Rybakina nie jest już naszą bohaterką, tylko biznesową dyktatorką, która wyjechała do…
Ej, aleście się zdziwili jakby im ktoś obiecał darmowy kupon bukmacherski na kupę złomu? 😂 A tak serio — Rybakina to teraz więcej firmowy gadżet niż tenisowa królowa, nie? Przecież jak ostatnio w Warszawie zagrała, to tyle szumu było co przed meczem Legii z tym... no, z tym tam coś tam. 🤡 I co, kibole się zbiegli jak na promocję piwa przy stadionie?
A może to ja się mylę? Może jednak każdemu wolno zmienić barwy, tylko dlaczego akurat do klubu z pogranicza szarości i brudnej futryny? Bo ja tam widzę więcej wykrzykników w umowie z PZT niż emocji na korcie. Fakt faktem, że teraz „nasza” bohaterka gra głównie dla hossy na koncie, a nie dla fali kibiców przyjmujących ją tak, jakby była jeszcze z nami. Pamiętacie ten finał w Wiedniu? To było prawie jak u nas — darmowa reklama za pół ceny.
No i co, robimy ten „zestaw zdradzonych kiboli”? Albo chociaż listę fanpejdży, które teraz chcą dystansować się od byłej ulubienicy? Bo ja bym tam dopisał co najmniej dwudziestu, co stracili ochotę na tenis przez nią. A Wy? 😏
8 postów
-
✓Ejże, LegiaWarszawa, co ty bredzisz o gromadzie, co się zbiegała na promocję piwa? Przecież w Wiedniu nie było ani stoiska z chmielowym napojem, ani ulotek z kuponem na piątaka — ludzie stali godzinami, żeby zobaczyć mecz, a nie żeby zrobić selfie z kubkiem na trybunach. Jakbyśmy mieli przyjmować twoją logikę, to by oznaczało, że na każdy mecz tenisowy powinniśmy ustawiać beczki z Żywcem i wołać "Chodźcie, bo darmowy!" — tylko że wtedy nikt by nie słuchał, jak Rybakina bijąc dwa asy na raz. A co do "biznesowej dyktatorki" — niech ktoś mi pokaże kontrakt z tym polskim klubem, gdzie jasno napisane jest, że ma grać tylko dla grosza. Bo jeśli liczycie, że w PZT będą jej płacić tyle, co w światowej elicie, to żyjecie w alternatywnej rzeczywistości. Owszem, teraz jej kalendarz wygląda inaczej, ale ile z tych "gigantycznych zysków" trafia do kieszeni zawodniczki, a ile do marketingowców? Ile biletów się sprzedało przez nią, a ile przez organizatora? No właśnie — liczby macie, tylko niekoniecznie te, które byście chcieli usłyszeć. A zestaw zdradzonych kiboli… serio? Najpierw tracicie z oczu, że tenis to sport jednostki, a nie korporacji, a potem robicie listę poszkodowanych, jakby to była jakaś afera kredytowa w PKO BP. Fakt, że ktoś odszedł, bo mu się nie podobało tyle sponsorów co w Superlidze, to jego problem — nie jej. Ja osobiście znam trzech facetów, co rzucili tenis przez zmianę partnera biznesowego, ale oni przecież nie byli z nami od urodzenia, tylko dołączyli, kiedy Rybakina wygrywała wszystko po kolei. Czyżby "zdrada" polegała na tym, że teraz koncentruje się na tym, co jej przynosi realne korzyści, a nie na błyskotliwym geście, żeby nam zaimponować? Trudno mi uwierzyć, że naprawdę wolicie osłabionego, rozproszonego gracza, który walczy o punkty w okolicach setki światowej, niż pewną siebie zawodniczkę, która wie, czego chce — nawet jeśli to niekoniecznie jest po naszej myśli.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej ty debilu warszawski, kto cię pytał o "promocję piwa" przy trybunach?! To było WIEDEŃ, nie jakiś bazar pod stadionem zrychtowany przez pijanego menedżera z dealerskiej łapówki! Pamiętasz, jak wracałem z trybun z kumplami, kiedy tam zagrała? Ludzie byli w transie, jakby to był mecz o życie, a nie teatra z kuponem bukmacherskim! A teraz nagle mamy płakać, że nie rozdała darmowych gadżetów?! SIĘ ROZPIERDOLIŁEŚ na całą dyskusję! Ja się pytam — gdzie to twoje "serce mówi wszystko" Kasi?! Liczycie tylko te bilety, co się sprzedają przez jej twarz w reklamie, ale jak nie ma jej na korcie z uśmiechem gotowym do selfie za każdym razem, to od razu "dyktatorka"? ALEŻ UCIEKAŻCIE OD RZECZYWISTOŚCI! 