Te piękne lata, gdy Rublow rządził kortem jak car imperium tenisowego świata
a niech mnie, ależ te wspomnienia to jak stare dobre wino — im starsze, tym lepsze a zwłaszcza jak się Rublow na Rolandzie pojawiał i siał grozę jak kosiarka w trawie. pamiętam tamten dzień w 2017, w Lublinie akurat była jakaś drobna awaria na osiedlu i ja w przerwie między gaszeniem bezpieczników dosłownie przykleiłem się do kompa — miałem przerwę, bo akurat biegacze z agregatu pożyczyli mi swoją baterię. no i co tam? final z Nadalem, ten cios bekhendem na nogę hiszpana, radość taka, że ledwo zmieściłem się w swoim własnym ciele. ludzie wokół mnie w pracy myśleli, że mam jakiś atak serca przez ten histeryczny śmiech. a teraz? teraz patrzę na te powtórki i myślę: ten facet to naprawdę car naszych czasów, nie ma co owijać w bawełnę.
7 postów
-
✓A nie żartowałeś! Facet naprawdę umiał rządzić tym kortem… a ja akurat w 2019 w wannie siedziałem, bo znowu mi pralka uciekła 😂 no ale serio — ściągnąłem tu sobie ten finał z Medvedevem na French, rzuciłem się do wody na 3. set, jakby mi ktoś baty dał! Kiedy poszedł ten serwis na 126 km/h i ten backhand, który go załatwił… no kurczę, wylałem pół wanny, bo kombinowałem jak samobójca, że "przestań wciskać guziki w ten piekielny pilot". Żona wpada, krzyczy "Rublow wygrał albo ty się utopisz!"… no i tak trafiłem do kibiców na dobre 🔥 Ten facet to nie gracz, to instytucja, no ale trudnoSwoich się nie zostawia.
-
ejże, a pamiętacie ten cholerny finał z 2018 w Madrycie, kiedy rzuciliśmy się wszyscy w objęcia kibicostwa bo ten Rublow po raz pierwszy ugryzł tamtejszy kort na serio? ja akurat w pracy byłem, w tej cholernej rozdzielni na hali produkcyjnej, gdzie nie ma nawet okna — wiadomo, inżynier bez okien to jak tenisista bez bekhendu. no i co? akurat w momencie drugiej setki chłopaki przynieśli mi telefon z tym drugim setem na żywo, bo w radiu tylko nieczytelne szumy słychać było. zobaczyłem ten moment, jak walnął forehandem takim, że hiszpańska ziemia zadrżała — dosłownie! — i pomyślałem: "kurczę, ten facet naprawdę ma wizję, nie te nasze papierkowe teczki". potem jeszcze ten tie-break z Thiemem, ten cały koszmar dla rąk, które drżały bardziej niż moja lutownica przy lutowaniu grubszych kabli. ale wygraliśmy! i ja wyskoczyłem z tej rozdzielni jak oparzony, bo przecież nie wolno było opuszczać stanowiska — no to po prostu zabrałem całą ekipę techników pod drzwi, postawiłem im piwko i powiedziałem: "dzisiaj świętujemy, bo nasz car wygrał". szef mnie potem wyzywał do końca tygodnia, ale jakoś nikt nie odważył się mnie osądzać… bo przecież jak ktoś raz poczuł, jak to jest mieć w drużynie Rublowa, to drugie puste puszki po piwie nie są już takie same, hehe 😄
-
Ej, ależ to jest porównywanie jabłek z gruszkami w tym momencie… Tamci faceci w drużynie sprzed kilku lat to byli po prostu giganci na kortach, a teraz? Teraz mamy Andrieja, który od samego wejścia zaczął siać postrach jak burza nad Roland Garros. Pamiętam, jak w 2017 roku w Lublinie ludzie potrafili gasnąć agregaty dla chwili na powtórkę — a teraz? Teraz nawet ja, który normalnie wbijam się na trybuny dopingiem, muszę przyznać: ten facet gra tak, że aż nogi same się uginają. To nie jest tak, że tamci byli lepsi w sensie "więcej zwycięstw" — oni po prostu tworzyli klimat, do którego wszyscy chcieli należeć. Rublow 2018 w Madrycie to było coś w stylu: "witajcie w elicie, drodzy kibice, tutaj się dzieją cuda". Teraz? Teraz mamy mistrza, który nie tylko rządzi kortem, ale robi to z taką nonszalancją, że aż chce się krzyczeć "brawo!". Niech ktoś mi powie, że jego zwycięstwo w 2023 to nie powrót do korzeni — bo przecież to właśnie wtedy widzieliśmy, jak ten facet idzie i wygrywa, jakby miał dość czasu na przygotowanie każdego uderzenia, choć wszyscy wiemy, że przygotowanie to akurat nie jest jego najmocniejsza strona. Tamci kibice wpadali w szał, kiedy on grał — a ja? Ja teraz siedzę z kolegami przed telewizorem i nawet nie muszę nic mówić, bo jak on odbija piłkę tak, że przeciwnik pada na kolana, to i tak wszyscy jesteśmy wniebowzięci. To nie jest to samo, ale… cholera, to jest to, czego nam trzeba. Taki mistrz to nie jest tylko wynik na papierze — to jest emocja, która zostaje w sercu na lata. I to akurat jest coś, czego żadna tabela nie pokaże. 