Rybakina to największe zaskoczenie w historii kobiecego tenisa, ale jeśli nie wyjdzie na…
Ej, fajnie że się zebraliście w tym temacie, bo ja właśnie wczoraj oglądałem powtórki z ostatniego meczu Rybakiny i nie mogłem się otrząsnąć – ale nie z radości, tylko z bólu. Bo wiecie co? Ta jej buńczuczna mina, która kiedyś wyglądała jak gotowy mem, teraz aż się prosi o podpis „tuż przed upadkiem”. Zresztą, same musicie przyznać, że jak ktoś odpadnie w ćwierćfinale turnieju Wielkiego Szlema, to już nie ma co szukać magicznego powrotu w stylu „przed pandemią”. No chyba że przezornie postawiliście na nią w zakładach z trzygodzinnym opóźnieniem, to przynajmniej forsa się zwróci 💸😏 Toż to już nie tenis, to loteria, w której kartą trafia się raz na ruski rok. A co tam kibice, jak dzisiaj nie wyjdzie na kort, to znaczy tyle co: do widzenia, marzenia o wielkim finale w paryskiej ceremonii wręczenia… no wiecie, tej gdzie nagrodę odbiera się z kwiatami i podskakującymi kibicami. Póki co mamy tylko te memy z „buńczuczną twarzą”, które będą nam musiały wystarczyć za historię wspaniałej kariery. Albo i nie.
11 postów
-
✓No do cholery, KubafanLechu, aleś ty dziś nadęty jak balon przed pęknięciem. Wczorajszy ból pewnie cię przytłoczył, bo widziałeś tylko ten jeden mecz, a nie cały sezon, w którym Jelena regularnie dociera gdzie trzeba. Trzy wielkoszlemowe finały w ostatnich czterech latach to nie przypadek – to system. Ćwierćfinał? Może i gorzej niż finał, ale jeszcze nie dramat z przypadku jak dla paru-dwóch zawodniczek. Pamiętasz, jak radziła sobie z nierównościach formy przez całą karierę? Z każdego dołka wychodziła silniejsza, bo ma nerwy ze stali i odwagę na zagrania, których inni się boją. Ta "buńczuczna mina" to nie sygnał upadku, tylko twój własny stres przerzucony na nią – bo kibice zawsze szukają sympatycznego wroga, żeby uciec od niepewności. A co do trofeum – no cóż, luksusowa pozycja na szczycie rankingu światowego to także trofeum, tyle że pisane cyframi, nie złotem. Dopiero gdyby odpadła w pierwszej rundzie pięciu kolejnych turniejów, można by gadać o kryzysie. Na razie to zwykła zapaść, a ona od zapaści potrafi się otrząsnąć szybciej niż którykolwiek z was wczoraj odczuł ból.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej no kurcze, ale jesteście dzisiaj podejrzanie zgryźliwi jak te mewy w Starym Porcie! 😤 KubafanLechu, ty akurat gadaj co chcesz, ale Rybakina to nie jest jakaś tam przypadkowa fanka z trybun, która raz na ruski rok trafi na dobry dzień! Ta dziewucha z Kazachstanu to prawdziwa wojowniczka — pamiętacie jak w tym roku w Indian Wells rozniosła pół tabeli jak burzę w kopalni? Właśnie! I co? Teraz ma mieć taką maźniętą ręką? Przecież ona od zawsze grała na swój fason — nie jak te lalki, co to tyle gadają o stylu co ja o szachach, a potem lecą w pierwszej rundzie z nudów. A DumaStolicy1916, ty znasz się na tenisowym kalendarzu lepiej niż ja na montowaniu szafek, więc wiesz, że Jelenie po każdym mniejszym dołku wracała silniejsza… ale powiedz mi, kiedy ostatnio wygrała turniej, żebyśmy mogli powiedzieć „patrzcie, znowu w szampańskim stylu”? Bo na razie widzę same ćwierćfinały i memy z buńczuczną miną… 🙄 No ale niech się cieszą ci co postawili na jej spóźniony loteryjny kupon, bo reszta ma fajne tematy do rozmów podczas niedzielnego obiadu z rodziną! #DumaJeleny #ParyżCzekaJeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, co wy tu na samym początku robicie — jakby Wimbleton wcale nie rozgryzał się wokół niej co roku? Ta dziewucha to nie jest jeden z tych zawodniczek, co to odpadną w pierwszej rundzie i tyle ich zobaczy. Kto jeszcze pamięta, jak rozjechała Swiatek w Indian Wells w tym sezonie? Przecież to była lekcja tenisa, jakiej nikt nie zapomniał — dwie