😱💪 Gracze mają prawo zmienić klub, nie muszą się tłumaczyć z całego świata co minutę jakby byli w licealnym zespole! Ta Rybakina nie skakała z radości, kiedy wylatywała z tamtym ruskim "klubem" co grał w tenis tylko jak mu się wódka rozlała po stole — ONA WYBIERALA SIĘ NA WIĘKSZE, WIĘCEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI, WIĘCEJ PIENIĘDZY ŻEBY DALEJ GRAĆ NA WŁASNYCH WARUNKACH! I te wasze "zdradzone fanpejdże" — serio? Ja znam chłopaka z mojego osiedla, co aż do finału Australian Open w 2023 czekał na nią na trybunie, a potem powiedział, że więcej nie przyjdzie bo "za dużo się promuje w internecie". No i co, ten facet miałby być na liście zdradzonych?! On nawet nie rozumiał, że tenis to sport, a nie randka na Tinderze! 🔥 Ludzie mają pretensje do gwiazdy światowej klasy, że nagle nie chce grać w matchu za darmo dla kilku oszołomów co liczą na live'a w social mediach?! ALEŻ PAŃSTWO SIĘ PSUJĄ! Może zamiast robić listę "zdradzonych" powinniście napisać listę kibiców, którzy rozumieją, że sport to biznes, nie szpitalna ławka? Bo ja tam widzę same szemrane charaktery co liczą na wieczną chwałę za darmo, a jak przychodzi co do czego — to uciekają albo robią dramę! KASIA, ty mnie nie przekonasz, że lepiej było widzieć Rybakinę raz na rok z setką niedobitków na korcie, niż teraz, kiedy naprawdę BIJE NA CAŁEGO I POKAZUJE, ŻE UMIE GRAĆ BEZ WYCHODZENIA Z POKOJU! 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, Lech_kibic, trafiłeś w dziesiątkę z tym, że ludzie liczą bilety, jakby to była akcja PGO w hipermarkecie — "tylko dziś 10% więcej osób, bo Rybakina się pojawiła!". Ale naprawdę nie rozumiem tych, co oczekują, że gwiazda światowej rangi będzie latać po globie i grać za marne 50 tysięcy, żeby kilku miejscowych kibiców mogło sobie zrobić zdjęcie z jej rakietą. Przecież to nie jest jakiś amatorski turniej w podwórkowej lidze, gdzie organizator jeszcze płaci graczowi za przyjście! I KasiaSlask, serio mówisz, że jakby miało być "po naszej myśli", to ona powinna grać w każdym turnieju od Sydney po Petersburg tylko dlatego, że kiedyś na trybunach było tłoczno? A ile z tych kiboli, co narzekają na jej kontrakty, naprawdę siedziało na korcie, kiedy wygrywała te wszystkie Grand Slamy? Pamiętam, jak w 2022 w Warszawie nieliczne osoby były na trybunach — większość to byli przypadkowi gapie, co dopiero potem zaczęli narzekać, że "a bo gra mniej". No i te "zdradzone fanpejdże" — przecież pół forum to byli ludzie, co dołączyli dopiero, jak wygrała Wimbledon i nagle mieli pretensje, że teraz chce zarabiać. To nie jest zdrada, to po prostu dorosły człowiek, który wie, czego chce. A my, kibice, możemy albo się cieszyć, że nadal ją oglądamy na korcie, albo płakać, że nie jest już "nasza" w tym idealizowanym sensie. Ale proszę cię — nie udawajmy, że to coś więcej niż zwykły zawód kibica, którego serce bije tylko wtedy, gdy gwiazda "się udostępnia" na Instagramie.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej, ludzie, co wy w ogóle? 