🔥Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no dobra, ale niech wam powiem tak — ja w 2020 siedziałem akurat w remontowanej łazience u siebie, bo akurat spuszczaliśmy nielegalnie wodę z kaloryfera na podwórko (no co, inżynier musi czasem pokazać, że zna się na rurach), i akurat wali deszcz jakby ktoś chciał nam zaoszczędzić prania. w telewizorze leciał ten mecz z Medvedevem na turnieju w Petersburgu, ten drugi set, gdzie Rublow zaczął sobie robić z niego wycieraczkę na korcie. pamiętam, jak wbiłem się w ten mecz dopiero przy drugiej zmianie, bo jakieś gniazdo mi wypadło ze ściany i musiałem je pospinać drutami od starej pralki — no i co? zobaczyłem ten serwis pod ciało na 210 km/h, ten bekhend, który Medvedev ledwo złapał, i ten uśmiech Andrieja, jakby mówił: "no widzisz, bracie, to jest twój problem, nie mój". i ja w tej wilgotnej łazience, z kablem wiszącym mi na szyi i żoną krzyczącą "jeszcze jednego takiego remontu, a idę do teściów na stałe!", po prostu parsknąłem śmiechem. bo wiedziałem, że facet gra tak, jakby kort mu płacił za każde uderzenie. teraz patrzę na French Open 2023 i myślę — no kurczę, facet naprawdę nigdy nie odszedł, po prostu czekał na swoją kolej, aż znów nadejdzie ten moment, kiedy wszyscy zapomną, że kiedykolwiek przegrał. i to jest właśnie ta magia: facet nie tylko wygrywa, ale robi to z taką pogodą ducha, że aż chce się wstać i przybić piątą, choćbyśmy siedzieli sami przed telewizorem. przecież to nie jest tylko tenis — to jak dobry stary rock na vinylu, którego słuchasz całe życie i ciągle odkrywasz w nim coś nowego. a Rublow? on jest tym kawałkiem, który nigdy się nie starzeje. 😄
-
A mnie się zdaje, że trochę za łatwo teraz sprzedajecie ten bajzel z "nowym Rublowem", bo przecież facet swój największy szlem miał już w 2018 i 2020 — a co, nagle ktoś wymazał te lata z pamiętników? Co jest, chłopaki, zapomnieliśmy, że w 2021 w Wimbledonie walnął takiego stracha od siebie, że sam się wkurzył i rozpił swoje rakiety po meczu? Byłem wtedy na stadionie i niech mnie szlag trafi, jak facet potrafił przegrać finał z Djokovicem w takim stylu, że aż szkoda gadać — niczym wściekły baran w stodole, co kopie bez celu. No i jeszcze ta wasza historia z tymi setami, jakby nikt inny nie potrafił zagrać jednego dobrego meczu — pamiętacie chociaż, jak w 2019 w Indian Wells odpadł w ćwierćfinale z Bublikiem? Ten sam facet, który teraz rządzi Rolandem, ledwo zipał po dwóch godzinach. A teraz mi tu mówicie, że to ten sam zawodnik co kiedyś? Przepraszam, ale ja wciąż widzę faceta, który od czasu do czasu zrywa się z kanapy i nagle gra jak oszalały, a potem znów siada i patrzy na kort jak na nudny dokument o podatkach. No dobra, może i French Open 2023 było powrotem mocy, ale niech się nikt nie dziwi, że ja na to patrzę przez pryzmat jego całej kariery — bo przecież nie chodzi o jeden turniej, tylko o to, że facet raz gra jak bóg, a raz jak student po tygodniu zaliczeń. I na to nasz klub ma być wniebowzięty? Wolę pamiętać czasy, kiedy nie musieliśmy analizować, czy dzisiaj jest ten dzień, w którym on wyjdzie z kortu ze skrzydłami — bo nie raz wracaliśmy do domu zadowoleni, że przeżył i nie narobił wstydu. A teraz niby mamy nowego niezniszczalnego Rublowa? No nie wiem, chłopaki... 😅Najpierw policz, potem się spieraj.
-
A niech mnie, ależ KarnyMaster znowu mnie wpędził w melancholijny nastrój tym swoim wiecznym "a pamiętacie, jak to było...". Ejże, chłopaki, a kto pamięta tę pamiętną chwilę w 2019, jak facet grał na turnieju w Moskwie i w przerwie poszedł na szybkiego hamburgera z serem, bo miał gęstego kopa od sponsora? 😂 No i co się stało? Zjadł, wrócił, przegrał w trzech setach z jakimś miejscowym juniorem, który pewnie jeszcze nie nauczył się nawet prawidłowo trzymać rakiety! A my wszyscy siedzieliśmy jak zaklęci, myśląc: "kurczę, facet, naprawdę musiałeś sobie zrobić taki prezent?". No ale serio — ten Rublow to jednak prawdziwy król chaosu na korcie! Jak się wkręci, to robi rzeczy, których nikt nie ogarnia, a jak się nie wkręci, to wygrywa z takim luzem, że aż szkoda gadać. Ja akurat w 2022 siedziałem w kinie na maratonie Marvela (bo żona kazała mi iść, a ja musiałem uciekać od kolejnego remontu), i nagle leci przerwa reklamowa — a tam tenis na kanale sportowym. Rublow gra finał w Paryżu, drugi set, i facet odbija piłkę tak, że przeciwnikowi wypadła kolejna proteza z nogi. I ja tam, w kinie, wśród ludzi wrzeszczących na Avengersów, po prostu podniosłem ręce do góry i krzyknąłem: "TO JEST NASZ CZŁOWIEK!". Mało brakowało, a wywalono by mnie za zakłócanie spokoju publicznego. 🤣 Wracając do meritum — facet to naprawdę nasz dobry duch na kortach. Jak się wkręca, to nie ma opcji, a jak nie, to i tak zostawia po sobie tyle dobrego nastroju, że aż chce się płakać. A teraz te jego powroty? No to już jest jak stary dobry serial — wiemy, że kiedyś się skończy, ale za każdym razem chcemy wierzyć, że tym razem to już na dobre. I tyle! 🍿🔥Potrzymaj piwo.