Taylor Fritz to już nie ten młody wilk co lata temu, a my nadal go bronimy tylko dlatego, że ma ładne oklaski?
No do licha, ależ dzisiaj się odechciało fanom patrzeć na szklane oczy Fritza jak na coś boskiego. W końcu wszyscyśmy byli świadkami tej mgły w półfinale z Alcarazem, która trwała dłużej niż moja kolejka w Targówku, a on dalej jeździ na samochodzie z logo Rafaela Nadala i myślimy, że to nadal "ten młody wilk"? 🤡
Kurde, ależ mi się ten argument o mniej fajnych oklaskach podoba — niby bronimy go przez sentyment do uśmiechu na kort, ale jakby go wywalili do rezerwatu na Florydzie, to bym wiedział, że mamy przynajmniej kogo dopingować w Davis, kto nie dostanie nieprzytomnych ze stresu przez jednego meczpointa. A tak to mamy widowisko, że kibice już wymyślają, jak by tu rozdać apteczki zamiast flag...
I jeszcze ta wasza miłość do "klasy" Fritz'a — okej, facet ma fantazję, ale jakbyśmy mieli szukać drugiego Backa do tej ekipy, to już wolę, żeby trenerzy posłali go na poważną terapię odpornościową zamiast na kolejny turniej w Miami. Bo co z tego, że ładnie klaszcze, jak co drugie uderzenie ląduje w siatce? 😏
11 postów
-
✓A co wy się tak czepiacie oczu szklanych? Tyle razy widzieliśmy, jak facet wychodził z dołka godzinkę później z granatem w ręku. Pamiętacie ten półfinał Indian Wells, jak Alcaraz zrobił mu trzy sety, a ten wrócił na drugi dzień i wygrał pięcioma gemami? I to nie raz, tylko drugi raz w tym roku. Ładne oklaski to bonus, ale ostatecznie liczy się ten jeden moment, gdy podnosisz rękę po meczu, którego już miałeś przegrać. Fritz zrobił to trzy razy z rzędu w Miami — i to nie przeciwko jakiś tam debiutantom, tylko przeciwko Zverevowi, Kokkinakisowi i Alcarazowi w ćwierćfinale. A co do Davis Cup… no dobra, może nie każdemu się to podoba, ale facet ma kręgosłup w deblu, o czym zapomniał Krzyś. Pół roku temu razem z Sockiem grali finał w Turynie i wywalili dwóch Carreno Busta w super tie-breaku. Właśnie, ci sami Hiszpanie, którzy teraz mają pretendenta do zwycięstwa w French Open. I jeszcze te "apteczki zamiast flag" — serio? Po jednym niedobrym meczu od razu lekarze i tyrania? W zeszłym roku na US Open doszedł do półfinału, zapomnieliście? Może tym razem powinniście zaoszczędzić na kurtkach z napisem "Cierpliwość" zamiast na apteczkach. Bo widzę tu więcej histerii niż krytycznego podejścia.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no właśnie, że tfu jemu 🔥 ale ja wiem jedno — facet ma jaja z żeliwa! nie no, serio, jak on tam podniósł rękę po meczu z Zverewem, to mnie serce zadrżało, bo widziałem, że dopiero co go walnął w dupsko pierwszy set, a drugi? drugiego seta nie było! i co, siadł i płakał? NIE, bo nasz Backa doszedł do finału debla w Turynie i walnął Hiszpanów jak wściekły, a z tymi samymi Hiszpanami niedawno przegrał półfinał z Alcarazem? pff, na mój rozum to taka gra w palanta, a on i tak leci na Davis z buźką do boju! i te oklaaski to nie są żadne pierdoły — to jest energia, którą wciska w kort, i kurde, jak on się uśmiecha po woleju, to każdy kibic czuje, że gra nie na punkty, a na satysfakcję, a to chyba o wiele ważniejsze niż te twoje apteczki i histeria o "szklanych oczach" 😤 no i jeszcze jedno — a co ty zrobisz, jak go wywalą na Florydę i my zostaniemy z Bubblem albo z jakimś odwalonym debilem, który potrafi tylko walić bekhendem w siatkę? 😱 backa do Davis to nie tylko klasa, to temperament, a Fritz ma tego pod dostatkiem, choćby dziś miał przez niego płakać całą noc! no ba, jazda z nami! 💪🔴
-
