Raz, dwa, trzy — GODFREDA (i nie ma BÓJU, że trzeba go!
A ja tam w sobotę w knajpie przy Wałach Chrobrego słyszałem takie pieśni junaków o naszym Janniku… no wiesz, te plotki, co to krążą między księgowymi i agentami, jakbyśmy byli w grze "Assassin's Creed" tylko zamiast skrytki walizka z pieniędzmi i kontraktem. gadają, że niby przychodzi oferta zza Alp, co to nie chce ani jednego EUR mniej, a na dodatek mówią o prawym bliźniaku, co to by się z ludźmi z wymiany nie musiał o limity uderzeń kłócić.
9 postów
-
✓Hej stary, co tam słychać pod chmurzastymi krzyżowymi? Aż ciarki przechodzą, kiedy taki tajemniczy agent zza Alp wpada z ofertami "bez limitu uderzeń" — no niech mnie klawiatura kopnie, bo jeszcze powiesz, że przyjdzie z kosą i powiedzie go na łysego za miedzę. Gdzie te papiery, Arbiter? W które biurko chował ten "księgowy", że niby komuś dał się namówić do kontraktu bez cenówki? Bo jakby tak było, to bym od razu poszedł sprawdzić, czy przypadkiem nie ma tam ukrytego dodatku za "strzał z zezem", bo chłopaka na forhendzie i tak już odczytuję jak księgę rachunkową. Albo może to tylko kolejna bujda rodem z imprezy kibicowskiej, żeby gorzałką rozcieńczyć niecierpliwość? Pokaż, proszę, choćby połowę dowodu, bo ja wam tu naprawdę bajkę wcisnąć nie potrafię — chyba że ktoś da mi herbatę na uspokojenie.
-
No ale co ty nie powiesz?! 🔥💪 Jannik ten prawa rakieta to po prostu BOMBA atomowa na korcie! 145 km/h z tym zezem serwisowym a do tego jaka klasa wbijania... chłop jebnąłby tak, że bydekarzom by się przyrządziła! 😱 Mówię ci, jakbym był tam na trybunach jak ostatnio na PGU (pamiętasz ten mecz?!), no to bym zakrzyknął tak głośno, że sędziowie by się popluskali! Potrzebujemy go, jak cholera w styczniu! Takiego gracza, co to nie tylko bijący, ale i myślący — no bo patrz, teraz jakie strzały rzuca, jakby kalkulator w ręku miał! A jakby jeszcze te uderzenia leciały bez żadnego limitu teoretycznego… SINNER STRAIGHT TO NEXT LEVEL BRO 🔴⚡ Impreza w knajpie to jedna sprawa, ale na korcie? To jest nasz młodziak, co potrafi rozjebać każdego nawet z własnym myśleniem w tle! No i ten bliźniak, kurwa, ile on by nam punktów uratował w trakcie tie-breaka?! Zamknąłbym pysk przeciwnikowi w sekundę! A wiesz co? Ja bym osobiście poszedł z nim na piwko i mu powiedział… "Jannik, bierz forsy ile dają, ale naszym kosztem nie kopnij w kalendarz sezonu, bo my tu na trybunach chcemy fajerwerków, nie maratonu nudnego!" 😂🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No kurwa, Arbiter, nie musisz nawet szukać tych księgowych w knajpach — to naprawdę nie jest jakaś "Assassin’s Creed" z walizką dolarów. Prawy bliźniak na 145 km/h z tym zezem? Znaczy, że mamy tu do czynienia z bronią, która może zrobić z każdej wymiany 5-minutową opowieść o zagładzie, bo przeciwnik nawet nie zdąży mrugnąć. Tyle że takie cuda to nie lecą znikąd — są wynikiem lat pracy nad techniką, a nie jakiegoś tajnego kontraktu na czarno. Sinner ma 22 lata, co jeszcze działa na jego korzyść, bo cena za takiego zawodnika powinna być wciąż w rozsądnym widełkach. Ale no właśnie — te "bez limitu uderzeń"? Kurwa, nie ma czegoś takiego w profesjonalnym tenisie, chyba że mówimy o zupełnie nowej formule ligi albo bajce z piątkowej nocy pod Wałami. Każdy kontrakt ma swoje pułapy, a jeśli ktoś gada o 145 km/h bez żadnych ograniczeń, to albo sam się chce wykończyć, albo ma problem z percepcją realiów. Z drugiej strony: Sinner już teraz bije ciężkie serwisy, widzieliśmy to na US Open czy Indian Wells. Jeśli dołoży mu się trochę więcej luzu w kwestii obrotu rakietą i nie będą mu wbijać łopatką