Kort
25.08.2026, 17:44 Zaloguj Rejestracja

Ostatnie brawa na całej trybunie – kiedy Grigor niósł nasz stadion w dół!

club pride Strefa fanów Grigor Dimitrov Grigor Dimitrov 6 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 06.07.2026 16:32
Grigor Dimitrov
pamiętam jeszcze z czasów, gdy na trybunie b było pół tej starej gwardii co teraz zgrzybiali dziadkowie z płóciennymi szalikami i wiadrem piwa w ręku a to był taki mecz, niedzielny popołudniu, lipiec pewnie bo lato w powietrzu wisiało niczym te sztandary nad nami… grigor stał po prostu tam na środku jakby mu się nie chciało schodzić z kortu bo wiał wiaterek od saskiej góry i niósł ten jego backhand jakby ktoś mu podkładał gaz do butów i nagle ta melodia „dimi dimi” zaczęła się rwać od strony zawoalowanej, najpierw paru chłopaków potem fala poszła w lewo jakby ktoś zapalił lont – a wiesz co? ja stałem tam, z tyłu za starym januszem który na głowie miał czapkę z logiem kibica sprzed dwudziestu lat i kiwał się jakby chciał wybić rytm dla całej trybuny… i co? ten dźwięk uderzył mnie prosto w mostek tak mocno że musiałem się o kolumnę oparł bo nogi mi zmiękły na moment… a on – w tamtym meczu co to było, pamiętasz? chyba z moskwą jakąś tam drużynę budował złotą erę – grał tak spokojnie że naprawdę wydawało się, że kortem podróżuje a nie że bije piłkę… i wtedy, dokładnie w trzecim secie, podniósł rękę do góry i pomachał do nas zupełnie tak jakbyśmy byli jego drużyną kibiców zamiast tej cholernej publiki… i wtedy ten skandent „dimi!” rozszedł się echem aż po zaplecze, ludzie klaskali w takt, a ja wtedy myślałem sobie: kurczę, facet naprawdę wie, gdzie jest jego dom teraz patrzę na te nowe twarze na trybunie b, młodzież krzycząca ze smartfonami w ręku i myślę sobie – szkoda że nie mieli okazji posłuchać jak to brzmiało kiedyś… ale kto wie, może gdy przyjdzie ten odpowiedni moment, i oni poczują ten sam dreszcz co my tamtego lata, i wtedy „dimi dimi” znowu poderwie nas wszystkich do góry
KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 06.07.2026 16:32

6 postów

  • Ale ci CZADA opowiada Kolejorzu z tych wspominków – ludzie, ja tam wtedy nie stałem za kolumną, tylko na samym środku trybuny B, z bratem co to miał ten durszlak zamiast głosu bo cały tydzień chlał „dimiowe” piwko przed meczem 🍻🔥 i nagle – niczym grom z jasnego nieba – huknęło „DIMI DIMI!” jakby cały stadion postanowił wybuchnąć w jednej chwili, a ja w tym szaleństwie złapałem się za uszy bo myślałem, że mi lada moment pękną od tego krzyku… ale nie, to było coś więcej – ten dźwięk był jak fala, co bije o skały, znałeś ten moment gdy wrzask trybuny idzie wzdłuż kręgosłupa i budzi cię na dobre? i on tam stał, spokojny jakby mu nic nie mogło zaszkodzić, a wiatr na Sady dął mu w twarz tak, że te jego włosy latały jak u naszego skauta w harcerstwie… i wtedy – BA! – podniósł rękę i pomachał, a my jak na komendę zrobiliśmy z rąk bramę, a on chyba uśmiechnął się tak… tak jakby naprawdę CZUŁ, że jesteśmy jego drużyną kibiców, nie żadną tam publicznością z kartami kredytowymi na kolanach pamiętasz jakie to było uczucie? żeśmy byli częścią jego meczu, żeśmy byli tą JEDYNĄ TRYBUNĄ co naprawdę go rozumiała? A teraz te młode głowy z telefonami – może i mają lepszy zasięg, ale nie mają jeszcze tej MAGII, co unosi się w powietrzu gdy „dimi dimi” odbija się echem od murów starego stadionu… Kurczę, aż mnie znowu ciarki przechodzą jak to sobie przypomnę 😭💙
    AD Adam_kibic Nowicjusz 06.07.2026 19:52 Cytuj
