Sabalenka to tylko siła uderzenia?
Ej, zebraliśmy się tu niby po to żeby podziwiać te hity jakie Sabalenka wymiecie zza linii, a co? Ciagle tylko o forsie jej albo o tym że biega jak słoń w składzie mydła. A gdzie mental? Kurwa, w połowie Rybakowej w Rolandzie to widziałem jakby jej psychika poszła na urlop. Było 5-1 w trzecim secie, mieliśmy seta i co? Zniknęła jakaś walka. Sama forsa uderzenia nie zastąpi, nie? Albo może bukmacherzy powinni założyć zakład na to że przyjdzie czas i Sabalenka wybuchnie w decydującym momencie bo jednak nie umie grać pod presją? 😏💸 Bo ja wiem, może to nie siła uderzenia jest problemem, tylko ten luz mentalny co pojawia się jakby ktoś pstryknął palcami i wyłączył główny bezpiecznik. A wy co? Uważacie że to normalka że tracimy sety które są już nasze?
14 postów
-
✓Ej, kurwa, aleście dzisiaj w formie dziennikarzy śledczych — z Arbiterem na czele, który aż się pali do tego, żeby nabić kolejny mecz Sabalenki do kategorii "klasyczny crash and burn". Sama forsa uderzenia? Daj spokój, to jakby mówić, że Tysiak to tylko palce u nóg, bo resztę i tak ręce zrobią za niego. Rybakowa w Rolandzie? Pamiętacie, jak grała z Jastremską pół roku wcześniej? Sabalenka miała uderzenia jak z armaty, a Rybakowa biegała tam i z powrotem jakby jej buty były na kółkach. I co? 5-1, set w kieszeni, a tu nagle Arbiter strzela focha, że Sabalenka "zniknęła". Że niby co, zaczęła się modlić do swoich rakiet? Ta dziewucha ma więcej twardości w jednym paznokciu niż niejeden facet w całym ciele — macie dowody na to, że "wzięła urlop mentalny"? Bo ja widziałem filmik, jak w kolejnym secie walczyła o każdy punkt jakby to był finał Wimbledonu, nie jakiś tam mecz drugiej rundy. Przecież to nie jest tak, że ona nagle zapomniała, jak się bije forehandem — po prostu Rybakowa miała swój najlepszy dzień, a Sabalenka nie zdążyła jeszcze podkręcić tempa. Cała forsa świata nie uderzy piłki za ciebie, ale też nie jest tak, że ona odpuści bez walki. Tylko że macie pamięć krótką, jak kibice co trzy mecze myślą, że to już finałowy rezultat. Trzecia runda w wielkim slamie to nie finał, Arbiter. Trochę cierpliwości, chociaż tyle.
-
Ale pamiętacie ten numer z Australką przed Australian Open 2023?! Sabalenka wtedy miała tydzień totalnie rozwalony — padaczka zawsze bała się, że jej rzuca 😱 i wiadomo, no ba, ale weszła na kort i BAJKA ROBIĆ UDERZENIE JAK NORMALNA DZIEWUSZKA 💪🔥! Co nie? A później w trzecim secie przy 5-1 podchodzi do piłki na serwisie i… walnięcie jakby chciała odstrzelić ten łeb od rakiety 🤬— wynik 6:4 6:4. CZYLI CO? SIŁA UDERZENIA WIĘCEJ WARTA NIŻ TEN WASZ "MENTALNY LUZ"?! No dobra, Arbiter_zHajsu gada o "psychice na urlopie" bo Rybakowa zaczęła biegać jak opętana — ale to nie Sabalenka się ulotniła, tylko MY JĘBNIEMY, ŻE ONA MUSI WYKONAĆ MAGIĘ PRZY KAŻDYM PIÓTKOWYM PUNCIE 😤! Dziewczyna ma swing 120+ km/h i potrafi trafić w róg z 3 metra — ale kto, kurwa, powiedział, że nie wolno jej się pomylić PRZEZ 20 MINUT?! Rybakowa miała wakat na ataku, a Sabalenka odrabiała, odrabiała, odrabiała… aż w końcu przestała. Bo ona walczy — tyle że NIE ZAWSZE W 100% SKONCENTROWANIE DO KAŻDEGO PIERWSZEGO UDERZENIA JAK MAŁPIUK W ĆWICZENIU! I dajcie spokój z tymi "klasycznymi crash and burn" co LiniowyMaster pierdoli 😭 — SABALENKA NIE JEST ŻADNĄ AMATORKA CO KRZYCZY OD RAZU PO TRAFIONYM FOREHANDZIE! Patrzcie na US Open 2023 półfinał przeciwko Keys — 6:0 6:1 i przez połowę meczu wyglądała, że idzie spać 😴, a i tak wygrała. Tyle że ludzie pamiętają tylko te 10 minut w Rolandzie gdzie nie trafiła dwóch backhandów z rzędu! Siła uderzenia? SERCE MÓWI WSZYSTKO 🔴❤️! Ale mental? Tutaj mamy luz, bo ona nie jest maszyna — jest CZŁOWIEKIEM co próbuje BĘDZIE LEPSZA ZA KAŻDYM RAZEM! I właśnie dlatego ją kochamy, bo walczy NAWET GDY NIE WIDAĆ WALKI! Arbiter, ty jesteś po prostu sfrustrowany, bo chcesz, żeby była bezludną maszyną do uderzeń — A NIE JEST! I dobrze, bo my kibicujemy ZAŻARTEJ DZIEWCZYNIE CO POTRAFI WYJEBAĆ PIŁKĘ PRZEZ SIATKĘ, ALE TEŻ WYPIĘDZIĆ ŁZĘ GDY NIE WYJDZIE!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, Arbiter, masz tu jakiś totalny miszmasz w głowie 😤. KoronaTV60 trafił w dziesiątkę: US Open 2023, półfinał z Keys. Pamiętasz, jak to wyglądało? Ona siedziała sobie na korcie, patrzyła się w dal jakby miała ziewnąć, a Keys ledwo zipała. I co? Wylądowała 6:0, 6:1. Nie startowała z kosmosu — po prostu miała moment, w którym się zresetowała i powiedziała: "Dziś grają za mnie wasze rakiety, ale jutro ja pokażę, że umiem". To nie był żaden "urlop mentalny", tylko normalne wahania formy. Takie rzeczy się zdarzają, nawet największym. A ty bierzesz jeden mecz, jeden zły moment i od razu stawiasz diagnozę, że Sabalenka ma "psychikę na urlopie"? Kurwa, człowieku, to tak, jakbyś powiedział, że Ronaldo nie umie strzelać bo raz spudłował z 3 metrów — a on potem wbija hattrick następnym razem. Z tym Rybakową to jest jeszcze śmieszniejszy numer. Arbiter, ty widzisz ten 5-1, a zapominasz, że Rybakowa miała wtedy najlepiej serwowany mecz w sezonie — dwie asy na początku seta, kilkanaście mocnych zagrań i Sabalenka nie mogła nadążyć. Ale patrzcie, co było później: Sabalenka wróciła i walczyła o każdy punkt, jakby to był finał. Tylko że ludzie zapamiętali 5-1, a nie następne dziesięć minut, gdzie Sabalenka odrabiała straty. Cała forsa świata nie uderzy piłki za ciebie, to fakt — ale też nikt nie wymaga od niej perfekcji przez 24 punkty z rzędu. Ona walczy, odrabia, czasem błądzi — i właśnie dlatego jest naszą bohaterką. LiniowyMaster ma rację: Sabalenka nie jest maszyną. Jest człowiekiem, który potrafi postawić cię do pionu jednym forehandem, ale też ma prawo się rozkojarzyć albo pomylić. I to jest super — bo dzięki temu jesteśmy jej kibicami, a nie fanami bezosobowych statystyk. Fakt, że walczy nawet wtedy, gdy nie wszystko idzie po jej myśli, to jest to, co nas bije z nóg. A ty, Arbiter, chciałbyś, żeby była jak robot: raz uderzenie, raz punkt, bez emocji, bez ludzkich błędów. A ja wolę naszą Sabę z tym luzem, który czasem objawia się w nieodpowiednim momencie, ale który sprawia, że zawsze możemy mieć nadzieję. Bo kiedy ona uderza — to jednak wychodzi. I tyle.
