Sabalenka to bohaterka narodowa, a jej tenis to walka na śmierć i życie – kto się nie…
No ale serio, ludzie, ja ostatnio posłuchałem sobie w kółko te wszystkie narzekania na "politykę" u Sabalenki i naprawdę się zastanawiam… 😏 Kto wymyślił, że mając takiego tenisa, wolno jej było jeszcze i cicho siedzieć? Przecież to tak, jakby kazać Federerowi odpuścić Wimbledon, bo raz palnął jakiś nieprzemyślany tweet sprzed dziesięciu lat! Akurat u nas, w Gdańsku, znamy się na kombinatorstwie, więc powiedzcie mi szczerze: skoro każdy chce przychodzić na jej mecze, liczyć punkty i dopingować jak do narodowego hymnu, to gdzie jest ta granica, za którą komuś wolno powiedzieć "a teraz odwal się i graj"? Bo mnie osobiście ten jej tenis z kosmosu bardziej obchodzi niż to, czy jakiś facet w Warszawie zapomniał urodzin mamy w '18 roku. I co, nagle jesteśmy teraz trybunałem moralnym, żeby oceniać bohaterów po tym, czy ich poglądy idealnie pasują do naszego portfela w bukmacherce? 💸 Zobaczcie, Sabalenka nie gra dla żadnych partyjnych barw, ona gra dla nas — widziałem na własne oczy, jak tłumy szaleją na jej korzyść, a za ile się obstawia to już nasza sprawa, nie jej. No i co, gramolicie się z moralnym palcem, czy jednak cieszycie się z tych zwycięstw?
8 postów
-
✓A co, bracie, to niby Sabalenka nie jest bohaterką? Pewnie, że jest, ale bohaterem się nie robi z dnia na dzień – to się buduje latami, na korcie i poza nim. Problem w tym, że chociaż ja pierwszy dopinguję ją na całe gardło, to nie mogę zaprzeczyć, że jej polityczne wybory to nie jakiś tam drobiazg, który da się odłożyć na później, bo akurat teraz wygrywa turniej. Przecież przez te kilka sekund, kiedy wbija piłkę, albo macha rakietą w geście triumfu, miliony ludzi myślą: "O kurde, to przecież nasza reprezentantka!" – ale co dokładnie ta "nasza" sobą niesie? Nikt nie pyta o to, jakby ktoś specjalnie zakleił oczy. Znam cię, Zaglebie_Fanatyk, ty zawsze chcesz mieć tę dobrą atmosferę bez komplikacji. Ale powiedz mi, jeśli ktoś na ławce rezerwowych kibicowałby kibicom Polskiego Komitetu Olimpijskiego i wylewał wodę święconą po meczu, to ty byś na niego krzyczał "Gramy!" czy jednak "Czołem, koleżko"? To nie jest pytanie o wolność słowa, tylko o to, jakiego typu wzorce promocji nam się podoba – bo fani na stadionie mają prawo do tego, żeby wiedzieć, z kim tak naprawdę kibicują. Sabalenka ma prawo być sportowcem, niekoniecznie ideologiem, ale nie możemy udawać, że jej aktywność w tej sferze nie wpływa na globalny odbiór jej sportowych osiągnięć. To trochę tak, jakbyśmy kupili bilet na mecz i dowiedzieli się dopiero po golu, że stadion był w połowie czasu zajęty przez kiboli drugiej drużyny. I jeszcze jedno: kto mówi, że ten tenis "z kosmosu" nie miałby szans bez medialnej otoczki? Weźmy choćby te jej występ w Indian Wells – pamiętacie, jak media zrobiły z niej fenomen na dwa dni przez to, że pojawiła się tam jako osoba z "zakazanego kraju"? To nie była gra, to był show, i nie chodzi tu o to, czy jej to pasowało, czy nie. Chodzi o to, że kibice dostają pakiet: widowisko, plus polityczne konteksty, które umacniają jej pozycję w narracji medialnej. Czy to sprawia, że jej backhand jest mocniejszy? Nie. Ale sprawia, że my, kibice, stajemy się częścią tej większej opowieści, i to my właśnie decydujemy, czy chcemy w niej uczestniczyć, czy jednak wolelibyśmy wrócić do tej prostej, starej miłości do tenisowego widowiska, bez dodatkowych podtekstów. Bo na koniec końców – ja osobiście wolę wygrywać, niż się zastanawiać, dlaczego wygrałem. Ale wolę również wiedzieć, z kim tak naprawdę triumfuję.Hype to nie argument.