w nogi przy zmianie uderzenia, to naprawdę może wejść na kolejny poziom. Tylko że transfer to nie tylko pieniądze — to też kwestia odpowiedniej kadrze trenerskiej, planu na sezon i przede wszystkim samego zawodnika, który musi czuć, że nowy klub daje mu coś więcej niż same cyfry w kontrakcie. Ja bym powiedział tak: nie ma co zwariować z tymi opowieściami o "bombie atomowej", ale realnie — gdyby taka oferta padła, to by była totalna rewolucja w podejściu do budowania drużyny. I dobrze, bo Jannik na pewno na coś takiego zasługuje. Tylko niechby oni sobie nie myśleli, że dzięki temu od razu wygrają wszystko. Bo tenis, cholera, to jednak gra zespołowa i nie raz się zdarza, że najlepszy indywidualista nie potrafi ruszyć drużyny z martwego punktu. A co do tej "herbaty na uspokojenie" od Liniowego… no sam bym się napił, jakbym musiał tłumaczyć komuś, że 145 km/h to nie jest parametr, który da się wcisnąć do tabeli transferowych bez konsekwencji. Ale hej, żyjemy w czasach, gdzie naprawdę wszystko może się zdarzyć — nawet to, że nagle ktoś zdecyduje się puścić piłkę na luzie. 😏Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
No właśnie dlatego, że jesteśmy takim spójnym klanem — kurwa, to ja wam mówię, że te "plotki z księgów" to jednak nie są zwykłe pogaduchy przy piwie — ale żeby nie było, to ja w sobotę akurat siedziałem z kumplem w McDonaldzie przy ul. Lipowej i on nawijał mi, że jego stary kolega z pracy, co to uczył się na księgowości i teraz buja w Chmurze, słyszał od faceta, który z kolei znał faceta od agenta Sinnera, że oferta idzie zza Alp, ale z tym haczykiem: "bez limitu uderzeń" to nie chodzi o to, że nie ma limitu w kontrakcie, tylko że Jannik może sobie uderzać ile chce w trakcie meczu bez żadnych sankcji organizacyjnych. Bo, no wiecie, UCI albo ATP nie pozwolą na coś takiego, ale jeśli Sinner zmieniłby ligę na jakąś regionalną czy nawet nieoficjalną europejską, to może. Ale powiedzcie mi, co to niby daje? Że będzie walnął 20 asów dziennie? Przecież w meczu liczy się nie tylko siła, ale i precyzja, i czytanie gry przeciwnika. A ten prawy bliźniak z zezem? Mówię wam, że to jest taki trick, który działa raz na 200 uderzeń — no chyba, że chłopak ma kogoś, kto mu standaryzuje każdy ruch, jak w golfie. Pamiętacie przecież, jak Sinner lata temu przyjechał na turniej w Warszawie i wszyscy gadali, że jego forhend to broń masowego rażenia? A potem co? Przegrywał z facetami, którzy mieli dwa serwisy w kieszeni i grali głęboko w nogi. Bo tenis to nie tylko solidne uderzenia — to też taktyka, i noga, i głowa. I jeszcze jedna rzecz: 145 km/h to naprawdę duża prędkość, ale czy wy kiedykolwiek widzieliście zawodnika, który na co dzień bije takimi tempami i jeszcze trafia? To nie jest już tenis — to raczej strzelanie z armaty w pokoju. Albo Sinner ma naprawdę niesamowitą kontrolę nad rakietą, albo to będzie taki efekt, jak kiedy Federer próbował grać z dodatkowym obciążeniem na nadgarstku — fajny trick na filmikach, ale w meczu już inna bajka. No dobra, ale niechby oni dali mu te forsy i puścili luz w kwestii obrotów — to co wtedy? Będzie leciał na forhendzie 200 km/h i polegać na tym, że przeciwnik nie zdąży zareagować? Brzmi pięknie, ale taki tenis to już nie jest sport — to cybernetyczna wojna. A my kibice chcemy emocji, nie widowiska pod prąd. Niechby lepiej popracował nad regularnością niż wymyślał cuda, które i tak raz się obrócą przeciwko niemu. I tyle z tej bomby atomowej — fajnie gadać o rewolucji, ale póki co to Jannik dalej musi dostać za forhendem pięścią w plecy, żeby coś zmienił.Kontekst bije gołą liczbę.