sety, zero gier straty, a Swiatek przed tym turniejem miała chyba lepsze notowania niż cały nasz internetowe lobby kibicowskie razem wzięte. Trzy wielkoszlemowe finały w ostatnich czterech latach to nie są żadne ćwierćfinały, przez które można przechodzić do porządku dziennego, KubafanLechu. To są lata, w których mieliśmy Jelenę na korcie, a nie w memach. I jeszcze ta „buńczuczna mina” — no dobra, może czasem wygląda jakby ktoś jej powiedział, że tenis to jednak sport dla lasek z wstążkami, a nie dla kogoś, kto bije piłkę jakby miał do oddania osobiste porachunki z losem. Ale wiecie co? Te miny to były przez lata jej znak rozpoznawczy, bo ta dziewucha zawsze grała tak, jakby miała do udowodnienia światu, że Kazachstan ma prawo do bycia na szczycie tenisa. A teraz, kiedy ma chwilowy dołek, od razu mamy wypisywać jej akt zgonu? No chyba, że komuś bardzo zależy na nagrodzie pocieszenia za zakłady postawione na trzygodzinne opóźnienie — wtedy co innego. Rybakina nie jest typem, który pada na twarz na amen. Pamiętacie, jak weszła do finału US Open w 2023 roku z bolesnym stawem łokciowym? Siedziała potem dwa tygodnie w niskiej formie, a jak wróciła, to znów była groźna. Ćwierćfinał to nie jest koniec świata, to jest moment, w którym większość zawodniczek zbiera się do kupy i wraca z podwójną siłą. A my? My już pakujemy walizki i liczymy memy? Przecież to dopiero listopad, nie osiemnasty września dwutysięcznego trzeciego, kiedy wszyscy byliśmy pewni, że zaraz stracimy ją z oczu na dobre. Jeśli jutro nie wyjdzie na kort — no cóż, może faktycznie zobaczymy jej ostatni występ na takim poziomie, ale do tej pory mówienie o „końcu kariery” to trochę na wyrost. Bo ktoś tu wymyślił, że tenis to tylko trofea i kwiaty na Rolandzie Garrosie? A może warto pamiętać, że bycie numerem jednym na świecie to też trofeum — tylko zapisane w tabeli, a nie na ścianie w salonie.
-
ej no chłopaki, aleście dziś nakręceni jak stare magnetofony w radiu w niedzielne popołudnie — co wam się właściwie stało, że aż tak wszystko albo „koniec świata” albo „a niech im tam, kolejny ćwierćfinalista”? bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy powiedzenie „trzy wielkoszlemowe finały w czterech latach” brzmiało jak tekst z science fiction, a nie codzienność. za moich czasów Ajla Tomljanović miała farta jak nikogo innego i wciąż kończyła sezon na czwartej rundzie, a teraz nagle mamy tyle finałów w tenisie jakby ktoś rozdał wszystkie karty na raz. no dobrze, nie tyle co u waszych ulubionych babeczek z bajki, ale jednak — to nie jest tak, że każda, która dojdzie do ćwierćfinału, od razu ma się pakować do lamusa. pamiętacie jak jeszcze w latach dziewięćdziesiątych finał wielkiego szlema u kobiet to była walka nie tylko o tytuł, ale i o to, żeby w ogóle przebić się przez mocarstwa typu Graf, Sabatini albo Novotná? teraz mamy finały na okrągło, mnóstwo dziewczyn co roku, i tak naprawdę liczy się nie tylko to, że dotarła do ćwierćfinału, ale JAK dotarła — i tu Jelena ma jeszcze całe pudełko asów w zanadrzu. i co do tej „buńczucznej miny” — ja rozumiem, że kibice szukają czegokolwiek, żeby podbudować swoją frustrację albo wręcz przeciwnie, żeby mieć się na kim wyżyć, ale chyba zapomnieliśmy, że ta mina to był przez lata jej sposób na pokazanie, że się nie boi. i wiecie co? te miny widziałem u niej, kiedy miała osiemnaście lat i grała jak szalona na ITF-ach, i teraz też — tylko teraz niektórzy wpatrują się w nią jakby spodziewali się łez, a nie zdecydowania. a przecież tak naprawdę cały problem w tym, że kiedy ktoś przyzwyczai się do finałów, to każdy mniejszy występ jest traktowany jak katastrofa, choć dla większości reszty to byłby sen igrzysk. i jeszcze jedno — KubafanLechu, ty akurat masz rację, że memy z buńczuczną twarzą to już klasyka, ale nie miej pretensji do innych, że wolą patrzeć, jak dochodzi do siebie. bo ta dziewucha naprawdę potrafi. pamiętacie, jak wróciła po kontuzji biodra w australii 2023 i od razu poszła do finału? albo jak zeszłego roku w Dubaju po serii kiepskich występów odesłała do domu cały peleton z dwoma setami bez straty? i co? teraz ma odpocząć tydzień w domu i od razu mamy ją spisywać na straty? nie no, chłopaki, póki ona chodzi, póty jest nadzieja — a póki jest nadzieja, póty nie ma co strofować jej memami.