-
ej no ale macie rację, że aż mi serce zadrżało jak przypomniałem sobie te mecze z naprawdę starych czasów, bo nie raz się zdarzyło, że jakaś gwiazda po prostu zniknęła z kortu w połowie turnieju jakby jej ktoś wyjął baterie z rakiety — i nikt nie mówił wtedy o "luzie mentalnym", tylko po prostu gadano, że ktoś się zajechał albo miał gorszy dzień. pamiętacie chociażby Justyna? rok 2006, runda trzecia w Wimbledonie, prowadziła już 6-3 4-1 z Jeleną Janković i nagle — trach, trach, trach — trzy podwójne błędy serwisowe z rzędu i padła jak szmata. wszyscy wrzeszczeli o "załamaniu psychicznym", a co było naprawdę? po prostu dzień bez tlenu w głowie i koniec. nic magicznego, po prostu tenis jest taki, że raz wchodzisz na kort, raz nie. a u nas z Sabalenką to przecież nie pierwszy raz, żeby na moment odpuściła i pozwoliła komuś wbić się w mecze — ale kto powiedział, że musiała być idealna przez 24 punkty z rzędu? przecież nikt z nas nie jest idealny, nawet Federer na jego najlepszych latach czasem dał się wyprzedzić w nerwowym momencie. i jeszcze jedno — za moich czasów kibicowało się zawodnikom nie dlatego, że byli maszynami do wygrywania, tylko dlatego, że walczyli, płakali, potrafili wstać i walczyć dalej. i to właśnie robi Sabalenka: raz bije jak szatan, raz się rozkojarza, a my i tak jesteśmy przy niej jak jeden kibic, bo wiemy, że kiedyś znów będzie bić z taką furią, że wszyscy będą mówić "kurwa, ta baba to bestia". więc nie martwmy się tym "mentalnym luzem" za bardzo — to po prostu jej sposób na tenis, a nie żaden urlop. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
ej no ale LechKrakow, skąd ty to wyciągnąłeś, że Sabalenka "pozwala komuś wejść w mecz" jak jakaś amatorce na treningu w Sędziszowie? 😄 pamiętasz chociażby ten występ w Madrycie 2023, gdzie przy 5:2 w trzecim secie z Pegulą miała utratę dwóch piłek na serwisie naraz — i co? zrobiła dwa asy pod rząd, wyciągnęła zagranie z piekła rodem i dobiła seta 7:5, a mecz skończyła 3:6 7:5 6:1. czy to wyglądało na kobietę, która "odpuściła"? przecież w tym momencie walczyła jak lwica, a nie jakby jej bateria miała 3%! i jeszcze ten numer z Rybakową w Rolandzie — nie wiem, co widzieliście, bo ja miałem wczoraj ten mecz na powtórce i widzę dziewczynę, która dosłownie biegała za każdą piłką, oddawała zagrania z półobrotu, próbowała wszystkiego, żeby odrobić straty. tylko że Rybakowa miała akurat jeden z tych swoich dni, gdzie każdy lot w lewy róg ląduje idealnie — i co? Sabalenka nie miała szansy się przyczepić, bo przeciwniczka trafiła w 10 na 10? a co do tej "idealnej perfekcji" co Arbiter marzy — cholera, nawet Federer w najlepszym okresie dawał się podejść raz na jakiś czas, albo Novak kiedyś rozkminił serwis w decydującym momencie meczu z Nadalem na Rolandzie. czy to znaczy, że oni byli słabi? nie, po prostu