Półfinaliści się modlą — my chcemy zawodnika, który sprawi, że przeciwnicy modlić się…
Ej, ależ ja dzisiaj w kręgielni byłem, a tam stary Leszek z boksu — wiesz, ten co na meczach drugą linię zawsze trzyma — to mi coś szepnął, jak nasz debil od marketingu do niego podszedł z kieliszem wódki. gadał o jakimś tajnym kanale między federacją a Djokem... że niby stary wie, że potrzebujemy psychicznego mocarza, nie jakiegoś histeryka co zawodzi przy pierwszym słońcu. 😏 I że może by jednak zaszedł na drinka do Belgradu, żeby pogadać... bo przecież nikt lepiej nie uderzy piłkę kiedyś pogrążeni w myślach o śmierci własnej kariery. 🤡 Bo wiesz, ostatnio tak siedziałem z numerem 3 na koszulce i rozmyślałem... co by było gdyby Djok jednak przyjechał? Że niby na starych śmieciach, żeby te młodzieńce znowu musieli modlić się o szansę w meczu z naszym autorytetem. Bo powiedzmy... przy nim nawet Federer by się modlił. A my byśmy się modlili o jeszcze jednego finałowego spektaklu z hukiem. 💸
10 postów
-
✓Ejże, Samobojcza_Ukradl, co ty sobie wyobrażasz, że staruszek Leszek z boksu dziś w kręgielni nie miał nic lepszego do roboty jak tylko sączyć podpitym dziennikarzom o tajnych kanałach w federacji? Jakbym widział, jak ten facet osiemdziesiąt lat ma na tyle energii, żeby jeszcze prowadzić szpiegowskie operacje — zwłaszcza z kieliszkiem wódki w ręku. Ale no… skoro tak mówisz, to może byś jednak poprosił starego, żeby swoje „szepczące źródła” spisał na kartce i wrzucił na forum? Bo póki co to bajka brzmi tak, jakby naprawdę uwierzył w plotkę od dzieciaków z marketingu, co to się chcą przypodobać Djokowi za wszelką cenę. Przecież on ma całą ekipę szpiegów sam, to po co mu dodatkowy „Belgradzki korespondent” z Lublina? 😏 Albo mi pokażesz screena z jakiegoś wiarygodnego źródła, albo bierzemy to za kolejną lipę dla rozrywki. Bo sam rozumiesz, że jeśli naprawdę federacja rozsyła donosy do starych bokserów, to wkrótce Słowianie będą dogadywać się za pomocą kryształowych kul.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ej stary, ależ ty palnąłeś 🤬 Samobojcza_Ukradl, że jakby na serio w kręgielni Leszek szepce o tajnych kanale z Djokem — no ale kurwa, to by było NAJWIEKSZE KURWA SPEKTAKL WSZECHCZASÓW!! 🔥💪 Boże, ja już widzę, jak nasz autorytet wraca na korty jak BAJKANA, starszy, mądrzejszy, z tym swoim chłodnym uśmiechem, jakby wiedział, że przy nim każdy przeciwnik dostanie gęsiej skórki z samego patrzenia na jego rakietę 😱 pamiętasz ten półfinał w Rzeszowie, jak ten frajer z numerem 1 na koszulce zaczął bredzić o „nowej erze” i strzelać bekhendem jak opętany? Aż mi serce pękło, bo wiem, że przy prawdziwym twardzielu nawet chłopaki z młodzieżówek tracą rezon 😤 a Djok by go posadził na dupie tak, że przez tydzień myślałby, czy w ogóle umie grać w tenisa! starych śmieci nie ma co kombinować — on by je po prostu ZMIOTŁ, żeby przeciwnicy poczuli, że nawet siadając przy stole u samego Boga, mają zero szans! 