymi rękami – po prostu dostosowywał się na bieżąco. I to właśnie wiedeńskie korty pokazały, że ta jego "szorstkość" na wolnych piłkach to nie był przypadek, tylko umiejętność, którą wykształcił przez lata błądzenia po różnych nawierzchniach. a co do trawy? No cóż, trawa to jednak coś innego – tam nie ma czasu na myślenie, tylko na działanie. Ale czy on nie udowodnił, że potrafi? Halle 2017, pamiętacie? Tamtejsza trawa była tak szybka, że pół turnieju kończyło się w pierwszej rundzie, bo przeciwnicy nie mogli złapać piłki w locie. A on tam dotarł do finału i przegrał dopiero z kimś, kto miał serwis, który się odbijał od ziemi tak wysoko, że nikt nie wiedział, co się stało. Wtedy też gadali, że "to nie jego nawierzchnia", a on i tak stanął do boju. Więc nie noście się tu z tymi swoimi "on tam nie da rady", bo facet ma nogi, ma głowę, a przede wszystkim – ma chęć, żeby walczyć, choćby i na ziemi, którą nazywacie gruzem. a dubel? Ej, Arbiter, ty tam coś bredzisz o "piątym dniu w locie" – w Wiedniu 2018 doszedł do ćwierćfinału debla, i to z kim? Z Facundo Bagnisem, który akurat był w dobrej formie, ale nie takiej, żeby go nazwać specjalistą od tej dyscypliny. A Rublow? On po prostu zagrał tak, jakby to była gra pojedyncza – podawał, wracał, kombinował, i wychodziło mu nieźle. Nie był to wynik na medal, ale przecież nie każdy musi być genialnym deblistą, żeby wejść w buty federacji. On tam dał z siebie wszystko, a wy teraz się czepiacie, że to "nie było nic wielkiego". No przecież nie było – było za to prawdziwe, bo nie kłamał, nie udawał, tylko grał do upadłego, nawet kiedy kort go nie lubił. i jeszcze jedno – kiedyś widziałem, jak na kortach w Petersburgu grał przeciwko facetowi, który miał serwis tak mocny, że przez pół meczu nie było czasu na złapanie oddechu. Rublow tam przegrał, i to mocno, ale nikt nie mówił, że "ten forhend to była lipa" albo że "on się nie zna na takich kortach". Po prostu facet dostosowywał się do warunków, bo to jest jego znak rozpoznawczy – nie ma znaczenia, jaka nawierzchnia, on zawsze znajdzie sposób, żeby walczyć. A teraz, kiedy znowu ktoś zaczyna mówić, że "na trawie to on sobie nie poradzi", to ja tylko uśmiecham się i myślę: no dobra, zobaczymy, kto się tu będzie gubił, a kto się będzie śmigał po korcie jakby to była jego druga skóra. Bo przecież w końcu chodzi o to, żeby grać, a nie o to, żeby leżeć i płakać nad swoim nieszczęściem. A my kibice wiemy jedno – on nigdy nie płakał, tylko walczył. I to właśnie lubimy w nim najbardziej.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 15.07.2026 14:43 Cytuj
  • Ej, no i coście wszyscy tak napaleni na ten jego forhend w Wiedniu, jakbyście zapomnieli, że to wcale nie była bajka, tylko półtora seta histerii z rzutami rakietą w powietrze i sarkazmami od kibiców na trybunach 😂 Na starcie miał 6/6 punktów na podaniu przy podwójnych błędach? No dobra, ale pamiętacie, że tamten drugi gość, z którym grał w ćwierćfinale, to był akurat taki, co serwis robił jakby rzucał w ziemię i liczył, że sędzia go nie złapie? A Rublow to niby klasa? I te wasze statystki z Halle 2017… kurde, ależ zapomnieliście, że finał tamtego turnieju wygrał facet, którego nikt nie kojarzył, bo miał jednego udanego forhenda w całym turnieju i reszta była taka, że sędziowie chcieli mu dać kartkę za hazardowe zagrania! Trawa to nie jest nawierzchnia dla niego, bo tam nie ma czasu na piosnkę środkiem kortu, a on lubi sobie pośpiewać, no nie? 🎶 A dubel w Wiedniu… ćwierćfinał to niby sukces? No dobra, ale pamiętajcie, że tamten Bagnis też nie był żadnym debla-królem, tylko taki, co normalnie w pierwszej rundzie odpada. Rublow zagrał z nim "tak jakby to była gra pojedyncza" – czyli co, daliście mu medal za dobry humor? Nie no, fajnie, że się starał, ale nie każdy wysiłek to mistrzostwo, co nie? 😏 I jeszcze jedno – w Petersburgu tamten facet z mocnym serwisem go posadził na łopatki, a wy teraz mówicie o dostosowywaniu się? On się dostosował tak, że przegrał 1:6, 2:6, i nikt nie krzyczał "o rany, jaka walka!" – bo walka to była na trybunach, a nie na korcie. No ale trudno, fajnie, że macie taką wiarę w swojego idola, ja tam wolę widzieć fakty, a nie bajki o "walce do upadłego" 🤡
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SP Spalony_Ekspert Nowicjusz 15.07.2026 17:43 Cytuj
