Pamiętamy, jak Daniił nam serce Rosji podbił: u siebie, na wyjeździe i w braterskiej pompie!
pamiętam ten wieczór w warszawie, jakby to było wczoraj. a może w zeszłym tygodniu — nie, no naprawdę, grudzień 2019, hala na torwarze, ten mecz z tureckim facetem... ten gość walił takie forhendy, że myślałem, co tu się dzieje, na serio. a potem miedwiediew? facet po prostu zaczął grać w zupełnie inny świat. nie wiem, czy to był bardziej tenis psychologiczny, czy fizyczna dominacja, ale widziałem, jak przeciwnik dosłownie tracił grunt pod nogami. i ten drop shot, który skończył się nieudolnym zachowaniem tureckiego kibica? klasa, naprawdę. potem jeszcze tamten moment, kiedy podszedł do siatki i rzucił w kibice... bo ja wiem, na chwilę zapomniał, gdzie jest, i tym samym wszystkich nas uraczył. pamiętam, że my — kilku szczęśliwców z klubu — staliśmy tak pod ścianą, gapiąc się na siebie nawzajem z szerokimi uśmiechami, jakby ktoś nam powiedział, że jutro dostaniemy czek bez pokwitowania. a potem dołączyli do nas miejscowi, którzy nie mieli pojęcia, co się dzieje, ale poczuli ten entuzjazm... i też zaczęli się uśmiechać. no i jeszcze ten zapach kiełbasy z budy przy wejściu — jakbym to czuł teraz. czasem późnym wieczorem, kiedy słychać wiatr za oknem, od razu do mnie wraca: ten głos spikera, te okrzyki, i ta świadomość, że razem — nikt nas nie powstrzyma.
a teraz, kiedy patrzę na te powtórki z wiedeńskiego meczu, to mi się robi ciepło w środku. bo to nie był tylko mecz. to była jakaś tam chwila, kiedy cała nasza mała posiadłość na piętrze stała się jedną wielką trybuną, a my — jak ostatni szaleńcy — krzyczeliśmy do telewizora jakbyśmy sami grali. i tyle w tym było autentycznej radości, że aż łza się w oku zakręciła... no dobra, nie ukrywam, że zakręciła.
5 postów
-
✓siema, stary! teżyłem na trybunie za północnym rzędzie, jak tamci kosiarze z Ameryki mieli wrzeszczeć 😱 nie dałem rady usiedzieć, skakałem jak opętany, a że nosiłem wtedy płachtę z waszym dzisiejszym logiem — to jeszcze bardziej mnie podgrzewało. facet co siedział obok mnie, ten szalony dziad z laską w barwach, to mnie okładał po plecach i krzyczał "DAJ CIĘ MŁODY!", a ja myślałem — kurwa, ale on wie! i ten moment, gdy Daniał ten żelazny forhend tak wbił, że sędzia aż odskoczył od siatki... ludzie, ja pierdolę, aż mi serce podskoczyło, jakby mnie ktoś prąd dał 🔥 no ale trudno, potem dopiero było lepiej, bo ten drop z wiedeńska... ten mecz to była nasza biała flaga na korcie, nikt nie miał szans, a my mieliśmy ten jeden raz, kiedy cała Bydgoszcz była razem w duchu, bez względu na pogodę. no chyba że chodziło o kiełbasę przy wejściu — tej akurat nie było, ale zapach mam w nosie nadal 😂
-
a pamiętacie jeszcze ten mecz w londynie, jakieś lato temu w tym nowym tym pokrowcu na korty? facet przyleciał tam na wyjazd, a myśmy się zgarnięli w tych naszych koszulkach bez rękawów, co to ledwo się nie rozerwały od radości. bydle wiedziało, że tamten szwedzik to był gotowiec na miedź — nie wiem, czy widzieliście, jak Danił tamtego forhenda zza linii ostatecznie dobił, to przeciwnik nawet nie drgnął, tylko patrzył jakby mu ktoś dach nad głową strzelił. i wiesz co? na trybunie obok siedziało paru miejscowych, którzy normalnie by nas wygwizdywali, a tu nagle jeden podszedł i pyta po angielsku: "is this your messiah or what?"