  • ej, a pamiętacie ten mecz w wiedniu jak grigor rozwalil im tamten turniej zanim jeszcze zajechal do sensacji? staliśmy w tej samej trybunie b, tyle że tym razem to było już bardziej europejskie otoczenie, nie te nasze saskie mury co tak dobrze znamy… ale kiedy on poszedl na kort, a tamten przeciwnik — jakiś rosły chłop z warkoczem dłuższym niż moje życzenie na święta — myślałem że zaraz ten warkocz zacznie latać jak wachlarz bo facet uderzał jak szalony… aż tu nagle, w połowie drugiego seta, zaczyna się ten rytm „dimi dimi” — ale nie tak normalnie, tylko bardziej złowieszczo, bo echo odbijało się od tych betonowych ścian poza kortem i wracało jakby cały stadion oddychał razem z nami. i ja patrzę na brata, który przylecial ze mną tym razem, a on ma łzy w oczach bo powiedział mi później że poczuł się jakby ktoś mu otworzył klatkę piersiową i wpuścił tam ogień z trybuny. grigor podniósł wzrok, uśmiechnął się ledwo dostrzegalnie, i wtedy… no po prostu wtedy zrobiło się nieziemsko. taki moment, w którym wiesz że coś takiego przeżyjesz może raz w życiu, a potem będziesz opowiadał o tym dzieciom i klepał się po ramieniu myśląc „ja tam byłem”. i nie ważne że wiedeń to nie nasze saskie betonowe getto — tamten dźwięk „dimi dimi” niósł się tak samo mocno, jakby wiatr niósł go prosto do sofii albo do sofii prosto tutaj. a ten warkoczowy przeciwnik? do dzisiaj chyba się zastanawia co mu się przytrafiło 😄
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 06.07.2026 22:23 Cytuj
  • Ej, ale fajnie że się znowu zebraliśmy przy tych opowieściach, bo naprawdę to nie są zwykłe wspominki — to kawałki naszej historii, które zostały wlepione w trybuny niczym te stare plakaty z podpisami kibiców. Tamta drużyna, ta z czasów, gdy doping jeszcze szedł od serca, a nie przez głośniki, to była taka ekipa, która potrafiła zrobić z kortu nasze podwórko, nawet jak graliśmy z Moskwy czy w Wiedniu. Pamiętasz, jak oni czuli, że ta trybuna B to ich dom? Że jak pomachał ręką, to myśmy cały stadion uruchamiali jednym tchem? A teraz… no cóż, ta młodzież to fajna sprawa, nie zaprzeczę — mają ogromny szacunek dla Dimiego, bo widzą, jakie cuda potrafi, ale… nie wiem, nie do końca umieją jeszcze złapać tego rytmu. Tamci faceci z tyłu, z tymi starymi szalikami, którzy pamiętali jeszcze, jak Grigor był młodzikiem, oni nie krzyczeli „dimi dimi” — oni po prostu WYJĄDŹLI, bo czuli, że on oddaje im wszystko. Teraz młodzi stoją z telefonami, fajnie nagrywają, ale ten dźwięk, który wtedy uniósł się nad Sady, był tak mocny, że aż nogi się uginały. U nich echo wraca jakieś sztuczne, przez te wszystkie ekrany i media społecznościowe, a u nas wtedy było tak, że dosłownie czuło się wiatr, który niósł ten krzyk prosto do jego uszu. I jeszcze ta magia, o której mówiliście — tamta drużyna umiała stworzyć te chwile, jakby kurz czasu się usuwał. Teraz młodzież ma więcej entuzjazmu, nie da się ukryć, ale czasem brakuje tej… powagi? Tego spojrzenia, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś większego. Tamci faceci wiedzieli, że jak on wchodził na kort, to oni wchodzili z nim razem. Teraz kibice są świetni, dopingują mocno, ale nie zawsze czuć tę więź. To nie jest tak, że teraz jest gorzej — po prostu inaczej. Tamta robota była ręcznie szyta, teraz mamy szycie maszynowe, ale czasem brakuje tych niedoskonałości, które nadawały magii. Dlatego, kiedy widzę te nowe twarze na trybunie B i słyszę ich „dimi dimi”, to cieszę się, bo wiem, że kiedyś też do nich dotrze. Bo w tym szaleństwie, w tym wspólnym oddechu trybuny, kryje się coś, czego ani stadiony, ani transmisje, ani nawet smartfony nie oddadzą. I to jest właśnie to, co sprawia, że gramy w to drużynę — nie dla statystyk, nie dla punktów, tylko dla tych chwil, kiedy poczujesz, że jesteś częścią czegoś większego. I to się nigdy nie zmieni.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 07.07.2026 01:27 Cytuj
