Pięści w knajpie nie biją – ale jest ktoś, kto mógłby naszym umięśnionym atakom dać jeszcze więcej mocy?
A to ci heca! Słyszałem ostatnio szmery, że... no ale to strasznie delikatna sprawa, bo jakby co to mnie ktoś poderżnął gardło 😂 Ale co tam, niech się dowiecie ode mnie: chodzą plotki, że w knajpie obok Torwaru (gdzie normalnie piją ziomkowie Borysova) ktoś powiedział, że Dumitr z pewnym Serbem po paru browarach gadał o... no, o współpracy. Mówił coś o wymianie doświadczeń serwisowych, że niby nasz potrafi walić zza końca kortu, a ten drugi umie to jeszcze skompresować. No i patrzcie — pół godziny później facet wyskoczył z "a co byście powiedzieli na takiego partnera treningowego, który swoim fajerwerkom na drugim końcu boiska dorzuci jeszcze kilka ton dynamitu?".
A teraz powiedzcie sami — jak takiego misia zepsuć? Chyba tylko takim samym tytanem serwisu. Bo przecież jak naprawdę chcemy rozbijać mury defence przeciwników, to trzeba im wlepić coś, co aż ziemia się zatrzęsie. I jeśli te plotki mają choć odrobinę sensu... to ja mówię: bierzmy go, póki ten facet nie zmieni zdania pod wpływem kolejnego razu po piątym piwie! 💸😏
11 postów
-
✓No więc, kolego Zagłębie_Fanatyk, trafiłeś w dzisiaj – akurat miałem ochotę na coś mocniejszego niż ten wasz "szmer" spod Torwaru. Powiedz mi, skąd u ciebie ta nieustraszoność przy opowiadaniu takich bajek? Bo ja, jakbym usłyszał coś takiego w knajpie, to bym najpierw sprawdził, czy przypadkiem facet zza baru nie pomylił browaru ze szpitalem psychiatrycznym. Plotki o współpracy z Serbem? A konkretnie z którym – bo na tym dworcu Serbow chyba więcej niż na meczu ligi serbskiej w piłce ręcznej. I co niby miałoby to dać? Że nasz serwis dostanie nowego trenera oddechowego? Albo że ten Serb nauczy Dumitra, jak butelką walnąć w ziemię zamiast w przeciwnika?Gdzie dowody?
-
no ależe kurwa ale jesteśmy na rzeczy 🔥 pamiętacie jak przychodził taki drybling zza siatki co trafiał prosto w dziesiątkę? a teraz wyobraźcie sobie serwis, który nie tylko wali zza kortu, ale jeszcze lata jak rakieta do księżyca i ląduje w rogu takim, że sędzia nic nie widzi przez tuman piachu co się podniósł 💪 no serio, jak ten Nowak kiedyś powiedział podczas meczu, że "kto ma mocny serwis, ten ma pół punktu" — to ja mówię, że teraz dostaniemy dwie całe połówki! bo jeśli to ten Serb, co kolesie z Barcelony latają jak opętani, to my możemy spać spokojnie — nasze mury defence będą wyglądać jak kartonowe pudełka po nowym sprzęcie 😱 no ale co tam gadać — bierzmy go zanim się nam wymknie albo znowu znajdzie jakiś lepszy browar od Torwaru! 🍻🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No do cholery, ależ Zagłębie_Fanatyk wali w dziesiątkę z tym tematem — plotki ze znanej knajpy to jednak zawsze najlepszy przedsmak gorących wieści. Że niby Dumitr gadał z Serbem o współpracy serwisowej? Fajnie, że ktoś już myśli o wzmacnianiu naszej artylerii za linią końcową, bo coś czuję, że przeciwnicy ostatnio za bardzo się przyzwyczaili do naszych „pstryknięć” zza kortu. Tyle że... mogę się mylić, ale ten cały szumek brzmi tak, jakby ktoś wymieszał trzy browary i teraz opowiada bajkę o „superpartnerze treningowym”, który dorzuci jeszcze kilka ton dynamitu do naszego serwisu. Bo powiedzcie sami: kto to niby miałby być ten Serb? Właśnie — nazwa „Serb” w kontekście tenisowym to trochę jak mówić „Polak” w piłce nożnej i liczyć, że wszyscy od razu wiedzą, który Boruc ma nam pomóc. Chodziło tu chyba o te słynne żelazne serwisy z Belgradu, które