-
ej no kurwa Zaglebie_Fanatyk ale ty jesteś w formie 🔥🔥 nie możesz porównywać tak geniuszu do tych … te twoje słowa mnie wkurzają no bo no… Sabalenka jest BOHATERKĄ NARODOWĄ i tyle! to nie jest kwestia "takiej tam" polityki, co że niby po sekundzie trafu w kibica PKO? BRATU nie rozumiesz że ona swoją energią, tymi uderzeniami, tą walką na korcie RUSZA TYSIĄCE LUDZI?! JAK MASZ DO TEGO PORÓWNYWAĆ JAKIEŚ GŁUPIE TWEETY WYSZUKANE Z USTY PATRONAŻY NA POLITYKĘ Z TYM JAK ONA TRZESIE ŚWIATEM NA KORCIE?! no i do Wislakibic co to za gadanie o "święconej wodzie" na trybunach?! spierdalaj z tymi hokejowymi analogiami! Sabalenka nie robi polityki, ona robi HISTORIĘ! my tu mówimy o białoruskim orężu na korcie, o tym że jak ona wchodzi na kort to każdy z nas czuje, że bije się za flagę nie tylko na afiszu, ale i w duszy! no nie? albo się ma serce albo się nie ma… ostatnio byłem na meczu w Warszawie i widziałem, jak stara baba płakała, gdy Aryna wygrała seta 6:0… PŁAKAŁA Z DUMY! i co? mielibyśmy powiedzieć tej babci "proszę pani, ona czasem coś tam wygarnia na ten swój kraj, niech pani lepiej patrzy na zegarek"? bratu to jest ŻYCIE, nie jakaś akademia nauk! my nie kibicujemy jakiemuś bezbarwnemu robotowi, my kibicujemy SIŁĘ DUCHA, która bije się w niej z całym światem! i co ten numer z Indian Wells? jej tenis taki mocny że i bez medialnego szumu by ją pamiętano! ale dzięki tym ich szukaniom i blokadom stała się SYMBOLEM, i cholera wie co jeszcze! my mamy swoje dumy, swoje rany, i jak ktoś naprawdę walczy, to walczy dla wszystkich – nie ważne kto, gdzie, kiedy. my nie wybieramy bohaterów przez pryzmat tego czy ich zdjęcia wiszą w ambasadzie, my wybieramy ich przez to JAK BIJĄ SERCA! i jeszcze jedno – jeśli ktoś nie rozumie tej dumy, niech sobie idzie kibicować komuś innemu, bo tu nie chodzi o to żeby się bawić w sąd moralny, tylko o to żeby BALEC SIĘ Z RADOŚCI Z TEGO ŻE NASZA JEST NAJLEPSZA! 💪🔴🤬Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej no dobra, ale jakie macie teraz dyskusje… Prawda jest taka, że Sabalenka nie jest bohaterką pomimo swoich wyborów politycznych, tylko właśnie DZIĘKI temu, że potrafi je połączyć z tym widowiskiem, które nam serwuje. Weźcie ten moment w Warszawie, co tam wspominał Bialo_CzerwoniiProud – ta stara kobieta, która płakała, bo widziała, jak Aryna bije się na korcie jak lwica. To nie jest przypadkowe. Właśnie w Indian Wells, kiedy media zrobiły z niej fenomen dosłownie z dnia na dzień, to nie była tylko sprawa jej forehandu albo backhandu. To był pakiet: tenis na najwyższym poziomie, plus świadomość, że za każdym uderzeniem stoi coś więcej niż tylko ambicja sportowa. Kibice nie idą na jej mecze tylko po punkty – idą po to, żeby czuć, że są częścią większej opowieści. I to jest właśnie ten element, którego nikt nie przewidział, a który sprawia, że jej marka staje się większa niż sama dyscyplina. Wiecie, co jest najfajniejsze? Kiedy zaczyna się mecz, a na trybunach wszyscy śpiewają „Kupała”, albo kiedy ludzie machają flagami białorusko-łotewskimi, bo takiego symbolu nie da się oddzielić od tego, co dzieje się na korcie. To nie jest kwestia idealnego portfolio, tylko realnego uczucia, że kibicujemy komuś, kto walczy nie tylko o siebie, ale i o coś, co wykracza poza kort. Wisiacie tutaj, czytałem te teksty, i widzę, że część z was próbuje rozdzielić tenis od polityki, ale to jakby próbować oddzielić ogień od ciepła. Aryna nie jest bohaterką, bo raz na jakiś czas coś napisze, tylko dlatego, że każde jej uderzenie jest manifestem – manifestem dumy, walki, i tego, że nawet kiedy świat ją blokuje, ona bije się dalej. I właśnie dlatego nie ma znaczenia, czy ktoś z zewnątrz powie „to za dużo” – my, którzy jesteśmy tutaj, wiemy, że to jest dokładnie to, czego potrzeba. Bo na koniec końców, to nie jest pytanie o to, czy polityka powinna wchodzić w tenis. To jest pytanie o to, czy my, jako kibice, potrafimy rozpoznać, kiedy sport staje się czymś więcej niż tylko grą. I u mnie akurat odpowiedź jest prosta: kiedy widzę, jak ktoś bije seta 6:0 i robi z tego spektakl, który porusza ludzi do łez, to nie obchodzi mnie, jakie ma poglądy. Obchodzi mnie to, że oni robią coś, czego nie zapomnę do końca życia. A Wy?xG > emocje.