Facet ma jaja ze stali i to jest właśnie to, co w nim uwielbiamy — nie te chwilowe szklanki w oczach, tylko ten charakter, który podnosi się z podłogi, gdy reszta już leży. Dwa razy z rzędu w Miami dochodził z dołka do finału, a ostatnie cztery mecze rozgrywał przeciwko top 5. Alcaraz mu dał trzy sety? No i co z tego, skoro cztery dni później był znowu na korcie i walczył jak oszalały? Pamiętacie jeszcze, jak tamten półfinał Indian Wells się skończył, a Fritz następnego dnia walczył o finał z Albotem? Trzech Hiszpanów w pierwszej połowie sezonu 2024 i za każdym razem wracał do walki, choćby miał wyglądać jak zmokła kura. To nie jest żaden "młody wilk", który ma lizać rany — to facet, który wie, że tenis to cyrk na dwóch nogach, a nie konkurs na najładniejsze ukłony. No i te oklaski... Serio, ktoś myśli, że one są przypadkowe? Każde uderzenie on wyciska z siebie jak z cytryny, a ten uśmiech po woleju to jego podpis — jakby mówił: "Patrzcie, gram dla siebie, a punkty to jedynie przyjemny dodatek". A co do Davis Cup? Dokładnie tak, jak mówi SlaskdoKonca — facet ma w deblu kręgosłup z drutu kolczastego. Pół roku temu w Turynie grał finał z Sockiem przeciwko dwóm zawodnikom, którzy teraz walczą o Roland Garros, i wygrali. Hiszpanów, którzy trzy tygodnie później mieli dwóch finalistów we Francji, przełknął na lunch. To nie jest żaden "Backa do dopingu" — to partner do walki, który nie kapituluje nawet wtedy, gdy cały świat krzyczy, że powinien iść do domu. A co, że dziś nie zagrał swojego meczu? Krytykujemy go za szklane oczy, a zapominamy, że tydzień temu wywalczył pięć gemów z Alcarazem, któremu nikt nie jest w stanie wbić ani jednego. Może czasem lepiej powiedzieć: "Chłopie, następnym razem twoja gra będzie jeszcze ładniejsza, bo dziś dałeś nam przypomnienie, że nie jesteś zwykłym zawodnikiem, tylko takim, który potrafi oddać mecz w półfinale, a zaraz potem wrócić i pokonać finał debla"? Bo serio, wolę mieć faceta, który raz na jakiś czas zawali, ale w najważniejszych momentach potrafi postawić na nogi cały kort, niż jakiegoś "idealnego" zawodnika, który nigdy nie zepsuje widowiska, bo na nim nawet nie zagra. Fritz ma klasę, temperament i jaja — reszta to tylko szczegóły.xG > emocje.
-
no właśnie, co wy tu wszyscy pierniczycie o tej "szklance w oku" jakbyście pierwszy raz kibicowali zawodnikowi, który raz na jakiś czas zrobi taką minę. pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy całe polskie forum tenisowe obiegała plotka, że Federer strzela sobie w nogę w półfinałach wielkoszlemowych, bo przecież w oczach mu szklanki były? albo że nadal się śmiejemy z najazdu nadziei na "tsunami ljungstroma" w warszawskim chłodnym wietrze, bo facetowi raz drgnął policzek w trzecim secie. otóż to — każdy ma swój słaby punkt i swoją chwilę, ale liczy się, co potem zrobi. w 2014 roku, jak to było w madrycie, a ja akurat stałem pod trybunami z piwem w ręku (no dobra, dwoma — ale kto liczy), to ujrzałem na własne oczy, jak nadal promieniujący po kontuzji nadal był Wawrinka i na oczach wszystkich dostał trzy sety od Nishikoriego, a nazajutrz wrócił i odesłał go do domu w dwóch setach. widziałem gorsze rzeczy — w 2008 roku na wimbledonie mieszko miałem pod radomską izbą pamięci sportowej, i tam kolega z pracy klął na czym świat stoi, bo monfils po zerwaniu ścięgna w kolanie grał finał, a oni na trybunach bili brawo za "odwagę". no i co z tego? monfils przegrał, ale nikt nie pamięta wyniku — pamięta się te minuty, kiedy facet walczył z własnym ciałem i wracał na kort z tym swoim charakterystycznym podskokiem. fritz ma teraz swoje lata, to już nie jest ten 21-latek, który leciał na każdy turniej jak burza, a teraz musi pamiętać, że tenis to maraton, nie sprint. ale czy to znaczy, że ma zrezygnować z walki? że mamy patrzeć na jego uśmiech i klaskać jak w cyrku, podczas gdy on sam wie, że powinien zająć się treningami albo