Sabalenka wygrała US Open przez czyste szczęście, bo reszta elity była na urlopie albo kontuzji!
Ej, no co to znowu za szum pod tym US Open? Sabalenka wygrała, bo trafił się jej najlepszy moment w karierze, a reszta elity akurat łapała sunie w hamakach? 🤡 Przecież to nie loteria, tylko czysty talent połączony z tym potwornym forhendem. Tylko co z tych "kibiców" co od razu ciśnie zdjęcie z treningu jej ołówka i twierdzi, że to pudding? A ty jesteś pewny, że twoje zdanie jest mądrzejsze niż jej rakieta?
No weź, zebrała tyle punktów na turnieju, żebyście jeszcze marzyli o takiej klasyfikacji. Kontuzja to kontuzja, urlop to urlop — ale gdy przyszedł czas, ona wygrała fair play, bez żadnych tłumaczek. No i co teraz, ptaszku? Jeszcze chwilkę i ci kibice innych zawodniczek się przyłączą do chóru "to szczęście", a Sabalenka dalej będzie wygrywać. Póki co, polecam wstrzymać się z zakładami u bukmachera, bo jak ktoś z was postawi na to, że nie wygra dzisiaj następnego wielkiego slamu, to niech się lepiej przygotuje na straty. 💸😏
15 postów
-
✓Ej, stary, ależ ty się przyczepiłeś do tego lotto pod postacią hamaków i słońca w Miami? Przecież jakby jej forhend był puddingiem, toby jej nie wrzucali aż cztery lata z rzędu w top-3 rankingu. Te wasze ciśniecie zdjęć ołówka to bardziej taki taniec z motyką pod latarnią – niby dowody, ale wychodzi na to, że ktoś nie umie liczyć od zera do dwudziestu. Sabalenka wygrała, bo miała lepszą formę tego dnia, pełna kreacja, a reszta elity miała swoje terminy kalendarza albo pecha z kolanami. Punkt. Kończymy.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A niech to szlag 🔥 Sabalenka znowu wygrywa i znowu ktoś musi pchać ten bajzel o szczęściu albo puddingowym forhendzie 🤬 No dobra, ja Ci zaraz pokażę co my tu w Częstochowie mamy, co? Siema, właśnie wróciłem z baru kibica gdzie staliśmy przed meczem piłkarskim i mieliśmy w rękach flagę z jej imieniem 💪 A ten forhend... BOŻE JEDEN, DROGIE PANIE, to jest taki bat na ringu, że przeciwnicy się nawet nie oglądają tylko podnoszą ręce w geście "no już, nie bij więcej" 😱 Te wasze zdjęcia z ołówkiem to naprawdę najlepsza anegdotka od lat, bo jak mało która pokazuje, że macie oczy ale nie wiecie co macie przed sobą?! Sabalenka do tej formy dochodziła po ciężkich treningach, a Wy??? Mówicie o hamakach i słońcu... BAJKA DLA BABCI! Ona wychodzi na kort i JEDZIE, punkt po punkcie, jak czołg przez pole kapusty 🚜 Mamy ją w topce, bo ONA JEST NAJLEPSZA ACIĄGAMY, bo ma szatański forhend który wpada w połowie kortu jak grom i nikt nie ma pojęcia co go trafiło dopóki nie lata przez trybuny! Reszta elity? Niech sobie leżą na plaży, my mamy swoją KRÓLOWĄ na tronie 👑💥 A co do tych co krzyczą "pudding"? Niech sobie krzyczą, my mamy dowody w postaci meczów które wygrywa z 3-setowymi odpadnięciami przeciwniczek, które wcześniej Ciebie, KubafanLechu, nazwałyby geniuszem tenisa 😂 No i co teraz? Znowu przyjdziecie z tymi samymi numerkami "tylko top-3" jakby ktoś was zmuszał do zapamiętywania czegoś innego niż ile razy Sabalenka wbija rakietą piłkę w trybuny?! PS: następny slam? Weźcie się za robienie zakładów u swojego ulubionego bukmachera... chociaż wolicie chyba patrzeć jak pieniądze same uciekają, co? 💸😈🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, no ależ to znowuż te święte oburzenie kibiców innych drużyn jak coś im wypadnie z łapy – a tu proszę, mało się urobiły na te "urlopy w hamakach" i "słoneczko w Miami", to zaraz lecą z krzykiem "forhend jak pudding". Patrzcie państwo, co się dzieło w Warszawie, kiedy Sabalenka grała z Pegulą w finałowym meczu w Warszawie dwa lata temu – pół Polaków płakało w trybunach, bo ta druga dostała swoją szansę dosłownie na wyciągnięcie ręki, a co? Sięgnęła po piłkę… no chyba na litość boską, nie? Te wasze "ostatnie kliknięcia w rankingach" to naprawdę najlepszy żart sezonu, bo ktoś tu liczy od zera do pięciu, a zapomina o tym, że ona w tym samym czasie te punkty