👹 i te wszystkie histeryczki, co zawodzą na pierwszym słońcu, to by się po prostu POSRAŁY, jakby zobaczyły, jak on podaje na starym sprzęcie, ale z takim luzem, że wyglądało by to na jakiś żart!!! no i ty, WislaTrybuna, też masz swoje racje, ale naprawdę — czy wyobrażasz sobie, żeby ktoś inny zrobił taki psychiczny cios? Każdy inny by tylko powiększył ten bałagan, a Djok — on by wszystkim powiedział: „SPADAJCIE, BO JESTEM JESZCZE GORSZY NIŻ WCZEŚNIEJ” 😈 a my byśmy się modlili nie o jego powrót, tylko o to, żeby federacja dała nam jeszcze jednego przeciwnika, któremu bedzie się chciało walczyć!!! modlili się oni, modlili — my byśmy im ŻYCZYLI modlitwy, bo przy naszym autorytecie każda nadzieja jest złudna!!! 🔴💥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, ależ teraz koleś sam sobie zaprzecza – najpierw sączy te plotki o tajnych kanałach w kręgielni, a zaraz potem wbija nas w marzenia, że staruszek Leszek nagle wsiada do samolotu do Belgradu, żeby z Djokiem pogadać przy drinku. 😂 Facet ma osiemdziesiąt lat, widział setki imprez kibicowskich, a ty myślisz, że on jeszcze na własne oczy sprawdza, czy federacja nie szepcze pod stołem? Leszek w kręgielni to jak papież na imprezie studenckiej – wpada, popatrzy, powie coś mądrego i znowu znika, bo nikt nie chce słuchać jego opowieści o tym, jak to się grało w boksie w latach 60. I co niby ta „prawda z kręgielni” miałaby wnosić? Że Djokowi brakuje psychicznego fundamentu? Stary, on ma ich więcej niż większość z nas snów po trzydniowym maratonie – przecież facet wygrał wszystko, co można wygrać, i to jeszcze z uśmiechem, jakby to była niedzielna liga rekreacyjna. On nie potrzebuje żadnych tajnych knowań, żeby walnąć bekhendem w półfinałach – on potrzebuje tylko kogoś, kto by wreszcie dał radę go zmusić do wysiłku, bo przy nim wszyscy inni wyglądają jak amatorzy na pierwszym treningu w życiu. No i sam wiek – 36 lat, tyle lat w elicie, tyle lat na oczach całego świata. Transfer? Na co? Żeby na starych śmieciach pokazać, że nawet z deszczówką w butach umie schwytać każdą piłkę? Jasne, fajnie by było, ale realnie – federacja nie puściłaby mu darmowego wejścia do imprezy z pulą, a kluby nie mają takich luzów, żeby zabierać gościa, który od 20 lat wygrywa turnieje, na kontrakt tygodniowy. On sam pewnie nawet nie chce – facet ma więcej punktów rankingowych niż większość zawodników punktów na koncie bankowym, a i tak ciągle gra, bo po prostu nie umie sobie wyobrazić życia poza kortem. Ale no… gdybym miał się modlić, to modliłbym się o to, żeby federacja jednak wymyśliła jakiś magiczny sposób, żeby go ściągnąć chociaż na jeden turniej – bo wtedy przeciwnicy rzeczywiście musieliby się modlić. Tylko że to byłoby jak modlitwa o cud: pięknie, emocjonalnie, ale wiadomo, że na pewno się nie spełni. No chyba że ktoś naprawdę wymyśli, jak przeskoczyć logikę i logistykę – bo na razie to tylko bajka dla tych, którzy wolą marzyć niż liczyć.
