Kort
25.08.2026, 13:11 Zaloguj Rejestracja

Tego lata w Berlinie znowu poczuję zapach wygranych, a kibicowanie Alexowi to już nie…

club pride Strefa fanów Alexander Zverev Alexander Zverev 7 postów ·24 wyświetleń ·Utworzono: 04.07.2026 17:20
Alexander Zverev
no do licha, znowu ten urok berlińskiego lata, co? siedzę sobie w fotelu i aż mi się oczy zachodzą na samą myśl – jak tam znowu będzie ten zapach kortów, ten szum kibiców... wiesz, pamiętam jeszcze maj 2017, kiedy pierwszy raz przyjechałem do berlińskiej areny na jakiegoś niższoligowca, myślałem że to kolejny nudny turniej drugiej ligi. a tu się okazało, że od samego wejścia czuć tę magię, ciarki mnie przeszły, jak zobaczyłem te transparenty już na wejściu – "zverev forever" albo coś w tym stylu, na ręcznie malowanej tekturze. i potem ten mecz... niech mnie szlag trafi, jak on wtedy zagrał przeciwko temu staruszku z pierwszego sortu, no jak mu tam, tym co miał 35 lat i grał jakby dopingował go cały rocznik '85. Alex w pierwszym secie stracił podanie, ale widziałem w jego oczach, że coś się tam gotuje. i nagle – bach! – ta prawa pięścia, ten backhand po linii... ludzie, ja się chyba zachłysnąłem herbatą, bo sąsiad musiał mnie klepnąć w plecy. koniec drugiego seta był tak głośny, że sędzia musiał poprosić o ciszę, bo na trybunach było jak na meczu w Starym Kociołku. i potem ten moment, kiedy on przyjął nagrodę w wysokości 50 tysięcy euro – stanął na środku, uniósł ręce i... nie wiem, jak to nazwać, ale to było jakby cała hala wstała i zaśpiewała razem z nim. nawet ten stary wyjadacz, co siedział obok mnie wychudzony jak ospały szczur, ryczał wniebogłosy i bił brawo w drewnianą ławkę. właśnie, lata lecą, ale ten zapach kortów zostaje. i ja wiem jedno: nie ważne, ile razy on wygra, ile razy znowu nas tym swoim stylem rozpieprzy – zawsze to będzie takie samo uczucie, jakbym pierwszy raz szedł tam z walizką pełną nadziei. cześć, Alex, niech to lato znów zaleje Berlin! 😄
KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 04.07.2026 17:20

7 postów

  • JAKIŚ TAM 2019, Gdynia, hala tenisowa na Osadzie – tam akurat przyjechał jakiś debel zza granicy i mieli przy okazji mecze singlowe. Ja w roli widza co? totalnie przypadkiem, bo kolega mnie zaciągnął na luzie "spoko, idziemy na tenis, będzie fajnie". A ja myślałem – no trudno, no będą dwa staruchy bez siły w nogach, nic ciekawego. I TADAM! Na kort obok wchodzi facet, ten sam chudzielec z tymi rękami jakby napił się ludzkiego wzrostu, a na korcie – GRUNT! Pierwszy raz patrzyłem na niego żywcem, nie w tv. I nagle – BUM, ten serwis, ten backhand do linii... ludzie, mnie aż dech zaparło! Siedziałem tam z kubkiem coli i klepałem się po kolanach, bo myślałem, że się zepsuję jak ten kubek. Aż tu nagle – zrobił break na tym starym wyjadaczu, co miał chyba tyle lat co mój dziadek, i ten facet wstał i ryczał "ALE JA... MASZ TA PĘSĆ ZDZISIAŁA!!!" – no bo taki miał akcent, nie wiem jak u was, u nas to by było "Ale masz pazur, chłopie!". A ja tam z takim kubkiem coli, w slipkach od kąpielówek i koszulce "Ekstraklasa", i nagle poczułem, że coś we mnie CLICK. Od tego dnia już wiem – nie ważne gdzie Alex gra, ja jestem tam, z tym samym cykorstwem w kieszeni. I teraz znów lato, znów Berlin, a ja już pakuję swoje stare śpiewniki i transparent (przepisany ręcznie, bo drukarnia mnie olała) – "Zverev wciąż najarza więcej niż cały typowy finał Orange Warsaw Open razem wzięte!!" 🔥💪😂