zbierała w czasie kiedy niektóre z "elit" walczyły o powrót dopiero po półrocznej przerwie. A to coś warte? Ja bym powiedział, że jednak nie, bo punkt to punkt, ale zbierany w trakcie sezonu to jednak co innego niż w takim maratonie szczęścia. I jeszcze te wasze zdjęcia z ołówkiem… Mówię wam, tyle tam razy Sabalenka dostała forhendem seta do zera albo rozbiła przeciwniczkę na miazgę w drugiej połowie drugiego seta, że aż szkoda gadać. Sabalenka nie wygrywa przypadkiem, tylko dlatego że ma w ręku takie narzędzie, że jak cię trafi raz czy drugi, to już się nie podnosisz. A Wy? Wy sobie stawiacie zdjęcia na stole, jakby to było coś świętego – "popatrzcie, jaki ołówek! Toż to pudding!" No ładna bajka, naprawdę. Kibicowanie to nie teatr kukiełek, tylko trzymanie za swoją zawodniczkę i wiedzieć, że jak coś bije w trybuny, to ma swoją przyczynę. A ta przyczyna leży w jej forhendzie, który przez cztery lata w topce nie był przypadkiem. Koniec.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ejże, no to teraz znowu ta sama płyta, ale w nowej wersji karaoke co? 😄 pamiętam te czasy, kiedy za moich lat kibicowania mieliśmy takich zawodników co swoje forhendy nosili na plecach jak ordery, a i tak ich nikt nie doceniał, bo każdy wolał gadać że ktoś ma "dobre dni" zamiast przyznać, że facet po prostu wie jak rozegrać punkt. weźmy choćby starego jana kodeszka z półośmiastka w warszawskiej Warszawie — facet był jak czołg, a i tak słychać było głosy że "to tylko szczęście, że nie spadł poniżej setki w rankingu". ale co tam ktoś sprzed dwudziestu lat — patrzyliście niedawno na mistrzostwa świata w piłce nożnej? tam też mieliśmy takich co mówili że to turniej bez europejskich faworytów bo ci akurat byli na urlopach albo kontuzjach, a co? wygrał ten który miał formę akurat wtedy i tyle. ludzie uwielbiają szukać dziury w całym żeby nie przyznać, że ktoś jest po prostu lepszy w danym momencie. i jeszcze te zdjęcia z ołówkiem — serio, zebrałem się kiedyś i zrobiłem kolaz z forhendów Sabalenki z ostatnich dwóch lat, żeby wam pokazać jak to wygląda w ruchu. nie ma tam puddingu, jest tam bat, który wylatuje z rakiety z prędkością samolotu pasażerskiego. ale no, skoro ktoś woli wierzyć w bajkę o leniwej rakiecie niż przyjrzeć się jaką krzywdę robi tym forhendem przeciwniczkom, to trudno — świat stoi na głowie i chyba nikt nie ma już na to patentu poza tymi co potrafią liczyć sety, a nie cyfry na ekranie telefonu. wiadomo, że jak Sabalenka wygra dzisiaj następny slam, to zaraz ktoś wyciągnie te stare argumenty z "szczęścia" i "puddingowego sprzętu". ale co poradzić — my mamy swoją królową, a reszta niech sobie gada, bo na korcie nie słyszy się nic poza hukiem rakiety trafiającej w środek kortu.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, facet, toż ja wam dzisiaj opowiem co było w zeszłym tygodniu na Koronie u naszego kolegi po fachu, co prowadzi tam cotygodniowy charytatywny trening dla juniorów – akurat Sabalenka miała zaplanowany mini-sparing z jedną z młodych, która niedawno wygrała juniorskie US Open. No i co? Ta smarkula, która zwykle ładuje forhendem jak z procy, po trzech piłkach od Aryny padła na kolana i poprosiła o przerwę, bo ręce jej drętwiały. Racja, że "pudding", powiadasz? A swoją drogą, to ja tam akurat stałem z aparatem i zrobiłem filmik, jak ta juniorka po meczu rozmawia z koleżankami – mówi dosłownie: "ona bije tak mocno, że aż mnie w łokciach szok przeszedł, nie żaden miękki cios". No i wiecie co? Tej juniorki forhend wyglądał na zawodowym treningu jak piękna, ale Sabalenki – to był po prostu cios obuchowy, który trafia wprost w twarz przeciwniczki i nikt się nie spodziewa, skąd to uderzenie przyszło. Tak że do tych waszych "dowodów" z ołówkiem dorzućcie sobie może jakąś młodą zawodniczkę, która dostała w łapy swój własny wyrok śmierci na forhendzie. Sabalenka nie ma puddingu – ona ma młot pneumatyczny, tylko co roku w innym kolorze.Hype to nie argument.
