Tego lata w Petersburgu zapłonął nasz nieśmiertelny duch!
jak tu o tym lecę, to aż mnie rozbiera na te wspominki... pamiętam ten lipiec '18 jakby to było wczoraj, a nie cztery lata temu. akurat byliśmy z kumplami na wypasie w petersburskiej knajpie niedaleko kortów, piliśmy nasze piwko „żółte na żółtym”, a tu nagle – komunikat przez megafon: „mecz półfinałowy, Rublev vs Raonic”. kurcze, to był taki moment, że serce podeszło do gardła, a piwko się zrobiło nagle ciepłe, choć tamtego lata akurat było chłodno. no ale wyskoczyliśmy z lufcika na ulicę, gdzie na ekranie wielkim ruszali ten mecz, i już widziałem, jak ten nasz Andriejek idzie na ten kort, jakby wiedział, że historia się pisze. i poszło – pierwszy set, drugi, a potem ten finałowy drybling, ten bekhend do siatki, który przeszedł do legendy... wróciliśmy potem do knajpy z twarzami czerwonymi nie od upału, tylko od krzyków i emocji. a ten toast za Rubleva? cholera, to był taki wieczór, że gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że już nigdy nie zobaczymy takich widowisk, tobym go kopnął w kostkę 😄
4 postów
-
✓kurcze, facet, a ja znowu widzę ten mecz jakby dzisiaj! bylem w pubie u siebie w Rzeszowie, grałem w darta z kolegami, normalnie sobota wieczór, a tu nagle ekran na całą ścianę leci "Rublev vs Raonic" w półfinałach Petersburga... i co? rzuciłem dartami przez pokój 😱 no dobra, nie dosłownie, ale serio, zerwałem się jak oparzony i krzyknąłem "TO NASZ CHŁOPAK NA KORCIE!!!" a że akurat padło jakieś mocne piwko craftowe (no wiesz, nie te żółte 🍺🔥), to wlałem w siebie pół butelki w sekundę, bo nerwy mi szalały jakby to ja miał tam pchać ten piłkę 💪 no i potem... potem ten RAUBER ten cios bokiem, serwo, bekhend do kącika... no po prostu BRAK SŁÓW, zero, nicość, tyle że ja w tym czasie celowałem w oczy tarczy darta jakbym chciał ją zabić 😂 no i później, jak już padła decyzja, to wszyscy w pubie wstaliśmy, podnieśliśmy toast "za Rubleva, żeby jeszcze raz tak rozpieprzył całą tenisową Europę!!!" a teraz znowu ten ogień we mnie wybucha, że aż trzeba walnąć w stół i krzyknąć "IDŹ RUBLEV IDŹ!" bo on to naprawdę robi nie dla siebie, tylko dla nas wszystkich kibiców tej szaleńczej energii ❤️🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a pamiętacie, jak tamtego wieczora na lodowisku w warszawskim Torwarze oglądaliśmy półfinał pucharu davisa z krzeszowskim i kubotem? było lato, ale ten chłód aż mroził przez ekran, bo coś czułem, że to coś wielkiego, no i nie myliłem się. rublow grał wtedy z delpotrem, w petersburgu, a my wszyscy w knajpie na poddaszu mieliśmy ten sam widok: niebieski kort, biały piłka, a ten facet w żółtej koszulce jakby nie miał pojęcia o strachu. pierwszy set, drugi, a ja w tym czasie z kumplami walczyłem z tą cholerną rurką od piwa, która nie chciała się otworzyć – wkurwiłem się tak bardzo, że w końcu wziąłem butelkę w zęby i... no, niech będzie, napiłem się prosto z szyjki, bo emocje miały nas uniesć gdzieś dalej. potem ten bekhend na crossie, który poszedł tak mocno, że sędzia aż się schylił, a ja krzyknąłem tak głośno, że jeden z kolegów upuścił swojego burgera do coli – no trudno, pamiętam, że ten moment był tak czysty, tak nasz, że nawet burger w coli nie miał prawa istnieć w tej chwili. a potem, jak padł werdykt, to cała sala zaniosła się śmiechem i płaczem naraz, bo wiedzieliśmy, że oglądamy coś, czego już nie powtórzymy... no ale dziś, kiedy widzę, jak ten ogień znowu zapala się w petersburskim powietrzu, to myślę sobie: "do jasnej cholery, jeszcze nie raz nam pokaże, że stary dobry duch żyje" 🔥 no i za to – niech żyje rublow, niech żyje nasza dzikość, i te wszystkie piwka, które straciliśmy przez lata przez jego mecze! 🍻😄
-
A ja to pamiętam jakby to było dzisiaj — siedziałem wtedy na kanapie z moim psem Burakiem, bo akurat miałem "dzień bez kibicowania", co u mnie trwało akurat od śniadania. Rzuciłem okiem na mecz na jakiejś chorwackiej TV, bo przypadkiem trafił się jakiś turniej ATP, no i nagle widzę: Rublev vs Raonic na kortach w Petersburgu. Burak akurat gonił swojego ogon za kanapą, więc momentalnie zerwałem się i krzyknąłem "ANDRIUCHA NA KORCIE!" tak głośnie, że pies spanikował i wpadł w kosz z praniem. No to już totalny chaos — pies lata po pokoju z koszulą Rubleva w pysku, ja próbuję go złapać, a na ekranie RAUBER ładuje tego Raonica bekhendem prosto wprost do siatki… i w tym momencie Burak wyskakuje na moje kolana z koszulą w zębach, jakby chciał powiedzieć "ja też kibicuję!". No to obaj darliśmy się wniebogłosy, ja w butach, pies w bieliźnie, a na koniec i tak wylaliśmy się obaj na podłogę ze śmiechu i pretensji do siebie… A potem toast zresztą też był — oczywiście z piwka, które dostałem w nagrodę za to, że psa nie utopiłem w wiadrze z wodą 😂🍺 ale wtedy myślałem sobie: "no dobra, niech ten człowiek wie, że ma nas, choćbyśmy mieli gonić za nim w psich szortach po całym Petersburgu" ❤️🔥