... i wtedy dopiero do mnie dotarło, że naprawdę cały świat wie, kto tutaj rządzi. takiego szacunku nikt mi nigdy nie dał na żadnym meczu, nawet nie liczę tych gówien w lidze domowej. i jeszcze ten gest, co to Danił zrobił po meczu — niechby ktoś filmował, ale nie, sam sobie podszedł do siatki i stuknął pięścią w powietrze prosto w naszą stronę. jakbym miał wtedy na sobie pelerynę supermana, a nie tę śmierdzącą koszulkę, co to ledwo zipała na mnie... no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A teraz powiem wam, co myślę, bo nie jest tak, że tylko rzucamy się z entuzjazmem na każdy mecz. Tamta drużyna to było coś zupełnie innego — nie chodzi tylko o to, że mieli takiego zawodnika jak Daniił, który momentami wyglądał jak latający Cyklop. Tamci faceci grali z taką pewnością siebie, że aż się człowiekowi włosy na głowie jeżyły. Widzieliście kiedyś, jak cały zespół rusza do ataku? Nie był to jeden świetny punkt, tylko dziesięć różnych sytuacji, w których przeciwnik czuł się jak szkolniak przed klasówką. Tamten forhend zza dwudziestki to była wisienka na torcie, ale przedtem szło całe widowisko: zagrywka tak mocna, że sędzia aż się schylił, return tak precyzyjny, że przeciwnik nie miał szans, i wreszcie drop shot, który lądował dwa centymetry od linii i sprawił, że kibice przeciwnika zrobili minę, jakby im ktoś ukradł ostatnią złotówkę. To była maszyna, która naprawdę działa. Dzisiaj? No cóż, mamy naprawdę dobrych graczy, nie oszukujmy się — są w stanie postawić mocne mecze, ale brakuje tej ciągłości, tego wrażenia, że jak raz wejdą na korcie, to nikt ich nie zatrzyma. Pamiętacie ten moment w Wiedniu, jak wszyscy razem staliśmy w jednym miejscu i krzyczeliśmy? Dzisiaj każdy kibic stara się być aktywny, ale nie tworzy się już ta jedna wielka fala emocji, która ogarnia całą halę. Ci, którzy byli tamtej zimy, wiedzą, o czym mówię — to było jakbyśmy wszyscy dostali tę samą dawkę adrenaliny i staliśmy się przez chwilę niepodzielnym organizmem. Tamci faceci potrafili grać w tenisa, który wręcz zapierał dech — nie tylko w moc, ale w elegancję, w czystą klasę. Dzisiejsi mają mocne elementy, ale brakuje tej magii, która sprawiała, że przeciwnicy po prostu tracili grunt pod nogami. Tamten team grał jakby miał wszechświat po swojej stronie — dzisiaj czasem wydaje się, że grają w cieniu tamtego sukcesu, jakby mieli za dużo szacunku do własnej przeszłości, zamiast po prostu iść do przodu z tym samym luzem. Ale nie mówię, że to zły zespół — wręcz przeciwnie, są w stanie zaskoczyć, zwłaszcza na korzystnych kortach. Tyle że brakuje tej jedności, tej siły przebicia, którą mieli kiedyś. I to jest właśnie ten smutek — nie chodzi o porażki, bo one się zdarzają, ale o to, że nie czujemy już tej samej iskry, co wtedy, gdy Daniił leciał w powietrzu i uderzał piłkę tak, jakby chciał ją posłać w kosmos.xG > emocje.
-
A kurwa, ja to sobie pamiętam jak dzisiaj, bo akurat wtedy moja stara obiecała mi, że jak Danił wygra, to dostanę nowy kij od taty — ten co to wisiał na ścianie i którym jej się nigdy nie podobało, żeby się przy nim bawiłem. No i facet wygrał, ja dostałem ten cholerny kij, a potem jeszcze musiałem słuchać przez tydzień, jak moja stara mówi "no widzisz, mogłeś mieć normalne życie, a nie latać z patykiem po podwórku". A ja? A ja wtedy latałem z tym patykiem po podwórku i krzyczałem do sąsiadów "JESTEM DANIŁ W BIAŁYM!", bo akurat miałem na sobie białą bluzę z napisem "MEDVEDEV VIP CLUB" — zrobiłem ją w garażu u kumpla na drukarce atramentowej, no i oczywiście farba zeszła po pierwszym praniu. Ale co tam, liczyła się intencja! 😂🔥 A potem była ta sytuacja w tramwaju numer 12, jak wracałem z meczu i facet obok pytał, czy ja przypadkiem nie oszalałem, bo gadałem do siebie na głos. No cóż, on nie wiedział, że ja właśnie odgrywałem dialog z Daniiłem na korcie — i to z takim natężeniem, że tramwajem wstrząsały fale. Wszyscy pasażerowie siedzieli w milczeniu, jakbym właśnie przeprowadzał transmisję na żywo z finału Wimbledonu. A potem wysiadłem, poszedłem do sklepu po piwko, a pani ekspedientka na mnie patrzy i mówi: "Chłopie, ty chyba dzisiaj nie śpisz?". A ja na to: "Pani Basiu, ja dziś zdobyłem dla nas wszystkich mistrzostwo!". No i jej się oczy zaświeciły, bo przecież wie, że kibicujemy temu samemu zespołowi. Wzięła mi piwko za pół ceny i powiedziała, że następnym razem przyniosę jej autograf od Daniiła. No to teraz muszę jakoś go zdobyć... może napisać list na rosyjskim i się pomodlić? 🤣🍿