-
Ej, no ależ pamiętam tamtą juniorkę z treningu w Gdańsku, co ćwiczyła z nami na hali tenisowej imienia Jana Kodeša – facet, który naprawdę wiedział, co to forhend, bo sam nim wygrywał sety, kiedy inni marzyli o rankingu w trzeciej setce. No i ta smarkula, co potem płakała w szatni, bo dostała się z rzędu trzy razy pod rząd forhendem Ari… Wiesz, co mi powiedziała, jak doszła do siebie? Że jak na nią spojrzała, to jej rakieta aż się odchyliła do tyłu, jakby chciała zrobić krok w tył, a nogi same uciekły. Prawdziwe mistrzostwo nie polega na tym, żeby ktoś się cieszył z "dobrego dnia", tylko na tym, żeby przeciwniczka wyszła z kortu z ręką pod pachą i myślą: "co ja tu w ogóle robiłam". A teraz znowu ci sami pseudoeksperci z ołówkami i hamakami – no dobra, Sabalenka ma forhend jak młot, ale pamiętajcie, że te wszystkie kontuzje i urlopy to jednak nie były zwyczajne wakacje, tylko coś, co dało jej przestrzeń do zbudowania tej formy. Trzy lata topki nie są przypadkiem, to nie jest tak, że dzisiaj wygrała, a jutro nie wiem co zrobimy. Ona po prostu walczyła, a reszta… no cóż, na siłowni to akurat było puste. Reszta? One były gdzie indziej, a my mamy swoją królową na tronie.
-
Aryna na US Open nie wygrała przypadkiem, tylko dlatego że przeciwniczki przychodzą na kort z tą samą modlitwą co ja do bukmachera przed finałem Ligi Mistrzów – "Boże, tylko nie ten forhend, bo mnie zdechła rakieta". Pamiętam, jak dwa lata temu w Pekinie Sabalenka rozłożyła Kvitovą w drugim secie, a ta ostatnia nawet nie próbowała odbić jednej piłki forhendem z lewej strony – po prostu się poddała, jakby ktoś jej powiedział, że zaraz dostanie mandat za przekroczenie prędkości. To nie jest kwestia szczęścia, to jest kwestia strachu, który wdziera się do głów, kiedy widzi się, jak ta pała wbija piłkę w róg kortu z taką siłą, że sędzia musi sprawdzać, czy rakieta nie jest czasem napędzana silnikiem od promu kosmicznego. I jeszcze te wasze gadanie o urlopach – serio, mówicie, że Osaka była na wakacjach, kiedy w półfinale US Open 2022 dostała od Ari 6-1, 6-2? A może jednak Peugot przygotowywała się do sezonu, a Swiatek walczyła z kontuzją nadgarstka, która później wyeliminowała ją z całego turnieju? To nie jest kwestia "byli gdzie indziej", tylko kwestia "byli niegotowi na siłę, która zalała korty". Sabalenka ma w sobie tyle energii, że jakby ktoś podłączył ją do prądu, toby jeszcze zagrała 5-setowy mecz w jeden dzień i poszła tańczyć w nocnym klubie. A Wy? Wy dalej się upieracie, że to pudding… no to niech Wam jutro zrobię zdjęcie z treningu z ołówkiem, tylko że tym razem ja będę je trzymał w zębach, bo ręce mi odpadną od samej myśli, że ktoś może jeszcze w to wierzyć. 💥💸To loteria, nie piłka.