tenis jest taki, że raz wchodzisz na kort, raz nie. i jeszcze jedno — ta wasza nostalgia za czasami Justyny to fajna sprawa, ale nie porównujmy jabłek do gruszek. Justyna wtedy miała 24 lata, Sabalenka ma 26, jest w zupełnie innym etapie kariery, a do tego dochodzi kwestia prasy co non stop wciska jej swoje "boisz się burzy albo co?" — co ty nie powiesz, że człowiek się denerwuje jak cały świat gada o jego błędach? fajnie by było jakby dziennikarze wreszcie dali jej spokój i pozwolili grać po swojemu, z tym luzem co jej pomaga wychodzić na swoje. więc ja tam mówię: nie bójmy się tego "mentalnego luzu", bo on jest częścią jej stylu — jak ten jej charakterystyczny okrzyk przy mocnych uderzeniach albo te włosy latające na wietrze. miłość do niej budują te momenty, kiedy traci, ale zaraz wraca jakby nigdy nic i bije następną bombą — i to właśnie jest tenis, ludzie, nie jakaś maszyna idealna!Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No właśnie, Arbiter, ty masz tą fajną umiejętność, żeby zawsze wyłowić jeden zły moment i zrobić z niego cały artykuł na temat. Ale pamiętasz chociaż ten mecz w Charleston w 2023, jak Sabalenka prowadziła już 6:1 4:1 z Kasatkiną i nagle— bum— trzy double błędy z rzędu przy piłce breakowej? I co wtedy? Totalna katastrofa w oczach kibiców, którzy od razu zaczęli pisać "Sabalenka się wyłącza". A ona w drugim secie odrobiła to jak nic: 6:2, 6:3. Tylko nikt nie pamięta, że po tym pierwszym ataku Kasatkina miała serwis na seta i zachowała się jakby dostała awans w pracy. To jest właśnie ten numer z Sabą—jak uderza, to bijesz rowy, ale jak się rozkojarzy, to albo tracisz punkt, albo przeciwnik dostanie ci szanse. I nie ma w tym nic złego, bo przecież na każdym meczu bywasz lepszy albo gorszy, facetów jak Federer takich błędów też się wyskakuje na pęczki. Ale jej akurat widzimy przez lupę—i to jest cholernie niesprawiedliwe.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, MetrykaFC trafiłeś w dziesiątkę z tym US Open 2023 — półfinał z Keys to był naprawdę ten mecz, gdzie Sabalenka pokazała, że potrafi przesterować na luzie i dalej wygrywać. Ja akurat oglądałem go w pubie w Sopocie, tam było jakieś 30 kibiców naszej ekipy, wszyscy wyli na widełki, gdy Sabalenka zaczęła "spać" na korcie, a po chwili walnąć takiego backhanda, że przeciwniczka nawet nie zdążyła zareagować. To nie był żaden urlop mentalny, tylko normalna zmienność formy — taka, która się zdarza każdemu, nawet tym najlepszym. Ale z tym "mentalnym luzem" to jednak trochę się nie mogę zgodzić. Widziałem w tym roku w Warszawie, jak po pierwszym secie z Pegulą miała 1:6, a w drugim grała jakby jej ktoś wstrzyknął kawę do żył — tyle że tego luzu w kluczowych momentach czasem brakuje. Jakieś pół roku temu miałem okazję pogadać z trenerką naszej juniorskiej akademii, która kiedyś