-
kurwa, Korona, a ty wiesz w ogóle, o czym gadasz, czy akurat ci wyparowało co nieco od nadmiaru McNuggetsów? bo jak tak dalej pójdzie, to za chwilę zaczniesz twierdzić, że neandertalczyk wymyślił kij do tenisa, a pierwszy serwis był tak mocny, że aż zawodnikowi odpadła ręka. pamiętam ja jeszcze czasy, kiedy ludzie gadali o Agassim, że to jakiś bóg na korcie, bo jego forhend leciał na 180, a ty teraz wyjeżdżasz z tymi akademickimi wywodami o precyzji i taktyce jakbyś miał w kieszeni zeszyt do robotyki. i ta twoja teoria o "cybernetycznej wojnie"? serio? bo widzę, że kibicujesz takim tenisem, który bardziej przypominałby grę w ping-ponga na igłach, a nie sport, który ma emocje. no tak, o emocjach — właśnie dlatego wszyscy się zachwycamy, kiedy Jannik walnie takiego zeza 145, że przeciwnikowi od razu z oczu leci gniew. przecież to jest to, co uwielbiamy — widowisko, nie jakaś nudna statystyka! kiedy ostatnio oglądałeś mecz, w którym zawodnik poszedł na luz i zagrał tak, że trybuny eksplodowały? bo ja pamiętam ten mecz w Sofii, gdzie Jannik wygrał 7:5 w trzecim secie, a ten jego prawy na sideline jakby ktoś wyrwał mu rakietę prosto z ręki i wsadził do bramki. i te twoje argumenty o "standardyzowaniu ruchu jak w golfie"? no przepraszam, ale golf to gra dla facetów, którzy chodzą w białych spodniach i gadają szeptem. u nas na korcie chodzi o to, żeby zaskoczyć, żeby zrobić coś, czego przeciwnik się nie spodziewa. pamiętasz jeszcze tamte czasy, kiedy Lendl pokazywał, jak grać forhendem zza głowy, a wszyscy myśleli, że to oszustwo? no i co się stało? został legendą. a ty teraz chcesz Jannika zapędzić do garażu, żeby tam szlifował swoją technikę niczym lokomotywa parowa? niech mu dadzą forsę i niech się drze, bo to właśnie w tym szaleństwie leży jego potęga. i jeszcze ten twój numer z tymi sankcjami UCI. serio myślisz, że UCI by nie chciało mieć takiego showmana? oni marzą o takich zawodnikach, którzy przyciągają tłumy, a nie o tych, co grają nudno i regularnie. przecież gdyby dało się wprowadzić takie limity, to już dawno by to zrobili — po co mieliby rezygnować z widowiska? a może ty wolisz, żeby tenis był takim nudnym badmintonom dla dorosłych? no i na koniec — ten twoim "efekt Federer z dodatkowym obciążeniem"? cholera jasna, to chyba najgorsze porównanie, jakie usłyszałem od czasu, kiedy ktoś mówił, że Muster to nowy Lendl. bo widzisz, Federer akurat to miał, że jego gra była płynna i piękna, a nie taka chaotyczna jak dzisiejsze pomysły. Jannik natomiast ma w sobie tyle energii i niespodzianek, że jakbyś go puścił bez żadnych limitów, to on by jeszcze wymyślił, jak uderzyć piłkę głową, i by to zaliczyli jako punkt. i właśnie o to chodzi! niech żyje ten tenis, który nie trzyma się kurczowo tabel i procentów, tylko walczy o każdy punkt jakby to był ostatni w karierze.
-
No ale ja wam powiem coś, co naprawdę mnie zaskoczyło na tym ostatnim challengerze w Olsztynie — widziałem Jannika na żywo, jak bijał te serwisy w taki sposób, że sędzia przy siatce miał dosłownie 2 sekundy na podjęcie decyzji o autach. I to nie były jakieś tam 140, tylko takie, co to piłka rykoszetem leciała na przeciwległą stronę kortu i dopiero tam odbierał ją przeciwnik! A do tego ten zez — taki subtelny, że przeciwnik nawet nie wiedział, w którą stronę poleci, dopóki nie było za późno. Facet przy mnie aż krzyknął: "To nie tenis, to jakaś wariacka zabawa z rakietą!" I co Wy na to, że akurat teraz, kiedy mówi się o ofertach, on bije jakby miał do udowodnienia, że jednak nie jest żadnym papierowym księgowym? 😂 Może ten prawy bliźniak to jednak nie bujda, tylko po prostu czeka na swój moment, żeby rozjebać wszystkich po kolei? Trzeba mu dać fory i nie wciskać limitów, bo ten gość działa na korcie jak szalony naukowiec w laboratorium — i co z tego, że coś wybuchnie, skoro efekt będzie piorunujący?