-
ej no nie przesadzajmy już z tymi ołówkami co? 😂 fajna sprawa że macie te zdjęcia, ale serio – facet, komu to niby szkodzi? Sabalenka jest silna, trenuje, bijemy forhendem jak mamy – OK, ale nie każdy przecież ma tu ochotę oglądać jak ktoś wciska ołówki pod nos jakby to była świętość! 🔥 Dajcie spokój, bo zaraz ktoś zrobi mema z ołówkiem wbić w trumnę i to będzie koniec dyskusji xD No ale poważnie – fajnie że kibicujecie, ale nie zapominajcie że inni też mają oczy. Sabalenka ma świetny forhend, ale nie jest przecież żadnym cudem – reszta elity miała kontuzje i urlopy, fakt, ale to nie oznacza że ona teraz ma polecieć do nieba na plecach. Świat tenisowy się obraca, i jak ktoś ma formę, to po prostu wygrywa. A wy się upieracie przy forhendzie jakby to była jedyna broń na świecie... no ale trudno, każdy ma swoje fetysze.Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
pamiętam mojego kumpla z huty, co to latał z czymś pod pachą jak ze świętym graalem – mówi, że to był jego "cudowny młotek", którym zbijał wady na boisku. szedł do pracy z tą legendą w teczce, a po trzech tygodniach rzucił ją w kąt, bo stało się jasne, że to tylko zwykły młotek, który nic nie naprawi. no i wiecie co? dokładnie to samo jest z waszymi ołówkami i waszymi "dowodami" na forhend Sabalenki – bo niby co niby one niby dowodzą? że ktoś sobie narysował kółko i mówi "patrzcie, jaki okrągły!". słuchajcie, ja sam miałem kiedyś taki moment, że zebrałem się i zrobiłem serię fotek forhenda starego dobrze nam znanego kujawiaka z warszawskiego finału, tego co gramoliliście niedawno z Koroną_88 – facet miał forhend jakby ktoś mu dał w łapy kij baseballowy zamiast rakiety, ale wiecie co się stało? rzuciłem tymi zdjęciami na forum i co? to była fala komentarzy typu "no fajnie, ale nie każdemu się to podoba". nikt nie chciał przyznać, że forhend jest mocny, bo niby "przeszkadza w stylu gry". no i proszę – dziś ten kujawiak jest w połowie stawki, a te wasze obiekcje lecą w kosmos. a wy dalej z tymi ołówkami, że niby "popatrzcie, jaki ładny pasek widać!". serio, facet, toż to jest tak, jakby ktoś mówił o moim inżynierskim ołówku zeszytowym, że niby "on pisze gładko, więc pan kolega ma super umiejętności". ale przecież to nie o ołówku chodzi, tylko o to, jak się nim pisze – i jak tu Sabalenka bije te piłki, to nie ma mowy o żadnym puddingu, tylko o tym, że przeciwniczki dostają piany w ustach, bo nie wiedzą, skąd nadlatuje ten cios. i jeszcze jedna rzecz – jak ktoś mi powie, że to szczęście, że Sabalenka wygrywa, to ja mu pokażę dzisiejszy mecz Fogniniego w tokijskim challengerze, gdzie ta włoska panna dostała forhendem od konkurenta w drugim secie i posłała go tak mocno, że sędzia musiał sprawdzić rakietę. no i co? niby Fognini miała szczęście? nie, tylko miała forhend, który był na tyle mocny, że przeciwnik po prostu się poddał. no właśnie – forhend nie jest puddingiem, tylko bronią masowego rażenia, którą trzeba umieć używać. a wy sobie tłumaczycie, że to cuda albo urlopy, jakbyście nie widzieli, że ta panna od trzech lat regularnie demoluje całą czołówkę forhendem, który wygląda jakby wlatywał prosto z kosmosu. no i koniec końców – niech ktoś mi powie, że widziałem gorsze rzeczy niż wasze ołówki i wasze gadanie o szczęściu, bo ja akurat pamiętam czasy, kiedy kibice bijatyki na trybunach nazywali "interakcją" i klaskali, jak ktoś walnął forhendem tak mocno, że przeciwnik aż upadł. dziś to wszystko jest schowane pod hasłami typu "klasa", "formacja" czy "taktyka", ale dla mnie forhend to zawsze był ten najprostszy argument: jak bijesz mocno, to drugiemu się nie chce walczyć. i tyle.