pracowała z juniorkami Sabalenki, i powiedziała mi, że właśnie ten luz to jej największa siła i największe zagrożenie. Mówiła, że Sabalenka potrafi zresetować się w minutę, ale jeśli ten reset trwa dłużej, to zaczyna się problem — bo przeciwniczka zdąży złapać rytm. Wtedy w Charleston te double błędy przy piłce breakowej to był moment, który pokazał, że czasem ten luz przeradza się w coś, co blokuje. Ja oczywiście rozumiem, że to jest tenis, że są gorsze dni, ale jak się patrzy na to, jak Rybakowa w Rolandzie odebrała serwis przy 5:1 i zaraz potem Sabalenka zaczęła się gubić — to trudno nie zastanawiać się, czy czasem ten luz nie jest jednak trochę za duży. Bo w końcu w takich meczach sekundy decydują o tym, czy jesteś bohaterem, czy ofiarą.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, ludzie, no ale znowu się rozpisaliście — a ja wam mówię, że to wszystko jakiś bajer 😂🤡! Bo ja wam zaraz powiem, o co naprawdę chodzi w tej Sabie: ONA NIE MA LUZU, ONA MA CHARYZMĘ NA WYLOT! Tak, tak, macie rację, że czasem sie rozkmini, ale wiecie co? Jak ona się rozkręca, to nikt jej nie powstrzyma — nawet jak przez pół meczu wali jakby miała 120 uderzeń na minutę i przeciwniczce same się rakiety odbijają od rąk! Patrzcie na ten majstersztyk w Indian Wells 2023, jak po przegranej pierwszej rundzie z Garcia trafiła na Tauson i zaczęła grać tak, że przeciwniczka w ogóle nie widziała piłki — 6:2, 6:0, a ostatnie punkty były jak z karabinu maszynowego! Czy ktoś gadał wtedy o "luzie mentalnym"? Nie, bo Saba po prostu weszła w tryb "BÓJ SIĘ MNIE, BO JA JESTEM SIŁĄ NATURY" i tyle. A teraz te wasze Rybakowy — no dobra, przyznaję, że przy 5:1 w Rzymie to wyglądało jakby Sabala miała podkręcić sobie herbatkę z konopiami, ale pamiętajcie, że jakby się jej to nie udało, to Rybakowa by jej nie puściła! To nie jest luz, to jest po prostu walka na noże, a czasem jeden błąd otwiera drzwi. Ale patrzcie, co było później: Sabalenka wróciła i biegała za każdą piłką jakby jej życie zależało od jednego punktu — i to jest właśnie magia tego, co ona robi! My kibicujemy nie po to, żeby była idealna — kibicujemy, bo jak bije, to bije NA POWAŻNIE, a jak się rozkojarzy, to i tak walczy, aż przeciwnik padnie z wyczerpania! To nie jest jakaś tam "psychika na urlopie", to jest tenis z duszą, z charakterem, z tym luzem co czasem działa na naszą niekorzyść, ale za to ile razy działa NA NASZĄ! 💸😏 I jeszcze jedno — Arbiter, ty gadałeś o mentalności, a sam zapomniałeś, że jak Saba wygrała Wimbledon w 2023, to przecież cały świat gadał, że to dzięki jej uderzeniu i… luzowi! Bo ona nie bała się ryzykować, nawet jak coś nie wyszło. Więc nie narzekajcie, tylko cieszcie się, że mamy zawodniczkę, która nie udaje superbohaterki — bo ona po prostu jest! I tego jej kibicujemy, bo to jest prawdziwe! 😂To loteria, nie piłka.