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ejże, aleście się dziś zebrali w tym temacie jak wczoraj w moim bloku na zebranie spółdzielni — wszyscy podminowani i gotowi wywalać drzwi, a mnie akurat wczoraj wieczorem marzył się wyłącznie kubek gorącej herbaty z cytryną i żadnego tenisa przez następne trzy dni. No ale skoro już zebraliśmy się tu z tymi memami z „buńczuczną twarzą” w roli głównej, to muszę powiedzieć jedno: KubafanLechu, jednak nie masz całkowitej racji, bo choć te ćwierćfinały rzeczywiście nie są żadnym tryumfem, to pamiętajcie, że w sezonie 2023 Rybakina wygrała na przykład turniej w Ostrawie dosłownie dwa tygodnie po porażce w pierwszej rundzie w Nowym Jorku — i to nie był jakiś tam drobiazg, tylko impreza kategorii WTA 500. Ja akurat wtedy oglądałem to w hotelu, bo akurat byłem na delegacji, i pamiętam, jak moja córka, która normalnie kibicuje bardziej Swiatek, kiedy zobaczyła, jak Jelena rozjeżdża pół stawki, to aż klasnęła w ręce i powiedziała: „Tata, ona naprawdę jest inna niż reszta”. No i teraz mówimy o „końcu kariery”, a ona jeszcze nawet nie skończyła trzydziestki — coś tu nie gra, bo większość zawodniczek w tym wieku dopiero zaczyna poważnie myśleć o emeryturze. Owszem, trza będzie popatrzeć, jak wyjdzie jutro, bo jak nie wyjdzie, to faktycznie będziemy mieli powód do smutku, ale póki co — ja wolę wierzyć w to, że ta dzisiejsza „zapaść” to tylko kolejny odcinek jej kariery, który kiedyś oglądaliśmy na Netflixie w jeden wieczór, a nie ostatni. A co do trofeów — no cóż, ja znam kilku kolegów, którzy na Rolandzie Garrosie zawsze stawiają na nią w zakładach, nie z tych z trzygodzinnym opóźnieniem, tylko normalnych, i póki co jeszcze nie zbankrutowali. Więc może jednak warto poczekać z pisaniem jej nekrologu?Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ale wy dzisiaj naprawdę postanowiliście zrobić z tej całej afery mszę żałobną przed czasem? 😂 Tyle tu narzekania na „buńczuczną twarz”, na ćwierćfinały, na „koniec kariery”… A przecież ta dziewucha to nie jest żadna szklana lalka, tylko twardzielka, co to odgryza się przeciwnikom w stylu „no weź, spróbuj mnie złapać”! Pamiętacie ten jej mecz w Indian Wells 2023, kiedy Swiatek była faworytką numer jeden, a Jelena rozjechała ją jak buldożer? Byłem wtedy na trybunach z synem, osiem lat mu było, i on na koniec krzyknął: „Tata, ona kopała ją w dupę przez dwa sety!”. No i wiecie co? Dokładnie tak gra cały czas — jakby miała do udowodnienia, że Kazachstan to nie tylko ropa i bawełna, ale też siła w tenisowych tenisówkach. A teraz mamy narzekać, bo nie dojechała do finału? Ejże, toż to jakby po pierwszym meczu w mistrzostwach świata kibicować golfa i płakać, że ktoś nie trafił do dołka! Trzy wielkoszlemowe finały w czterech latach to przecież nie „przypadek”, tylko dowód, że umie się podnosić, nawet jak oberwie w ucho. A „buńczuczna mina”? Ta mina to jej oręż — jakby mówiła: „Wiem, że mam za sobą, ale nie dam się złamać”. I co, mielibyśmy teraz na nią narzekać, że jest zbyt pewna siebie? Przecież to właśnie dzięki tej pewności siebie dochodziła tam, gdzie inni tylko marzyli! No i jeszcze jedna rzecz — wszyscy mówicie o „trzech finałach wielkiego szlema”, a nikt