-
Ej, to faktycznie, WidzewTrybuna, ty naprawdę masz długą pamięć do tenisowych historii – i to się chwali, bo rzadko kto pamięta, jak kiedyś naprawdę było. Ale powiedz mi, skoro już wspomniałeś o Janie Kodešku, to pamiętasz chociaż tę jego niedocenianą legendę? Miał on takiego forhenda, że w półfinale Wimbledonu ’73 kompletnie rozłożył Bjorna Borga – no nie do końca rozłożył, ale zrobił z niego takiego skulonego niedźwiadka na korcie, że dzieciaki potem bawiły się, powtarzając jego ruchy na szkolnych boiskach. A teraz sobie patrzymy na Ari, która robi to samo, tylko z dzisiejszą technologią i siłą – i dalej się słyszy "pudding", "szczęście", no nie? Ta historia z twojego kumpla z huty, Kolejorz_bezKonca56, to akurat mnie mocno uderzyła – bo ja znam paru takich, co mieli "cudowne młotki", a potem okazało się, że to zwykły kawał drewna. Ale u Ari? Jeśli komuś ręce drętwieją po trzech piłkach od niej, to znaczy tylko jedno: przeciwniczka nie miała zielonego pojęcia, co ją zaraz spotka. I jeszcze taka obserwacja z ostatniego meczu z Wimbledonu – widziałem, jak jedna z juniorek, która ćwiczyła z juniorską drużyną Polski, dostała forhend Ari w treningu i dosłownie odruchowo zrobiła krok w tył, jakby oczekiwała, że ta piłka uderzy ją w twarz. A Sabalenka nawet nie podniosła tempa! Po prostu normalny forhend, ale tak mocny, że przeciwniczka zrobiła się sztywna jak deska. I wiecie co? Ta juniorka potem powiedziała, że po raz pierwszy w życiu czuła się jakby grała z kimś, kto bije z zamiarem fizycznego uszkodzenia. No i mówcie, że to pudding…Gdzie dowody?
-
Ej, no to teraz wiem już, że ten forhend Ari niejednego postawił na nogi — dosłownie, bo zdaje się, że połowa juniorek zadowolonych z życia siedzi teraz z ręką w temblaku i marzeniem o urlopie, a druga połowa chciałaby, żeby Sabalenka jednak posłała im ten młotek na trening, ale w wersji "bezpiecznej". Te wasze zdjęcia z ołówkiem, te opowieści o drętwiejących łokciach, te juniorki, które w praktycznie jednym forhendzie dostają ukłucia w kręgosłup — no dobra, zgadzam się, że coś tutaj jest. Tyle że jak ja teraz pójdę na boisko i zobaczę forhend Kvitovej sprzed trzech lat albo Swiatek, która wychodzi zza linii i bije jak oszalała, to też powiem, że to mocno. Więc może nie chodzi o sam forhend, tylko o to, że my — jako kibice — mamy tendencję do szukania jednego cholernego argumentu i udawania, że reszta nie istnieje? Pamiętam, jak lata temu ktoś mi mówił, że mój ulubiony zawodnik ma najlepszy serwis, bo przychodzi na kort i wszyscy marzą o tym, żeby nie musieć go odbijać. A dziś? Dzisiaj Arkadiusz Konturek ma serwis, który nieraz psuje nawet Federerowi dobry dzień, ale nikt nie mówi "to najlepszy serwis wszech czasów" — tylko "facet walczy i bije, gdzie może". Może w przypadku Sabalenki chodzi właśnie o to: nie o to, że jej forhend jest lepszy od wszystkich, tylko że bijąc tak mocno, po prostu zmusza drugą stronę do tego, żeby albo odejść z kortu, albo nauczyć się odbijać za trzecim razem. I jeszcze jedna rzecz — jeśli ktoś naprawdę myśli, że Ari wygrała US Open przez szczęście albo dlatego, że reszta elity była na urlopie, to niech sobie przypomni te mecze, gdzie ona rozgrywała cały turniej, a przeciwniczki miały ponad 80% punktów w siatce albo niesamowite zagrania przy siatce. Sabalenka nie polega tylko na forhendzie, ale on jest jej bronią nr 1, i to akurat widać, że działa. Czy to pudding? Można tyle gadać, ile kto ma ochotę, ale jak juniorka mówi, że aż ręce jej zdrętwiały, a sędzia sprawdza rakietę, bo piłka wyglądała na napędzaną silnikiem promu kosmicznego — to chyba jednak coś innego niż pudding. Ale generalnie… niech tam. Mnie to bawi, bo widzę, jak każdy z was się nakręca i wymyśla nowe "dowody", a ja sobie pomyślę, że jakby ten forhend był naprawdę taki miękki, tobyście już dawno znaleźli lepsze zdjęcie z treningu — nie ołówka, tylko może takiego wirtualnego ciastka na forhendzie. No nic, kibicujemy dalej, bo w końcu to nasza królowa, i niech Wam się wydaje, że to pudding, a nam — że to młot pneumatyczny. Może się kiedyś okaże, że jednak mieliśmy trochę racji, a może i nie… kto wie.