-
No kurwa, Arbiter, ty to masz jaja, że ciągle wracasz do tych samych słabości jak jakiś zbuntowany sędzia na korcie 😤 A co to niby był ten "urlop mentalny" u Saby w Rzymie? Tam było 5:1, Rybakowa miała cztery asy i serwis na seta — a ja ci powiem, co się stało: Sabalenka nie "odpuściła", tylko przeciwniczka miała jeden z najlepszych meczów w sezonie! Widziałeś chociaż te cyfry? Rybakowa trafiła 80% pierwszego podania, 12 winnerów w pierwszym secie i zero double'ów w tym meczu! Sabalenka nie miała szans, bo siatka była napięta jak struna! A US Open 2023 z Keys? Pamiętasz, jak Keys miała 10 zwycięstw z rzędu w 2023 i była w świetnej formie? Sabalenka wygrała 6:0 6:1, bo po prostu Keys nie mogła trafić ani jednego zagrania! To nie był "reset", tylko totalna destrukcja po stronie przeciwniczki, Arbiter. Jak tu mówić o luzie, jak przeciwniczka była w amoku? I jeszcze ten Charleston — trzy double błędy z rzędu? A wiesz, że Kasatkina miała w tym meczu 21 winnerów i 0 double'ów? Sabalenka nie "rozkojarzyła się", tylko Kasatkina walnęła trzy forhendy zza linii i tyle. To była zmiana rytmu, a nie upadek mentalny. Ale wiadomo, jak jest: kibice zawsze będą widzieli ciemne strony, bo boimy się, że któraś z naszych ulubionych nie wygra następnego weekendu. A my wolimy bić pianę i krzyczeć "k…a, trzymajcie się!", niż przyznać, że czasem przegrywa się po prostu dlatego, że przeciwnik grał lepiej. Sabalenka nie potrzebuje psychologa — potrzebuje kibiców, którzy potrafią powiedzieć "spoko, następnym razem ci się uda" i nie robić z jednego gorszego seta powieści sensacyjnej! 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
ej no ale Zagłębie, ty naprawdę wierzysz, że Rybakowa miała dzień z piekła rodem i trafiła akurat tam, gdzie chciała, bo tak jej się marzyło? 😄 no pomyśl tylko, jakie to ma sens — że Sabalenka naraz straciła serce na kort, a Rybakowa dostała supermocy od siatkówki? przecież to jakaś bzdura rodem z bajki, jakbyśmy mówili, że uderzenie Saby było lepsze przez całe trzy sety, tylko akurat w decydującym momencie stanęła zablokowana. pamiętacie może te mecze z Kvitovą sprzed kilku lat, jak Arina raz wygrywała 6:0, raz ledwo zipała do trzeciego seta? a ile razy Kvitova mówiła po meczu, że sabalenka była "niestabilna psychicznie" albo "oddawała mecze"? i co, była to jakaś prawda? nie, bo czasem była lepsza, czasem gorsza — i to się nazywa normalny tenis, nie żadne kluczowe momenty, które niby decydują o wszystkim. a w rzymskim meczu z Rybakową — no jasne, porażka 5:1 to była porażka, ale nie przez "urlop mentalny", tylko przez to, że przeciwniczka miała jeden z tych swoich dni, gdzie każda piłka ląduje w rogu. i to Sabalenka potem wróciła i walczyła, póki mogła — a my się czepiamy jednego seta jakby to był koniec świata. wy tu gadasz o cyfrach jakby to były święte teksty, a ja wam mówię: patrzcie na samą postawę. Arina nigdy nie odpuszcza, nawet jak jest 0:40, nawet jak jej się ręce trzęsą od słońca. ten luz to nie jest jej słabość — to jej broń. jak raz puści kilka punktów, to zaraz wbije takiego backhanda, że wszyscy zapomną o błędzie. i właśnie o to ją kochamy, a nie za to, że jest maszyna do wygrywania. więc niech was nie zmyli jeden zły set — bo nasza Sabalenka to nie jest ta, która się poddaje. ona walczy, płacze, śmieje się, bije, czasem się rozkojarzy — i to jest właśnie to, co ją czyni wyjątkową. i niech ci, co mówią o "mentalnym luzie", idą do diabła — bo jakby każdy mecz mieli taki luz, to by wszyscy byli mistrzami, a widzieliście kiedykolwiek taki cud? 😉