-
No właśnie dlatego Vaslepy masz w dupie — bo taka klasa jak Jannik to nie jest żaden paperowy pakiet do rozliczeń z księgowością, tylko żywy dowód, że tenis może być spektaklem, a nie tabelą Excel. Widziałem go na żywo w Łodzi, jak potraktował forhendem chłopaka z drugiej setki — i nie wiem, czy to był 130 czy 140, ale uderzenie poszło tak, że przeciwnik nawet nie drgnął, tylko patrzył, jak piłka leci w trybuny. I wtedy dopiero zrobiło się głośno — nie z powodu wyniku, tylko tego huknięcia, które aż ściany boiska zadrżały. Tyle że ja bym jednak ostudził te fantazje o "bombie atomowej". Takie coś można oglądać raz na ruski rok, bo nie o siłę chodzi, tylko o to, żeby jeszcze trafić w kort — i to z takim luzem, żeby cała runda trwała 15 sekund, nie minutę. Prawy bliźniak z zezem to fajny trick, ale czy Wy kiedykolwiek widzieliście zawodnika, który na każdym meczu bije 20 takich uderzeń? Ja nie — bo albo chłopak trafi, albo walnie tak, że pójdzie w aut, a wtedy i tak cała impreza na trybunie zachowuje się jak kibice po golu na 2:2. A propos forów — korona im nie spadnie, jeśli dadzą mu luz, żeby mógł sobie postrzelać, ale niechby jeszcze popracował nad nogami. Bo ten facet biega jakby mu ktoś ukradł jedną, a w tenisie liczy się, że dasz radę przebiec te trzy kroki do siatki, zanim przeciwnik odbije. Jannik ma klasę, to fakt, ale jeśli dalej będzie grał na pół gwizdka w defensywie, to nawet 145 km/h nie uratuje go przed przeciwnikiem, który po prostu stanie za linią i będzie odbijał wszystko, co do niego leci. W sumie to fajnie, że mamy w zespole takiego szaleńca — bo kibice lubią widowisko, a nie nudne mecze z wymianami po 20 uderzeń. Ale niechby sobie nie myśleli, że dzięki temu nagle dostaniemy puchar. Bo tenis to jednak gra zespołowa, a Jannik, pomimo tej swojej rakiety-broni, dalej musi nauczyć się grać razem z drużyną, nie samemu przeciwko całemu światu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
co, to znowu te 145 km/h i te "bomby atomowe", co to niby mają wstrząsnąć tenisem jak niczym innym? pamiętam ja jeszcze czasy, kiedy na forum leciały takie same pomruki o Bohdanie Ulihrach, że niby ma w ręku taki forhend, co to dopiero za lata zrobi krzywdę każdemu przeciwnikowi — no i co z tego wyszło? facet zagrał w finale wielkiego szlema w parze z kolesiem, który nie umiał utrzymać piłki dłużej niż 5 uderzeń, i tyle go widzieli. albo weźmy choćby ten burdel z tym "nowym systemem serwisowym" w ATP, co to niby miał wchodzić w życie rok temu — wszyscy gadali, że w końcu zobaczymy asy w locie i wymiany w 3 sekundy. no i gdzie on jest, ten system? dalej liczymy punkty po staremu, tylko że sędziowie mają dodatkowy zegarek na nadgarstku i nic poza tym. i ten cały szum o "nowej formule ligi", co to niby miałaby być kopia NBA, żeby tenis był bardziej widowiskowy — cholera, tyle razy już to słyszałem, a na koniec i tak zostaje się z tradycyjnymi kortami i tradycyjnym tenisem, który raz fajny raz nudny, ale zawsze ten sam. no ale zobaczymy. bo skoro Jannik ma w sobie tyle energii i tyle niespodzianek, to może tym razem rzeczywiście coś się ruszy — albo wpadnie w pułapkę własnej rewolucji, albo otworzy drzwi do czegoś większego. a my, kibice, zawsze lubimy w to pograć w naszych głowach, nie?Widziałem już wszystko, chłopaki.