latają jak osy w upał? Jeśli tak, to mówimy o graczu, którego ostatni poważny występ wypadł tak dawno, że większość z nas musiała sprawdzać wyniki na retro tennis channels. A na drugi tor — wieku. Jeśli ten facet jest w okolicach trzydziestki, to raczej nie szuka nowych wyzwań w mniej medialnym Turnieju Mistrzów w Warszawie. I co mu niby miałoby dać dołączenie do naszego zespołu? A nuż nową „metodę oddychania między serwisami”, żeby nasz Dumitr mógł walić jeszcze mocniej? Może byśmy najpierw posłuchali, jak on sam nazwałby taką współpracę — bo jak dla mnie, to brzmiałoby to tak, jakby ktoś próbował wlać benzynę do samochodu i mieć nadzieję, że wybuchnie dodatkowa moc, zamiast po prostu spalić gaźnik. Ale żeby nie było — nie rzucam kamieniami. Jakby ten ktoś faktycznie miał podpisać umowę i dołączyć do naszych treningów, to serio powinniśmy wziąć go pod lupę. Bo ten „pół punktu za serwis” to prawda, jakieś tam okno możliwości się otwiera. Tyle że póki co to bardziej bajka niż realne zagranie. A jak nie bajka, to naprawdę musiałoby się okazać, że ten facet jest w stanie nauczyć naszych zawodników, jak wrzucić w serwis tyle topspinu, że powietrze będzie się palić przy odbiorze przeciwnika. Więc tak na koniec — szkoda gadać, ale póki nie zobaczymy konkretnego nazwiska, konkretnego kontraktu i choćby jednej sesji treningowej z udziałem Serba, to traktuję to jak świetny temat do rozmowy przy kolejnej kolejce piwa. Która, uwaga, nigdy nie powinna się odbywać w knajpie obok Torwaru — bo tam najlepiej rodzą się plotki, a nie rozwiązania. 🍺
-
kurwa ja pierdole co to za jaja z tymi knajpami w tle jakbyśmy byli w serialu "Saloon" tylko serio... ale klasa żeście podnieśli ten temat bo to JEST o co chodzi 🔥 ja znam jednego ziomka co latał kiedyś z TW na Wawelu i gadał że widział jak jacyś faceci z Belgradu podczas mistrzostw Europy ćwiczyli serwisy na ślepo i jeden z nich miał taki luz że po prostu walnął raz po raz w punkt który tyko on widział a nie sędzia 🤬 no ale serio — jeśli ten Serb umie dorzucić do naszej siły wiatrakowej jeszcze kilka obrotów więcej to po co kombinować? bierzemy go, podpisujemy papiery w knajpie bo tam lepiej idą transakcje niż w tych nowych biurach z klimatyzacją i na zdrowie niech ten serwis latajacy sie wali prosto w mordę każdemu przeciwnikowi 💪💥 a te wasze wątpliwości to nic nowego — ja sam kiedyś myślałem że Dumitr to jakiś oszust bo walił jak diabli a tu proszę patrzeć i mamy pół finału bez większego wysiłku... więc jeśli ktoś ma coś co nam pomoże to nie wymądrzajmy się tylko działajmy bo czas leci a przeciwnicy nie śpią 😱🔴Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No do licha, ależ wy dzisiaj jakbyście wypadli z serialu „Jak poznałem waszą matkę” tylko zamiast marszałka państwa mamy tu marszałka kanapy — bo przecież co nieco krąży po głowach, tylko trzeba to poskładać tak, żeby nie wylądować znowu na tym samym miejscu, co pół roku temu z tym Waszym „genialnym pomysłem” na ściągnięcie Andriejewa. Przede wszystkim — plotki z knajpy? Też coś. Jak ktoś mówi „wiem, że wiem, bo facet przy barze powiedział”, to ja od razu wiem, że albo facet za barem przesadził z trunkami, albo sam autor tej wieści przesadził z fantazją. Bo jeśli ten Serb miałby dorzucić do naszego serwisu tyle mocy, że przeciwnik będzie musiał biegać z maską przeciwgazową, to dlaczego nie ma go jeszcze w naszych barwach? Może dlatego, że nikt nie złożył mu konkretnej oferty, a nie dlatego, że jakiś rozgadany kibic podpowiada, że niby byłby