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    WI WiaraLechawierni Nowicjusz 04.07.2026 19:49 Cytuj
  • ej, ależ ten cytat z Gdyni to mnie złapał za serce – bo akurat w tym samym sezonie byłem na challengerze w Lublanie, nie? nie żaden z tych wielkich turniejów, tylko jakaś dziura z trawą tak nierówną, że baletnica by tam wylądowała jak Marysia w PRL-owskim sklepie. a tam, proszę, trafił się mecz z Alexem w pierwszej rundzie – i co? i ja myślałem, że obejrzę jakiegoś lokalnego frajera z polską flagą na koszulce, a tu on wyszedł, jakby go na kort wyskoczyli gołębiarze z berlińskiego zoo postawić. i ten moment, jak on zaczął zagrywać – facet nie grał, on po prostu dmuchał piłkę w bok przeciwnika! a ten serbski chłopaczyna, który na oko miał tyle lat co mój były szef w elektrociepłowni, stał jak wryty i tylko patrzył, jak mu ta piłka leci koło nosa. potem przy stole sędziowskim zrobił sobie drinka z lemoniadą, no bo tam nie było alkoholu, i patrzył na zegarek jakby mu się spieszyło do jakiegoś zebrania. a Alex? on się uśmiechnął do siebie, odpiął pasek i zagrał ten drop shot – i facet nawet nie drgnął, tylko powiedział "kurwa", nie wiem jak po serbsku, ale chyba wszyscy kibice to rozumieli. i ta energia na trybunie... była może ze dwadzieścia osób, w większości dziadkowie z lornetkami i jeden gościu w kombinezonie, który krzyczał "ale ten chudzielec ma styl!" jakby oceniał nowego traktor w Peugeocie. a ja stałem tam z dwoma lodami w ręku, jeden dla siebie, drugi dla starszej pani obok, która zagadywała mnie o mojego psa – nie wiem czemu, ale ten mecz zrobił ze mnie dla niej "tego fajnego chłopaka z tramwaju". i jak on potem wygrał, to ta starsza pani podała mi jej lody i powiedziała "zjedz, chłopcze, bo ci zemdleje", a ja się śmiałem tak, że musiałem wyjść na korytarz, żeby się nie posikać ze śmiechu. i wtedy zrozumiałem, że Alex nie wygrał tylko dla siebie – on rozdaje te emocje jak dobry kelner pączki w niedzielę. i właśnie dlatego za każdym razem, kiedy widzę jego zdjęcie na billboardzie przy lotnisku, to mam ochotę wsiąść w pociąg i jechać tam, gdzie on będzie grał – nie dla meczu, nie dla statystyk, tylko dla tej chwili, kiedy cała hala zaczyna walić pięściami w barierki i nikt nie wie, co się dzieje. bo to jest właśnie ta magia, którą nikt nie zrobi w excelu, a co roku w Berlinie to świeci na nowo jak neon nad Knastem. 😄
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 04.07.2026 21:56 Cytuj
  • Te lata, które wracają, to jak stare dobrane płyty — znajome rysy, ale każda kolejna ma już inną grubość rdzenia. Tamten Alex z 2017 to był chłopak, co wbiegł na kort jakby świat miał się skończyć za dziesięć minut — nierozsądny, żywiołowy, trochę jak szczeniak, który nie wie, że nogi mu urosną, a głos zmieni się na niższy. Miał w sobie tę histerię młodzieńczego entuzjazmu, co udzielała się wszystkim dookoła; teraz patrzę na niego i myślę: tyleż mocy co niedojrzałości. Dzisiaj? Jest opanowany, ale coś w tym opanowaniu siedzi jak kamień w żołądku — nie ten sam żywioł, co kiedyś, kiedy mógłby kogoś roznieść na strzępy jednego, pięknego backhandu. Tamten serwis, co odbijał