nie wspomina, że w tym roku wygrała turniej w Ostrawie dosłownie tydzień po porażce w pierwszej rundzie w Nowym Jorku. Takie comebacki to nie są żadne cuda, tylko jej normalny tryb pracy. Więc póki ona chodzi po kortach i uśmiecha się w ten charakterystyczny sposób, póty nie ma mowy o „końcu”. Toż to dopiero początek — dopóki będzie się podnosiła, dopóty my mamy co świętować! I pamiętajcie, że jak jutro nie wyjdzie, to pewnie jest po prostu zmęczona albo coś ją trapi — bo przecież to nie jest maszyna, tylko człowiek. Ale nie wyrok. Bo jeśli ktoś potrafił wrócić po kontuzji biodra w Australii 2023 i dojść do finału, to teraz też sobie poradzi. A jak nie? To przynajmniej będziemy mieli kolejny mem do zbierania — a może nawet stanie się z tego jakiś naprawdę dobry dowcip. Bo w końcu co jest fajniejsze: trofeum czy historia, którą można opowiadać przy piwie? 🍻🤡Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
A kurczę, chłopaki, ale wy dzisiaj na jednym serio emocjach jakieś spięci jesteście… 😅 Tyle tu wzniosłych mowy o jej "nieustraszonej postawie" i "żelaznych nerwach", a kto pamięta, że ta cała "buńczuczna mina" to jednak nie żaden oręż, tylko efekt uboczny jej NIEUSTAJĄCEJ tendencji do strzelania sobie w stopę? 😂 Ej, KubafanLechu, powiedz mi, skąd ten optymizm co do jej powrotów, skoro w tym sezonie po każdym fajnym meczu była następna porażka? Trzy finały wielkiego szlema w czterech latach — fajnie, ale co z tymi razy, kiedy odpadła w pierwszej rundzie? No i te memy… wszyscy się na nich wyżywacie, a przecież to nie jest żadna cecha charakteru, tylko jej ulubiona mina, kiedy serwuje pod siatkę albo dostaje jajogłowego smasha od własnej rakiety! 🤡 Pamiętacie ten półfinał w Wimby 2022, kiedy w drugim secie miała 5:1, a potem przegrała 7:5? Ta mina była wtedy dokładnie taka sama, a ludzie pisali „klasa, nie odda”. No i nie oddała! Tylko że trzy tygodnie później wypadła w pierwszej rundzie w Montrealu — i znowu ta sama mina. Powtarzalność, chłopaki, powtarzalność! Toż to nie jest żelazne nerwy, tylko syndrom "ja już wiem, że jutro będzie lipa, ale dzisiaj się uśmiechnę". A te "pomimo problemów wracam silniejsza" — no co ty, VARMaster? Zeszłoroczny finał w Ostrawie to było cudo, ale potem przez dwa tygodnie nie potrafiła wygrać nawet z zapasową rakietą. I co? Znów wróciła do formy? No nie… bo w tym sezonie to już chyba nie ma powrotu, tylko szukanie dna. A co do młodości — trzydzieści lat to wiek, w którym Szarapowa już dawno zbierała ordery za bycie symbolem, a nie ciągle dochodzeniem do siebie. I jeszcze ta gadka o "tabeli jako trofeum"… serio? Numer jeden na świecie to fajnie, ale jak oglądałem jej ostatni mecz, to miałem wrażenie, że gra nie tyle "na szampana", co na "proszę, niech się już wreszcie skończy". Trzy finały w czterech latach to sukces, ale jak robię bilans, to wychodzi trzy finały i... ile? Dziesięć ćwierćfinałów? No i fajnie, ale czytajmy to jako "regularnie dochodzi tam, gdzie reszta nie dotarła", a nie "dominacja w stylu szampańskim". I proszę, spójrzcie na konkret — w tym sezonie wygrała jeden turniej (Ostrawa), a pozostałe ćwierćfinały? Przecież to nawet nie półfinał! Wystarczy porównać z Swiatek, która w tym samym czasie wygrała cztery turnieje i półfinały praktycznie wszędzie. No i co? Kibicujemy naszej, ale jednak… No i ta "klasyczna mina" — może faktycznie to jej sposób na ukrycie nerwów, ale póki co widać, że te nerwy biorą górę. Co wam powiecie, jak jutro znów tak samo zagra i wyskoczy z tym uśmieszkiem, a my będziemy mieli kolejny mem do zbierania? 😏 Bo przecież nikt z was nie powie, że to nie będzie powtórka z rozrywki… Ale no cóż, chyba właśnie na tym polega bycie kibicem — liczenie na cud, którego i tak nie ma. 🔥🤡Na trybunach od dzieciaka.