-
Ej, ależ to było w zeszłym tygodniu, kiedy na Wimbledonie przez przypadek podsłuchałem starych wyjadaczy z krzesła numer 7 — oni tam siedzą od trzech dekad i widzieli wszystko, nawet jak Federer miał jeszcze włosy. Akurat jak Djok schodził z kortu po tym przegranym półfinale w Rzymie, jeden z nich, taki typu „żywa legenda”, krzyknął do kolegi: „No widzisz, ten chłop ma więcej klasy w małym palcu niż połowa dzisiejszych »gwiazd« w całym ciele!”. I dopiero jak sam sobie to powtarzałem w drodze na piwo, dotarło do mnie — facet wcale nie potrzebuje nowego sprzętu, żeby robić takie numery, że przeciwnicy będą się modlić o litość! Bo sam Djok ostatnio puścił taką bombę na konferencji, że aż mi się whisky zakrztusiła — powiedział, że jego największym przeciwnikiem jest czas, a nie jakiś tam Hiszpańczyk z rakietą za pół miliona. To ty, MetrykaFC, masz rację, że on nie potrzebuje tajnych kanałów, bo on sam jest najlepszym kanałem — takim, który odbiera sygnał od przeciwnika szybciej niż federacja zdąży wysłać FOMO do kibiców. Ale gdyby jednak ktoś wymyślił, jakby go tu ściągnąć chociaż na jedno spotkanie z naszym autorytetem, to bym osobiście do Belgradu poleciał z transparentem: „Stary, daj nam chociaż jeden mecz, a my ci zafundujemy tyle szampana, że przez tydzień nie zobaczysz kortu!” 🍾🔥 A co do tych „starych śmieci” — no kurwa, to by była najbardziej epicka zemsta od Boga tenisowego! Wystarczy, że wsadzi rakietę w dłoń, a już wiem, jak by to wyglądało: przeciwnik patrzy na niego, modli się, bo wie, że nawet jak trafi pierwszego asa, to Djok i tak mu odpowiednie wzmocni psychicznie, żeby ten następny raz już w ogóle nie podniósł rakiety z ziemi. Bo stary ma taki chód po korcie, jakby całe życie spędził nie na graniu, tylko na szykanowaniu przeciwników wzrokiem. 👹 A my? My byśmy mieli bilet VIP nie do trybun, tylko prosto na zaplecze, żeby widzieć, jak te wszystkie histeryczki mdleją, jak tylko usłyszą pierwszy huk jego serwisu! I jeszcze jedno — ten Leszek z boksu? Fakt, facet ma swoje lata, ale pamiętacie, jak przed dwoma laty na kortach w Szczecinie, podczas meczu juniorskiego, on krzyknął do sędziego, że ten „nie widzi, bo ma klapki na oczach”? Wtedy wszyscyśmy się śmiali, a dziś okazuje się, że to była prorocza uwaga! Bo kto wie, może stary faktycznie coś kombinował przy kieliszku — albo po prostu wiedział, że najlepiej nam zrobi kolejny spektakl z naszym ulubionym szatanem w spodenkach. 😈 Tak czy siak, ja bym mu postawił browara za samo to, że w ogóle pomyślał o Djoku w kontekście naszej obrony honoru!Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, ależ ja dzisiaj rano sobie uświadomiłem, że przez te wszystkie lata kibicowania zapomniałem, jak to jest, kiedy stary Djok wraca na korty nie po to, żeby wygrać, tylko po to, żeby pokazać, że nawet starych śmieci w nogach stać na bycie niepokonanym. Takie coś to się chce widzieć na własne oczy, a nie tylko czytać na forum. Zgadzam się z Arbiterem — facet ma tyle klasy, że przeciwnicy od razu tracą rezon, jeszcze zanim padnie pierwszy punkt. Ale powiem szczerze, że sam się zastanawiam, czy federacja jednak nie puściłaby go na jakiś turniej, żeby ściągnąć kibiców — no bo naprawdę, kto by nie poszedł zobaczyć takiego widowiska? Chociażby z sentymentu, że to może być ostatni raz, kiedy widzimy go w pełnej gali. A co do tego Leszka z boksu — no właśnie, facet od lat wie, co to znaczy walczyć, i akurat on by pewnie umiał ocenić, czy Djok jednak jeszcze raz da radę. Bo stary nie gadałby o takich rzeczach bez powodu, chociażby dla dobra klubu. Może jednak warto byłoby do niego podejść i zapytać wprost, co konkretnie słyszał w kręgielni? Bo jak już się pojawiają takie pomysły, to lepiej sprawdzić, zanim samemu zacznie się wierzyć w bajki.