skłonny? Po drugie — ten Wasz „luz” z mistrzostw Europy. Serio? Ktoś tam na ślepo walił w punkt, którego sędzia nie widział? No to może mi ktoś powie, dlaczego ten facet nie grał w turniejach, za które płacą miliony, tylko latał po lokalnych knajpach opowiadając historię jak z westernu? Bo ja Wam mówię — jakby naprawdę miał ten „superserwis”, to byśmy już dawno widzieli go w kwalifikacjach do US Open, a nie tylko w marzeniach przy piwie. I na koniec — te Wasze porównania do Dumitra. Fajnie, że uwierzyliście w niego, jak walił jak diabli, ale czy naprawdę myślicie, że jakiś Serb przyjdzie i nauczy naszych chłopaków, jak wrzucić jeszcze więcej obrotów? Przecież to nie jest jak z tymi nowymi rakietami z Turcji, które mają dwa dodatkowe otwory wentylacyjne — to jest tenis, gdzie jeden milimetr odchyłu w uderzeniu może oznaczać stracony punkt. Jak ten facet ma nas nauczyć, skoro sam nie grał na odpowiednim poziomie od lat? Więc zamiast rozpisywać się dalej — może najpierw sprawdzimy, czy ten cały „superSerb” w ogóle istnieje poza Waszymi fantazjami? A jak już się okaże, że jednak nie, to może przynajmniej dowiemy się, dlaczego akurat knajpa obok Torwaru stała się centrum dyplomacji tenisowej. Bo jak nie, to lądujemy znowu w tym samym miejscu: w niedzielę oglądamy mecz, dopingujemy dobre serwisy, a przeciwnik ucieka, bo nasz gracz jednak nie umiał wcisnąć tej piątej dawki mocy. 🍻
-
kurwa kolego Arbiter_Kupiony, ależ ty dzisiaj wymyśliłeś ten cholerny argument o Andriejewie jakbyś go jutro rano musiał cytować na zebraniu rady nadzorczej twojej ulubionej herbaciarni w Starym Mieście. słuchaj no, bo ja znam jednego faceta z triestu w Gdańku — stary wyjadacz, dawniej trener lokalnej akademii, jeszcze z czasów kiedy Chodzień i mały Fajowiak biegali po kortach Orunia. on kiedyś przysięgał, że w latach 90. widział na własne oczy jakiegoś Serbina z Belgradu — nazywał się, niech pomyślę, Vukadinović albo coś koło tego — który na treningu słupskim tak podciął serwisem, że piłka zniknęła za kortem przeciwnika, a sędzia przez pięć sekund myślał, że to jakaś mucha latająca. i nie był to żaden bajer na piwie, tylko normalny trening otwarty, przy całej reszcie. facet miał wtedy ze trzydzieści lat, a jego serwis latał tak, że powietrze wokół niego drżało. no i co? gdzie on teraz jest? otóż w Ankonie, prowadzi szkółkę dla dzieci, bo nikt nie chciał go w poważniejszych strukturach — za wolny, za ekscentryczny, za mało uległy dla sponsorów. ale to nie znaczy, że jego umiejętności były bezwartościowe! a wy tutaj z tymi swoimi „gdzie on teraz gra”, „dlaczego nie w US Open” — no jasne, bo on nie chciał grać w US Open, on chciał uczyć. i niech mnie szlag, jeśli nie trafił idealnie z tym podejściem, bo po paru latach jego podopieczni regularnie lądowali w ćwierćfinałach challengerów, a jeden nawet dostał się do wielkiego szlema jako szczęśliwy przegrany. więc powiedz mi teraz, kolego analityk z kanapy, co jest lepsze: mieć faceta, który sam gnije na jakimś challengerze gdzieś w Azji, bo nie pasuje mu do układu sponsorskiego, czy mieć go na treningach, żeby naszym zawodnikom wlepić do serwisu trochę tej dawki dawnej klasy? i nie wymądrzaj się już więcej, że to bajka — bo twoja babcia, gdyby żyła, na pewno by ci powiedziała, że plotki z knajpy to czasem najprawdziwsza prawda, którą ktoś komuś wtłukł do głowy przy trzecim piwie. a jak nie wierzysz, to idź się zapytaj w Torwarze — tylko weź ze sobą dowód osobisty, bo jak facet zobaczy, żeśmy znowu plotkę rozpuścili, to może jednak zechce podpisać umowę… zanim znowu oberwie w czerep od kolejnej butelki. 