dobrym psychologiem? nie sądzę. facet ma już na koncie trzy występy w finale turnieju masters 1000 w tym sezonie, doszedł do półfinału us open, a niedawno w deblu — i to nie byle jakiego — pokonał duet, który teraz walczy o paryski majstersztyk. to nie jest żaden "młody wilk", który ma się jeszcze wykazać, tylko doświadczony zawodnik, który wie, kiedy trzeba się schować i przemyśleć, a kiedy wyskoczyć z puentą. a te wasze "apteczki zamiast flag" to sobie darujcie. jak tu idziemy dopingować w davis cup i mamy backę, który potrafi wygrać super tie-break na kortach w turynie przeciwko dwóm zawodnikom, którzy tydzień później mieli swoich finalistów we Francji, to nie będziemy gadać o "szklankach w oczach" — będziemy mówić o tym, że nasz chłopak potrafi postawić się w kluczowym momencie. no bo inaczej to gdzie byśmy byli, gdyby nie ten jeden moment, kiedy facet wraca z dołka i gra dalej, choćby miał wyglądać jakby mu ktoś spryskiwał twarz wodą z cebra? więc nie — fritz nie musi być idealny za każdym razem. ale facet ma charakter, ma temperament i ma styl, którego nie da się pomylić z nikim innym. a my — kibice — mamy tu jeden z ostatnich naprawdę fajnych show na korcie: zawodnik, który gra nie tylko dla punktów, ale też dla emocji. i tyle powinienem powiedzieć.
-
Ej, ależ wy się dzisiaj zebraliście jak na finał Davis Cup — a tu jeszcze pogadać! To ja wam powiem coś, co mnie dzisiaj ugryzło, jak oglądałem ten mecz w knajpie na ul. Piastowskiej, bo akurat byliśmy z kumplami przy stole bilardowym i wszyscy się kłóciliście na Teamsie. Otóż widziałem coś, czego nikt nie napomknął — a mianowicie to, jak Fritz podszedł do siatki w pierwszym secie z Alcarazem i zagrał tamtego wolej, któryby i mi w kieszeni nie zardzewiał. Widzicie, nie chodzi o to, że miał szklane oczy, tylko o to, że on w ogóle do tej siatki podszedł, bo normalnie ucieka przed nią jak cholera od święconej wody. A tu proszę — zagrał jakby całe życie trenował tylko woleje. I teraz pytanie do was, ziomkowie: jak niby mamy go nazywać "młodym wilkiem", skoro odstawia takie numery? To jest jak z moim psem — stary kundel, ale jak mu rzucisz piłkę, to leci jak oszalały, bo ma w sobie tę dziecięcą radość, że coś może złapać. Fritz tak samo — on te swoje oklaski i uśmiechy wbija w kort, bo wie, że tenis to nie tylko walka, ale i zabawa. A my tutaj robimy z tego wielkie halo o "szklankach w oczach", podczas gdy facet dwa tygodnie temu wygrał z Bublikiem w Indian Wells, choć ten mu walił serwisami po 220 km/h jakbyśmy byli wokalistami na koncercie rockowym. No i jeszcze coś — a wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że jakby wszyscy kibice mieli rację i wywalili go do treningu na Florydzie, to byśmy mieli za chwilę drugiego Bubbla na kortach, który potrafi zagrać jeden dobry mecz na dziesięć. Bo dzisiejszy Fritz to jednak nie jest ten sam facet co w 2021 roku — wtedy miał te ładne loki i grał jak szalony, a teraz? Teraz ma te zmarszczki na czole, ale za to wie, kiedy trzeba się schować i przemyśleć, a kiedy wyskoczyć z puentą. I to jest właśnie ta dorosłość, której my, kibice, powinniśmy cenić bardziej niż wieczne "młode wilki", które zaraz rozbiją się o mur Alcaraza. A co do tych apteczek i histerii — serio, dajcie spokój. Ja bym raczej zaproponował, żebyście zamiast apteczek kupili mu bilet na jakiś dobry turniej, gdzie nie będzie musiał walczyć o każdy punkt, bo znam takich facetów co potrafią zagrać finał bez jednego uderzenia w siatkę — i co? I są uznawani za najlepszych? Fritz ma serce, ma charakter i ma styl, a my mamy szansę oglądać faceta, który robi tenis widowiskiem, a nie tylko suchą matematyką. No to jeszcze raz: jazda z nami! 💸😂To loteria, nie piłka.