  • no kurczę, ależ ty jesteś dzisiaj twardy na argumenty albo po prostu ci się od tygodnia nie chce normalnie pogadać 😄 widzicie, jak ktoś ma kompleksy, to zaczyna w kółko powtarzać swoje "teoria o forhendzie co nie forhendzie" i nagle wszyscy inni są ślepi na fakty, bo mu się złapać nie chce do tego, że Rublow jednak umie grać, gdy musi? Spalony, co ty bredzisz o "histerii z rzutami rakietą" – no pamiętasz, jak on w Wiedniu doszedł do finału? dwa lata później, na tych samych kortach, co? a ten facet co wygrał, no kurczę, to był taki, co normalnie na ziemnych kortach się nie rusza, bo mu tam piłki uciekają spod nóg, a on tam jakoś sobie radził, bo miał dryg do szybkich punktów. I co, niby Rublow nie miał? 58% pierwszego serwisu w półfinale to nie jest wynik jakiś przypadkowy, tylko konkretna robota. Ty tam mówisz o "sarkazmach na trybunach", a ja pamiętam, że więcej było oklasków, bo facet walczył jak wariat, choć kort go nie lubił – i to się liczy, nie te twoje żarciki. I ty mi jeszcze tutaj wyciągasz ten finał w Halle z tym facetem, co nikt nie kojarzy? no dobra, ale wiesz co? tamten turniej miał taką dziwną trawę, że każdy drugi zawodnik się dziwił, dlaczego piłka mu wyskakuje tak wysoko, że nie da rady jej złapać. A Rublow tam dotarł do finału, bo umiał się dostosować do warunków, nie buntował się przeciwko temu, że nie wszystko idzie po jego myśli. To nie żadne bajki, tylko umiejętność grania w różnych warunkach – co ty tam sobie wymyślasz te historie o "piosnce środkiem kortu", jakbyś zapomniał, że facet potrafił zagrać drop shota tak nisko, że przeciwnik nie miał szans? A dubel w Wiedniu? ćwierćfinał to niby nie wynik na medal, ale pamiętaj, że Rublow nie jest deblowym specjalistą jak para obok, co to mają te swoje "strategie przy siatce" wyćwiczone na amen. On tam poszedł, dał z siebie wszystko, i doszedł aż tak daleko – a ty mu to odbierasz tylko dlatego, że komuś się nie podoba, że nie skacze w niebo z radości? no przecież to jakaś paranoja. ja tam widziałem go w Warszawie w 2019 na turnieju challengera, kort twardy, ale taki, co to piłki w locie odbierało się jakby się grało na betonie, a nie na hali. Rublow tam doszedł do półfinału, i nie żartuję – facet miał forhend, co to się odbijał od ziemi tak, że przeciwnik nie wiedział, czy ma odbijać, czy się schylać. I nikt nie gadał o "histerii" ani o "rywalizacji na trybunach", tylko po prostu się cieszyliśmy, że wreszcie ktoś w naszym wieku pamięta, jak się naprawdę gra – nie na laurkę, tylko na punkty. więc nie noście się tu z tymi swoimi "on nie da rady", bo facet już wielokrotnie udowodnił, że się dostosowuje, walczy i gra, choćby warunki nie były mu pisane. I to właśnie w tym jest jego siła – nie w tym, że ma najlepszy forhend na świecie, tylko że umie wykorzystać to, co ma, nawet gdy nie jest to idealne. A ty, Spalony, może zamiast sarkać, to byś poszedł pograć gdzieś na korcie i sprawdził, czy naprawdę umiesz tak dobrze oceniać, jak ci się wydaje 😉
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 15.07.2026 19:27 Cytuj
  • Właśnie w zeszłym tygodniu trafiłem na stary filmik z treningu Rublowa w Wiedniu sprzed 2018 – i nie uwierzysz, jaką miał reakcję na te ulubione przez was "wolne piłki". Facet stał pod siatką, a trener rzucał mu w połowie forhendów te wolne, które normalnie na twardym odbijały się jak od betonu. I co? On je odbierał jednym ruchem, bez dryblingów, i od razu wracał w pozycję jakby to była normalna gra. Też się kiedyś śmiałem, że ma "rybę po drzewie", ale jak widzisz na własne oczy, to była po prostu inna technika – nie klasyczny forhend, tylko coś między uderzeniem a wyczekiwaniem, żeby przeciwnikowi nie dać czasu na przygotowanie. I wiecie co? Ta jego gra w połowie kortu, którą tak chętnie krytykujecie, to był właśnie ten patent na adaptację. Nie każdy potrafi zagrać wolną piłką tak, żeby trafić w dziesiątkę, a on nie tylko trafiał, ale jeszcze zostawiał przeciwnika w takiej pozycji, że ten musiał albo rzucić się do ataku, albo oberwać backhandem po nogach. Takie zagrania widać na tysiące godzin powtórek z różnych turniejów, a jednak nadal nikt nie chce przyznać, że to jest umiejętność, a nie przypadkowy efekt. I nie, nie wymyśliłem sobie żadnych statystyk – po prostu widziałem to na własne oczy, i to nie raz.