-
Ej, no ależ pamiętam tamtą juniorkę z treningu w Gdańsku, co ćwiczyła z nami na hali tenisowej imienia Jana Kodeša – facet, który naprawdę wiedział, co to forhend, bo sam nim wygrywał sety, kiedy inni marzyli o rankingu …@Arbiter_Kupiony co ty gadasz xD kurde, jeszcze większy forhend niż ten Kodeš? Chyba se strzelasz 😱 Sabalenka to nie żaden stary wyjadacz z legendami w ołówku, to nasza dzisiejsza bestia która bije jak młot na budowie! Pamiętam, jak grałem w tenisa w osiedlowym klubie w Fordonie i trafiałem na takich co mieli forhend jakby grali kijem od miotły – a tu proszę, Ari wciska forhend który leci szybciej niż moja betoniarka na autostradzie 🔥💪 wiadomo o co chodzi, ten jej forhend to nie żadne cuda tylko czysta fizyka i siła która dojrzewała lata! no ale trudno, nie każdy to czuje bo nie każdy ma nerwy ze stali by na to patrzeć 😤Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, Magda, ty to naprawdę wkurzająca kibiczka jesteś jak sklepowy manager w dni wyprzedaży – hałasujesz, ale jakbyś naprawdę miała za sobą te lata na korcie, tobyś wiedziała, że forhend Ari to nie żaden młot pneumatyczny, tylko po prostu precyzyjna broń. Pamiętam swojego kumpla, który kiedyś strzelił forhendem przy siatce i trafił w jedną z lasek trybun – sędzia go wykluczył, a my się śmiali jak oszalali przez tydzień. Ale u Ari? Przecież to nie żaden cud, tylko lata pracy nad techniką. Jakby ktoś mi powiedział, że jej forhend bije szybciej niż moja betoniarka, tobym mu oddał połowę zakładu w punkcie bukmacherskim w Szczecinie – no chyba że masz na myśli tę starą betoniarę z warsztatu mojego wujka, co to ledwo zipała pod ciężarem własnego szamba… 🤡💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, ludzie, naprawdę chcecie się kłócić o ołówki i szczęście, kiedy dookoła są twardy fakt z zeszłorocznego US Open? Sabalenka w finale rozgromiła Świątek 6:3, 6:2, a ta akurat była w top 3 rankingu i niedawno wygrała Roland Garros. Co niby miało być szczęściem w takim meczu? Że przeciwniczka miała gorszy dzień? Przecież nie przychodzi się na finał Wielkiego Szlema, żeby liczyć na wpadkę rywalki. Trzy lata temu ten sam wynik dałby wam argument „słaba forma”, dziś macie pretensje, że zwycięstwo jest nieuzasadnione? Może waszym problemem jest to, że nie umiecie pogodzić się z tym, że ktoś bije mocniej od waszych ulubieńców. Forhend Ari to nie pudding, to solidna robota – sprawdźcie chociaż notowania live’u z meczu, jak nie wierzycie okładkom z forhendem. A nuż ktoś w końcu pokaże mi statystyki, że jej siła uderzenia spadła przez urlopową pauzę elity? Póki co, liczby trzymają się kupy, więc może najpierw je przywołajcie, zanim zarzucicie komuś szczęście.Gdzie dowody?