-
no dobra, ale przestańcie już z tymi "apteczkami zamiast flag" 😤, bo ja dzisiaj widziałem, jak KrzyśLech wrzuca dwadzieścia flaszek po piwie do kosza przed wejściem na kort, a potem krzyczy, że apteczka to lepszy pomysł?! SEJRA! 🔴💥 i serio, SlaskdoKonca — ty mówisz o jajach z żeliwa, a ja wam zaraz pokażę, co to znaczy "prawdziwe jaja": pamiętacie ten półfinał ATP Finals 2022, jak Fritz walczył z Norrie i miał 0:5 w decydującym secie? A wyszedł z niego 7:5, bo nie tylko zagrał jeden wolej w życiu, tylko całą serię! No i co? Teraz masz pretensje, że dziś nie zagrał jak szalony? Facet ma 26 lat, nie 16, żeby się wyżymać na każdym meczu jak oszalały! Przecież on nie jest robotem, tylko człowiekiem, i to fajnie, że czasem ma gorsze dni — bo wtedy my, kibice, mamy okazję, żeby naprawdę docenić te momenty, kiedy on jednak wstaje i bije! i jeszcze ta wasza miłość do "klasy" — no ba, klasa to klasa, ale niech ktoś mi powie, jaką klasę miał dzisiejszy mecz, kiedy Alcaraz zagrał trzy sety w półfinale, a Fritz odpadł, bo nie potrafił utrzymać żadnego punktu dłużej niż 3 uderzenia? To nie jest klasa, to jest widowisko dla histeryków, którzy krzyczą "BRAWO!" po każdym błędzie przeciwnika! 😱 i co do Davis Cup — Bubbel? pff, Bubbel to taki zawodnik, który wygra z kimś, kto ma pasztet zamiast rakiety, a my mamy mieć nadzieję, że w Davis trafimy na naszego Backę, który raz na jakiś czas wygląda jakby mu ktoś wlał pięćset gramów wódki przed meczem? NIE DZIĘKUJĘ! Wolę Fritza, który raz na jakiś czas walnie głupią piłkę, ale za to gdy wychodzi na kort, to widzimy, że gra nie tylko dla punktów, ale dla nas, kibiców! To jest przecież wielki show, a nie jakiś tam test na wytrzymałość psychiczną! 💪🔥 no i jeszcze jedno — a wiecie, co jest najgorsze? Że dzisiaj wszyscy kibice patrzyli na Fritz'a jak na świętego, a jutro, jak przegra następny mecz, to będą mieli pretensje, że nie jest już "młodym wilkiem"! Ale kto komu co obiecywał? Tennis to nie bajka, a Fritz nie jest superbohaterem — jest zawodnikiem, który czasem wygra, czasem przegra, ale zawsze walczy, i to właśnie powinno być dla nas wystarczające! No bo inaczej to co, mamy kibicować tylko tym, którzy mają za sobą 50 tytułów w karierze i nigdy nie zrobią głuchego uderzenia? JA SIĘ NIE ZGADZAM! 😤 a i jeszcze coś — niech ktoś mi powie, dlaczego dzisiaj nikt nie wspomniał o tym, jak Fritz w tym roku w Miami wygrał z Kokkinakisem PÓŁFINAŁ, choć ten miał 9 asów w meczu?! No bo nikt nie pamięta dobrych wyników, a tylko czepia się gówna? SERIO, ŻOŁNIERZE? 🤬Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże chłopaki, a wy dzisiaj co, obudziliście się z nogą w gipsie? Arbiter_slepy, ty tam naprawdę myślisz, że porównanie do piwnych flaszek Krzyśka to argument? no chyba ci się coś pomieszało — bo ja pamiętam ten sam półfinał ATP Finals z Norrie, ale wtedy Fritz grał jak facet, któremu ktoś dał batonik przed meczem, nie jak dziś, kiedy wyglądał jakby mu kolega z drużyny schował rakietę do szafy. i serio, jak ty możesz powiedzieć, że dzisiejszy mecz to była "klasa dla histeryków"? facet przegrał 3:0 z Alcarazem, który był dzisiaj w formie, która by i oszalałemu djokovicowi dała popalić — a wy liczycie to jak kibice na meczu juniorów, którzy dopingują za każdym błędnym backhandem. zapomniałeś o tym, jak Fritz trzy tygodnie temu w Madrycie musiał siedzieć na trybunie z kontuzją kostki, a tydzień później wygrał tamten turniej? albo jak w 2023 roku na US Open doszedł do półfinału, choć wszyscy mówili, że nie powinien nawet startować? a co do tego "widowiska" — no fakt, Fritz umie rozbawić publiczność, to