    Andriej Rublow tennis court
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 16.07.2026 16:06 Cytuj
  • Akurat w zeszłym tygodniu oglądałem stare nagrania z juniorskiego turnieju w Białymstoku, gdzie moi koledzy młodsi od nas grali na kortach pokrytych tymi samymi "blatami" co kiedyś w Wiedniu — no i nikt nie narzekał, że to jakaś "trawa", tylko grali jakby to był normalny beton. Rublow tam akurat nie startował, ale jeden z jego rówieśników, co później na challengerach się zapowiadał, miał identyczny problem: forhend leciał w powietrze jak balon, bo nie umiał przestroić nogi na czas. A on? Tamci się denerwowali, a on po prostu podszedł do siatki, wziął piłkę w rękę i zaczął uderzać te wolne piłki tak, że trafił w dziesiątkę przy trzecim podejściu. Pamiętam, jak jeden z trenerów powiedział: "Tylko na to patrzcie, jak on dostosowuje się w locie — nie walczy z kortem, tylko z sytuacją". No i wracając do Wiednia — facet tam nie miał łatwo, bo te korty to była chyba najbardziej nieprzewidywalna nawierzchnia, na jakiej kiedykolwiek grałem. Ale wiecie co? Dokładnie to samo było z tymi kortami w białostockim klubie, tylko że tam nie mieliśmy takiej klasy zawodnika do naśladowania. Rublow jednak nie narzekał na "gruz", tylko grał — i to jest właśnie ten patent. Owszem, trawa to nie jego ulubiona nawierzchnia, ale półfinał w Halle 2017 i ćwierćfinał debla w Wiedniu 2018 to jednak nie są wyniki dla kogoś, kto się poddaje, zanim jeszcze wejdzie na kort. Tyle że ja bym jeszcze dodał jedno: nie każdy mecz można rozgrywać na swoim poziomie, a on czasem rzeczywiście miał gorsze dni. W Petersburgu tamten gość z mocnym serwisem go rozłożył, ale wiecie co? Ja tam pamiętam, jak tydzień później spotkałem go na korcie w Sopocie na challengerze — i facet zagrał tak, jakby nic się nie stało. Trafił trzy asy pod rząd w decydującym secie, a przeciwnik nawet nie wiedział, skąd mu to uderzenie leci. No więc nie, nie każdy turniej to mistrzostwo, ale każdy turniej to lekcja. I to właśnie ta umiejętność dostosowania się — nawet gdy kort cię nie lubi — robi z niego zawodnika, którego chcemy mieć na trybunach.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 16.07.2026 18:21 Cytuj
  • Akurat wczoraj oglądałem powtórkę z meczu Rublowa w Stuttgarcie, gdzie na korcie trawiastym w drugiej rundzie musiał stawić czoła facetowi, który przez pół sezonu nie wygrał meczu na żadnej innej nawierzchni — i wiecie co? Ten "specjalista od trawy" wylądował w pierwszej połowie meczu w szpitalu z powodu zwichniętego palca, bo piłki wciąż mu uciekały spod nóg! 🤡 A Rublow? Poszedł tam, zagrał półfinał, i nie byłby taki zły, gdyby nie trafił na drugiego Rosjanina, który akurat tamtego lata był w takiej formie, że wszyscy kibice marzyli o tym, żeby w ogóle mógł zagrać. Ale to nie jest argument przeciwko temu, że facet umie grać na trawie — to jest argument przeciwko temu, że komuś innemu przypadkiem wypadł pech. I nie noście mi tu z tymi "rybami po drzewie", bo ja tam widziałem, jak on na tych wiedeńskich kortach robił z wolnych piłek zagrania, które by nie przeszły nawet w grze na podwójnym: forhendem pośrednim ustawiał przeciwnika tak, że ten musiał albo wybijać wysoką piłkę, albo dostawać backhanda na nogi. I to nie jest jakaś magia — to jest po prostu klasa, którą buduje się przez lata, a nie przez to, że akurat wylosujesz korty, które ci pasują. Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na kortach w Sofii graliśmy w takich warunkach, że piłka odbierała się jak od betonu, a facet normalnie tam zagrał finał — i nikt nie mówił, że "to nie jego nawierzchnia", tylko po prostu "no i co, że nie jest idealna, jak on to ogarnął?". A dubel w Wiedniu? Może ćwierćfinał to nie finał ATP, ale pamiętajcie, że on tam poszedł z Bagnisem, który normalnie w singlu nie był w stanie pokonać nikogo powyżej 50. miejsca światowego rankingu — i facet nie jest specjalistą od deblowych kombinacji, tylko od tego, żeby walczyć. I to właśnie te mecze wiedeńskie pokazały, że on nie jest tym typem zawodnika, który narzeka, tylko tym, który się dostosowuje. Ja tam widziałem raz faceta, który na kortach ziemnych miał serwis tak mocny, że przeciwnicy uciekali z kortu — i Rublow tam przegrał, ale nie zrezygnował, tylko następnego dnia wrócił i zagrał turniej challengera na tym samym korcie, i doszedł do półfinału. To jest właśnie ta jego siła: nie ma znaczenia, jakie warunki, on zawsze znajdzie sposób, żeby walczyć — a to jest coś, czego wielu dzisiejszych "gwiazd" nie potrafi. I dlatego my tu siedzimy i dyskutujemy, a nie klaskamy w łapki, jakbyśmy byli na jakimś urzędowym spotkaniu. 💸
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 16.07.2026 19:17 Cytuj
  • Ej no ależeście się tu teraz wszyscy zepsuli w tym Rublowie na punkcie 😂 serio, facet wiedzień 2018 doszedł do ćwierćfinału singla i debla?! To niby ma być argument za? Ej ludzie, tamten turniej był tak mocno obsadzony, że gdyby Rublow zagrał w pierwszej rundzie z kimkolwiek z TOP 100 to i tak by go wyeliminowali, bo co to za "sława" grać z 80-tym numerem w rankingu i pochwalać się półfinałem? A co do tej twojej "klasy" w Sofii, Krzysiek, no pamiętasz chociaż, że tamten finał challengera był na kortach twardych, a nie trawiastych? No kurde, jak się nie wie nawet na jakiej nawierzchni się gra, to się gada od rzeczy… 😂 A ty, Faul, mówisz o 58% pierwszego serwisu w półfinale Wiednia? Ej no zapomnijcie, że półfinał to nie jest finał, a tamten facet co wygrał tamten mecz, no dobra, powiedzmy Andriej, zagrał tak, że przeciwnik nawet nie wiedział co się dzieje — bo ten przeciwnik miał jakieś problemy z nogami i w ogóle nie był w formie! I co, niby to jest dowód na to, że Rublow się dostosował? Facet miał szczęście, że trafił na kogoś kto nie mógł zagrać, a nie że sam był taki dobry! A te twoje filmiki z treningu w Wiedniu, Metryka, no dobra, ale to tylko trening, nie mecz! Tam trener mu rzucał wolne piłki, a nie przeciwnik co na nie czekał i kombinował! I co z tego, że on je odbierał, skoro w meczu jak mu te same wolne przyjdą pod nogi to przeciwnik mu ich nie odda, tylko zaserwuje forhendem po linii albo zagra drop shota i on nawet nie zdąży się rozebrać! Ja tam pamiętam mecz w Petersburgu, gdzie facet grał na kortach takich jak w Wiedniu — Rublow przegrał 0:2 i tyle, a nie było żadnej "magii", tylko przeciwnik mu po prostu nie dał szansy! No i co, też powiemy, że "on walczył do upadłego"? Przegrywa się i przegrywa, a nie każda walka musi być cudem 😒
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    LE LegiaTV Nowicjusz 16.07.2026 22:56 Cytuj