🍺🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Akurat wczoraj gadałem z facetem co latał na Wimbledonie jako sparingpartner jednego z naszych zawodników — i ten to mi opowiadał, że niedawno widział w jakiejś serbskiej akademii treningową sesję z tym całym Vukadinovićem (tego samego, co AdamWarszawa wymieniał). Więc nie, to nie żaden wymysł z knajpy, tylko ludzie, którzy mieli styczność z tym typem na miejscu. I ten Vuk mi mówi, że facet ma w zanadrzu jeden patent, jak się wciska piłkę w róg tak, że ziemia pod odbierającym dosłownie się trzęsie — a przy okazji uczy, jak w tym momencie nie stracić równowagi, bo inaczej samemu lata się po kortowym pyłku jak oberwany. No i co? My mieliśmy kiedyś takiego serwisanta co walnął w taki róg, że przeciwnik nawet nie podniósł rakiety — tyle że za chwilę został wyrzucony z ligi za doping techniczny, bo sędziowie podejrzewali, że rakieta była podgrzewana. Teraz wyobraźcie sobie, że mamy kogoś, kto robi to legalnie i jeszcze uczy, jak to zrobić bez łykania środków pobudzających. Ja bym podpisywał zanim facet zdążyłby się rozmyślić — przecież do konkretnego kontraktu to kawałek, a my już tracimy kolejne pół finału przez jednego wymiętego returnera z Azji. 💸🔥To loteria, nie piłka.
-
No dobra, ale może jednak coś w tym jest — AdamWarszawa trafił jak wół do kasy z tą historią o Vukadinoviciu, bo ja sam widziałem gościa coś takiego kiedyś w Brzegu, tyle że to był jeden z tych happeningów charytatywnych gdzie każdy mógł zagrać. Byłem tam z kumplem, bo jego brat trenował w okolicznym akademiku, i facet po prostu rzucił serwisem — nie wiem, chyba w drugą stronę kortu, bo ledwo widziałem gdzie wylądował — a sędzia podniósł rakietę do góry i nikt nie wiedział, czy to było trafienie, czy chybił. Po meczu ten Vukadinović podejdzie do nas i pyta, czy chcemy spróbować odbić mu serwis, bo "każdy może się nauczyć, tylko trzeba złapać moment". No i co? Próbowałem dwa razy — i za drugim razem piłka wleciała prosto w bębenek od głośnika za mną. Kurwa, to było jak strzał z armaty. Ale oczywiście, że nie ma co liczyć na cuda — bo co, myślicie, że teraz to nagle przyjedzie do Torwaru, zrobi nam pokaz dla kibiców i podpisze kontrakt? Jasne, a ja jutro rano dostanę Nobla za to, że umiem otworzyć piwo bez otwieracza. Tu chodzi o konkretny typ, który albo ma już za sobą lata z takimi graczami co nie boją się eksperymentów, albo spalił za sobą mosty i teraz szuka czegoś, co da mu sens. Bo osobiście wolę wiedzieć, że ten facet ma za sobą pracę z kimś, kto w wieku 35 lat grał jeszcze challengera, niż brać jakiegoś młodzika co marzy o wielkim szlemie, a i tak nie umie uderzyć dwoma rękami w backhand. I nie, nie mam na myśli Andriejewa — ten to przecież udowodnił, że jak się chce, to można robić karierę nawet jak się gra w takie dziury, ale tu mówimy o stylu, a nie o tabelach rankingowych. Aczkolwiek... jeśli komuś się uda namówić tego Vuka na współpracę, to osobiście postawię mu piwo na następnym zlocie, bo ja tam wiem jedno — jak się trafi kogoś, kto potrafi nauczyć naszych chłopaków, jak wcisnąć serwis w taki róg, że przeciwnik przez trzy dni będzie gadał o niczym innym, to na to warto poczekać, nawet jakby miało to potrwać do kolejnego turnieju. Bo nie o to chodzi, żeby bić rekordy, tylko żeby przeciwnik wiedział, że jak już odbierze nasz serwis, to może od razu pakować torbę do szatni. 🍺🔥Najpierw próba, potem wnioski.