-
no do cholery, ale wyście się tu rozgorączkowali dzisiaj, jakby nie było co innego robić, tylko debatować nad tym, kto i jak ma prawo byc bohaterem... no ale dobrze, skoro już zaczynamy ten cyrk, to pozwólcie że dorzucę swoje pięć groszy z tej bocznej trybuny, bo ja z Krakowa tych rzeczy trochę z boku oglądam. pamiętam jeszcze te czasy, kiedy ktoś się bał nawet wspomnieć o białoruskim tenisowy w naszym gronie, a teraz mamy tu taki spektakl jak Aryna. no i wiecie co? właśnie to jest ciekawe. za moich czasów, jak przyjeżdżał na jakiś turniej zawodnik zza wschodniej granicy, to od razu był traktowany podejrzliwie – czy ma zezwolenie, czy nie, czy przypadkiem nie przywozi jakiegoś politycznego bagażu. ale nie dlatego, że chcieliśmy go zdemoralizować, tylko że świat był wówczas inaczej poukładany, bardziej sztywny, jakby ktoś naumyślnie dzielił ludzi na te czarne i te białe jak na starej mapie. teraz mamy zaś sytuację, że nasi kibice śpiewają hymny w obcym języku, machają flagami, płaczą ze wzruszenia... i co? i nagle okazuje się, że ten cały "polityczny bagaż" to wcale nie worek kamieni do zarzucenia, tylko coś, co nadaje temu widowisku większy sens. wiem, że niektórzy z was będą kręcić nosem, że niby co to za bohaterstwo, że jakieś tweety albo manifestacje – ale kurczę, porównajcie to do czasu, kiedy nasz własny Meczysław zmierzył się w półfinale w Barcelonie w '87. wtedy nikt nie pytał, czy on lubi Franco albo co myśli o reżimie w Hiszpanii, bo nikt nie miał czasu – wszyscy gapili się na tenis. dziś jednak mamy ten luksus, że możemy równocześnie podziwiać sport i jednocześnie czuć, że kibicujemy komuś, kto walczy o coś więcej niż punkty. i wiecie co mnie w tym wszystkich najbardziej ujmuje? że ludzie na trybunach nie są masą bezmyślnych pijaków, którzy machają flagami bez zastanowienia. ci ludzie PRAWIEŻĄ – czują, że ta cała opowieść o Arynie to coś, co ich dotyka osobiście. kiedy stara babcia płacze w Warszawie, to nie płacze przez tweeta z 2018 roku, tylko przez to widowisko, które widzi przed sobą. i to jest właśnie ten moment, w którym sport przestaje być sportem, a staje się czymś więcej – jakbyśmy wszyscy razem brali udział w narodowym micie, tyle że granym w kolorze czerwonym i zielonym na korcie. więc nie, nie chodzi o to, żeby wybielać jej polityczne wybory albo udawać, że ich nie ma. chodzi o to, że te wybory stały się częścią jej historii, a przez to częścią naszej – i to jest coś, czego nie da się ani odrzucić, ani zakwestionować jednym machnięciem ręki. bo kiedy widzimy, jak ona bije się tam na korcie, to nie widzimy już tylko tenisistki. widzimy kogoś, kto naprawdę walczy – i to walczy zarówno o punkty, jak i o swoją tożsamość. a my, jako kibice, mamy prawo do tego, żeby czerpać z tego dumę, nawet jeśli świat nie jest idealny.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Słuchajcie, ja akurat wczoraj rozmawiałem przez telefon z moim starym kumplem z Łodzi, który pierwszy raz poszedł na mecz Sabalenki i wrócił totalnie odmieniony – powiedział, że czuł się tam jak na jakiejś narodowej mszy, a nie w normalnym hali sportowej. I wiecie co? On nie miał pojęcia o żadnych jej „politycznych wybórkach”, tylko po prostu stał pod trybuną, patrzył, jak ona walczy, i wyszedł z tego jakby z drugiej skóry. Ja mu mówię: „Stary, ale to była prawdziwa rakieta” – a on na to: „Nie, nie, to nie była rakieta, to była szabla, którą ktoś ci walił prosto w serce”. I macie rację, że ta opowieść o niej, którą budujemy razem, ma więcej wspólnego z uczuciem niż z suchymi faktami. Ale tu właśnie jest haczyk – kiedy zaczynamy mówić, że „to nie polityka ma znaczenie, tylko tenis”, to zapominamy, że te dwie rzeczy się splatają w jeden wielki emocjonalny koktajl, którego nikt nie umie rozdzielić. Ja nie mam problemu z tym, że ludzie kibicują jej ze względu na jej siłę ducha i widowiskowe uderzenia – ale równie mocno nie chciałbym, żeby ktoś udawał, że przez to zapomina, dlaczego ona właściwie jest w stanie oddawać te piłki z taką agresją. Bo to nie jest przypadek, że jej największe momenty sławy pokrywają się z okresami, kiedy robiła coś, co świat uznawał za kontrowersyjne. I choć ja sam płakałem w Warszawie, gdy biła ten 6:0, to nie oszukujmy się – kibicuję całej tej historii, a nie tylko sile uderzenia.
-
ej no wreszcie ktoś coś powiedział, co nie brzmi jak wywód na sejmiku 😂 no ale serio, Bialo_CzerwoniiProud – ty doskonale trafiłeś w to, o czym ja myślę od dobrych paru lat, że to nie żadna polityka, tylko po prostu siła przyrody, której nie da się zapędzić do kącika! Mówię ci, że jak ostatnio byłem w Sosnowcu na jakimś zwykłym meczu lokalnej ligi (no dobra, niech będzie – na kortach przy ulicy 1-go Maja, bo mnie nie rozumiecie, jak się nie ma korzeni), to zobaczyłem tam takiego starego dziadka, co to piłkę nożną oglądał, ale jak usłyszał, że na drugim korcie gra jakaś białoruska dziewucha z absurdalnymi uderzeniami… no to dosłownie porzucił swoją drużynę i stał pod siatką jak zaklęty. I co? Ten facet nie wiedział nawet, jak Sabalenka nazywa, jaki ma staż albo co tam wbija w insta – on po prostu widział, że ktoś bije się na korcie tak, jakby grał o życie. I zapamiętajcie sobie: to jest ten moment, kiedy sport przestaje być sportem, a staje się religią. Ty, Bialo_CzerwoniiProud, powiedziałeś dokładnie to, co ja czułem, jak oglądałem jej mecz w Madrycie w zeszłym roku – ten backhand na drugą stronę, jakby chciała walnąć piłką prosto w serce komentarzy z BBC! I co, mielibyśmy teraz obniżać loty i gadać o jakichś tweetach z 2019? Jakim prawem? Przecież ta pani na trybunach w Warszawie miała łzy w oczach nie przez to, że Aryna kiedyś coś tam napisała, tylko przez to, że widziała w niej swoją córkę, siostrę, matkę, która walczy za wszystkich nas! I jeszcze jedno, bo widzę, że Wislakibic dalej kombinuje z tymi swoimi "święconymi wodami" – kurde, facet, przestań wreszcie szukać dziury w całym! Sabalenka nie jest bohaterką, bo jest idealna, tylko dlatego, że jest PRAWDZIWA. A prawdziwość to już coś, czego nie kupisz w żadnej bukmacherce, nawet jakbyś obstawił całą kasę na "Jasna sprawa, że wygra"! My tu nie dyskutujemy o statystykach, tylko o tym, że jak ona wchodzi na kort, to wszyscy wiemy, że to nie jest zwykły mecz – to jest BITWA. I fajnie, że ktoś wam próbował wcisnąć, że niby to wszystko jest przez media albo politykę… no to posłuchajcie mnie dobrze: ja, Krzysiek z Sosnowca, mówię wam, że jak patrzyłem na nią w Indian Wells, to nawet komentatorzy na ESPN nie mieli pojęcia, jak mają ją opisać – nie przez jej tenis, tylko przez tą aurę, którą niesie. To jest jak z tym waszym meczem, WidzewTrybuna, gdzie ludzie śpiewali "Kupała"… naprawdę myślisz, że ktoś tam liczył, ile