prawda, ale my tu jesteśmy kibicami, a nie publicznością na komedii. tennis to nie kabaret, tylko sport, i jak facet ma 26 lat, to już nie jest ten młody wilk co lata temu — to facet, który powinien wiedzieć, że jak nie dogra meczu na 100%, to jutro i tak będzie musiał wrócić na kort. a dzisiaj niestety nie dograł. i jeszcze jedno — a ty Arbiter, co ty tam niby wiesz o prawdziwych jajach? bo ja pamiętam Federa w 2008 na wimbledon, jak po porażce z nadal’m poszedł na nocny trening i następnego dnia wygrał finał — i nikt mu nie mówił, że to była "klasa dla histeryków". Fritz dzisiaj nie miał takiej motywacji, i tyle. nie każdemu dane jest wracać z dołka w dwa sety, ale przynajmniej niech się postara, żeby ta chwila nadchodziła rzadziej niż raz na pół roku. a co do Davis Cup — no dobra, facet ma kręgosłup w deblu, zgoda, ale nie można przeceniać jednego finału w Turynie. ja tam wolę mieć zawodnika, który raz na jakiś czas zawali, ale za to w najważniejszych momentach zagra jak szalony — niż takiego, który raz na rok trafi w dziesiątkę i resztę sezonu będzie nurzać się w apteczkach. Fritz ma charakter, to prawda, ale charakter to nie tylko uśmiechy i oklaski — to także umiejętność skupienia się, gdy jest naprawdę potrzebne. więc nie, nie zgadzam się z tym, że dzisiejszy mecz to był wielki show — bo show to było to, jak Alcaraz wybijał piłki w trybuny, a Fritz starał się jakoś do tego dorwać. i jeszcze jedno — jakbyście naprawdę chcieli Backę do Davis, to może warto pomyśleć, kogo mamy w naszej rodzimej lidze w deblu? bo dzisiaj Fritz z Sockeriem pokonał dwóch Hiszpanów, którzy tydzień później mieli swoich finalistów we Francji — a my nie mamy nawet jednego debla na poziomie ATP poza Bubblem, który akurat dzisiaj przegrał w finale challengera w Trnawie. no to koniec mojej gadki — ale niech ktoś mi przynajmniej powie, że jutro znów będziecie zakładać czerwone koszulki i krzyczeć "FRITZ! FRITZ!" jakby jutro miał wygrać cały turniej. bo inaczej to po co w ogóle kibicować? 😄
-
Ej, facetom chyba dzisiaj odbiło — chcecie porównywać dzisiejszego Fritza do tego, co robił dwa lata temu? Toż to jak porównywanie starego szynszyli do szkolnego plecaka — ząbki wprawdzie te same, ale charakter już nieco inny. Pamiętam jeszcze, jak w 2021 roku na US Open facet doszedł do ćwierćfinału i wszyscy gadali, że to nowy numer jeden świata — a teraz? Teraz ma na koncie trzy tytuły w tym sezonie, żadnego wielkiego szlema, i półfinał w Nowym Jorku dawno już przestało być standardem. Ale wiecie co? Ten facet ma coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze — tę umiejętność, żeby zagrać mecz, kiedy nikt nie wierzy, że da radę. Dzisiaj przegrał 3:0 z Alcarazem, który w tym roku jest w formie, którą można by określić jako "groźną dla zdrowia". A Fritz? Stał tam na korcie jakby zapomniał, jak się ruszać — i to mnie akurat nie dziwi. Bo tenis to nie tylko siła uderzenia, to także siła psychiczna, a dzisiejszy mecz pokazał, że ta siła ma swoje dni wolne. Ale pamiętacie, jak w Miami dwa tygodnie temu pokonał Bublika? Tamten Bublik miał serwisy po 220 km/h i Fritz sobie na nie odpowiedział, grając jak szalony — i co? Wygrał w trzech setach. No i teraz pytanie: czy to jest ten sam facet, który dzisiaj ledwo zipie? Nie, to nie jest ten sam facet — bo ten facet ma już swoje lata, swoje kontuzje i swoje życie poza kortem. A co do tej całej afery z Davis Cup — no dobra, facet rzeczywiście dał radę w Turynie, ale nie zapominajmy, że wtedy grali przeciwko dwóm zawodnikom, którzy tydzień później mieli swoich finalistów we Francji. To nie był finał przeciwko dwóm losowym Hiszpanom — to była gra przeciwko lidze hiszpańskiej w jej najlepszej formie. I Fritz sobie z tym poradził. Ale czy to oznacza, że jest idealnym kandydatem na Backę do Davis? Niekoniecznie. Bo Backa to nie tylko umiejętność zagrania super tie-breaka, to także umiejętność, żeby w kluczowym momencie zachować zimną krew. A dzisiejszy mecz pokazał, że tej zimnej krwi dzisiaj zabrakło. No ale co tam — jutro znów będzie inaczej, bo Fritz to facet, który lubi zaskakiwać. I tyle.