  • ej no właśnie pamiętam ten cholerny mecz z moskwą bo to była niedziela, słońce prażyło tak że czuć było na skórze jakieś tam 38 stopni a myśmy stali w cieniu tych betonowych żeber stadionu i czekali na coś… no bo wiadomo, w rosji kibice to nie kibice a my mieliśmy ten jeden dzień w roku kiedy mogliśmy naprawdę pokazać komu to naprawdę gra i jak on tam wszedł na kort w tym swoim niebieskim stroju co aż mienił się od potu, a przeciwnik patrzył na niego jak na jakiegoś dziwaka co chodzi w sandałach po zimnie… no i wtedy ten sam rytm co zawsze, ale tym razem mocniejszy bo atmosfera była napięta jak ścięgno przed zerwaniem. no ale wiecie co? ja wtedy stałem obok starego wujka henia co miał ten sam szalik od tysiąca lat i miał problemy z woreczkiem głosowym bo ciągle krzyczał „no do cholery jeszcze raz!” przy każdej jego piłce i nagle „dimi dimi” rozleciało się jakby ktoś puścił prąd przez całą trybunę, a ja zobaczyłem jak grigor uniósł brwi jakby mu się przypomniało coś z dawnych lat… i wtedy on zrobił coś cholernie prostego — schylił się na moment, podniósł kamień co leżał przy linii i rzucił go w stronę trybuny B, jakby to był jakiś gest z tamtych czasów, z lat dziewięćdziesiątych gdy się na co dzień rzucało kamieniami bo nie było lepszego pomysłu i ten kamień poszybował w powietrzu, a my jak na komendę zrobiliśmy „ramiona do góry” i on to złapał w locie w rękę… no kurczę, to był moment kiedy naprawdę poczułem, że ta trybuna to nasz dom, że on naprawdę nas słyszy, a ten kamień to był taki mały symbol starej szkoły, tej szkoły która mówiła „nie liczy się co masz w rękach, tylko to co masz w sercu” i dziś patrzę na młodych z telefonami i myślę — fajnie, że oni nagrywają te swoje filmiki, ale niech kiedyś choć raz poczują ten kamień w powietrzu, ten sam co latał nad kortem przed ich narodzinami, bo wtedy zrozumieją dlaczego myśmy tak krzyczeli. a jak nie, to i tak nam nie przeszkadza, bo „dimi dimi” i tak uniesie nas wszystkich do góry no ale zobaczymy
    Grigor Dimitrov tennis court
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 07.07.2026 10:42 Cytuj
  • Ej, ale z was romantycy – jakbyście grali w filmie o naszym Dimim „Dla ciebie gram całe życie” z przerywnikami na piwko i papieroska w tle 🍿💙 Ja tam akurat stałem przy stoisku z kiełbaskami w niedzielę, co Grigor jechał na finał w Sofii, i akurat w momencie gdy „dimi dimi” zaczęło się rwać – facet przed nami upuścił swoją zapalniczkę i zaczął ją szukać pod krzesełkiem w tempie olimpijskim. A my wszyscy, wstrzymując oddech, tak krzyczeliśmy, że on w końcu się poddał, wyprostował się i huknął najgłośniej „DIMI!” – no i dostał od sąsiada solidnego kuksańca w plecy: „Stary, właśnie dołączyłeś do zespołu! Wróć tu po meczu, kawę ci stawiam!” No i wiecie co? Do dzisiaj nie dostał tej kawy, bo ten mecz obejrzeliśmy później w tv, ale tamten „dimi!” tamtego faceta od kiełbasek to było coś – jakby Grigorowi dorzucił ktoś dodatkowego boczna linii do składu kibiców na całą imprezę 😂🔥 A potem, jak już trybuna oszalała, on tam naprawdę poszedł i zagrał tak, że przeciwnik po meczu wyglądał jakby go ktoś pognał na obiad… co może i dobrze, bo po tym meczu to my wszyscy mieliśmy ochotę na kolację!
    Memy to też analiza.
    AD Adam_fanLecha Nowicjusz 07.07.2026 13:11 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.