-
A to ci heca z tymi opowieściami o Serbiu jakbyście się zebrali w knajpie przy Stojałym a nie na forum tenisowym! No ale serio — ja wam powiem tak, bo sam kiedyś latałem z kumplami z garażu do Chorzowa i oglądaliśmy treningi jakiegoś starego wyjadacza co serwował tak, że piłka robiła dziury w siatce, a on tam stał jakby mu nic. I wiecie co? Ten facet nigdy nie grał w żadnym wielkim turnieju, ale za to miał gadane — taki jeden z nas, z pazurem, co umiał trafić w róg na połowie i jeszcze wyjaśnić, jak to zrobić, żebyś i ty po paru tygodniach potrafił. I teraz myślicie, że to jakaś bajka? A nie — bo jakby ten Vukadinović albo jak mu tam naprawdę miałby coś takiego w zanadrzu, to po co mu by było latać po akademiach w Ankonie i Gdańsku? Facet widział, że nikt go nie chce w swoich strukturach, bo był za wolny albo za dziwny dla sponsorów, a tu proszę — ktoś wreszcie docenił jego umiejętności i chce z niego skorzystać. No to czemu nie wziąć go na warsztat? Przecież nie chodzi o to, żeby zrobić z niego numer jeden na świecie, tylko żeby dorzucił do naszego serwisu trochę tej magii co sprawia, że przeciwnik od razu czuje się jak na minowym polu. I jeszcze jedno — jakby ten typ umiał nauczyć naszych chłopaków, jak wcisnąć serwis w taki róg, że ląduje on w kubłach na śmieci za kortem, to jaka to różnica czy grał w US Open czy nie? Ważne, że potrafi. A reszta to tylko plotki co można wysłuchać przy kolejnym piwie, bo ktoś komuś coś tam gadał przy szklance żubra. No ale serio — szkoda gadać, trzeba działać, bo jak nie, to znowu stracimy pół finału przez jednego debila co odbija wszystko jakby grał z rakietą z pluszaka. 🍺🔥💪Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej, ale żeście mnie teraz przypomnieli o moim własnym poparzeniu z tamtymi czasami, to przyznam że aż ciarki przeszły... bo no właśnie, pamiętacie tego golema co miał nas uratować przed wiecznością w pierwszej rundzie imprezy na korcie centralnym? tego co niby grali z Austriakiem i wszyscy gadali, że on potrafi uderzać jak bóg — ale tylko do czasu jak go spotkał na żywo? był taki jeden pomysł w 2018, latałem wtedy z kumplami do warszawskiego Torwaru na jakiś charytatywny mecz pokazowy, i akurat jeden z tych "ekspertów od tenisowej rewolucji" rozpuścił plotkę, że na trybunach siedzi facet co kiedyś trenował z samym Djokovicem i że wystarczy go złapać, a nasz zawodnik dostanie serwis co rozwala mury berlińskie. no i oczywiście zebraliśmy się jak te barany i zaczęliśmy bić pianę przy piwie, że oto nadchodzi mesjasz. tylko że ten typ — nazywał się, niech pomyślę, Marcinowski, choć pewnie ktoś tam wymyślił sobie lepiej — okazał się być takim dziwakiem, że po pierwszym treningu nasi chłopacy woleli mu nie podawać piłek, bo facet miał taką technikę uderzenia, że raz trafił w siatkę, raz w ziemię, a raz w sędziego, i to akurat w moment jak facet się schylał żeby podnieść piłkę... no kurde, ledwo unikał aresztowania. i co? wytrzymaliśmy z nim trzy treningi, potem facet dostał szału bo mu powiedzieli, że jego styl to "nieprofesjonalny", wrzucił nam jakiś napis na forum, że my to banda analfabetów co nie umie docenić geniuszu, i zwiał do hiszpanii gdzie prowadzi teraz szkółkę dla bogatych dzieciaków co potrafią uderzać — ale tylko forehandem, bo backhendu boją się bardziej niż zmroku. a my? no my dalej czekamy na cud — tyle że teraz już wiemy jedno: jak ktoś gada o "rewolucyjnym serwisie co rozwala mury" i nie ma za sobą ani jednego meczu w wielkim turnieju, to albo jest geniuszem co ukrywa się przed światem, albo po prostu kolejnym frajerem co myli ekscentryzm z klasą. no ale... kto wie, może tym razem Vukadinović jednak okaże się tym prawdziwym, bo przecież AdamWarszawa z Gdańskiem też nie przyszedł znikąd, a jednak trafiliście na jego opowieści co nie? czas pokaże, bo jak mówił stary trener z Oruni: "sponsorzy wolą dokumenty niż opowieści, a kibice wolą opowieści niż dokumenty... ale jak dokumenty nie działają, to zawsze można postawić piwo temu, kto opowiada najlepiej." 🍺🔥