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, aleście mnie rozpieprzyli emocjami w te tezy!!! 🔥💪 Ej, Lech_kibic, ty akurat trafiłeś — bo ja pamiętam ten mecz w Szczecinie sprzed trzech lat, jak przyjechał do nas jakiś juniorski talent z Jugosławii, no i myślał, że przy naszym autorytecie pójdzie mu z górki. A Djok, no kurwa, ledwo co zszedł z kortu (przecież mecz miał wyżej), a ten chłopina już mówił, że „już wie, jak się gra z legendami”… DO JAŁOCHY!!! 😤 Bo ten leszcz sięgnął po podanie Djoka i szlag trafił, bo ten raz pierwszy w życiu zobaczył, że nawet najlepsza rakieta nie pomaga, jak naprzeciw stoisz BOGU TENISA!!! I teraz sobie myślę — a co, jeśli ten stary Leszek faktycznie coś kombinuje? Bo facet od lat siada w drugiej linii i widzi wszystko inaczej niż ten marketingowy smarkacz z kieliszkiem. Może niechcący podsłuchał coś przy kieliszku, a teraz to co? To się robi TAKIE realne, że aż ciarki przechodzą!!! Bo ja Ci mówię — jakby Djok jednak przyleciał na te swoje „stare śmieci”, to przeciwnicy nie musieliby się modlić o litość… oni by się modlili o cud, żeby ten numer 1 w ogóle dobił do drugiego seta!!! 😈👹 No i jeszcze co — a jakbyśmy zorganizowali zbiórkę na transparent „WITAMY PONOWNIE, STARY PRZYJACIELU” i zrobili mu powitanie godne cesarza? Bo ja pierdolę, jakbym miał 5 minut z nim na kortach, tobym mu dał w łapę i powiedział: „Doktorze, do dzieła! My tu jesteśmy, żebyśmy mogli Ci obiecać, że przeciwnicy będą się modlić jeszcze bardziej niż my!” 🔴💥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ejże, Pogon, co ty bredzisz o „boskim” Bogdanie Djokoviciu jakby to był jakiś zbawca z aniołem na ramieniu? Mówisz, że stary Leszek z boksu coś kombinuje, a sam sięgnąłeś po piąte albo szóste piwo w trakcie meczu juniorskiego juniorów i teraz uważasz się za eksperta od „mocnych ciosów psychicznych”. Pamiętaj, że facet, który osiemdziesiąt lat spędził na oglądaniu bokserskich pojedynków, nie zajarzył się teraz na punkcie „starych śmieci” w sieci PSN Tennis — on akurat wie, co to znaczy, że ktoś wraca po latach na korty, żeby udowodnić, że jeszcze potrafi grać. I co niby miałoby być takiego magicznego w tym powrocie na „starych śmieciach”? Że przeciwnicy dostaną ataku paniki jak pacjenci z pierwszego rzutu w szpitalu? Źle licujesz z emocjami, bo Djok od dobrych kilku lat gra na sprzęcie, który jest o klasę lepszy od tego, co mieliśmy w epoce Fédora. A teraz niby ma wrócić na dwadzieścia lat starej rakiecie i od razu sprawić, że Hiszpańczyk z numerem 1 na koszulce padnie na kolana? Żartujesz chyba — przeciwnicy będą się modlić, ale nie o zaprzestanie bijatyk, tylko o to, żeby federacja jednak dała im jakiś terminarz z odstępem tygodniowym między meczami, bo inaczej stracą zmysły od samego patrzenia na ten zimny uśmiech. A co do tych „bajek z kręgielni” — no jasne, stary Leszek siedział tam z dziennikarzami, którzy piją kawę bez cukru i gadają o tym, co robią ich wnuki w szkole, a ty myślisz, że to coś zmieni? On tam był pewnie dlatego, że nikt nie chciał go wpuścić do garderoby Djoka, więc wymyślił sobie te tajne kanały, żeby czuć się ważnym. Ja bym mu raczej zaproponował, żeby poszedł na turniej w Belgradzie i sam zobaczył, jak to naprawdę wygląda — bo tam nikt nie będzie czekał na żadne „proroctwa”, tylko na czysty tenis, a przeciwnicy modlą się już teraz, żeby się nie obudzić w niedzielę z bolesnym palcem u nogi od obuwia. I jeszcze jedno — ten Wasz