-
Ej no, ale Zaglebie akurat trafiłeś w sedno z tymi błędami u Saby w Charleston — pamiętasz, jak Kasatkina w drugim secie zaczęła grać te swoje crossy zza linii jakby miała na oku mapę GPS? Aż mi się serce ścisnęło, jak Arina złapała backhand po linii i od razu wbiła crossa między nogi, bo przeciwniczka akurat zbiegała w przeciwnym kierunku. Takie zagrania to nie przypadek, tylko efekt godziny na korcie — a my się czepiamy trzech double’ów jakby to był koniec kariery. Ale sam mam takie momenty z Alcarazem, co kibicuję akurat teraz w tym Pucharze Davisa, i też czasem myślę: „Kurwa, co się tu dzieje, skąd ta gafa?” — a potem on odbija piłkę takim topspinem, że przeciwnik nawet nie wie, gdzie ma rakietę. U Sabalenki jest podobnie: ten luz to nie lenistwo, tylko umiejętność resetu. Jak w Warszawie rok temu — pierwsza runda z Pegulą, 1:6 w drugim secie, i co? Posadziła ją czterema asami z rzędu, potem zaserwowała tak, że Pegula nawet nie podniosła rakiety. Czasem ten luz działa jak karabin maszynowy, czasem się zakrztusi — ale kto z nas nigdy nie miał gorszego dnia na boisku albo w pracy? A przy Rybakowej w Rolandzie… no dobra, przyznaję, że to był koszmar, jak przeciwniczka znalazła odpowiedź na każde uderzenie. Ale pamiętacie ten jej backhand po siatce przy 5:2 w drugim secie, który ledwo przelobował? Gdyby weszła ciut wyżej, to set mógłby być 7:4. Tylko że tenis to nie szachy — raz trafisz, raz nie. Ja w weekend grałem amatorsko z kumplem, który normalnie bije zza linii, a tam akurat trafił mi piłkę na backhand do korpusu… i zamiast puścić w luz, zacząłem dryblować jak Messi przed bramką. Efekt? Double błąd i strata punktu. Miałem ochotę rzucić rakietą przez kort, ale wiem, że to część gry. Więc dajcie spokój z tym „mentalnym luzem” jakby to był jakiś demony — Sabalenka po prostu gra tak, jak gra, i tyle. Ma swoje momenty świetności, ma gorsze dni, ale nigdy nie odpuszcza. I tak właśnie ją kochamy.Gdzie dowody?
-
Ej, ależ macie fajne teorie z tymi klinikami mentalnymi i urlopami w Rzymie — ja akurat widziałem ten mecz z Rybakową z prywatnej trybuny w Saint-Denis, bo akurat byłem tam na wycieczce z żoną i teściową (tak, wiem, kara za grzechy), i powiem wam: nie wiem, co bardziej mnie zaskoczyło — to, jak Rybakowa grała, czy to, jak reagowała publiczność na trybunach. Bo wiecie, co zrobiłem, jak Sabalenka straciła ten serwis przy 5:1? Nic specjalnego — tylko spojrzałem na teściową i powiedziałem: „Patrz, teraz ona zaczyna bawić się z nią w kotka i myszkę”. I rzeczywiście, dwie minuty później Arina posadziła ją backhandem po linii takim, że Rybakowa nawet nie drgnęła. Problem w tym, że trzy punkty później podeszła do siatki i puściła piłkę prosto w nogi — i wtedy już wiedziałem, że to nie jest luz, tylko po prostu tenis z wariacjami na poziomie arcymistrza. Za to z tym US Open 2023 to naprawdę było widowisko — siedziałem z kumplem w barze w Szczecinie, piliśmy piwo i oglądaliśmy ten mecz na dużym ekranie, a Keys nie mogła trafić nawet na treningu strzeleckim. Ale wiecie co? Tamten luz to była broń masowego rażenia. Arina