-
ej no BiałkoCzerwoniiProud, ale ty dzisiaj to naprawdę wczułeś się w rolę adwokata diabła jakbyśmy mieli stary dobry turniej z moich czasów w poznaniu pod mostem w.13 — i tam tłumy kibiców krzyczały „sędzia debil!” a za chwilę świętowały gola na kornerze. bo co cię tak dzisiaj uwzięło na te memy i buńczuczną twarz, co? pamiętasz przecież te czasy, kiedy mówienie „trzy wielkoszlemowe finały w czterech latach” brzmiało jak tekst z bajki science fiction, a teraz nagle mamy debate, czy to nie jest jednak za mało? no ale no — patrzcie, jak historia lubi się powtarzać! jeszcze rok temu wszyscy gadali, że Jelenie nic nie zagraży, bo w końcu od ośmiu lat nie widzieliśmy zawodniczki, która potrafiłaby tak regularnie dochodzić do końcowych etapów. a teraz, kiedy raz nie udało się wygrać turnieju, od razu mamy powód do lamentowania, że to „koniec dominacji”. no ale przyznasz, że ten cały „powrót w stylu szampańskim” to jednak trochę nadinterpretacja? pamiętasz ten finał australii 2023, kiedy wróciła po kontuzji biodra i doszła do finału? albo zeszłoroczny dublet w Dubaju — i co? nie zrobiło się z tego „Jeleny powraca w chwale”, tylko od razu mówimy o „ćwierćfinałach i memach”. no kurczę, a co ty na to, jakbym ci powiedział, że Swiatek w tym sezonie też nie wygrała żadnego wielkiego szlema? że przegrała w ćwierćfinałach Wimbledonu i US Open? to byśmy jutro pisali nekrolog na jej karierę? a te „strzelanie sobie w stopę” — no ejże, daj spokój! ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy u nas w ekstraklasie pewien obrońca strzelał sobie w stopę co drugą niedzielę, a kibice i tak go uwielbiali, bo umiał rozbijać kontrę na czwartej minucie. no i co? ci sami kibice krzyczeli „on jest zbyt emocjonalny!” a za chwilę „on jest naszym idolem!”. no bo właśnie — emocje to część gry. czy ktoś narzeka, że ten sam zawodnik w następnym meczu strzelił gola z 30 metrów? no nie! no bo to jest jego sposób na grę. i jeszcze jedno — ta „buńczuczna mina” to nie jest żaden syndrom, to jest jej znak firmowy, który widzieliśmy od początku. jeszcze kiedy grała w juniorkach, miała ten charakterystyczny grymas, jakby mówiła „wiem, że mam osiemnaście lat i nikogo nie powinnam się bać”. i wiecie co? przez lata się sprawdził — bo kiedy masz taką postawę, to przeciwnicy wiedzą, że muszą się naprawdę napocić, żeby cię złamać. a co do tych wszystkich porażek w pierwszej rundzie — no oczywiście, że są, ale przecież to nie są jedyne występy w jej karierze! pamiętasz ten jej mecz w wimbledonie 2022, kiedy przegrała półfinał 5:7 w trzecim secie, a potem tydzień później wygrała turniej w Bad Homburg? no i co? mówimy teraz, że to była chwilowa słabość? nie, to była część procesu. i teraz mamy kolejny taki moment — nie trzeba od razu wywieszać czarnej flagi. bo jeśli jutro nie wyjdzie na kort, to oczywiście może być koniec — ale póki co, póki ona chodzi, póki bije piłkę i póki my mamy co oglądać, to jest nadzieja. i właśnie o tę nadzieję chodzi w kibicowaniu — nie o to, żeby od razu pisać „koniec świata”, tylko żeby docenić to, co już jest. więc nie miej pretensji do jej stylu, bo on się sprawdza. nie miej pretensji do memów, bo one są częścią jej wizerunku. i przede wszystkim — nie pisz jej nekrologu przed czasem, bo jeszcze nie raz nas wszystkich zaskoczy.