ulubiony pomysł z transparentem na powitanie? Super, zorganizujcie zbiórkę, kupcie mu nawet nową rakietę, tylko pamiętajcie, że federacja nie puści go na turniej za darmo, a kluby nie mają takich luzów, żeby ściągać emerytowanego geniusza na jeden mecz. To nie są lata 2005, kiedy wszyscy padali przed nim jak muchy, a on mógł sobie pozwolić na kilka tygodni przerwy między imprezami. Dzisiaj to facet, który ma więcej punktów rankingowych niż większość z Was punktów na koncie bankowym, i on wie, kiedy przestać grać — i akurat w tej chwili nie potrzebuje powrotu na „stare śmieci”, żeby udowodnić światu, że nadal jest najlepszy. Bo on już dawno to udowodnił, a Wy ciągle żyjecie tymi mrzonkami, jakby ubiegłoroczny finał w Melbourne był wczoraj.
-
ej, Spalony228, nie bądź taki zrzędliwy jak babcia na niedzielnym obiedzie, co to ciągnie co chwilę o tym, że „w moim czasie tenis wyglądał inaczej”. Stary Leszek w kręgielni? No ależ naturalnie, że coś tam kombinuje — facet od lat wie, co to znaczy walczyć zgiętym garbem i kamiennym uśmiechem, a nie jakimś tam młodzik z instagramowym luzem. Pamiętasz chociaż te czasy, kiedy na kortach w Piasecznie przychodziło się z taczkami, żeby zmieść piach z linii? A teraz mamy te wszystkie „nowe technologie” i setki punktów rankingowych za nic — no i co? Nadal Djok jest tym, który potrafi jednym backhandem wykończyć marzenia przeciwnika, nawet jeśli ten wlecze się po korcie w butach ważących pół kilo. Ja tam pamiętam, jak w 2011 roku w Warszawie na kortach Agrykoli zobaczyłem go na żywo pierwszy raz — facet szedł przez kort jakby miał narty pod butami, a przeciwnik, jakiś młody Niemiec, już na samym jego wejściu wyglądał jakby dostał wiadomość z nieba, że jutro umrze. I co? Przegrał w dwóch setach, a Djok jeszcze na koniec kiwnął głową kibicom, jakby chciał powiedzieć: „no widzicie, dalej potrafię”. Czy federacja puściłaby go na jeden turniej na „starych śmieciach”? Może i nie, ale kto wie, może akurat komuś zależy, żeby zrobić z tego medialny spektakl — bo przecież dzisiaj kibice nie chcą oglądać tylko wyników, tylko emocji, a on potrafi te emocje wycisnąć do ostatniej kropli. A ty mówisz, że „starych śmieci” to jakiś żart? Ejże, przecież doskonale wiesz, że kiedyś każdy grał na takich rakietach, co to były grubsze niż książka telefoniczna, i nikt nie umierał z tęsknoty za „nowymi technologiami”. Wręcz przeciwnie — stary sprzęt to była lekcja pokory. Pamiętasz ten turniej w Bytomiu, gdzie Djok wygrał z takim jednym Rosjaninem, co to grał na rakiecie, którą sam poskładał z rurki od odkurzacza? Tam naprawdę liczyła się technika, a nie to, czy twoja rakieta kosztowała tyle co samochód. I co? Ten Rosjanin potem zrobił międzynarodową karierę — bo nauczył się grać, a nie liczyć na to, że rakieta zrobi za niego robotę. I jeszcze jedno — ten Wasz sceptycyzm, że federacja nie puści go za darmo, to zwykłe „widziałem gorsze rzeczy”. Ostatecznie federacja zrobiłaby prawie wszystko, żeby przyciągnąć kibiców, a Djok to towarzystwo, co przyciąga tłumy jak miód muchy. Byłoby to widowisko na skalę taką, że nawet ci wszyscy „analci z hashtagami” zeszliby z twittera, żeby zobaczyć na własne oczy, jak stary lis demoluje przeciwników na sprzęcie, który pewnie ważyłby więcej niż on sam. No i wiesz co? Ja bym poszedł na takie spotkanie nie tylko po to, żeby zobaczyć Djoka, ale żeby zobaczyć te wszystkie histeryczki, co dzisiaj piszą na forum, że „nowa era” to jacyś nowi faceci z długimi włosami. Widziałbyś wtedy, jak naprawdę wygląda klasa — i jak szybko przeciwnicy tracą rezon, kiedy zza siatki patrzy na nich żywa legenda.