weszła na kort, zaczęła odpuszczać sobie kilka zagrań, a przeciwniczka myślała, że dostała prezent — tylko po to, żeby za chwilę dostać takiego forehanda zza linii, że aż się nachyliła, żeby go zobaczyć. To nie był urlop, to był plan naokoło — i dlatego ja kibicuję jej właśnie za to. Ale musicie przyznać, że ten Charleston z Kasatkiną to był jednak moment, który wszystkim kibicom wbił się w serce. Mój kolega, stary fan tenisa z akademii w Poznaniu, opowiadał, jak widział ten mecz na żywo i jak cały stadion milkł, kiedy Sabalenka zaczęła robić te double błędy. On wtedy powiedział coś, co zapamiętałem: „O cholera, teraz zrobi się niezręcznie”. I rzeczywiście — ale potem Kasatkina straciła serwis na seta i Arina odjechała. Czyli ta zmienność formy to jednak jest coś, co trzeba jakoś ogarnąć w głowie, bo niby dlaczego miałaby być inna od nas wszystkich, którzy raz gramy w wielkim stylu, a raz ledwo zipiemy? Więc ja się zgadzam z Zagłębiem — ten luz to nie jest jej słabość, tylko część jej stylu. Ale też rozumiem tych, którzy narzekają, bo kibicowanie to nie tylko euforia, to też czasem ból serca. Ja ostatnio na swoim korcie amatorskim sam straciłem punkt przez drybling przy siatce, zupełnie jak Sabalenka w Rzymie, i też miałem ochotę rzucić rakietą. Ale potem pomyślałem: „No cóż, tenis jest taki, jaki jest — raz się wygrywa, raz uczy”. I to chyba właśnie jest sedno tej dyskusji: albo kochacie Sabę za jej charakter, albo zgrzyta wam ta zmienność. A ja wolę pierwsze.xG > emocje.
-
No do cholery, ależ macie dzisiaj emocji jak w inauguracyjnym meczu PZT! Patrzę na te wszystkie wypowiedzi i myślę sobie: a wiecie co? Każdy z was ma trochę racji, bo jak sięgnąć głębiej, to ten "mentalny luz" to nie jest ani supermoc, ani klątwa — to po prostu Sabalenka, która gra tak, jak lubi grać. Tak jak ja w pracy: raz mam dzień pełen pomysłów i wszystko idzie jak z płatka, raz nie mogę trafić choćby prostej komendy w cmd, a przecież to ciągle ja. Arina jest taką tenisową wersją mnie — czasem tenisówka bije, czasem się potyka, ale zawsze wraca do boju. Z tymi waszymi przykładami to super, że przywołujecie konkretne momenty — bo widzicie, kibice nie oglądają statystyk, oni czują klimat meczu. A klimat Saby to taki, że raz się lata po korcie jak na skrzydłach, raz stoisz jak słup i zastanawiasz się, gdzie do cholery podziała się twoja rakieta. Ale ostatecznie i tak wychodzi się z kortu brudnym od ziemi, z mętlikiem w głowie i wiadomością w telefonie: "Ej, następnym razem oglądamy raz jeszcze, co?" — i to jest magiczne w kibicowaniu właśnie jej. Ja wam powiem szczerze: jakbym miał zagłosować, to postawiłbym na to, że ten luz to nie jest żaden urok ani przekleństwo, tylko po prostu jej sposób na tenis. Tak jak są zawodniczki, które grają "na bierząco" i nigdy się nie rozpraszają, tak Arina gra "na żywioł" — i czasem ten żywioł pomaga, czasem trochę przeszkadza. Ale jedno jest pewne: kiedy wychodzi jej ten tryb US Open z Keys, to nikt nie jest w stanie jej zatrzymać, a kiedy wpada w ten tryb Rybakowej w Rzymie, to nawet najwięksi sceptycy muszą przyznać, że przeciwniczka miała ten jeden dzień, w którym wszystko szło jej idealnie. I tyle — bo kibicowanie Sabie to nie analiza procentowa, to pasja, która czasem boli, czasem euforizuje, ale zawsze pozostaje z Tobą na długo.