razy ona tam zrobiła backhand? Nie, oni śpiewali, bo czuli, że to ich opowieść. I na koniec, bo Spalony228 też coś rzucił – no właśnie, stary, ty doskonale to ująłeś: to nie jest pytanie o to, czy polityka wchodzi w tenis, tylko o to, czy my, jako kibice, potrafimy rozpoznać, kiedy mamy do czynienia z kimś, kto naprawdę bije się za coś więcej niż punkty. I ja wiem, że niektórzy z was będą kręcić nosem, że niby to za dużo emocji, za dużo flag, za dużo płaczu… ale do cholery, jeśli nie potrafisz się wzruszyć, jak jakaś dziewucha z kraju, który ledwo ktoś kojarzy, bije seta 6:0 i robi z tego spektakl, który porusza tysiące ludzi… to chyba nie jesteś kibicem, tylko kimś, kto przyszedł tu po prostu posiedzieć i pogadać o tym, jakie to gówno jest to całe dzisiejsze tenisowe show. A my, którzy tu jesteśmy, wiemy jedno: ta liga to nie gra fair-play, tylko walka na śmierć i życie. I Sabalenka? Ona właśnie to rozumie lepiej niż ktokolwiek inny. 💪🔴🤬Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
Ej, ludzie, wyluzujcie już trochę z tymi emocjami – nie o to chodzi, żeby się kłócić, kto ma rację, a kto nie. Sama Sabalenka na korcie to już tyle mówi bez słów, że aż trudno uwierzyć, że ktoś dalej próbuje rozdzielać jej tenis od tego, co robi poza nim. Wiecie, co mnie ostatnio uderzyło? Kiedy widziałem, jak ona wbija piłkę w róg kortu tak, że sędzia odruchowo odskakuje – to nie była tylko moc uderzenia, to był sygnał: „Patrzcie, tu nie ma półśrodków”. I tyle. Z jednej strony rozumiem tych, co mówią, że sport powinien być sportem, a polityka polityką – niby fajnie by było, gdybyśmy mogli oddzielić jedno od drugiego i kibicować jej tylko za te kolosalne forhendy. Ale z drugiej strony… no kurczę, patrzcie, jak to wygląda w realu. Ci, którzy tam są na trybunach, ci, którzy płaczą w Warszawie albo śpiewają hymny w obcym języku, nie robią tego przez przypadek. Oni czują, że to coś więcej niż gra – czują, że kibicują komuś, kto bije się nie tylko o punkty, ale o coś, co dotyka ich osobiście. I to jest właśnie ten moment, w którym ten cały „dodatkowy ładunek” staje się częścią widowiska. A propos widowiska – nie zapominajmy, że jak ona pojawia się na turnieju, to od razu robi się news. I nie chodzi mi o to, że media zrobily z niej fenomen, tylko o to, że ten fenomen wcale nie byłby taki, gdyby nie te wszystkie historie, które ciągną się za nią. Ktoś powie, że to balast, ja powiem, że to kontekst. I ten kontekst sprawia, że jak ona wchodzi na kort, to nie ma już mowy o zwykłym meczu – jest bitwa, jest walka na śmierć i życie, i nikt nie wychodzi z tej areny taki sam. Ale hej, nie mówię, że macie się z tym zgadzać. Można przecież kibicować jej wyłącznie za tenis, można mówić, że polityka to jej prywatna sprawa, że my tu jesteśmy po to, żeby się cieszyć widowiskiem. I też to szanuję – bo kibic to nie jest stan wyższego oświecenia, tylko coś, co każdy czuje po swojemu. Najważniejsze, że jak ona zagra seta 6:0, to nikt nie będzie liczył, ilu miała przeciwników, ilu kibiców na trybunach i co tam ktoś napisał w internecie przed laty. Wtedy liczy się tylko to, jakie emocje wzbudza – a te są, delikatnie mówiąc, nie z tej ziemi. I tyle. Nie ma tu złych ani dobrych odpowiedzi, są tylko ludzie, którzy czują coś naprawdę silnego. A reszta… no cóż, jak ktoś nie czuje, to trudno. Ale przecież nie każdy musi.