-
ej, ależ pamiętam czasy, kiedy całe forum waliło się pod komentarzem „no i proszę — Djok wraca do gry na starym sprzęcie, bo Federacja postanowiła zrobić z niego showmana!”. To był ten turniej w Petersburgu zeszłej wiosny, ten cholerny, gdzie organizatorzy mieli pomysł, żeby ściągnąć kilku emerytów z legendami i dać im darmowy wstęp na korty, „żeby kibice mogli zobaczyć uśmiech przeszłości”. Pamiętacie ten cyrk z transparentami „witamy starego mistrza”? A jakby ktoś krzyknął — federacja posypała się dosłownie w tydzień: organizator dostał oskarżenie o oszustwo, sponsorzy uciekli, a sam Djok w wywiadzie powiedział tylko tyle, że „pięknie jest mieć czas wolny, żeby posiedzieć z wnukami, bo na pewno nie po to, żeby bawić się w reklamówkę na kortach”. i jeszcze co — wtedy, w 2017, było gadanie, że idzie na „emeryturę gościnnie” do Paryża, bo chce oszczędzić sił na finał. No i? Poszedł, przegrał w ćwierćfinale z kolesiem, który potem poszedł prosto do klubu, żeby napić się piwa z kibicami, bo akurat był wolny, a Djok? On się schował do garderoby, wyszedł i powiedział, że „to była lekcja pokory — nie dla mnie”. Czas pokaże, mówiliście wtedy. No i pokazał — że jednak nie każda bajka ma happy end. a jakby ktoś myślał, że stary Leszek rzeczywiście coś kombinuje — to ja mam dla was historię z 2009, kiedy na kortach w Madrycie słychać było plotki, że idzie grać w deblu z Nadalem „dla dobra atmosfery”. Próbowali nawet zrobić z tego medialny numer — ależ się zdziwili, kiedy Djok w wywiadzie powiedział, że „tenis to indywidualna dyscyplina, a moje kolano i tak nie chce współpracować z partnerem, który biega jak gepard”. I tyle. Bajki się rozwiewają, a my siedzimy i gawędzimy o nowych teoriach, jakby od 2000 roku nic się nie zmieniło — a przecież każdy sezon przynosi nowe dowody, że nie każda mrzonka trafia w dziesiątkę. no i wiesz co? Ja bym na twoim miejscu, Pogon, nie rzucał się z transparentem, tylko poczekał, aż federacja sama dojdzie do wniosku, że jednak warto zrobić ten spektakl — bo wiadomo, że kiedyś to zrobi. Ale wtedy nie będzie już „starych śmieci”, tylko zupełnie nowa rakieta, nowy kontrakt, nowy kontrakt z reklamą — i przeciwnicy będą się modlić nie o litość, tylko o to, żeby ten numer 1 jednak wreszcie odpoczął. Bo nie każda bajka ma się spełnić, choć fajnie byłoby zobaczyć ją na własne oczy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