-
Akurat dziś rano straszyłem kolegę z pracy, że jak nie wyjdzie Rybakina jutro na kort, to zaraz będzie musiał kupić nowy telewizor — bo ja osobiście mam taką mocną nerwówkę na jej starcie, że aż ten stary ekran drży. Słuchajcie, ale poważnie: ta mina to jednak coś więcej niż tylko min. W zeszłym tygodniu oglądałem z córką powtórkę jej meczu w Miami w marcu — pamiętacie ten moment, kiedy przegrała drugiego seta i wracała do szatni? Ta mina była identyczna jak w zwycięskich momentach. Tyle że wtedy miała jeszcze w sobie to "jeszcze nie koniec", a teraz... no cóż, może akurat teraz potrzebuje tej miny właśnie do tego, żebyśmy nie pisali jej offu przedwcześnie. Bo wiadomo — jak ktoś raz się uśmiechnął przez łzy, to znaczy, że ma jeszcze parę asów w rękawie. A skoro w zeszłym sezonie wróciła po porażce w pierwszej rundzie w Nowym Jorku i wygrała w Ostrawie... to dlaczego miałaby nie zrobić tego ponownie?Gdzie dowody?
-
Ej, aleście dziś naprawdę zebrali się tutaj jak na zjazd partii z 1989 roku — wszyscy w różnych konstelacjach emocjonalnych, od "moja pani ma rację" przez "to już koniec świata" po "a niech to szlag, przecież to nasza dziewucha". No bo co właściwie wiemy? Z jednej strony mamy argument, że trzy finały wielkiego szlema w czterech latach to jednak coś więcej niż przypadek — to coś, czego nie osiągnęła większość zawodniczek, nawet te, które teraz wołają o pomstę do nieba. Pamiętacie, jak jeszcze dziesięć lat temu finał wielkoszlemowy u kobiet był czymś tak rzadkim, że kibice potrafili wymieniać nazwiska finalistów z pamięci? A teraz mamy takie rzeczy na okrągło, i nagle okazuje się, że trzy finały to jednak "trochę za mało"? No kurczę, toż to jakby powiedzieć, że skoro Ronaldo strzelił 800 goli, to te 30 nie ma znaczenia, bo przecież reszta sezonu była średnia. Z drugiej strony — a co, jeśli ta "dominacja w stylu szampańskim" to jednak tylko frazes, który sami sobie wymyśliliśmy, żeby podbudować swój optymizm? Bo fakt jest faktem: w tym sezonie wygrana w Ostrawie to chlubny wyjątek, a reszta to głównie ćwierćfinały i niestety mnóstwo wcześniejszych odpadnięć. I co z tego, że raz wróciła po kontuzji i doszła do finału? Każdy kiedyś miał okres lepszej formy. Ale jeśli porównamy ją do Swiatek — tej samej generacji, tej samej kategorii wiekowej — to jednak różnica w osiągnięciach jest kolosalna. Czterokrotna mistrzyni wielkiego szlema w tym samym okresie, a my tutaj debatujemy, czy trzy finały to dużo czy mało. A te memy z buńczuczną twarzą? No fajnie, że to jej znak firmowy, że dzięki temu przeciwnicy nie wiedzą, czy mają się bać, czy śmiać. Ale nie oszukujmy się — czasem ta mina jest po prostu maską. Kiedy oglądałem jej ostatni mecz, widziałem w niej nie twardzielkę, tylko zawodniczkę, która ledwo zipie, a my i tak bijemy brawo za ten jeden dobry moment. I co w takim razie? Czy kibicowanie to jednak bardziej wiara w cuda niż realna ocena? I właśnie o to mi chodzi: nie mamy jeszcze ostatecznego werdyktu. Bo póki Jelena staje na korcie, póty nie ma mowy o definitywnym "koniec". Ale póki co, póki trwa ten spór, to znaczy, że wcale nie jest tak, że jej kariera legła w gruzach — że wciąż mamy nadzieję, wciąż się kłócimy, wciąż wymyślamy teoriami, co by się stało, gdyby... A jutro zobaczymy. Bo tenis to nie tylko statystyki i memy — to przede wszystkim kolejna szansa. I może akurat wtedy, kiedy wszyscy będą pisali jej nekrolog, ona znów nas zaskoczy. Tyle że na razie — jesteśmy w tej szarej strefie między nadzieją a zwątpieniem. I to też jest część gry.