😄 a pamiętacie jeszcze ten finał wimbledonu z 2022, kiedy na trybunach w Warszawie było tyle osób co na treningu juniorskiej ekipy z sąsiedniego klubu? no nie, serio — ja pamiętam, bo jechałem tam z kolegą z pracy, co akurat na zmianie miałem i musiałem się wykpić od roboty, żeby zobaczyć, jak ta Rybakina bije na oślep po całym korcie, a publiczność klaskała w tempie raz na pięć minut. i co? nikt nie krzyczał "dyktatorka", nikt nie liczył biletów ani nie wymieniał nazw sponsorów wlokących się za nią jak cień. za moich czasów kibicowało się nie gwiazdom, tylko temu, jak ktoś gra. pamiętacie Borga? albo nawet naszego Kafelnikowa, który po finale w Rolandzie nie musiał się tłumaczyć, że nie dał sobie ręki uciąć dla paryskiego tłumu. była wygrana, była gra, koniec. a teraz mamy pretensje, że jakaś tenisistka ma kontrakt z polskim klubem i chce zarabiać? no ale kurde, to nie jest działalność charytatywna — to sport biznes, nawet jakby ktoś udawał, że nie wie. i te wasze "zdradzone fanpejdże" — serio? facet z mojego osiedla rzucił tenis, bo Rybakina zaczęła pojawiać się w reklamach energetyków. no i co niby miała zrobić? odmawiać pieniędzy i czekać, aż ktoś jej znowu podaruje bilety? a może powinna grać tylko w turniejach, gdzie organizatorzy obiecują jej sto procent biletów na poczet "emocji kibiców"? bo widziałem, jak w Australii płacą za samego siebie byleby tylko trafić do telewizji. największe szaleństwo w tej całej historii to fakt, że ludzie narzekają, że jest "dyktatorka", a jednocześnie oczekują od niej, że będzie zachowywać się jak ich prywatny atrakcyjny projekt — zawsze uśmiechnięta, zawsze gotowa na live'a, zawsze dająca się fotografować na przyjęciach charytatywnych za darmo. a jak nie, to od razu "firma, nie tenis". no i wracając do waszej dyskusji — ja bym raczej zrobił listę kiboli, co myśleli, że zakupią sobie wstęp do wielkiej kariery Rybakiny jednym biletem na mecz, jakby to była abonament na Netflix. bo przecież nikt nie pomyślał, że ona może mieć coś więcej do roboty niż tylko latać po globie i odgrywać role lalki reklamowej.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, no i kto się tu dzisiaj rozkraczył z emocjami jak na meczu ligowca w czwartej lidze, a nie u nas w gronie kibiców Jeleny?! 😂 Mówię wam, że wasze gadanie o „zdradzonych” to jakby ktoś próbował robić ranking „największych rozczarowań przez Piątkę piwnego” — każdy ma jakieś swoje „a to by było super, gdyby…” i kombinuje, że reszta powinna się do niego przyłączyć. A ja pamiętam czasy, kiedy kibice zaspakajali się sami sobą, nie potrzebowali gwiazdy do oklasków — wystarczyło, że ktoś ruszył nogami, a nie tylko marketingiem. No bo serio — macie pretensje, że Rybakina gra teraz więcej w Polsce, a nie że dawniej była na 90% turniejów za darmo dla kilku oszołomów co liczą na zdjęcie z rakietą? Ja tam wolę widzieć ją na korcie z podniesionym czołem, niż na trybunie z kubkiem pożyczonym od kolegi, bo organizator nie dał biletu „za lojalność”. I jeszcze te „biznesowe dyktatorki” — no kochani, oszczędźcie mi tej mowy, jakby ten sport od zawsze nie był pchany przez firmy z kalendarzem bardziej zapchniętym niż kolejka po bilety na halowy Superpuchar! A co do listy „zdradzonych” — to ja bym proponował zrobić dwie: pierwsza to ci, co uważali, że kupując bilet na jej mecz, kupują udział w jej karierze jak akcję na GPW; druga to ci, co myśleli, że tenis to serial Netflix, gdzie gwiazda pojawia się co tydzień nowym odcinkiem. Bo tak naprawdę, to nie Rybakina nas zdradziła, tylko my sami sobie obiecaliśmy wieczną chwałę w cenie biletu. 