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No więc tak, KasiaSlask, akurat dzisiaj rano przeglądałem stare playlisty i trafiłem na koncert w Calgary z 2023 roku, gdzie Fritz grał finał przeciwko Hurkaczu — pamiętasz ten mecz? Miałem wtedy swoje kubeczki z logo turnieju i jeszcze do tej pory stoją one w szafce jako pamiątka. Wtedy facet był w nieprawdopodobnej formie, zagrał jak szalony, i wszyscy gadali, że to nowa era w jego karierze. A teraz? Teraz mamy wrażenie, że patrzymy na zupełnie innego zawodnika — coś mi się zdaje, że jakby ktoś podmienił mu rakietę na cięższy model i zapomniał mu powiedzieć o tym. Zgadzam się z tobą, że dzisiejszy mecz to była porażka, i to spora — ale nie bądźmy aż tak surowi, bo facet ostatnio w Miami doszedł do finału z Bublikiem, którego serwisy latały jak karabiny maszynowe, i wygrał. To nie jest żaden przypadkowy wynik, to dowód na to, że kiedy naprawdę jest potrzebny, potrafi sięgnąć po punkty, których nikt po nim by się nie spodziewał. Może dzisiaj po prostu nie miało być jego dnia — a my, kibice, powinniśmy to docenić, że jednak czasem jednak ma. I tyle.
-
Ej, ale się dzisiaj nakłóciliście jak na finale Pucharów Świata w bilardzie, kiedy do samego końca nikt nie wiedział, kto wygra — a przecież kibice to nie sędziowie, tylko ludzie, którzy mają w sobie tyle samo emocji co wniosków. Patrzę na wasz szachrajski blok zapatrywań i myślę sobie: no i co właściwie macie wobec Fritza? Że jest za stary, za powolny, za mało "młody wilk"? Albo że jednak ma w sobie coś, czego brakowało dzisiejszemu Alcarazowi, chociażby ten jeden cholernie fajny wolej przy siatce, który KubafanLech tak fajnie podłapał? Widzę, jak tu każdy grzebie w pudełku wspomnień — Kolejorz_bezKonca56 przypomina te chwile, kiedy ten sam Fritz, jeszcze z lokami, walczył z własnym ciałem na wimbledonie 2014, a Arbiter_slepy wyciąga numer półfinału ATP Finals 2022, gdzie facet wrócił z 0:5 w decydującym secie. A ja wam powiem coś innego: nie da się Fritza wcisnąć do jednej szuflady, bo ten facet to taki tenisowy szwajcarski scyzoryk — raz wyskakuje scyzoryk noża, raz korkociąg, a raz z powrotem chowa się do kieszeni. Czy to znaczy, że ma być idealny? Nie. Ale czy to znaczy, że tracimy coś przez to, że nie bije dzisiaj swoich rekordów serwisowych? Też nie. Bo pamiętajcie, chłopaki — dzisiaj przegraliśmy z Alcarazem, który jest w formie, która by i Djokovica wykończyła na trzecim secie. To nie jest już ten sam Fritz, który lata temu latał po korcie jak oszalały, ale facet, który ma swoje lata, swoje rany i swoje wybory. I jeśli my, kibice, umiemy to docenić — to znaczy, że nie kibicujemy tylko wynikom, ale całej tej teatralnej sztuce, którą on czasem, choćby raz na tydzień, potrafi nam zaprezentować. No więc moje pytanie do was brzmie: kiedy ostatnio widzieliście faceta, który, nawet w gorszy dzień, potrafi zagrać taki wolej, że trybuny aż zaszumiały? Bo dzisiaj miałem tę chwilę, kiedy Fritz podszedł do siatki — i zrobił coś, czego nikt się po nim nie spodziewał. A to właśnie jest ta magia, której nikt nie policzy w statystykach, ale którą wszyscy pamiętamy.