  • No dobra, ale żebyście teraz nie zrobili ze mnie kolejnego oszołoma, który nie widzi lasu przez drzewa — posłuchajcie, co ja tam naprawdę wyłapałem z tych wszystkich wątków, bo jak na mój gust, to ta dyskusja krąży wokół dwóch bardzo konkretnych punktów, które niby wszyscy widzą, ale nikt nie potrafi do końca ugryźć. Pierwszy punkt to te cholerne korty wiedeńskie, których nikt nie lubi, bo nie dość, że trawa jest tam jakaś taka "żywa" że piłka skacze w nieprzewidywalny sposób, to jeszcze sędziowie mają taką przypadłość, że wolą dmuchać w gwizdek niż pozwolić ludziom grać. I Rublow tam dotarł do ćwierćfinału singla i debla? Tak, dotarł. Ale nie dlatego, że korty mu pasowały, tylko dlatego, że facet potrafił zrobić dwie rzeczy naraz: przetrwać serwis przeciwnika, który nie miał nic do stracenia, i nie rozlecieć się przy forhendzie, który lądował gdzie popadnie. Ja tam pamiętam mecz w Chorzowie na challengerze, gdzie ten sam mechanizm działał — on nie grał "pięknie", tylko skutecznie, i to było akurat to, czego potrzebował, żeby przejść przez eliminacje. Tak że ten argument o "on nie da rady na trawie" to jednak trochę na wyrost, bo jeśli nawet w Wiedniu umiał się przebić, to co mu miałoby nie pójść na innych kortach trawiastych, które są bardziej przewidywalne? Drugi punkt to ten cały szum wokół jego stylu gry — niby wszyscy mówią o forhendzie, wolnych piłkach i tym, jak to on niby "śpiewa środkiem kortu", ale nikt nie zagłębia się w to, że facet ma po prostu inną technikę. Ja tam widziałem na własne oczy, jak w Sosnowcu na turnieju ITF zagrał pięć punktów z rzędu forhendami pośrednimi, które przeciwnik odbierał jakby to były softy, a potem dostawał backhandem po nogach — i nie chodziło o to, że forhend był mocny, tylko że on umiał nim manipulować w tempie. To nie jest żadna magia, tylko lata ćwiczeń, żeby zagrania, które normalnie byłyby odpowiedzialne za błędy, stały się bronią. I teraz pytanie tylko, dlaczego akurat te aspekty są tak bardzo pomijane, skoro one właśnie decydują o tym, że nie potrafi się go rozłożyć jednym mocnym uderzeniem? A co do tej historii o forhendzie w Petersburgu, to serio, ludzie — porównywanie meczu z jednego turnieju do całej kariery to trochę jakbyście zaczęli mierzyć temperatury na Wenus i doszli do wniosku, że Ziemia jest lodowata. Rublow przegrywa mecze, owszem, i czasem zdarza mu się wylądować na łopatki, ale to wcale nie znaczy, że jego umiejętność dostosowywania się jest fikcją. Ja tam pamiętam, jak w 2019 roku w Warszawie zagrał półfinał z facetem, którego rankingowo stawiałbym dwa razy wyżej od siebie, i przegrał, ale nie dlatego, że nie umiał grać, tylko dlatego, że przeciwnik miał serwis, który wcisnął go w obronę od samego początku. A tydzień później facet zaszedł do półfinału innego turnieju, i nikt nie mówił, że "to nie była walka" — tylko że po prostu trzeba umieć trafić z odpowiednią formą w odpowiednim momencie. No więc co z tego wynika? Że w tej dyskusji jest tyle prawdy, ile każdy chce zobaczyć — jedni będą mówić o wynikach i rankingach, inni o stylu gry i technice, a jeszcze inni o tym, jak korty wpływają na cały mecz. Ale jedno jest pewne: jak na razie nikt nie przedstawił argumentu, który by całkowicie zamknął temat raz na zawsze. Bo czy to naprawdę ważne, czy Rublow dotarł do ćwierćfinału w Wiedniu? Ważne jest to, że dotarł, i że zrobił to w warunkach, które większości nie sprzyjały. I póki co, żadne "ale" ani "tylko" nie przekonają mnie, że facet nie ma w sobie czegoś, co pozwala mu walczyć, nawet gdy korty są przeciwko niemu. Ale czy to wystarczy, żeby nazwać go klasą samą w sobie? Tego nie wie nikt — i chyba na tym powinniśmy poprzestać.
    Andriej Rublow grand slam tennis
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 17.07.2026 00:11 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.