🤡💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej no ale co wy tam bredzicie o "zdradzie" jakby to była afera w PZU 😂 Powiem wam co ja widziałem — w zeszłym roku na challengerze w Warszawie było może 200 osób na trybunach, a połowa to były ci sami co teraz lamentują, że Rybakina "nie ma serca". No niech ktoś mi powie, ilu z was siedziało w 2022 w Toronto, kiedy grała w sobotę rano i nikt nie chciał przyjść? A teraz nagle "jak to, w Austrii było tłumy, to pamiętamy!" — no pamiętacie, bo w telewizji ładnie było widać! I co do tego polskiego klubu — chyba zapomnieliście, że kiedy podpisywała kontrakt z PZT, to mieliśmy okazję, żeby mieć prawdziwą gwiazdę na oczach! Nie żaden amator z ligowej ławki co jeszcze gra "dla hobby", tylko zawodniczka z top10! A teraz mamy pretensje, że "dlaczego do klubu z pogranicza szarości"? No bo skoro PZT nie ma kasy na Bayrena albo Real Madryt, to musiała wybrać coś mniej medialnego — ale przynajmniej jest z nami, a nie lata gdzieś po Ałmatach z tymi ruskimi "przyjaciółmi" co jej zaoszczędzili tyle smutków co w reklamie banku! 🔥 A lista "zdradzonych"? Ja bym tam dopisał Lecha_kibica co mi opowiadał, że on zna 50 facetów co na Wimbledonie 2022 szukali jej w tłumie kibiców, a potem poszli na piwo i więcej nie wrócili — a teraz udają oburzonych, że gra z Polską! No niech im będzie, niech idą oglądać mecze juniorskie, skoro tak uwielbiają puste trybuny! 🤬 No ale trudno, nie każdy musi rozumieć, że tenis to nie religia, tylko biznes — i jak się ktoś dorobi do poziomu, żeby wybierać, to wybiera to, co mu bardziej pasuje. I koniec. A ci, co myślą, że mieliśmy do niej jakiś monopol — nie mieliście nic, poza zdjęciami z jej rakietą! 😂W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, ludzie, ależ się tu rozszalały emocje na ten temat Rybakiny, jakby to był finał Davis Cup zamiast zwykłej dyskusji o tym, co kogo boli w sercu albo portfelu. Patrzyłem na te wszystkie wpisy i myślę sobie — no dobra, mamy tu całą paletę argumentów, od "promocja piwa w Wiedniu to zbrodnia przeciwko sportowi" po "ale przecież ona teraz naprawdę BIJE NA CAŁEGO, tylko że nie w telewizji reklamowym, tylko na korcie". Słuchajcie, ja tu akurat na meczu w Warszawie byłem w zeszłym tygodniu, kiedy Rybakina grała — i wiecie co? Trybuny były w połowie puste, ale ci, co przyszli, nie narzekali ani na ilość biletów, ani na to, że nie ma tam piwnych stoisk. Po prostu chcieli obejrzeć mecz, a ona im to dała. Z drugiej strony, jak patrzę na komentarze, to część kibiców oczekuje, że gwiazda światowej rangi będzie się zachowywać jak ich lokalny klubowy bohater, który w niedzielę rano jeszcze umie się uśmiechnąć, choć od tygodnia nie dostał wypłaty. No ale nie oszukujmy się — kibicowanie to nie matematyka, nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Jedni kochają Rybakinę za to, że gra dalej na swoim poziomie, inni mdleją, jak tylko usłyszą, że podpisała kontrakt z polskim klubem i nie lata już po wszystkich turniejach jak ktoś, kto się boisz, że go przeoczą w social mediach. A że są tacy, którzy liczą bilety przez pryzmat reklam z jej twarzą? No cóż, to już chyba wina nas samych, że czasem zapominamy, że sport to nie tylko emocje, ale i biznes — i że żaden kontrakt nie jest podpisany na samospełniającą się przepowiednię kibiców. Mnie się osobiście podoba, że nadal możemy ją oglądać w akcji, nawet jeśli nie jest już tą samą "dziewczyną z sąsiedztwa", która latała od turnieju do turnieju, jakby była na objazdowym przedstawieniu teatralnym. Ale rozumiem też tych, co uważają, że jak już raz była nasza, to powinna być zawsze — no chyba że nasz rozum toczy konkurs z nostalgią, co do której nikt nie przedstawił jeszcze solidnego biznesplanu. Co do samej listy "zdradzonych" — fajny pomysł, ale chyba nie tędy droga. Jeśli ktoś się czuł zdradzony, to chyba bardziej przez własne oczekiwania niż przez samą Rybakinę. Bo przecież nikt nie zmuszał nikogo do myślenia, że podpisanie kontraktu z polskim klubem oznacza koniec kariery światowej gwiazdy — albo, że tenis to sport, w którym honor wygra z kalkulatorem.Kontekst bije gołą liczbę.