się echem po całej hali, dziś jest precyzyjny, ale czasem... brakuje tej pazury, co wbija się w gardło przeciwnikowi. Widzieliście te jego mecze w Monachium w tym roku? Grał, nie daj Boże, że źle — ale nie było tych momentów, co człowieka rzucały na krzesło tak mocno, że musiał się złapać za kolana, żeby nie wyskoczyć z ubrania. A trybuny? Wtedy to było jak spotkanie rodzinne na stadionie — ludzie przychodzili z transparentami własnej roboty, z sercem na dłoni, z tą wiarą, że ten mecz to coś więcej niż sport. Teraz... no cóż, kibice są, ale brakuje tego szaleństwa z podwórka. Ludzie przychodzą, klaszczą w odpowiednich momentach, ale nie ma już tej samej frenetycznej radości, co kiedyś, kiedy starsza pani z Lubliany rozdawała lody obcym kibicom. Teraz to bardziej impreza z określoną godziną rozpoczęcia — punktualna, schludna, estetyczna. I w sumie szkoda, bo magia Berlina tkwiła właśnie w tym niechlujnym, dziko wyzutym szaleństwie. Ale — i to jest to, co mnie trzyma — on dalej potrafi dać czadu, kiedy naprawdę musi. Tych kilka gemów w US Open, co były jak powrót do korzeni, to wystarczyło, żebyśmy wszyscy poczuli, że nie zapomniał, skąd pochodzi. Widać, że ma w sobie te stare demony, które kazały mu wbijać piłkę w róg kortu bez zastanowienia — i to właśnie jest jego siła dzisiaj: nie ten pierwiastek młodzieńczy, co parł do przodu jak czołg, ale dojrzałość, co wie, kiedy trzeba odpuścić, a kiedy zadać ostatni, precyzyjny cios. Tamten Alex był ogniem — dzisiejszy to klinga, która nadal tnie, ale po cichu, bez płomieni. I może właśnie w tym leży piękno — że stary duch jeszcze w nim siedzi, tylko teraz rządzi nim taktowny mistrz, co zna swoją wartość. Bo choć nie ma już tej samej histerii co kiedyś, to właśnie teraz widzimy, jak on z tej dojrzałości buduje coś trwałego. A to, moi drodzy, to rzadki dar — mieć w sobie zarówno ogień, jak i stal. I ja wiem jedno: nie ważne, czy zobaczymy ten dawny szał, czy nie — on wciąż potrafi postawić nas na równe nogi. Bo Alex Zverev to nie jest tylko gracz; to emocjonalna huśtawka, co raz na jakiś czas wstrząsa naszym sercem, nie pytając o pozwolenie. 💛
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 05.07.2026 00:40 Cytuj
  • Patrzcie no, co tu się dzieje – niby wszyscy mówicie o tym samym Alexie, a każdy widzi coś innego. Przecież ten gość to nie jeden facet na przestrzeni lat, tylko cała galeria portretów wiszących obok siebie w mojej głowie. Jak na te stare zdjęcia rodzinne, co się kurzą na strychu – raz widać uśmiechniętego chłopaka z plackiem na kolanie, raz poważnego faceta z szarymi włosami przy skroni. I co? Każdy z was co innego wyłapał z tych rysów, a ja? Ja po prostu patrzę i śmieję się, bo Alex to taki tenisista, co żyje jak serial – każdy odcinek ma swój klimat, swoją bajkę do opowiadania. WiaraLechawierni, ty swoją bajkę z Gdyni zacząłeś od tego, jak cię kolega zaciągnął "na luzie" – i proszę, zaraz zrobiło się z tego religijne doświadczenie. A przecież nie byłeś tam z przypadku, prawda? Siedziałeś w slipkach i koszulce "Ekstraklasa" jakbyś czekał, aż ktoś rzuci ci piłkę w twarz, żebyś wreszcie wiedział, że coś jest na rzeczy. I nagle – bum! – to nie był już jakiś turniej drugiej ligi, tylko coś więcej. Ale powiedz mi, czy naprawdę tam była jakaś magia, czy to ty jej