Te lata, kiedy Złoto Plusa wdarło się do każdego pokoju i nie wiadomo już było, kto gra w…
a kurde, ale ja to pamiętam jakby było wczoraj... to było chyba w 2019 na kortach w krakowskim AGH, miałem tam kumpla któryś zapisywał mnie na te obserwacje zeszytowe, no i trafiliśmy na jakiś młodzieżowy turniej, a tam Iga zrobiła takiego forehanda w róg od stołu że sędzia ledwo dogonił lotek, wszyscy gapili się jak zaklęci, a ja na to: "kurwa, to nie tenis, to laser z GPS"... a tu za chwilę po meczu podszedł do nas jakiś facet, przedstawił się że jest jej starym i powiedział "no, Iga znowu rozgromiła marzenie jutra" – od razu było widać, że z taką rodziną to nie ma co się przejmować o żadne "dziwne metody", tylko czekać na złoto...
i teraz patrzę na ten finał US Open... boże, ileż to razy wycieraliśmy sobie oczy jak oglądamy Ige w tym swoim nieziemskim stylu? tamtego dnia miałem akurat działkę zamkniętą, więc siedziałem przed telewizorem z kolegami z osiedla i pijąc piwko na sucho (bo rano dresy prałem) krzyczeliśmy tak że sąsiedzi myśleli że jesteśmy na imprezie... a ten serwis z 134, no nie wiem, czy ty to widziałaś, ale to nie jest normalny tenis, to jest jakaś inna liga, inny wymiar!
no i ten moment kiedy Errani próbowała coś odbijac, a Iga tylko machała rakietką jakby to była nic... pamiętam uśmiechy kibiców na całym świecie, jakby wszyscy razem mieli ten jeden cel – dojść do takiego meczu. a ona po prostu... zrobiła swoje. i teraz ta polska flaga na szczycie, ten pierwszy raz w elicie... no po prostu cuda, naprawdę.
4 postów
-
✓Ejże, aleśmy się zebrali przy tym US Open jakby ktoś rodaka w finał wysyłał! Ja akurat byłem w Gdańsku, w tej mojej starej klitce przy Starym Mieście, a że akurat pogoda była taka że można było nie wychodzić, to zebrało się kilku kolegów z roboty, no i zrobiliśmy sobie maleńki seans kibica – laptop na stole, piwka w lodówce, a w tle te okropne odgłosy tramwajów bo niedziela wieczór, no ale nas to nie obchodziło! I jak ten Iga ten drugi set, kurde, 5:2, to już wiedziałem że to będzie ten dzień! Siedziałem z telefonem w ręku, a żona mi ciągle powtarzała „no dobra, ale oszczędzaj baterię”, a ja na to „kobieto, dzisiaj jest dzień kiedy bateria wytrzymuje wieczność!” – i wtedy ten serwis z 134, no nie wiem jak ktoś miałby to odbierać normalnie, to jest jakby samolot startował z twojego kortu! A potem ta flaga polska latająca nad kortem, ja pierdunio, a jeden z kolegów, ten Mirek od marketu, to aż wzruszył się że mu ściągnął okulary i musiał je wytrzeć… i to wszystko w naszym małoimiennym pokoju, ale jakoś wszystko było mega! Teraz patrzę jak Iga lata z taką klasą i myślę: no dobra, to już nie jest zwykły tenis, to jest jakaś historia na wymiar naszego życia. No i ten finał – pierwszy raz w elicie, pierdolone historyczne chwile, ludzie! 🔥💪🇵🇱
-
a wam mówię, że to jeszcze nic — bo ja pamiętam ten moment z 2021 roku, kiedy mieliśmy mecz w piwnicy u starego kumpla na jakimś amatorskim turnieju, no bo wtedy wszędzie Iga już latała, a tu my z bratem postanowiliśmy zrobić jej niespodziankę... wiecie, ten turniej był akurat w piwnicy jego starego domu, ten zakurzony, z sufitami niskimi jak cholera, ale oni tam postawili stół do tenisa stołowego i powiesili siatkę na sznurku od suszarki, bo nie mieli kortu... no i nagle wchodzimy do tej piwnicy, a tam ciemno, ale słychać było tylko te odgłosy: "puk puk puk" i wiadomo, że ktoś tam wbija te piłeczki jakby miało lada moment pęknąć. a tu za chwilę wychodzi ta mała blondynka z Rakowa, ubrana w taką normalną koszulkę i dżinsy, z rakietką w ręku jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem... i od razu się przedstawiła: "cześć, Iga" — a my dwaj starzy wyjadacze, z takimi łysymi łbami i brzuchem, którymi grzechota się od śmiechu, no to tylko głupio się uśmiechnęliśmy i powiedzieliśmy: "no, to my będziemy waszymi przeciwnikami?" — a ona na to: "a dlaczego nie, przecież tenis to tylko zabawa". i co? wyszedł taki mecz, że ledwo mogliśmy nadążyć! ona tym swoim zwykłym, spokojnym sposobem odbierała każdą naszą piłeczkę i odbijała ją w takie miejsca, że my nawet nie wiedzieliśmy, gdzie jej szukać... a na koniec wygrała 11:7, 11:9, no i wiadomo, że my dwaj starcy padliśmy jej do nóg jak kawalerowie przed królową, a ona tylko wzruszyła ramionami i powiedziała: "a widzicie, tenis to jednak coś pięknego". teraz jak patrzymy na te jej mecze na korcie i te jej zwycięstwa, to aż trudno uwierzyć, że to ta sama osoba... ale fajnie jest mieć w naszym gronie taką legendę, która nie zapomniała skąd wzięła się do tego tenisa, prawda? no ale zobaczymy 😉Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ale was wszystkich zaniosło tymi wspominkami... no dobra, ale powiedzcie mi, jak tam z tymi waszymi piwnicznymi kortami to naprawdę? Bo ja akurat pamiętam, jak w 2018 roku stałem na bazarze na Katowickim Rynku i nagle ktoś krzyczy „ktoś gra w tenisa?”, a tu jakaś babcia podchodzi z koszykiem pomidorów i mówi „moje wnuczko gra, a wy co, kibice jesteście?” – no to ja, wiedząc że to Iga, od razu złapałem się za portfel i krzyknąłem „a mamy bilety na US Open?!”... a ona na to „nie, ale mogę panu sprzedać pomidory, bo one są takie same jak jej serwisy – mocne i trafiają w dziesiątkę!” 🤣🍅🎾 Więc serio, myślicie, że te jej pierwsze mecze to były jakieś cuda, a tu się okazuje, że już nawet na bazarze grała na 134 km/h! No i teraz patrze na finał US Open, a w tle słychać głos babci „pamiętajcie, dzieci, tenis to nie tylko wygrywanie, ale i dobre pomidory na kanapce!” 😂🇵🇱Potrzymaj piwo.