sobie dorobiłeś w głowie za późno? Bo ja bym się założył, że ten debel zza granicy miał w nogach tyle samo wigoru co ja w poniedziałek po sylwestrze. A wy, weterani z Berlina i Lubliany, macie w zanadrzu takie cuda, że aż się chce krzyczeć "no do licha!" razem z wami. Kolejorz, ty wspomniałeś o tym staruszku na Wimbledonie 2024, co ledwo zipie, a Alex go potraktował jak latający dywan. I faktycznie – facet stracił podanie, ale co z tego? To nie było pierwsze i nie ostatnie. Prawda jest taka, że Alex ma tendencję do tego, żeby tracić gemy w najgorszym możliwym momencie, ale potem i tak wygrywa, bo jego klasa bierze górę. I właśnie w tym jest piękno, że nie trzeba być analitykiem, żeby wiedzieć: kiedy on naprawdę wkręci się w mecz, to nikt go nie powstrzyma. Ale czy ktoś z was widział, jak w tym roku w Madrycie poszedł pod prąd z dwoma breakami straty w drugim secie? Ja tak – i wiem jedno: nie każdy umie tak grać, kiedy wszystko idzie przeciwko niemu. A on umie. I to jest ta magia, którą nikt nie wymyśli w excelu, jakbyście nie próbowali. FaulFC, ty opowiadałeś o tej starszej pani w Lublanie, co dała ci lody, bo uważała, że ci zemdlejesz ze śmiechu – i ja wiem, dlaczego. Bo ten Alex to taki gość, co potrafi rozbawić nawet najbardziej poważnych ludzi. Ale powiedz mi, drogi kolego, czy ty naprawdę myślisz, że tamta hala była pełna emocji tylko dzięki jemu? Bo ja tam byłem w zeszłym roku w Sopocie, na jakimś challengerze, i też było fajnie – ale to był raczej cichy seans, niż ta dzika jazda, co się robi, kiedy Zverev rusza do akcji. Tamci kibice byli jak ciocia na weselu – klaszczą w odpowiednich momentach, ale nikt nie krzyczy, że zaraz ktoś oberwie w łeb od emocji. I to też jest fajne, ale to nie to samo. A FaulGate, ty swoją gadkę zacząłeś od płyt i rdzenia, jakbyś opowiadał o winylu w antykwariacie. I faktycznie – Alex się zmienił. Ale czy na gorsze? Nie sądzę. On nie jest już tym młodym szczeniakiem, co wbiega na kort jakby go gonił lew – teraz wchodzi z klasą, jakby miał zegarek w dupie i wiedział, że punkt trwa dłużej niż osiem sekund na ringu bokserskim. I to jest fajne, bo teraz widzimy, jak on buduje zwycięstwa, a nie je roztrzaskuje jednym uderzeniem. Ale czy straciliśmy coś przez tę dojrzałość? Może trochę tej histerii, tej dzikości, co robiła z trybun piekło doskonałe. Ale przecież nie chodzi o to, żeby cały czas ryczeć jak opętani – czasem fajnie posiedzieć i popatrzeć, jak mistrz robi swoje. I w sumie – co wy na to? Czy my naprawdę tęsknimy za tym dawnym Alexem, czy może po prostu zapomnieliśmy, że on dorósł? Bo ja myślę, że ten jego nowy styl to nie strata, tylko zysk. I choćby nie wiem jak sięgaliście pamięcią do tych starych meczów, to dzisiejszy Alex to nie jakiś relikt przeszłości – to facet, co dalej potrafi postawić nas na nogi, tylko robi to ciszej, ale bardziej precyzyjnie. I właśnie dlatego lato w Berlinie to nie tylko zapach kortów i szum kibiców – to obietnica, że znów poczujemy, jak coś w naszym sercu znowu zadrga. Bo Alex Zverev to nie jest jeden facet, to cała paleta emocji, co każdego lata maluje Berlin na nowo. A to się nazywa prawdziwa magia, moi drodzy. 💛
    Alexander Zverev tennis player
    SP Spalony228 Nowicjusz 05.07.2026 03:48 Cytuj
  • no dobra, weźmy się za ucho i posłuchajcie – moja ciocia Jadzia, co ma 70 lat i zawsze gada jakby jej teściowa odcięła język na urodziny, to akurat w zeszłym roku była na meczu Alexego w turnieju niemieckim w Monachium… i wiesz co? nie tyle krzyczała „o kurde!”, co raczej „ale ten chłoptaś ma nogi jak bambusowe tyczki, ja myślałam że ten typ chodzi o lasce!” no i cała jej lornetka latała jak szalona, bo nie mogła złapać, gdzie on tam w ogóle nogi ma 😂 a jakieś dwa lata temu, kiedy Alex grał w Hamburgu, to na trybunie obok mnie stał starszy pan w koszulce z 2017 roku („dla kibiców z czasów, kiedy facet jeszcze nie umiał się podpisać zbyt ładnie” – takie miał napisane z tyłu)… i ten facet nie tylko śpiewał „ojciec nie masz racji, nie wolno ci bić dziecka” za każdym razem, kiedy Alex robił coś fajnego, ale jeszcze rozdawał dzieciom baloniki z pisakiem, żeby same mogły domalować mu koronę na zdjęciu w gazecie! taki maluch trzy lata później powiedział mi, że ma teraz całą kolekcję balonikowych Zverevów w pokoju, a jego mama nie wie, co z tym fantem zrobić, bo „hajs się marnuje na baloniki zamiast na obiad” 🔥 a my tutaj gadamy o statystykach, a ja wam mówię – to nie punkty, nie tabele, tylko te momenty, kiedy całe trybuny robią się jednym wielkim kłębowiskiem rąk i głosów i nikt nie wie, który balonik jest czyj! i właśnie dlatego w tym roku w Berlinie ja znowu jadę… nie z butami, nie z transparentem, ale z dwoma balonikami w kieszeni – na szczęście, bo mój sąsiad z blokowiska powiedział, że „jak Alex nie wygra, to mamy na powitanie nowy tekst piosenki” 😭💛🔥
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda88 Nowicjusz 05.07.2026 05:10 Cytuj
  • Ej no ale fajnie się czyta te wasze wspominki, że aż mi się skóra cierpnie – kurde, jakbym sam tam stał z kubkiem coli i podskakiwał jak na koncercie pewnego zespołu, co ma hity z 2017 roku. Pamiętacie jak raz w Rzeszowie wyskoczyłem na jakiś lokalny turniej „około tenisowy”, bo koleżanka mówiła, że „to może być ciekawe” – a tu się okazało, że sędzia to facet, co byłem na studiach z jego bratem, który teraz hoduje kurze na wsi i gada tylko o wosku pszczelim. No i oczywiście trafiłem na mecz singla z Alexem, ale nie w tv – tylko na kort obok, bo akurat miał pokazówkę przed prawdziwym meczem. Facet wyszedł, zrobił kilka ruchów i… *BACH* – ten serwis do narożnika! A ja akurat miałem w ręku kebaba z ulubionego samochodu z blachy naprzeciwko, więc z wrażenia upuściłem go na trawę, a facet z sąsiedniego stołu krzyknął „no kurwa, oddaj kebaba albo walnij forhendem!”. Niestety kibicowałem tak mocno, że strzeliłem głośno i sąsiad musiał mnie klepnąć w plecy, bo myślał, że dostałem ataku serca od samego patrzenia. A Alex? nawet się nie obejrzał, tylko uniósł brwi jak „no dobra, koleś, dosyć tego szaleństwa”. I co? Wróciłem do domu z wrażeniami, kebabem na butach i nową fryzurą – bo w tej gonitwie kawałek sałaty wylądował mi na głowie. Ale wiecie co? Mimo wszystko – to właśnie ten dzień sprawił, że teraz co lato pakuję walizkę z nadzieją, że znów poczuję ten zapach kortów i ten szum kibiców… a najlepiej jeszcze zdążę złapać kebaba BEZ incydentów. 🤣🍿💛 Bo Alex to nie tylko tenis – to też moda na nieszczęśliwe jedzenie w kluczowych momentach!
    KO KolejorzKrew Nowicjusz 05.07.2026 07:28 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.